Share
Go down

Żółta kamienica - mieszkanie Alice Hughes

on Sro Paź 11, 2017 3:03 pm
First topic message reminder :




W powietrzu unosił się zapach wilgoci zmieszany z kurzem, co raczej nie było żadną niespodzianką. Kamienica wyglądała bowiem na starą i w niewypowiedziany sposób zaniedbaną, jakby każdy, najmniejszy jej detal, z pomocą upływu czasu, stał się już jakąś naturalną pułapką dla wszelkich niechcianych gości. Jakby ta starość i zniszczenie były tutaj specjalnie, na swoim miejscu i bezsłownie manifestując wszelkie dziwactwa, jakich można się było tutaj spodziewać.

Ezechiel Yaxley


Jeśli tylko pokona się pierwsze odstręczające wrażenie i nie skręci się karku na drewnianych, starych schodach, których poręczy lepiej nie dotykać, na samej górze można trafić na małe (i jedyne na tym piętrze zajęte) mieszkanie. Choć będąc integralną częścią tej - wystarczająco starej, by zostać uznaną za ruderę i zbyt zaniedbanej, żeby panujący wewnątrz klimat uznać za zabytkowy - kamienicy, również poddało się upływowi czasu i nasiąknęło atmosferą zniszczenia, trudno zaprzeczyć, że prezentuje się o wiele lepiej niż reszta budynku.
Ustawione pod ścianą, wiecznie nierozpakowane pudła, usłana książkami podłoga, puste łóżko i zawalający środek, stojący przodem do niczego olbrzymi fotel, a nawet wisząca w kącie umywalka, w której często przesiaduje ropucha - wszystko to sprawia, że po pierwszym szoku, to połatane serwetkami mieszkanko potrafi wzbudzić całkiem ciepłe odczucia.
A gdyby ktoś jeszcze był ciekaw, to skrzypiąca podłoga jest ciemna, chropowate ściany pomalowano zaś na biało.
Toaleta znajduje się na korytarzu!

Re: Żółta kamienica - mieszkanie Alice Hughes

on Wto Sty 16, 2018 9:48 pm
Trochę jak we Wrzeszczącej Chacie… - jego myśli błąkały się po pustym, trącącym stęchlizną korytarzu. W sumie to nawet panował tu względny porządek, chociaż James bardziej podejrzewał, że to przez te walące się schody i odpadającą balustradę żaden pijaczek się tu nie zapuścił, a nie przez to, że ktoś… tu urzęduje. Nie spodziewał się żywej duszy, tym bardziej duszy tu mieszkającej… bo w takich miejscach… w takich miejscach kręciły się tylko pijaki, zbiry, wilkołaki i… i Pottery.
Tak więc, całkowicie spokojny i pewny, że w tym azylu beznadziejności jest zupełnie sam, (bo pijaki, zbiry i wilkołaki to bardziej wieczorową porą) ruszył na przestrzał korytarzem, omiatając spojrzeniem wyblakłe, złuszczone ściany, sufit zdecydowanie grożący zawaleniem i kończąc na lekko uchylonych drzwiach. Trzeszcząca podłoga, czy tez inne dźwięki, ot, skowyt walącego się powoli domu, skutecznie zagłuszyły mu jakiekolwiek oznaki czyjegoś, poza nim, bytowania. I już miał pchnąć butem przyrdzewiałe w zawiasach drzwi, wkroczyć do tego pustego, jak mniemał, mieszkania, może walnąć się na moment w starym, zakurzonym fotelu, wypalić fajeczkę, pożalić się nad sobą i ruszyć dalej, tak, już miał to zrobić… jednak ktoś go skutecznie uprzedził.
Drzwi otworzyły się na oścież, wręcz wystrzeliły, bo słowo ‘otworzyły’ ma w sobie zbyt mało ekspresji, a to co się tam wydarzyło wręcz nią ociekało. Potter aż poczuł wiatr na swej twarzy, a jego ręka automatycznie wykonała ten charakterystyczny gest którym zwalniała różdżkę z rękawa, by ta po chwili mogła znaleźć się w jego dłoni. Uniósł ją do góry chcąc rzucić… sam w sumie nie wiedział co, ale co by to nie było, i tak nie było dane mu tego zrobić, albowiem w momencie w którym pojawiła się przed nim drobna niewiasta z ogromną patelnią uniesioną na wysokość jego głowy, powietrze znajdujące się pomiędzy nim, a wspomnianą niewiastą przeciął… gumiasty, różowy pejcz, który chwycił jego różdżkę i wyrwał mu ją w ułamku mili sekundy, po czym pociągnął gdzieś w okolice, jak się później okazało, umywalki.
A następnie nastała cisza. Długa, przejmująca cisza, tak gęsta, że nawet mucha, która przed chwilą cudem uniknęła śmierci przez niesamowity przypadek, zawisła w powietrzu gapiąc się to na swego wybawiciela, to na dziewczę, które chwilę wcześniej wydało na nią wyrok śmierci.
- Ali…CE?! – wychrypiał Potter, ale jego pełne niedowierzania, retoryczne pytanie zostało urwane przez patelnie, która niespodziewanie postanowiła sama przepuścić atak i wypadając z rąk właścicielki, zwaliła się wprost na stopę Jamesa. Zakończył więc, pół krzykiem, pół… ciężko powiedzieć czym, i zgiął się do swej obolałej nogi, przy okazji zauważając ulotkę która przykleiła mu się wcześniej do buta.
Parc du Flamboiement zaprasza! – tyle zdołał zarejestrować odrywając kartkę i z braku pomysłu, wcisnął ją do kieszeni. Miał teraz zgoła inną zagwozdkę. Ignorując ból w stopie, wyprostował się i znowu z wielkim niedowierzaniem zaczął wpatrywać się w pannę Hughes. Bo to była ona, prawda? Czy już do reszty sfiksował?
- Co ty tu… - zawiesił się, a jego spojrzenie przetaksowało ją od samej góry do samego dołu jakby dalej nie wierzył, że to właśnie ona przed nim stoi - Dlaczego masz jedną skarpetkę? – sklecił w końcu pytanie, bo chociaż totalnie nie miał pojęcia co ona w ogóle tutaj robiła, (nie, za nic w świecie nie brał nawet pod uwagę, że tu mieszkała), to widok jej w jednej pomarańczowej skarpecie wywołał totalna awarię w jego mózgu.


Re: Żółta kamienica - mieszkanie Alice Hughes

on Sro Sty 17, 2018 2:53 pm
Ona to jednak działała na mężczyzn... Pewnie dlatego na samą górę, przynajmniej jak na razie, żadne pijaki, zbiry i wilkołaki nie przychodziły. Najwyraźniej jednak Pottery wymykały się ogólnie przyjętym schematom, rządzącym tym podejrzanym półświatkiem. I kiedy tak panienka Hughes, z bardzo głupią miną przyglądała się na zmianę to Jamesowi, to żabie, która okazała się być żabą obronną, to wierzcie mi lub nie, ale chyba już by wolała zobaczyć na swoim progu wilkołaka. Wtedy przynajmniej wiedziałby co zrobić, a może nie tyle wpadłaby na jakiś brawurowy pomysł, co zwyczajnie w świecie wiedziałby, że wypadałoby zrobić  c o k o l w i e k... A tak? Stała. I dalej patrzyła, jak były gryfon kuli się do swojej obolałej nogi, a patelnia pozostawia ślad na drewnianej, przeżartej przez korniki podłodze. Ciekawe czy by jej to potrącili z kaucji...
W końcu jednak nie tyle otrząsnęła się ze zdziwienia, co jej puls po prostu się uspokoił i pozwolił organizmowi reagować w normalny sposób. Hughes wyciągnęła rękę, jednak zamiast przywitać się z chłopakiem czy chociażby posprzątać, sięgnęła nią po ropuchę, która z całego tego zajścia zdawała się rozumieć najwięcej. Przygarnęła ją do piersi w na wpół obronnym geście, przy okazji też wyciągając jej z buzi magicznego patyka. Zamiast jednak oddać go właścicielowi, zacisnęła na nim mocniej swoje własne palce. Chyba niezbyt przepadała za niespodziankami... A już na pewno nie lubiła ich, kiedy bladej buzi nie osłaniało żadne zaklęcie, wilgotna koszulka lepiła jej się do ciała i w ogóle to nie miała żadnej pewności, że gdzieś między brązowymi pasemkami nie zaplątały jej się jakieś resztki sałaty, których nie zdążyła jeszcze wyczesać. Mimo to spojrzała na niespodziewanego gościa nieco przytomniejszym wzrokiem. Choć włosy Jamesa sterczały jak zwykle we wszystkie strony, to cała reszta prezentowała się zdecydowanie mniej godnie, niż na szkolnych korytarzach. Właściwie, to Potter wyglądał jak ostatnia łajza, a Alice gotowa byłaby się założyć, że jego głos będzie zachrypnięty, nawet jeśli by się nie odezwał ani słowem. Panicz Rogacz nie miał jednak zamiaru milczeć, więc - zaskoczona jego słowami - spuściła głowę. No tak, zapomniała o nieszczęsnej skarpetce.
– Karmiłam żabę..? - ni to zapytała, ni to stwierdziła, jakby w jakiejkolwiek formie to zdanie mogło zostać uznane za satysfakcjonującą odpowiedź, a jej głos, o dziwo, również był zachrypnięty. Chrząknęła więc cicho, a na dowód, iż szok dalej plątał się po jej umyśle wystarczyło wspomnieć, że nawet nie przysłoniła przy tym ust ani nie odwróciła głowy. To zrobiła dopiero po chwili, a raczej kilkunastu kolejnych, wypełnionych ciszą sekundach. Ale za to z jaką werwą! Ciągle jeszcze dziecinna twarz, zaczęła obracać się we wszystkie strony, kiedy Hughes usiłowała dojrzeć cokolwiek za plecami tego, może jeszcze nie klocowatego, ale zdecydowanie przewyższającego ją wzrostem, jegomościa. W końcu jednak zarzuciła ten zamiar, a łapę zarzuciła na jego kurtkę, czy tam mówiąc dokładniej, przednią jej część. Zacisnęła pięść na materiale i wciągnęła Jamesa do mieszkania, w tym samym czasie wykonując patelnię na zewnątrz i zatrzaskując drzwi. Taka była zwinna.
– Ktoś cię goni? - spytała, z cieniem strachu w oczach i mocniej przytuliła do siebie ropuchę. Nie, za nic w świecie nie brała nawet pod uwagę, że zjawił się tu przypadkowo. Tego, że wziął jej dom za odpowiednik Wrzeszczącej Chaty też nie.



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...

Re: Żółta kamienica - mieszkanie Alice Hughes

on Czw Sty 18, 2018 11:01 pm
Wszystkie tryby w głowie Pottera zwariowały, każdy próbował kręcić się w swoją stronę i pewnie gdyby nie bzycząca mucha i trzeszczenie Wrzeszczącej Kamienicy, dałoby się usłyszeć zgrzytanie wydobywające się z jego kudłatej łepetyny. Nie mógł poskładać w całość coraz to nowych faktów, a sama Alice również nie spieszyła z wyjaśnieniami. Tak więc, ogłupiały, ze stoickim spokojem przyjął, że rozbroiła go ropucha pozostawiając na jego różdżce ciągnący się śluz, po czym przyglądał się jak Hughes zaciska na niej swoje poranione palce. Skąd te rany? A te dziwne umiejętności żaby? Przełknął ślinę z nutką niepokoju nabierając podejrzeń. Coś tu było nie tak...
W potarganych włosach Alice nie dostrzegł żadnego nowego ekosystemu, a wilgotna koszulka wydawała mu się wręcz atrakcyjna, zresztą, to samo co do włosów, ale że miał takie fetysze a nie inne to nie tajemnica. Poza tym, był tylko prostym samcem, to stwierdzenie powinno wszystko wyjaśnić. I chociaż brak jednej skarpety również podciągnąłby pod kategorię atrakcyjne to w zaistniałych okolicznościach wydało mu się wręcz niepokojące, a jej poranione dłonie tylko podsycały to uczucie.
- Och… - odparł na wieść, że była puchonka karmi ropuchy skarpetkami i zamrugał dalej tkwiąc w tym dziwnym zawieszeniu gdzieś pomiędzy zdrowiem, a chorobą psychiczną – Widzę… że drewno też lubi - dodał znowu spoglądając na swoją różdżkę. Nie obraziłby się jakby mu ją oddała, a przynajmniej gdyby ją odłożyła zamiast ściskać tak bojowo.
Wydawać by się mogło, że sytuacja była już wystarczająco dziwna, ale w tym momencie Alice nagle zaczęła jak szalona wyglądać za Pottera, na co ten jedynie również zerknął za siebie, po czym gwałtownie wciągnęła go do środka, potraktowała z kopa patelnię (a dobrze jej tak!) i zatrzasnęła drzwi. James w tym całym zamieszaniu potknął się o własne nogi i prawie wyrżnął glebę, na szczęście jednak zatrzymał się na fotelu i o tym, że coś nie tak było z jego równowagą zakomunikował jedynie rumor przetaczającego się po plecaku szkła.
- Hę? – przejechał sobie dłonią po włosach, a w oczach miał istny beton – Nie, nikt mnie… - przestrach w jej spojrzeniu jednak dał mu do myślenia, coś tam błysnęło mu pod kopułą, czy tez zadzwoniło, ciężko powiedzieć co gorsze – Alice… Ktoś cię śledzi? Czy… - rozejrzał się po pomieszczeniu, a mnogość jej rzeczy wydała mu się jeszcze bardziej podejrzana – Ktoś cię tu przetrzymuje?! – tak! To dlatego tak zachłannie strzegła jego różdżki! Pewnie jej została jej odebrana! Bo kto zagląda do tak obskurnej kamienicy? Nikt! (No... Nie licząc zbirów, wilkołaków i... ale to nie ważne.) Było to świetne miejsce na więzienie! Niby pod nosem wszystkich, ale zarazem tak niedostępne! Zapewne jakimś zaklęciem ten zwyrodnialec więzi ją na najwyższym pietrze, ale James miał różdżkę, z pewnością coś wymyślą... – Ja cię stąd wyciągnę! – rzucił heroicznie – Bierz tylko najpotrzebniejsze rzeczy! - dodał, jeszcze raz omiatając spojrzeniem pokój.
I zabrał się do akcji. Ściągnął plecak, wysypał całe szkło tam gdzie stał i rzucił jej pusty by miała w co wrzucić swoje szpargały, a sam niczym Sherlock Holmes najpierw zerknął przez okno, by po upewnieniu się, że na zewnątrz nie ma żadnych podejrzanych typów, ruszyć znowu w stronę korytarza.


Re: Żółta kamienica - mieszkanie Alice Hughes

on Pon Sty 22, 2018 4:15 pm
To w sumie zabawne (a może przerażające?) jak  wielki kontrast był między tym co w środku, a tym co z zewnątrz. Bo trybiki w głowie Alice też pracowały jak oszalałe, i naprawdę mało brakowało, żeby z uszu poszła jej para. A przecież beton w jej oczach w niczym nie ustępował temu prezentowanemu przez Jamesa...
– E. Tak? – odpowiedziała tylko na wzmiankę o wielbiącej drewno żabie i wydawać by się mogło, że z jej uchylonych ust popłynie zaraz stróżka śliny. W tej samej sekundzie, mózg dziewczyny tworzył dziesiątki scenariuszy, od powitania Pottera z otwartymi ramionami po ucieczkę przez okno, ale jakoś tak... Żadna z tych myśli nie potrafiła wprost sformułować się w tej zaskoczonej łepetynie. Pociąg na linii podświadomość - świadomość najwyraźniej wpadł na jakiegoś jelenia i pierdzielnął w krzaczory.
Widok jelenia Pottera, który pierdzielnął w jej fotel, też nie wzbudził w niej specjalnych emocji. Wszystkie tak cenione przez Puchonów przysłowia, jak "gość w dom, garnek wody do rosołu" czy "gość w dom, chowaj sztućce" musiały poczekać na realizację. Bo co jeśli faktycznie coś się stało, jeśli w ślad za gryfonem miały zaraz wpaść jej do domu jakieś poczwary, albo – broń Marlinie! – Black? Aż spięła wszystkie mięśnie w oczekiwaniu na jakiekolwiek wyjaśnienia z jego strony...
I się nie doczekała.
– MNIE? – spytała, a na czole pojawiła jej się zmarszczka. Ha! Pierwszą oznakę myślenia odnotowano. – Ja nie wiem, ja... – zaczęła, spuszczając z tonu z każdym słowem. No bo przecież chyba nikt jej nie śledził, nie? Ale skoro nie, to skąd James wiedział gdzie jej szukać? Zerknęła na niego podejrzliwie, kiedy tak rozglądał się po jej pałacu. Dopiero teraz też skojarzyła, że ciągle trzyma w dłoni jego różdżkę. Powoli opuściła rękę wzdłuż ciała, nie chcąc zwracać jego uwagi na ten drobny szczegół, skoro być może o nim zapomniał. Kiedy pociągnęła kilka razy nosem, chyba nawet zrozumiała dlaczego. I chociaż powoli już wracała do normalności, a buzująca w żyłach krew nakazywała jej zachować zdwojoną czujność, to kolejne słowa chłopaka znów wprowadziły ją z równowagi. Jej mózg wykonał cztery salta i dwa fikołki, a oczy zapomniały o mruganiu.
– James, co ty właściwie... – zaczęła, jednak wypowiedziane bardzo cicho słowa nie miały szans w starciu z gotowym na odegranie bohatera Gryfonem. Sparaliżowana słuchała jego słów usiłując połączyć wątki w jakąś logiczną całość, a kiedy wysypał jej na środek mieszkania te wszystkie skorupy, po prostu mrugnęła. Raz. Drugi. Trzeci... Czwarty...
Przechwyciła rzucony w nią plecak i obróciła się szybko na pięcie.
– JAMES, STÓJ. JA NIGDZIE NIE IDĘ. – krzyknęła i rzuciła plecak w kierunku jego rozczochranego łba. – Ja tu mieszkam, łosiu. – Dodała jeszcze, na wypadek gdyby miał jej zaraz wyskoczyć z jakimś syndromem sztokholmskim. Ewidentnie kogoś tu popierdzieliło.
Może nawet ją, bo kiedy tak latała wzrokiem od tych skorup na ziemi do niedoszłego wybawcy, nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu. Coś bardzo mocno ciągnęło kąciki jej ust w górę nawet wbrew jej woli, więc stanowczym ruchem odłożyła różdżkę chłopaka na jedno z pudeł i odwróciła się od niego plecami.
– Chcesz herbaty? – spytała, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że żadnej herbaty w domu nie ma. Ale to chyba tak przyjmowało się gości, nie?



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...

Re: Żółta kamienica - mieszkanie Alice Hughes

on Pon Sty 22, 2018 10:07 pm
Żaba żywiąca się drewnem i skarpetami.
Ok.
Zwyczajnie przyjął to do wiadomości, w końcu… są różne żaby, co nie? Specem w tej dziedzinie był żadnym, a sam kota Erin karmił głównie Czekoladowymi Żabami (wszędzie te żaby!), więc… Może trochę zdziwił go ten fakt, ale nie na tyle by się jakoś nad tym roztrwaniać i poddawać to pod jakąkolwiek wątpliwość.
Przełknął jakoś tę wieść i zaczął rozglądać się po skromnym pokoju do którego został wręcz zaciągnięty przez panienkę Alice. Prócz olbrzymiego fotela rozwalonego na samym środku, z którym zdążył się już przywitać w niezbyt przyjemnych okolicznościach i umywalki będącej basztą zasiedloną przez żabę obronną, znajdowało się tam jeszcze łóżko, po którego zauważeniu James łypnął tylko podejrzliwie okiem na Hughes oraz masa pudeł i książek.
- I… żabę! – coś mu zgrzytało w tej całej historii, ale w tym całym amoku w którym się właśnie znajdował dalej wydawała mu się najbardziej prawdopodobna– Nie wiesz?! Merlinie, Alice! To pewnie Obliviate… - podrapał się w zamyśleniu po głowie, Remus coś na to zaradzi, zdecydowanie – Nic się nie martw, wszystko będzie dobrze! – superbohater Potta rusza do akcji!
Wyjrzał przez szparę w drzwiach na korytarz i już miał odwrócić się do Alice by nawrzucać jej, że nie ma że nie idzie, że bierze tą swoją żabę pod pachę i spadają stąd nim ten porywacz tu się zjawi, ale gdy tylko otworzył swą paszczę, uderzył w nią jego własny plecak, przy okazji zarzucając mu się zwinnie na głowę, a gdy już spowiła go ciemność, echo panujące w tym brudnym, z resztkami wina i szkła, plecaku powtórzyło mu kilka razy Ja tu mieszkam, łosiu.
Sterczał tak przez chwilę, z czarnym workiem zarzuconym na głowę i… No sterczał, nic więcej, gdyż jego mózg znowu miał awarię, a restart chwilę trwał. Gdy już co nieco zaskoczyło, a trwało to dobrych kilka sekund, zerwał sobie ten plecak z głowy i z oczami wychodzącymi z orbit, a już na pewno zza okularów, odparł – Ale jak to… mieszkasz?
Cóż… Wiele by to tłumaczyło.
- Och… - bąknął jeszcze, a gdy dostrzegł jej uśmieszek, jeżeli było to możliwe, to na jego bladych policzkach pojawił się rumieniec.
Rozejrzał się jeszcze raz, niby znowu zdezorientowany, ale jego organizm chyba przedawkował ten stan na dziś i teraz był o wiele spokojniejszy. Opadł na fotel i utkwił swój wzrok w kilku serwetkach przyklejonych do ściany. Może i kamienica z zewnątrz wyglądała na ruderę, a po schodach nie dało się przejść bez żadnej wywrotki (to stwierdzenie trochę koloryzował, bo pewnie gdyby był w pełni trzeźwy to kto wie, kto wie…), ale w tym samym pokoiku było całkiem przytulnie, a chociaż sam nie wyobrażał sobie, że da się mieszkać w tak skromnych warunkach, to przecież nie oznaczało, że nie jest to możliwe, czyż nie?
- Tak z w ł a s n e j woli tu mieszkasz? – wolał się upewnić – Nikt cię tu nie przetrzymuje? Możesz wychodzić i… w ogóle…? – chyba nie wziął pod uwagę, że swoim zachowaniem mógł ją trochę obrazić. Ot, bogaty dzieciak, przylazł nieproszony i jeszcze tak wrzuca jej mieszkaniu, ale James zwyczajnie nie myślał o takich rzeczach, robił wszystko pod wpływem impulsu, a myślenie… jak za nim wyrabiało to czasami mu coś podpowiadało, jak nie… to oszczędzało mu dręczenia się konsekwencjami i robiło mu z mózgu papkę.
- Poproszę – odparł trzymając się fotela jak ostatniej deski ratunku. Prócz wina nie miał dziś nic innego w ustach, no może prócz fajek, ale to się nie liczy, może by mu ta herbata dobrze zrobiła? Oczywiście, gdyby właścicielka tej rezydencji takową posiadała…

Edit:
Jak wiecie, Alice żadnej herbaty nie posiadała. Jednak w zawziętym jej poszukiwaniu w tym jakże skromnym pomieszczeniu okazało się, że panienka Hughes dysponuje sporym asortymentem zdecydowanie mocniejszych od herbaty trunków. Czymś gościa trzeba było poczęstować, więc zamiast kubka aromatycznych parzonych liści podała mu tenże kubek napełniony po brzegi bursztynowym rumem. James, dalej w lekkim szoku i zdezorientowaniu, wychylił kubeczek bez większego zastanowienia i dopiero gdy płyn spłynął mu po gardzieli paląc niczym żywy ogień, zdał sobie sprawę, że to raczej nie był herbaciany wrzątek...
Urżnął się dość szybko, a że Alice z natury była gościnna, urżnęła się razem z nim. I nawet ulotka z fantastycznym parkiem rozrywki którą James w pewnym momencie znalazł przylepioną do swego buta i która to miała być czymś więcej niż tylko zwykła ulotką, nie wyciągnęła ich z tego przytulnego, pozlepianego jedynie na serwetki, mieszkanka.
James opuścił te skromne, ale jakże gościnne, progi, dopiero późnego południa dnia następnego, gdy obudził się na podłodze, gdzieś w okolicach umywalki, z żabą panny Alice śpiącą mu na brzuchu.

[z/t] dla obojga


Sponsored content

Re: Żółta kamienica - mieszkanie Alice Hughes

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach