Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
avatar
avatar


PisanieTemat: Salon   Sob Sty 13, 2018 1:40 pm

First topic message reminder :

Największe pomieszczenie w domu Deverillów. Ściany w dosyć ciemnych kolorach, sprzyjających klimatycznym wieczorom, mały kominek, wygodna sofa, regał na książki i temu podobne rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
avatar

Ministerstwo Magii

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Sty 15, 2018 2:56 pm

Etap ich poznania się był dosyć dziwny, choć z drugiej strony śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że iskrzyło między nimi prawie od początku, dlatego też, gdy już zdecydowali się na pierwsze kroki mając się ku sobie, nie wiedzieć kiedy oficjalne nazywali już siebie parą i jak widać, wyszło im to na dobre, w końcu związali się nie na jakieś kilka tygodni, a na całe życie, a przynajmniej - przyrzekali to przed ołtarzem. Choć Drake nie był kochliwy, to jednak Polly od razu urzekła go swoją osobą i kwestią czasu było tylko, zanim zdecyduje się na coś poważniejszego. Brunetka dużo mu pomogła w tym, bowiem sama okazała zainteresowanie nim, a to dało mu jednoznaczny znak do tego, by spróbował ją poderwać, w czym dobry nie był. Teraz jednak już mu to nie potrzebne, dostał to, co chciał i jest szczęśliwy.
Deverill zawsze patrzył na małżonkę z podziwem i pożądaniem, gdyż kręciła go niesamowicie. Każdy facet miał wytworzony w głowie jakąś własną wersję idealnej kobiety jego zdaniem i w przypadku Drake nie było inaczej, jego perfekcyjny materiał na żonę wyglądał dokładnie tak, jak Polly. Być może dalej był w niej zadurzony i zauroczenie przesłaniało mu jakiekolwiek wady, jakie miała jego kobieta, ale biorąc pod uwagę jego preferencje i to co go kręci, śmiało można było zaryzykować stwierdzenie, iż czarownica to chodzący ideał.
Uniósł lekko brwi, udając, że naprawdę przejął się postawieniem jedzenia ponad nią.
- Potrzebujesz przestrzeni - zaczął. - Na nie wypuszczanie cię przyjdzie jeszcze czas, później - poruszył wymownie brwiami, chcąc zażartować lekko, bo w końcu wyszedł na jakiegoś zwyrola, stawiając obiad nad Polly, ale można było sprowadzić to do małej gry słownej.
Przebrawszy się w odpowiednie ciuchy, ruszył do kuchni i przysiadł na taborecie, obserwując z podziwem małżonkę, która z prawdziwą gracją czarownicy koordynowała przygotowywanie posiłku. Była w swoim żywiole, a on nie miał zamiaru jej w niczym przeszkadzać, wyłącznie postawił na odpowiadanie na jej słowa, gdy były kierowane do niego.
- Mistrzowi się nie przeszkadza - rzekł, po czym zaśmiał się.
Oczywiście była dla niego autorytetem kulinarnym, aczkolwiek raczej nie musiał tak oficjalnie jej tytułować, skoro była jego żoną. Poza tym, Polly znała swoją wartość i wiedziała, że w kuchni nie ma sobie równych. A mu się akurat udzielił nastrój na żarty, to świadczyło o tym, że wszystko już z nim jest dobrze i nie ma żadnych powikłań po przeczytaniu trującej kartki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Sty 15, 2018 5:46 pm

Początki randkowania z reguły są dziwne, bo co tam naprawdę nazwać pierwszą randką? Pierwsze wyjście na miasto, pierwsze spotkanie w ogóle, czy po tym jak się nazwali parą? Polly nie szukała faceta, jednak jak poznała Drake'a to go polubiła, serio. Nie była jednak zbyt dobra w podrywaniu facetów, nie była żadną famme fatalle, ale jakoś im wyszło. Pewnie mieli różne zdania na temat tego, kiedy wpadli sobie w oko, kiedy była ich pierwsza randka i tak dalej. Tak to już było, że kobiety i mężczyźni inaczej odbierali wiele rzeczy, w tym właśnie uczucia.
Być może wizja przyszłego męża u brunetki była zupełnie inna od wyglądu i postaci obecnego męża, ale to nie znaczyło, że nie była szczęśliwa. Była i Drake'a zamieniłaby tylko na inną wersją, taką która nie wspiera Voldemorta. Jednak to nie było możliwe, więc jednak musiała się zadowolić Deverillem i narzekać na to nie zamierzała. Z resztą wiadomo, że lepsze jest wrogiem dobrego i nie ma co próbować zamieniać coś w życiu męża. Z resztą ten cały wywód wygląda źle, a prawda jest taka, że Polly naprawdę kochała swojego męża i była z nim szczęśliwa, niezależnie od wszystkiego co działo się w ich życiach, w Londynie i innych miejscach na świecie.
-Trzymam Cię za słowo-zaśmiała się. Oczywiście, że lubiła być blisko męża, nawet bardzo więc leżenie razem na kanapie się jak najbardziej do tego zaliczało, ale wiedziała, że i na odległość mogą spędzić miło czas. Z resztą, zaproponowała ugotowanie obiadu, więc nic dziwnego, że dostała na to pozwolenie. Jedna rzecz, że musiała męża nakarmić, a także siebie, ale ona również lubiła to robić. Serio, dla niektórych brzmi to jak coś naprawdę dziwnego, ale ona w kuchni czuła się jak u siebie bardziej niż w salonie.
-Oj już nie przesadzaj!-zaśmiała się i podeszła do męża, kątem oka cały czas zerkając na kuchenkę. Nie uważała się za żadnego mistrza, bo nie była najlepszym kucharzem na świecie, nie to było jej specjalizacją. Oczywiście, że umiała gotować, ale bez przesady, to było kilka(naście) potraw i wariacje na ich temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Ministerstwo Magii

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Sty 15, 2018 7:57 pm

Randkowanie w ogóle jest dziwne, przynajmniej dla Drake. Dla niego były to zwykłe spotkania towarzyskie, które nie wiadomo kiedy przerodziły się w punkt dnia, którego nie mógł za wszelką cenę się doczekać. Był dosyć słaby w te klocki, bo skupił się w całości na pracy i karierze, dlatego też nie miał dużego porównania, czy spotkania z Polly były dobre, czy też przeciętne. Z drugiej strony, fakt, że się z nią związał mówi już sam za siebie - doskonale bawił się w jej towarzystwie, lubił spędzać z nią czas i pociągała go. Dodając do tego uzupełnianie się oraz wyrozumiałość otrzymał swój chodzący ideał, którego nie zamieniłby na nic innego. I jak widać żyło im się bardzo dobrze: mało się kłócili, rozumieli swoje tryby pracy i je tolerowali oraz uzupełniali się na każdej płaszczyźnie.
Każda forma spędzania czasu wspólnie była dla niego czymś fajnym, nieważne czy udali się na spacer do londyńskich parków, na zakupy czy też leżeli cały dzień w łóżku i rozmawiali tylko. Jego żona była niekończącą się studnią z pomysłami, która raz po raz potrafiła zaskoczyć jakąś rozmową. Była wyedukowana, oczytana i wiedziała jak do niego zagadać, a on jako osoba inteligentna potrafił powiedzieć coś w każdym temacie, nawet takim całkiem obcym dla siebie. W międzyczasie oczywiście sobie żartowali, przerywali rozmowę by zrobić coś dużo przyjemniejszego (ciekawe tylko co) i robili wszystko to, co robią mąż i żona w domu - po prostu żyją.
Uśmiechnął się, widząc jak Deverill zaśmiała się po raz kolejny. Uwielbiał jej śmiech i dlatego robiło mu się zawsze cieplej na sercu, gdy miał okazję go doświadczyć. Przez lata nie straciła nic ze swojego uroku i raz po raz oczarowywała go czymś tak błahym, jak właśnie uśmiech.
Kiedy podeszła do niego i stanęła na przeciwko, wyprostował się i powędrował dłonią na jej biodro, które delikatnie zaczął masować. Rozszerzył nogi, dzięki czemu mogła się zbliżyć do niego na stojąco jeszcze bardziej, dlatego też naparł na nią i wymusił wręcz zmniejszenie odległości między nimi. Mając jej klatkę piersiową przed swoją twarzą, uniósł głowę ku górze i uśmiechnął się lekko. Przy okazji jego druga dłoń zbliżyła się do jej uda, które delikatnie zostało chwycone, a następnie pogłaskane kciukiem.
- Nie przesadzam - zapewnił ją, utrzymując dalej tezę, iż to jej kuchnia jest najlepsza pod słońcem. Bo dla niego była i chyba tylko to się w tej sytuacji liczyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Sty 15, 2018 8:35 pm

Randkowanie było dziwne. O wiele bardziej zobowiązujące do dobrej zabawy, niż zwykłe spotkania. Atmosfera zawsze była sztuczna przez pierwsze i ostatnie kilka minut, kiedy witali się i rozmawiali na temat następnego spotkania. Dopiero później, jak już naprawdę się polubili każde ze spotkań było samą przyjemnością. A kolejne kroki takie jak pierwsza wspólna noc, pierwszy wyjazd, oświadczyny, wspólne zamieszkanie... Momenty warte zapamiętania na całe życie. Polly nie chciała tego nijak przeżywać od nowa, chciała aby Drake był tym jedynym, tym na zawsze. Kochała go całym swoim sercem i starała się, aby było to widoczne, ale nie dla innych, dla niego samego.
Polly lubiła wyjeżdżać do innych miast, ale najbardziej sama, mogła spędzać tyle czasu ile tylko chciała w bibliotekach. Jednak jakieś wyjazdy na łono natury z mężem to już coś zupełnie innego. Nie do końca lubiła leżeć bezczynnie w łóżku, bo była kobietą czynu, ale czego nie robi się dla ukochanego? Generalnie, niezależnie od tego co robili. Dla kogo jak dla kogo, ale dla niego mogła się poświęcić, on też to na pewno to robił i to niejednokrotnie. To się właśnie nazywa miłość.
Brunetka przybliżyła się i lekko go objęła za głowę, bawiąc się sie jego włosami. W tym momencie nie mogła mu poświęcić całej uwagi, bo jednak garnki były na gazie. -Przesadzasz. Jak za każdym razem. -zaśmiała się po raz kolejnym. -Musisz mnie puścić, chyba że chcesz znów remontować kuchnię i wysłać sowę po coś do jedzenia-stwierdziła udając, że próbuje się wydostać z jego objęć, ale nie robiła tego zbyt intensywnie, by mieć choć szansę, aby to się jej udało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Ministerstwo Magii

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Sty 15, 2018 9:26 pm

Chyba właśnie chodziło tu o tą sztuczność, której Drake nigdy nie odczuwał w obecności Polly. Może właśnie dlatego była taka wyjątkowa? W jego mniemaniu ich spotkania odbywały się w dobrej atmosferze zawsze i od samego początku nawiązał z nią nić porozumienia, której próżno było szukać w relacjach z innymi potencjalnymi kandydatkami na partnerki. Ona mogła to oczywiście inaczej odczuwać, ale sam fakt tego, że Deverill od samego początku odbierał to jako coś pozytywnego, świadczył o tym, że jest to trafiona znajomość. Pierwsze kroki były trudne, ale na pewno łatwiejsze niż z pozostałymi i dlatego potem przerodziło się to w coś tak pięknego, czym jest teraz. On również pamięta ich pierwsze wspólne wyjazdy, pocałunki, oświadczyny czy w końcu ślub, który nawet na nim wywarł ogromne wrażenie. To właśnie wtedy po raz pierwszy poczuł, że jest w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie, a towarzystwo Polly było tym, czego tak naprawdę od życia pragnął.
Znał naturę swojej żony i wiedział, że jest ona zapaloną podróżniczką. Co prawda przeważnie ograniczało się to do bibliotek i innych miast w Wielkiej Brytanii, ale gdy tylko mieli sposobność i trochę wolnego, Drake starał się zabierać ją w inne miejsca na świecie, by spędzać razem z nią te cudowne chwile. Wiedział, że jest ona tytanem pracy, uwielbia być na nogach i dla niej dzień w łóżku to dzień stracony, ale wypracowany kompromis pozwolił na to, by i podróżowali i lenili się co jakiś czas, w zależności od potrzeb. I wilk syty i owca cala.
Wymusił wręcz na niej ten dotyk, gdyż chciał być w tym momencie głaskany przez nią. Chyba nawet trochę zazdrościł garnkom, że teraz mają więcej jej uwagi, niż on. Głupie trochę, ale tak to już jest z zakochanymi.
- Więcej pewności siebie, myszko - odparł z uśmiechem, dalej utwierdzając ją w tym, że jest najwybitniejszą kucharką w dziejach. Jego nie przegadasz w tej sprawie, nie ma opcji.
Wysłuchał jej uważnie i spojrzał na gotujące się garnki, a potem znowu w oczy swojej ukochanej, która, jak widać, nawet nie chciała zostać przez niego puszczona. To była tylko taka kurtuazja, której wręcz wymagała sytuacja. On doskonale o tym wiedział i miał też świadomość tego, że te kilka minut dłużej w garnku nie przesądzi o tym czy potrawa będzie wyborna, czy nie będzie nadawać się do konsumpcji.
- Wybieram remont - rzekł pewnie i przysunął nogę nieznacznie do środka, by chwilę później wymusić na kobiecie zajęcie sobie na niej miejsca. Objął ją z tyłu pleców, asekurując przy okazji, a drugą dłonią głaskał jej delikatną skórę na przedramieniu. - Tęskniłem - dodał cicho, gdy jego twarz przybliżyła się do jej policzka i obdarował Polly delikatnym cmoknięciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Sty 15, 2018 9:50 pm

To nie tak, że Polly się dziwnie czuła w obecności Drake'a. W momentach, kiedy oboje zapominali, że to randka, to faktycznie doskonale się bawili. Stąd kolejne i kolejne spotkania, które stawały się coraz bardziej przyjemniejsze i nie było nawet przez sekundkę niezręcznie. Teraz to już w ogóle nie było o czym mówić, bo nie było żadnej osoby na świecie, przy której czarownica czułaby się swobodniej. Deverill był jej całym życiem i nie wstydziła się tego przyznać na głos i przed wszystkimi.
Zapalona podróżniczka to może złe określenie, ale generalnie lubiła być w biegu i poznawać nowe rzeczy. Nie tylko książki, biblioteki i wiedzę, ale także miasta i tak dalej. Nie dało się jednak żyć całe życie na wysokich obrotach, więc może nie przyzna tego na głos, lecz lubiła czasem poleniuchować i nie miała problemu z tym, aby poleżeć z mężem, tak jak Drake to lubił. Związek to przecież pasmo kompromisów, ona to rozumiała i wyglądało na to, że jej ukochany również. Inaczej przecież nie byliby tak szczęśliwi po tak długim czasie od poznania się. Często związki się sypią po tym jak para zamieszka razem i spędza ze sobą niemal cały dzień, ale u nich nic takiego nie miało miejsca.
-Więcej obiektywizmu, kotku-zaśmiała się. Znała swoją wartość, nie była aż tak skromna. Jednak nie oszukujmy się, do najwspanialszej na świecie dużo jej brakowało. Jednak niesamowicie miło było wiedzieć, że najważniejsza dla niej osoba ma tak pozytywne, aczkolwiek niezbyt obiektywne zdanie o niej samej.
-Oj już przestań-zaśmiała się i usiadła mu na kolanie, tak jak chciał. Mogła trochę tak posiedzieć, bo mogła już sprawować pieczę nad kuchnią, bo nie siedziała już tyłem do kuchenki. Naprawdę nie chciała żadnej afery i spalonych garnków. Zawsze mogła przecież jednym zaklęciem przestać cokolwiek gotować i mogli się zająć sobą. Wystarczyło tylko jedno słowo, jeden gest, nic więcej. -Ja też skarbie, ja też-przyznała się, przełożyła swoją rękę przez jego ramię i smyrała go palcem po karku. Ot tak, zupełnie nieświadomie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Ministerstwo Magii

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Sty 16, 2018 12:29 am

Prawdę mówiąc, ich odczucia co do tamtych wydarzeń nie miały już znaczenia. Pierwsze randki i spotkania się skończyły, oni pogłębili swoją znajomość i jak widać, wyszło im to na dobre, bowiem odnaleźli się - ona znalazła męża, on żonę i teraz sobie żyją, mniej czy bardziej szczęśliwi oraz żywiący do siebie prawdziwie szczere uczucia, którymi raz po raz byli w stanie się obdarowywać tutaj w samotności oraz przy wszystkich innych.
Polly potrafiła wykrzesać z niego tak dziwne odruchy, że mógłby ucierpieć na tym jego status bezwzględnego i oschłego szefa biura dezinformacji w Ministerstwie. Przy niej Deverill stawał się nie do poznania. Owszem, gdy bywali razem na bankietach czy też gdzieś w sferach magicznych, to przeważnie powstrzymywał się od bardziej zdecydowanych ruchów, celem utrzymywania odpowiedniej dyscypliny, kultury i nonszalancji. Zdarzało się jednak, że nie był w stanie nie zareagować naturalnie na coś, czym podzieliła się z nim brunetka w danej chwili. Przy niej był sobą i robił to, co podpowiadały mu instynkty. Tak naprawdę tylko Polly znała prawdziwego Drake.
Czarownica z pewnością mogła nazywać się żądną podróży, bowiem nie miała z nimi aż tak do czynienia jak jej mąż. On jako szef resortu w Ministerstwie często był zobligowany do koordynowania prac na zewnątrz, dużo jeździł po Anglii oraz był ambasadorem Brytyjskiego Ministerstwa Magii na świecie, zdarzyło się bowiem kilka razy już, że musiał wyjechać poza Wyspy. Dlatego też nie dziwiło go to, że Polly również chciała zobaczyć świat i tak bardzo ciągnęło ją do wyjścia, gdy tylko musiała spędzić jakiś czas w domu. Niemniej jednak nauczyła się żyć ze swoim mężem i jak widać nie odczuwała już tak dużej potrzeby spędzania wolnego czasu na zewnątrz. Jemu było to na rękę, w końcu on lubił poodpoczywać.
Kiedy zajęła należne sobie miejsce na jego kolanie, przekrzywił odrobinę głowę na chwilę, by przyjrzeć się jej uważniej. Żona doskonale wiedziała jak sprawiać mu przyjemność i dlatego pewnie głaskała palcem jego kark. Być może była to już pamięć mechaniczna, bo on to lubił, a ona na pewno o tym wiedziała, a skoro nie była świadoma tej reakcji, to chyba inaczej nie można tego nazwać.
- Wypada to udowodnić - rzekł tajemniczo, choć zapewne Polly wiedziała co jej mężczyzna miał na myśli. Wolną ręką chwycił swoją różdżkę, która do tej pory leżała na stole i delikatnie machnął nią, zmniejszając poziom światła w żarówce tylko po to, by stworzyć odpowiedni nastrój. Gdy w kuchni zrobiło się już dużo przytulniej i klimatycznie, odłożył przedmiot i przysunął się twarzą do niej, by następnie złączyć ich usta w pełnym czułości pocałunku. Oparł się plecami o ścianę i naparł na jej plecy swoją dłonią, by ułożyła się wygodniej na nim i skupiła się teraz tylko i wyłącznie na tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Sty 16, 2018 6:53 pm

Fakt, czasy ich randek to była zamierzchła przeszłość, od tamtych chwil wiele się zmieniło, w tym oni sami. Ani ona, ani on pewnie nie przewidywali, że tak potoczą się ich kariery. Ona wtedy pracowała jeszcze w gazecie, nawet nie marząc o karierze pisarki, a jedynie robiąc notatki na własne potrzeby, na zaś. Drake też jeszcze nie miał tej pozycji, którą obecnie piastował ale jak widać sukcesy zawodowe nie zamieszały im w głowach, tylko zadziałały na nich pozytywnie, a mieć z kim takie rzeczy świętować to sama przyjemność.
Polly wiedziała na kogo się jej ukochany kreuje w pracy. Nie miała nic przeciwko, wiedziała że życie zawodowe trzeba oddzielać od osobistego, a kto jak kto, ale minister musi mieć poważanie i odpowiednią opinię. Ona też była osobą publiczną, ale nie przepadała za bankietami i tak dalej. Jedynie lubiła w nich to, że mogła się odstrzelić i poczuć jak księżniczka- to każdej kobiecie sprawia przyjemność. Jednak nie oszukujmy się, wolała swojego męża w domowych pieleszach, a nie tej wersji oficjalnej. Kiedyś jeszcze starała się go jakoś rozruszać, ale nie skończyło się to dla niej dobrze, jak zaczęła go zaczepiać cieleśnie w taki sposób aby tylko oni to widzieli. Wyczytała to w jakiejś głupiutkiej mugolskiej książce, więc nic dziwnego, że zakończyło się to fiaskiem.
Polly lubiła poznawać nowe rzeczy i miejsca. Była pewnego rodzaju artystką i szukała natchnienia w różnistych sytuacjach, a wyjazdy, zwłaszcza te dalsze były wręcz kopalnią nie tylko wiedzy, ale i inspiracji. Nie ciągnęła jednak Drake'a ze sobą, ani nie szykowała takich wyjazdów gdy mieli dwa dni wolnego- wtedy naprawdę nie miała pretensji, że jedyna wycieczka była do parku, aby zrobić sobie mały piknik jak pogoda na to pozwalała. Z mężem mogła nawet siedzieć w łóżku przez weekend i byłaby zadowolona.
Ona wiedziała co on lubi, on wiedział co żona lubi... byli ze sobą wystarczająco długo aby znać się na wylot. Uśmiechnęła się do męża i po jego słowach wzięła swoją różdżkę do ręki i jednym ruchem uspokoiła garnki i całą kuchnię. Później zjedzą kolację, nie ma żadnego pośpiechu.
Oparła się o ukochanego, nieco zacieśniając swój uścisk i zaangażowała się w pocałunek. Uwielbiała bliskość męża, był wspaniałym gościem i zdecydowanie potrafił zadbać o swoją kobietę. Teraz jej uwaga na pewno będzie skupiona na mężu. Aż zmieniła pozycję, nie odrywając się jego ust. Siedziała teraz na jego kolanach, ale przodem do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Ministerstwo Magii

PisanieTemat: Re: Salon   Pią Lut 09, 2018 4:02 pm

On starał się za każdym razem oddzielać życie osobiste od zawodowego, dzięki czemu mógł żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami oraz nie być takim zimnym i oschłym chujem dla swojej żony, jakim był dla wszystkich innych. Polly miała szczególne miejsce w jego sercu i praktycznie jako jedyna znała jego delikatniejszą stronę, która objawiała się praktycznie za każdym razem, gdy byli sami. Znała go najlepiej ze wszystkich, akceptowała wszystkie jego decyzje, choć z niektórymi się nie zgadzała i dzięki temu miała jego pełne zaufanie oraz otrzymała wszystko to, czego nie mogli dostać inni. Początkowe zauroczenie już dawno minęło, a raczej przerodziło się w coś, czego przed spotkaniem swojej żony się nie spodziewał.
Artyzm Deverill również był mu znany, dlatego szukał konsensusu w odpoczynkach i spędzaniu wolnego czasu razem. On należał do typowych domatorów, którzy siły odzyskiwali nic nie robiąc, ona zaś miała w sobie duszę podróżniczki, którą co jakiś czas należało "nakarmić" poprzez odwiedzenie kolejnych miejsc. Choć nie podróżowali tak często, jak mogliby, tak jednak Drake pracował nad tym, by Polly nigdy nie narzekała na brak nowych miejsc. Dawał jej wszystko co mógł i chyba w odpowiednich ilościach, skoro tak dobrze się dogadywali i nie kłócili.
Mając to co najważniejsze przy sobie - czyli swoją żonę na kolanach, przestał zwracać uwagę na to, co dzieje się w kuchni, a także na dyskomfort i przewlekłe uczucie bólu, które towarzyszyło mu od początku czytania zatrutej kartki Voldemorta. Pogłębił pocałunek, prezentując jak bardzo stęsknił się za ukochaną. W zamian otrzymał równie widoczną odpowiedź, bo gdy tylko obróciła się przodem do niego, wiedział już, że taniec języków przedłużą ile się tylko da.
Jedną dłoń wplótł w jej włosy, drugą zaś trzymał gdzieś u dołu jej pleców, asekurując Polly, by w razie gwałtowniejszych ruchów nie zleciała z niego. Co prawda możliwość na to była nikła, ale kto wie, co może się wydarzyć. W całości oddał się pocałunkowi, przymykając oczy i chłonąc jej zapach, który tak uwielbiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Lut 11, 2018 1:04 pm

Polly nie miała potrzeby rozdzielać strefy osobistej od służbowej, bo nic takiego nie miało miejsca. Oczywiście, podczas spotkań biznesowych zachowywała się inaczej niż w swoich czterech ścianach, ale to było przecież jak najbardziej normalne. Każdy w swoim domu zachowywał się nieco inaczej niż w tłumie. Choć w przypadku Drake'a różnica była olbrzymia. Duża, zaskakująca. Dla brunetki trudno było zrozumieć jak jej ukochany może być tak różny w pracy i dla współpracowników. Nie wtrącała się jednak do tego, już dawno to przyjęła do wiadomości. U nich podział między pracą, a prywatnością był bardzo widoczny. Zdecydowanie nie byli typowym małżeństwem, ale Polly to wcale nie przeszkadzało. Była bardzo zadowolona ze swojego życia.
Pani Deverill faktycznie lubiła podróżować, lubiła coś robić, leżenie na kanapie nie do końca było spełnieniem jej marzeń. Jednak mając swojego ukochanego męża przy boku stawała się bardziej znośna. Nie potrzebowała też wyjeżdżać w każdy weekend, więc mogli spokojnie znaleźć kompromis, który pozwalał im na szczęśliwe współżycie.
Chwilo trwaj, sytuacja na kuchence była opanowana, choć jeśli chcieli spędzić upojny wieczór, to pewnie pójdą spać głodni - jednak cóż, nie można mieć wszystkiego. Przeczesywała palcami jego włosy, opierając czoło na czole swojego ukochanego. Podświadomie czuła, że coś jest nie tak, nie zachowywali się aż tak namiętnie każdego wieczoru po tym, jak Drake wracał z pracy. Nie chciała jednak robić niepotrzebnej afery, bo generalnie nie rozmawiali o pracy ani przekonaniach mężczyzny, głównie dlatego, że nie dość, że to by zniszczyło atmosferę, to mogłoby doprowadzić do jakiejś kłótni, a to nie było im do niczego potrzebne.
-, Och, Drake...-stwierdziła patrząc mu w oczy. Właściwie, to nie wiedziała, co tak naprawdę miała na myśli, po prostu była szczęśliwa w tym momencie i to westchnięcie to było to, co czuła, że jest odpowiednie w tym momencie i wyraża to, co czuje. Kochała swojego męża całym sercem tak, że czasem nie była pewna jak to do końca wyrazić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Ministerstwo Magii

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Lut 11, 2018 2:54 pm

Drake zachowywał się w inny sposób w pracy, gdyż tego wymagała od niego sytuacja oraz pozycja, jaką zajmował w Ministerstwie. Nie mógł sobie pozwolić na to, by ktokolwiek wszedł mu na głowę, nie szanował go, bądź nie obawiał się jego pozycji, wiedzy czy umiejętności. Nie starał się oczywiście zrażać masowo do siebie ludzi, ale pewnej granicy przekroczyć nie mogli, dlatego cieszył się powszechnym poważaniem oraz miał opinię osoby chłodnej, kalkulującej i do bólu skutecznej. Całą swoją miłość, radość oraz wszystkie pozytywne, ekspresyjne uczucia, zostawiał dla Polly, chcąc uczynić jej życie jak najszczęśliwszym.
Deverill zdecydowanie przepadał za takim przygotowaniem obiadu, bowiem jako mąż, pan domu i osoba dosyć wysoko postawiona w magicznej hierarchii, lubił mieć wszystko pod sobą oraz być w centrum uwagi. Na uwadze żony zależało mu najbardziej, dlatego im bliżej był niej, tym bardziej pragnął tego, by odsunęła wszystko na bok i zajęła się w całości tylko nim, tak jak teraz. Gorące pocałunki, iluzoryczny dystans ich dzielący oraz zapach Polly odbierały mu mowę. Nie był w stanie powiedzieć nic - ani jak mu przyjemnie, ani jak się stęsknił, ani jak bardzo ją kocha. Niemniej jednak jego reakcje mówiły wszystko: szczery uśmiech, przyjemne dreszcze, spokojny oddech i tonięcie w jej oczach, tego mu było właśnie trzeba.
Fakt, że nie pytała o sytuację śmierciożerców działał tylko na korzyść tego związku, gdyż w tym wypadku nie potrzebnie by się tylko zamartwiała nim. A nie o to przecież chodziło. On wybrał swoją drogę, opowiedział się za jakąś stroną i teraz musiał ponosić konsekwencje swoich decyzji, mniej czy bardziej trafionych. Ostatecznie jednak w jej towarzystwie był w stanie zapomnieć o bólu, braku komfortu czy też samym fakcie kary. Prawdę mówiąc, gdyby nie to, że jest świeżo po niej, już dawno by o tym zapomniał.
Jej głos, który rozbrzmiał w jego głowie, ponownie zadziałał na niego pozytywnie i wywołał przyjemny dreszcz w dole pleców. Jego imię w jej ustach brzmiało dużo lepiej i miało tyle mocy oraz uczucia, że nie sposób było zareagować na to obojętnością.
Uśmiechnął się szczerze i przysunął swoje wargi do jej ust, obdarowując ją krótkim, ale czułym pocałunkiem, pełnym uczucia i miłości.
- Ja ciebie też - odparł półszeptem.
Doskonale wiedział, co chciała mu powiedzieć, dlatego postawił sprawę jasno - nie ma dla niego nic ważniejszego od niej i udowodnił to raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Lut 11, 2018 5:24 pm

Polly poniekąd rozumiała Drake'a. Wiedziała, że nie może być słodkim misiakiem jak dla niej, gdy pracuje w ministerstwie, ale czy od razu musiał być takim chujem? Z drugiej strony, jej to nie dotyczyło, więc nie powinna się czepiać. Na pewno kilka razy zwróciła mu uwagę, że jest zbyt oschły i złośliwy, ale widać jemu taka rola pasowała. Problemy by się zaczęły, gdyby ją tak samo traktował, choć raz na jakiś czas. Na całe szczęście nie był, nawet chwilami. Dla niej miał jakieś swoje pokłady ciepła i miłości, które były niewyczerpywane. Przynajmniej na razie, bo przecież dopiero byli na początku swojej przygody, mimo że kilka lat już byli razem, tak do śmierci zostało im jeszcze troszkę. A przynajmniej Polly, bo co będzie z Drake'm to nigdy nic nie wiadomo.
Ona była klasycznie wychowna- to mąż był zawsze głową rodziny, najważniejszą osobą. Nie dała się nigdy zniżyć do bycia uprzedmiotowioną, wierzyła, że czarownice mają takie same prawa jak czarodzieje, jednak kochała Drake'a na tyle, aby uznać go za głowę domu i rodziny.
-Nie to chciałam powiedzieć-powiedziała z rozbawieniem i lekko pchnęła go w pierś. Oczywiście, że go kochała całym swoim sercem, ale nie do końca chodziło w tym momencie. Siedzieli w takiej pozycji dobrą chwilę, gdy Polly miała opartą brodę na jego ramieniu, po czym sobie coś przypomniała.
-Właśnie, zapomniałam. Widziałam dziś Rayleigh Connor?-zawahała się przy nazwisku kobiety, ale to była ich wspólna znajoma. Również mężatka, której mąż pracował w ministerstwie. Kilkukrotnie spotkali się w czwórkę, na tak zwanych podwójnych randkach, ale już od pewnego czasu się nie widzieli, bez konkretnego powodu.
-Okazuje się, że spodziewają się kolejnego dziecka. To chyba już trzecie-stwierdziła. Nie była pewna, ale nieważne. Właściwie to nie wiedziała, czemu akurat w takim momencie przypomniała sobie o takiej sprawie, ale wpadło jej do głowy, więc powiedziała. Niby milczeli w przyjemnej atmosferze, przytulali się, więc rozmowa chyba nie powinna zrobić im nic złego. A nawet jeśli, nie musieli kontynuować ani tego, ani jakiegokolwiek innego tematu. Mogli siedzieć w milczeniu, na niewygodnym stołku w kuchni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Ministerstwo Magii

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Lut 27, 2018 1:01 am

Drake pochodził z rodziny, która twardo trzymała dyscyplinę, dlatego potem starał się to wnieść do życia zawodowego. Odnosił się do wszystkich z szacunkiem, ale wolał utrzymywać atmosferę powagi oraz napięcia, które ograniczały nonszalancję jego pracowników, a co za tym idzie, wpływały pozytywnie na oczekiwane przez niego efekty pracy. Poza tym, jako osoba wyżej postawiona było rozliczany przez poważniejsze szczeble Ministerstwa i dlatego zależało mu na odpowiednich wynikach oraz aprobacie władz świata magii, gdyż dzięki temu, że tak dobrze wykonywał swoją robotę, nie był filtrowany przez nikogo, ani też kontrolowany - to z kolei pozwalało mu działać w podziemiu jako śmierciożerca.
Deverill choć był nieco despotyczny w pracy, tak w domu stawał się kimś zupełnie innym, w gruncie rzeczy dlatego, by nie tworzyć bezsensownego napięcia między nimi. Lokum uważał za oazę, a Polly za osobę, która została mu zesłana przez samego Boga, by trzymała go w ryzach i nie pozwalała mu zwariować. Szanował ją, kochał i dbał o każdą jej wygodę, gdyż w gruncie rzeczy był świadom tego, jak wielkim szczęściarzem jest - niewielu czarodziejów w tych czasach ma szansę na związek z miłości.
Uniósł lekko brwi z małym uśmiechem, próbując ją skarcić w ramach żartu. Chwilę później wrócił do neutralnego wyrazu twarzy i westchnął lekko, słysząc jej tekst o dzieciach sąsiadów.
- Trzecie dziecko? Jak oni sobie poradzą... - zastanowił się przez chwilę, stawiając się przez moment w ich sytuacji: trójka dzieci w rodzinie z przeciętnymi tradycjami magicznymi w tych czasach to było coś bardzo trudnego. On osobiście bałby o swoje potomstwo, gdyby przyszło im żyć na skraju wojny czarodziejów.
Zamyślony pogłaskał żonę i chwilę zastanawiał się jeszcze.
- Zazdrościsz im? - spytał bezpośrednio, choć w tym wypadku po prostu głośno myślał. Mógł tego nie mówić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Sztuka

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Lut 27, 2018 8:01 pm

Są różne sposoby, aby pracownicy mu podlegli zachowywali się tak, jak on chce i żeby pracowali tak, aby nie dość, że wykonywali swoją pracę, to jeszcze nie przynosili mu wstydu i pozwalali na to, że Drake nie musiał się o nic martwić. Można było jednak tego dokonać również w inny sposób, nie groźbą i surowością, ale innymi czynnikami. Miłe słowo, czy chociaż uśmiech raz na jakiś czas na pewno nie zaszkodziłby wizerunkowi Deverilla, ani nie rozpieścił jego pracowników. Polly miała swoje zdanie na ten temat, jednak tak jak w temat Śmierciożerców, w jego pracę się nie wtrącała, dla dobrej atomosfery w domu. Gdyby kobieta próbowała zmienić swojego męża, to nie wyszłoby z tego nic dobrego, a dodatkowo fakt, że po takim okresie czasu coś zaczyna jej nie pasować w Drake'u to również mogłoby to zostać źle odebrane.
W domu, czy ogólnie w stosunku do niej, brunet był zupełnie inną osobą i można było odczuć, że to tam jest w pełni sobą, a gra w pracy. Było to jak najbardziej do zaakceptowania dla niej i to jej w zupełności starczało, aby go kochać. Oczywiście, nawet i w domowych pieleszach miał on jakieś swoje wady, ale nie oszukujmy się, Polly je też miała i na pewno były pewne aspekty, które Minister chętnie by zmienił w swojej żonce.
-Nie wyglądała na zmartwioną tym faktem-stwierdziła tylko. Czy jednak ludzie przeciętni, nie opowiadający się za niczym, żyjący tylko dla siebie, nie mieli teraz najłatwiej? Było raczej mało prawdopodobne, aby Voldemort przeciwko nim skierował swoje czyny. ani nie zabijał ich na pokaz, aby zyskać poparcie. Jedyne co im groziło, to tylko jakiś cios rykoszetem w trakcie wojny, a to było porównywalne do zagrożeń codziennego świata, gdzie zawsze coś złego może się stać.
-Dzieci?-zapytała nieco zaskoczona tym pytaniem. Właściwie, to nie miała gotowej odpowiedzi na takie pytanie.-Przecież rozmawialiśmy, że w pewnym momencie zdecydujemy się na dziecko, więc nie mam czego jej zazdrościć. Co prawda nie mam już 20 lat...-zaczęła, ale też czuła, że powinna była się ugryźć w język. Do tej pory miło się im żyło dobrze w dwójkę, a teraz ona jednym zbędnym komentarzem chyba zniszczyła ten spokój. Mogła nie mówić tego, w końcu sam fakt spotkania znajomej nie był niczym wielkim, nic by się nie stało, jakby nie powiedziała o tym mężowi i teraz miała wyrzuty sumienia, że zepsuła tak miło zapowiadający się wieczór. Pogładziła męża po policzku i uśmiechnęła się do niego, chcąc szybko porzucić ten temat, bo miała wrażenie, że jeśli zaczną rozmawiać na poważnie, to cała ta otoczka czułości, miłości i tęsknoty, którą stworzyli odkąd Polly wróciła do domu zniknie bezpowrotnie, a jednak nie każdy ich wieczór tak wyglądał. No i mieli jeszcze przed sobą cały następny dzień, a po poważnych rozmowach czasem trzeba pobyć samemu, aby wszystko przemyśleć, to co się usłyszało oraz to, co się powiedziało samemu. Szkoda na to tak rzadkiego dnia, który mogą w końcu spędzić razem. -Może dokończę tą kolację, czy nie puścisz mnie z kolan?-zapytała łagodnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Ministerstwo Magii

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Lut 28, 2018 2:48 pm

Być może są różne sposoby na utrzymanie dyscypliny w biurze, jednakże on nie miał zamiaru bawić się w podchody, czy próbować czegoś, co przychodziłoby mu nienaturalnie. Postawił na maskę zimnego chuja, któremu zależy na wynikach jego departamentu i póki jest ona skuteczna, będzie ją stosować. Nie potrzebna jest mu bowiem atencja i uśmiech, tylko rzetelna, ciężka praca, która będzie wykonywała w jak najlepszym porządku w oparciu o odpowiednie procedury. On nie odpowiadał przed swoimi pracownikami, tylko przed Ministrem Magii, a tam nie było miejsca na fuszerkę, gdyż każdy błąd mógł kosztować go posadę, a za sobą pociągnąłby pewnie jeszcze cały swoje biuro.
Spoglądał na swoją żonę, gdy ta w tak nienaturalny dla niej sposób, mówiła o dzieciach sąsiadów. W kościach czuł, że Polly jest już trochę sfrustrowana tym oczekiwaniem, a jego deklaracje i zapowiedzi, że przyjdzie czas i na nich, okazywały się cały czas obietnicami bez pokrycia. Z jednej strony pragnął mieć z nią dziecko, albo nawet kilka, z drugiej jednak pozostawała kwestia bezpieczeństwa i w przypadku tak "aktywnej" pod względem politycznym rodziny jaką są Deverillowie, bał się, że odbije się to na życiu jego potomstwa.
Uniósł lekko brwi z dość chłodną miną, po czym chwycił ją dwoma palcami za podbródek i uniósł go delikatnie, by spojrzała mu w oczy.
- Dokończ - rzekł szczerze, chcąc usłyszeć to, czego się domyślał. Od pewnego czasu on również zaczął trochę inaczej spoglądać na tę sprawę, gdyż rozmowy podczas przerw w Ministerstwie często właśnie dotyczyły dzieci pracowników, a on nigdy nie miał nic do powiedzenia w tej sprawie. Czasami niektóre rzeczy przychodziły z wiekiem, a on jako osoba rozważna już od najmłodszych lat, musiał mieć często odpowiedni bodziec do reakcji. Może pragnienie żony byłoby właśnie takim bodźcem?
Oddychał spokojnie, patrząc cały czas na Polly.
- Zgaduj - uśmiechnął się lekko i ucałował ją w kącik ust, jednocześnie głaszcząc ją po prawym udzie. Nie miał zamiaru jej puszczać, a o głodzie już dawno zapomniał, zbyt dobrze mu było tak jak jest, by chciał to w jakikolwiek sposób zmieniać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Salon   

Powrót do góry Go down
 
Salon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Londyn :: Mieszkania i posiadłości :: Mieszkanie Deverillów-
Skocz do: