Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Highgate Cemetery

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Highgate Cemetery   Czw Paź 12, 2017 8:11 pm

First topic message reminder :

Położony w mugolskiej części Londynu, cmentarz funkcjonował pomiędzy 1839 a 1975 rokiem, kiedy to zamknięto go z powodu wyjątkowo złego stanu technicznego. Odwiedzanie tego miejsca jest nadal możliwe, tak samo jak dbanie o groby zmarłych, jednak pochówki zostały tymczasowo wstrzymane.
Ze względu na dosyć dobrą lokalizację tego miejsca, krążą pogłoski o planach likwidacji nekropolii, jak i stworzenia terenów rekreacyjnych na jej miejscu, aczkolwiek plotki te nie zostały dotychczas potwierdzone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Bernard Collard
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Highgate Cemetery   Nie Paź 29, 2017 2:40 am

Kwestia mojej czystości była dla mnie tematem bardzo wrażliwym. Jeśli nie popadałem w obłęd przez wspomnienie o niej, to oddawałem się nostalgii i nadziei na lepsze jutro. Właściwie, każdy dzień był takim dniem wiary, każda popełniona zbrodnia krokiem do przodu, zaś ramiona mojej kobiety chwilowym odetchnięciem od tego koszmaru.
Tak też teraz stałem wśród pomników, ściskając Alyssę za ramię, ale myślami odlatując już gdzieś w inne miejsce i inny czas. Do tego momentu, kiedy stałem przed ojcem, gotowy go poznać i może nawet dać mu szansę na odpokutowanie jego grzechów, tylko że on… on nie chciał tego uczynić. Ani mu się to śniło! Powiedział mi nawet coś podobnego, zanosząc się wstrętnym śmiechem. Kpił ze mnie w najlepsze, kiedy ja całe życie byłem bękartem, kiedy całe życie wychowywałem się bez ojca i też całe to posrane życie nosiłem w sobie jego krew! O zgrozo!, największą namiastkę mojej czystości, największą szansę na odkupienie… Brzydziłem się tego, że powinienem być względem niego za to wdzięczny. Nie dałem mu tej satysfakcji, podobnie jak nie pozwoliłem, by dalej się ze mnie śmiał.
A teraz? Miałem wrażenie, że dzieje się cos podobnego. Osoba, którą gotów byłem podejrzewać o to, co najlepsze, nie zaś to, co najgorsze… Osoba, którą było mi w jakimś stopniu żal pozbawiać życia… Osoba Alyssy, mojego kwiatuszka, którego chciałem sadzić w swoim ogrodzie… Ona kpiła sobie ze mnie. Stała i śmiała się prosto w moją twarz jak przed laty mój ojciec. Nie szanowała mnie. Cofałem wszelkie zdanie, jakie o niej miałem. Przeklinałem ją na wskroś i pragnąłem posłać do piekła, jeśli w nie wierzyła.
- Jednak do siebie pasujecie – stwierdziłem z obrzydzeniem, pociągając ją za ramię. Pchnąłem ją właściwie w złości na jeden z pomników. Nie wiem, co pragnąłem tym osiągnąć, ale nie myślałem za bardzo. Nie mogłem uwierzyć w to, że ona mnie nie zrozumiała. Tak bardzo się pomyliłem w ocenie jej osoby… Pokładałem w niej… sam nie wiem co, ale coś pokładałem. To prysło. Czułem wściekłość. Zalewała mnie całego. Nie mogłem oddychać dusiłem się, zaś przed oczami widziałem ten moment, kiedy z mojej różdżki umykało to zielone światło w kierunku ojca. Nie planowałem tego… Teraz również pragnąłem coś zrobić, jednakże chyba coś bardziej przyziemnego, ugh, mugolskiego. Zamiast wymacać różdżkę w kieszeni, ja postąpiłem do przodu, by dorwać tę dziewuchę, złapać za ramiona i uderzać o pomnik, póki nie wyda ostatniego tchu. Dokładnie to pragnąłem uczynić…


_________________
My Sweet Velle,
Walking on the line ten stories high
Say you'll still be by my side...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Meadowes
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Highgate Cemetery   Nie Paź 29, 2017 12:38 pm

Nie chciała go prowokować. Naprawdę usiłowała tego nie robić, pragnąc spróbować doprowadzić do wyzwolenia jego potencjalnego gadulstwa albo czegoś w tym rodzaju. Sama nie wiedziała, na co dokładnie liczyła, jednak jeśli istniała dla niej jakaś większa szansa na wyzwolenie, tkwiła ona nie w rozwiązaniach siłowych, a w rozproszeniu. Sama droga pod górę nieco nadszarpnęła fizyczne możliwości Alyssy, a spanikowanie zrobiło całą resztę. Nie potrafiła wyrwać się oprawcy, zaś jej próby uderzenia w czułe punkty na jego ciele spełzły na niczym. Być może nie miał mięśni jak ze stali, ale z pewnością nie był też pierwszym z brzegu człowiekiem. Nie, sposób, w jaki ją trzymał, jak skutecznie zamroczył jej umysł i sprawił, że zgodziła się na pozostanie z nim sam na sam...
To wszystko doprowadziło Meadowes do zastanowienia. Z pewnością wiele z jego sukcesu leżało po stronie jej własnej naiwności, jednakże musiał być w pewien sposób wyrachowany. Z pewnością nie chodziło tu o banalne wstanie rano i stwierdzenie, iż nadeszła idealna pora na to, by kogoś zabić. Musiał być przygotowany, nie mógł tego robić po raz pierwszy. Ona też niechybnie nie była dla niego pierwsza. Zabił kogoś przed nią, być może wiele osób, wiedziała to. Nie musiała nawet zadawać mu podobnego pytania, bowiem dostrzegała to w jego oczach. Ten błysk, samozadowolenie...
- Ile osób...? - Wyszeptała, nie zastanawiając się zbytnio nad urywkami zdań, które opuszczały jej usta. - Przede mną... Ile osób? - Być może to miało go rozjuszyć, jednak z opowieści znajomych aurorów wiedziała, iż znaczna część zwyrodnialców naprawdę lubiła rozgadywać się na temat swoich ofiar. Ten mężczyzna wyglądał jej na kogoś takiego, choć już wcześniej oceniła go przecież błędnie. Teraz także mogła się mylić, jednakże słowa już padły. Nie mogła ich cofnąć, mimowolnie jakby kurcząc się w sobie.
Oczekiwanie na ruch ze strony bruneta doprowadzało ją do jeszcze mocniejszych zawrotów głowy. Gdy zatem dlaczego wreszcie zostało rozwinięte, a ona tym samym uzyskała odpowiedź... Była już w stanie podobnym do tego, w jakim znajdowali się ludzie po zjechaniu z naprawdę stromej i pełnej zakrętów kolejki górskiej. Z tym, iż przeciętny rollercoaster nie był w stu procentach morderczy. Ona tymczasem stała tuż przed kimś, kto był nastawiony na zabijanie, a sposób, w jaki o tym mówił...
Wzbudził w niej nie tylko gniew, poczucie wręcz niesamowitej wściekłości, lecz także przemożną chęć roześmiania się. Sama nie wiedziała, kiedy jej się poddała, zaczynając niekontrolowanie chichotać. I to właśnie ją pogrążyło. Wystarczyło jedno krótkie spojrzenie prosto na twarz oprawcy, aby śmiech zamarł na ustach Alyssy, która dokładnie w tym samym momencie uświadomiła sobie własny błąd. Jeśli wcześniej była w fatalnym położeniu, obecnie było jeszcze gorzej.
Choć nie zrozumiała wypowiedzi bruneta, nie spytała go o sens tych słów, bowiem mężczyzna najwyraźniej nie zamierzał już z nią rozmawiać. Zaledwie kilka sekund później poczuła kolejne mocne szarpnięcie za ramię, niekontrolowanie lecąc na jeden z nagrobków. Odruchowo wyciągnęła dłonie za siebie, odbijając się rękami od płyty nagrobnej i pozostawiając na niej czerwone smugi. Krew... Szorstki materiał, z którego został zbudowany pomnik, częściowo pozadzierał jej skórę na śródręczach. Piekący ból nie był jednak tak zły, jak mogłoby się zdawać. Sprawił bowiem, iż adrenalina zaczęła buzować w żyłach dziewczyny, która wreszcie mogła sięgnąć po różdżkę, odskakując wcześniej za nagrobek.
- Drętwota! - Wrzasnęła, celując w agresora. W tym momencie nie liczyło się nic więcej. Chciała tylko pozbawić go szans na dalszy atak, a tak się składało, iż było to jedyne zaklęcie, jakie przyszło jej na myśl. Nigdy nie była dobra z zaklęć ofensywnych, jednak miała nadzieję, że tym razem miało to wystarczyć.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bernard Collard
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Highgate Cemetery   Nie Paź 29, 2017 2:26 pm

Ile osób? Nie wiedziałem, nie miałem pojęcia. Po prostu były, potem ich nie było, ale nie mogło być ich znowu zbyt wiele. Zdecydowanie jeszcze za mało, niewystarczająco, bym mógł poczuć się oczyszczony. Obawiałem się, że nigdy nie osiągnę tego stanu. A może to całe oczyszczenie było tylko uczuciem przejściowym, tą ulotną chwilą, kiedy stałem, bądź klęczałem, nad ofiarą i wpatrywałem się w nią. Z początku wyzwolony i zadowolony, by powoli przechodzić w stan wycieńczenia, rezygnacji i żałoby nad swym własnym życiem.
Nieistotne, ile osób. Istotne, że kolejną była ona. Kwiat-trucizna. Zalewała moją duszę zawodem i wściekłością. Nie mogłem znieść tego, że mnie nie rozumiała. Nie wiem, po co niby miałaby mnie rozumieć, ale najwyraźniej to właśnie to, czego w tej chwili było mi potrzeba.
- Ile osób? Wystarczająco! Byś zniknęła w tłumie! – zawarczałem, ruszywszy w jej kierunku. Nie potrafiłem w tej chwili myśleć racjonalnie. Nie potrafiłem przywołać do siebie stanu spokojnej tafli czegoś tam. Ja płonąłem! Oto przed wami rozgrywał się kolejny – i to ostatni! - akt danse macabre. Nie można było tego przeoczyć.
Zrobiłem krok, wlepiając w nią wściekłe spojrzenie – pierwszy ruch partnera. Potem ona odepchnęła się od płyty, jak gdyby była prima baleriną, której niestraszne wszelkie złe warunki. Ona po prostu sunęła, stapiając się wraz z wiatrem… Ja zaś? Oniemiałem, patrząc na pozostawione przez nią czerwone smugi. Zastanowiło mnie, czy po oczyszczeniu swojej własnej krwi, zdolny byłbym z tego zrezygnować… Pozbawianie życia takich osób jak Alyssa Meadowes było czymś niewyobrażalnie przyjemnym. Nie mógłbym z tego zrezygnować.
Kolejny mój krok… bardziej pewny i bardziej nieostrożny. Chwila zamotania wystarczyła, by moje kolejne spojrzenie na nią okazało się spotkaniem nie z jej oczami, tylko z jej różdżką. Nie spodziewałem się tego. Zaklęcie uderzyło we mnie, zaś ja upadłem na znajdujący się za mną nagrobek.

_________________
My Sweet Velle,
Walking on the line ten stories high
Say you'll still be by my side...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Meadowes
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Highgate Cemetery   Nie Paź 29, 2017 3:22 pm

O losie!, Meadowes nienawidziła sytuacji, w których ktokolwiek na nią wrzeszczał i to właśnie ta myśl przepłynęła przez głowę blondynki, gdy dziewczyna usłyszała warkot ciemnowłosego. Na usta cisnęła jej się wyjątkowo ostra - zwłaszcza jak na nią - odpowiedź, jednak słowa, które Alyssa pragnęła z siebie wyrzucić, nigdy nie padły. To nie miałoby najmniejszego sensu, ponieważ zwyrodnialec zyskałyby wyłącznie dodatkowy czas na atak. Na to zaś nie zamierzała mu pozwolić. Ani w tym, ani w kolejnym życiu. Doprowadził ją do stanu, w którym nie miała wyjścia. Musiała zaatakować, robiąc to prawie odruchowo - czego sama się po sobie nie spodziewała, prawdę mówiąc - i... Skutecznie...
Nie przyglądała się nagrobkowi, nie oceniała strat, nie myślała o tym, co ciężar ciała mężczyzny mógł zrobić z tak starą i kruchą płytą nagrobną. Prawdę mówiąc, nie byłaby zła, gdyby przy okazji zarwała się pod nim ziemia, ponieważ Aly miałaby wtedy znacznie większe szanse na względnie normalną ucieczkę, którą przecież i tak planowała. Tak czy siak, nie zwróciła jednak uwagi na szczegóły tego, co stało się z brunetem. W jednej chwili uderzyła w niego zaklęciem, w drugiej chwytając jeszcze dosyć ciężki szklany znicz - ten sam, który kilka tygodni temu sama przyniosła na cmentarz, stawiając go na ziemi przy pomniku - i nim także ciskając w agresora. Chciała uderzyć go w twarz, choć niesamowicie drżały jej przy tym dłonie, przez co nie celowała zbyt dokładnie. Ostatecznie trafienie w jakikolwiek punkt na ciele zwyrodnialca miało dać jej jeszcze krótką chwilę, której potrzebowała, by rzucić kolejne zaklęcie.
- Accio! - Celując w różdżkę mężczyzny, która wypadła z jego kieszeni tuż po tym, jak dostał Drętwotą, przywołała ją do siebie, mocno zaciskając palce na drewnianym trzonku. To wystarczyło, by poczuła się chociaż trochę pewniejsza, pozbawiając go możliwości korzystania z zaklęć. Cóż, o ile nie był w stanie używać magii bezróżdżkowej. Tego nie chciała jednak sprawdzać - choć istniały naprawdę nikłe szanse, że delikwent miał taki dar - zamierzając jak najszybciej zmyć się z cmentarza.
Była posiadaczem nie jednej, a dwóch różdżek, aczkolwiek nadal nie widziała się w bezpośredniej walce z tym zwyrodnialcem. Tym razem nie miała też nic przeciwko teleportacji, woląc zaryzykować pojawieniem się tuż przed nosem jakiegoś mugola, niżeli biec pomiędzy ciasno ustawionymi płytami nagrobnymi. Zapewne wywróciłaby się podczas zbiegania w dół, potykając o coś, czego nie zauważyłaby w stresie, zaś to mogłoby doprowadzić do ponownej konfrontacji z mężczyzną, którego odporności na zaklęcia nie znała. Niektórzy leżeli sparaliżowani przez pół godziny, jednak z doświadczenia wiedziała, iż istnieli także tacy, którym wystarczyło dziesięć czy piętnaście minut.
Wciąż nie wiedziała, od czego dokładnie to zależało - choć ostatnie badania w laboratorium rzuciły na to potencjalny cień światła, być może wskazując na jakąś obecność genów olbrzymów; a tak się składało, że bydlak był wysoki i potężny - i nie zamierzała badać tego w ten sposób. Jeszcze przez kilka sekund stojąc w miejscu - jak gdyby nadal była sparaliżowana strachem, co nie byłoby wielkim kłamstwem - z obiema różdżkami w dłoniach, spojrzała na leżącego bruneta, po czym teleportowała się z charakterystycznym trzaskiem. Być może w takim stanie nie powinna prowadzić samochodu, jednak adrenalina wciąż buzowała w jej żyłach na tyle, by dziewczyna zignorowała poobdzierane śródręcza i zranione nadgarstki, ignorując także ból ramienia i z piskiem opon ruszając spod cmentarza.
Potrzebowała czasu, by dokładnie uświadomić sobie, co tak właściwie miało miejsce...

[z/t]

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bernard Collard
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Highgate Cemetery   Nie Paź 29, 2017 9:23 pm

Z początku towarzyszył mi stan dezorientacji. Powód mojej aktualnej pozycji pozostawał zagadką, póki ból głowy spowodowany oszołomieniem zaklęciem, a także ten pleców od uderzenia o nierówny nagrobek, nie uświadomił mi, co się stało i co się miało stać. Spanikowałem.
Alyssa! Musiałem ją dorwać! Jeśli tego nie zrobię, byłem spalony. Jeśli tego nie zrobię, to, co kochałem, miało zostać zaprzepaszczone, zesłane do Azkabanu, zrujnowane i pogrążone w żałobnej ciszy w tęsknocie za świetnością. Moja żona zostałaby zamknięta wraz ze mną w więzieniu za współudział, Andrew nie pociągnąłby opieki nad moimi ogrodami – zarosłyby i zostały zapomniane, zaś on sam? Pewnie by sobie poradził ostatecznie, aczkolwiek miałby znacznie trudniej. Ponadto ja i Azkaban? Ojciec zapewne śmiałby się w swoim grobie!
Zerwałem się na równe nogi, pomimo ostrego bólu w dole pleców. Zaraz tego pożałowałem, gdyż pociemniało mi przed oczami i gdyby nie najbliższy krzyż, pewnie bym runął na ziemię. Pomrugałem trochę powiekami, pokręciłem głową… i wtedy się spostrzegłem się, że nie mam różdżki. Rozejrzałem się wokół za obecnością dziewczyny, ale nie widziałem jej w zasięgu swojego wzroku. Jedynym dowodem na to, że odwiedziła to miejsce, były pozostawione przez nią narzędzia.
Zakląłem paskudnie pod nosem i rzuciłem się do poszukiwania swojej różdżki. Nie podejrzewałem jej o to, ale najwyraźniej musiała ją zabrać ze sobą… Posiadała coś, co należało do mnie, znała moją twarz i wiedziała, że lubię ogrodnictwo. Zakląłem więc ponownie i ruszyłem w kierunku bramy, mając nadzieję, że dorwę ją jeszcze gdzieś po drodze do jej samochodu. Nigdzie jej jednak nie było… Ogłupiałem. Zrobiłem coś naprawdę... cholernie nieodpowiedzialnego.
Postanowiłem czym prędzej wrócić do domu, by ostrzec swoją małżonkę, potem zaś niezwłocznie wybrać się na polowanie.

| koniec sesji konkursowej
| z/t

_________________
My Sweet Velle,
Walking on the line ten stories high
Say you'll still be by my side...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Highgate Cemetery   

Powrót do góry Go down
 
Highgate Cemetery
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Londyn-