Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Velle Collard

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Velle Collard
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Velle Collard    Pią Lis 03, 2017 7:22 pm



Imię i nazwisko: Velle Francesca Collard z d. Prewett
Imiona i nazwiska rodziców: Helena Francine Prewett (czysta krew), ojciec nieznany (mugol)
Data urodzenia: 13 grudnia 1956r.
Miejsce zamieszkania: Bexley, Bourne Rd, posiadłość
Status majątkowy: bogaty
Czystość krwi:  półkrwi
Była szkoła: Hogwart (Hufflepuff)
Różdżka:  hikora, łza cerbera, 10 i 3/4 cala, giętka

Wzrost: 157 cm
Waga: 48 kg
Kolor włosów: rudoblond
Kolor oczu: niebieskie

Praca: badacz w Świętym Mungu w laboratorium do spraw genetycznych modyfikacji magicznych - od roku. Wcześniej staż, po którym miała zostać uzdrowicielem, ale... Velle nie jest w stanie leczyć ludzi.

Bogin: Przybiera formę Velle pozostawionej całkowicie samej, bez pomocy z żadnej strony, z krwią cieknącą po udach, co oznacza, że traci dziecko, o którym tak bardzo marzyła.

Amortencja: Nuta naftaliny i wspomnienie zatęchłego swetra babci to coś, co przywoływało spokój i pozwalało zasnąć w poczuciu bezpieczeństwa. Rumianek przemieszany z fiołkami stojącymi zawsze w rzędzie na kuchennym parapecie zagraconego, rodzinnego domu. Duszący kurz ze strychu i korzenne ciasteczka, trochę bardziej ulubione niż czekoladowe babeczki.
Przede wszystkim jednak tym, co wywołuje lekką ekscytację, zalewa serce spokojem i nieokreślonym uczuciem, które zwykle nazywa się tak banalnie, jest woń białej szałwii połączonej z wilgocią obecną w szklarni i odrobiną potu, gdy odgarnia się z czoła posklejane, ciemne kosmyki.

Widok z Ain Eingarp: Przed lustrem stoi sama. W lustrze roi się od ludzi. Wypływa z niego szczęście, mnóstwo pozytywnych uczuć na czele z szeroko pojętą czułością skierowaną w przeważającej mierze do małego zawiniątka, które Velle trzyma w ramionach. Spod kocyka wystaje kosmyk ciemnych włosów, sekundę później zostaje odgarnięty przez pomarszczoną, starą rękę. Babcia żyje już ponad sto lat i najprawdopodobniej pożyje kolejne sto. Matka się śmieje, jest tak samo beztroska, jak była zawsze. Lekko zaokrąglony brzuszek zdradza, że kolejne ciemnowłose, podobne do ojca maleństwo jest w drodze. Obejmuje ją ręka wysokiej postaci stojącej tuż za nią, a ten gest sprawia, że zalewa ją od środka ciepło, spokój i lekka ekscytacja wynikająca z gorącego uczucia, którym darzy tę osobę.
Jest gotowa bronić tego widoku. Bronić za wszelką cenę. I zniszczyć wszystko, co temu zagrozi.

Podsumowanie posiadanej wiedzy i umiejętności: W udziale przypadło jej to szczęście, że nigdy nie musiała ślęczeć nad grubymi tomiszczami, by cokolwiek weszło jej do głowy. Przyswajała informacje nadzwyczaj szybko (z czego matka i babka najprawdopodobniej nie były zadowolone - dzieci najprędzej łapią to, co złe) i od zawsze lubiła czytać. Chyba właśnie to dużo je ułatwiało.
Nigdy nie była dobra z historii magii, uznając, że do niczego nie jest jej to potrzebne,skoro nie znała nawet historii własnej rodziny (a przynajmniej nie tej prawdziwej). Nie interesowało ją mugoloznawstwo, bo więcej o tym dowiadywała się w domu niż w szkole. Magiczne zwierzęta przed nią nie uciekały, ale też się nie garnęły, więc nie można powiedzieć, że szło jej wybitnie. Starożytne runy ją fascynowały, ale nie uważała ich za przydatne. Podobnie z numerologią, ale ta była przynajmniej łatwa. Poza tym, wszyscy wokół uważali wróżbiarstwo za bzdurę, a Velle, jakby na przekór, brnęła w to, w pewnym momencie analizując nawet każdy swój sen. Może to tylko jej wyobraźnia, a może rzeczywiście miewała przebłyski jasnowidzenia. Z zielarstwem sobie radziła na poziomie trochę wyższym niż przeciętny, podobnie z eliksirami, którymi zainteresowała się bardziej dopiero wraz z upływem czasu. To, co szło jej w szkole najlepiej, to zaklęcia i transmutacja.
A na miotle nie potrafi nawet prosto siedzieć.
Dopiero po skończeniu szkoły uświadomiono jej, jak wiele niebezpieczeństw na nią czyha i że warto umieć się bronić, wtedy też zaczęła się do tego przykładać. Wcześniej uznawała to za zbędne, bo co mogło je grozić? Ano właśnie bardzo dużo.
Prócz tego, ma w sobie bardzo dużo opanowania. Niełatwo ją zdenerwować, z reguły zachowuje spokój. W kryzysowych sytuacjach analizuje wszystko w głowie z zimną krwią, szuka rozwiązania, a kiedy w głowie ma już ułożony plan, przechodzi w tryb dowodzenia. A kiedy ktoś się jej opiera, kiedy ktoś nie chce jej posłuchać... Wtedy Velle wybucha. Zdarza się to jednak bardzo rzadko, bo posiada przedziwną i niesprecyzowaną umiejętność wpływania na ludzi. Wystarczą jej do tego tylko słowa. Świetnie kłamie, jest w stanie wmówić drugiej osobie dosłownie wszystko, sprawić, że jej uwierzy, a przy tym nie sposób zarzucić jej kłamstwa. Z łatwością wchodzi w wybraną rolę i jest w tym tak przekonująca, że trudno nie uwierzyć w to, co mówi.
Jedyną jej słabością są marzenia. Wytrwale dąży do szczęścia, ma w głowie jakąś swoją dziwną wizję, wyobrażenie szczęśliwego życia i pozbędzie się wszystkiego, co stanie jej na drodze. Zniszczy każdą przeszkodę. Najpierw próbuje rozwiązać problem, bo tak robią dobrzy ludzie, a jeśli to nie wychodzi, chce zlikwidować wszystko, co zagraża jej szczęściu. I co zagraża najważniejszej osobie w jej życiu.
Jest do bólu lojalna, okropnie uparta, wytrwała i ma lekko wadliwe sumienie. Lekko, bo przymyka oko na niektóre złe rzeczy, ale ogólnie ma dobre serce.

Przykładowy post:
Pamięta to, jakby było wczoraj. Jakby wrzuciła to wspomnienie do myślodsiewni i oglądała je regularnie co tydzień. A minęło dziesięć lat. Dziesięć.
I te dziesięć lat temu nie wiedziała, ze tamto durne marzenie dwunastoletniej dziewczynki kiedykolwiek się ziści. Siedziała wtedy przecież przy długim stole pełnym Puchonów wraz ze swoim rocznikiem. Tylko dwie koleżanki z dormitorium wiedziała, o co chodzi, dlaczego wpatruje się takim maślanym wzrokiem akurat w miejsce, gdzie siedziała szósta klasa. Ale oni byli starsi, niemalże dorośli. Nikt z szóstego roku nie pokusiłby się o to, by normalnie porozmawiać z dziewczynką z drugiego roku. Zwłaszcza z dziewczynką ze szkaradnymi, rudymi warkoczami, której brakowało jeszcze wtedy odwagi, by te warkocze rozplątać, bo przecież mama jej w szkole nie widziała, nie miała jak sprawdzić, czy córka aby na pewno ma zaplecione włosy. Tak właściwie nawet nigdy nie kazała Velle zaplatać włosów codziennie, jakoś tak samo się utarło, a ona tego nie zmieniała, bo tak było wygodniej… Wpadła w błędne koło i nawet jej do głowy nie przyszło, że komuś jednak mógłby się podobać, skoro jej samej się nie podobały.
A jednak. Jednak amatorzy rudych warkoczy istnieli. Z reguły jednak przekonywali się o tym dopiero potem, bo interesowanie się dwunastoletnimi dziewczynkami jest jednak nieco dziwne.
Velle nie uważała tego za dziwne. Uważała to za ekscytujące. Bo oto ktoś, kto wydawał się tak odległy, kto siedział z tymi starszymi, kto po prostu był w tamtym momencie taki… fascynujący, taki mądry, taki uprzejmy i dojrzały jednak zwrócił na nią uwagę. I wyobrażała sobie wtedy nie wiadomo co, pozwoliła fantazji popłynąć, dorabiała sobie w głowie historię… Analizowała w głowie każdą sytuację, każde wypowiedziane zdanie, każdą sekundę spotkania, każde spojrzenie… Nie wpadłaby na to, że to po prostu chęć bycia miłym i chęć pomocy lekko wystraszonej i wtedy jeszcze kompletnie niepewnej siebie dwunastolatce. Że w najlepszym wypadku są to odczucia typowe dla starszego brata.
Nie wiedziała wtedy jeszcze, że młodsze siostry zwykle kradną serce bardziej niż jakakolwiek inna kobieta później. I że czas zadziała na jej korzyść.
Rok później wyglądało to podobnie. Przy każdym śniadaniu wlepiała spojrzenie w drugi koniec stołu, teraz już w siódmą klasę, szukając ciemnych włosów i okularów na nosie. Oczy miała błyszczące, wyraz twarzy ckliwy, a uśmiech zawsze promienny. I to wszystko razem sprawiało, że wyglądała całkiem ładnie. Ale i tak była jeszcze małolatą, zwykłą trzynastolatką. Serducho dudniło jej przy każdej rozmowie, a przypadkowe muśnięcie dłoni sprawiało, że niemalże było gotowe wyskoczyć z piersi.
A kolejny rok później już nie było na kogo patrzeć. A Velle miała trzy lata na to, by wyleczyć swoje dziecięco-dziewczęce serduszko…
…Które i tak zareagowało w taki sam sposób, kiedy zobaczyła znajomą postać na szpitalnym korytarzu. Ale wtedy nie była już „tylko dziewczynką” i nie miała tych okropnych warkoczy.
A teraz? Teraz nadal jest tak samo. Przy kuchennym stole w rutynowej sytuacji czuje się tak, jak dziesięć lat wcześniej w Wielkiej Sali. Tylko że widok ma trochę bliżej. Serduszko bije jej tak samo mocno, nieznacznie przyspiesza, gdy spojrzenie niebieskich oczu kieruje się właśnie na nią, a w tych oczach widzi to samo, co widać w jej własnych. Ma ochotę wyciągnąć rękę, odgarnąć ciemne włosy z czoła, a potrafi powiedzieć jedynie jakieś głupiutkie „placek mi nie wyszedł”, jakby najważniejszą rzeczą na świecie było zrobienie dobrego wrażenia za pomocą właśnie dyniowego placka. I nadal niekiedy czerwieni się jak małolata.

[/b][/b]


Ostatnio zmieniony przez Velle Collard dnia Wto Lis 07, 2017 10:39 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Velle Collard    Sro Lis 08, 2017 1:19 am


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Velle Collard
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -