Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 17 lipca 1978 // Wypadek przy pracy - Greg Avery & Caroline Rockers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Greg Avery
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: 17 lipca 1978 // Wypadek przy pracy - Greg Avery & Caroline Rockers   Nie Gru 03, 2017 1:27 am

   I to niby miał być jego koniec? Tyle lat w podróży, by teraz rozedrzeć się w tej pętli czasu, o którą obijała się rozpadająca machina. W jakimś stopniu się już z tym nawet pogodził — mógł po prostu zostać tam gdzie był, nie ustawiać parametrów w pośpiechu, nie skakać tak daleko. Ale tacy jak oni nie znali umiaru. Potrzeba przekraczania granic to choroba nieuleczalna, nie można tak po prostu przestać. To właśnie miało dzisiejszego dnia stać się ostatecznym końcem dla całej tej maskarady jaką sobie urządził. Tak, to koniec, ale z jakim pięknym finiszem...!
   Mniej więcej w tym momencie Greg Avery uderzył twarzą o grunt.
   Dłuższą chwilę zajęło mu zrozumienie co się właśnie stało. Jakiś złom wypadł jeszcze z wirów i iskier kończących pracę za jego plecami, by z dość dużą siłą wygrzmocić o beton. Gdzieś z tyłu głowy przeleciała mu myśl, że cieszy się z faktu nie oberwania tym żelastwem w łeb, po czym spróbował dźwignąć obolałe ciało na równe nogi. Wtedy zorientował się, iż płonie. Nie cały, (to byłaby już przesada i żart od losu, którego nikt na jego miejscu nie byłby już w stanie ścierpieć!) ale uświadczyły tego niektóre elementy garderoby.
   — Mon Dieu! — zaskowyczał, zrzucając z siebie dymiący płaszcz i próbując klepaniem dogasić powiększającą się dziurę na spodniach. — Je déteste la vie. Ma vie est une horreur! D'où vient ce mal?!
   Nim doszedł do wniosku, że jest już bezpieczny od ognia, zdążył jeszcze w dziwnej pozie zauważyć, że widzi go jakaś dziewczyna. Wyglądała jak chodząca śmierć. Personifikacja samej śmierci wymieszanej z nastoletnią potrzebą buntu i jakąś niezaprzeczalną nutką goryczy, ale nie miał zamiaru teraz się jej przyglądać i rozwodzić nad tym być by mogła, kim nie jest i kim nie będzie. Spróbował przybrać jakąś normalną pozę. Naturalną, niegłupią. Nijak się to miało do jego aktualnej aparycji — zwykle eleganckie włosy były przypalone, kaszkiet gdzieś zgubił, twarz zakrwawiona i brudna od starcia z podłożem, no i... płonący płaszcz.
   — D'où vient ce mal!!! — zawył raz jeszcze, próbując ugasić powiększający się na nim pożar bezsensownym tupaniem w płonącą część. Mimo obmacywania się po całym ciele nie mógł znaleźć nigdzie swojej różdżki. Gdzie on w ogóle był?! To jeszcze Francja?!
   — Où suis-je? — Aż pokazał na tę Rockers palcem, żeby wiedziała — mówi do niej!

_________________
     Wyobraził sobie też, że dostrzega twarze gwiazd – były blade, łagodnie uśmiechnięte, jakby ich właściciele zbyt wiele czasu spędzali ponad światem, obserwując krzątaninę, radość i ból ludzi w dole i nie mogli powstrzymać rozbawienia, gdy kolejny maleńki człowiek zaczyna wierzyć, iż jest środkiem wszechświata.
     A przecież wierzy w to każdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: 17 lipca 1978 // Wypadek przy pracy - Greg Avery & Caroline Rockers   Nie Gru 03, 2017 3:02 am

To mógł być jego koniec. Nie wiedział, że z czasem nie powinno się bawić, że to przypomina dawanie małemu dziecku różdżki i oczekiwanie, że sobie nie poparzy przypadkiem rączek? Choć na poparzeniach pewnie by się nie skończyło. Był bardzo lekkomyślnym młodym panem, nieodpowiedzialnym i może wyjątkowo pysznym.
Nie wolno takich rzeczy robić, panie nieznajomy.
Pewnie gdyby widziała ten kulminacyjny moment od początku do końca, gdyby miała przy sobie aparat to uwieczniłaby tę chwilę dla siebie, by w chwilach wielkiego zirytowania móc sobie spoglądać na ten ujmujący upadek. Teatralny wręcz. Zanim jednak zwróciła na to widowisko uwagę, była pogrążona w swych myślach i bardzo powierzchownych, niedorzecznych problemach. Na przykład jej problemem było to by ktoś jej przypadkiem nie dotknął, nie szturchnął choćby kawałeczkiem swojego ciała - dotyk był czymś zabronionym, absolutnie obrzydliwym, co w takim tłumie nie było najłatwiejszą rzeczą, zwłaszcza na ulicy Pokątnej. Zmarszczyła swój nos na zapach smażonego mięsa, pochodzący od czarodzieja przed nią, który wymieszał się z zapachem jakimiś intensywnie kwiatowymi perfumami kobiety, która co chwilę chichotała, jakby oberwała zaklęciem rozśmieszającym.
- Merlinie... - mruknęła niezadowolona, tworząc ze swoich ust cienką kreskę. W końcu kilka osób się zatrzymało, zaczynając gorączkowo między sobą szeptać i na coś wskazywać. Caroline jakoś się przepchała, bo przecież nie będzie stać i wdychać tę irytującą zapachową mieszankę, poza tym chciała jak najszybciej dokupić kilka rzeczy, a następnie pójść się czegoś napić. Sprzedała kilka "cichych" łokci, przemknęła między czarodziejami, których część zaczęła zawracać i skupiła się na źródle hałasu. Najpierw jej chmurne tęczówki spoczęły na jakimś żelastwie, a następnie na chudym, dziwacznym czarodzieju, który się palił i chyba nawdychał się za dużo eliksiru szaleństwa albo głupoty - zależy jak się na to spojrzy.
Wyglądał na jakiegoś nędzarza albo ulicznego aktora, może był i tym i tym? Caroline nie miała jednak ochoty się przekonywać. Ludzie ruszyli i ona też, stwierdzając, że i tak występ nie był zbyt imponujący. Usłyszała jednak francuski i automatycznie jej myśli pomknęły do cholernego praktykanta Transmutacji. Aż zacisnęła jedną dłoń w pięść, mając ochotę temu francuskiemu żebrakowi przywalić by się zamknął. Znowu się zatrzymała, tym razem bliżej tego przebierańca, przyglądając się mu jakby był czymś absurdalnie wkurzającym. To przez ten francuski. Nie rozumiała francuskiego, a przez Louvela jeszcze bardziej ją ten język odpychał. Zmarszczyła oczy, kiedy cudzoziemiec zwrócił się do niej, założyła ręce na klatce piersiowej i cicho prychnęła. Jak nic pewnie chciał by rzuciła mu jakieś pieniądze pod nogi, bo potrzebował na eliksiry zdrowotne. Jeszcze czego! I ten pożar tak naprawdę był dla zmyłki by nabrać jakichś idiotów, że niby los mu nie sprzyja i jakąś klątwę zesłał. Massimo ostrzegał ich przed takimi naciągaczami, zresztą Caroline ogólnie nie była naiwna.
- Nie mam żadnych knu-tów ani sy-kli - powiedziała głośno do niego, ale pewnie i tak jej nie zrozumie. Wyciągnęła jeszcze różdżkę i po krótkiej chwili namysłu rzuciła niewerbalnie Aquamenti, żeby tak nie śmierdziało.
Jeśli to ma być ta 'nowa' forma sztuki to ona właśnie stała się baletnicą.

   

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Greg Avery
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: 17 lipca 1978 // Wypadek przy pracy - Greg Avery & Caroline Rockers   Nie Gru 03, 2017 12:43 pm

   Byli na świecie ludzie, którym można było skakać po głowie, a oni cię jeszcze za to przeprosili. Byli też tacy, ktorych lepiej było nie dotykać bez pozwolenia, bo nie odgryzą ci tylko palca, ale też rękę, nogę, rodzinę i chęci do dalszego życia. Greg stwierdził więc w myślach, że ten czarnowłosy imbecyl, który popisał się dzisiaj skrajną tępotą i brakiem zdolności wykorzystania resztek tkanek mózgowych, powinien nauczyć się odróżniać jednych od drugich. Ale na to było już za późno. Już potraktowała GO jak ścierwo, już śmiała popełnić ten jeden, karygodny błąd — istniała w sposób, który mu nie odpowiadał. Oj tak, było kiedyś wiele takich osób, ale teraz... gryźli piach polegli w wielkiej wojnie, z jego ręki, tak jak ona dzisiaj.
   — Avad... — Potrzeba było dotknąć się z boku jeszcze raz, by wyczuć podłużny, drewniany przedmiot. Błyskawicznie znalazł się on w dłoni Francuza i został wycelowany w twarz Caroline Rockers, w akompaniamencie błysku zieleni, ale ten zniknął szybko. Bo do rzucającego zaklęcie coś dotarło — uległ pod wpływem spojrzeń gapiów, protekcyjne wyciągających swoje różdżki.
   Schował więc swoją na powrót do kieszeni, ale nie spuszczał Ślizgonki z oczu. Nie, on szedł w jej kierunku ze śmiercią wypisaną na twarzy i po angielsku, chociaż z mocnym rodzimym akcentem wysyczał:
   — Odpowiesz na moje pytania dziewczyno, albo przy następnym spotkaniu zamienię cię w warzywo. Będziesz do końca życia błagała o śmierć, kiedy opiekunka wyciera ci zasraną dupę w domu opieki.
   To mówiąc nie czekając zniknął w jednej z ciemniejszych uliczek, chcąc uniknąć groźnych spojrzeń i wzywania stróżów prawa. Jeżeli za bliskich mu czasów pewne inkantacje były nielegalne, to wolał nie wiedzieć co ci idioci wymyślili dzisiaj. Od Rockers zależało czy z czystej ciekawości pójdzie za nim, czy podpisze swój wyrok połowicznej śmierci, wypisany przez obcego jej mężczyznę. Ciężko było określić jego wiek, prawdopodobnie przez wąsy i strzępki zarostu, niemodne już od wielu, wielu lat. Nie znała go, był tylko pryszczem w tłumie. Brudnym pryszczem.

_________________
     Wyobraził sobie też, że dostrzega twarze gwiazd – były blade, łagodnie uśmiechnięte, jakby ich właściciele zbyt wiele czasu spędzali ponad światem, obserwując krzątaninę, radość i ból ludzi w dole i nie mogli powstrzymać rozbawienia, gdy kolejny maleńki człowiek zaczyna wierzyć, iż jest środkiem wszechświata.
     A przecież wierzy w to każdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: 17 lipca 1978 // Wypadek przy pracy - Greg Avery & Caroline Rockers   Sob Gru 16, 2017 9:09 pm

Zaprawdę smutnym i godnym pożałowania był człowiek, który dzielił ludzi tylko na dwie grupy. Źle. Że robił to w taki sposób. Rockers bowiem sądziła, że właściwie wszyscy zmieszczą się spokojnie w jednym worku, za wyjątkiem tych jednostek, które wyróżniały się w sposób niewiarygodny - i tak, ona też siebie uznawała za kogoś, kto się wyróżnia. Może nawet była jedyna? Właśnie taka arogancka była, taka pewna. Ale... jeśli wolał trzymać się tego swojego podziału to zdecydowanie wliczała się do tych, którzy zagryzą, rozszarpią dane istnienie na strzępy, powoli i bez litości.
Popełniła i co z tego? Był jak ścierwo, wyglądał i zachowywał się tak, myśląc, że ktoś - a dokładnie ona - zrozumie ten jego bełkot i ruszy z uśmiechem by mu pomóc. Pojawił się znikąd i liczył, że dostosuje się do jego zasad - był albo naiwny i głupi albo zwyczajnie niepełnosprawny umysłowo. Poprawiła swoją czarną szatę z drobnymi czerwonymi zdobieniami, czekając aż ten obskurny bezdomny się uspokoi. Nie interesowali ją gapie, już nie, w obliczu tego zielonego światła. Na to zwróciła uwagę i jej różdżka automatycznie została wymierzona w tors mężczyzny.
- Na twoim miejscu bym uważała na swoje słowa i czyny, włóczęgo - wyszeptała cicho i chłodno, zapominając na chwilę o tym, że to 'coś' mówiło po francusku. Ludzie ruszyli przed siebie, gdy tylko różdżka nieznajomego została schowana, a pożar zniknął. Nadal było brudno na ulicy i ktoś głośno się skarżył, że należałoby to posprzątać, ale nikt za bardzo z tym nic nie robił; pewnie czekano na odpowiednie służby sprzątające. Uniosła brew na wyraz jego twarzy i groźby. Oho! Jednak potrafił mówić po angielsku!
Chyba go zdrowo pojebało, że jej groził, ale cóż, nie zamierzała na razie dać mu tego do zrozumienia. Przynajmniej nie na widoku, choć mało brakowało a wybuchnęłaby śmiechem.
Zabawny robaczek.
Oczywiście, że go nie znała, mało uwagi poświęcała otoczeniu, jeśli nie miała takiej potrzeby, a taka potrzeba występowała bardzo rzadko, może raz na pół roku. Wieku też nie zamierzała zgadywać, wystarczyło jej tylko to jak wyglądał i śmierdział. Pewnie zignorowałaby jego słowa i zaproszenie do ciemnego zaułku, gdyby nie to, że miał różdżkę i to całkiem sprawną, co było dość nietypowe jak na zwykłego pana Jacka z Pokątnej, co próbuje ci wcisnąć stare, zaropiałe mandragory. Poza tym nie mogła się doczekać by go wyśmiać i wcisnąć mu jakieś zgniłe warzywo w usta by w końcu się zamknął. Przynajmniej przestał mówić do niej po francusku. Bez pośpiechu, nie mając zamiaru chować różdżki, poszła za nim, aż znalazła się w mrocznej uliczce, gdzie często po zmroku można było spotkać ćpunów z Nokturnu. Oparła się jedną ręką o kamienną ścianę, patrząc na niego beznamiętnie.
- Mów o co chodzi, dziadzie.



   

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: 17 lipca 1978 // Wypadek przy pracy - Greg Avery & Caroline Rockers   

Powrót do góry Go down
 
17 lipca 1978 // Wypadek przy pracy - Greg Avery & Caroline Rockers
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Lista obecności w pracy
» Numerologia
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Recepcja
» Pole biwakowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Rzeczy Znalezione :: Wspomnienia
 :: Myślodsiewnia
-