Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Kawiarnia "Niemen"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Kawiarnia "Niemen"   Pon Wrz 02, 2013 1:01 pm

First topic message reminder :

Spora kawiarnia, w której ceny dorównują jakością usług - a są bardzo wysokie. Wnętrze utrzymane w kolorach zieleni i brązu nadaje miejscu bardzo naturalny klimat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Niemen"   Wto Lip 25, 2017 7:59 pm

W lipcu ulica Pokątna zaczęła tętnić życiem, gdy wszystkie lokale wspólnie ogłosiły coroczną wyprzedaż swoich produktów. Sklepy kierowały swoją ofertę nie tylko do dorosłych, ale również młodzieży, która zawitała do domów na czas wakacji.
Na wąskiej ulicy czarodzieje się przepychali, a torby pełne zakupów rozrywały. Monety brzęczały w sakiewkach, gdy były przeznaczane na niesamowicie tanie produkty. Nikt nie żałował swoich zakupów, nawet jeśli robił je pod wpływem emocji i nie do końca przemyślał po co mu druga balowa szata.

Promocje zawitały również do kawiarenki przyozdobionej w złoto i czerwień – specjalnie na ten dzień. Zachęcała dużym szyldem informującej o licznych upustach. Aby zająć miejsce należało długo czekać przy barze, bo wielu czarodziejom nie spieszyło się do zaprzestania jedzenia kolejnych smakowitych deserów.

MENU:
 

Zamawiajcie, cieszcie się posiłkiem, ale nie zapomnijcie, że rachunek zostanie wystawiony!
Zachęcam do zapoznania się z przelicznikiem czarodziejskiej waluty tutaj.
Jeśli nie ma produktu, który was interesuje lub brakuje ceny - zapytajcie o nią barmana lub kelnerkę!

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Clark
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Niemen"   Sro Lip 26, 2017 9:42 pm

/start

Po 35 dniach ciężkiej, męczącej pracy w szpitalu świętego Munga, Anthony miał wreszcie - choć oczywiście nie obyło się to bez nad wyraz dziecinnej sprzeczki i wyrzucenia Anthony’ego ze szpitalnych murów – dzień wolny.
Panowała epidemia. Po naprawdę niewiarygodnie dłużących się latach nudy, oddział chorób zakaźnych rozkwitł niczym konwalie na początku ciepłego maja, roznosząc swój delikatny zapach po całej okolicy. Czy mężczyzna był pracoholikiem? O, tego zdecydowanie trzeba było mu odmówić. Ze wszystkich paskudnych wad, jakie kształtowały jego trudny charakter – całe szczęście, że był leniwy. Nie potrafił jednak, nie było to w jego naturze, odejść ze szpitala w najgorszym możliwym okresie i wypoczywać w najlepsze, gdy tam wszystko się waliło i paliło. Dlatego, jak gdyby nigdy nic – Anthony leniwie zwlókł się z łóżka o godzinie 6 (choć pobudka wyglądała dużo bardziej ekstremalnie, toteż przyzwyczajony do porannego spaceru Prometeusz, wskoczył na śpiącego chłopaka i swoim długim, różowym językiem zaczął lizać Clarka po twarzy. Początkowo mężczyzna zdzielił psa poduszką po pysku, ale gdy kły labradora zacisnęły się na jego kostce i zaczęły zsuwać Tony’ego z łóżka… tego nie mógł zignorować. Zwłaszcza, gdy przywalił z całej siły głową w kant szafki nocnej, w wyniku czego paradował teraz po ulicy z fioletową śliwką nad okiem.) i ruszył do pracy.
(…)
Była godzina 12, gdy Matilda zorientowała się, że Anthony Clark nielegalnie przebywa w laboratorium szpitala świętego Munga. Początkowo zmarszczyła podejrzliwie brwi, zamiatając z podłogi (niezbyt starannie) sproszkowany ogon testrala, co chwilę przenosząc nieufny wzrok na młodego lekarza. Potem, pomimo serii naprawdę hojnych komplementów, zacisnęła miotłę w ręku i wymierzyła nią w pierś mężczyzny, zupełnie, jakby to była jedynie lekka szabla, posyłając Clarka w diabły. Tony nie byłby sobą, gdyby tak po prostu poddał się bez walki. Walki, którą notabene dość szybko przegrał z kretesem. Matilada, nie szczędząc w słowach, ani w czynach, kilkakrotnie uderzyła mężczyznę miotłą po plecach. Zręczne uniki, błagania o litość na nic nie miały się zdać i Anthony (już po kilku sekundach) wzniósł dłonie w geście poddania i niechętnie opuścił szpital.
(…)
W najbliższych godzinach przemierzył Londyn wzdłuż i wszerz prawdopodobnie dziesięć tysięcy razy. Poważnie. Początkowo ogarnęła go dzika ochota na relaks i odpoczynek, ale gdy tylko minęły 3 minuty, odkąd posadził swoje szanowne cztery litery na ławce w parku, zrozumiał, że ten dzień będzie wyjątkowo długi i męczący. Dlatego nie pozostało mu nic innego do roboty niż włóczenie się bez celu po wszystkich zakamarkach miasta. Jak wypatrzył Alyssę? Nie był tego do końca pewien. Jak na jawie przemierzał Pokątną, zatrzymując się tylko na sekundę, by zawiązać sznurówkę w granatowych adidasach. To właśnie wtedy dostrzegł przez szybę kawiarni niesforne blond włosy, zaplątane w nie długie, kolorowe kolczyki a także kwiecistą sukienkę. Nie musiał nawet myśleć dwa razy, by wiedzieć, że to ona. Wszedł bez zastanowienia. Bez zastanowienia również skierował swoje kroki do stolika zamyślonej Meadowes i odsunął krzesło naprzeciwko, którego siedziała ona, wręcz opadając na nie z ciężkim westchnieniem.
– Krasnalu, ratuj – rzucił głosem człowieka, który jest na pograniczu śmierci, ba! Wręcz jedną nogą w grobie. – To jakiś koszmar! – i gwałtownie zmienił pozycję, tym razem niebezpiecznie napierając głową o oparcie krzesła i wbijając wzrok w biały, niezbyt fascynujący sufit, jednocześnie sprawiając, że dwie przednie nogi krzesła oderwały się z podłogi, a jego los zależał teraz od tych dwóch tylnich.
– Sztuczne oddychanie może być jedyną drogą – i dopiero wtedy z trudem spojrzał na nią spod przymrużonych powiek, a jego usta wykrzywiły się w szerokim uśmiechu. W takim, który dokładnie uwidocznił jego bialutkie, równe zęby, a także głębokie dołeczki w policzkach..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Meadowes
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Niemen"   Czw Lip 27, 2017 1:09 am

|po Dniu Z


Siedząc przy stoliku i darując już sobie dalsze spoglądanie w głąb sali, zamyślona przypatrywała się  kostkom lodu w szklance soku dyniowego, mieszając go - wcześniej odrobinę tylko oblizaną - łyżeczką od niezjedzonej jeszcze bezy... A właściwie może raczej niedojedzonej części tego, co jeszcze pozostało z deseru, z którego zdążyła już na samym początku wyjeść wszystkie owoce oraz część śmietanowego kremu. Sama nie do końca świadoma była tego, iż ruchami sztućca wyłącznie sprawiała, iż picie jeszcze bardziej się rozwadniało. Topniejące zamarznięte wodnych sześcianiki zwyczajnie zbyt mocno przyciągały wzrok blondynki, by ta mogła skoncentrować się na czymś innym. A może tak naprawdę wcale nie chciała tego robić?
To był jej dzień błogiego lenistwa - tak bardzo potrzebny, choć niekoniecznie mocno oczekiwany, bowiem naprawdę lubiła swoją pracę. Przynajmniej dopóki jej szef nie sprowadzał jakichś szemranych ludzi do laboratorium, upierając się przy tym, iż ci należeli do wąskiej grupy wilkołaków, które chciały dać sobie upuścić trochę krwi potrzebnej przy badaniach. Spoglądając prawdzie w oczy, Aly była w stanie z niezmąconą pewnością stwierdzić, iż ludzie ci nawet nie stali obok kogoś, kogo naprawdę zarażono lykantropią, zaś wszelkie informacje potrzebne przy identyfikacji czerpali z pogłosek, plotek i mitów.  Zwyczajnie liczyli na hojne wynagrodzenie, jakie mogliby potem wydać na alkohol, fajki czy narkotyki. To było widać gołym okiem, jeśli tylko nie było się tak zdesperowanym jak jej kierownik. Jeśli chodziło o ten temat, stali bowiem w miejscu, ponieważ bardziej odpowiednia część społeczeństwa nadal nie chciała współpracować tudzież nawet ujawniać swojej tożsamości lub ryzykować tym, obawiając się publicznego linczu. Z wampirami mieli zresztą dokładnie tak samo. Nieco mniejszy, chociaż nadal znaczący przez podejście, problem stanowili ci ludzie, których matka natura obdarzyła większą ilością genów olbrzyma - choć czasami nawet nie było go w bliższej rodzinie - goblina czy innego stworzenia, z którym częściowo zostali skrzyżowani. U metamorfomagów nadal nic im nie wychodziło, tak samo materiał biologiczny półwili również nie wykazywał specjalnie interesujących właściwości. Meadowes mogła się nawet - jako że byli stosunkowo nowym odłamem laboratoryjnym, stworzonym dopiero po pierwszych przełomach z wynalezieniem eliksiru tojadowego - pokusić o stwierdzenie, iż przy dalszych takich osiągnięciach mieli zapewne na powrót stać się zwykłymi badaczami próbek od pacjentów z oddziału chorób zakaźnych czy analizatorami składu krwi u cukrzyków. Tego natomiast zdecydowanie nikt nie chciał.
Mung był naprawdę dobrym miejscem pracy. Być może czasami nieco chaotycznym i niezrozumiałym dla kogoś, kto dopiero zaczynał w nim swoją działalność albo pojawiał się tam wyłącznie na chwilę, jednak nawet w największym rozgardiaszu tkwiła jakaś reguła. Szybkie tempo działania nie pozwalało na niepotrzebne zastanawianie się nad nieważnymi sprawami, energia promieniująca od większości pracowników napędzała do dawania z siebie wszystkiego, pacjenci - mimo że zdarzały się te gorsze jednostki - zazwyczaj zachęcali do wkładania serca w to, co się robiło... Przynajmniej tak właśnie odbierała to Alyssa, która przecież przez wiele lat pragnęła zostać prawdziwym uzdrowicielem z krwi i kości. W ostatniej chwili zaprzepaszczając to poniekąd na własne życzenie, lecz wciąż czasem przypatrując się działaniom magomedyków i sposobom, z których korzystali, by zająć się najróżniejszymi problemami. Gdy tylko miała taką okazję i szef posyłał ją po coś na jeden z odziałów, stawała w kąciku chociaż na chwilę, błyszczącymi oczami tęskniącego psa wpatrując się w te wszystkie sprzęty, podziwiając biel fartuchów i wprawne ruchy rąk. W domu zaś zaczytywała się w księgach, sadząc własne zioła w skrzynce na parapecie bądź też ucząc skomplikowanej sztuki zakładania różnego rodzaju opatrunków... Na jednym ze swoich kotów. Biednych, pokrzywdzonych, choć pewnie równie mocno jak znajomi uzdrowiciele, których zarzucała pytaniami, gdy nie rozumiała czegoś z lektury.
Niewątpliwie była pasjonatką, jednakże ten jeden krótki dzień odpoczynku nijak nie miał wyjść jej na złe. Nie czuła się aż taką pracoholiczką, by nie móc porozkoszować się ulubionym słodkim deserem i napojem, na który akurat naszła ją ochota. Nie obchodziło jej przy tym to, iż te dwie rzeczy zupełnie do siebie nie pasowały, ponieważ nawet wśród ludzi była już znana z łączenia różnych smaków. Nie musiała być nawet w ciąży, by radośnie konsumować sobie jajko na twardo z kołderką z dżemu żurawinowego i świeżym listkiem bazylii czy inne, jeszcze bardziej dziwaczne jedzeniowe mieszanki. Co prawda, ostatnio dosyć mało gotowała, ponieważ pichcenie wyłącznie dla samej siebie było dla niej na swój sposób przygnębiające. Znacznie częściej wybierała się na miasto, by zjeść coś gotowego lub też zamawiała dostawę do domu - przez co na jej lodówce piętrzyły się pudełka po pizzy, które zamierzała wykorzystać podczas jakichś drobnych prac w domu. Czy to nad przesadzaniem roślin, czy nad malowaniem doniczek w kwieciste wzory, czy czymkolwiek innym.
Tego dnia nie miało być zresztą inaczej - zjadła chińszczyznę w jednej z nowootwartych knajpek niedaleko mugolskiej części ścisłego centrum, zaś na deser wybrała się już na Pokątną. W kieszeni mając jednak dwa z trzech ciasteczek z wróżbą, jakie dostała jeszcze przed wyjściem od azjatyckiej pary restauratorów, a które postanowiła zostawić sobie na później, by zjeść je przy okazji spaceru po Pokątnej lub chodzenia po parku. Zamierzała się tam wybrać zaraz po bardzo powolnym dokończeniu bezy i soku, jak i również po zakupie nowego kociołka, ponieważ stary miał już swoje lata, przez co niezmiernie obawiała się jego rychłego przeciekania. Było na tyle wcześnie, zaś pogoda zdawała się być na tyle stabilna - pochmurna, ale nie deszczowa i pozostająca mniej więcej identyczna od późnego ranka; tak, Aly nadal miała problemy ze wstawaniem, gdy tylko nie spieszyła się gdzieś - że blondynka szczerze wierzyła w powodzenie wszystkich swoich planów.
Myśląc o tym, odruchowo spojrzała w szybę - najwyraźniej po to, by potwierdzić tezę o niezmienności pogody - co pozwoliło jej odrobinę bardziej powrócić do świata żywych, wyrywając ją nieco z całego zamyślenia. No, przynajmniej na tyle, by wyjęła łyżeczkę z napoju, w którym nie było widać już nawet malutkiej kosteczki lodu, a na którego brzegu kubka utworzył się niewielki menisk wypukły. Upijając spory łyk bez podnoszenia naczynia, zanurzyła łyżeczkę w kremie, jakim pokryta była beza, nabierając sporą ilość deseru i zjadając go ze smakiem. Co jak co, ale wyroby cukiernicze mieli tu wspaniałe. Doskonale pamiętała, jak przychodziła w to miejsce jeszcze ze swoją dawną koleżanką z Dziurawego Kotła, nim ta nie wyszła za mąż i nie wyprowadziła się do Francji. Meadowes przez jakiś czas unikała po tym - chociaż głównie nie ze względu na wspomnienia o samej Susannah, a o całym rozdziale życia związanym z tamtym okresem - tej kawiarni, jednakże wróciła do niej jakiś czas temu i odtąd ponownie przychodziła dosyć regularnie. Zwłaszcza teraz, kiedy zaczęły się te wspaniałe promocje.
Mało zresztą brakowało, a znowu całkowicie odcięłaby się od rzeczywistości, rozmyślając o Susan, potem zaś pewnie odbiegając myślami w mniej przyjemne rejony. Pewnie by to zrobiła, gdyby nie coś, co ostatecznie wyrwało ją z zamyślenia. Coś, a właściwie ktoś. Z bardzo znajomą czupryną, szerokim uśmiechem, dołeczkami w policzkach i stylem ubierania się pasującym mu bardziej niż komukolwiek poniżej, powyżej i w jego wieku. Jak zwykle przepełniony energią, choć tym razem... Jego słowa - prócz Krasnala, za którego prysnęła w niego białymi okruszkami bezy pozostałymi po deserze - zdawały się tylko nieco mniej dziwne od samego jego widoku. Tony? W tym miejscu? W dniu pracy? Bez cudzej różdżki przystawionej mu do głowy, by w ogóle ruszył się z Munga? Chyba nie rzucono na niego Imperiusa, prawda?
- Ty tutaj, cóż, zastanawiam się, czy nie śnię, choć jeszcze chwilowo nie jest to aż taki koszmar. - Stwierdziła żartobliwie, odkładając łyżeczkę na pusty talerzyk i przypatrując się mężczyźnie pomiędzy kolejnymi zdziwionymi mrugnięciami. Widząc jednak to, co wyprawiał i słysząc jego kolejny tekst, przestała mrugać, uśmiechając się szerzej.
Poprawiła włosy, zagarniając je bardziej do tyłu, a następnie spojrzała na Clarka z zadziwiająco poważną miną. Cóż, zadziwiająco, gdyby nie zdradzały jej wesołe ogniki w oczach. Próbowała, co nie? Teatralnie rozglądając się dookoła w poszukiwaniu pewnej osoby, aby dyskretnie wycelować w nią palcem - tak, żeby Tony powiódł wzrokiem w tamtą stronę. Niecodziennie widywało się ekscentrycznego czarodzieja ubranego tak, jakby był czarownicą... W dodatku trzymającą gniazdo z żywymi ptaszkami - takimi zapewne wyczarowanymi przy użyciu Avis albo podobnego zaklęcia - na spiczastym kapeluszu. Kobieta... Mężczyzna... Osoba właśnie kłóciła się z pracownikiem kawiarni, a przedmiotem ich sporu były zapewne właśnie wspomniane stworzonka.
- Słyszałam, że to wykwalifikowana... Wykwalifikowany ratownik magomedyczny z Kolumbii. Wiemy, kogo wołać na sztuczne oddychanie. - Mrugnęła okiem do towarzysza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Niemen"   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia "Niemen"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Kawiarnia Solace
» Kawiarnia Lacciato
» Kawiarnia
» Kolorowa Kawiarnia
» Kawiarnia 'Petit Appetite'

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Wielka Brytania :: Londyn  :: Ulica Pokatna
-