Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 R. Rhydderch R. Nott || jesień 1977 Staw posiadłości Rhydderchów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: R. Rhydderch R. Nott || jesień 1977 Staw posiadłości Rhydderchów   Wto Cze 05, 2018 10:52 pm

Późny październik. Pogoda w tej części Walii nigdy nie należała do tych z grupy wczasowych, nawet nie do przyjemnych. Dni słonecznych w ciągu roku było tyle, by zdążyć się zdziwić, że są zanim znikną na kolejne kilka miesięcy A jednak był to przyjemny październik, październik pod znakiem złotych liści i szepczącego ich szelestu wśród traw. Co może robić dziedzic upadłego rodu sam w taki październikowy dzień we własnym domu w którym tylko jego straszą wspomnienia i duchy przeszłości? Sam, bo przecież Igor wcale się nie liczy, Robyn jeszcze mniej, a zwierzęta, które przez chwilę wzbudzały w nim radość z czasem stawały się tylko uciążliwym obowiązkiem dla człowieka, którego nawet dbanie o własne dobro było trudne. Rado miał marzenie, umrzeć w jakiś niezwykły sposób zabierając ze sobą do grobu ostatnie geny tej wadliwej części magicznego społeczeństwa, która miała nieszczęście urodzić się pod herbem trzygłowego psa. Spoglądał wielokrotnie na niszczejący, upiorny dwór szukając w nim pierwiastka czegoś, co mogło by być iskrą nowości, zalążkiem sensu, życia z daleka od ciężkiej wspomnieniami i grzechami przodków peleryny, której nigdy nie chciał nosić.
A jednak.
Lekko zgarbiony przycupnął opierając się o okalającą staw barierkę z jedną z wielu bezsensownych lektur, które tak bardzo lubił czytać dla zabicia czasu, czy to "Żydowsko-japońska sztuka seksu i kulinariów" czy "Kucie podków ortopedycznych dla kóz" bez znaczenia, kolejny tom o bezwartościowej dla niego treści, cokolwiek, co mogło oderwać pochód ponurych myśli od przekleństwa codzienności.
Dlaczego nie czytasz podręczników swojego ojca? pytały szeleszczącym szeptem obrazy w holu Caradog, dlaczego nie kontynuujesz dziedzictwa? To jest Ci pisane, synu. klekotały w swoich ramach każdej nocy.
Mógłby kontynuować dzieło rodziców, szukać prawdy o pierwiastku magii w żywych organizmach, może mógłby odnieść sukces tam, gdzie Rhys z Heleną polegli. Czy chciał? Bezbożne eksperymenty nie mające nic wspólnego z nauką wciąż w szarych kątach jego pamięci wydawały mu się zwyczajnie nieludzkimi rytuałami, igraszkami z cudzym życiem, bezsensowną śmiercią tak wielu, wielu... a on przecież był taki szlachetny, no spójrzcie, włosy jasne, twarz spokojna, wysokiej postury nieruchomy jak anioł z granitu, figura ustawiona przez rzeźbiarza ku ozdobie tylnego ogrodu.
Znał każdy dźwięk swojego ogrodu i nie zajęło mu długo by rozpoznać szelest kroków wśród ścielących się niczym dywan liści. Powoli podniósł wzrok na kobietę, już nie dziewczynę, choć kiedy poznali się po raz pierwszy miał wrażenie, że była jeszcze dzieckiem.
Jak miała na imię, Radu?
Nic, pustka. Tylko wytrwałe spojrzenie upartych, roszczeniowych oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Biznes

PisanieTemat: Re: R. Rhydderch R. Nott || jesień 1977 Staw posiadłości Rhydderchów   Wto Cze 05, 2018 11:52 pm

Z początku dwór napawał ją przerażeniem. Czuła się tam nieswojo, trochę też niechciana. Czasami miała wrażenie, że słyszy echo czyiś szeptów, gdy przechadza się korytarzami budynku. "Budynek" był tutaj oczywiście sporym nadużyciem, bo miejscami brakowało mu ścian, a to była chyba jedna z tych części, która była wręcz niezbędna. Robyn jednak, będąc Robyn, szybko zaadoptowała się do tych warunków i zaczęła dostrzegać plusy sytuacji. Przykładowo nie musiała wychodzić do ogrodu, który sam wkradł się do domu, więc gdy tylko potrzebowała kontaktu z naturą, to miała go na wyciągnięcie ręki.
Zachwycała się starymi murami oraz historią, którą miało to miejsce. Wprawdzie nie znała jej za dobrze, ale zakładała, że jakąś miało. Nawet wolała sama ją sobie dopowiadać, w ten sposób sama mogła wybierać narrację. W jej poprzednim miejscu zamieszkania niewiele było do romantyzowania. Stary kredens, ciasne ściany i krzyk ojca, żeby przyniosła mu to i podała mu tamto. Dwór Radu przypominał jej o życiu, którego nigdy nie miała, a które zostało jej odebrane. Jej rodzina pewnie mieszkała w podobnym miejscu – ładniejszym, oczywiście. Takim z pełnymi ścianami. Jednak w pewien sposób podobnym.
Mimo wszystko to nie dwór i jego wątpliwe walory przekonały ją do zamieszkania tutaj, tylko Radu. W przypływach ogromnej samoświadomości zadawała sobie pytanie "dlaczego?", jednak nie potrafiąc na nie sensownie odpowiedzieć, spychała je na tereny podświadomości i wracała do upartego przekonania, że widzi w nim coś więcej. Bo widziała, czasami nawet ów "coś" potrafiła konkretnie nazwać, chociaż bywały też takie dni, gdy w przypływie rozpaczy oraz nowych siniaków nie potrafiła sobie przypomnieć czym one były.
Nie trudno było dostrzec go w ogrodzie. Wyróżniał się wśród żółtych i czerwonych liści swoją marmurową bladością. Przez chwilę wpatrywała się w niego z daleka. Wyglądał tak spokojnie, gdy pochylał się nad książką, jakby wyjęty z innego świata. Albo jakby to ona weszła nieproszona do jego świata jak jakiś intruz, insekt, którego trzeba się zaraz pozbyć.
Ruszyła w jego kierunku w przypływie chwilowej odwagi, zamarła jednak, gdy podniósł na nią wzrok. Zastanawiała się jaki będzie dzisiaj. Schowała ręce do kieszeni płaszcza, a ręką wymacała różdżkę. Nie zamierzała jej używać, nawet nie przeszło jej to przez myśl. Ona zwyczajnie tam była, nadawała jej otuchy. Mogła nawet przysiąc, że poczuła charakterystyczny dla pracowni zapach świeżego drewna i od razu poczuła się lepiej.
Patrzyła na niego wyczekująco. Nie potrafiła otworzyć ust i wydusić z siebie nic, co nie brzmiałoby płasko i banalnie. On był taki idealny, ona taka blada. Co mogła mu powiedzieć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: Re: R. Rhydderch R. Nott || jesień 1977 Staw posiadłości Rhydderchów   Sro Cze 06, 2018 8:28 pm

Istotka. Chodź, kiwa na Ciebie ręką, podejdź, chociaż nic nie mówi. Rzadko w sumie zwracał się do niej po imieniu, rzadko też się dużo odzywał, ale ten typ tak ma. Pukiel włosów najpierw za ucho jej założy, krótkim ruchem strzepnie z płaszcza paproch, musi przecież wyglądać idealnie, no, siadaj, tu, tak, obok, klepie miejsce na murku obok siebie, no już, chodź. Nie daj się prosić.
Jakbyś Radu kiedyś o cokolwiek prosił.
Założył książkę kawałkiem papieru, prawdopodobnie wyrwanym z innej książki w momencie, w którym potrzebował zakładki i odłożył po swojej drugiej stronie. Chodź, zdawał się mówić jego gest, kiedy rozłożył ramię, oprzyj się, teraz będę Cię przytulał.
- Czasem zastanawiam się, czy to dobrze, że wciąż tu mieszkam. - odezwał się znienacka, opierając twarz, usta o jej ciemne włosy. Tak różne od jego własnych. Pachniały czymś przyjemnym, nie potrafił jednak określić czym, tylko te palce niespokojne których opuszkami lekko gładził ich koniuszki. Jak pieszczota pupila, kotka na kolankach, a jednak było w tym drżącym geście coś niepokojącego. Te palce prócz czułości niosły w sobie cień niecierpliwości, szukał w tym dotyku potwierdzenia własnych myśli, akceptacji własnych decyzji, obietnicy, że się nie myli. Trudno jednak, żeby biedna dziewucha mogła dać mu cokolwiek, skoro te wielkie bitwy rozważań odbywają się tylko pod kopułą jego czaszki, a zachłanne usta rzadko wypuszczają myśli wiązanki na zewnątrz.  
Coś go z pewnością trapiło, mierzył się  czymś sam, tak łatwo to wyczytać z tych niespokojnych dłoni, ust i nosa lekko pocierających czubek głowy. Jak dziecko, które próbowało się w niej schować, tylko na chwilę, wejdę do środka, pod skórę wpełznę, językiem, pod powiekę wsunę lekko, przez moment nie być Caradogiem Rhydderchem.
- Może jednak przestać walczyć o ten dom, pierdolnąć to wszystko i wynieść się do Ffestiniog. Jest tam ta twierdza w górach... - powiedział cicho, zaciskając palce mocniej na jej ramieniu, ściskając ją bardziej i bardziej. Musisz mu powiedzieć, Robyn, on chce Twojej odpowiedzi. Prowadź go, on nie wie, co robić, rzucać wszystko czy walczyć. Słuchać obrazów czy uciekać do górskiej twierdzy.
Twierdza Rhydderchów zapewne była w jeszcze gorszym stanie niż ten dwór. Radu pamiętał ją jak przez mgłę, będąc maleńkim chłopcem pojechali tam z rodzicami raz na wakacje. Zamek wydawał się być ogromny. Pojedziesz za nim do Twierdzy w Górach? Stamtąd nigdy nie uciekniesz... o ile chcesz uciekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Biznes

PisanieTemat: Re: R. Rhydderch R. Nott || jesień 1977 Staw posiadłości Rhydderchów   Sro Cze 06, 2018 9:56 pm

Chociaż technicznie rzecz biorąc nic nie powiedział, to nie musiał dwa raz powtarzać. Zaraz gdy tylko gestem zaprosił ją do siebie przyjęła to bez wahania i wgramoliła się pod niego ramiona. Czuła jak niecierpliwie bawi się jej włosami, a nosem dotyka czubka jej głowy. Swoich rąk już nie trzymała w kieszeni, były zawieszone na jej kolanach, a palce niespokojnie bawiły się materiałem płaszcza.
Jego słowa ją zdziwiły, zbiły z tropu myśli, którymi jeszcze przed chwilą sama kroczyła. Zawsze myślała, że z powodu wielkiej wagi sentymentu walczy o swój dom. Albo ze zwyczajnego poczucia przynależności czy własności. Teraz dopiero dotarło do niej, że nie wiedziała tak naprawdę dlaczego tak uparcie walczy o ten dwór, on sam chyba nie wiedział, albo wiedział i właśnie zwątpił. Motywy jego działań od zawsze pozostawały poza zasięgiem jej zrozumienia, mogła jedynie snuć domysły. Może tak było lepiej. Może dzięki temu to między nimi działało.
Bardzo chciała podnieść głowę i spojrzeć na jego twarz, odczytać z jej wyrazu więcej niż jej mówił. Przekręciła delikatnie głowę i wpatrywała się w niego swoimi niewinnymi, jasnymi oczami.
Co miała mu odpowiedzieć?
Dała mu skończyć, mając nadzieję, że jeśli powie coś więcej, to jej łatwiej będzie zrozumieć. Czekała jednak za długo, a jego dotyk z czułego zrobił się niecierpliwy. Zmarszczyła lekko brwi, gdy zacisnął dłoń na jej ramieniu.
To nic, Robyn, to nic” mówiła sobie w myślach. Było gorzej, mogło być gorzej - teraz jest dobrze. Tylko tego, dziewucho, nie zepsuj.
Sięgnęła ręką do gwiazd i delikatnym ruchem dotknęła jego policzka, przejeżdżając palcem po wyraźnie zarysowanej linii szczęki.
- Nie będzie ci go brakować? - zapytała naiwnie.
Nie chciała mu do głowy wkładać swoich ideałów, Robyn nie była tego typu osobą. Nie była też osobą, która będzie kryć się po kątach ze swoją opinią, aż wreszcie nie wytrzyma i wypowie ją w przypływie gniewu.
- Twierdza w górach… to daleko. Daleko od wszystkiego, Radu - powiedziała zgodnie z prawdą. Swoją prawdą, oczywiście. Wiedziała, że pewnie pojedzie za nim gdziekolwiek tylko życzy sobie ją zabrać. Będzie lojalnie i ślepo za nim podążać, aż pewnego dnia razem spadną z klifu lub w połowie ciemnego znajdą się lasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: Re: R. Rhydderch R. Nott || jesień 1977 Staw posiadłości Rhydderchów   Wto Cze 12, 2018 11:13 pm

Westchnął. Był zmęczony.
- Dalego od wszystkiego czego? - zamknął oczy opierając głowę o jej głowę- Co tu jest, czego potrzebuję tak bardzo, że nie moglibyśmy zostawić tego za sobą. - zapytał miękkim głosem - Książki? Znam je praktycznie na pamięć. Puste korytarze? Obrazy? - mruknął- Zawsze czułem, że muszę walczyć o ten dom. Zawsze mówili mi jak wiele cennej wiedzy jest tu ukrytej. Mój szalony pradziad, Cadwalder, po dziś dzień bredzi o zamkniętych lochach, podziemnych przejściach, sekretnych piwnicach... - powoli podniósł dłoń i potarł palcami kąciki oczu. Wydawał się... smutny. Słaby, zmęczony. Wydawało się, jakby ten dwór go przerastał, jakby gdzieś się schował ten wyniosły paniczyk, szlachcic Rhydderch, zostawiając na scenie swój cień, zawsze ukryty, kulący się w blasku jego dostojeństwa.
- Szukałem tej pierdolonej piwnicy pół życia... - ponownie westchnął ciężko. Kazał Igorowi zasłonić obraz pradziadka zaklętym płótnem milczenia, bo jego paranoja zaczynała doprowadzać go do obłędu. Jeszcze dziesięć tysięcy nocy potem nasłuchał się, że jak tak mógł, że własnego pradziada, wszystkie skrzecząco trzeszczące szelesty, które nie dają mu spać w nocy przypominają mu o tym jednym portrecie w holu, grubej, rzeźbionej ramie i czarnym, lekko falującym płótnie.
- Pierdolnąć to wszystko, spalić ten dwór niech ta kurwa ze zgliszczy wydłubie sobie skarby, mam dość, mam dość... - jak dziecko wcisnął twarz w zgięcie między jej szyją a ramieniem. Uratuj go, patrz jaki jest malutki ten kolos, patrz jak kuli się, jak nigdy. Czy to w ogóle jawa?
Jasne palce mężczyzny powoli i rytmicznie to zaciskały się to lekko puszczały dziewczęce ramię, jak małe kocię przebierające łapkami, jak szop amerykański, topiący ofiarę w rzece, płucząc jej ciało delikatnymi łapkami poszukując najmiększych fragmentów ciała.
Powoli otworzył oczy nad jej ramieniem, zielona woda stawu wyglądała tak samo mdło i odpychająco jak przez pozostałych trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku, ogród szumiał melancholijną pustką, gdzieś w oddali altany słychać było skrzekliwy krzyk pawia.
- Jak ja nienawidzę tego życia... - powiedział cicho, bardziej do siebie niż do niej w sumie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: R. Rhydderch R. Nott || jesień 1977 Staw posiadłości Rhydderchów   

Powrót do góry Go down
 
R. Rhydderch R. Nott || jesień 1977 Staw posiadłości Rhydderchów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Posiadłość Trizgane.
» Staw
» Odnowiona posiadłość
» Posiadłość l'Firenzza
» Posiadłość Vogarra

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Wspomnienia :: Myślodsiewnia-
Skocz do: