Go down

London Zoo - Page 2 Empty Re: London Zoo

on Pon Gru 03, 2018 11:13 pm
Być może ktoś wysłuchał twych pragnień i zesłał ci tego chłopaka w tym odludnym zoo byś mogła zaspokoić swe potrzeby. Kto wie, może zaczniesz przychodzić tu częściej?
Nieszczęsny robak jednak póki co bawił się lepiej niż ty. Uśmiechał się półgębkiem i nie krył pogardy malującej się mu zuchwale na twarzy.
- Och, jak tanio… - parsknął śmiechem na twoją zaczepkę i chociaż był to dla niego zwykły, żałosny tekst obrażający nie tyle jego rodziców co jego samego, to byłby skłonny się z tobą zgodzić. Jego ojciec i matka już dawno stracili zmysły odwracając się od Czarnego Pana, a to definitywnie przekreśliło ich kontakt. Tak, właściwie jedynym co im się udało był on sam, ale po co sobie strzępić język?
Twoje zdenerwowanie bardzo mu się spodobało. Może i bardziej liczył na strach i rzeź niewiniątek, ale taka uparta, rozwydrzona dziewucha też była ciekawym obiektem do tortur.
- Na Salazara! A owszem! – sparodiował cię i wybuchnął donośnym śmiechem, odchylając lekko głowę do tyłu przez co twym oczom ukazała się jego pręga na szyi. Nie zakrył jej, ani nie speszył się gdy zwróciłaś na nią uwagę. Właściwie to był z niej dumny, a w jego oczach mogłaś tylko dostrzec poirytowane kurwiki wywołane twą stereotypową oceną sytuacji – A co? Wrzuciłabyś mi do klatki sznur bym mógł się powiesić gdy już wpadnę w paranoję siedząc z tą banda małp? – uniósł rozbawiony jedną brew do góry, całkiem podobał mu się twój charakterek, chociaż uważał że żarty miałaś trochę tanie, liczył jednak że to dopiero rozgrzewka – Gdybyś wiedziała kto jest autorem tego arcydzieła… - przejechał sobie różdżką po szyi jakby ją sobie podrzynał – I co ono zapoczątkowało… Ale czy w twoim zapyziałym półświatku w ogóle znają jego imię? – parsknął z kpiną. Właściwie to był pewny, że obiło ci się ono co najmniej o uszy, w końcu o nim słyszeli wszyscy i chociaż z przyjemnością by się pochwalił, to póki co uważał że nie jesteś tego warta. Zabawił się więc Locomotor Wibbly i nie ukrywając rozbawienia cofnął się pół kroku by w pełni móc objąć wzrokiem twą drżącą sylwetkę.
- Och, ktoś tu nam się znowu zirytował – dalej cię przedrzeźniał, ale sam nieumiejętnie rzucił zaklęcie tarczy i po chwili zaczął tańczyć w miejscu gasząc iskry wzniecające płomienie pod jego butami. Na jego korzyść padało i dość szybko udało mu się z nimi uporać, ale przez moment musieliście oboje wyglądać bardzo zabawnie: ty falująca na drżących nogach i on stepujący, jakbyście co najmniej ze sobą tańczyli. Widok ten poruszył małpy w klatce które zaczęły wydawać godowe okrzyki, czyżby omylnie was zrozumiały?
- Tak bardzo chcesz bym smalił do ciebie cholewki, że sama mi je przysmaliłaś? – nie mógł powstrzymać się od żartu – A to całkiem zabawne… Mówisz, że ja zatrzymałem się na pierwszym roku? Tak się składa, że to Incendio jest w podstawie programowej pierwszaczków… - popatrzył na ciebie z góry i dał sobie chwilę na triumf nim przeszedł do kontynuacji – To co… Potańczyliśmy, to może nam chociaż do tego zaśpiewasz? Cantis! – rzucił robiąc gwałtowny krok do przodu by cię rozproszyć.
- Gereon! – w tym samym momencie usłyszałaś donośny męski głos od strony alejki którą tu przyszłaś.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

London Zoo - Page 2 Empty Re: London Zoo

on Sro Gru 26, 2018 8:37 pm
Zoo ją nie ciągnęło, zwłaszcza mugolskie. Niby dobra kryjówka, ale zima kiedyś przeminie i znowu pojawi się więcej ludzi. Na zimę idealnie, ale potem? Raczej odpada. Rzadko dobrze się bawiła, więc raczej o to nie było trudno. By zaspokoić swoje potrzeby potrzebowała czegoś więcej niż karalucha, którym można było zgnieść jednym ruchem.
No dalej, dalej, pokaż na co się stać. Rozkręć się. Dalej, dalej.
- Tani to ty jesteś - przewróciła oczami jakby była znudzona, a najpewniej zirytowana jego bezczelnością i brzydką mordą. Żeby się nie przeliczył. Gdyby była lepsza w legilimencję, zapewne już siałaby spustoszenie w jego głowie. Na nic więcej nie zasługiwał. Tortury? On? Dobre sobie.
Śmieszny chłopczyk.
Uniosła jedną brew do góry, patrząc na ten nieudany występ i pokręciła głową. Zarejestrowała zirytowanie, nie bała się brnąć w to dalej, opierając nogę o ławkę. Odgarnęła wilgotne włosy do tyłu, posyłając mu chłodne, wyniosłe spojrzenie.
- Twoje zdolności magiczne są na tyle żałosne, że nie potrafisz nawet wyczarować sobie sznura? Niewiarygodne - parsknęła drwiąco. - Ach tak? Twój kolega? Jakiś złodziej? Niemal mi cię żal, bo widać że spartolił robotę...
Po westchnięciu, z udawanym smutkiem pokręciła głową. Na słowa o 'jej półświatku' wybuchnęła głośnym śmiechem.
- O Merlinie, nie wierzę, co za tupet. Co? Imię złodzieja? Nie znam, popytaj na Nokturnie - udawała głupią, bawiąc się przy tym przednio, byleby rozjuszyć, sprowokować. Nogi drżały, ledwo utrzymała pionową pozycję. Mało by brakowało a by się wywaliła!
- Ach pierdol się - odwarknęła i się skrzywiła, ale udane zaklęcie sprawiło, że uśmiechnęła się triumfująco. Istny kalejdoskop. Teraz należało pozbyć się zaklęcia. Jak na złość żadne zaklęcie kończące nie przychodziło jej do głowy.
- Zakończ lepiej działanie tego żałosnego zaklęcia - rzuciła w jego stronę, sprawdzając jeszcze czy nikt jej nie widział. Co za dramat. - Slytherin by zjadł ogon Bazyliszkowi, gdyby to usłyszał. A Locomotor Wibbly niby nie? Skończ urok i lepiej w podskokach spływaj.
Adrenalina buzowała w jej żyłach, świerzbiły ją pięści - już walić zaklęcia, miała ochotę wcisnąć jego twarz w jakieś gówno. Spróbowała rzucić niewerbalne Protego by się obronić, choć nogi jej drżały i pewnie jeszcze chwila a się wywali.
Gereon? Gereon tutaj?
Spróbowała się odwrócić by zerknąć na nieznajomego.




Me and the devil
Walking side by side

London Zoo - Page 2 Empty Re: London Zoo

on Sro Gru 26, 2018 8:38 pm
The member 'Caroline Rockers' has done the following action : Rzuć kością


'K6' :
London Zoo - Page 2 4-64
Result :
London Zoo - Page 2 OL8orZa


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

London Zoo - Page 2 Empty Re: London Zoo

on Sro Sty 02, 2019 9:26 pm
Karaluch szczerzył zęby w uśmiechu, obnażając je coraz bardziej z każdą twoją pełną irytacji odpowiedzią. Sam chciał uchodzić za takiego, który to nie daje się ponieść emocjom, ale twój brak poszanowania do jego stwórcy, tak, uważał że przy odcięciu liny narodził go na nowo, obudził w nim szczere obrzydzenie do twojej osoby. Nie obchodziło go czy wiedziałaś o kim mówi, czy nie, on wiedział i to wystarczyło by go rozjuszyć.
- Głupia dziewucha… - parsknął – Czarny Pan cię zgniecie jednym kiwnięciem palca za tę zniewagę… - wymówił to bardzo soczyście, dosłownie i w przenośni. Tak jakby chciał przy tym naśladować węża, ale tyle mu z tego wyszło, że tylko cię opluł. Dalej nie uważał cię za godną byś o tym wiedziała, ale chęć pochwalenia się w jakich to on szeregach nie stoi wygrała – Tak, to Czarny Pan! A to – przejechał sobie dłonią po bliźnie, tym razem z większa czułością – To inicjacja! – lubił tak to nazywać, chociaż tak naprawdę był to zwykły podstęp, test czy nie sypnie, który zdał zapewne tylko dzięki swej chorej fascynacji Voldemortem.
- Slytherin zjadłby ogon bazyliszkowi? – niemalże zachłysnął się śmiechem tak jakby pierwszy raz słyszał to powiedzenie – Udławiłby się nim gdyby usłyszał ciebie!!! – jak dla niego to potrafiłaś tylko rzucać słowami, w szczególności groźbami, ale i tak byłaś dla niego jedynie nic nie znaczącą marionetką. Cieszył się bardzo w tej chwili, że cię tu znalazł. Przednia zabawa, doprawdy.
Jednak jak każda zabawa i ta musiała kiedyś się skończyć.
- Gereon! Jak śmiesz! – nim zdążyłaś się odwrócić, w kierunku chłopaka błysnęło zaklęcie niemalże natychmiast powalające go w błoto. Sądząc po tym jak wił się z bólu był to Cruciatus.
Wtedy dopiero dostrzegłaś sylwetkę starszego mężczyzny, był to ten sam facet którego widziałaś wcześniej przy kasach. Jednym ruchem, nie wymawiając nawet zaklęcia, zdjął z ciebie obydwa uroki. Zatrzymał się w alejce, w oddaleniu nie pozwalającym przyjrzeć ci się dokładniej jego twarzy skrytej pod pochylonym kapeluszem, na którym zaczęły rozbijać się duże krople deszczu.
- Panienka Rockers. Proszę o wybaczenie, nie miał kto go nauczyć manier… - zrobił dłuższą przerwę, chociaż i tak wymawiając te słowa wiedział już jakie będą kolejne – Albo i nie… Proszę mu nie wybaczać. Należy mu się nauczka – uśmiechnął się delikatnie, a ręką wykonał zgrabny gest w kierunku wijącego się pod twoimi stopami chłopaka jakby właśnie ci go ofiarował – Może mu panienka zrobić co jej się żywnie podoba…
- Gereonie, Gereonie… - rzucił już w jego kierunku, jakby z lekkim sentymentem – I tak był z ciebie marny pożytek – skwitował z fascynacją doglądając jego cierpienia.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

London Zoo - Page 2 Empty Re: London Zoo

on Sro Lut 06, 2019 3:06 am
Więcej okazywanych negatywnych emocji oznaczało dla niej więcej dobrej zabawy. Przyjemnością było patrzenie na jego wyraz twarzy, kiedy był taki bliski pęknięcia, nawet jeśli sama znajdowała się w nie najlepszej pozycji. Cóż, pomimo potencjalnego oberwania od takiego śmiecia, nie bała się że ucierpi jakoś szczególnie. Arogancja dodawała jej energii, a instynkt samozachowawczy zamilknął, dając jej wolną rękę.
No dalej, dalej, dalej. Daj mi więcej.
Zimne oczy Rockers śledziły przeciwnika, nie były w stanie zmienić kierunku, nie chciały. Pycha pchała ją do przodu, dostarczała wiatru by mogła sunąć dalej, pomimo trzęsących się nóg. Jedna z nich w pewnym momencie się wykrzywiła i mało brakowało a z pewnością doznałaby jakiegoś urazu. Chociaż, kto wie, wszystko było możliwe w tym absurdalnym dniu.
- Czarny Pan, Biały Pan, cokolwiek - odpowiedziała mu drwiąco, a w jej oczach pojawił się niezdrowy blask. - Jak trzyma takich nieudaczników to za wiele się nie spodziewam. Ale jak jeszcze raz mnie oplujesz to przysięgam, że wyrwę ci język i wsadzę ci go do twojej dupy.
O nie, znowu zaczyna? Salazarze... trzymaj ode mnie z dala upośledzonych, niekompetentnych czarodziejów.
- No taaaak, inicjacja poważnaaa rzecz - dodała znudzona, udając że ziewa. Jej głos stał się śpiewny przez jego zaklęcie, ale nogi w końcu nie wytrzymały i się wywróciła, przegryzając koniuszek języka. Krew błyskawicznie zebrała się w jej ustach. Wzrok z nieznajomego, przeniósł się na tego, kogo nazwał Gereonem. Gereon. Jak jej brat. Splunęła mu pod nogi krwią, nawet nie próbując wstać, nie w tym stanie. Kiedy karaluch upadł, wijąc się w błocie i w pewnym momencie nawet krzycząc, zaczęła się temu przyglądać z zafascynowaniem. Błoto coraz bardziej naznaczało jego ubrania, a on nie przestawał.
Wił się i wił, i wił, i wił.
Nie przestawała patrzeć, nie odzywała się, nie zauważyła nawet kiedy drugi mężczyzna ściągnął zaklęcia. Głos przerwał tę chwilę, przywrócił ją do rzeczywistości i zorientowała się że deszcz stał się jeszcze mocniejszy. Była już całkiem przemoczona. Spojrzała na nieznajomego w kapeluszu z rozszerzonymi źrenicami, milcząc, jakby zastanawiała się nad tym co powiedział. Wciąż miała w głowie błoto i ból. To było jak narkotyk. Jak zwycięstwo. Żarówki nawet nie drgnęły, ale i tak zaszła w niej zmiana. Nagła, jakby to wszystko było snem.
- Wybaczenie? - powtórzyła za nim, nie rozumiejąc tego słowa. Nie mogła go rozumieć tak jak inni. - Mogę?
Nie musiała się go pytać o zgodę, ale zapytała, jakby to było istotne, jakby była znowu w Hogwarcie, w szkolnej sali i się czegoś uczyła. Podniosła się powoli, nie zwracając uwagi na strużkę krwi, która pojawiła się w kąciku ust.
- Oczywiście że mogę - nieważne czy nieznajomy jej odpowiedział czy też nie, sama odnalazła swoją odpowiedź. Powoli, trochę utykając na jedną nogę, z nadal rozszerzonymi źrenicami w oczach, które stały się jaśniejsze, jakby słońce postanowiło wyjść zza chmur i oświecić lodowce. - Przerwij zaklęcie.
Gereon, jak jej brat. Ale to nie brat. Mogła. Mogła jak najbardziej. To był nic nie znaczące życie. Życie, które odważyło się podnieść na nią rękę.
- Wiesz jak żałośnie teraz wyglądasz? Na jakiego idiotę wyszedłeś? Zdajesz sobie sprawę? - zaczęła spokojnie, okrążając go. W końcu kucnęła przy nim. W tym deszczu, brudząc trampki błotem. Splunęła na niego by pozbyć się śliny wymieszanej z krwią. - Jestem tobą rozczarowana. Jesteś jak ci mugole, jak te szlamy, którymi gardzisz, jesteś zwyczajnie... niepotrzebny.
Sięgnęła po jego dłoń, nie brzydząc się błota, zachowywała się zupełnie jakby była zahipnotyzowana.
- Pokażę ci sztuczkę. Zawsze byłam ciekawa jak Diffindo reaguje w kontakcie z ludzkim ciałem. Jak myślisz? - dodała, wciągając z całej siły świeże, deszczowe powietrze do ust.
Uśmiechnęła się.
- Ale jak to nie wyjdzie to nie martw się, zawsze jest twój przyjaciel. Diffindo.







Me and the devil
Walking side by side

London Zoo - Page 2 Empty Re: London Zoo

on Sro Lut 06, 2019 3:06 am
The member 'Caroline Rockers' has done the following action : Rzuć kością


'K6' :
London Zoo - Page 2 4-64
Result :
London Zoo - Page 2 5JWDDsH


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

London Zoo - Page 2 Empty Re: London Zoo

on Nie Lut 10, 2019 5:07 pm
Kolejny urok już nie sprawił mu takiej radości jak pierwszy. To co, że działał, to co że śpiewałaś, jak nic sobie z tego nie robiłaś, prócz kpienia sobie z niego jeszcze bardziej. I nie tylko z niego… Kpiłaś również z Czarnego Pana. Ależ go to rozsierdziło! W planach nie miał już tylko zabawy twoją osobą, chciał cię ukarać, dotkliwie, bardzo dotkliwie, by zapewnić Voldemorta że obronił jego dobre imię, a później chełpić się tym wśród towarzyszy. Już nawet szykował się do kopnięcia cię gdy upadłaś, ale tajemniczy jegomość był szybszy i nim zdążył się zamachnąć, już leżał skąpany w błocie.
Nawet nie zauważył gdy splunęłaś pod jego nogi krwią, właściwie to chwilę później nawet wysmarował się w twej ślinie zupełnie tego nieświadomy. Czuł tylko ból, okropny ból który kazał mu się wić. Podniecone zamieszaniem małpy znowu podniosły pełne emocji okrzyki.
Na twoje krótkie pytanie mężczyzna tylko się uśmiechnął. Nie nawykł do powtarzania się, zresztą, wierzył że sama znajdziesz odpowiedź i oczywiście się nie zawiódł. Teraz już tylko obserwował, posłusznie szybko przerywając zaklęcie torturowanego.
Gereon był wycieńczony. Jeszcze przez moment wił się w błocie nim zrozumiał, że urok przerwano, a ból powoli ustępuje, a może właściwie nie ustępuje, a zwyczajnie nie nabiera już na sile?
- Nie… Nie… Nie… - jęczał skulony nie dowierzając, że to wszystko dzieje się naprawdę – Nie… Błagam… To kolejny test, prawda? Znowu mnie sprawdzacie… Znowu… Ja jestem wierny Czarnemu Panu, ja… - przerwał wzdrygając się, gdy splunęłaś mu prosto w twarz. Cały drżał, kto wie, może i po jego ubłoconej twarzy ciekły również łzy.
- Diffindo? – powtórzył tylko i natychmiast szarpnął się próbując wyrwać swoją dłoń z twego uścisku. Skończyło się jednak tylko na szarpnięciu, a na twe słowa posłał tylko przerażone spojrzenie w kierunku swego
przyjaciela i jęknął przeraźliwie jakby spełniał się jego największy koszmar.
Zaklęcie lekko trzasnęło przecinając krople deszczu nim dotarło do dłoni Gereona. Chciałaś wiedzieć jak może ono wyglądać w kontakcie z ludzką skórą? Zapewne byłabyś zdolna nawet odciąć mu nim rękę, a w pewnych dłoniach spokojnie można było nim rozpłatać go całego na pół. Aż dziw, że tak powszechne zaklęcie mogło uczynić takie szkody.
Pierwszym co zobaczyłaś były cieniutkie czerwone linie rozchodzące się po jego dłoni i snujące się powoli przedramieniem w górę. Spomiędzy błota zaczęła wydobywać się krew, hipnotyzujący widok, jednak nie na tym się skończyło. Twe zaklęcie było słabe, to prawda, może to przez wzgląd na niepewność jakie mogło mieć rezultaty, może przez osłabienie, ale mimo to nie zatrzymało się na ręce drżącego z przerażenia Gereona, a dotarło aż do szyi gdzie znalazło naruszoną, osłabioną tkankę i rozerwało ją ochlapując cię przy tym krwią. Czy taki właśnie miało odnieść skutek? A może ktoś je trochę wspomógł? Jeżeli spojrzałaś w kierunku mężczyzny w kapeluszu, mogłaś dostrzec jego lekki uśmiech przyklejony do niewzruszonego ciała. Obserwował was, ale z twojej perspektywy jego oczy były skryte pod nakryciem głowy.
Chłopak natomiast łapczywie chwycił się za szyję próbując opanować krwawienie. Zacharczał chociaż ciężko było powiedzieć jak głęboko sięgnęło zaklęcie i czy pluje krwią, czy tylko śliną. Jego krew zmieszała się z błotem, a przerażone spojrzenie było utkwione w twoich oczach. Czy też spojrzałaś mu w oczy? Czy nie miały takiego samego koloru co twój brat? Umazana w ziemi anonimowa twarz i tylko te oczy… Gereon… Gereon… Gereon…

__________
-5PŻ dla Ce


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sro Mar 13, 2019 12:03 am, w całości zmieniany 1 raz


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

London Zoo - Page 2 Empty Re: London Zoo

on Nie Lut 24, 2019 7:07 pm
Takie głupoty nie robiły na niej wrażenia. Uodporniła się na nie już dawno temu, już w szkole. Miała na to całe siedem lat. Nie popisał się, wrogie zaklęcia przy prostej technice dało się wykorzystać w korzystny dla siebie sposób. Mogła teraz śpiewać, nawet najmniejsze jej słowo mogło się zmienić w motyw dla nowej piosenki.
Wybrał gatunek jaki najbardziej preferuje?
Czarny Pan, proszę bardzo, mogę stworzyć z tego hit, skoro oddajesz mi tak chętnie całą broń, którą posiadasz, zaburzony dzieciaku.
Kąciki ust uniosły się do góry, jakby zaraz miała stworzyć z tego przebój, który doprowadzi go do wybuchu. Był już blisko!
Sytuacja się odwróciła.
Nieważne czy walka małp była w klatce czy na zewnątrz, to zawsze budziło emocje. Takimi małpami byli przecież ludzie. Podciągnęła jeszcze mokre rękawy płaszcza i odgarnęła wilgotne kosmyki z czoła by jej nie przeszkadzały. Obserwacja. Atak. Przewaga drapieżnika. Już dawno wyszła ze zwykłej roli posłusznej panienki, mając pewność że oczy odpowiedzialnych dorosłych dłużej jej nie śledziły. Poza tym, nie robiła nic złego.
Nigdy nie robię nic złego.
Miała czas.
- Nie... nieeeeee - przedrzeźniała go i krótko prychnęła rozbawiona. - Nikogo to nie obchodzi. Nikt ci nie pomoże, nie rozumiesz?
Przyglądała mu się spod lekko przymkniętych powiek. Zza chmur w jej oczach wyjrzały lodowce, a na czole nie było ani jednej zmarszczki. Nie było tutaj nic przy czym mogłaby się wahać. Gereon Gereonowi nierówny, w niczym nie przypominał jej brata. Jej brat zachowałby się inaczej.
Sam był sobie winien... Zaatakował cię, potraktował jak inni. Jak kurwę. Jakbyś była nikim.
A ja jestem kimś.
- Teraz płaczesz? Tak ci żal twojego nędznego życia? - syknęła i uderzyła go w twarz przed użyciem Diffindo. - Nie wierzę, że jesteś taki beznadziejny. Chyba jednak miałam rację, co do tych rodziców.
Przetrzymała rękę mocniej, patrząc na niego z płonącą pogardą. Miała zgodę nawet potwora, który na nowo przebudził się w niej wnętrzu. Dawno nie był tak jak aktywny jak dzisiaj.
Palce zacisnęły się mocniej, gdy zaklęcia wydostało się z różdżki i pewnie zniecierpliwiona rzuciłaby je ponownie, ale... no właśnie ale. Coś zaczęło się dziać. Gorączkowy wzrok podążał za tymi liniami, a C. chciała już go puścić i zostawić w tym błocie. To nie był jednak koniec. Krew, która wylądowała na jej twarzy wzbudziła w niej dekoncentrację. Co do...? Powoli zwróciła głowę w stronę tamtego człowieka. Deszcz zaczął zmywać czerwoną ciecz z bladej twarzy, brudne strugi spływały za kołnierz. Też coś. Spojrzała ponownie na tego dupka. Gereon. Gereon. Gereon.
Gereon nie miał takich oczu.
- Pomóż mu, może ci się przyda do sprzątania domu albo smoczego łajna, cokolwiek. Trup to same kłopoty - rzuciła głośno, obojętnym tonem. To nie była jej sprawa. Puściła go. To nie był Gereon.
- Zrób coś bo zaraz się wykrwawi a to teren mugoli i będzie bajzel!
Podniosła się i zwróciła twarzą w stronę nieznajomego. Jej twarz była maską.
Po prostu nie chciała już kłopotów.





Me and the devil
Walking side by side

London Zoo - Page 2 Empty Re: London Zoo

on Sro Mar 13, 2019 12:02 am
Pytasz czy wybrał gatunek? Nie miał na niego wpływu. Daleko mu było do mistrzostwa w tej dziedzinie magii, jak i w wielu innych zapewne. Twój śpiewny głos musiał jednak wybrać jakąś muzyczną ścieżkę, a skoro był to złośliwy urok, to raczej nie mogłaś liczyć, że będzie to rytm bliski twojemu sercu. Twe usta wypuszczały więc serie dźwięków niechybnie przypominające hity z dalekiego wschodu. Disco polo, mówi ci to coś? Raczej nie, bo sama nazwa powstanie dopiero w 1993 roku, ale stawia ono właśnie w Polsce swoje pierwsze kroki, a utwór w którego takt właśnie rzucasz groźby swą świetność przeżyje dopiero w przyszłym wieku, gdy dwóch czarodziejów z Grupy Filmowej Darwin cofnie się w czasie Zmieniaczem Czasu by skraść jego tekst wraz z nutami i samolubnie opublikuje go w swoich czasach we wszechobecnych internetach o których nie ma sensu bym ci opowiadał. Mowa oczywiście o hicie Dotknij twarzy mej, a skoro jesteśmy już przy takich rarytasach czasoprzestrzennych, to warto wspomnieć, że właśnie przez G.F. Darwin i ich kradzież materiału, który z ich perspektywy był mega sławny w twoich czasach, co oczywiście zmieniło się po tym jak wszystko wykradli, era disco polo przesunęła się prawie dekadę do przodu, czyż to nie niesamowite?
Wróćmy jednak do teraźniejszości. Twojej teraźniejszości. Całe szczęście tortury twych strun głosowych szybko się zakończyły, a oprawca otrzymał mniej lub bardziej należytą karę. Krztusił się, jęczał, charczał, co jakiś czas wyrywał mu się jeszcze szloch. Szarpał się, bryzgał błotem, krwią, a małpy ryczały z podniecenia niczym gapie na arenie.
Starszy mężczyzna który trzymał się z boku nie wyglądał na przejętego. Jeżeli drgnął gdy bryznęła krew, to tylko za sprawą kącika ust który uniósł mu się do góry. Początkowo zignorował twoje słowa. Nie potrzebował sługi, sprzątacza, lokaja, nie potrzebował tez problemów, ale kto wie, może właśnie pomagałaś pozbyć mu się jednego z nich. Przyglądał się chłopcu i rosnącej wokół niego brunatnej plamie, aż w końcu westchnął i rozchylił wargi.
- Gereon… Nie pasowało do niego to imię. Lepsze byłoby… Fetor? Tak, Fetor było by idealne – uśmiechnął się. Chłopak był coraz ciszej. Nie wił się już w błocie, powoli zastygał w bezruchu, a jego oniemiałe usta co jakiś czas tylko łapały zdesperowane oddechy by skwitować je charczeniem. Już nie musiałaś się domyślać, rana była głęboka, zdecydowanie zbyt głęboka by poradził sobie bez pomocy.
- Trupy, mugole, bajzel… - mężczyzna powtórzył twe słowa i znowu westchnął, tym razem znudzony – Synonimy, nic więcej – nad wami zagrzmiało, a deszcz wzmógł się razem z harmiderem w klatce małp – Mamy bałagan? To sprawmy by sami po nim posprzątali… Miłego wieczoru panienko Rockers - rzekł, a jego ręka drgnęła lekko w kierunku wybiegów. Chwilę później teleportował się wraz z kolejnym gromem. Zostawił cię samą wśród strug deszczu, błota, milczącego już chłopaka skąpanego w swej własnej krwi oraz wśród małp, które bez oporów opuściły otwarte klatki rozbiegając się dookoła wśród donośnych, szaleńczych okrzyków.

__________
W swoim poście możesz już opuścić zoo, niezależnie od tego moja odpowiedź będzie podsumowaniem i zakończeniem wątku.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Sponsored content

London Zoo - Page 2 Empty Re: London Zoo

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach