Go down
Mistrz Labiryntu
Mistrz Gry
Mistrz Labiryntu

Pomieszczenia rekrutacyjne Empty Pomieszczenia rekrutacyjne

on Pią Sie 31, 2018 10:47 am
Gdzieś na prawo od kantyny, na środku korytarza ulokowane zostały dość spore drzwi prowadzące do pomieszczeń rekrutacyjnych. Nie są one używane zbyt często, ale na potrzeby werbowania nowych twarzy wyznaczono nawet specjalną ekipę. Po pokonaniu malutkiego korytarza widzimy szklane drzwi. Za nimi znajduje się podłużny stół otoczony szeregiem identycznych krzeseł. Na prawo nie da się już przejść, ale na lewo dostrzec możesz łazienki i kilka innych par drzwi. Są one jednak nieopisane i nie wiadomo co się za nimi znajduje.
Lily Evans
Oczekujący
Lily Evans

Pomieszczenia rekrutacyjne Empty Re: Pomieszczenia rekrutacyjne

on Nie Wrz 16, 2018 10:41 pm
To że się denerwowała to mało powiedziane. Lily cała się trzęsła przed pójściem do szpitala. Z rąk, co rusz, wypadały jej ubrania czy kosmetyki do pielęgnacji. Chciała w końcu pojawić się na miejscu elegancka, pachnąca, profesjonalna, a jej matka zawsze powtarzała, że bez schludnych, wyprasowanych ubrań, bez rozczesanych włosów i czystej twarzy nie ma co wychodzić z domu. Rudowłosa więc zadbała o wszystko, trochę pomagając sobie zaklęciami, ale tak by żaden z sąsiadów nie widział - w końcu była to niemagiczna dzielnica, nadal mieszkała z rodzicami, zbytnio się nie spiesząc do szukania mieszkania dla siebie. Pewnie powinna, pewnie powinna się usamodzielnić, ale... na samą myśl czuła jakby miało pęknąć jej serce. Kochała ten dom, kochała swój pokój i zapach proszku do prania, którego używała jej matka do jej pościeli. Wszystko było tutaj idealne.
Po doprowadzeniu się do porządku i przygotowania na spotkanie w sprawie stażu wszystkich niezbędnych dokumentów w tym wyników z SUMów i OWTMów, i opinii od profesor McGonagall, zeszła na dół by zjeść śniadanie. Po posiłku pożegnała się z rodzicami i udała się na mugolski pociąg, którym udała się w okolice szpitala. Przedostała się do niego tak jak powinna, poprawiła swojego rudego koka i z duszą na ramieniu, pytając się pani z recepcji, ruszyła na piąte piętro. Przeszła kawałek korytarza i stanęła przed sporymi drzwiami, prowadzącymi do pomieszczeń rekrutacyjnych, do których zapukała, o ile ktoś po drodze udzielił jej informacji, gdzie powinna się udać. Udzieliła ich pani sprzątająca, która skierowała ją do pustego korytarza. Otworzyła nawet drzwi.
- Dziękuję - podziękowała uprzejmie i wyraźnie, mając nadzieję, że nie zrobiła się blada. Cóż, raz kozie śmierć. Była ubrana elegancko, pozbyła się nawet niewidzialnych nitek przed zapukaniem w szklane drzwi za którymi byli ludzie. Jeśli otrzymała odpowiedź, weszła i się przywitała. Dokumenty były schowane w mugolskiej teczce, tak by się nie pogniotły.


Pomieszczenia rekrutacyjne F63e673f56558f77989ab29dbd5ba34c
I guess I just brushed through your mind
More gently
Than I intended to
Not fresh enough
Just a breeze


Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Pomieszczenia rekrutacyjne Empty Re: Pomieszczenia rekrutacyjne

on Wto Paź 23, 2018 9:57 am
W szpitalu było dzisiaj dosyć tłoczno, a na ustach mijanych ludzi dało się słyszeć, że niejakie wybuchy na ulicy Pokątnej okazały się być śmiertelne dla wielu osób. O tych tajemniczych wybuchach usłyszałaś w ciągu kilku minut, szczególnie podczas jechania windą, zdecydowanie zbyt wiele razy aby puścić to mimo uszu. Coś strasznego musiało się stać dzisiejszej nocy po magicznej stronie Londynu, ale zwierzenia te były wyprane ze szczegółów sytuacji - ciężko było sądzić, aby którykolwiek z uzdrowicieli był naocznym świadkiem tego wydarzenia. I chociaż w tych czasach słowo Śmierciożercy ciśnie się na usta, z jakiegoś powodu było pomijane, jakby chciano tym samym przekazać: to nie oni za tym stoją. Nie tym razem. A może to tylko nadinterpretacja i po prostu nikt nie chciał o to zapytać?

Staruszka, która pomogła ci dostać się do wnętrza pomieszczeń rekrutacyjnych była zdecydowanie najbardziej pogodnym człowiekiem jakiego udało ci się spotkać po drodze. Rzuciła nawet z przyjemnym, serdecznym uśmiechem, na jaki stać tylko kochające starsze panie: połamania nóg, kiedy mijałaś rozsuwane drzwi i znikałaś w czeluściach tajemniczego korytarza.

Stukanie poniosło się po szklanych drzwiach w dość nieprzyjemny sposób, zwracając na ciebie uwagę wszystkich siedzących w środku ludzi. Szereg par zaciekawionych oczu odwróciło się w twoją stronę, jakby nie do końca rozumiejąc co dokładnie się dzieje, aż wreszcie najwyższy mężczyzna, siedzący na skraju znajdującego się wewnątrz stołu wstał z miejsca, ruszył zdecydowanym krokiem do przodu, otworzył dzielące was drzwi w akompaniamencie głośnego skrzypnięcia i ryknął:

- Niech zgadnę, pani na staż? - Uniósł do góry krzaczaste brwi, dodając ostrej twarzy jeszcze bardziej upiornego charakteru, po czym nie czekając, bo zdążył rzucić okiem na trzymaną przez ciebie w rękach teczkę, minął cię i bez pukania otworzył drzwi do przeciwległego pomieszczenia. Typ był wyjątkowo nieprzyjemny w obyciu, a uniesiony głos dało się słyszeć nawet tutaj. "Sofija, ile razy mam powtarzać...", "Ludzie czekają i nie wiedzą gdzie iść", "To jest jawny skandal" i nim skończył besztać znajdującą się w środku kobietę, ta wypchnęła go za drzwi i zaprosiła cię gestem ręki do środka. Kiedy ten trep stał za twoimi plecami, nie pozostało ci nic innego jak podążyć za nią do środka.

Był to przyjemny, mały gabinet. Na jego środku znajdowało się wrzosowe biurko, leżące w jasności gdzieś obok miętowych regałów i beżowych ścian, odstających od surowej bieli szpitalnych pomieszczeń. Kontrastowało to co prawda z powieszonym na stojaku kościotrupem i plakatami z bezzębnymi ludźmi, podpisanymi "PALENIE ZABIJA", ale stwarzało dość przytulny klimat. Mogłaś też zauważyć, że owa Sofija miała słabość do paprotek, zajmujących praktycznie każdą wolną przestrzeń oprócz podłogi.

Odpowiedzialna za rekrutację lekarka (lub nie lekarka, ale kitel i stetoskop robiły swoje) sięgała ci do nosa. Była to osoba niziutka, o piersiach tak wielkich, że na spokojnie mogłaby rozgniatać nimi puszki i oczach tak zielonych jak górska łąka w najpiękniejszym okresie lata.

- Przepraszam - powiedziała przecierając zaczerwieniony nos chusteczką. Wyglądało na to, że wcześniej płakała. - Jestem dzisiaj zupełnie nie sobą. Ale te wszystkie rzeczy... Ah. Tak wiele się dzisiaj wydarzyło. Wielu z nas jest podłamanych, ale każdy wyraża swoją frustrację w inny sposób.

Najwyraźniej chciała tymi słowami obronić spotkanego przed chwilą mężczyznę przed oceną z twojej strony. Usiadła przy swoim biurku. Ciebie również do tego zaprosiła. Krzesło, które dla ciebie przygotowane było tak miękkie, że niespodziewanie się w nim zapadłaś.

- Pani Lily... Evans, tak? - Upewniła się, zanim wpisała twoje nazwisko do jakiegoś dokumentu.
Lily Evans
Oczekujący
Lily Evans

Pomieszczenia rekrutacyjne Empty Re: Pomieszczenia rekrutacyjne

on Sob Lis 03, 2018 3:40 pm
Dużo się ostatnimi czasy mówiło o tych tajemniczych wybuchach. Lily zamyśliła się, nadal jednak starając się wyłapać wszelkie informacje albo chociaż ich strzępki by móc, ewentualnie, później na spokojnie to przeanalizować. Uzdrowiciele musieli mieć ręce pełne roboty, ciekawe ile było ofiar, czy ktoś zginął, czy wybuchy miały jakieś magiczne konsekwencje dla otoczenia. Do rudej głowy też wpadł pomysł że to mogliby być Śmierciożercy, ale jeśli tak to dlaczego nikt o tym nie mówił? To było co najmniej dziwne. Zresztą poplecznicy Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać byli dość zauważalni i zawsze zostawiali po sobie znak. Przypomniał jej się Hogsmeade i poczuła jak ciarki przebiegają jej po kręgosłupie. To nie był dobry czas by o tym myśleć.
Skup się, Evans. Czekają na ciebie.
Dzięki pani, którą spytała o to, gdzie powinna się udać, poczuła się lepiej. Zdążyła się nawet blado uśmiechnąć, pomimo zdenerwowania, które objawiło się poprzez trzęsie się rąk. Na szczęście uspokoiła to zdenerwowanie przed zastukaniem w drzwi. Cholera, nie spodziewała się, że będzie to takie głośne. I do tego ten mężczyzna! Policzki Evans pokryły się lekkim rumieńcem, ale skinęła głową, po czym jakby chcąc się poprawić i zrobić to tak jak należy, odpowiedziała na głos na jego pytanie.
- Tak, proszę pana - oby zabrzmiało to zdecydowanie i pewnie siebie, nie chciała wypaść w końcu źle, a cichy głos i spuszczona głowa nie sprzyjały przecież dobremu wrażeniu. Zacisnęła palce na swojej teczce, po czym, przysłuchując się tej wymianie zdań, czekała na jakiś znak, sygnał, cokolwiek.
Evans, w coś ty się wpakowała.
Odetchnęła w końcu z ulgą, widząc to zaproszenie i posłusznie weszła do środka, wyprostowana i rozglądająca się wokoło. Spojrzenie zielonych oczu w kształcie migdałów na dłużej zatrzymało się na biurku, a następnie na plakatach. Cóż, nie paliła więc na szczęście nic takiego jej nie groziło. Potem były paprotki, co należało dodać, całkiem ładne. Sprawiały że cały gabinet od razu zdawał się przytulniejszy i mniej obcy. Pani uzdrowiciel, Lily automatycznie założyła że nieznajoma była magicznym lekarzem, wydawała się być całkiem przyjazna w porównaniu do tamtego jegomościa. W istocie jej piersi robiły wrażenie, ale dziewczyna starała się na nich nie skupiać. Ze zdziwieniem odnotowała niski wzrost, bo sama do wysokich osób nie należała. Czy powinna się obawiać? Czy mogła się trochę przy kobiecie odprężyć?
- Nic nie szkodzi, też powinnam przeprosić że nie upewniłam się do jakiego pomieszczenia powinnam się skierować - powiedziała pospiesznie. - Przepraszam, jeśli wyjdę na wścibską, ale... chodzi o te wybuchy tak? Co nieco zdążyłam usłyszeć, co prawda niewiele, ale domyślam się, że mają państwo teraz jeszcze więcej pracy.
Poprawiła swój strój i zajęła miejsce, które wyznaczyła jej uzdrowicielka. Chciała się też wyprostować, ale niemal od razu się w nim zapadła. To fakt, było to przyjemnie, ale bała się, że przez to nieznajoma nie potraktuje jej poważnie. Szybko się poprawiła, od razu sprawdzając siedzenie - chciała ewentualnie ustawić je tak, by ponownie w nim nie utonąć.
- Tak jest - odpowiedziała niemal od razu, przyjmując poważny wyraz twarzy. Swoją teczkę położyła na kolanach, gotowa by w każdej chwili ją udostępnić do wglądu. Powinna od razu się przedstawić, ale przez to całe zamieszanie kompletnie o tym zapomniała.





Pomieszczenia rekrutacyjne F63e673f56558f77989ab29dbd5ba34c
I guess I just brushed through your mind
More gently
Than I intended to
Not fresh enough
Just a breeze


Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Pomieszczenia rekrutacyjne Empty Re: Pomieszczenia rekrutacyjne

on Wto Gru 11, 2018 1:36 am
Kobieta pokręciła głową. Wybuchy na ulicy Pokątnej musiały być jej zdaniem straszną tragedią - nie było trudno wyczytać z mowy ciała natłoku obaw, które musiały kłębić się w jej głowie od dłuższego czasu. Najbardziej temu napięciu ulegały oczy uzdrowicielki, smutno wpatrujące się w nicość tuż za tobą, jakby nie do końca radziła sobie ze wszystkim, co ją dotykało.

- Oh, dziewczyno. Nie masz za co przepraszać. A ta sprawa... cóż, tragedia.

Pozwoliła sobie otrzeć czoło i oczy chusteczką, którą wycisnęła z bocznej szuflady biurka.

- Nie wiadomo jak i dlaczego - wielka cisza, nikt nic nie wie, ale wszyscy podejrzewają - tu zniżyła głos na tyle, że gdyby nie tak charakterystyczne słowa, możliwe, że wcale nie zrozumiałabyś co mówi - że chodzi o Sama-wiesz-kogo, tylko Ministerstwo boi się do tego przyznać. Pozwolić na taki "wypadek" w centrum miasta - co za kompromitacja służb!

Pokręciła głową raz jeszcze.

- A najgorsze w tym wszystkim to, że jedną z ofiar była... Ah, córka pani ordynator.

Wybuch ten stał się nagle nieco bliższy - utrata ukochanej osoby raniła serce i tłumaczyła wiele, jeżeli o nastrój jaki panował w pomieszczeniu chodziło. Rozpacz kobiety, która przeprowadzała z tobą rozmowę, a przynajmniej miała ją przeprowadzić i zgubiła się gdzieś po drodze, była jeszcze bardziej zrozumiała, wszak możliwym było, że znała dziewczynkę osobiście. Tragedia sięgnęła jej więc swoimi pazurami w sposób, jakiego nikt nie chciał przeżyć.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Lily Evans
Oczekujący
Lily Evans

Pomieszczenia rekrutacyjne Empty Re: Pomieszczenia rekrutacyjne

on Pią Sty 04, 2019 2:32 pm
To był delikatny temat, jak sądziła Evans, więc musiała poczynić odpowiednie kroki by nie przesadzić i przypadkowo czymś nie urazić kobiety. Lily poczekała na to, co dalej powie czarownica, nie zamierzając naciskać ani nic w tym rodzaju, chociaż małe dłonie najchętniej podsunęłyby teczkę by uzdrowicielka - bo to chyba była uzdrowicielka? - przejrzała jej papiery. Kiedy słowa w końcu opuściły usta starszej pani, rudowłosa kiwnęła głową na znak, że rozumie i że domyśla się, że musiała to być większa sprawa. Przysunęła się na swoim krześle, ostrożnie by nie wydało z siebie niepotrzebnych dźwięków i słuchała dalej. Na informację o Sam-Wiesz-Kim zadrżała. Nie potrafiła tego powstrzymać. Zastanawiało ją w sumie to, co w tym czasie działo się z osobami odpowiedzialnymi za porządek? Zniknęli? Zostali ranni?
- Wiadomo, ile było ofiar? I co ze służbami? W Proroku Codziennym nie rozpisywali się o tym - trochę dociekała, wyraźnie zainteresowana i zaniepokojona. Na wieść o córce pani ordynator, stawiała że chodzi o pani ordynator oddziału na który chciała się dostać, zmartwiła się.
- To straszne. Czy wiadomo coś więcej o sprawcach? - sama skupiła się na całej tej sprawie zamiast na swoim stażu. Po pierwsze, byłoby to nie na miejscu zmienić nagle temat, po drugie jej myśli wędrowały wokół całej tej sprawy. Współczuła kobiecie, a także nieznanej sobie pani ordynator, która musiała cierpieć z powodu utraty córki. Lily przecież sama straciła kogoś bliskiego i to nie aż tak dawno.




Pomieszczenia rekrutacyjne F63e673f56558f77989ab29dbd5ba34c
I guess I just brushed through your mind
More gently
Than I intended to
Not fresh enough
Just a breeze


Sponsored content

Pomieszczenia rekrutacyjne Empty Re: Pomieszczenia rekrutacyjne

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach