Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Łaźnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
avatar
avatar


PisanieTemat: Łaźnia   Nie Lis 05, 2017 11:18 pm

First topic message reminder :

TU POJAWI SIĘ SUPS FOTO
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Pią Lis 24, 2017 1:37 am

Adair przybył albo to kojący dotyk ciepłej wody uspokoił moje ciało. Wynurzyłem się kilkukrotnie, by zaraz znów tonąć w odmętach domowej wanny. Słabe miejsce, by ujrzeć prawdziwy mrok toni, by jej dotykać, być przez nią otoczonym, ale to się działo. Nie potrzebna była nam tu toń, by mrok podążał za mną krok w krok. Nie potrzebowałem tego, bo ział mi swoim oddechem po karku i uśmiechał się, kiedy w końcu zmuszał mnie do wydobycia z siebie bestii. Strach, krew i ból – tyle wystarczyło, by zaspokoić jego głód, by być bliżej wybawienia. Obaj otrzymywaliśmy profity. On podwójne, bo z każdym kolejnym popełnionym morderstwem zatracałem cząstkę siebie. Mogłem się do tego nie przyznawać, ale tak właśnie było.
Nie drżałem na myśl, iż kiedyś będę zabijał dla własnej uciechy. Nie drżałem, że mogłem chcieć zabić Velle. Myśl o tym, że gdzieś tam pałętała się moja niedoszła ofiara, nie sprawiała mi już bólu. W tej chwili czułem się wyprany z emocji i jedynie logika – choć pewnie podświadomie również i troska – podpowiadała mi, że Velle długo nie wracała z ubraniami.
- VELLE?! – zawołałem donośnym głosem, bo nie miałem pojęcia, w której części domu się znajdowała. Może miał mnie usłyszeć Paskudnik i wezwać do Pana swą Panią? Nieistotne. Istotne, że pragnąłem, aby stanęła w drzwiach ona, nie zaś jacyś aurorowie czy inne zbiry.
- VELLE? – ponowiłem. Bardziej delikatnie, aczkolwiek równie głośno. Patrzyłem na ścianę naprzeciwko, ale nie miałem jej faktury w swoich myślach. Nasłuchiwałem kroków, trzaskania posadzki, strzelającej teleportacji skrzata. Czegokolwiek, co mogłoby mi zdradzić, kto i gdzie. Powoli też zacząłem wstawać, chcąc wziąć do ręki różdżkę swojej żony, ale okazało się, że jej nie było. Musiałem nie zauważyć, kiedy ją zabiera na dół… Cóż, w razie czego były również naturalne metody spuszczania wpierdolu czy też dokonywania mordu.
Wyśliznąłem się z wanny i złapałem za jeden z większych ręczników. Poboczny obserwator nie wiedział, czy biorę go do wytarcia ciała, czy też do podduszania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Pon Lis 27, 2017 9:34 am

W głowie Velle zaczynał się tworzyć zarys planu. Planu, który na daną chwilę wydawał jej się sensowny i dzięki któremu mieli szansę wyjść z całej tej sytuacji z twarzą. A motywacją do myślenia, do ułożenia tego wszystkiego było to, że miała jeszcze inny plan w głowie. Ten pierwotny, dotyczący przebiegu dnia. Plan, który się posypał w chwili, gdy Bernard wrócił do domu z niezbyt dobrą informacją. Velle była jednak na tyle zdeterminowana, że miała zamiar rozwiązać problem, który się pojawił na drodze, a potem wrócić do realizacji tego, co cały czas siedziało jej w głowie, choć na kilka długich chwil zostało odsunięte na bok i przyćmione przez co innego. Przecież to tylko chwilowa komplikacja. Znalazła rozwiązanie dla niej, więc nie musiała się tym już martwić, mogła się skupić na tym, co dla niej było ważniejsze.
Ale i tak siedziała przy stole jeszcze przez jakiś czas, nie chcąc wracać do łazienki. W kieszeni szlafroka znalazła szczotkę, rozczesała włosy i choć ręce wyraźnie jej z początku drżały, w końcu je uspokoiła. Drgnęła jedynie wtedy, gdy usłyszała głos Bernarda. Wyrwało jej się westchnienie, bo to oznaczało, że będzie musiała wrócić do niego, aby go uspokoić, choć jej samej z trudem się to udało. No ale miała mu przynieść czyste ubranie, tak przecież powiedziała. Poza tym, wiedziała, ze jeśli nie wróci, to Bernard się zmartwi. Nie tym, że nie ma się w co ubrać, bo to było najmniejszym problemem, raczej tym, że coś stało się Velle, że już ktoś wpadł do domu, że coś jej zrobili. Sama zareagowałaby podobnie, też by się zmartwiła, gdyby długo nie wracał, jeśli powiedział, że wróci. Od razu wyobraziłaby sobie koszmarne scenariusze.
Nie mogła więc mu tego zrobić, nie mogła go stresować w taki sposób i nawet jeśli nie miała ochoty, musiała wrócić do łazienki. Poszła, gdy tylko usłyszała ponowne wołanie. Ubrań ostatecznie zapomniała, zostały na stole w kuchni, bo Velle myślała już o tym, w jaki sposób przekazać wszystko Bernardowi, jak wyjaśnić mu to, co powstało w jej głowie.
- Spokojnie, już jestem – powiedziała łagodnie, stając w drzwiach. Najpierw musiała wybadać, w jakim był stanie. Czy nadal jeszcze lekko panikował, czy zaczął myśleć racjonalne, czy może po prostu odezwało się to drugie wcielenie.- Wiem, jak to rozwiązać – poinformowała, niespiesznie przesuwając wzrokiem po całej postaci męża. Uśmiechnęła się bezwiednie, zadowolona z tego, co widzi.- Chodź do mnie – dopowiedziała jeszcze. Zaskakująco cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Wto Lis 28, 2017 11:25 pm

Oczekiwałem tak, póki nie usłyszałem zbliżających się kroków i nie ujrzałem Velle w wejściu. Odetchnąłem, ale nie tak do końca. Brakowało mi czegoś w tym obrazku i uświadomiłem sobie, czego ten brak dotyczył, kiedy zacząłem się wycierać. Velle nie miała ze sobą moich ubrań, co zaraz powiązałem z komplikacjami, przez co z kolei jej słowa jakoś bezwiednie zeszły na inny plan.
- A ubranie? Wszystko w porządku? – zapytałem, dając tych kilka kroków jej kierunku i patrząc też gdzieś za jej plecy, jak gdybym miał zamiar ujrzeć tam jakiegoś wroga. Nowego czy starego… Jakiegokolwiek. Nikt jednak tam nie stał, zaś moja żona wydawała się być spokojna, a nawet zadowolona, widząc moje nagie ciało. No, szkoda tylko, że nie czas na małżeńskie igraszki. Owszem, jeszcze chwilę temu miałem się ochotę z nią kochać, ale… wysyłała mi jakieś sprzeczne informacje. Postanowiłem później zaprzątać sobie nimi głowę, teraz zaś wziąć się do roboty i załatwić to, co powinienem.
Złożyłem jedynie krótki pocałunek na jej wargach, bo nie potrafiłem sobie go odmówić. Zacząłem się wycierać, rzucając jej przelotne spojrzenie, kiedy zapytałem:
- Co chciałaś mi przekazać? I nie rozumiem, co sobie myślisz, zakazując mi zabijania… Kochanie, wiesz bardzo dobrze, jaka jest stawka, prawda? Ale ty się nie martw. Zadbam o ciebie i twoje bezpieczeństwo – stwierdziłem, na moment dotykając policzka pani Collard, po czym kontynuowałem swoje sprawy przed sprawami, czyli to całe ścieranie z siebie wody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Sro Lis 29, 2017 3:47 pm

-Ubranie? – odwróciła się automatycznie, patrząc za siebie, ale przecież nikogo tam nie było, nikt ich nie naszedł z zaskoczenia, nic się nie działo, a Velle… Nie była niespokojna dlatego, że coś się stało, tylko tak po prostu. Może zwyczajnie była lekko rozkojarzona.- Przygotowałam… Ale zapomniałam – wyjaśniła.- Zostawiłam na stole. Ale różdżkę znalazłam. – to ostatnie miało być względnie dobrą informacją, najbardziej pozytywną w tym wszystkich, choć to tylko takie szczęście w nieszczęściu.- Nie zabraniam ci zabijania! – trochę się oburzyła, nie urywajmy. Pomijając fakt, że ogólnie brzmiało to absurdalnie, bo to nie było nic w rodzaju „nie powinieneś jeść tego i tamtego, wiesz, że ci szkodzi” albo „nie możesz wyjść tego i tego dnia, przecież zaplanowaliśmy co innego”. To były takie małe zakazy, ale poza tym przecież nie była jego matką, aby mu czegokolwiek zabraniać. Samo zdanie jednak zawierające w sobie słowo „zabijanie” brzmiało naprawdę dziwnie.- Sugeruję, abyś to odłożył na kiedy indziej – dodała spokojniej.- Jeśli chcesz to teraz dokończyć, to sprowadzisz na nas tylko więcej kłopotów. A ja już wiem, jak to rozwiązać i wyjść z tego z twarzą. Jak sprawić, że nie będziesz winny. Poczekasz trochę, a potem… Potem do tego wrócisz – nie potrafiła powiedzieć „a potem kogoś zabijesz”. Ani tym bardziej nie potrafiła powiedzieć „a potem zabijesz”, mając na myśli Alyssę. Nie wiedziała jednak, jak odwlec Bernarda od tego pomysłu, jak sprawić, żeby znalazł sobie inną ofiarę, najlepiej obcą i nic nieznaczącą. Nie tylko nieznaczącą dla niego, ale też dla innych, której śmierć nikogo nie obejdzie. Tacy ludzie też istnieli, nawet jeśli świadomość tego nie była miła. Ale lepiej zabijać takich niż sprawiać przykrość komuś, komu zależy na danej ofierze. – W tej kwestii sama umiem o siebie zadbać – burknęła jeszcze, jakby była nagle rozzłoszczona, bo jej wjechał na ambicję czy coś w tym rodzaju.
Nie chciała się kłócić, na pewno tego nie chciała, na pewno nie w takiej sytuacji jak ta, kiedy powinni się wspierać, a do tego Velle mimo wszystko chciała doprowadzić do tego, o czym myślała od rana. Ale poczuła tę lekką irytację. Choć może to i dobrze, idealny spokój był nudny, a lekka złość wzbudzała mocniejsze, bardziej żarliwe emocje.
- Zawiń się i chodź po to ubranie może – to również była sugestia, na pewno nie rozkaz, choć powiedziała to takim tonem, jakby sprzeciwienie się temu czymś groziło.
Cofnęła się też od razu, aby swoimi czynami również zasugerować, że powinien pójść za nią do kuchni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Pią Gru 01, 2017 1:15 am

Nie rozumiałem za bardzo wcześniejszego zachowania Velle, a te aktualne jedynie sprawiało, że miałem coraz większy mętlik w głowie odnośnie tego, co mówiła, robiła i ogólnie. Nie rozumiałem, jak mogła być taka spokojna, jak mogła mieć plan uniewinniający, skoro były dowody. Niepodważalne. Oczywiście, obwiniały one mnie. Kogo by innego?
Dobrze przynajmniej, że nie bulwersowała się za bardzo odnośnie zabijania. Choć nie chciałem jej zawodzić, i tak miałem robić swoje. Polować na ludzi wtedy, kiedy to czułem. To tak naprawdę nie były moje działania, tylko los pchał mnie w tym kierunku, ku zabijanie nieczystych i oczyszczaniu swojej krwi.
- Vee, jakie masz rozwiązanie? Ona wie o mnie. Widziała mnie i ma moją różdżkę – pragnąłem jej przypomnieć, już nie topiąc się w przerażaniu i chaosie, ale spokojnie i w miarę dosadnie. Nie na tyle, by wyczuła pretensjonalizm w moim głosie, a może bardziej jakąś nutkę zniecierpliwienia.
Wiem, wiem. Umiesz o siebie zadbać, ale też sam… Dobrze wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej. Najlepiej będzie, jeśli to dokończę, zanim zgłosi to niechcianym osobom. Wtedy już będziesz MUSIAŁA uciec. Obiecaj mi to – rzuciłem do niej, patrząc przy tym prosto w oczy. Zawiązałem wcześniej ręcznik na swoim biodrach, dlatego teraz czule dotknąłem jej ramienia. – Jeśli po mnie przyjdą, uciekniesz. Paskudnik ci pomoże. Weźmiesz wszystkie oszczędności i znikniesz – odparłem pewny tego. Inaczej nie mogło być, nie mogła mi się przeciwstawiać w tak istotnej kwestii, gdyż nie zniósłbym myśli, iż gnije w Azkabanie z mojego powodu. Nigdy, przenigdy.
- I chodźmy – powtórzyłem na koniec, by przerzucić ją sobie przez ramię i tak znieść na dół. Nie mogłem nie, skoro poważny temat, ona taka tyranka, rzucająca mi rozkazy na prawo i lewo… Spójrz na drzwi, wyjdź przez nie, idź na dół, ubierz się i tak dalej. Odstawiłem ją dopiero w kuchni, zastanawiając się przez chwilę, jakim cudem znalazły się tu moje ubrania, czego szukała tu Velle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Nie Gru 03, 2017 8:25 pm

Istniała pewna niedokładność w rozumowaniu Bernarda. I Velle skupiła się na tej nieścisłości, upatrując w niej szansy na uniewinnienie. Bo dowody, owszem, były. Ale dowody na Adaira Nightmare’a, przecież się przedstawił. Nie na Bernarda Collarda. A już samo to powinno wzbudzić czujność i podejrzliwość. Nie wiadomo było, kim jest Adair Nightmare. Tak więc całą winę można było zrzucić na niego. I tak nikt go nie znajdzie, bo przecież w rzeczywistości nie istniał.
- Widziała ciebie, ale przedstawiłeś się jako Adair. Wystarczy powiedzieć, że to on jest winien. Że zabrał ci różdżkę, napadł, cokolwiek. Że chciał zrzucić winę na kogoś innego tak samo, jak m zrzucamy ją teraz na niego – mówiła o tym drugim wcieleniu, jakby był istniejąca, żywą osobą.- Więc dobrze. Jeśli po ciebie przyjdą, to ja ucieknę. Obiecuję – skoro chciał, to obiecała. Nic takiego jednak nie miało się stać, więc po prostu nie będzie musiała owej obietnicy spełniać, bo nie zaistnieją okoliczności, przez które byłaby zobowiązana wykonać to, co obiecała.- Ale nie przyjdą. My pójdziemy do nich – zapewne w uszach Bernarda brzmiało to absurdalnie. Ale Velle mówiła pewnie, zdecydowanym tonem i naprawdę wierzyła w to, że coś takiego się uda.- Zgłosimy napaść, kradzież różdżki… - Velle też wyciągnęła rękę, chcąc palcami musnąć policzek męża, jakby to miało jej pomóc w przekonaniu go do tego całego planu, bo przecież trochę czułych gestów nie zaszkodzi, ale nie zdążyła tego zrobić. Pisnęła tylko cicho, zdecydowanie zaskoczona tym, co Bernarda zrobił, a potem się zaśmiała. Mogła się zaśmiać, bo trochę jej ulżyło. Miała plan, był dobry jej zdaniem i wyczuła jakąś niemą akceptację ze strony męża. Może za bardzo się pospieszyła, może za szybko uznała, że się zgodzi, ale skoro nie protestował, skoro nie powiedział, że chyba upadła na głowę, to nie mogło być tak źle, może jeszcze da się go przekonać tak całkowicie, że też nie będzie miał wątpliwości.
- Uda się – powiedziała jeszcze zaskakująco pewnie, gdy byli już w kuchni. Tym razem szybciej uniosła rękę, musnęła palcami nie tylko policzek Bernarda, ale też szyję, a dłoń ostatecznie ułożyła na jego karku, nakłaniając w ten sposób by się przybliżył, choć przecież i tak stali już blisko siebie. Nie zamierzała pozwolić, aby się teraz ubrał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Sro Gru 06, 2017 12:23 am

Cieszyłem się, że Velle odpuściła w związku z ucieczką z tego miejsca. Co prawda, pragnąłem, by zrobiła to już kilkanaście grubych minut temu, jednakże uznałem to za swego rodzaju znośny kompromis… Powiedzmy. Znając ją, miała zrobić coś naprawdę nieodpowiedzialnego. Ona miała to do siebie, że cholernie mnie kochała i była do mnie przywiązana. Podobnie miałem ja, więc mniej więcej wiedziałem, czego mogłem się spodziewać. Ech, Velle…
Może nim ruszę na tę wstrętną smagliczkę, wpierw porozmawiam z Andrew? Poproszę o przysługę. Mogłem na niego liczyć w sprawach biznesowych, jak i przyjacielskich, więc raczej z porwaniem mojej żony, by zapewnić jej bezpieczeństwo, raczej nie będzie miał problemu. Nie musiał też znać szczegółów zaistnienia takiej sytuacji i pewnie nie będzie chciał ich znać. Tak było bezpieczniej.
Jej pomysł z początku zrodził we mnie nadzieję, ale… miał wady. Był nimi obsypany niczym ser dziurami. Każdy kolejny krok po schodach na dół jedynie bardziej mnie w tym upewniał. Nie mogłem zmienić tego, co już postanowiłem. Owszem, to wrabianie może mogło wypalić, ale nie mieliśmy żadnego dowodu…
Pocałowałem ją, choć to ona raczej pocałowała mnie. Staliśmy już w kuchni, staliśmy blisko siebie, dlatego też odruchowo położyłem swoje dłonie na jej plecach, kiedy pochylałem się nad nią. Gładziłem jej miękką skórę, za każdym razem podziwiając jej delikatność, niemalże chłonąłem ją, jakby była mi narkotykiem. Niestety, musiałem znów być brutalem niszczącym to wszystko.
- Kochanie… Ale to nie był Adair, to ja, mam to w głowie i nie mamy żadnego dowodu przeciwko niemu. Ktoś oskarża mnie, a ja oskarżam kogoś wymyślonego, kogo nikt nie widział? Albo kogo widziała jedynie moja żona? Nie brzmi wiarygodnie – wyszeptałem do niej delikatnie, nie wypuszczając z objęcia. – Spieprzyłem i jakoś to naprawię… Będzie dobrze – dodałem niezbyt przekonywująco. Prawda była taka, że pewny byłem jedynie tego, iż wkroczę na teren tej całej Marjorie Meadowes i nie odpuszczę, póki nie padnie. Jeśli ja padnę z nią – trudno, jeśli ktoś mi przeszkodzi, zabiję ich i wykończę ją choćby ostatkiem sił. Oczywiście, nie mogłem zapomnieć o mojej małej Velle… Jednak nie mogłem padać, bo to wmieszałoby ją we wszystko, we wszystkie te morderstwa zapisane w mojej różdżce, w moich wspomnieniach. Musiałem wrócić i kochać ją do końca życia, jak taką księżniczkę kochać przystało.
- Potem wrócę i będę cię kochał do końca życia… tak, jak taką księżniczkę kochać przystaje – powtórzyłem głośno swoje myśli, bardziej pewniejszy i zakochany w jej osobie. – Dostanę jeszcze jednego całusa? – zapytałem, obdarzając ją lekkim uśmiechem, lekkim, ale mającym w sobie wiele ciepłych uczuć. Kto by pomyślał, że te same wargi potrafią się wykrzywiać w parszywym uśmiechu zadowolenia z dokonywanego morderstwa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Sob Gru 09, 2017 1:39 pm

- Ktoś jednak go widział. Sam powiedziałeś, że nie podałeś prawdziwego imienia, że przedstawiłeś się jako Adair – zauważyła.- To mógł być każdy, mógł nawet wyglądać jak ty, wystarczyłoby wyrwać ci kępkę włosów przy okazji zabierania różdżki – taki przebieg zdarzeń był wiarygodny, gdyby się go odpowiednio przedstawiło, to ludzie z Ministerstwa bez trudu powinni uwierzyć. Szukaliby potem kogoś, kto nie istnieje, a Bernard, jako częściowa ofiara, byłby poza podejrzeniami.
Ale najwyraźniej Velle będzie musiała napracować się trochę bardziej nad przekonaniem go niż zazwyczaj. W obecnej chwili jednak chciała to odłożyć, odwrócić uwagę Barnarda, bo może jak na jakiś czas o tym zapomni, to potem spojrzy na wszystko świeższym okiem, z trochę innej perspektywy. Już przestała się obawiać tego, że zaraz ktoś wpadnie do domu i że go zabiorą. Jeśli do tej pory tego nie zrobili…
Rozplątała więc niedbale zawiązany wcześniej sznurek od szlafroka, żeby następnie można go było rozchylić. Uśmiechnęła się lekko, co było wywołane myślami dotyczącymi tego, co zaraz miało nastąpić. Użycie określenia „księżniczka” trochę ją zdziwiło, jednak nie pojawiło się żadne fałszywie skromne zaprzeczanie, bo to by zepsuło wagę tego stwierdzenia. Nie była żadną księżniczką, ani trochę, ale gdyby powiedziała cokolwiek na ten temat, to i nastrój by się zmienił. O ile w ogóle zaistniał w miarę dobry nastrój.
- Mam nadzieję, że „do końca życia” będzie trwało długo – powiedziała cicho, sięgając w tym samym momencie po dłoń Bernarda, by przesunąć ją z własnych pleców przez biodro na brzuch i troszkę niżej.- Nie tylko jednego, więcej – zamruczała jeszcze, sięgając jego ust. Myślała o tym, że w sumie sytuacja całkiem dobrze się na daną chwilę ułożyła i że oboje będą zadowoleni z tego, co się działo. Velle już czuła lekkie mrowienie w różnych miejscach na ciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Pon Gru 11, 2017 11:19 pm

+ 18

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Wto Gru 12, 2017 11:09 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Pon Gru 25, 2017 1:04 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Łaźnia   Nie Sty 07, 2018 9:56 pm


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Łaźnia   

Powrót do góry Go down
 
Łaźnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Wielka Brytania i Irlandia :: Mieszkania i posiadłości :: Posiadłości dużych rodzin :: Posiadłość Collardów-
Skocz do: