Go down
Erin Potter
Oczekujący
Erin Potter

Jakieś coś  Empty Jakieś coś

on Pon Lut 11, 2019 4:54 pm
Miniaturka z serialu BBC "Sherlock".

Zwykły człowiek

Melodia wyswobadzała się z raz za razem poruszanych przez niego strun, kiedy to szarpał je za pomocą smyczka, nadając własny tor nowopowstałym dźwiękom. Grał, a odgłos instrumentu rozbrzmiewał na wszystkie strony; zderzał się ze ścianami zaklejonymi dokumentami, wpełzał pomiędzy książki ściśnięte na półkach, z których to muzyk nigdy nie pozwalał ścierać kurzy, tłumił hałasy dobiegające z ruchliwej ulicy.
Siedziałeś nieopodal, zupełnie tak, jak zawsze, zajmując swe zwyczajowe miejsce w fotelu. W dłoniach trzymałeś filiżankę z jeszcze ciepłą herbatą, którą chwilę temu przyniosła pani Hudson. Co jakiś czas zanurzałeś wargi w napoju, lecz nie zawsze faktycznie popijałeś jego łyk. Odruch, który wypracowałeś w sobie przez lata, pozwalający ci zebrać myśli. Bynajmniej nie pałac pamięci.
Sylwetka skrzypka z jednej strony była oświetlana przez ekran laptopa pozostawionego przez ciebie na stole. Automatycznie przeniosłeś wzrok na urządzenie - otwarta karta przeglądarki prezentowała pustą, białą stronę bloga, swoistą zapowiedź nowej notki. Włączyłeś ją, najpewniej licząc na to, że zmotywuje cię to do pisania. Ale nie miałeś chęci pisać. Nie dziś. Nie tego wieczora.
Powoli przeniosłeś wzrok na mężczyznę. Miał przymknięte oczy, a jego długie, chude palce kurczowo zaciskały się na smyczku. Dopiero teraz spostrzegłeś, jak szybko i płynnie się poruszał – zupełnie tak, jakby to on sam wcielał wygrywaną przez siebie melodię w życie, a nie ten instrument, który dzierżył w dłoni.
Ciało Sherlocka idealnie współgrało z całym tym cholernym tłem – z półmrokiem, muzyką, teatrem cieni oplatającym ściany. Och, na litość boską. Jak mogłoby być inaczej? Holmes był pieprzonym kreatorem rzeczywistości. Kimś, kto dokładnie zaplanował i wytworzył całe to otoczenie, w jakim się znajdowaliście. Dlatego też doskonale wiedział, co robić, aby stać się jego najbardziej znakomitą częścią.
Najgorsze było jednak to, że Sherlock faktycznie był centrum twojej rzeczywistości. I to bynajmniej nie dlatego, że rzucał się w oczy, jako jedyna żywa istota oprócz ciebie, ani dlatego, że jego gra na skrzypcach była najpiękniejszym wykonaniem, jakie kiedykolwiek słyszałeś. Prawda była nieco inna. Dotarcie do niej zajęło ci nieco czasu, jednakże wiedziałeś, że nie mogłeś dłużej okłamywać samego siebie.
Nagle przestał grać. Nerwowo potrząsnąłeś filiżanką, powodując, że odrobina herbaty wylała się na spodek. Lekko westchnąłeś, odstawiając naczynie na stół.
- Chciałeś pisać – oznajmił beznamiętnie, zupełnie tak, jakby tym sposobem miał zamiar przypomnieć ci to, po co tak naprawdę tutaj byłeś. Odstawił skrzypce na ich zwyczajowe miejsce, po czym przeciągnął się lekko i ziewnął, opadając swobodnie na kanapę. Nagle uświadomiłeś sobie, że zacząłeś odczuwać tęsknotę za oglądaniem tych bladych dłoni i długich, chudych palców, którymi tak sprawnie operował smyczkiem jeszcze parę minut temu.
- Nie dziś. Nie mam do tego głowy.
- To w takim razie nad czym tak głęboko myślałeś przez ostatnie pół godziny?
- Co?
- No, dokładniej przez dwadzieścia sześć minut. Patrzyłeś gdzieś w dal, byłeś zamyślony.
- Jestem po prostu zmęczony.
- Nie, John. Gdy jesteś zmęczony, po prostu idziesz spać. Ewentualnie jesz przed zaśnięciem, bo uwielbiasz podjadać. Za to kiedy chcesz nad czymś pomyśleć, musisz coś pić. Regularnie moczysz wargi w aktualnie spożywanym przez ciebie napoju, to pozwala ci się skoncentrować.
Nie było sensu pytać „skąd", „jak" i „dlaczego". Odpowiedź była zawsze taka sama – bo to Sherlock Holmes. Ten człowiek (choć to w sumie wątpliwe) miał w głowie miliony szufladek z informacjami na temat spotykanych przez siebie ludzi. Byłeś pewien, że twoje charakterystyczne zachowanie odnotował już w pierwszy dzień waszej znajomości. Nie mogło stać za tym nic więcej - żadne głębsze przywiązanie, chęć poznania czy zainteresowanie. On po prostu taki był – widział kogoś i... po prostu wiedział.
I to nie kwestia ciebie, Watson. To nigdy nie była kwestia ciebie. Przecież ty nigdy nie byłeś i nie będziesz dla niego nikim specjalnym.
- Znowu to robisz.
Nawet nie zorientowałeś się, kiedy ponownie trzymałeś w dłoniach filiżankę z herbatą. Wolno wypuściłeś z siebie powietrze, tym razem jednak nie odstawiając naczynia na stół.
- Więc...?
- Więc co? Chryste, Sherlock. Po prostu myślałem nad notką. Nie wiem, którą sprawę opisać najpierw, czuję się wyprany ze zdolności tworzenia zdań. To wszystko.
Czułeś się coraz bardziej podirytowany całą tą sytuacją. W końcu nieco zbyt gwałtownie podniosłeś się z miejsca, odstawiłeś herbatę na blat, po czym zamknąłeś laptopa. Dopiero gdy pomieszczenie zostało spowite w niemalże całkowitej ciemności, uświadomiłeś sobie, jak wielkim byłeś idiotą.
Chciałeś ponownie otworzyć laptopa, jednakże w momencie zaciśnięcia dłoni na urządzeniu, coś dotknęło twojej skóry. Coś miękkiego, w pewien sposób delikatnego i jednocześnie dość chłodnego. Stałeś, jak sparaliżowany, a długie, chude palce delikatnie przesunęły się w stronę twego nadgarstka. Zanim się zorientowałeś, było już za późno – zdradził cię twój puls.
- Mylisz się – szept mężczyzny uderzył w ciebie równie mocno, co fala ciepła, która oblała twą szyję w momencie wypowiadania przez niego słów prosto do twego ucha – Zawsze byłeś najważniejszy.
To mówiąc, delikatnie ujął w dłoń twoją rękę, a następnie przyłożył ją do swego nadgarstka.
I po raz pierwszy w życiu przekonałeś się, że Sherlock Holmes był jednak tylko i wyłącznie zwykłym człowiekiem.


Erin Potter
only the dead have seen the end of war
[mru]
Erin Potter
Oczekujący
Erin Potter

Jakieś coś  Empty Re: Jakieś coś

on Nie Lut 24, 2019 12:03 am
A tym razem miniaturka z paringiem Dumbledore x Grindelwald

Błękit i biel

Powoli wynurzył się z wody, pozwalając, by krople ześlizgnęły się po jego ciele, a następnie zaczęły skrzyć w promieniach lipcowego słońca. Przez moment zaprzestał jakichkolwiek ruchów i wyciągnął twarz w kierunku nieba, przymykając oczy i rozkoszując się miłym ciepłem muskającym jego skórę. Teraz, wychylając się nad powierzchnię okolicznego jeziora, mógł przypominać swoistą rzeźbę z marmuru umiejscowioną pośrodku fontanny. Był jak element widowiska, wystawy – i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wiedział bowiem, że aktualnie znajdował się pod obserwacją czujnych, rażąco błękitnych oczu, które wpijały się w jego sylwetkę od samego początku, najpewniej sądząc, że, schowane za sitowiem, nie będą zbyt łatwe do zauważenia.
Otworzył oczy, aby natychmiastowo zderzyć się z otchłanią błękitnego nieba. Na jego ustach mimowolnie pojawił się uśmiech. Czegokolwiek by nie zrobił, ten konkretny odcień niebieskiego najprawdopodobniej miał otaczać go od samego początku jego przybycia do Doliny Godryka.
Zaczął powoli zbliżać się w kierunku brzegu, przecierając twarz i mokre, blond włosy. Gdy w końcu postawił bose stopy na suchym piasku, przez moment znieruchomiał, dając ostatnią szansę swemu obserwatorowi. W końcu, nie mogąc powstrzymać cichego parsknięcia, wbił wzrok w pobliskie gęstwiny, bez problemu odnajdując zarys bladej twarzy młodzieńca.
- Też chcesz popływać? – odezwał się bezceremonialnie.
Albus drgnął. Gellert uwielbiał go prowokować - odnosił wówczas wrażenie, że to właśnie dzięki temu Dumbledore mógł przełamywać swe dotychczasowe przyzwyczajenia. Wtedy bowiem zanikało jego bezwzględne opanowanie, nienaganne maniery i sztywność wynikająca z typowo brytyjskiego wychowania. Stawał się całkowicie inny, najpewniej nade wszystko nie chcąc dopuścić do niemożności nadążenia za wrodzoną swobodą swego towarzysza. Grindelwald skłamałby, gdyby powiedział, że nie napawało go to swego rodzaju satysfakcją.
Okrążył zarośla, a następnie stanął z Dumbledorem twarzą w twarz, nadal wykrzywiając wargi w drobnym uśmieszku.
- Obawiam się, że nigdy nie wyszłoby mi to tak dobrze, jak tobie – odparł po chwili Albus, odwzajemniając uśmiech. Uwadze Gellerta nie umknął fakt, iż wzrok chłopaka przez moment był skupiony na jego nagiej klatce piersiowej. – Woda to zdecydowanie nie mój żywioł. Za to muszę przyznać, że ty radzisz sobie w niej znakomicie.
Grindelwald po raz kolejny przeczesał swe włosy palcami, siadając obok rówieśnika. Oparł się łokciami o ziemię, po chwili czując na swej skórze delikatny świąd wywołany przyklejonymi doń źdźbłami trawy. Prychnął cicho i odkleił jedno z nich, by po chwili zacząć obracać je między palcami. Wbił wzrok w jego intensywnie zielony odcień, ściągając brwi. Albus przyglądał się swemu towarzyszowi w milczeniu.
- Chciałbym zatrzymać się na zawsze – powiedział nagle Gellert. Jego słowa na moment zawisły pomiędzy ich dwojgiem, by po chwili wtopić się w nieustanny dźwięk wydawany przez liczne owady i żaby żyjące w okolicy jeziora. – Chciałbym zatrzymać tę chwilę. Chciałbym zatrzymać cały świat. Bylibyśmy tylko my, Albusie. Wyobrażasz to sobie? Zatrzymać śmierć. Zatrzymać życie. Zatrzymać wszystko.
To mówiąc, Gellert w końcu przeniósł spojrzenie na Dumbledore’a i po raz kolejny dzisiejszego dnia ujrzał błękit. Nie bezdenny, daleki błękit nieba, który nigdy nie miał być osiągalny nawet dla niego; nie zaciekawiony, ale jednocześnie nieco zawstydzony błękit oczu spoglądających zza sitowia – a błękit pełen uwagi, oddania, zrozumienia i skupionych tylko i wyłącznie na nim oczu.
To sprawiło, że zadziałał nadzwyczaj instynktownie. Nachylił się nad chłopakiem, uprzednio dokładnie wyobrażając sobie odległość, jaka dzieliła ich wargi, a gdy poczuł, że dystans ten nagle drastycznie się skrócił, jego wnętrze niemalże natychmiastowo skręciło się w dziwny supeł. Przeraźliwe ciepło uderzyło w dolne partie jego brzucha, kiedy to łapczywie skradali od siebie kolejne pocałunki, kiedy w końcu obaj opadli na zieloną, wilgotną trawę, brudząc się doszczętnie. Ich serca uderzały we wspólnym rytmie, zagłuszając wszystko wokół, zagłuszając nawet kroki nieuchronnie zbliżającej się Śmierci, której panami tak bardzo chcieli zostać.


~*~


Biały marmur po raz kolejny znacząco wyróżniał się w swoim otoczeniu. Już nie przypominał młodzieńca wystającego znad tafli jeziora, ale wciąż znajdował się w okolicy tego zbiornika wodnego, niemalże całkowicie wypełniając wolną przestrzeń hogwardzkich błoni.
Biały marmur bił od okazałego grobowca, do którego przylegały intensywnie zielone źdźbła trawy poruszające się na wietrze. Tak, jak kiedyś, przed laty, były przyklejone do spoconych, wilgotnych ciał, tak teraz delikatnie okalały białe ściany pomnika, już nie wzbudzając świądu, nie irytując nikogo za nadto.
Śmierć już się nie zbliżała – po prostu stała nieopodal, opanowana, cicha.
Nasycona.


Erin Potter
only the dead have seen the end of war
[mru]
Caroline Rockers
Oczekujący
Caroline Rockers

Jakieś coś  Empty Re: Jakieś coś

on Nie Lut 24, 2019 12:13 am
Pierwszą miniaturkę sobie na razie zostawiam na później. A co do drugiej to za krótka! Masz ładny styl, lekki, szybko się czytało i przyjemnie. No i ładne nawiązanie do tej trawy na końcu. Pisz dalej! wink mała




Me and the devil
Walking side by side
Sponsored content

Jakieś coś  Empty Re: Jakieś coś

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach