Share
Go down

London Zoo

on Nie Gru 03, 2017 10:34 am
Mugolski ogród zoologiczny w Londynie, otwarty 27 kwietnia 1828 roku. Zajmuje powierzchnię 15 ha w północnej części Regent`s Park. W zoo prezentowane jest ponad 650 gatunków zwierząt. Ponadto jest tu wiele zielonych alejek i kilka ławek dostępnych dla zmęczonych zwiedzających.

Re: London Zoo

on Nie Kwi 22, 2018 2:29 pm
Mówi się, że bujając w obłokach daleko się nie zajdzie. Felice stanowiła żywy przykład, że jest dokładnie odwrotnie! Zaszła bardzo daleko. Aż pod londyńskie zoo! A przecież szła do Dziurawego Kotła... W każdym razie, zupełnie się nie zorientowała jak bardzo zbłądziła, bo totalnie pochłonęło ją czytanie zbioru baśni, mugolskiego w dodatku. Szłaby tak bez końca, gdyby nie zdradziecka, odstająca płytka chodnikowa, o którą rude dziewczę zahaczyło stopą i runęło jak długie na ziemię, posyłając książkę w powietrze. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie zatrzęsienie kartek, którymi obficie poprzekładane były stronice tomu.
- Na brodę Merlina! - zakrzyknęła Felice, widząc jak jej drogocenne zapiski rozwiewają się na wietrze. Kartki jak kartki, ale okolica była mugolska, a ołówkowe szkice były ruchome! Przecież nie mogła pozwolić, by jakiś niewinny mugolski umysł narażony był na zaklęcia czyszczące pamięć...

Re: London Zoo

on Nie Kwi 22, 2018 2:47 pm
   Jeżeli upadająca na ziemię Felice myślała, że potknięcie się o wystającą płytę chodnikową było najgorszym co mogło ją dziś spotkać, to grubo się myliła. Gdzieś spomiędzy spacerujących mugoli wyłonił się Greg, którego mordercze spojrzenie oplatało i ściskało wszystko i wszystkich chcących wejść mu dzisiaj w drogę. Tak to już z nim było, że kiedy długo nie dostał tego czego chciał... troszeczkę się denerwował. Cień irytacji na jego licu przybierał jednak o wiele bardziej nieprzyjemny wyraz niż u innych. Być może dlatego większość osób schodziła mu dzisiaj z drogi.
   Szedłby tym swoim niestabilnym i nieco nerwowym krokiem, gdyby coś nie zasłoniło mu pola widzenia. Szybująca w powietrzu kartka nie tylko przeleciała mu przez oczami, lecz ku nieszczęściu świeżo upieczonej absolwentki Hogwartu... przykleiła się do twarzy, co już-nie-tak-młody Avery skwitował nieprzyjemnym pomrukiem. Po zdjęciu kawałka papieru i spojrzeniu na treść, jaką to los chciał mu przekazać, przekonał się wnet iż nie była to (jak wcześniej myślał) ulotka, lecz rozbiegany szkic jakiejś czarodziejki. Ba! Leżała ona właśnie przed Gregiem, wyłożona na chodniku jak worek ziemniaków. Ten nie raczył jednak na nią spojrzeć - oczy utkwiły mu dość nieprzytomnie na dziele Felice, jakby analizowały pociągnięcia dłoni i próbowały coś z nich wyczytać. Nie zamierzał rozglądać się za właścicielem, a nawet gdyby dostrzegł ją przewróconą i obolałą, to... cóż, tak czy siak nie pomógłby jej wstać.

Re: London Zoo

on Nie Kwi 22, 2018 6:09 pm
Felice szybko zerwała się na nogi i zaczęła biegać za fruwającymi kartkami. Na jej nieszczęście, jedna została już dorwana. Nieszczęście... a może szczęście? Kipiący w dziewczynie optymizm i bujna wyobraźnia od razu dorobiły sobie własną teorię.
- Oh, złapał pan moje notatki! Szalenie to uprzejme z pana strony - zawołała radośnie, biegnąc za niesforna kartką. I tak, obrazki były dla niej formą notatek. Tak się składało że tak, która złapał Greg, była ilustracją do baśni. Czarny rumak szarpał się niespokojnie, dosiadający go szlachcic dął w róg myśliwski, a w tle, między ośnieżonymi drzewami, zawieszona była szklana trumna ze śpiącą weń piękną panną, wokół zaś kołysały się drobne dzwoneczki. Dzieło nie było doskonałe, nie miało znamion wyjścia z rąk prawdziwego artysty, jednak było widać, że nakreślone zostało z miłością i pasją.
Tymczasem zaś panienka Felicis uporała się ze wszystkimi kartkami, prócz tej trzymanej przez Averego.
- Podoba się panu? Uwielbiam ten rysunek! - zaczęła mówić z zapałem. - To z baśni "gadające zwierciadełko". Ze środkowej Europy, jest niesamowita. Mogę panu podarować ten rysunek, jeśli tylko się spodobał!

Re: London Zoo

on Nie Kwi 22, 2018 11:11 pm
   Wbrew pozorom Greg nie był aż tak wielkim gburem, aby skarcić Felice za jej niepoprawny optymizm względem jego osoby, ale usta nawet nie próbowały drgnąć — trwały jak kamień i nie pozwalały na choćby cień uśmiechu. Nie był to moment odpowiedni nawet na lekkie uniesienie kącików — wpierw pytania rudej, piegowatej dziewczynki skwitował jedynie kolejnym pomrukiem, gonionym przez długi okres ciszy.
   Wzrok przestał analizować papier, by przenieść się na twarz Felice, gdzie skakał z piegów na piegi i wyrabiał sobie o jej urodzie pierwsze opinie.
Widać było, że coś go w kruchej osobie jaka przed nim stała ujęło, ale Avery najwyraźniej nie zamierzał tego skomentować. Po prostu zawiesił się w czasie i słowach.
   — Ja... — zaczął dosyć spokojnie, jak na kogoś, kogo własne słowa wyrwały z jakiegoś letargu — chętnie przyjmę ten obrazek.
Słychać było w jego głosie, że nie jest tutejszy — rodzima mu była niewątpliwie Francja. Angielski Grega był niedbały, jakby chciał tym samym wyrazić pogardę dla tego, iż musiał się go dla świętego spokoju nauczyć.
   Wypowiadając te słowa złożył kartkę na pół, bo skoro Felice sama mu tę pracę zaoferowała, to z czym miałby się kłócić? Po prostu ją przyjął i schował do wewnętrznej kieszeni marynarki.
   — Grégoire Avery — wydusił z siebie, wyciągając dłoń w kierunku czarodziejki.

Re: London Zoo

on Pon Kwi 23, 2018 9:16 am
Cóż za miły człowiek! I przyjął jej rysunek! Na pewno mu się spodobał, Felice nie miała wątpliwości. Jeszcze nie wiedziała, czy pan Avery jest czarodziejem, choć intuicja jej podpowiadała, że tak. W każdym razie, nie obawiała się już o zdradzenie czarodziejskiego świata. I tak zaklęcie ruchu przestanie działać gdy kartka znów ujrzy światło dzienne. A jeśli Greg był czarodziejem, z łatwością odtworzy czar.
Za to akcent mężczyzny napełnił ją wielką radością.

- Enchanté, Monsieur Avery! Je suis Felice. Felice Felicis!
- zaszczebiotała płynnie i kontynuowała dalej w rodzimym języku Grega. - To niesamowite, że zupełnie przypadkiem wpadamy na ludzi z ktorymi mamy tyle wspólnego! Baśnie łączą, gwarantuję. Ten zbiór - tutaj podniosła książkę, żeby pokazać przyczynę całego zamieszania - przetłumaczyła mi przyjaciółka, którą poznałam w zupełnie podobnych okolicznościach. Wie pan, oryginał jest po polsku. Znam kilka języków, nawet kilka polskich zwrotów, ale to było napisane tak, że nawet Polacy miewają trudnosci ze zrozumieniem. Wpadłam na Małgorzatę, takie trudne imię swoją drogą, zupełnie przypadkiem. Obie byłyśmy zaczytane i dosłownie weszłyśmy na siebie. A potem się okazało, że obie kochamy baśnie! Czy pan też kocha baśnie?

Re: London Zoo

on Pon Kwi 23, 2018 10:35 am
   Odczytywanie emocji na cudzej twarzy bywa trudne, ale Avery mimowolnie zdradził zmartwionym uniesieniem brwi, że jej rozbawiony, ćwierkający po francusku głos... czymś zdecydowanie w nim poruszył. Mężczyzna nawet trochę pobladł, ciało ułożyło mu się w nieco obronną postawę i trwał tak jeszcze moment w zawieszeniu.
   — Felice Felicis — powtórzył po niej głosem wskazującym na to, że błądził myślami gdzieś w oddali, próbując wygrzebać z czeluści pamięci jakieś wspomnienie. Być może twarz, znajomość, uczucie bliskości. Pozostawił je jednak samemu sobie i z Felice się nim nie podzielił. — Piękne imię.
Stwierdzeniu temu daleko było do komplementu, bo brzmiało bardziej jak coś rzuconego na odczepne, żeby kupić sobie trochę czasu na ucieczkę. W jego przypadku — zastanowienie się nad tym co powinien, a co chce odpowiedzieć.
   — Niezupełnie — wydusił z siebie wreszcie — chociaż ciężko mi stwierdzić, że czegoś nie lubię, skoro niewiele tego czytałem.
   Rodzimy język brzmiał w ustach Grega już o wiele swobodniej i melodyjniej niż angielski, co zdecydowanie wskazywało na to, że pochodził z kontynentu.
   — Proszę się nie obrazić, po prostu preferuję literaturę naukową.


Ostatnio zmieniony przez Greg Avery dnia Pon Kwi 23, 2018 11:35 am, w całości zmieniany 1 raz

Re: London Zoo

on Pon Kwi 23, 2018 11:23 am
Felice zaśmiała się. Obrazić! Ona! To było absolutnie niedorzeczne, wręcz pocieszne. Poczuła, że naprawdę lubi tego tajemniczego jegomościa, choć nie umiała jeszcze precyzyjnie określić dlaczego. Taki już był jej marzycielski duch. Zapewne chodziło o to, że... tak! Przecież to oczywiste! Grégoire Avery sam przypominał postać z baśni. Stał przed nią żywy, prawdziwy, a w jej głowie już tworzyło się milion historii o tym skąd był i jakie powody przywiały go do Londynu.
- Ależ rozumiem to doskonale! Świat książek nie ogranicza się jedynie do baśni, a ja uwielbiam je wszystkie. Czytanie i wprowadzanie do życia, bo zbrodnią byłoby pozostawić ich mądrość jedynie literom, nie ważne jak pięknie się je uwiecznia. Książki żyją, Monsieur, a w literaturze naukowej widać to szczególnie. Interesuje pana jakiś szczególny dział? Może wśród opasłych tomów podróżuje pan ku gwiazdom, by zgłębić ich najskrytsze tajemnice? Albo poznaje zakątki całej Ziemi, od tropikalnych lasów po mroźne bieguny! Zgłębia ludzką naturę? A może zamyka się w świecie mikstur, alchemii wszelkiego rodzaju! Nauka jest porywająca, nie dziwię się, że skradła pana serce!
Felice miała wyrobione jak najlepsze zdanie o ludziach nauki. Wiedza! Wszechobecna wiedza! Ile w niej piękna i namiętności! Czuła, że z Averym mogłaby rozmawiać godzinami o wspólnych pasjach, bo nie ulegało wątpliwości, że jakieś mieli i to zapewne niejedną. Poszerzanie horyzontów kusiło ją, ale miłość do nadawania sytuacjom wyższego znaczenia przeważyła.
- O jakbym chciała z panem porozmawiać o nauce! Zapewne niejednego mogłabym się nauczyć. A i pan mógłby się wiele dowiedzieć ode mnie, nie mam wątpliwości! Czuję, że jest pan moją bratnia duszą. Ale  zdajmy się na Los, Monsieur. Jeśli jest nam pisana przyjaźń, przeznaczenie z pewnością znów splecie nasze ścieżki. A wtedy nie będzie już mowy o przypadku! Czy zgadza się pan ze mną? Jeśli spotkamy się ponownie, a wierzę, jestem przekonana, że właśnie tak będzie, zapraszam serdecznie na wspólną herbatę i długą rozmowę. Będę nalegać! Zgadza się pan, że to najlepsze wyjście?

Re: London Zoo

on Sob Maj 12, 2018 12:12 am
   Coś mu w oku zabłysło, jakby entuzjazm z jakim dziewczyna podeszła do jego smutnej, szarej i opryskliwej osoby w jakiś dziwny sposób go ujął. Greg rzadko bywał zadowolony, a jeszcze rzadziej zdawał sobie z tego sprawę, ale dzisiaj było inaczej — przeszło mu przez myśl nawet, że może to w pewnym stopniu przeznaczenie przywołało go tutaj choćby na moment, aby mógł ujrzeć chociaż cień tego co kiedyś utracił. Tylko czy nie było to jednocześnie zbyt wiele jak na jeden raz?
   Niektórych rzeczy wolał jednak nie rozgrzebywać.
   — Doprawdy, czarująca z ciebie osoba — powiedział otwarcie, a w jego ustach brzmiało to równie obco, co w ustach Voldemorta z powagą wypowiedziane zakazane w zimnym sercu słowo: miłość. To po prostu do siebie nie pasowało.
   Greg Avery nie doceniał zwykle innych ludzi. Miał jednak słabość do radości, entuzjazmu i zafascynowania jego osobą. Posiadał również kilka tajemnic, których nie miał zamiaru dzisiaj przed Felice odkrywać. Przeznaczenie, tak? Niech będzie, więc jeżeli to spotkanie miałoby być przeznaczeniem, to zapewne ślepy los każe nam zobaczyć się ponownie w równie przypadkowej okoliczności. A jeżeli nie — niech rozwieje te emocje kiedy miniemy się tu i teraz.
   — Masz moje słowo, panno — rzucił po chwili przerwy — że jeżeli ujrzę cię jeszcze raz, to poświęcę ci więcej czasu niż tą krótką chwilę, na jaką pozwolił dzisiejszy dzień.
   I dwójka ta rozeszła się w swoje strony. Avery uśmiechnął się dopiero, kiedy zniknął całkowicie z pola jej widzenia. Niech sobie nic szczególnego nie myśli.

[oboje z tematu]

Re: London Zoo

on Nie Paź 14, 2018 9:10 pm
Szarość i siąpiąca mżawka pozostawiająca jedynie mgiełkę na płaszczu. Pogoda była tak pięknie paskudna, że postanowiłaś wybrać się na spacer. To co? Może londyńskie zoo? Pamiętasz kiedy byłaś tu ostatnio? Lubisz widok klatek i uwięzionych w nich zwierząt? Wybiegów które tak naprawdę są więzieniami? Smutny obraz, ale przynajmniej w taką pogodę nie było tu tłumów rozwydrzonych dzieciaków. Poza tobą można było policzyć zwiedzających na palcach jednej ręki. Nawet kogoś niepełnosprawnego. Na przykład takiego co kilka palców stracił przy torturach. Niby widziałaś jakiegoś starszego mężczyznę przy kasach, ale poza nim, nikogo. I dobrze. Miałaś ochotę trochę pobyć sama.
Byłaś akurat przy wybiegu z małpami, gdy nagle coś szarpnęło cię za spódnicę. I nie była to jedna z psotnych małp która właśnie wyciągała spomiędzy krat łapkę w twoją stronę, diabli wiedzą po co i jeszcze śmiała się przy tym wrednie. Ktoś ewidentnie poderwał ci płaszcz i kieckę do góry jak to robili wredni, głupi chłopcy w pierwszej klasie. Szybko się odwróciłaś, ale nikt za tobą nie stał. Dostrzegłaś jednak nieopodal na ławce chłopaka, na oko w twoim wieku, który śmiał się pod nosem, chociaż wcale nie patrzył w twoja stronę. Czy dobrze widziałaś? Czy w jego rękawie nie mignęła ci różdżka? Nie kojarzyłaś go z Hogwartu, chociaż miał okulary łudząco podobne do tych które nosił ten głupi Potter, a z pod obszernego kaptura wystawało mu kilka wścibskich kłaków. No i ten poziom żenującego żartu… Jak ty nienawidzisz takich debili…
Poza wami, w zasięgu wzroku nie było nikogo więcej.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: London Zoo

on Sob Paź 27, 2018 6:03 pm
Podobała jej się ta pogoda. Była znajoma, odprężająca. Jesień dla wielu ludzi zdawała się być nieprzyjemna,  nieprzyjednana, szara i odpychająca, ale dla Rockers to była pora pełna magii. Deszczu. Burz. Szarości. Pięknie paskudna - to było dobre określenie.
Czuła się jakby żyła, łapała nawet łapczywie powietrze do płuc. Więcej, więcej. Kiedy ostatnio wychodziła gdzieś dalej? Nie pamiętała. Nadal się nie zdecydowała na nic konkretnego, błądząc po rodzinnej posiadłości, wypatrując ojca, unikając matki i wizyt u Lestrange’ów. Za dużo.
Nie mam gdzie uciec.
Szlamy, mugole, zwierzęta.  
Zatrzymała się podczas nielegalnej wędrówki obok ogrodu zoologicznego, przyglądając się jak jakaś grupa kupuje bilety, wymieniając się żartami i szturchając się między sobą. Zwykli, szarzy ludzie. Żałosne. C. nigdy tutaj nie była, nie przepadała za widokiem uwięzionych zwierząt, nie cieszyło ją to, uważała to za barbarzyństwo. To właśnie ludzie powinni znajdować się za kratkami, robić za trakcję. Uderzałaby w ich kraty z przyjemnością drażniąc te żałosne stworzenia.
Wielkie nieporozumienie boga, który umarł, czyż nie, Rockers?
Przetrzepała kieszenie swojego starego czarnego, o ironio, mugolskiego płaszcza, znajdując mugolskie pieniądze. Raz na jakiś czas zdarzało jej się odwiedzać różne dziwne miejsca w niemagicznych częściach Anglii, bo dzięki temu łatwiej było się schować, uniknąć plotek, gniewu pani matki.  Zapłaciła za bilet, nie wyglądając zbyt zachęcająco - ciemne długie włosy były mokre od deszczu, czarna spódnica do kostek, którą włożyła dla głupiej, niezrozumiałej fanaberii zdawała się ledwo trzymać na jej tyłku a do tego miała trampki. Co do jej twarzy, nie miała ani grama makijażu, sińce pod oczami, suche wargi i  beznamiętny wyraz, który od razu odrzucał możliwość by ktoś zechciał z nią porozmawiać.
I właśnie o to chodziło.
Podziękowała za bilet, przeszła dalej i zaczęła chodzić, czując chęć buntu na widok uwięzionych zwierząt. Gdy jednak przystanęła przy głośnych małpach, zrozumiała, że akurat one wzbudzają w niej jakąś niechęć, zapewne z powodu tego podobieństwa do ludzi. Nastąpiło szarpnięcie. Wiatr? Zmarszczyła czoło, patrząc na wyjątkowo głupią małpę. Nie, to nie wiatr. I nie małpa. Małpa nie miała szans złapać za jej spódnicę.
- Co jest do cholery? - mruknęła do siebie, czując jak rusza jej się płaszcz. Odwróciła się, rozejrzała się i… skrzywiła się. Wydawało jej się, że skądś go kojarzy. Na pewno miał różdżkę. Może ją śledził? Zacisnęła jedną dłoń w pięść. Szyszymorosyn. Uniosła dumnie podbródek, odgarnęła włosy do tyłu i wykonała kilka kroków w jego stronę, czując jak szczęka się zaciska. 
Nie będzie taryfy ulgowej. Różdżkę miała za pazuchą, więc łatwo było po nią sięgnąć, chociaż wcześniej upewniła się czy nikogo nie ma w pobliżu. Teren wydawał się być czysty.
Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć.
Zbliżyła się jeszcze bardziej, pochylając się nad nim.
- Zabawne, prawda? - zaczęła słodko, ironicznie, przez zaciśnięte zęby. - Bardzo zabawne, czyż nie? A co powiesz na jeszcze więcej zabawnych rzeczy?
Błyskawicznie szarpnęła za różdżkę i wymierzyła ją w jego tors.
- Depulso.


Ostatnio zmieniony przez Caroline Rockers dnia Nie Paź 28, 2018 6:50 pm, w całości zmieniany 1 raz




Fuck Christmas
I burned your heart

Re: London Zoo

on Sob Paź 27, 2018 6:03 pm
The member 'Caroline Rockers' has done the following action : Rzuć kością


'K6' :

Result :


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: London Zoo

on Nie Paź 28, 2018 5:14 pm
On natomiast uwielbiał widok uwięzionych zwierząt, chociaż pewnie również nie pogardziłby gdyby za kratami znaleźli się ludzie. Mugole. Szlamy. Czy ich w ogóle można było nazywać ludźmi? Zdecydowanie bliżej było im do zwierząt. Na przykład do takich małp, głównej atrakcji dla której tu przyszedł. Tych małp które w tobie wzbudzały dozę obrzydzenia. Głupie, bezmózgie człekokształtne kreatury za kratami. Tam było ich miejsce. Tam powinni skończyć wszyscy poza czystokrwistymi. Czyż nie? Splunął marszcząc nos na typowy smród panujący w zoo, gdy nagle zjawiłaś się w jego polu widzenia.
Dostrzegł dziewczynę w starym, mokrym płaszczu, czarnej spódnicy do kostek która na pierwszy rzut oka podpowiedziała mu, że ma do czynienia z zakonnicą, oraz o ciemnych, ciężkich już od deszczu włosach poprzyklejanych do bladej, ponurej twarzy.
Stwierdził, że żadna z ciebie zakonnica, bo brak makijażu tylko podkreślał twój młody wiek, a trampki zupełnie nie pasowały mu do stanu duchownego.
Jakieś mugolskie ścierwo, ciekawe skąd miała na bilet… Zupełnie nie wyglądałaś na swój status społeczny, ale w końcu na tym ci zależało. Chłopak natomiast nie miał żadnych przesłanek by wziąć cię chociażby za czarownicę. Postanowił więc zabawić się twoim kosztem.
Ku jego zdziwieniu, szybko zorientowałaś się, że miał coś do czynienia z nienaturalnym podmuchem wiatru bawiącym się twoją spódnicą. Nie przejął się tym jednak specjalnie, a nawet uśmiechnął się wrednie pod nosem. Początkowo liczył, że poznęca się nad przestraszonym, niczego nieświadomym dziewczęciem. Teraz jednak liczył na przednią zabawę, bo nie miał nawet cienia wątpliwości, że będzie nad tobą górował. Możliwe, że w jakimś stopniu gardził również kobietami, uważał je na zdecydowanie słabsze, a już z pewnością takie niewydarzone dziewczynki na jaką mu wyglądałaś.
Siedział spokojnie, bacznie cię obserwując, a na widok różdżki uśmiechnął się tylko jeszcze szerzej.
A jednak szlamka, co za niespodzianka. Odrzucił kaptur do tyłu i mogłaś się jedynie upewnić, że nie był to Potter, chociaż dalej był do niego łudząco podobny. Włosy szybko zaczęły mu się skręcać od deszczu, a po okularach jeździły mu miniaturowe wycieraczki. Dalej uśmiechał się jakby go to zdemaskowanie wcale nie ruszyło, nawet nie wyciągnął różdżki, chociaż trzymał ją w pogotowiu.
Na twoją serię pytań parsknął jedynie śmiechem. Rzeczywiście. Było to bardzo zabawne.
Ależ się wściekła! Nie krył ironii i rozbawienia, chociaż nieznacznie drgnął gdy wymierzyłaś w jego tors i rzuciłaś zaklęcie.
Nie wydarzyło się jednak nic.
Zupełnie nic.
A to tylko rozbestwiło go jeszcze bardziej. Wstał, specjalnie nadziewając się na twoją różdżkę i popychając cię pół kroku do tyłu.
- Coś nie wyszło? – rzucił ironicznym, sztucznie zatroskanym głosem. Miał obcy akcent, jeżeli miałaś do czynienia kiedykolwiek z Polakami, mogłaś go rozpoznać – Może skończył się magia w kijku? – parsknął śmiechem i zmierzył twoją różdżkę uważnym spojrzeniem – 12 cali, cis, szpon hipogryfa… Twoja? A może ją komuś ukradłaś? – teraz to on dźgnął cię swoją różdżką i nie był w tym ani odrobinę delikatny. Jego spojrzenie świdrowało twoje oczy, bo rzeczywiście szukał w nich winy, a poza nią, upragnionego strachu. Tak, nawet podniecał go twój charakterek, ale chciał byś również się bała. Rzucił więc niewerbalnie
Locomotor Wibbly i uśmiechnął się z satysfakcją gdy nogi zaczęły ci drżeć, chociaż liczył na lepszy efekt zaklęcia, a ty z łatwością mogłaś po chwili opanować drżenie samodzielnie – Och, zimno ci? Może cię rozgrzać?

__________
Rzucasz K6 na dodatkowe atrakcje:

1 –  Rozpoznajesz w chłopaku Janusza Garnka – masz mgliste wspomnienie jak kroicie razem dżdżownice gdzieś na wietrznych zboczach w Holyhead, święcie przekonani że dzięki temu je rozmnażacie.
2 – Na jego nadgarstku dostrzegasz fragment tatuażu, jest to Mroczny Znak, to czy go rozpoznajesz po fragmencie czy nie, pozostawiam tobie.
3 – Cholera, czy to on tak ładnie pachnie? Najwyraźniej tak. Może to trochę dziwne, ale okazało się że używa takich samych perfum co twój ojciec, a deszcz i wilgoć wcale nie są pomocne w tej sytuacji. Czy to nie składnik twej Amortencji?
4 – Na jego szyi dostrzegasz podłużną pręgę świadczącą, że był duszony, jak widać nieskutecznie, ale na twoje oko mało brakowało by skończyło się to inaczej.
5 – Gdy chłopak popchnął cię do tyłu przydeptałaś sobie swoją spódnicę, która ściągnęła ci się w pół pośladka. Płaszcz wszystko zasłania, wiesz o tym tylko ty.
6 – Przy najbliższym zaklęciu którego użyjesz w tej sesji dostajesz +1 do kości.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: London Zoo

on Wto Lis 20, 2018 12:43 am
Gówno prawda, czystokrwiści pewnie też by się dobrze tam odnaleźli. Rockers poniekąd była znużona tym jak zadzierali nosa, byli w tym w sumie dość nudni. Te wszelkie zasady, gadki, udawanie, te nakładanie masek... przedstawienia. Lubiła inne przedstawienia - w nich w końcu nadchodził moment, że nie trzeba było udawać, nalegały eksplozje, wzrost ekscytacji. Brakowało jej bodźców.
Czymże było życie bez cierpienia?
W zamku znalezienie sobie rozrywek było prostsze, wydawać by się mogło, że znajdowały się wręcz na wyciągnięcie ręki. Mnóstwo dzieciaków działających pod wpływem hormonów, łatwo było odnaleźć ofiary do sprawdzania swoich możliwości, do poczucia się lepiej. W otwartej przestrzeni szło jej gorzej, dawno już nie przeżywała ekstazy, dawno nie używała różdżki tak jak powinna, a i obwinianie o wszystko Louvela było nudne, gdy sam zainteresowany tak uparcie ją ignorował. Nie lubiła ignorowania, nie do tego była stworzona. Powinna go nauczyć szacunku, tak jak zamierzała nauczyć szacunku tego robaka, którego należało zdeptać.
Pozbyć się, sponiewierać, zrobić z niego mokrą plamę.
Idiota nie zdawał sobie sprawy z kim miał do czynienia, nie była pierwszą lepszą przestraszoną dziewczynką, ba, nawet nie damulką w obcisłym gorsecie, co różdżki używała jako ozdoby a nie broni. Nawet jeśli wrażenie, że był podobny do tego nadętego, zidiociałego Pottera się powiększyło, nie dała po sobie tego poznać. I tak nie miało to najmniejszego znaczenia. Nosz kurwa, zaklęcie nie zadziałało, jak na złość. Syknęła, marszcząc brzydko swoją twarz, jeszcze nie chowała różdżki. Zerwie ten jego głupi uśmiech i rzuci tym głupim małpom na pożarcie.
- Twoim rodzicom na pewno coś nie wyszło - warknęła, czując że zaraz po prostu mu przywali, jeśli różdżka nadal będzie sprawiać jej takie psikusy. Odwzajemniła wyzywająco spojrzenie i po tej sugestii sama parsknęła śmiechem. Niedowierzającym. - Na Salazara, nie wierzę! Serio używasz takich gównianych tekstów, licząc że ktoś się ciebie przestraszy?
W oczy rzuciła jej się charakterystyczna pręga, która sprawiła że uśmiechnęła się tak, jakby właśnie otrzymała prezent na gwiazdkę.
- Widzę, że komuś nie udało się dokończyć roboty. Szkoda. Myślę, że mogłabym ci pomóc, gdybyś wskoczył do klatki z małpami i tam spędził resztę tego wspaniałego dnia. Co ty na to?
Cofnęła jeszcze rękę z różdżką, kiedy nogi zaczęły jej się trząść, niemalże się pod nią uginając.
- Na jakim ty jesteś poziomie, bo mam wrażenie, że zatrzymałeś się na I roku i dalej twoja edukacja nie przebiegła już tak pomyślnie jak tego oczekiwałeś. Może ja powinnam cię rozgrzać? Incendio!
Różdżkę skierowała na jego buty.


Ostatnio zmieniony przez Caroline Rockers dnia Wto Lis 20, 2018 12:49 am, w całości zmieniany 1 raz




Fuck Christmas
I burned your heart

Re: London Zoo

on Wto Lis 20, 2018 12:43 am
The member 'Caroline Rockers' has done the following action : Rzuć kością


'K6' :

Result :


The member 'Caroline Rockers' has done the following action : Rzuć kością


'K6' :

Result :


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Sponsored content

Re: London Zoo

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach