Go down

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Wto Maj 15, 2018 1:02 pm
Po chwili przypatrywania się handlarzowi i nieszczęsnemu Jamesowi, zdecydował, że wyminie owo miejsce i spróbuje dostać się do swego celu nieco bardziej okrężną drogą. Zdążył jednak jedynie poprawić na głowie kapelusz, kiedy wokół zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi. Część twarzy było mu doskonale znanych i zmarszczył mocno brwi przyglądając się tej, co by nie było, tragi-komicznej scenie. Kilkoro z obecnych wylądowało na ziemi bądź na sobie, i ciężko było zrozumieć o co tak naprawdę chodzi, pośród natłoku krzyków i komentarzy. Skinieniem głowy przywitał dostrzeżoną pośród ludzi profesor McGonagall, ta jednak najwidoczniej nie dojrzała go w tłumie zaciekawionych gapiów.
Zamieszanie tylko rosło, a James westchnął tłumiąc w sobie irytacje. Chciał podejść i pomóc jakoś załagodzić sprawę, widział jednak, że i tak zdecydowanie zbyt wiele osób już kręciło się wokół wózka. Nagle do jego uszu dobiegły słowa mówiące o jakiejś walizce, świetnych produktach i tym podobnych. Zerknął podejrzliwie na wątpliwej postury handlarza i wtedy dojrzał buteleczkę, która niczym w spowolnionym tempie zaczęła staczać się w dół, kierując się w stronę twardej kostki brukowej. Wyraz twarzy mężczyzny który rzucił się by ją złapać, wystarczył, by James, zrozumiał, że nie wróżyło to nic dobrego. W odruchu wyjął z kieszeni różdżkę i zdążył rzucić jedynie jakieś losowe zaklęcie, najprawdopodobniej Protego, i poczuł, jak rozlega się wybuch. Gdy otworzył oczy, kilkoro ludzi wokół leżało jęcząc coś niezrozumiale, większość jednak stała i rozglądała się zdziwiona wokół. Zleciał się również tłum gapiów, zwabionych głośnym hukiem.
Szybko otrząsnął się z szoku, i wciąż trzymając w dłoni różdżkę podszedł do pierwszej lepszej osoby, sprawdzając, czy wszystko było w porządku. Zbliżył się do Minerwy, która najwidoczniej zajmowała się tym samym. Odłamek jakiegoś z przedmiotów rozciął jej nieznacznie skórę.
- Profesor McGonagall, proszę - odparł, podając jej wyciągniętą z kieszeni marynarki chusteczkę, by mogła zetrzeć krew z twarzy. Rozejrzał się wokół, upewniając wzrokiem, że nikomu nie stało się nic poważnego. Zrobił się niezły rozgardiasz, ludzie krzyczeli coś o służbach, ktoś już zawiadomił magimedyków, część podejrzanie wyglądających ludzi rzuciło się na leżące na ziemi monety, ignorując taranowanych przez siebie poszkodowanych. Do tego wszystkiego, wciąż padało. To by było na tyle ze spokojnej soboty.


Ostatnio zmieniony przez James van Dijk dnia Wto Maj 15, 2018 1:23 pm, w całości zmieniany 1 raz


Ulica - Page 6 392a9d309efdd9ce5a367d1f537835eb
With the weight of the world upon me I can’t hold my head up high
And I was running far away
Would I run off the world someday?

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Wto Maj 15, 2018 1:02 pm
The member 'James van Dijk' has done the following action : Rzuć kością


'K6' :
Ulica - Page 6 4-64
Result :
Ulica - Page 6 Diy96HL


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Wto Maj 15, 2018 8:02 pm
No to wyszło, jak zwykle. To znaczy często wychodziło nieco lepiej, bo ludzie reagują uprzejmiej, kiedy widzą, jak Emmelina się uśmiecha. Po niej to widać, że wcale nie chce niczego ukraść bądź wcisnąć badziewia za jakieś kolosalne sumy. Ostatecznie jednak wyszło na to, że mężczyzna miał ją głęboko w poważaniu, jak i wszystkich dookoła. Niezbyt dobrze się zaczęło, a miało być miło i przyjemnie! Zwykła pogaduszka, coś ponieść, przynieść i wszyscy wracają szczęśliwi do domów! Okazuje się jednak, że nie wszystko może być proste w życiu i nagle jakieś tłumy się zrobiły w okolicy tego pana, co mu chciała okazać trochę serca. Co więcej nie wynikło z tego nic dobrego. Chciała się nawet wytłumaczyć, powiedzieć coś do rzeczy i objaśnić, że ona to z czystej uprzejmości chciałaby pomóc i przy okazji wyjaśnić, że to, iż może sobie tam z tym wszystkim spacerować po ulicy nie oznacza, że trzeba wszystkim dookoła życie utrudniać. Oczywiście wszystko to w jak najbardziej spokojnej atmosferze i przyjaźni, ale to by było zbyt proste. Musiało wydarzyć się coś bardziej ekscytującego! Zamieszanie na Pokątnej to przecież nie może być tylko jakieś tam zbiegowisko. Nie zdążyła się nawet odezwać, kiedy nagle odrzuciło ją coś na tyle mocno, by uderzyła o bruk. Wydała z siebie krótki jęk, ale ostatecznie nie wydarzyło się nic strasznego i po chwili czuła się całkiem nieźle, jeśli się weźmie pod uwagę siłę eksplozji. Nic się takiego nie stało, co by ją zamroczyło wystarczająco. Nie na tyle, by nie mogła się ruszyć. Szczęście, jak widać jej dopisało. Kiedy podniosła się, ponieważ poczuła, że ma w sobie tyle siły, zabrała się za rozglądanie dookoła. Co za bajzel. Chciała trochę rozrywki w wolny dzień, ale nie prosiła świata o dodatkowych klientów w Mungu. Nie taki był plan przynajmniej. Przy takim wybuchu prawdopodobnie powinna zaraz zabrać manatki do szpitala, bo przydadzą się każde ręce do pracy. Nie miało to jednak sensu w tej chwili, skoro i tak wszyscy są tutaj. Ba! To nawet lepiej, że jest tu, gdzie jest. Ostatecznie dało się chociaż rozejrzeć. Tylko co teraz? Komu pomagać? Nikt nie krzyczał, że umiera. Z drugiej strony nieprzytomni przecież nie wykrzyczą niczego. Emmelina więc starała się jak na razie rozejrzeć za tymi, którzy ewentualnie nie są w stanie odpowiedzieć na niczyje pytania. Nawet całkiem szybko zlokalizowała dziewczynkę, która nie wyglądała za dobrze. Na szczęście nie była nieprzytomna i wszystko rozchodziło się raczej o jej przerażenie. Ruszyła więc do niej z zamiarem, by zapytać kogo szukają - mamy, taty, dziadka, z kimże mogła być? Wszystko byłoby nawet cudownie, gdyby nie fakt, że kiedy zbliżała się do dziecka dojrzała znajomą twarz.
No i było już mniej cudownie, bo przez moment dosłownie wbiło ją w ziemię. Sądziła, że w lepszych okolicznościach przyjdzie jej zetknąć się z własnym zażenowaniem sobą. A tu nie, nie, nie. Charles M coś tam Huck coś tam, tak dokładnie zapamiętała to, musiał się pojawić w okolicy. I te oczy, które przyszło jej niegdyś komplementować mają szansę na nią spojrzeć za raz. Miała ochotę pójść i poprosić pana z wózkiem o kolejny wybuch tylko po to, by tym razem stracić przytomność. Tak na wszelki wypadek, gdyby przyszło jej rozmawiać z tymże panem ponownie. Wszystko po to, by nie stanąć w tak niezręcznej sytuacji, jak potencjalnie mogli. Niezręcznej przynajmniej dla niej. Nie było jednak czasu na ucieczkę bądź litanie z przeprosinami. Nie czas i nie miejsc na takie rzeczy. Ostatecznie dalej ruszyła w kierunku dziewczynki, próbując nie zastanawiać się, jak złe zdanie może mieć o niej ten człowiek po tym, co się wydarzyło, a ona nawet nie wysłała sowy z przeprosinami. No bo jak skoro nie zapamiętała do kogo! Merlinie, cóż za emocje! Tu wybuch na zewnątrz, a tu również i w jej głowie.


Ostatnio zmieniony przez Emmelina Vance dnia Wto Maj 15, 2018 8:35 pm, w całości zmieniany 3 razy



Sometimes the truth isn't good enough, sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve to have their faith rewarded...

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Wto Maj 15, 2018 8:02 pm
The member 'Emmelina Vance' has done the following action : Rzuć kością


'K6' :
Ulica - Page 6 4-64
Result :
Ulica - Page 6 OL8orZa


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Czw Cze 28, 2018 7:52 pm
- Ha! Idioci i złodzieje! Nigdy mnie nie złapiecie i nie odbierzecie mi moich skarbów! - zawołał do nich, rzucając im obłąkane spojrzenie. Był cały brudny, nawet trochę krwawił, ale to nie zmieniało faktu, że w nogach to siłę miał. Nie przejął się Charlesem ani nikim innym, jakieś gadki młodego chłopaka też nie zrobiły na nim wrażenia.
- Panie, w sprawie walizek kiedyś się złapiemy, nie. Wiem, gdzie pan mieszkasz! - rzucił mu porozumiewawcze spojrzenie, zanim szybko nie wyciągnął swojej starej, sklejonej różdżki i nie przywołał do siebie wszystkich przydatnych rupieci, nie zmniejszył ich i nie wrzucił do swojej torby.
- W życiu trzeba sobie radzić! - dodał na do widzenia, zanosząc się śmiechem i znikając w jakimś podejrzanym zaułku. Skubaniec był szybki, nikt nie miał z nim szans.

[z/t dla wszystkich]
Wybaczcie, że tak długo i tak słabo, ale z racji że tyle to trwało jestem zmuszona zamknąć ten event. Trzymam kciuki by Felice niedługo wróciła i poprowadziła wam coś fajnego. W międzyczasie zapraszam was na inne eventy i szykujcie się na coś z tego "klimatu", bo zamierzam coś wymyślić i wam poprowadzić, tylko chcę już mieć ogarnięty scenariusz i posty by było to w idei o jaką chodziło Felice, czyli szybkie i angażujące.
Żebyście nie zostali z niczym, każdy z was otrzymuje w ramach rekompensaty po 5 PD i 30 fasolek na głowę.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Wto Sie 28, 2018 5:52 pm
Układała się właśnie do snu, rozczesując spokojnym ruchem włosy, gdy nagle do okna niespodziewanie zapukała biała sówka. Zmarszczyła brwi w cichej konsternacji. Było już dość późno, a jej się raczej nie śpieszyło do jakiś obowiązków pracowniczych (pieczęć rozpoznała), ale stworzenie mogłoby wywołać niepotrzebną sensację w jej okolicy. W końcu mugole nie byli przyzwyczajeni do ataku dzikich zwierząt w centrum miasta, zwłaszcza takich, które naturalnie żyły daleko poza granicami ich małego światka. Westchnęła cicho, wyrażając swój brak poparcia do używania sów we wszystkim, gdzie się dało. Mogła przez to mieć kłopoty. Z dwojga złego wolała już wpuścić ptaka do środka i zostawić list na później.

Nie było jej to jednak dane, bo nie był to zwyczajny zwitek pergaminu, a cholerny wyjec. Cofnęła się odruchowo, krzywiąc przy tym usta, gdy nagle kawałek papieru zaczął na nią krzyczeć. Założyła ręce na piersi, pokazując nieobecnej widowni, jak bardzo nie podoba jej się otrzymywanie takiej korespondencji o późnych godzinach. Zacmokała niezadowlolona.

Teoretycznie sprawa, która została jej bestialsko wykrzyczana w twarz, mogła poczekać do rana, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie wstanie wystarczająco wcześnie, by być pierwsza na miejscu zdarzenia. Poświęci się więc teraz, a potem prześpi całe popołudnie. Ubrała się z powrotem, zamknęła mieszkanie na cztery spusty i udała się na ulicę Pokątną.

Na miejscu nie była od razu. Wszystkie kominki w okolicy nagle przestały działać, co było jej bardzo nie na rękę. Teleportacja nadal była obcą dziedziną i wolała jej nielegalnie nie próbować (kiedyś w końcu zda ten egzamin…). Do ulicy więc dotarła korzystając z mugolskich środków transportu. Taksówkarz widząc ją bardzo się ucieszył, zdążyła przepłacić, ale była w jednym kawałku. Wysiadając z pojazdu, trzasnęła drzwiami.
Na ulicę wkroczyła z potarganą fryzurą i zmęczeniem na twarzy.



Discord -> Wiśnia#5118

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Pią Sie 31, 2018 1:04 am
Kiedy zbliżałaś się do magicznych dzielnic mogłaś zauważyć na twarzach ludzi poruszenie. W czasach kiedy Śmierciożercy działali jawnie nikt nie czuł się bezpieczny, a strach z tym związany był aż nadto wyczuwalny - jakby wisiał w powietrzu niczym zmora, karmiąca się przyspieszonym biciem serc i niepokojem powoli przejmującym władzę nad ludzkim umysłem. Im bliżej Pokątnej tym mniej ludzi, to pierwsze spostrzeżenie, jakie przyszło ci do głowy. I nic w tym dziwnego.

Na środku ulicy, tam gdzie niegdyś stał jakiś stragan znajdował się jedynie krater po wybuchu. Odłamki, które zostały wokoło rozrzucone najwyraźniej już zebrano - widziałaś jak jakaś magimilicjantka reperuje różdżką okno wybite przez lecącą deskę, a ciężko było brać pod uwagę scenariusz w którym była jedynym elementem który wyleciał w powietrze.

Przejście na drugą stronę Pokątnej było niemożliwe - liczne grupy magimilicjantów próbowały naprawić wyrządzone szkody. Część z nich otaczała krater i zasypywała różdżkami dziurę w ziemi. Jedyna droga umozliwiająca przejście wiodła pomiędzy budynkami. Wyglądało też na to, że większość sklepów przy ulicy zostało zamkniętych.

Czułaś smród spalenizny.



“I’m Not Interested In Money.
I Just Want To Be Wonderful.” - M. Monroe

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Wto Wrz 04, 2018 11:32 am
Coś, bardzo brzydko mówiąc, jebło. Nie była tylko jeszcze pewna co, czemu, z czyją pomocą i tak dalej. Szczegóły były ważne, często ważniejsze od głównego przesłania wiadomości i jej celem było teraz dowiedzenie się o nich. Miała jednak poważny problem. Ministerstwo już dorwało się do miejsca zbrodni, sprzątając je skrzętnie, co maskowało wszelakie dowody, na których to podstawie mogłaby wynieść jakieś wnioski. Nie było jej to na rękę i nawet przez chwilę rozważała konfrontację z przedstawicielami Ministerstwa. Wystarczyło nieco nakłamać, wyciągnąć z nich informacje, może jej by się nawet udało. Było to jednak zagranie ryzykowane, a nie była pewna, czy chce się w to bawić, jeśli istniały inne, bardziej bezpieczne alternatywy. A sądząc po rozmiarze zniszczeń, grupa sprzątająca miała jeszcze dużo do roboty. Być może uda jej się ich zahaczyć, gdy będzie wracać w nocnego rekonesansu.

Tymczasem wybrała dużo mniej brawurową, ale mniej rzucającą się w oczy opcję. Zdecydowała się na próbę przemknięcia między budynkami, by dostać się w głąb ulicy. Ciemne alejki za sklepami i małymi kamieniczkami wcale nie kusiły swoją atmosferą, ale były mniej ryzykowane niż przyłapanie na kłamstwie przez oficjeli.
Byłaby wyjątkowo głupią osobą, gdyby się w tym momencie bała. Strach zjeżył jej włos na karku, ale to znowu nie znaczyło, że się teraz wycofa. Była upartą osobą. Jeśli już się zwlekła z tego łóżka, to dokończy swoją reporterską pracę. Uczucie niepokoju sprawiało, że była bardziej wyczulona na wszelakie dźwięki z okolicy, a każdy cień wyglądał dla niej co najmniej podejrzanie. Mogłaby rozświetlić sobie drogę prostym zaklęciem. Nic skomplikowanego. W takim wypadku jednak byłaby bardzo widoczna w ciemnych, pobocznych alejkach, a właśnie próbowała uniknąć wzroku innych.

W gruncie rzeczy zaczęło ją interesować, cóż takiego zdarzyło się na tej ulicy. W końcu od jakiegoś czasu mieli spokój, a wydarzenie nie wyglądało na przypadkowy wybuch smoczego łajna. Wtedy poczułaby nieco inny zapach.


Discord -> Wiśnia#5118

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Pon Wrz 17, 2018 7:07 pm
Zapach wypalonej ziemi unosił się w powietrzu niosąc ze sobą dziwny swąd magii, który bił od krateru, mimo tego, że powiązani z Ministerstwem czarodzieje już od dłuższego czasu pochłonięci byli jego usuwaniem. Kiedy przechodziłaś blisko całego zajścia czułaś, że ziemia zdawała się obok pulsować, jakby doszło tam nie tylko do wybuchu, ale też dziwnego wyładowania energii, od której aż zakręciło ci się w żołądku. Wprawiło cię to, mimo reporterskiego doświadczenia w niepokój, jakby energia ta była nośnikiem emocji. Nie było ci znane zaklęcie mogące tego dokonać, chociaż mogło to być po prostu połączenie kilku... lub nieudany wynalazek.

Część magimilicjantów nawet nie zwróciła na ciebie uwagi - trwali przy swoim zajęciu, w skupieniu przenosząc w powietrzu kawałki ziemi i sporządzając notatki, mające zapewne posłużyć jako raport w sprawie. Jedna z kobiet odwróciła głowę posyłając ci z daleka pytające spojrzenie, kiedy znikałaś pomiędzy budynkami.

Idąc do przodu dostrzegłaś, że i tutaj znajdowali się umundurowani czarodzieje. Ci jednak nie zajmowali się reperowaniem szkód, a ewidentnym oznaczaniem i przeszukiwaniem terenu. Wysoki, chudy mężczyzna z ostrymi rysami twarzy ruszył w twoim kierunku zdecydowanym krokiem.

- Szanowna Pani, przebywanie tutaj nie jest bezpieczne - rzucił, chociaż nie podał ci żadnych szczegółowych informacji dotyczących tego dlaczego właściwie przebywanie tutaj miało być niebezpieczne. Nie umknęło twojej reporterskiej uwadze, iż obie osoby w polu twojego widzenia trzymały w ręku kartkę z ruchomym portretem pamięciowym. Mogłaś perfidnie pochylić się i mu przyjrzeć, lub nie odrywać spojrzenia od oczu stróża prawa.



“I’m Not Interested In Money.
I Just Want To Be Wonderful.” - M. Monroe

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Sro Gru 05, 2018 1:00 am
[koniec sesji ze względu na zbyt długi czas reakcji]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Wto Gru 11, 2018 3:25 pm
Kalendarz wskazywał 21 listopada 1978 roku, była dokładnie sobota, czyli całkiem dobry dzień dla sprzedawców z ulicy Pokątnej. W końcu często czarodzieje zaglądali na magiczną ulicę w weekendy by coś dokupić, sprawdzić, obejrzeć i tym podobne, a że za około miesiąc miały być święta to tym bardziej niektórym zależało by prezenty dobrać już teraz. Od jakiegoś czasu było głośno wśród ludzi prowadzących tutaj swoje lokale w związku z złodziejem, który nie dość, że ich okradał to jeszcze się im wymykał, gdy byli bliscy złapania go na gorącym uczynku. Do Ministerstwa nie było sensu się zwracać, zwłaszcza że ukradzione przedmioty nie miały wysokiej wartości, więc istniało spore prawdopodobieństwo, że tylko by ich wyśmiano. Niemniej drażniło to handlujących, zdenerwowanie rosło, a efektów jak nie było tak nie ma. Złodziej pozostawał bezkarny...
Byłeś jednak ty. Często zaglądałeś na Ulicę Pokątną, sprzedawcy cię lubili, więc chcąc nie chcąc, słyszałeś różne pogłoski. A tu od miłej wiedźmy ze spożywczaka, a tam od bezzębnego pana z apteki. Sprawa cię zainteresowała, zresztą od jakiegoś czasu chciałeś rozprostować kości, zająć się czymś innym niż zazwyczaj, a bycie detektywem zdawało się być strzałem w dziesiątkę, nie? Pogoda też nie była zła, co prawda na głównej ulicy było mnóstwo kałuż, którymi nikt się nie zajął, ale zaczęcie śledztwa od tego miejsca zdawało się najlepsze. Miałeś widok na prawie wszystkie sklepy, mogłeś też łatwo się przemieścić i ustalić plan działania. Właśnie, plan działania - jaki będzie twój?


~
Event w tym miejscu się dla ciebie rozpoczyna, Jamesie Potterze. Na starcie opisz mi, co masz ze sobą, najlepiej pod swoim postem, opisz też krótko jak ubrana jest twoja postać. W poście nie zapomnij stworzyć swojego planu działania, który będzie podstawką do twoich dalszych kroków. Daję ci jeszcze mapkę by ułatwić ci zadanie.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Sro Gru 26, 2018 7:58 pm
Gdy pierwszy raz coś obiło mu się o uszy na temat kradzieży na Pokątnej niespecjalnie się tym przejął. Ot zwykły złodziejaszek próbuje swych sił podwędzając jakieś duperele. Może biedny, może zdesperowany, a może kleptoman, kto wie, ale z pewnością żaden z niego specjalista i prędzej czy później wpadnie. Bo jaki profesjonalny łupieżca rzucałby się na pomidory, czy maści ziołowe z promocji? No właśnie, żaden.
I tak oto, niby nic, jakieś drobiazgi, to tu, to tam, ale złodziej pozostawał nieuchwytny, a sprzedawcy bezradni. Suma summarum w końcu i James się tym zainteresował. Trochę udzieliło mu się zniecierpliwienie handlujących, a trochę zwyczajnie potrzebował jakiegoś zajęcia. Musiał wyjść z domu, oderwać się od codzienności, zająć czymś skołatane myśli które wraz ze zbliżającymi się świętami dawały mu się we znaki. Postanowił więc trochę powęszyć, popytać, możliwie najdokładniej nakreślić profil złodzieja, a kto wie, może i przy dobrych wiatrach go schwytać. W końcu porwał się niczym z motyką na słońce na posadę aurora. Miał łapać czarnoksiężników którzy zdecydowanie powinni być bardziej nieuchwytni niż jakiś tam rabuś fasoli ze spożywczego. Potraktował to jako coś na wzór rozgrzewki.
Ubrał więc ciemną bluzę z kapturem który zarzucił sobie na głowę, wygodne spodnie, buty i kurtkę stosowną do pogody, a na ramiona zarzucił plecak z małym wyposażeniem. Postanowił na początku przejść się po wszystkich sklepach na Pokątnej, sprawdzić które padły ofiarą złodziejaszka, ilokrotnie i co zginęło, niepodobnie do siebie wziął nawet w tym celu notes i ołówek, a na pierwszej stronie rozrysował pokracznie ulicę Pokątną z oznaczeniem wszystkich instytucji. Miał nadzieję, że taki rekonesans nakreśli mu klarowny profil człowieka który stał za wszystkimi kradzieżami, a kto wie, może i trafi na kogoś kto go widział, albo chociaż zobaczył kogoś podejrzanego. Zaczął więc do spożywczego.

rękaw: różdżka
kieszenie: kłębek nici Trolliadny, notes, ołówek, 3 galeony
plecak (zabezpieczony zaklęciem, może go otworzyć tylko Potter): peleryna niewidka, mały zestaw przetrwania Beare’ara Gryllsona, modulator głosu, kanapka z serem (nieśmierdzącym)


Ulica - Page 6 C10

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Czw Sty 10, 2019 11:53 pm
W kapturze niekoniecznie mogłeś wzbudzać zaufanie, co było widać po niektórych minach mijających cię czarodziejów. W końcu mało kto był przyzwyczajony do takich mugolskich rozwiązań jak kaptury, większość używała zaklęć lub okryć głowy. Jeden starszy jegomość, po tym jak znalazł się za tobą wydał z siebie kilka mlasków dezaprobaty i zanim zdążyłeś w jakikolwiek sposób zareagować, zniknął w tłumie przed Gringottem. Pierwszym twoim celem okazał się sklep spożywczy, akurat blisko, wręcz pod ręką. Gdy wszedłeś, powitał cię zapach świeżych owoców, przede wszystkim jabłek, które kusiły swoimi kolorami, ale także i dyń, będących najwyraźniej dumą pulchniutkiej wiedźmy o rumianych policzkach, która akurat układała wydające z siebie piski śliwki. Na twój widok uśmiechnęła się szeroko i niemal od razu poprawiła przekrzywioną tiarę by następnie wytrzeć dłonie w fartuch.
- A w czym ci mogę pomóc, kochaneczku?



Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Nie Sty 13, 2019 3:42 pm
Chciał być taki tajemniczy, taki anonimowy, skryty, obserwujący spod zwieszonego kaptura przechodniów i mierzący ich pełnym podejrzeń wzrokiem z kamiennym wyrazem na twarzy. Taki detektyw ach i och, chociaż w dzisiejszych mugolskich czasach bardziej przypominałby nerda, tudzież zbzikowanego informatyka. Kaptur miał zabezpieczony przed deszczem zaklęciem, więc była to jedynie forma, jak widać niezbyt udanego, kamuflażu. Nie lubił kapeluszy, ani wysokich kołnierzy które kojarzyły mu się z detektywami, co innego mugolskie kaptury, ale dziś rzeczywiście nie był to najlepszy pomysł. Po pierwsze: zawężał mu on pole widzenia, po drugie: zagłuszał wszystko dookoła, po trzecie: jak widać wkurzał innych. James ściągnął go w momencie w którym za jego uchem wybuchła seria mlasków tak głośna, że nawet warstwa materiału jaką miał na głowie nie zdołała jej zagłuszyć. Och, serio? Pokręcił głową i obejrzał się za siebie, ale w tłumie ciężko mu było odgadnąć kto był tak zirytowany. Jeżeli chodziło mu o mugolski wydźwięk kaptura, to dupek i rasista, a jeżeli kaptur mu zasłaniał, to czupryna jaka wystrzeliła spod niego zdecydowanie zasłaniała mu o wiele więcej.
Chwilę później Potter otwierał już drzwi sklepu spożywczego. Natychmiast uderzył go zapach jabłek, a jego żołądek zagrał marsz ku soczystym szarlotkom z dużą ilością cynamonu. Bardzo dużą. James również uśmiechnął się do sprzedawczyni z dumą prezentując jej rząd swych śnieżnobiałych ząbków i po chwili już opierał się o ladę unosząc przy tym jedną ze swoich brwi.
- Dziś - wykonał pełną napięcia przerwę - to ja bym chciał pomóc – zagadał dalej się uśmiechając. Wyciągnął swój notes, ołówek i kontynuował – Pragnę uwolnić ulicę Pokątną od złodzieja. W tym celu muszę zdobyć o nim jak najwięcej informacji. Co zginęło, ile, gdzie leżało, kiedy… - sam również notował sobie te pytania, żeby wiedzieć o co pytać w innych sklepach, ale również i po to by wyglądać chociaż trochę bardziej profesjonalnie. Na moment przygryzł wargę, po czym znowu skierował swój wzrok w kierunku sprzedawczyni, a uniesiona brew drgnęła mu odrobinę kokieteryjnie – Wszystko co jest mi pani w stanie o nim powiedzieć… - skwitował wyzywająco.


Ulica - Page 6 C10

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

on Czw Lut 07, 2019 1:47 am
Najwyraźniej nie było ci dane by poznać odpowiedź na pytanie dlaczego starszy czarodziej zareagował w taki a nie inny sposób. Najpewniej był to człowiek starej daty, przyzwyczajony do tego jak było kiedyś, do chwil, kiedy cała Pokątna wyglądała inaczej, bardziej elegancko. Pulchniutka wiedźma o brązowych, kręcących się włosach, które sięgały uszu i jasnoniebieskich oczach nie sprzedawała wypieków, więc jedynie zostawały ci twoje wyobrażenia i owoce, które zdawały się kusić cię coraz bardziej. Może warto byłoby pomyśleć nad kupnem i upieczeniem takiej szarlotki? Twój uśmiech zadziałał, bo policzki pokryły się wyraźniejszą czerwienią. To jasne, że twoja obecność musiała zrobić wrażenie i na niej, nieważne że nie zaglądałeś do tego miejsca pierwszy raz. Byłeś przecież młody, przystojny i czarujący. Wiedźma zbliżyła się do lady by odpowiednio cię przywitać, poza tym resztę śliwek mogła ułożyć później.
- Och! - wydała z siebie dźwięk zaskoczenia, po czym zachichotała. - Ależ kochaniutki, nie trzeba, naprawdę...
Przy twoich kolejnych twoich słowach jednak zabłysły jej oczy, choć ciężko było stwierdzić czy to z powodu zadawanych pytań czy też dźwięku twojego głosu. Złapała się w końcu pod boki, ale na widok tych sztuczek, byłeś w nich mistrzem!, westchnęła sobie i śmiejąc się pokręciła głową.
- Dobrze, już dobrze, powiem ci wszystko. Wszystko czego chcesz - powiedziała i machnęła na ciebie dłonią, chichocząc przy tym jakby miała te kilkanaście lat.
- Nie zginęło dużo rzeczy, kilka warzyw i owoców i to tych uszkodzonych... - rozpoczęła i zaczęła się rozglądać po swoim warzywno-owocowym królestwie. - Dwie piszczące śliwki, leżące w tej skrzyni, jak zawsze zresztą. Dwa językowe grejpfruty, zawsze są naprzeciw chichoczących gruszek. Zawsze rzucam na nie zaklęcia by nie lizały siebie nawzajem albo klientów. Trzy wojownicze brokuły, co lubią strzelać spadającymi z nich resztkami, są przy nieśmiałych kalafiorach. I pryskający burak. Był już w takim stanie że już nie miał czym pryskać. Biedaczek...
Wiedźma westchnęła i pogłaskała kalarepę, którą miała pod ręką. Wszystkie miejsca z których zniknęły produkty ci wskazała, mogłeś je nawet obejrzeć. Nic wyjątkowego nie rzuciło ci się w oczy przy obserwacji i raz opryskał cię jeden burak.
- Nie pamiętam dokładnie kiedy, zazwyczaj pod koniec miesiąca wychodziło, że czegoś brakuje i chyba raz... pamiętam jak coś strasznie śmierdziało! Pory od razu zmieniły przez to swój kolor, trochę czasu mi zajęło zanim pozbyłam się tego smrodu.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Sponsored content

Ulica - Page 6 Empty Re: Ulica

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach