Go down

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Sob Gru 22, 2018 5:28 pm
Bułhakow ostrożnie położył jedną z błyszczących kulek na przeznaczonym jej podeście. Nie wzbudziła niczyjego zainteresowania, więc została mu przekazana do archiwizacji. Miała od dzisiaj do nie wiadomo kiedy zbierać kurz na jednej z najwyższych półek, jakie w ogóle w Departamencie Tajemnic posiadano - półce na rzeczy, które nie wnosiły absolutnie nic nowego do świata czarodziejów, którą oglądano tylko wtedy, kiedy przyszło coś na niej umieścić. Prawdopodobnie nie będzie musiał przysuwać tutaj drabiny przez następne dwa stulecia.

Schodził szczebel po szczebelku tak powoli, że czekająca na niego na dole asystentka zdążyła wydziergać do końca czapkę. Dosłownie. Musiała w końcu zabijać czymś czas, kiedy jej przełożony był człowiekiem do tego stopnia niezrównoważonym, aby jednego dnia chwalić ją za precyzję i dokładność, a drugiego ganić, że powinna skupić się przede wszystkim na czasie.

- Rękodzieło? Pochwalam - rzucił, kiedy był już prawie na dole. - Wszystko na swoim miejscu, każdy papier wypełniłem i podpisałem... - wymieniał podchodząc do sterty papierów leżących na ruchomym biurku. - No, to pozostaje tylko umieścić teczki w odpowiednich miejscach. To co, ty do pracy, a ja na przerwę.

Dziewczyna próbowała przez moment zaprotestować, ale Bułhakow rzucił jej do rąk klucz do bramy i ruszył przed siebie, obracając się tylko na moment, żeby rzucić jej gestem z serii "ja spierdalam, elo". Nim zdążyła wymyślić jakąś wymówkę zniknął pomiędzy regałami i czmychnął w stronę wydziałowej kantyny.

Przekraczając jej próg poprawił jeszcze szybko mankiety, rozejrzał się po pomieszczeniu, ukradkiem zerkając przy tym na zegarek na lewym nadgarstku iii...

Siedziała przy jednym ze stolików. Dokładnie tak jak wczoraj przewidział, w punkt 12, Sofia Zabini, jedna ze zdecydowanie najbardziej atrakcyjnych współpracowniczek gotowała sobie wodę na herbatę. Albo kawę. Tego karty mu nie powiedziały.

- Witaj, Sofio - przywitał się z nią uprzejmie, zgrabnie udając, że też przyszedł tutaj na drugie śniadanie i kompletnie nie spodziewał się jej obecności. - Jak ci mija dzień?

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Sob Gru 22, 2018 5:59 pm
Środek tygodnia, godzina 12.
A Sofia wciąż w pracy.
I pewnie do końca dnia, ranka w niej zostanie, skoro planowała w ciągu najbliższych dni czy miesięcy przejąć stołek szefa działu. Zanim jednak do tego dojdzie będzie musiała się nieźle namęczyć, by ktokolwiek docenił jej starania i zaangażowanie w pracę. Czyli w coś, czemu oddawała się bezgranicznie.
Bułkhakow, skoro już zajrzał do kantyny to faktycznie natrafił na nią wzrokiem – gdy siedziała przy jednym ze stolików, sama – z papierosem zatkniętym za płatek ucha, z rozpuszczonymi, ciemnymi włosami i spojrzeniem utkwionym na pierwszej stronie gazety. Ruchome fotografie migały między rzędem ważnych i ważniejszych notek, na które kobieta nawet nie zwracała uwagi. Pobieżnie oglądała pierwszą stronicę, by zaraz ją przerzucić z cichym, chociaż pełnym rozczarowania westchnieniem.
Ubrana była w cygaretki i jasną koszulę. Lekko przyduża marynarka z wyraźnie zaznaczonymi ramionami przyjemnie komponowała się z czarnym dołem.
Już miała wczytać się w jeden z artykułów tyczących pachnących mydełek o zapachu krwi własnego wroga, gdy usłyszała przywitanie – własne imię, forma grzecznościowa. Z niechęcią uniosła spojrzenie, by ujrzeć przed sobą nikogo innego jak Bułhakowa; księcia ciemności, gwiazd i elegancika numer jeden.
Wykrzywiła wargi w niby to półuśmiechu, by zaraz wstać opierając dłonie na blacie stolika, przy którym siedziała. Woda zaczynała się gotować.
- Bułhakow. Jak miło. Dzień dobry. – Odpowiedziała, utrzymując tylko przez krótką chwilę kontakt wzrokowy; zaraz też się odwróciła, by zalać wrzącą wodą ogromny kubek pachnący mocną kawą.
- Mnóstwo pracy, jak zwykle. Staram się domknąć kilka spraw, to wszystko. Kawy? – Nie lubiła mówić o sobie ani o pracy; ba, o tym drugim nawet nie zwykła była mówić, a z Vakelem nie była na tyle blisko, by ten wiedział czym panna Zabini zazwyczaj się zajmowała.
Trzymała więc zdrowy dystans – trzymała też imbryk z wodą, teraz już zerkając na mężczyznę. Ciemne oczy wpatrzone w niego pytały jasno – czy ma ochotę się napić czy też nie.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Sob Sty 05, 2019 3:13 am
Wyglądała jak z obrazka. Aż malował mu się w głowie portret, w którym siedziała wpatrzona w ten stos papierów, trzymając w zębach dymiące się cygaro. A może... A może właśnie nie? Może powinna właśnie wpatrywać się w obserwatora, z tym swoim delikatnym uśmiechem, który wyglądał trochę jakby wypełzł na usta, chociaż wcale tego nie chciała?

Przyjrzał się jej podejrzanie radośnie jak na kogoś, komu zaproponowano zwyczajne nalanie kawy. Był człowiekiem bardzo towarzyskim, a odkąd wrócił do Europy i rozpoczął pracę tutaj, większość czasu spędzał na wypełnianiu obowiązków niewymownego i od pewnego momentu jakby zgubił się w tym wszystkim - utonął gdzieś w sali przepowiedni, polerując srebrne kule zawierające niestworzone obrazy, o których nie mógł opowiedzieć nikomu. Czasami miał wrażenie, że nie powinien mówić o nich nawet samemu sobie.

Chętnie przytaknął, bo chociaż był znany raczej z zamiłowania do herbaty, nie miał nic do kawy. Ba, zdawało się, że pobudzenie się w ten sposób mogło mu pomóc przetrwać ten dzień do końca bez uszczerbków na psychice. Wbrew pozorom była ona dosyć krucha.

Nie wpatrywał się w nią z trzepoczącymi rzęsami, ale też nie stronił od pokazywania mową ciała, że czuje się przy niej pewnie i swobodnie. Może nawet zbyt swobodnie, bo oprócz miejsca zatrudnienia i kilku zamienionych w przeszłości zdań nie mieli zbyt wiele wspólnego. Takie bariery zdawały się dla Rosjanina nic nie znaczyć. Adorował ją w myślach i na zewnątrz, i chociaż daleko mu było mentalnością do zauroczonego chłopca, to był niewątpliwie czarownicą zainteresowany. Przynajmniej w jakimś stopniu.

Nie powstrzymał się więc i rzucił w jej stronę komplementem.

- Pięknie dzisiaj wyglądasz - brzmiało to niewyobrażalnie oklepanie i takie też było. Nietrudno było się domyślić, że nie była ani pierwszą, ani ostatnią kobietą jakiej rzuci tym tekstem, nawet gdyby brać pod uwagę jedynie bieżący tydzień. - Wiem, że nie brzmi to zbyt poważnie, ale naprawdę - kobiety twojego pokroju udowadniają mi, że z elegancją trzeba się uro... Panie Ministrze, wzywał mnie pan?

Wykonał kilka niebezpiecznych (zważywszy trzymany przez nią czajnik z wrzątkiem) kroków w jej stronę, nieświadomie zaciskając kościste palce na materiale koszuli, którą miała na sobie. Momentalnie stał się nieobecny, jakby w sekundę kokieteria jaką planował wyparowała. Wpatrywał się jakby w nicość, chociaż zdecydowanie coś widział, jakby za szafką znajdowała się jakaś nieopisana przestrzeń, której nikt inny nie mógł zobaczyć.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Czw Sty 10, 2019 10:05 pm
Podczas gdy Vakel błądził niewidzialnym pędzlem po płótnie, które właśnie stworzył we własnych myślach, panna Zabini cierpliwie – nawet jak na nią – czekała, aż panicz Bułhakow się zdecyduje. Na cokolwiek; kawę, herbatę, jej towarzystwo czy stolik o kilka rzędów dalej.
Nie obraziłaby się gdyby nie zdecydował się na nic. Mogłaby się zirytować, owszem – bo od zawsze była w gorącej wodzie kąpana, nawet gdy próbowała stłamsić swoje wszystkie emocje, tak dalej można było czytać w niej jak z otwartej księgi.
Nie zauważała również jakiegokolwiek zainteresowania ze strony mężczyzny – ba – brała je za chłodną uprzejmość, którą naznaczeni byli niemal wszyscy pracownicy Ministerstwa, którzy mieli coś więcej w głowie niż tylko czekoladowe ptysie. Vakelowi odpowiedziała więc tym samym – spojrzeniem, które zatrzymała na jego twarzy, kiedy ten sypnął komplementem.
Niezamierzonym.
Oklepanym.
Sama nie wiedziała ile razy była raczona tego typu słowami – bo przecież to nic trudnego, by powiedzieć komuś, że ładnie wygląda – zwłaszcza kobiecie, która posiadała mieszankę włoskiej krwi.
Ciemne oczy, długie, ciężkie włosy, prosty profil. Nie można było odmówić jej urody, oczywiście – Sofia doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak wygląda i gdy tylko miała okazję wykorzystywała to.
Samej potem gubiąc się w ferworze własnych myśli i niby to wyrzutów sumienia.
Które nigdy nie zjadały ją do końca.
Kącik jej ust niemal by się ugiął – pytanie, które chodziło jej po głowie wypowiedziałaby z niemym zachwytem nad słowami Bułhakowa. Mogłaby pokusić się nawet o flirt – teraz, jutro, w innym wymiarze.
Ale los zawsze stał po jej stronie, bo nawet nie miała okazji czy szansy by się wypowiedzieć, by odszczeknąć.
Widziała jak się zbliża – jak pokonuje dystans w ciągu kilku sekund. Poczuła szarpnięcie – imbryk z wrzątkiem niebezpiecznie się zachwiał w jej dłoni; kilka kropel rozprysło się w nicość znacząc jasną skórę Włoszki, jej koszulę. Syknęła, ale nie z powodu wody, a z powodu ataku, na jaki zdecydował się mężczyzna.
Skrzywiona, niezbyt zadowolona odłożyła na bok imbryk, by zaraz chwycić ciemnowłosego za przedramię i wykręcić mu rękę. Nie była pewna tego co mu się stało; nie za wiele wiedziała o jego umiejętnościach. Nie interesowała się, chociaż może powinna.
Korzystając z okazji pochyliła się, by wciąż trzymając jego nadgarstek wycedzić zapytanie.
- Co Ty do cholery robisz? – Głos podszyty zniecierpliwieniem, irytacją, włoskim aromatem.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Czw Sty 10, 2019 10:45 pm
Bułhakow zdążył jedynie przekręcić dłoń zaciśniętą na koszuli, zupełnie jakby trzymał w niej gałkę od drzwi. Niestety nie zdołał otworzyć w ten sposób wrót do serca Sofii. Ba! Jego ręka została w bestialski sposób wykręcona w wyjątkowo nieprzyjemny sposób, ale nie spotkało się to z jego strony z żadnym protestem - nie wyrywał się, tylko bezwładnie jak galareta odpłynął całkowicie w stronę obrazu, jaki widział w swojej głowie.

Nie lubił Pottera. Minięcie go skwitowałby chętnie konwulsją obrzydzenia, ale nie było mu to dane, kiedy za mocnym, dębowym biurkiem, tuż naprzeciw niego siedział Minister Magii. W innych okolicznościach piękny, skórzany fotel musiał być bardzo wygodnym miejscem, przeszło mu przez myśl, kiedy zbliżał się do Rokkura. Ale nie teraz. Teraz ten fotel musiał kojarzyć się z wojną, która wisiała w powietrzu od dłuższego czasu. Ile razy musiał obudzić się widząc przez oczyma zielony błysk, by po chwili paniki zorientować się, że był to tylko koszmar?

- Bułhakow- dotarło do jego uszu, więc zatrzymał się. - Posłałem po ciebie dokładnie dziesięć sekund temu, więc zakładam, że... ah, nieważne. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że dokonałem dobrej decyzji.


Teraźniejszy Vakel próbował dźwignąć się na równe nogi, z mizernym skutkiem.

- Dobrej decyzji? - Zapytał, nie do końca rozumiejąc o co chodzi. - Wybaczy szanowny Pan, ale...

Minister machnął tylko ręką, dźwigając się z miejsca i podchodząc w stronę okna.

- Zjawił się u mnie wczoraj wieczorem Albus Dumbledore, twierdząc, że niesłychana rzecz zadziała się z nauczycielem Numerologii. Popiół - sterta kurzu, tyle zostało z jego ciała, a rok szkolny trwa. Ktoś musi przygotować uczniów do egzaminów, a tak się składa, że od jakiegoś czasu pracuje u mnie autor ich podręcznika.


- Hogwart? Co z rzeczami, którymi zajmowałem się tutaj? Wątpliwym jest, aby dało się pogodzić życie po przeciwnych stronach kraju, a moje bada-

- Sytuacja wyjątkowa. Nie proszę cię o przysługę, a przenoszę. I to z zadaniem sporządzenia...

Zachłysnął się powietrzem, a zamglone oczy zdawały się nabrać blasku, kiedy syknął z bólu i upokorzenia. Sofia definitywnie mało rozmawiała z ludźmi, albo lubiła się nad nimi znęcać - taki wniosek wysnuł w pierwszej myśli, próbując uwolnić się z jej pęt.

- Na szyszkę leszego... co ja mówię, kurwa mać! Nawet nie wiesz jak to boli, Zabini.

Zdawało mu się, że minęło dobre pół dnia, ale prawdą było iż w tej pozie tkwili zaledwie kilkadziesiąt sekund, podczas których niczym karabin maszynowy wyrzucał z siebie ciąg słów niczym obłąkana niedojda. Nie odpowiedział na jej pytane. Wątpliwym było, aby w ogóle je usłyszał. Wyrzucił z siebie jedynie ochrypłym głosem cały ten dialog, a teraz dziękował wszechświatowi, że usłyszała go tylko jedna osoba.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Pią Sty 11, 2019 8:11 pm
Materiał koszuli ustąpił – zgiął się niby to boleśnie pod wpływem ruchów dłoni Bułkahowa, który jakby w transie, nie widząc kompletnie twarzy swojej towarzyszki śnił na jawie. Zajął się własnymi myślami – niestety w zbyt przekonujący sposób, bo stojąca naprzeciwko Sofia myślała, że ma do czynienia z umysłowo chorym.
Mogło to wyglądać dziwnie; niepokojąco – żyli jednak w świecie pełnym magii, więc naturalnym były wynaturzenia. Dopiero po chwili panna Zabini zreflektowała się i poluźniła ucisk.
I chociaż minęło tak naprawdę kilkanaście, kilkadziesiąt sekund; trans Vakela wydawał się jakby wieczny. Nieubłagalnie przeciągający się. Z jego perspektywy.
Czarownica natomiast stała, jak posąg, czując zaciskające się palce, mnące przyjemny w dotyku materiał. Zmarszczone czoło, surowe spojrzenie i wygięte w pogardzie usta – taki obraz mógł ujrzeć mężczyzna, który otrząsnął się z chwilowego snu. Wypadku.
- Nawet nie wiesz jak bardzo mnie to nie obchodzi. – Odpowiedziała mu po chwili, puszczając go całkowicie. Dłoń natychmiast powędrowała do zagniecenia; starannym, niemal pieszczotliwym ruchem wygładziła koszulę, wiedząc, że na nic zda się ten gest.
Westchnęła, odwróciwszy się lekko bokiem; nie zdradzając własnych myśli, które biegły wprost ku temu dziwnemu mężczyźnie o smutnym nazwisku.
- Często Ci się to zdarza? – Nie wspomniała o marnym komplemencie, a raczej miała na myśli przedstawienie, które rozegrało się na jej oczach.
Jak gdyby nigdy nic, milcząc, zachowując w pamięci wyraz jego twarzy i słowa jakimi niechcący ją uraczył zalała wodą dwa kubki pełne aromatycznej kawy.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Sob Sty 12, 2019 11:27 am
Pierwsze wrażenie najwyraźniej diabli wzięli, bo Sofia wydawała się tym wszystkim poważnie zniesmaczona, a przynajmniej takie dawała mu sygnały. To zaś sprawiło, że w Bułhakowie trochę zawrzało - niewiele trzeba było do sprowokowania wróżbity do walki na słowa, pięści lub noże - przychodziło mu to naturalniej niż dzikowi chrupanie żołędzi. Był z ewentualnym atakiem na Zabini jeden problem: osunął się na ziemię, a chłodna posadzka przyciągała go do siebie w dość silny sposób. Tak naprawdę siedział tam zdecydowanie za długo jak na kogoś kto ma dwie nogi i ręce, a kiedy wreszcie spróbował się podnieść musiał przytrzymać się kredensu, o który oparł się rękoma. Stał do niego przodem, głowę opuścił w dół.

Nie uzyskała więc odpowiedzi od razu. Mogła jedynie patrzeć jak Bułhakow probuje poskładać swoje myśli, po czym wyciąga z kieszeni marynarki malutki zegarek posiadający o wiele za dużo wskazówek. O jakieś pięć.

Po dłuższej chwili milczenia, która (przynajmniej tak się Vakelowi wydawało) musiała być dla niej najprzyjemniejszym elementem ich spotkania, wdusił z siebie wreszcie:

- Tak - bo cóż innego?

Bułhakow potrafił kłamać tak pięknie, że wierzył mu sam Lord Voldemort, ale nie czuł potrzeby robienia tego teraz. A może nawet wcale, bo jego twarz widniała na okładkach tylu książek z dziedziny ezoteryki, że gdyby tylko ruszyć się do pierwszej lepszej księgarni możnaby dowiedzieć się o jego życiu więcej niż wie biologiczna matka. Chociaż wmawiał sobie że mu nie zależy, nawet mimo starego wieku łamało mu to serce.

Odwróciwszy wzrok w jej stronę dostrzegł wygnieciony materiał, który jeszcze chwilę wcześniej próbowała wygładzić. Chociaż gestu nie dostrzegł, bo próbował ochłonąć, nie był aż tak głupi aby nie domyślić się co miało miejsce w tej kuchni zanim się ocknął.

- To ja? - Pytanie było proste, na tym etapie praktycznie retoryczne. Wskazując w stronę jej przedramienia zachował zdrowy dystans, bo nie miał zamiaru prowokować kobiety do podduszania go albo założenia dźwigni. Już pokazała, że potrafi poradzić sobie nawet z facetami, którzy musięli pochylać głowę za każdym razem kiedy przechodzą przez drzwi. - Przepraszam.

Część wróżbity chciała stąd wyjść, część wyciągnąć różdżkę i wygładzić biały materiał, jakby faktycznie była to jakaś wielka sprawa. Ostatecznie zdołał tylko poprawić muszkę.

- I dziękuję - dodał spoglądając na dwa zalane gorącą wodą kubki. To przynajmniej utwierdziło go w przekonaniu, że nie była wcale tak zdenerwowana jak mu się na początku wydawało. Nie znaczyło to jednak, że chciał wykonać jakikolwiek krok w kierunku "swojej" kawy. Wyglądał trochę jak jakieś spłoszone, puchate zwierzątko, nie za bardzo wiedzące co zrobić z o wiele większym człowiekiem. Jak miało, tu z dołu, ocenić jego zamiary?

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Nie Sty 13, 2019 9:49 pm
Przyszła tu tylko po to by nażłopać się kawy – wyjść z własnego gabinetu zawalonego papierzyskami wszelkiej maści. Chciała jedynie odpocząć; co prawda wciąż w towarzystwie dokumentów, które przy sobie stale posiadała – a wdała się w dziwną sytuację, której nie do końca się spodziewała.
Nie spuszczała ciemnego spojrzenia z Bułhakowa; nie zamierzała odpuścić sobie zabawy, możliwości obserwowania go w każdej sytuacji; nawet tak beznadziejnej jak ta, gdy ten opuszczał się na chłodną posadzkę.
Miała ochotę pokręcić głową, wywrócić oczyma, parsknąć z zażenowaniem – nie poruszyła się jednak ani o milimetr, nie podała mu dłoni, nie pomogła mu wstać. Był mężczyzną, starszym od niej, nawet pewnie bardziej doświadczonym, który miał już niejeden wypadek z nagłymi wizjami. Dlatego obserwowała go z boku, nie kryjąc jednak spojrzenia.
Które po chwili zsunęło się na tarczę osobliwego zegarka – Włoszka zmarszczyła brwi i wygięła usta w grymasie swoistego niezadowolenia. Wyglądała jak zwykle; naburmuszona, twarda jak skała i niedostępna.
Grymas jakby się pogłębił, gdy potwierdził jej przypuszczenia – gdy spytał głupio czy to on był powodem zamieszania, a gdy przeprosił – zamknęła oczy i westchnęła nad wyraz ciężko. Zupełnie jakby miała do czynienia z nadpobudliwym i ciężkim do przeżycia dzieckiem.
Sofia może i była ignorantką; nie interesowała się tym czym nie powinna i co nie było jej potrzebne do życia. Ezoteryka, wróżby, pamiętniki i inne bzdety – wolała działać, wolała ćwiczyć; własną wolę, wyobraźnię i umiejętności. Ciężko był ją zmusić do czegokolwiek; była uparta jak osioł i dosyć bezpośrednia. Dlatego, gdy nawet pytanie zabrzmiało głupio nie bała się go zadać. Taka już była.
- Przeprosić mógłbyś mnie dopiero wówczas, gdyby Twoja ręka wylądowała na mojej gardzieli. Teraz nie ma o czym mówić; to zwykłe zagniecenie. – Odpowiedziała, dosyć mechanicznie, mierząc go wzrokiem, dostrzegając w nim jakby smutek czy zmęczenie życiem.
Nie był już młodzieniaszkiem, miał w sobie jednak pewnego rodzaju styl i smak, który dało się wyczuć. Nawet jeżeli ten był już wymiętolony jak papierek po ulubionym batonie.
- Następnym razem módl się bym nie zrobiła Ci krzywdy, Bułhakow. Bo byłabym do tego zdolna. – Kontynuowała, zabierając oba kubki do swojego stolika, bo widziała, że Vakel nie kwapił się do tego by zabrać własną kawę. Zrobiła więc to za niego, stawiając oba naczynia na blacie. Usiadła, po raz ostatni podnosząc wzrok na mężczyznę.
- Zapraszam. – Rzuciła, niezbyt zachęcająco, zimno – aczkolwiek mówiąc wprost do niego.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Pon Sty 14, 2019 1:58 am
Dotarło do niego wreszcie, że musiał wyglądać żałośnie tkwiąc na  podłodze przez tak długi czas. Wypuścił powietrze w dość głośny sposób, ale wyglądał po tym o wiele spokojniej. I dobrze, bo jeżeli nie spodobało jej się jego nagłe widzenie, nie chciała zapewne widzieć go w jego najgorszej formie: kiedy dał unieść się emocjom. Było bowiem w Bułhakowie coś, co prowokowało go do słów i czynów karygodnych. Wspomnienia z tych momentów utwierdzały go w przekonaniu, że był wyjątkowo złym i niebezpiecznym człowiekiem. Nie widział w tym jednak nic szczególnie złego - jego bracia byli o wiele, wiele gorsi. Czuł się przy nich o bardziej ludzki, a to regularnie rozgrzeszało go w obrębie własnych myśli.

Oderwał się od tego przeklętego kredensu i odwrócił w stronę Zabini nieco pewniej. Nie ruszył się jednak na krok.

- Nie chodziło mi tylko o... Ah, nieważne. - Nie dodał do wypowiedzi nic więcej, bo nie uznał tego za konieczne - wręcz oczywistym było, że chodziło o brak intencji aby ją zdenerwować lub wystraszyć, ale nie podjął się wyjaśnienia tego, bo najwyraźniej po Sofii wszystko to spłynęło jak woda po kaczce. No, przynajmniej taką grała.

Wpierw mu zagroziła, później zaprosiła do stolika. Dostrzegł w tym oczywistą sprzeczność, ale wolał jej tego nie wytykać nawet w żartach. Czuł, że było to porównywalne ryzykiem
do wkładania ręki w terrarium z jadowitym wężem, a aparycja Zabini syczała cicho za każdym razem, kiedy wpadał na jakiś głupi pomysł. Na przykład taki jak teraz.

- Groźby karalne? Jeżeli boisz się, że przepowiem ci coś, czego nie chcesz usłyszeć... możesz zasłonić mi usta ręką, albo dać buzi. Poza tym ciężko wierzyć w Boga kiedy jest się w moim położeniu. Chyba, że mam modlić się do ciebie?

Syczenie nasiliło się, ale Bułhakow zdawał się nagle nie zważać na to, że jego rozmówczyni sprawiała wrażenie kogoś, kto prędzej ugryzie go w ucho niż pocałuje. Prawdopodobnie po takim tekście zrezygnowanie ze wspólnej kawy mogło przyjść kobiecie dość naturalnie, ale na wycofanie zaproszenia było za późno - siedział już naprzeciwko. Mogła go jedynie przegonić.

- Zapowiada się na to, że niedługo zniknę i długo się nie zobaczymy. Szkocja. Co za miejsce. Musi być tam zimno, a ja nie uciekłem z Rosji bez powodu.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Pon Sty 14, 2019 8:47 pm
Każdy z nas miał wiele twarzy – te, które pokazywaliśmy bliskim, przyjaciołom, rodzinie; bardziej poważne, przekazywane współpracownikom i te pokryte cieniem, bliznami wydarzeń, w których braliśmy udział; ukazywane wrogom.
Nikt nie był jednostajny – emocje w nas buzowały, posuwały do określonych czynów. Często tłumaczymy się emocjami, to są nasze wymówki. Wiemy, że coś w głębi nas kiełkuje; często nie potrafimy tego nazwać. Ale to właśnie one – emocje; od zazdrości poprzez miłość, empatię i współczucie, a kończąc na nienawiści – to one nami kierują.
Niemal przez całe życie.
Sama Sofia była tego doskonałym przykładem – tego jak człowiek zmienia się pod wpływem emocji i słów. Teraz, pomimo sceny jaką urządził jej Bułhakow wydawała się być niewzruszona; co najwyżej lekko podirytowana takim zachowaniem czarownika, który wydawał się być zbyt kruchy, by pracować z nią w jednym departamencie.
Och, gdyby wiedziała o nim wiele więcej – ciekawe jak wówczas wyglądałaby gładka twarz panny Zabini?
Zajęła miejsce, przysunęła do siebie kubek z kawą; objęła go dłońmi i uniosła do ust. Rytuał picia i parzenia kawy był dla niej przemiłym preludium do rozpoczętego dnia i obowiązków jakie pełniła. Czuła się dobrze w otoczeniu zapachu ziaren, zmielonych marzeń i czarnych jak otchłań oczu przyjemności, która pochłaniała ją tak samo za każdym razem.
Zupełnie jakby smakowała i odkrywała ją na nowo.
Czekoladowe spojrzenie wylądowało wprost, niemal oskarżycielsko – na twarzy mężczyzny, który po krótkiej chwili – czyżby wahania? – zdecydował się jej towarzyszyć.
- Knebel w Twoich ustach wyglądałby zdecydowanie lepiej. – Zaczęła, burkliwie, odsuwając od siebie filiżankę. Brwi wciąż miała zmarszczone, a oczy wpatrzone w twarz Vakela; badawczo śledziła każdy jego ruch.
- Wiem co mi życie przyniesie. Śmierć. Tego jedynego mogę być pewna. A zważywszy na specyfikę zawodową pewnie umrę w męczarniach. Przyjemna wizja. - Odpowiedziała gładko, nie poruszając się ani o milimetr. Głos miała jak zwykle chrapliwy; przepalony od niesamowitej ilości fajek jaką przyszło jej wypalać każdego dnia i nocy.
Atakowała, obracała słowa na własną korzyść, chowała się, bo wstyd było się przyznać, ale swojej przyszłości nie chciała znać. Miała niemal całe życie przed sobą – niemal.
Oparła palec wskazujący o krawędź naczynia.
- Powinnam tęsknić? – Chwila przerwy, zmarszczenie brwi. – Tajne zadanie? Szkocja nie jest aż tak daleko; nie jest też aż tak zimna jakby się mogło wydawać. Pasujesz mi do chłodnych okolic. – Mruczała, ostatecznie mocząc usta w wywarze.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Nie Sty 20, 2019 12:18 am
Dziwak. To jedno słowo opisywało Vakela tak dobrze, że powinien zapisać je na środku czoła - byłoby łatwiej zrozumieć go innym. Chociaż jeszcze przed chwilą zataczał się po podłodze i coś kwiczał, teraz całkiem swobodnie rozsiadł się na siedzeniu i wpatrywał w Sofię swoim nieprzyjemnym wzrokiem. Buzia mu się uśmiechała - był przecież w swoim żywiole, ale oczy pozostały w jakiś upiorny sposób martwe, jakby zapomniał nałożyć na twarz maskę. Incydent z przed chwili musiał wytrącić go z równowagi i aktor jakim był zachwiał się na moment. Zatrzymał na środku sceny i próbował przypomnieć sobie tekst.

Dopiero jej groźba sprawiła, że znormalniał - znów miała przed sobą Rosjanina, którego kojarzyła z widzenia. Ale obraz sprzed chwili pozostał.

- Jeżeli ty masz mi założyć ten knebel, to wcale nie musimy czekać na kolejne proroctwo. Mam całkiem ładne mieszkanie, chętnie ci je pokażę - upił łyk kawy, jakby nie powiedział właśnie nic wielkiego.

- To fakt, że wszyscy kiedyś umrzemy. Wierzę nawet, że nasze życie nie ma do końca sensu - widzę rzeczy, które nie miały jeszcze miejsca i nigdy nie udało mi się sprawić, aby się nie wydarzyły. Od dziecka jestem świadom tego, że wszystko co przeżywamy już się stało, fatum nie da się przezwyciężyć, a jednak codziennie rano budzę się i podnoszę z łóżka. A później idę do pracy. Upiorne, co?

Na wzmiankę o tym, że pasował do miejsc zimnych wyraźnie się zniesmaczył. Był zdania, że jego pochodzenie zdradzało jedynie nazwisko. Nie czuł się Rosjaninem. Nie był w Rosji od tylu lat, że ledwo pamiętał jak wyglądał Koldovstoretz, a widok śniegu wymuszał na nim konwulsje obrzydzenia. Praktycznie wszystko co przypominało mu o domu przekreślał. Kochał pamiątki po siostrze, ale jej obraz był tak zamglony... Nie było jej tam już. Kolejny powód, aby uważać się za obywatela świata.

- Dlaczego? - zapytał. Nie był pewien tego czy chce poznać odpowiedź, ale zapytał. Może dowie się o sobie czegoś nowego.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Nie Sty 20, 2019 12:50 am
Maski. Tysiące masek przedstawiających nasze codzienne obrazy. Mimikę, ruchy warg, ułożenie brwi.
Wszystko możliwe do skopiowania – wszystko możliwe do ułożenia tak, by druga osoba nabrała się na nasz obecny stan.
Ale oczy? Spojrzenia nie da się zmanipulować; nie da się udawać. Przynajmniej nie większości znanym nam osób.
I właśnie to puste spojrzenie, martwe – zastanawiające – dojrzała Sofia. Ujrzała oczy swojego rozmówcy pod zupełnie innym kątem, zupełnie jakby znajdowali się w innym miejscu, wymiarze.
Wrażenie to jednak zniknęło tak szybko jak się pojawiło. I Sofia odczuła to – ba, wydawała się być tym faktem poruszona. Bo i powierciła się niespokojnie, mrużąc swoje ślepia, jakby chcąc przejrzeć Vakela na wylot.
I on mógł to wyczuć, jak ta chce na niego zapolować. Jak na zwierzynę. Ale nie ze względu na atrakcyjność, fizyczność. A ze względu właśnie na spojrzenie.
Potem jednak wszystko wróciło do normy - dosłownie. Znowu byli dwójką dorosłych czarodziejów siedzących w Ministerstwie, w kantynie dla pracowników. Oboje z własnymi problemami, głowami pełnych myśli i niewypowiedzianych słów.
Albo ze słowami wypowiedzianymi nie w porę.
Panna Zabini ponownie zamoczyła usta w kawie, spoglądając na swojego rozmówcę znad filiżanki. Ciemne oczy o odcieniu gorzkiej czekolady wtapiały się w mizerną postać czarodzieja, który właśnie zarobił kolejny punkt. Na minusie.
- Mhm. Rozumiem, że tak łapiesz te wszystkie niewiasty? Bawiąc się w agenta nieruchomości? Mam je od Ciebie odkupić? – Pytała, zgryźliwie nabijając się z jego oferty, która bądź co bądź – mogła być uznawana za atrakcyjną. I gdyby panna Zabini nie była taką łajzą, najpewniej z niej by skorzystała.
Albo sama wepchałaby się w ramiona, uznając to za niezwykle wygodną pozę.
Zdobyła się jedynie na kwaśny uśmiech kończący poprzednią wypowiedź; pokiwała niezwykle mądrze głową, a i nadstawiła ucha bo i Bułhakow zaczynał gadać do rzeczy.
- Dla kogoś może być to upiorne, dla Ciebie jednak to codzienność. Każdy ma swoje przyzwyczajenia. Bo cóż mógłbyś zrobić innego? Jak nie zaakceptować swojego daru. No co? - Kontynuowała, niby żartem, niby serio – chociaż ton jej głos, modulacja i wszystko inne wskazywało na niesamowitą powagę.
Bo w gruncie rzeczy nigdy nie wiadomo było czy Sofia żartuje czy nie – chociaż skora do żartów rzadko kiedy ujawniała swoją ludzką naturę. Zdecydowanie częściej wolała szczekać jak rasowa suka, przez co wizja związana z kneblem pasowałaby jeszcze bardziej.
Gdy spytał dlaczego – zdziwiona, że złapał ją właśnie na tym – uśmiechnęła się. Chyba już szczerze, bo i w oczach osiadł blask. Na ulotną chwilę.
- Taki Twój urok. Chłodnego chłopca z krainy lodu. Może to wina urody, a może jej braku. – Wzruszyła ramionami, nie mając dobrego wytłumaczenia dla własnych słów.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Nie Sty 20, 2019 1:17 am
Uśmiech Bułhakowa poszerzył się nieznacznie.

- Ależ odwrotnie - powiedział otwarcie - z reguły to ja kupuję niewiastom mieszkania. Liczyłem na bardziej cięte dowcipy, Zabini. Przecież dobrze wiesz jak to działa.

I może dlatego właśnie tu siedział? Może dlatego właśnie tak pociągała go chłodna i zobojętniała stara panna z działu obok? Była przecież od lat nieugięcie niezdobyta i na swój urokliwy sposób tajemnicza, a to co nieosiągalne przyciągało jak magnes. Sofia Zabini była trochę jak zakazany owoc, ale nie musiała wcale przynieść mu nieszczęścia. Wręcz przeciwnie - nieszczęście przynosiły mu kobiety, które kupował.

Bo miała rację. Był brzydki jak noc. Odstające uszy, rzadkie brwi, kwadratowy podbródek, krzywy nos. Za chudy jak na faceta. Ale nie o to chodziło, prawda? To kobiety miały być piękne, a panowie mieli im tylko zapewnić godny byt. Ociekający luksusem, czystokrwisty syn rosyjskiego oligarchy był w oczach niektórych wręcz marzeniem i jego biografia to po części udowadniała.

- Mój starszy brat zawsze mówił, że mógłbym po prostu zdechnąć. To zawsze jakiś plan.

Zastukał palcami o blat. Nie wyglądało na to aby wypowiedziane przez niego słowa miały w sobie cokolwiek z żartu, ale że padły tu i teraz, zapewne ciężko było potraktować je całkowicie poważnie. Może gdyby Zabini zgodziła się na wspólną noc uzyskałaby odpowiedzi na wiele pytań, jakie najwyraźniej zaczęły kłębić się w jej głowie.

Jego ciało było jak płótno. Opowiadało historię Vakela Bułhakowa nawet lepiej niż on sam.

- To co mówisz jest wyjątkowo smutne w kontekście tego, że połowę życia poświęciłem ucieczce od tego obrazu.

Gdyby tylko dała się przekonać, to udowodniłby jej, że pod tą lodową skorupą drzemał wulkan. Nie miał jednak zamiaru do niczego Zabini zmuszać. Ciężko było numerologowi wyobrazić sobie coś gorszego niż niechętna kobieta - adorował je że szczerością w sercu, bo szukał u nich uwagi i czułości, na jaką było stać tylko płeć piękną.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Nie Sty 20, 2019 8:29 pm
Wraz z pierwszym komentarzem Vakela jej spojrzenie pojaśniało – nie z zachwytu, a ze zdziwienia. Kupowanie mieszkań kobietom, swoim nałożnicom kojarzyło się jej z jednym. Ze sprzedawaniem samej siebie, oddawaniem tej części duszy, której nigdy nikomu nie chciała oddać. Poczuła wręcz obrzydzenie do niego, do tych wszystkich kobiet, z którymi miał do czynienia. Co ewidentnie odbiło się na jej porcelanowej twarzy naznaczonej zmęczeniem.
- To smutne, że musisz kupować zainteresowanie kobiet, Bułhakow. Chyba nie na tym polega miłość i fascynacja, co? – Odgryzła mu się, to prawda – ale wszystko co mówiła zawierało prawdę. Smutną, gorzką prawdę, której smak pozostawał na języku pomimo upływu lat i przekonań.
Kącik ust panny Zabini drgnął w niemalże litościwym półuśmiechu, kiedy na niego spoglądała.
Sama nigdy nie pchała się w ramiona tych, których w żaden sposób jej nie oczarowali. Albo nie wzięli jej siłą. Przez to najpewniej; przez jej marny gust, zobojętnienie i chłód – przynajmniej ten pozorny – była postrzegana jak zgryźliwa stara pannica. Miała już ponad trzydziestkę na karku i ani jednego adoratora, który wytrzymałby ciut więcej niż dłuższe spojrzenie Sofii pełne wrogości.
Ten, który chciał ją mieć przy sobie wyjechał, a i ona radziła sobie całkiem nieźle z własnymi obowiązkami i własnym odbiciem w lustrze, które przedstawiało kobietę sukcesu, ale wciąż w pewien sposób szarą, niepełną.
Kawa już lekko zastygła – wciąż jednak nadawała się do picia, do czego powróciła ciemnowłosa. Na nowo poznawała smak kawy, zimnej, ale wciąż dającej kopa.
- I tak umrzesz. Jak każdy inny. Sam nawet powinieneś wiedzieć kiedy i w jaki sposób. – Chwila przerwy na przetrawienie faktu, że Vakel chciał zmienić tor myślenia innych osób, które postrzegają go właśnie tak jak tego nie chce.
- Dlaczego chcesz przed tym uciec? Czy to ma jakikolwiek sens? To inni Cię tak postrzegają, widzą w Tobie zadumanego, znanego chłopca z Północy. Najważniejsze jest to jak Ty się czujesz i jak siebie postrzegasz. – Mówiąc to pochyliła się delikatnie nad blatem; oparłą dłoń, pustą już niemal filiżankę z kawą odsunęła na bok.

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

on Nie Lut 10, 2019 1:27 pm
Bułhakow nie posmętniał na zewnątrz, chociaż poczuł się lekko przybity nietrafionymi docinkami, jakie wydobywały się z jej ust. Nie powiedziała nic czego nie wiedział. Ba, śmiał twierdzić, że nie powiedziała nic, czego nie wiedziało przeciętne dziecko, wszak stwierdzenie jakoby kobiecej miłości nie dało się kupić pieniędzmi nie było zbyt odkrywcze. Może jednak nie do końca rozumiała to jak żyje, a on zagalopował się w oczekiwaniach, którym nikt nie był w stanie sprostać?

- Większość kobiet nie nadaje się do niczego więcej niż najstarszy zawód świata. Nie sądzę, aby było to przełomowe odkrycie z twojej strony.

Ten cień irytacji był zauważalny w tonie jego głosu i sposobie wypowiedzi, jednak promienny uśmiech ozdabiał jego twarz i nie napotkał przy swojej misji na żadne utrudnienia. Chyba sam trochę zgubił się w tym co mówił, bo nie do końca udało mu się połączyć to z mimiką - Vakel zdawał się być... dziurawy?

- Smutne? - powtórzył po niej, a następnie obrócił to słowo w myślach kilka razy, jakby chciał obejrzeć je z każdej strony, zrozumieć i przetrawić. Jej zdaniem było to smutne. Czy sama zaznała w życiu czegoś innego, czegoś głębszego? Lata jakie miał na karku nauczyły go, że niewiele było w świecie miejsca na ciepłe uczucia, a miłość nie istniała.

Tylko skoro nie istniała, to dlaczego zawsze tak bardzo bolało go serce kiedy wspominał...! Ah. To nie czas i miejsce na obraz tej kobiety przed oczami.

- Wszystko jest w jakimś stopniu smutne, jeżeli bardzo chcesz to zauważyć. W moim odczuciu jest to po prostu wygodne. Nie odnalazłem też nigdy solidnej alternatywy. Powoli zaczynam wątpić, że istnieje, bo ludzie najczęściej krytykują moje podejście do życia kiedy są zwyczajnie zazdrośni.

Darował sobie ubliżanie jej, ale w duchu naprawdę czuł, że to prawda, tak samo jak to, że najlepsze w narzekaniu na komplementy były kobiety brzydkie. Irytowały się i wzdrygały, zamiast przyjąć go do wiadomości.

- Czasami to co widzą inni wydaje się o wiele bardziej klarowne od naszej wizji siebie. Poza tym gwieździe lepiej lśni się kiedy ktoś na nią patrzy. Bez wpatrzonych w nią oczu jej egzystencja jest bezcelowa.

Dopiwszy kawę odworócił kubek dwa razy w lewą stronę, a następnie... odstawił na stół do góry dnem, pozwalając resztce płynu ścieknąć na dół. Zrobił to, rzecz jasna, aby podnieść go po chwili i spojrzeć na fantazyjnie ułożone w dziwny wzorek fusy. Milczał przez moment, analizując kształt.


Sponsored content

Bułhakow i Zabini, 1978, MM Empty Re: Bułhakow i Zabini, 1978, MM

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach