Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Browary i Gulasze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu



PisanieTemat: Browary i Gulasze   Pon Wrz 02, 2013 12:59 pm

Hotel znajdujący się na Ulicy Pokątnej. Został założony w 1598 roku i może nie wygląda zbyt urokliwie z zewnątrz, lecz wnętrze zapiera dech w piersiach. Można tutaj dostać najlepszy gulasz w okolicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mundungus Fletcher


Strona światła

PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   Pon Maj 18, 2015 4:14 am

/po sesji na ulicy, wciąż 31 marca.

Mundungus biegł ile sił w nogach, a miał w tym wiele lat praktyki, więc trudno było go dogonić. Wiedział że właśnie zaprzepaścił swoją szansę u tej dziewczyny, ale był zbytnim egoistą by przy pierwszym z brzegu spotkaniu dawać jej wszystko, co miał najcenniejszego. Czyli samego siebie. Oczywiście, że miał na nią ochotę, ale może dobrze się stało dla obu stron, że sprawy potoczyły się tak a nie inaczej. Poza tym przed nimi całe życie, a Fletcher był pewien, że nie opuszcza tej dziewczyny po raz ostatni. Nie miał zadyszki, był wciąż w dobrej kondycji, mimo, że szybkie zbieganie z miejsca zdarzenia zastępował zwykle teleportacją. Tym razem jednak było inaczej. Kto wie, może miał nadzieję, że Dorcas pobiegnie zaraz za nim. Nie posądzał jej o to, że mogłaby tę sprawę pozostawić tak po prostu nierozstrzygniętą. Zwłaszcza, że z tego co zdążył zauważyć, byli do siebie całkiem podobni.
Widząc przed oczami przaśny i wpadający w ucho szyld hotelu „Browary i Gulasze”, wbiegł do środka, nie zaprzątając sobie tym, by zwrócić uwagę na przysypiającego recepcjonistę, siedzącego wygodnie za swoim biureczkiem. Kamienica nie należała do najprzyjemniejszych, ale zupełnie o to nie dbał. Chwycił dłonią poręczy i pokonując co trzy schodki, wbiegł na piętro, gdzie znajdowały się pokoje do wynajęcia. Biegł niczym maratończyk, poślizgując się co i raz na dywanach wyściełających długie pomieszczenie i zatrzymał się dopiero przed drzwiami pokoju 206. Nie potrzebował klucza z recepcji. Wyjął go z kieszeni kurtki, gdzie miał cały plik podrobionych kluczy. Jak się okazało – jeden z nich pasował idealnie. Wbiegł do środka i parsknął, widząc przed sobą podwójne łóżko, stół, parę krzeseł i szafę. Opadł na łóżko nasłuchując zbliżającej się dziewczyny i nie mogąc powstrzymać śmiechu wyrywającego mu się z klatki piersiowej. Wydobył z kieszeni łańcuszek, na którym wisiał pierścionek. Obrócił go w palcach w świetle latarni, która rzucała do pokoju światło. Wiedział, że jest niewiele wart materialnie. Można powiedzieć, że prawie nic. Zupełnie jak on, kiedy dopuścił się do zdrady zalążka zaufania, jakie mógłby zdobyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   Pon Maj 18, 2015 9:24 am

Gdyby nie spędziła kilku sekund ze zdziwieniem kontemplując nagłe znikniecie swojego wisiorka, może dorwałaby go jeszcze na ulicy. Bo Doris więcej w swoim życiu przebiegła niż przeszła. Biegała po swojej rodzinnej Kornwalii, by potem równie szybko przemierzać szkolne korytarze i błonia. Czasem miała wrażenie, że całe jej życie to nieustanny bieg. Ucieczka przed tym co złe i uparte dążenie do lepszej przyszłości, gdzie nie będzie już czuła na karku gorącego oddechu swoich własnych demonów. Ból mięśni i ogień w płucach były też jej sposobem na odciąganiem uwagi od znacznie głębiej zakorzenionego bólu, który krył się w jej głowie. Miała więc całkiem spore szanse na wygranie wyścigu z Mundungusem. Ale nie przy takim bezczelnym falstarcie! Była jednak kilka metrów za nim, zręcznie omijając nielicznych o tej porze przechodniów, nie tracąc go z oczu nawet na moment. Wściekłość dodawała jej sił, lepsza od jakiegokolwiek syntetycznego sterydu, którego mogły używać mugolskie sprinterki. I z każdym kolejnym krokiem miała coraz większą ochotę obedrzeć go żywcem ze skóry. Za kradzież to raz. Ale znacznie poważniejszym błędem jakiego się dopuścił, było zranienie jej kobiecej dumy.
Podążyła za nim do wnętrza hotelu. Jego nagłe pojawienie się obudziło recepcjonistę, który rozglądał się teraz wokół ze zdziwieniem równie wielkim jak to towarzyszące Doris jeszcze kilka minut wcześniej. Widać Fletcher tak działał na ludzi... Na szczęście niewiele starszy od niej mężczyzna rozpoznał ją, bo często wpadał do Kotła i od jakiegoś czasu byli po imieniu. Dorcas dostrzegła znikającego na schodach Mundungusa, więc rzuciła mu tylko krótkie: "Potem wyjaśnię." i nie zwlekając pobiegła dalej. Wspinając się po schodach wyciągnęła z kieszeni różdżkę, która wydawała jej się teraz absolutnie niezbędna. Zatrzymała się na piętrze pełnym pokoi i już się bała, że go zgubiła, gdy usłyszała huk gwałtownie zatrzaśniętych drzwi, który wskazał jej odpowiedni kierunek. Znacznie ciszej, niczym łowca tropiący zwierzynę, podążyła śladem przekręconych dywaników i wciąż kołyszących się firanek: prosto pod drzwi pokoju 206. Jej usta wykrzywił paskudny grymas, gdy machnęła różdżką i rzuciła szybkie zaklęcie ujawniające ludzką obecność, które potwierdziło jej domysły. Nie zamierzała pukać. Czas na galanterię dobiegł końca. Machnęła różdżką po raz kolejny, a drzwi odskoczyły z hukiem i odpowiednią dozą dramatyzmu, ukazując jej oczom rozłożonego na łóżku Mundungusa z pierścionkiem jej matki w ręce. Wkroczyła do pokoju, promieniejąc swoją wściekłością i żądzą zemsty, niczym chuda i piegowata walkiria. W trzech długich krokach pokonała odległość dzielącą ją od łóżka i dosłownie rzuciła się na Mundungusa. Choć raczej nie był to ten rodzaj "rzucenia się", którego pan Fletcher chciałby doświadczyć. Bo Meadowes rzuciła się na niego z pięściami, jak rozwścieczona kocica. Jej różdżka jakimś cudem trafiła  z powrotem do kieszeni, by obie ręce dziewczyny były wolne. W takich momentach zawsze preferowała brutalne i cudownie satysfakcjonujące rękoczyny, które pozwalały poczuć wymierzaną sprawiedliwość, znacznie lepiej niż zaklęcia. Usiadła na nim okrakiem by nie mógł się wyrwać. Lewą ręką złapała go za koszulkę i podciągnęła do góry, a prawą wymierzyła mu elegancki sierpowy. Prosto w szczękę. I nie ukrywajmy - zaskakująco mocno jak na dziewczynę o takiej budowie ciała. Nie był to zabójczy cios, ale na pewno trochę zabolało.
- Ty mała kupo smoczego łajna. - wykrztusiła z siebie zduszonym głosem, bo z pewnym trudem łapała oddech po tym pościgu. Jej pierś falowała szybko, policzki były czerwone, a spojrzenie pełne czystej wściekłości. - Powinnam urwać Ci łeb, ty zakało. - kontynuowała, jak zawsze pod wpływem emocji grożąc ludziom śmiercią. Puściła jego koszulkę i odebrała swoją własność. Ściągnęła pierścionek z łańcuszka i złożyła na serdeczny palec. Szafir lśnił wesoło w bladym świetle latarni, jakby zupełnie niezrażony całym zajściem. Na twarzy Doris było dokładnie widać jak rozważa poprawienie swojego sierpowego, tym razem z pierścionkiem na palcu. Żeby zapamiętał raz na zawsze, że Meadowes się nie okrada. Bo to jak proszenie się o zgubę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mundungus Fletcher


Strona światła

PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   Wto Maj 19, 2015 3:35 am

Nie dorwałaby, ponieważ Mundungus miał, można by powiedzieć – specjalizację w uciekaniu. Nie wystarczyło biegać po łąkach i wrzosowiskach, by mu dorównać. Poza tym był mężczyzną i posiadał dłuższe nogi, no i był silniejszy. Ale nie musiał się odwracać, by czuć oddech dziewczyny na swoim karku, gdy tylko ruszyła za nim w pościg. O jakże by się wściekła, gdyby poznała prawdziwy powód jego postępowania. To, co miała przed sobą, to była tylko niewinna zabawa w berka.
Skąd jednak miał się spodziewać, że trafiła kosa na kamień? Wiedział jedno, gdyby miał to powtórzyć, to by to zrobił. I jeszcze raz i jeszcze raz. Facet z recepcji go nie widział, ale to w cale nie oznaczało, że Dorcas nie mogła zwrócić jego uwagi. Zastanawiał się co się stanie jak wystawi im kosmiczny rachunek za to wszystko. Chyba będzie musiał pisać z prośbą do wiceministra o pożyczkę. Rozmyślał w ten sposób, leżąc z butami na łóżku i kręcąc łańcuszkiem jak lassem. On również rzucił chwilę wcześniej podobne zaklęcie i wiedział dokładnie w jakim momencie wejdzie Dorcas. Tak jak się spodziewał, zrobiła prawdziwe wejście smoka. Przeniósł na nią spojrzenie ciemnych oczu. Wkroczyła do środka niczym prawdziwa Furia, ciskając z oczu błyskawicami i gromami. Nie zdążył się jej dłużej przyglądać, bo ta jak dzika kotka skoczyła na niego, przygniatając go prosto do materaca.
- Luuuubię to! – Roześmiał się, patrząc jak siada na nim okrakiem. Nawet w najśmielszych przypuszczeniach nie wpadłby na to, by namawiać ją do takiej zuchwało… Przeniósł zszokowany spojrzenie ku swojej zadartej koszulce, odsłaniającej chude ciało z lekko zarysowanymi mięśniami. Nie wiedział co to miał być za zabieg z jej strony, ale inaczej niż po prostu jako odwrócenia jego uwagi, nie mógł sobie tego wytłumaczyć.
- Auaaaugh! Tego nie lubię! – Wydusił z siebie czując jak coś niebezpiecznie mu chrupnęło, rozmasowując dłonią szczękę. Nie odpowiedział na jej epitety, próbował złapać jej ręce, by przestała go okładać. Jego jedyną odpowiedzią był wbijany w jej twarz płonący wzrok zapowiadający kłopoty. Wyciągnął ręce, by powstrzymać ją od kolejnych ataków, ale te, pomimo gróźb nie nastały. Odebrała swoją własność tylko dlatego, że jej na to pozwolił. Obserwował ją uważnie, kiedy wkładała na palec pierścionek, wciąż siedząc na nim jakby był jej wierzchowcem. Ta myśl wywołała w nim krzywy uśmiech, który wpełzł leniwie na jego twarz. Równie zaczerwienioną, ale nie od zmęczenia, a od uderzenia. Nie czekał, aż dziewczyna sobie o nim przypomni. Zajęta wpatrywaniem się w pierścionek, nie zauważyła, że Mundungus się podnosi i chwyta obiema dłońmi jej nadgarstki. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego co się dzieje, ale było już za późno. Wyswobodził jedną nogę spod jej uda i obrócił się całym ciałem, tak, że to teraz on był na górze, a głowa dziewczyny padła bezwładnie na poduszki. Wciąż unieruchamiając jej ramiona, nachylił się nad jej ciałem, obrzucając je spojrzeniem. Wtedy zrobił coś zupełnie pewnie dla niej niespodziewanego. Przyłożył ucho do jej piersi, nasłuchując powoli uspakajającego się rytmu jej serca. Szeroko otwarte oczy wbił w ścianę przed sobą.
- A więc to tak brzmi to całe złoto w skale, kiedy zacznie się je kuć. – Mruknął, nawiązując do jej powiedzonka, które wygłosiła na ulicy. Przekręcił głowę tak, że teraz nie jego policzek, a broda znajdowała się na jej sercu. Sweter, który miała na sobie, drapał go w skórę, że zachciało mu się kichać, ale to było jedynie chwilowe odczucie. Spojrzał jej w oczy, a na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. Przysunął się bliżej, tak, że ich twarze znalazły się blisko siebie. Obrzucił przeciągłym spojrzeniem jej odsłoniętą szyję i nachylił się nieskończenie wolno, nie odrywając wzroku z jej twarzy. Przejechał ustami dosłownie na kilka milimetrów nad jej aksamitną skórą.
- Przyznaj, że to nie za pierścionkiem biegłaś. – Mruknął, obdarzając jej skórę strumieniem gorącego oddechu i muskając ją chwilami wargami. Przesunął usta wyżej, do zgięcia między szyją a brodą.
- Ktoś kazał Ci mnie śledzić, tak? – Wyszeptał z ustami za jej uchem, delikatnie przygryzając jego płatek. Po chwili odsunął się gwałtownie od dziewczyny i wbił w nią chłodne spojrzenie, całkowicie czarnych tęczówek.
Kto był tak mało pomysłowy, by zlecić Ci uwiedzenie mnie i sądził, że się nie domyślę? – Spytał bardziej stanowczo.
Fletcher i jego teorie spiskowe czasem brały górę nad zdrowym rozsądkiem. Tak też było i w tym momencie, kiedy powrócił do poprzedniej pozycji, przesuwając ustami po jej szyi. Dłonie oparł na wcięciach jej talii i nachylił się nad jej drugim okiem.
- Możesz przekazać temu komuś, że misja wykonana. Pomogę Ci ją wypełnić. – Wyszeptał, wsuwając jedną dłoń pod jej sweter.

Nie wiem co ten Mendus i proszę mnie nie pytać co on O.O Bo serio nie wiem xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   Wto Maj 19, 2015 7:53 am

Nie mogła ukryć pełnego satysfakcji uśmiechu, gdy jej piąstka spotkała się z jego szczęką i wywołała taką oto reakcję. Doris zawsze była trochę zbyt szybka w takich decyzjach: nie zastanawiała się co może wyniknąć z pościgów, bójek czy zamknięcia się w hotelowym pokoju z niemal obcym facetem. Po prostu działała. Dawała się ponosić swojej naturze, w której nie leżał czas na refleksję i wahanie. Taka była. I równie często przynosiło jej to zwycięstwa jak porażki. Po jej chwilowym triumfie przyszła pora na odwrócenie ról. Zlekceważyła Mundungusa, jakby zapominając, że facet z pewnością nie pozwoli jej długo pozostawać... hm górą - w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Nim zdecydowała się przywalić mu po raz kolejny, było już po sprawie. Wystarczyła sekunda i nagle to ona, leżała w miękkiej pościeli, wpatrując się w niego ze zaskoczeniem wymalowanym na twarzy i w szeroko otwartych oczach. Po raz kolejny w przeciągu ostatnich 5 minut, zupełnie ją zaskoczył. Ten człowiek naprawdę dziwnie na nią działał! Ale czyż nie tego od niego chciała? Wielkiej niewiadomej, nieustannego wątpienia w to co będzie dalej i jak się sprawy potoczą? Póki co sprawdzał się w swojej roli doskonale, dostarczając jej adrenaliny w dawce na miesiąc.
Zaskoczenie szybko stopniało, dziewczyna przymrużyła powieki i obserwowała go ze swojej wygodniej, acz nie całkiem komfortowej pozycji. W jej oczach wciąż było widać złość, ale coraz wyraźniej błyszczała tam również podejrzliwość. Dorcas była bardzo daleka od czucia się "pewnie", w chwili gdy była unieruchomiona i zdana na jego łaskę. I bardzo nie podobał jej się ten brak... decyzyjności. Bardzo nie podobało jej się też to w jaki sposób jej ciało reagowało na jego dotyk. Było bowiem tak, że jej organizm nie widział w gruncie rzeczy wielkiej różnicy między wściekłością, a pożądaniem. Te uczucia pod względem chemicznym leżały całkiem bardzo blisko siebie i łatwo było przejść z jednego do drugiego stanu przy dostarczeniu odpowiednich bodźców. Więc usta tak zwodniczo drażniące jej skórę, sprawiały, że wbrew sobie drżała, a jej oddech i rytm serca przyspieszyły ponownie. Okropnie mąciło jej to w głowie!
- Oczywiście, że za pierścionkiem. - syknęła oburzona, bo co on jej insynuował! Że niby biegła za nim? Do niego?! Cóż, częściowo miał rację, bo dorwanie go i złojenie mu skóry, było bardzo silną motywacją w całej tej zabawie. Ale teraz Dorcas zaczynała trochę żałować, że dała się w to wciągnąć. Chyba zaczynała się trochę bać. Ten lęk odmalował się w jej spojrzeniu, gdy dostrzegła jak zimne są jego oczy. To nie były żarty ani zabawa. W każdym razie nie taka, która ją interesowała. Dziewczyna nieco zbladła. Kiedy obcy facet trzyma Cię przyciśniętą do łóżka, patrząc na Ciebie w taki niepokojący sposób i mówi takie rzeczy... Cóż każda kobieta niezależnie od tego w jakich czasach żyje, ile ma lat i jaki jest jej status - poczułaby uzasadniony strach. W tym momencie Meadowes była bardziej niż zwykle świadoma swoich słabości. Była o połowę (albo i więcej!) lżejsza od niego. Drobniejsza, fizycznie słabsza i bardzo podatna na wszelkie ataki. Tutaj nie miała już przewagi w postaci zaskoczenia. Nie było też znikąd pomocy...
- Nikt mi niczego nie kazał... - odparła poważnie, wbijając w niego spojrzenie. Jej serce tłukło się nerwowo o żebra, a ona zamiast się wyrywać, zamarła w bezruchu jak ofiara zahipnotyzowana przez węża. - Ja tylko... to był flirt, nie próbowałam Cię uwieść na czyjeś zlecenie! - dodała i było słychać, że jest coraz bardziej przestraszona tym co do niej mówił i co jej sugerował. Jednak w momencie, gdy jego dłoń wsunęła się pod jej sweter, zupełnie spanikowała - co było nieco ironiczne, bo jeszcze niedawno nie miałaby nic przeciwko takiemu rozwojowi sytuacji. Ale okoliczności nieco się zmieniły. Z nową energia zaczęła się wyrywać i wreszcie udało jej się, choć nie całkiem, bo nie zdołała zbliżyć się w żaden sposób do drzwi. Oparła się plecami o wezgłowie łóżka i przycisnęła kolana do piersi.
- Nie rób mi krzywdy, proszę. - szepnęła. - To naprawdę nie był żaden podstęp. - dodała głośniej, a głos jej nieco zadrżał. No i masz! Najpierw była wściekła, a teraz się Ciebie boi. Coś nie idzie Ci robienie dobrego wrażenia, panie Fletcher...

/ja już w sumie mogę wyjść, Doris robi co chce i potrzebuje mnie tylko do klepania w klawisze xD/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mundungus Fletcher


Strona światła

PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   Pią Maj 22, 2015 4:19 am

Oj tak, uśmiech satysfakcji jaki przez kilka sekund pojawił się na twarzy dziewczyny spowodował jakieś idiotyczne i zupełnie niechciane i nieplanowane ciepło rozpływające mu się na sercu jak masło na patelni. To głównie to niespodziewanie idiotyczne uczucie spowodowało, że zaczął się bronić przed atakiem dziewczyny dopiero po chwili. Poza tym nie miał zamiaru się z nią nie wiadomo jak szamotać. Zwłaszcza, że był silniejszy im mógł ją z łatwością pokonać, ale w tym przypadku nie chodziło wcale o żadną wygraną. A przynajmniej nie o to chodziło Mundungusowi, bo Gryfonce pewnie tak. Gryfoni od zawsze byli zaprogramowani by działać pochopnie i dążyć do celu z głupawą wręcz odwagą, by osiągnąć zwycięstwo. Żadnego rozeznania w sytuacji, żadnego przemyślenia swoich kolejnych kroków, ani co najważniejsze – przebiegłości, by chociaż chociaż na chwile zaskoczyć przeciwnika. Fletcherowi większość Gryfonów przywodziła na myśl rozwścieczone tury, które napierały przed siebie, nie oglądając się ani na chwilę. Dopiero gdy sytuacja obracała się przeciwko nim, otwierali w zdumieniu swoje piękne oczęta. Ale tu nie było żadnego tura, tutaj była prawdziwa walkiria, zupełnie zaskoczona takim obrotem sprawy, jaki właśnie nastąpił.
Przeczuwał, że dziewczyna zbyt długo nie pozwoli się trzymać w takiej pozycji, dlatego wykorzystywał sytuację do ostatniej minuty. Nie mogła jednak ukryć przed nim mowy swego ciała, które ją zdradzało, niczym Judasz. Czuł pod palcami drżenie jej ciała, przyspieszone bicie serca i rytm oddechu, który zdawał się być porównywalny do tego, jaki miała po szaleńczej gonitwie przez ulice. Nie patrzył jej w oczy i to był błąd, bo bynajmniej nie tego spodziewał się zobaczyć, co malowało się w jej spojrzeniu. Drgnął, słysząc jej poważny głos, który był już daleki tonu, jakim posługiwali się jeszcze kilkanaście minut wcześniej. Usłyszał strach w jej głosie i gdy zaczęła się wyrywać, nie przeszkodził jej w tym. Jednak gdy wyraziła swój strach na głos, poczuł się jakby dostał bardzo ciężkim obuchem w głowę. Odsunął się od niej i opadł bezwładnie na łóżko, przykrywając twarz ramieniem by ukryć grymas na twarzy, jaki się na niej pojawił, gdy poczuł się jak skończona świnia. Nie odzywał się kilka minut, szaleńcza gonitwa myśli nie dawała spokoju. Nie rozumiał tylko, dlaczego jeszcze nie uciekła z tego pokoju. Od niego. Skończonego idioty, którego poniosły jakieś debilne podejrzenia wysnute z ciągłego strachu przed stróżami magicznego prawa, którzy mogliby go schwytać do paki. Wziął kilka głębokich oddechów i usiadł na łóżku, opuszczając stopy na podłogę. Oparł łokcie na szeroko rozwartych kolanach, przeczesując palcami skołtunione od wcześniejszej szamotaniny, czarne włosy. Uniósł wzrok na okno, oświetlone promieniami wieczornej latarni.
- Nie chciałem robić Ci krzywdy. – Mruknął, wpatrując się uparcie w okno. Tupiąc piętami o drewnianą podłogę. Spojrzał badawczo na dziewczynę, a w jego oczach mogła dostrzec walkę z samym sobą i silne wyrzuty. – Jestem kryminalistą i złodziejem, ale nie sadystą. – Mruknął, uderzając butem o nogę łóżka. Podniósł się z miejsca i odszedł do okna, patrząc na opustoszoną ulicę Pokątną.
- Wiesz, nawet gdybym okazał się pojebem, a może już nim jestem, co jest bardziej prawdopodobne, to jakakolwiek krzywda na Twojej osobie kosztowałaby mnie zbyt dużo, by w ogóle do czegoś takiego doprowadzać. Dumbledore by mi nogi z dupy powyrywał, a to by była najlżejsza kara i dopiero początek tego co zrobiłaby ze mną reszta załogi. A z resztą, po co ja Ci o tym w ogóle mówię. – Parsknął, uderzając pięścią we framugę okna. Otworzył je na oścież, by wpuścić do środka świeże powietrze i odwrócił się do niej.
- Nie chciałem robić Ci krzywdy. Nie dlatego, że byłby to dla mnie cholernie nieopłacalny interes. Muszę jednak wiedzieć czy nikt nie siedzi mi na ogonie. – Urwał i przeniósł spojrzenie na drzwi.
- Zrobiło się późno. Ktoś na pewno się o Ciebie martwi. Jeśli chcesz, możesz stąd wyjść. – Zakończył i usiadł na łózku, a nawet się położył, w znacznej odległości od dziewczyny. Zaplótł ramiona pod głową i wbił uparte spojrzenie w opajęczony sufit.

/Mam tak samo xD Odpis jest bo tęskno mi za Mendusem było ;_;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   Pią Maj 22, 2015 9:28 am

Jeszcze przez dłuższą chwilę trwała w swojej obronnej pozycji, starając się zajmować jak najmniej miejsca na łóżku. Lęk, który przed kilkoma sekundami wypełniał każdą komórkę jej ciała, teraz rozpływał się równie szybko jak się pojawił - po raz kolejny dają dowód na to, że żadna emocja nie trzyma się zbyt długo tej dziewczyny. Dorcas szybko zrozumiała swoje błędne założenia i poczuła ulgę wymieszaną w równych proporcjach z zawstydzeniem. Posądziła go o naprawdę okropne zamiary... Ale oboje byli w błędzie, oboje trochę przesadzili i źle zinterpretowali sytuację. I teraz ciężkie, przesycone niezręcznością milczenie zwisło nad ich głowami. Burza powoli zmierzała do końca. Dorcas ze zdwojoną siłą odczuła zmęczenie całym tym dniem i wszystkimi zaszłymi wydarzeniami. Adrenalina zniknęła z jej krwi i nie utrzymywała jej już na najwyższych obrotach. Odchyliła głowę do tyłu, opierając ją o drewniane wezgłowie, oddając się temu obezwładniającemu znużeniu. Jednak nawet na chwilę nie spuszczała wzroku z Mundungusa. Jego ta sytuacja też chyba przerosła. W jej oczach pojawił się żal i chyba... poczucie winy? Czuła się jak skończona idiotka. Oczywiście cała ta komedia pomyłek nie była wyłącznie jej winą, choć bez wątpienia odegrała w niej kluczową rolę. Jak zwykle nie pomyślała o konsekwencjach, tylko rzuciła się w wir doznań i uczuć. Skończyło się tak jak zwykle - oboje oberwali za to po głowie. On trochę bardziej dosłownie. Na jej wciąż pobladłej twarzy malował się smutek.
Nie bardzo wiedziała co powinna teraz powiedzieć, więc milczała. Słuchała jednak uważnie, jednocześnie mierząc się z silną potrzebą, by wstać, położyć mu rękę na ramieniu i zapewnić, że już wszystko jest w porządku. Nie umiała powiedzieć na ile jej słowa i zachowanie go skrzywdziły, ale i tak nie potrafiła pozostać wobec tego obojętna. Nawet jeśli jeszcze chwilę temu to ona czuła się krzywdzona i zagrożona. Niemiłe ukłucie pojawiało się w jej sercu, za każdym razem, gdy w jego gesty wkradała się tłumiona złość. Chyba na samego siebie. A ona była coraz bardziej wyczerpana. Praktycznie nie patrząc rozwiązała sznurówki butów i zrzuciła je ze stóp na podłogę, na którą upadły z głuchym stukotem. Dorcas powoli wyprostowała nogi. Zaraz za butami na podłodze wylądował jej płaszcz. Ogólnie rzecz ujmując, nie wyglądało na to, by panna Meadowes gdzieś się wybierała. Wręcz przeciwnie, zadawała się szykować do dłuższego pobytu w tym dziwnym miejscu, w którym się znaleźli. W jej oczach błysnęło pewne zaciekawienie, gdy Fletcher przywołał postać Dumbeldora. I reszty załogi... A to ciekawe! Jej rudzi chłopcy też często wspominali o dyrektorze Hogwartu, gdy myśleli, że nie słuchała. Uznała jednak, że nie jest to najlepszy czas na podejmowanie tego tematu. Choć bez wątpienia dało jej to sporo do myślenia i wkrótce będzie chciała go przycisnąć w tej kwestii. Może od niego dowie się tego, czego nie mogła wyciągnąć z Prewettów?
- Może ktoś się martwi. Może nie. - odparła cicho, z minimalnym wzruszeniem ramion. Jej współlokatorzy bywali w domu o dziwnych porach i nigdy jakoś szczególnie nie kontrolowali, o której ona wracała. Zwłaszcza, że zdarzało jej się utknąć w pracy na całą noc. Dlatego Dorcas trwała na swoim miejscu. Miała wrażenie, że jeśli teraz wyjdzie to cała ta sprawa nigdy nie przestanie rzucać cienia na ich znajomość. Z jakiegoś powodu nie chciała, by tak się stało. Trzeba to było jakoś wspólnie wyjaśnić. Albo chociaż puścić w niepamięć i zastąpić milszymi wspomnieniami. Kiedy położył się obok, jeszcze przez chwilę gryzła się z myślami, zastanawiając się co powinna zrobić. Ale przecież myślenie nigdy nie było jej mocną stroną! Dlatego postanowiła robić to co podpowiadało jej serce.
Widok na pokryty pajęczynami sufit szybko zasłoniła mu znajdująca się bardzo blisko twarzyczka Dorcas. Brunetka przesunęła się na jego stronę łóżka i teraz pochylała się nad nim, marszcząc lekko brwi. Jej palce delikatnie dotknęły miejsca, które chwile wcześniej uszkodziły. Na jego szczęce widać było już lekką opuchliznę. Dziewczyna zacisnęła usta w wyrazie niezadowolenia.
- Przepraszam. - powiedziała cicho, choć trudno było orzec czy mówiła tylko o tym ciosie, czy może o czymś więcej. - Zawsze najpierw biję, a potem się zastanawiam. Takie to gryfońskie, nie? - dodała z bladym uśmiechem. Pochyliła się na nim jeszcze niżej i musnęła ustami jego policzek. Jakby to mogło sprawić, że przestanie boleć. Ale na tym bynajmniej się nie skończyło, bowiem Doris zaczęła układać się wygodnie na łóżku tuż obok niego. Koniec końców, jej głowa wylądowała na jego ramieniu, a jej szczupłe ciało z łatwością dopasowało się do jego. Wtuliła się w niego nagle tak dziwnie drobna i delikatna, choć ledwie chwilę temu przypominała wojującą walkirię. Może chciała mu w ten sposób powiedzieć, że wszystko jest w porządku? A może po prostu sama tego potrzebowała? Odrobiny drugiego człowieka, który będzie obok, gdy zmęczenie stanie się nieznośne i jedyne o czym będzie mogła myśleć to jak bardzo brakuje jej już sił. Przymknęła oczy i odetchnęła głębiej. Mógł z pewnością poczuć jak powoli się rozluźnia i uspokaja.
- Ale jak jeszcze raz zabierzesz coś mojego, to uderzę Cię nawet mocniej. - zagroziła, choć w jej głosie słychać było nutę rozbawienia.

/nie poszłam na zajęcia, bo Doris kazała mi to pisać. Co my dajemy ze sobą robić?/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mundungus Fletcher


Strona światła

PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   Pią Maj 22, 2015 4:02 pm

Nie widział targających dziewczyną emocji, gdyż od dłuższej chwili stał odwrócony od niej plecami. Nie chciał ich widzieć, nie chciał spowodować, by nim zawładnęły. Nie musiał się na nią oglądać, by wiedzieć, że siedzi w kącie łóżka jak skruszone szczenię. Nie wiedział co go podkusiło do takiego skandalicznego zachowania. Ale musiał wiedzieć. Musiał wiedzieć, do cholery, o co jej chodzi. Nie byli przecież przyjaciółmi, ba, nawet nie byli dobrymi znajomymi. Po prostu się znali. Gdzieś w biegu mijali się, jakby przypominając sobie co jakiś czas o własnym istnieniu. Nie wchodził jej nigdy w drogę, bo nie widział takiej potrzeby. Jedynie kiedy miał zamiar zamówić browara w Dziurawym Kotle, ale gdy tylko rzucał jakieś pieniądze, odchodził od baru, nie nawiązując jakiś przyjaznych rozmów. Nigdy jednak nie był ślepy na jej obecność. Tak jak w tym wypadku, gdy poza widokiem z oka, zdawało się, że nie widzi niczego innego. Oczami wyobraźni mógł zobaczyć jak jak odchyla głowę na wezgłowie łóżka, mimo, że usłyszał jedynie skrzypnięcie, które by o tym świadczyło. Sytuacja bardziej go przygniotła, niż przerosła. Szczególnie słowa wypowiedziane przez dziewczynę były jak kubeł lodowato zimnej wody, który wylała mu na głowę, przywracając brutalnie do rzeczywistości.
Milczenie zaczynało się przeciągać, ale nie było uciążliwe. Raczej oczyszczające. Może i dobrze, że nie podniosła się z miejsca, bo nie wiedziałby jak na taki gest odpowiedzieć. Mógł nad sobą nie zapanować, tak jak wymagała od niego sytuacja. W podwójnym tego słowa znaczeniu. Jeśli sądziła, że jej zachowanie w jakimkolwiek stopniu go skrzywdziło, to była w błędzie. Mundungus nie czuł się tą sytuacją skrzywdzony. Dobrze interpretowała jednak jego tłumioną złość. Był zły na samego siebie, ale nie chciał tego okazywać. Ciszę przerwał odgłos opadających na podłogę butów. Mundungus uniósł jedną brew, całkowicie tym faktem zaskoczony. Spodziewał się, że nie będzie jej już w pokoju, zanim nie skończy mówić. Widocznie mylił się co do panny Meadowes. Nie można było nazwać jej tchórzem. Zanim znalazł się na łóżku, zrzucił kurtkę, która wylądowała po drugiej stronie mebla. Nie chciał kontynuować wątku z członkami Zakonu Feniksa, mimo, że spodziewał się, że ten temat ją najprawdopodobniej zainteresuje. Nawet gdyby chciała się dowiedzieć od niego czegokolwiek, nie miałby nic do powiedzenia. Już pomijając fakt, że Zakon ukrywał przed nim część faktów i informacji, jakby w strachu przed tym, że u Fletchera mogłyby stać się niebezpieczne. Skoro kartą przetargową miało być zachowanie lojalności jednemu człowiekowi, to Mundungus mógł się na to posilić, w końcu to było niczym w porównaniu z tym bagnem, w którym musiał się zanurzyć dyrektor Hogwartu… po same kostki, by go z niego wytaszczyć.
Puścił jej słowa mimo uszu. Na pewno ktoś na nią czekał i pamiętał o jej istnieniu. Jednak nie mógł ukryć faktu, że spodobało mu się jej podejście. On również nie oglądał się na osoby, którym zależało na jego osobie. Nie widział jednak większego sensu do dalszych wyjaśnień. Milszych wspomnień z tym wydarzeniem również się nie spodziewał jak na razie. Trwał w tym przekonaniu, dopóki nie wyciągnął się na swojej połowie łóżka. Wpatrywał się w całkiem interesujący sufit, pełen jakiś dziwnych zdobień, których nie potrafiłby nazwać, ponieważ nie interesował się zbytnio wystrojem wnętrz, ani architekturą. Po prostu, jakieś zdobienia, przeplatające się różnymi kolorami i motywami. Wodził po nich wzrokiem, dopóki widoczności nie przysłoniła mu twarz Dorcas. Poczuł jak materac ugina się pod ich wspólnym ciężarem i uniósł lewą brew do góry, obrzucając spojrzeniem jej czoło, nos i policzki. Niżej wolał nie kierować swojego spojrzenia, ponieważ nie ufał samemu sobie i nie wiedział, do czego mogłoby to doprowadzić. Powstrzymał drgnięcie, gdy jej delikatne palce dotknęły opuchniętego miejsca. Westchnął tylko, oblizując językiem dolną wargę. Nie mógł się powstrzymać od leniwego uśmiechu, który zagościł na jego twarzy.
- To nie Twoja wina. – Odpowiedział z błyskiem w oku. Miał na końcu języka słowa, które pewnie każdy szanujący mężczyzna powiedziałby w pierwszej kolejności. ”To ja przepraszam.” Ale jakoś nie mógł się zdobyć na to, by oderwać myśli od wpatrywania się jej w oczy. Zwłaszcza, że zaraz i tak mu ponownie przerwała. Oczy rozszerzyły mu się, przywodząc na myśl dwa galeony. Nie spodziwał się tego, co właśnie nastąpił. Nawet nie spodziewała się w jakim stopniu delikatny dotyk jej ust na policzku potrafił na niego zadziałać. Całą siłą woli musiał powstrzymać się, by nie wyjąć ramion spod głowy, które wciąż leżały splecione na poduszce. Drugi kącik jego ust powędrował ku górze, zupełnie ignorując fakt, że jakikolwiek dodatkowy ruch mięśni powodował irytujący ból w dolnej szczęce. Nie dało się jednak tego poznać po jego twarzy. Nie było to uczucie nie do zniesienia. Wstrzymał oddech, czując, że serce zupełnie przestało mu bić, gdy tylko jej głowa znalazła się na jego ramieniu. Tak jak i reszta jej ciała, którym przywarła do niego, wtulając się mocno. Czuł, że to nie powinno się wydarzyć, cała ta sytuacja była dziwaczna i idiotyczna na pierwszy rzut oka. Powinien przecież dać jej popalić, albo najlepiej samemu wyjść z pokoju. Widział jednak, że dziewczyna nie ma już sił na kolejną dawkę adrenaliny. Leżał nieruchomo jakiś czas, bijąc się ze swoimi myślami. Dopiero po kilku minutach jego dłoń od strony dziewczyny, wyswobodziło się spod jego głowy. Nieskończenie powolnym ruchem otoczył jej ciało ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Jeszcze się przekonamy. Brałaś może pod uwagę, że tą kolejną Twoją własnością, mogłoby być na przykład… to? – Spytał, kierując palec wskazujący drugiej dłoni prosto w jej serce.

/janusz odpisów i janusz studiowania w jednej osobie xD ja nic nie daje ze sobą robić, aktualnie siedzę piętro niżej i jem gulasz, zapijając browarem i zastanawiam się, CO TU SIĘ DZIEJE.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   Pią Maj 22, 2015 5:51 pm

Gdyby ktoś kilka godzin wcześniej powiedział jej w jaki sposób ten dzień się skończy, najpewniej wybuchłaby śmiechem i oskarżyła biednego jasnowidza o chorobę psychiczną. Bo to przecież było tak niewiarygodnie abstrakcyjne! Leżała w łóżku z Mundungusem Fletcherem. Byłym ślizgonem, znanym w całym magicznym Londynie złodziejaszkiem, kanciarzem i kobieciarzem. Który w przeciągu ostatniej godziny zdołał już niemal dwukrotnie przyprawić ją o zawał, dostać od niej po mordzie i jeszcze ją okradł. Jeśli to nie była intensywna znajomość, to wolę nie wiedzieć jak takową się definiuje.
Teraz milczenie faktycznie było kojące. Było tym świeżym powietrzem po burzy. Pewnie nie pierwszej, którą przyjdzie im przeżyć, jeśli zdecydują się kontynuować to... cokolwiek by to nie było. Oczy Dorcas były sennie zmrużone i naprawdę nie potrzebowałaby teraz wiele, by osunąć się w ramiona Morfeusza, równie chętnie co w objęcia Mundungusa. Można by się zastanawiać: czemu z taką łatwością przychodziło jej ufanie temu człowiekowi? Czemu leżała u jego boku, jakby nie czuła z jego strony żadnego zagrożenia? No cóż, żadnego zagrożenia już nie czuła. Uwierzyła mu, gdy powiedział, że nie chciał (i nie mógł) jej skrzywdzić. Nie znaczyło to oczywiście, że zaczęła mu ufać albo że czuła się u jego boku bezpiecznie, bo od tego była jeszcze bardzo daleka. Ale było w nim coś czemu jakoś nie mogła się oprzeć. Szczególnie teraz, gdy zmęczenie oplotło ją swoimi ramionami i nie miała siły dłużej walczyć z tymi nielicznymi okruchami instynktu samozachowawczego, które wciąż posiadała. Miała tylko ochotę, tak leżeć. Fletcher był ciepły, więc przytulona do niego nie czuła dyskomfortu w związku z chłodnym, wieczornym powietrzem wpadającym przez otwarte okno. Miarowy rytm jego serca, też działał usypiająco. Nie tylko go słyszała, ale również czuła - palce jednej z jej dłoni spoczywały od dłuższej chwili na jego piersi i drżały od tego nieustającego rytmu.
Kiedy się poruszył i przyciągnął ją bliżej, wybudziła się z tego dziwnego snu-nie-snu, w którym trwała przez ostatnie minuty. Zamrugała szybko, wracając do rzeczywistości i zrzucając metaforyczny piasek z powiek. Jedyne światło, które im teraz towarzyszyło pochodziło z ulicznych latarni, więc słabo widziała go w gęstym półmroku. Bez trudu jednak wyczuła, w którym miejscu zatrzymał się jego palec. Uśmiechnęła się pod nosem i choć nie mógł tego raczej zobaczyć to mógł poczuć jak jej ciało zadrżało lekko od śmiechu.
- Mówisz jakby to miało być proste. - mruknęła z pewnym rozbawieniem. Głos miała nieco chrapliwy od tej dziwnej prawie drzemki, w której się pogrążyła. Przeciągnęła się z cichym pomrukiem zadowolenia, wyciągając ręce w górę i nigdy ich nie opuszczając. Jej ramiona objęły jego szyję i niejako zmusiły go do obrócenia się na bok. Ona przyjęła podobną pozycję, nawet na moment się przy tym od niego nie odsuwając. Ich ciała stykały się teraz niemal w każdym miejscu, a Doris zdawała się zachowywać w tej sytuacji dziwnie leniwą nonszalancję. Zdradzał ją tylko nieco szybszy oddech, który mógł sugerować, że znów miała wobec niego niedwuznaczne zamiary. Czy tym razem też będzie uciekał? Na pewno nie z pierścionkiem, bo bezpiecznie spoczywał na palcu dziewczyny. Zresztą teraz już nie próbowałaby go gonić, zwyczajnie zabrakłoby jej na to sił.          
- To... - odezwała się ponownie, jednocześnie kładąc jedną ze swoich dłoni, na jego i przyciskając ją do swojej piersi. Powtarzała tym samym gest, który on wykonał chwilę (a może wieczność?) temu. - Nie jest coś co łatwo ukraść. Kilka osób już próbowało. A ja jestem bardzo przywiązana i zaciekle bronie swojej własności. Ale powodzenia. Możesz próbować. Tylko nie zgub swojego po drodze. - zakpiła na sam koniec, znów obejmując obiema rękami jego kark. Najwyraźniej miała już dość słów i subtelności, bo na najbliższą chwilę skutecznie uniemożliwiła mu artykułowanie - zadarła głowę i odnalazła w ciemności jego usta, które pocałowała. Najpierw delikatnie, jakby badając jego reakcję, a potem z większym zaangażowaniem. Bo mogła, bo chciała, bo przecież nie miała nic do stracenia. Co najwyżej swoje serce, którego przecież nie zamierzała oddawać ot tak!

/polej mi też trochę piwa. I popatrzymy sobie co się będzie działo/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mundungus Fletcher


Strona światła

PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   Sob Maj 23, 2015 5:08 am

Ten dzień nie mógł się dobrze skończyć. Nie, kiedy na swojej drodze znalazły się dwie tak intensywnie oddziałujące na siebie osobowości. Mundungus, jeszcze kiedy znajdowali się na ulicy, traktował to zupełnie jak zwykłą zabawę. Jednak gdy zobaczył, że dziewczyna coraz śmielej pokonuje odległość między nimi, skutecznie ją zmniejszając na swoją korzyść, musiał przedsięwziąć pewne kroki, by nie dać się tak łatwo złapać w kozi róg. Teraz jednak, minęło od tamtej sytuacji trochę czasu, a sama akcja diametralnie uległa zmianie. Zaplanował to, by znaleźli się razem w jednym pokoju. Uważał, że jest sprytnym wężem, zapędzającym odważną kotkę prosto w pułapkę. Jednak im dalej brnął w to wszystko, nie miał już pojęcia, kto tutaj jest myśliwym, a kto jedynie zwierzyną. Zwłaszcza, gdy sprytne palce Dorcas ponownie przemierzyły trasę ku jego szyi. Nigdy w życiu nie doświadczył tak rażącego deja vu. W dodatku w tak krótkim czasie.
Milczenie mogło być faktycznie kojące. Jednak przypominało raczej ciszę przed kolejną burzą, niż po burzy. Fletcher miał to do siebie, że niczego nie planował. Tak jakby ten dzień miał zaważyć na ich przyszłości i spowodować, że ich kontakt stanie się bliższy. Nie miał pojęcia, czy przeżyłby taki rollercoaster emocji. Powieki Mundungusa były przymknięte i dopóki się nie poruszył, można by pomyśleć, że zasnął. Ale on nie spał. Czuwał, słuchając miarowego oddechu dziewczyny, czując go na swojej klatce piersiowej. Nie sądził, że dziewczyna tak szybko potrafiła wypierać z pamięci nieprzyjemne rzeczy. Najpierw była wściekła, następnie rzeczywiście przerażona, a teraz leżała spokojnie w jego ramionach, jakby od zawsze tam było jej miejsce. W jego ramionach nie było miejsca dla nikogo. A już zupełnie nie dla takich szalonych dziewczyn, które najpierw spuszczały solidny wpierdol, a następnie się przytulały… A właściwie dlaczego nie? Dlaczego Fletcher nie miałby mieć czegoś od życia? Tylko co to za życie, na Merlina, kiedy taka dziewczyna jak Dorcas postanawia się na Tobie wyspać? Cóż, może trzeba po prostu zagryźć wargi i cieszyć się tymi okruchami zainteresowania z jej strony. Mimo, że najwięcej jej zainteresowania skupiało na sobie jego bijące serce - i to dosłownie - w które się wsłuchiwała.
Przypuszczał, że na wypowiedziane przez niego słowa z pewnością się rozbudzi, ale nie, że tak się rozochoci. Oczy przyzwyczaiły mu się do ciemności i bez problemu mógł zarejestrować kontur jej twarzy w półmroku. Poczuł jak jej ciało trzęsie się delikatnie ze śmiechu. Ton jej głosu spowodował, że krew uderzyła mu do mózgu, zupełnie wybijając go z płytkiej drzemki. Otworzył szerzej oczy, akurat kiedy zmienili pozycję, leżąc tym razem na boku. Oparł głowę na łokciu i przyglądał się jej poczynaniom z ukrywanym zainteresowaniem. Tak jakby zupełnie zapomniał, że przed kilkoma minutami to on przygniatał ją swoim ciężarem do łóżka i wodził ustami po odsłoniętej skórze. Był irytująco zmienny i w tym momencie wydawał się zupełnie niedostępny. Jedynie gorący oddech dziewczyny na policzku spowodował, że na jego twarzy pojawił się nonszalancki uśmiech. Tym razem nie będzie uciekać, ale raczej też zbytnio nie kwapił się by ułatwić jej dostęp. Było to jednak przejściowe, bo dziewczyna poczynała sobie coraz śmielej, zapominając, że Fletcher nie jest zbudowany z kamienia. Zacisnął palce na jej piersi, wciągając ze świstem powietrze w płuca.
- Nie wątpię. Nie widzę jednak powodów, byś brała moje wcześniejsze słowa aż tak poważnie. Moje rozważania były czysto… hipotetyczne. Jednak widzę, że Tobie jednak spodobała się taka wizja. – Zakpił. – Nie mogę zgubić umyślnie czegoś, co w każdej chwili usiłuje zostać mi siłą… – Nie dokończył. Jej dłonie odnalazły już jego kark. Na tym się jego nie skończyło. Poczuł jej usta na swoich, badające teren, niewinne, przypominające dotyk skrzydełek motyla. Powoli i delikatnie, by po chwili przemienić się w intensywną falę pożądania. Odpowiedział jej stanowczym pocałunkiem, a ramionami przyciągnął ją bliżej siebie. Przesunął dłońmi po jej ciele, zatrzymując się na plecach i pośladkach. Włożył jej ramię pod bok, na którym leżała, tylko po to, by podźwignąć ją z materaca, w taki sposób, że teraz leżała na nim. Położył dłonie po obu stronach jej bioder, zaciskając palce na jej ciele, nie przerywając pocałunku ani na chwilę. Czuł jak jej włosy przykrywają ich oboje pod ciemną kurtyną.

/me polewa piwo :v
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   Nie Maj 24, 2015 12:00 pm

Niestałą i zmienną jest zawsze kobieta. Mężczyźni powtarzali to od wieków, dla nikogo więc nie powinno być nowością. Dorcas nie była wyjątkiem. Była raczej doskonale przejaskrawionym przykładem zmienności kobiecych nastrojów. Potrafiła płynnie przejść od radości do smutku albo od złości do pożądania. I nigdy w żadnym z tych stanów nie pozostawała długo. Oczywiście zawsze sporo zależało od tego kto jej towarzyszy. Różni ludzie w odmienny sposób wpływali na jej pełen skrajności charakter. Im lepiej kogoś znała, im bardziej jej zależało - tym mocniej starała się opanować swój temperament. Jak widać pan Fletcher nie zaliczał się do tych, którzy działają na nią uspokajająco. Sama Doris nie widziała w tym nic złego. Nudziła ją stagnacja, zabijała samotność. Potrzebowała wrażeń, wiecznego życia na krawędzi i popadania ze skrajności w skrajność. Tak wyglądało jej życie i tego właśnie od niego chciała. Oczywiście niewielu było takich, którzy potrafili dotrzymać jej kroku w nieustannej pogoni za kolejnymi uniesieniami. I tak: zdecydowanie nie było to zdrowe ani dla niej, ani dla innych. Przejawiana przez nią potrzeba wciąż nowych i nowych wrażeń z pewnością miała jakieś podłoże chorobowe. Jeśli więc Mundungus cenił sobie spokój i emocjonalną równowagę powinien trzymać się od Meadowes z daleka. Bo ona nie miała nic wspólnego z takim stanem rzeczy. Dalsza relacja z nią może tylko przybrać na intensywności. A tak długo jak dziewczyna nie zapała do niego jakimś uczuciem lub nie zacznie mu ufać - nie będzie miała dla niego żadnej litości. Zmieni jego życie w kolejkę górską pełną wzlotów i upadków; doskonale przypominające jej własne.
Nie była niewinną dziewczyną, która rumieni się jak pensjonarka, gdy chłopcy prawią jej komplementy. Prawdę powiedziawszy na komplementy reagowała raczej alergicznie, bo najwięcej słyszała ich w połowie nocnej zmiany, gdy stali bywalcy Kotła byli już mocno wstawieni i zaczynali swoje peany na jej część... Tak czy siak, było jej bardzo daleko od miana dobrze prowadzącej się panny. Dorcas dostawała to czego chciała, bo najzwyczajniej w świecie nie bała się po to sięgnąć. Dziś zapragnęła dla siebie Mundungusa i mimo wszystkich dziwnych rzeczy, które wydarzyły się w międzyczasie: oto miała go, zachłannie wodzącego rękami po jej ciele. Czy czuł jak jej usta wykrzywia pełen zadowolenia uśmiech? Na pewno usłyszał jej cichy śmiech, gdy znów znalazła się na górze. Też odczuła to jako pewne deja vu, choć teraz zdecydowanie nie zamierzała go bić. Przerwała pocałunki, gdy zaczęło jej brakować tchu. W ciemności nie mógł dostrzec dzikiego błysku w jej oczach, ale to może i lepiej.
- Za dużo o tym gadamy. - odezwała się z frustracją w głosie, nawiązując do jego wcześniejszej wypowiedzi. Między słowami robiła krótkie przerwy, by móc zjechać ustami niżej i muskać lekkimi pocałunkami skórę na jego szyi. Jednocześnie sięgnęła do jego rąk i bezwstydnie wsunęła je pod swój sweter, teraz nie mając już z tym żadnego problemu - wszystko przecież zależy od okoliczności! - Do czego miałbyś potrzebować mojego serca? Ja bawię się świetnie bez Twojego. Po co to komplikować? - szepnęła mu prosto w usta, znów obdarzając go zachłannym pocałunkiem. Z jej gardła wyrwał się cichy pomruk zadowolenia. Lubiła, gdy wszystko szło po jej myśli!
Ale niestety to chyba miało się zaraz skończyć. Za drzwiami zagarniętego przez nich pokoju dość wyraźnie zabrzmiały głośne kroki. Czyżby ktoś sprawdzał pokoje? Dorcas zamarła, napinając niespokojnie wszystkie mięśnie.
- Recepcjonista mnie widział jak tu wchodziłam. - szepnęła. - Myślisz, że to on? - dodała, jednocześnie zastanawiając się czy wychodząc przez okno połamie sobie nogi. Jakoś nieszczególnie miała ochotę dać się złapać na gorącym uczynku w łóżku z Fetcherem.

/ogólnie to głosuję za skończeniem tego wątku i zaczęciem nowego xD/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mundungus Fletcher


Strona światła

PisanieTemat: xxx   Czw Maj 28, 2015 3:29 am

Przejaskrawienie zmienności kobiecych nastrojów pod postacią pięknej panny Meadowes powoli zaczynało doprowadzać Mundungusa do ostateczności. Żeby nie dopowiedzieć, że też do szewskiej pasji. Stwierdzenie, że trafił „swój na swego”, powoli zaczynało być nadinterpretacją zaistniałej sytuacji. Zwłaszcza, że niejaki Mundungus Fletcher był tylko… facetem. Nie ogarniał kuwety, jaką było zbiorowisko kobiecych zmienności. Od samego początku wyczuwał, że Dorcas ma zamiar zarzucić na niego swoje sidła, a on wzbraniał się przed tym jak tylko potrafił. Do czasu. Do czasu kiedy nie znaleźli się w tym feralnym pokoju, do którego postanowił ją zwabić pod wpływem chwili. Jeszcze do niedawna to on miał wrażenie, że zapędził ją w ślepą uliczkę, jednak powoli zmieniał co do tego nastawienie. Wpadł jak Filip w konopie, zanim jeszcze z nich wypadł. Nie miał zamiaru się jej jednak podporządkowywać. Nie tak od ręki. Miał zamiar dostarczyć jej wielu skrajnych emocji. Nie wątpił, że potrafiłaby dotrzymać mu kroku w pogoni za uniesieniami. Pytanie jednak brzmiało, czy to on dogoniłby ją? Co za głupie pytanie, oczywiście, że tak. Teraz postanowił żyć chwilą i wykorzystać ją do ostatniego cna. Mundungus gardził spokojem i równowagą, gdyby uważał to za cenne doświadczenia życiowe, pewnie byłby teraz statecznym synalkiem swojej matki i pracowałby w jakiejś mało interesującej branży, by zarobić na chleb. Zupełnie to do niego nie pasowało. Tak samo jak nie życzyłby sobie, by dziewczyna jakkolwiek się do niego przywiązała. Ufał, że jest tak jak mówiły jej słowa. Ona wykorzystywała jego, a on wykorzystywał ją. Wszyscy byli zadowoleni z tego zalążku układu i nikt nie miał zamiaru na tym ucierpieć. Zaufania też od niej nie oczekiwał. Zapewne gdyby tylko do tego doszło, odciąłby się od niej i nigdy więcej nie zobaczyłaby go na oczy. Mundungus gardził zaufaniem i uważał to za zbyteczny ciężar. Nie liczył oczywiście w tym przypadku tak zwanego szefa Zakonu Feniksa. Jednakże tamto zaufanie łączyło się z zyskiem i odegnaną wizją celi za kratami w towarzystwie dementorów chętnych do pocałunków nie mniej niż dziewczyna, która właśnie wsunęła jego dłonie pod swoją bluzkę.
Mundungus nie należał do gości, którzy komplementują przypadkowe dziewczyny. Owszem, miał kilka (kilkadziesiąt…) przygód, jednak żadna z nich nie rozpoczęła się w tak dziwaczny i idiotyczny sposób jak dzisiejszego dnia. Zwłaszcza, że wcale nie miał zamiaru jej uwodzić. Wiedział, że Fabian, albo co gorsza Gideon, nogi z dupy by mu powyrywali. Nie z tego jednak powodu trzymał się od Meadowes z daleka. Uważał ją za zbyt przesiąkniętą Gryfońskimi gównianymi morałami, które niewyobrażalnie go bawiły. Zwłaszcza, gdy widział tę czwórkę Cebulaków z roku niżej popisujących się przed dziewczynami swoimi umiejętnościami. Nie mniej jednak Fletcher zaczął poddwać w wątpliwość swoje umiejętności ucieczki, gdy zdał sobie sprawę jak łatwo dał się teraz przydybać tej pannicy. Zwłaszcza, gdy ich języki splotły się we wspólnym tańcu powodując dosłowne zaćmienie mózgu byłego Ślizgona do tego stopnia, że zapomniał na jakiej planecie się właśnie znajdowali. Jego usta wykrzywiły się w łobuzerskim uśmiechu, gdy sama poprowadziła jego dłonie pod swój sweter. Wykorzystując fakt, że właśnie przestali się nawzajem połykać jak para napalonych nastolatków, pociągnął materiał do góry i nie zważając na to, że właśnie coś mówiła, zdarł z niej niepotrzebne odzienie, tak, że została w samym podkoszulku, albo czymkolwiek to było. Fletcher niezbyt rozeznawał się w kobiecej garderobie, jednak w rozpinaniu bielizny był wręcz mistrzem. Nie zrobił tego jednak, czując na szyi jej gorące pocałunki. No, no, no, dziewczyno, ktoś tu potrzebuje porządnego… (przyp. aut. Cenzuruję i przywołuję Cię Mendus do porządku, na ten tychmiast!) Oddychał ciężko, starając się jak mógł, by jego dłonie znalazły się pod materiałem jej bluzki, a najchętniej, pod materiałem koronkowego stanika. Parsknął, słysząc jej słowa i na chwilę zaprzestał swoich potajemnych podróży po jej ciele.
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz, czy doprowadzam Cię już do takiego szaleństwa, że krew w mózgu zagłusza Ci racjonalne myślenie? Nie wspomniałem w żadnym zdaniu, że potrzebne mi do czegoś Twoje serce. Jest dobrze tak, jak jest. Nie gadaj już tyle, gaduło. – To mówiąc, przewrócił ją na plecy, odpowiadając na jej pocałunek i oplatając sobie biodra jej nogami. Przycisnął ją do materaca, błądząc rękami po jej ciele. Gdy usłyszał pomruk, który wydostał jej się z gardła, wykorzystał okazję i pogłębił pocałunek, oplatając językiem jej język. Nie słyszał żadnych kroków, a z jego krtani wyrwał się pełen niezadowolenia dźwięk, gdy odsunęła się niespodziewanie.
- W najlepszym przypadku on, w najgorszym… nawet nie chce myśleć kto. Zwijamy się. – Mruknął, podnosząc się pospiesznie z dziewczyny, próbując ukryć swój swój stan rzeczy, chwytając w rękę kurtkę, która leżała na podłodze. Rzucił w dziewczynę swetrem, a gdy ta ledwo przeciągnęła jedną rękę przez rękaw, zarzucił jej niedbale płaszcz na ramiona i popchnął lekko, ale stanowczo w stronę okna. Wyszedł jako pierwszy i podał jej rękę, gdy stanął na dachu półpiętra, które pozwalało na oglądanie mugolskiej dzielnicy Londynu w całej okazałości. Gdzieś dalej były schody przeciwpożarowe, ale nie zaprzątał sobie nimi myśli. Odeszli od okna, tak, by potencjalny podglądacz nie zauważył ich obecności, a w głowie Mundungusa zaświtała idiotyczna myśl, że mógłby sobie dziabnąć teraz trochę gulaszu i zapić browarem. Nie było jednak na to czasu, zwłaszcza, że Dorcas okazała przytomność umysłu, by teleportować ich w sobie tylko znane miejsce. Bez zbędnych ceregli, chwycił ją za rękę, pozwalając wywieść się na kraniec świata i jeszcze dalej. A co mu tam.

/zt x2, wiesz gdzie pisać Cool Wybacz, że tak późno odpis, ale od poniedziałku jestem jakby mnie Sahir trzepnął i tylko został pukiel włosów + zajęcia całymi dniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Browary i Gulasze   

Powrót do góry Go down
 
Browary i Gulasze
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Poza Hogwartem :: Wielka Brytania :: Londyn  :: Ulica Pokatna
-