Share
Go down

CE MOŻE TO I JA MOGĘ(Tyle że bez białych, bo biała jest dobra tylko czekolada i rasowo czysta Europa)

on Pon Lis 26, 2018 12:23 am
Słowem wstępu: Piszę rzeczy. Głównie wiersze odzwierciedlające moją jakże delikatną duszę i inne takie pierdoły. Wiadomka, czasem trzeba odsapnąć od bycia produktywnym, zakładania firm i całego tego syfu i dla odmiany być przez chwilę człowiekiem. Poniżej będę wrzucał dzieła z mojego tomiszcza które być może kiedyś pojawi się na bibliotecznych półkach po to by nikt ich nie przeczytał, a które nosi megalomaniacki tytuł "Poezja conajmniej średnia". Tytuł jest taki a nie inny dlatego że będzie to swoiste "the least worst of Atropos". Pozostałe 90% mojej twórczości zostanie w moim śmietniczku i poczeka aż przyjdę tam z działającą zapalarą.
Robię też muzykę ale tą zostawiam jako moje personalne doświadczonko.

Na dobry początek. Nihilistyczne wesołkowanie razy pięćtrzy.
Spoiler:

Poeci odeszli
W końcu po co mieliby tutaj być?
Wielkie teksty widziane z kosmosu
  są ledwie rysą na pyle naszej planety
A Świat i tak przecież kręci się wokół nas.

Poeci odeszli
W końcu nie dla nich świat w którym zbrodnią jest śnić
Ich smutne oblicza i góry patosu
 są ledwie przestarzałym artefaktem minionej epoki
Na każdego przecież musi przyjść czas

Poeci odeszli
W końcu są martwi i zimni jak gwiazdy widziane na nocnym niebie
I zupełnie jak one są tylko punktem
  Odległym o całe parseki istnienia
A w wielkich miastach zasłania je dym

Poeci odeszli, ale jesteśmy my
Tak samo jak oni
  czujemy się obcy, chociaż kroczymy wśród swoich
Tak samo jak oni
  wzdychamy do nic nie znaczących spojrzeń i przelotnych uśmiechów
  na ulicy, w aucie, w pociągu
Tak samo jak oni
  kiedyś po prostu znikniemy w przeszłości
Spoiler:

Nienawidźmy się dziś przy zgaszonym świetle
Skoro nie chcemy patrzeć już sobie w twarz
i nie potrafimy mówić już sobie pięknie
Mówmy, traktujmy się źle, i odrzućmy tę mgłę
Topazowych wspomnień

Nienawidźmy się dziś w ciemności
Dajmy się ponieść i pysze i zazdrości
I milczmy zajadle gdy za mało słów padnie
I krzyczmy kiedy nastanie minuta ciszy
Niech wszyscy usłyszą

Nienawidź mnie, nienawidź póki jeszcze możesz
Nienawidź nim przyjdzie czas by odejść
Przygotuj i srebra i stal i cały swój jad
który dokładasz mi do win.
I niech wspólne będzie tylko jedno uczucie

Nienawidźmy się, noc jeszcze młoda
Nienawidźmy się, niech buduje niezgoda
Nienawidźmy się, bo gdy księżyc się schowa
Znowu nas połączy
to jasne światełko na końcu
Spoiler:

Muska moją skórę Twój dotyk,
Zostawia po sobie ślad niczym kwas siarkowy.
Palący, bolesny, przyjemny,
Niepozwalający zapomnieć.

A kiedy pisać zapragnę,
Mogę zanurzyć pióro w takiej rozdrapanej ranie.
Wiem że pisane krwią wiersze
są piękne, chwytają za serce.

Ale to nie krew tworzy piękno.
Przecież tyle jest złych ciał w których też bije tętno.
Na naszych skórach mieni się suma
 westchnień niesionych przez wiatr.

Na dobry sen, dwa razy pisanki ze specjalnym "Szalom" dla Œ, żeby w końcu przestała mnie obrażać bo jestem czarny.
Spoiler:

Znów po mieście wędrujesz wiosłując,
 wkładasz wyimaginowaną siłę w każdy ruch
 i tworzysz piękne metafory umilające ci rejs,
Chcąc oderwać się od przeszłości i jednocześnie wracając
  do niej co krok, co każdą zwrotkę i wers,
  katujesz się antyzapominaniem, wróżeniem z kół.

I muszę przyznać, że jestem odrobinę zazdrosny
  o te miłosne uniesienia w których wciąż widzisz ten czar,
  i o te wszystkie emocje które potrafisz włożyć w swe słowa
Ja, można to tak ująć, zostałem stłamszony.
  Z powodu nałożonej na mnie klątwy, opuściła mnie karmelkowa mowa
  i nie posiadam ani abecadeł, ani popiołu który mógł pozostawić po sobie zgubiony żar

I niech los schowa wszystkie kartki z moim imieniem, nazwiskiem, artystyczną ksywą
Obawiam się że jego kaprysy nie mają dla mnie żadnego znaczenia.
Spoiler:

Ja, straciłem dostęp do kolorowej mowy,
a kwieciste potrafię rzucać tylko wiązanki.
Ja, szukam wciąż mej zguby pośród miejsc nowych,
wiem że być może gdzieś tam znajdę ich popioły.
Ja, pragnę na nowo wynaleźć feniksa z ognistych piór,
Choć jednego zabiłem pośród ognistych włosów i słów.
Ja, niczym okryty winą wąż znów zrzucam skórę,
Chowam się poza wzrokiem wśród dymu i łusek.
Ja, znów podrę kolejny twór swój na drobne,
Znów będę zbierał z kominka popiół.

PS: Chętnie przyjmę feedback, krytykę, ocenkę, myśli, dyskusję, cokolwiek wam przyjdzie do głowy moje dziubaski.

Re: CE MOŻE TO I JA MOGĘ(Tyle że bez białych, bo biała jest dobra tylko czekolada i rasowo czysta Europa)

on Sob Gru 08, 2018 12:42 am
Atropos, czyżbyś udawał że czarni mają uczucia?
Nie, to tylko przeprosiny. A zarazem część dialogów ze mną z przeszłości.
Spoiler:

Długo to trwa.

Ten cały cyrk ze składaniem słów w rządki,
Emocjonalne pierdoły, twoje wzloty i doły,
Rytuały związane z zalewaniem zielska wrzątkiem.

Ta cała walka pod sztandarem utkanym z marzeń,
Przejmowanie się błahostkami, samotne spacery nocami,
Głupie wzdychanie do losowych wydarzeń.

Długo trwa ten stan otępienia,
Przedziwnego szału który opanował twój niegdyś zdrowy umysł.
Zatracenia się w głosie w twej głowie który każe ci śpiewać.
Fantasmagorii które odcinają myśli zwątpienia.

A przecież to i tak niczego nie zmienia.
Żadna kombinacja słów nie będzie nigdy
  magicznym zaklęciem naprawiającym innego człowieka.
Żadna forma nie ujmie treści twoich zdruzgotanych myśli,
Nie zmieści codziennego wrzasku który skrzętnie w sobie ukrywasz,
Nie zawiera żadnej odpowiedzi na pytania męczące gnijące mózgowie.
Nie naprawi wyrządzonych przez ciebie krzywd.
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach