Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Myrtle Ivory Flint

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Myrtle Flint
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Myrtle Ivory Flint    Wto Wrz 19, 2017 8:07 pm



Imię i nazwisko: Myrtle Ivory Flint z domu Burke. Nie tak dawno - zaledwie 12.07.1978 roku - wyszła za mąż za Marcusa Xaviera Flinta, którego wcześniej ledwo znała. Doskonale wiedziała, jaką opinię ma mężczyzna, czasami pomagając ojcu w sklepie i słysząc co nieco od przychodzącej klienteli. Niejednokrotnie widziała także bójkę wywołaną przez tego człowieka, kilka razy opatrując rany zadane jej znajomym. Nie miała jednak większego wyboru, zostając postawiona przed faktem dokonanym. Mimo że ojciec w przeszłości nazywał ją Gwiazdeczką, obiecując jej niezależność i swobodny wybór, ostatecznie dwa dni przed ślubem poinformował Myrtle, że wydaje ją za mąż. Dlaczego? Dla czego? Ano, dla pieniędzy. W końcu wszyscy wiedzą, że Flintowie śmierdzą pieniądzem, zwłaszcza ci z gałęzi Marcusa.

Imiona i nazwiska rodziców: Egnatius Burke, czyli współwłaściciel niesławnego sklepu na Nokturnie. Bardzo dobry przedsiębiorca, ale jednocześnie człowiek skłonny do szastania pieniędzmi i spełniania zachcianek licznego potomstwa, jak i również snobistycznej żony. Przez wiele lat prowadził Borgina i Burkesa, swojemu teoretycznemu współpracownikowi przekazując tylko należną część dochodów. Te jednak zaczęły gwałtownie spadać, gdy biznesem głębiej zaczęło interesować się Ministerstwo Magii. Egnatius nie odkrył przyczyny ciągłych kontroli, jednakże sytuacja finansowa sklepu przestała wyglądać tak korzystnie. Będąc zbyt dumnym, by przyznać się do tego Borginowi, Burke zaczął zapożyczać się w kolejnych instytucjach. To jednak nie wystarczyło. Ostatecznie mężczyzna postanowił posunąć się do wyjątkowo paskudnego kroku, jakim była sprzedaż najmłodszej córki. Łamiąc tym samym przyrzeczenie jej złożone, dobił targu z rodzicami naczelnego chuligana Nokturnu, wydając Myrtle za Marcusa Flinta i otrzymując za to naprawdę pokaźną sumę pieniędzy, a także przyrzeczenie, że Ministerstwo zostawi jego biznes w spokoju. Tym samym stracił też szacunek dziecka, które dłużej się do niego nie przyznaje.

Demelza Burke z domu Borgin. Znana także jako Madame Claire aka Słynna Tarocistka z Nokturnu. Osoba bez knuta talentów typowych dla jasnowidzów czy osób obdarzonych choć garścią nadzwyczajnej intuicji, ale rekompensująca to sobie tworzeniem klimatu. Kolekcjonerka wszelkich przedmiotów związanych z widzeniem przyszłości, nałogowa palaczka narkotyzujących ziół, wielbicielka wszystkich firm produkujących jak najluźniejsze i najbardziej zwiewne szaty... Znana z bycia znaną.

Data urodzenia: urodziła się 12.05.1951 roku jako ósma i ostatnia córka państwa Burke. Podstarzała Demelza dosyć mocno odchorowała całą ciąże, a po porodzie dowiedziała się, że już nigdy więcej nie urodzi kolejnej pociechy. Mimo prób i braku poddawania się, matka Myrtle faktycznie nie była w stanie donosić żadnego dziecka poczętego po narodzinach dziewczynki. Oddała się więc swojej karierze wielkiej tarocistki. Ojciec Myry mimowolnie wychował córkę niczym swojego upragnionego syna, dając jej więcej swobody niż innym dzieciom... I odbierając oferowaną wolność w zaledwie kilka chwil. Przyszła na świat w maju, ale słowa may the odds be ever in your favor zdecydowanie już do niej nie pasują.

Miejsce zamieszkania: zaskakująco duże i przestronne - ale wyjątkowo zaniedbane przez jej nowego małżonka - mieszkanie na Nokturnie. Dokładniej rzecz biorąc, Myrtle zajmuje obecnie dwa poziomy jednej z najbardziej reprezentacyjnych - o ile w ogóle da się tak powiedzieć o czymkolwiek w tej lokalizacji - kamienic. Numer budynku to 11, a apartamentu - 2. Wcześniej mieszkała zaś w mieszkaniu nad Borginem i Burkesem, które przekazał jej ojciec. Przyszła natomiast na świat w posiadłości w Fort William w Szkocji, która swego czasu należała do rodziny jej matki, bowiem ojciec w tym czasie walczył z braćmi o spuściznę po dziadkach Myrtle.  

Status majątkowy: bogata. Jej małżeństwo z Marcusem Flintem - przedstawicielem jednej z bardziej zamożnych gałęzi tego rodu - uratowało rodzinę przed bankructwem i zapewniło jej rodzicom stabilizację finansową. Ona także nie może obecnie narzekać na to, by brakowało jej funduszy. Gdyby chciała, mogłaby w każdej chwili porzucić pracę, jednak nie zamierza tego robić.

Czystość krwi: czystej krwi. Przyszła na świat w skutek małżeńskiego porozumienia pomiędzy rodami, które od wieków preferowały tego typu małżeństwa. Sama nie wie, ile kazirodczych związków zawarli jej przodkowie, ale stara się o tym nie myśleć.

Była szkoła: Akademia Magii Beauxbatons. Nalegała na to matka dziewczyny, osobiście załatwiając także wszelkie formalności z tym związane. Było to coś na kształt spełnienia marzenia Demelzy, która za młodu marzyła, by kształcić się nie w Hogwarcie, a w miejscu, gdzie ktoś doceniłby jej wyjątkowe możliwości. Oczywiście, pani Burke nie miała - i nie ma - ani knuta nadzwyczajnych zdolności, ale to nie przeszkodziło jej w cząstkowym spełnieniu swoich dziecięcych snów. Jak na złość podstarzałej kobiecie, Myrtle wcale nie stała się delikatnym kwiatem z trzecim okiem.

Różdżka: akacja, włos z ogona testrala, 13 i 1/2 cala, bardzo sztywna. Świszczy przy zamachnięciu się nią. Nie posiada także zbytnich ozdobników. Jest tylko trochę zbyt mocno porysowana, mimo że Myrtle regularnie ją poleruje, bowiem wyjątkowo wiele przeszła.

Wzrost: 174 centymetry. Zdaje się być znacznie wyższa, ponieważ praktycznie tylko w domowym zaciszu - i to nie zawsze - rozstaje się z całkiem wysokimi szpilkami. Bieganie na nich opanowała wręcz do perfekcji. Czasami śmieje się nawet, iż to bez nich chodzi jak pijana, bo tak bardzo przyzwyczaiła się do balansowania na obcasach.

Waga: 75 kilogramów. Nie jest przesadnie wychudzona ani zbyt otyła, mieści się w górnej części skali. Ma skłonność do podjadania - zwłaszcza wieczorami - co odkłada jej się w boczkach i w dolnych partiach ciała. Jak na złość, mało co chce iść w biust.
Kolor włosów: ciemnobrązowe. Swego czasu eksperymentowała z rudym, ale obecnie powróciła do naturalnego odcienia i chwilowo nie zamierza ponownie go zmieniać.

Kolor oczu: brązowe, choć stanowi to bardziej mieszankę ciemnego brązu, piwnego i zielonego. Nikt w jej najbliższej rodzinie nie ma takich - oczy ojca są jednolicie ciemnoczekoladowe, a matki niebieskie - jednakże ponoć babka babki babki prababki także cieszyła się podobnymi.

Praca: dziennikarka śledcza Proroka Codziennego. Myrtle już w Beauxbatons interesowała się mnogością tematów, jakie mogła wykorzystać do szkolnej gazetki, której była założycielką i naczelną redaktorką. Skłonność do węszenia, wpychania nosa w cudze sprawy i odkrywania zatajonych faktów doprowadziła ją więc do późniejszej kariery dziennikarskiej. Nie chwaląc się, Flint jest zdobywczynią wielu nagród i zarazem jedną z najbardziej obiecujących osób w swojej specjalności. Wielokrotnie proponowano jej także awans na kogoś, kto zarządzałby grupą, jednakże dziewczyna nie jest zainteresowana stałym przejściem za biurko. Lubi ten powiew adrenaliny.

Umiejętność/specjalizacja wybrana na starcie: legimencja

Bogin: Miała wtedy zaledwie sześć czy siedem lat, jednak pamięta tamtą noc zupełnie tak, jakby to było wczoraj. Obudziła się w samym środku ciemnej sierpniowej nocy, gdy drobny deszcz zacinał w szyby, a gałęzie pobliskiego drzewa uderzały w okna. Nigdy nie spała przy zgaszonym świetle, rodzice doskonale to wiedzieli, dlatego w jej sypialni aż do rana świeciła się lampka nocna. Tym razem jednak tak nie było. Muskając drżącymi palcami włącznik, zapaliła ją z wstrzymanym oddechem. Przyjemne światło wypełniło pokój, który od razu stał się jakby przyjemniejszy. Wrzosowe ściany nie były już ponure, a odgłosy nie brzmiały aż tak upiornie, gdy zlokalizowała ich źródło. Nie to jednak zaprzątało jej umysł. Skoro nie zabrakło prądu, dlaczego światło było wyłączone? Być może mama nie pamiętała o niektórych lękach córki, ale jej ojciec zdecydowanie nie pozwoliłby na wyłączenie lampki. Zbyt dobrze znał Myrtle i jej paniczne lęki.

- Tatusiu, nie idź. - Drobne dłonie łapały jego wielką rękę,
a palce przejeżdżały po licznych odciskach i bliznach na skórze, gdy para dużych dziecięcych oczu wlepiała się w zarośniętą twarz Egnatiusa. - Tatusiu, nie zostawiaj mnie. Możesz ze mną spać? Tylko dzisiaj. Proszę, proszę, proszę, proooszę. - Jej matka tego nie rozumiała, ale on dobrze wiedział, co siedziało w głowie jego najmłodszej pociechy. I zawsze był tak samo nieugięty.
- Wiesz, że to tylko twoja wybujała wyobraźnia, kochanie. Idź spać. - Głos mężczyzny był zarazem stanowczy i bardzo delikatny, czuły. Ona jednak nie chciała dawać mu odejść. Każdej nocy tak samo się bała.
- Tatusiu, ale w szafie są potwory! - Chlipnięcie dzień w dzień wydostało się z jej ust, gdy dziewczynka wydymała dolną wargę, lękliwie patrząc w kierunku podwójnych dębowych drzwi do garderoby.
- Masz lampkę, kochanie. Światło zawsze odstraszy wszystkie potwory. - Mimo swego uporu, pan Burke brzmiał zawsze tak samo spokojnie. Wyciągał drugą rękę w kierunku Myrtle i tarmosił ją po włosach.
- Obiecujesz? - Powoli kapitulując, spoglądała na niego, chcąc jeszcze jednego potwierdzenia.
- Na wszystkie włoski w brodzie Merlina. - Mówił, całując ją jeszcze w czoło i uciekając, nim zdążyła zapytać, ile włosów miał Merlin w swojej długiej brodzie i upewnić się, że była długa, tak naprawdę długa.


Swego czasu mężczyzna upewniał się, że w szafie nie znajdowało się nic mrocznego i makabrycznego, teatralnie zaglądając do środka i krzycząc głośne bu!, jednakże od jakiegoś czasu już tak nie robił. Mówił jej, że była na to za duża, że powinna przestać wierzyć w takie rzeczy, bo na świecie znajdowało się stanowczo zbyt dużo realnych zagrożeń. Sam na co dzień pracował z czymś, co dało się określić mianem zła i był przy tym naprawdę dzielny, więc ona - jako ukochana córeczka tatusia wychowywana przez niego bardziej jak syn, którego nigdy nie miał - też powinna tak się zachowywać. Pamiętała o tym nawet w momencie, gdy zaświeciła lampkę i powoli spojrzała w kierunku wejścia do garderoby... Tej, której drzwi były lekko uchylone. Nie pamiętała, czy nie zamknęła ich wieczorem, ale serce momentalnie podeszło brunetce do gardła.
- Jestem dzielna, jestem dzielna, jestemdzielnajestemdzielnajestemdzielna, dzielna. - Wyszeptała do siebie, spuszczając nogi na podłogę i zamierzając przemknąć się w kierunku wyjścia, by zawołać tatę. Chciała, żeby znowu ułożył ją do snu, bo bez jego buziaka nie potrafiła ponownie zasnąć. Nie powinien pozwolić wyłączyć jej światła, bo teraz sama nie była w stanie ponownie zasnąć. Przerabiali to wiele razy na samym początku, gdy jeszcze nie dogadali się, że światło zostaje. Zamierzała po niego pójść, a potem...

Nie było żadnego potem. Do tej pory pamięta to, jak deska podłogowa skrzypnęła pod jej gołymi stopami. Jak chmury na moment przepuściły światło okrągłego księżyca, które wąską smugą padło na szparę w uchylonych garderobianych drzwiach. Pamięta dwa punkciki świecące w całkowitym mroku, jaki powinien panować sąsiednim pomieszczeniu. I sylwetkę wyłaniającą się z niego... Olbrzymią, zdziczałą, zamierającą zaledwie na ułamek sekundy, nim potwór nie rzucił się z pazurami na dziewczynkę.

To On jest jej boginem. Młody wilkołak, który tamtej nocy postanowił zemścić się na ojcu Myrtle. Doskonale zna jego imię, ale nigdy go nie wypowie. Nie chce o tym pamiętać, pragnie zapomnieć. Jaka szkoda, że nie może, bo każda okrągła tarcza księżyca przywołuje kolejne fale bólu. Niezmiennie od wielu lat.

- Potwory nie kryją się w szafach małych dziewczynek, tato?

Amortencja: składa się z wielu cząstek, które dają zdecydowanie niepowtarzalny aromat. Brunetka od wielu lat zaopatruje się w jeden specyficzny rodzaj ciemnoniebieskiego tuszu o bardzo charakterystycznym, lekko cierpkim zapachu. Uwielbia sposób, w jaki rozprowadza się go po papierze, w jaki wsiąka w kartki i nie pozostawia nieestetycznych różyczek. Za kolejną nutę można, o dziwo, uznać kurz, ale tylko ten osiadający na ptasich piórach do pisania. Tak, ma on bowiem charakterystyczną woń, którą nie każdy jest w stanie od razu wyczuć i odróżnić, ale Myrtle zrobiłaby to nawet w środku nocy. Zna się na tym, co robi. To wręcz już jakiś rodzaj obsesji. Ponadto świeżo wypolerowany drewniany blat z Białej Wywerny także ma swój wyjątkowy zapach. Dziewczyna nie wie, czy chodzi o połączenie surowego drewna jakiegoś iglastego drzewa z mleczkiem do czyszczenia, czy może o coś innego, ale ten pub ma swój klimat. Najbardziej w tym wszystkim odznacza się jednak aromatyczna dyniowa latte, co jest o tyle przedziwne, iż brunetka nawet nie lubi jej smaku. Chodzi jednak o garść wspomnień, jakie są związane z tym napojem, a jakich dziewczyna nie jest w stanie wyrzucić z głowy.

Widok z Ain Eingarp: Niebotycznie wysokie obcasy postukują o podłogowe linoleum, jakim obłożony jest korytarz. Wyjątkowo dobrze dopasowany purpurowy płaszczyk prawie że idealnie opina dosyć zdrowo zaokrąglone ciało kobiety o ciemnych, lśniących włosach zaczesanych w wysoki kucyk - jedyną fryzurę, jaka wygląda u niej dosyć przyzwoicie - której spódnica jest wygładzona i pozbawiona zbędnych paprochów, a bluzka wygląda tak, jakby dopiero co wyszła spod rozgrzanego żelazka. Makijaż jest dyskretny, ale zarazem wyjątkowo nienaganny. Do tego stopnia, iż nikt nie powiedziałby, że uśmiechnięta, energiczna Myrtle Flint chwilę wcześniej wypłakiwała sobie oczy w pracowniczej toalecie.
Nie, nie, nie. Ta wersja Myrtle jest perfekcjonistycznym uosobieniem idealnej dziennikarki pędzącej właśnie na kolejny umówiony wywiad. Ta Myrtle zdaje się żyć w idealnym świecie pozbawionym jej własnych problemów - te innych ludzi muszą nadal istnieć, bo o czym innym by wtedy pisała - i kompleksów, bo ta Myrtle nie ma prawa ich mieć. Przecież tak dobrze jej się powodzi. Niedawno wyszła za mąż - być może jej małżonek to gnojek, kryminalista i damski bokser, ale przecież nie trzeba zaprzątać sobie głowy aż takimi szczegółami - i wżeniła się w wyjątkowo bogatą, niezmiernie wpływową rodzinę. Może teraz pracować na waciki, nie musi męczyć się tak jak inni w redakcji. Jej życie jest przyjemnością. Ona? Chodzącym szczęściem.
Nikt nie wie, że w idealnym świecie nie musiałaby ukrywać długich, przerażająco głębokich szram przechodzących od samych wierzchów dłoni aż po łopatki i część barku. Nie wie, że w tym magicznym lustrze nie widziałaby siebie u boku Marcusa Flinta, który jest tym wszystkim, czego jej feministyczna - a może nawet momentami feminazistyczna - dusza nie jest w stanie znieść. Nikt nie wie, że wcale nie widziałaby siebie na jakimś wyjątkowo wysokim stanowisku w Proroku, nie miałaby tysiąca nagród na jeszcze większej liczbie półek wypełnionych odznaczeniami i dyplomami. Nikt nie wie, że chciałaby po prostu być normalna. Zresztą... Już nawet nie pamięta, jakie to uczucie. Po prostu jest.

Podsumowanie posiadanej wiedzy i umiejętności: Myrtle nie była wyjątkowym orłem w szkole. Prawdę mówiąc, zaliczała się do grona tych zdecydowanie przeciętnych osób, nie błyszcząc tak naprawdę w żadnej jasno określonej dziedzinie. Wszystko przez fakt, iż prawie do wszystkiego miała bardzo słomiany zapał. Była kimś, kto chciał mieć wszystko teraz, już, natychmiast, nie zaraz czy w niedalekiej przyszłości, co dopiero mówić o kiedyś. Nie chodziło przy tym o jej nadmierne rozpuszczenie albo coś w tym rodzaju. Nie, pod tym względem była całkiem normalna. Problem tkwił w braku umiejętności oczekiwania na wyniki. Potrafiła to zrobić tylko wtedy, gdy chodziło o coś, do czego podchodziła z prawdziwym zaangażowaniem.
Była zatem całkowitym ćwokiem z eliksirów, co uległo zmianie dopiero wtedy, gdy poznała korzyści wynikające z tych pomagających odkryć prawdę i rozwiązać ludziom języki. Z reszty nadal nic nie umie, ale czego chcieć od osoby, która nie potrafi ugotować nawet uprzednio podgotowanej zupy. Tak, jest fatalna w większości eliksirów - z wyłączeniem tych mentalnych i w gotowaniu.
Uznawano ją także za kompletnego tumana z zaklęć, przy czym nadal nie jest w nich zbyt dobra, interesując się tylko pojedynczymi, w których jest jednak w stanie wybić się ponad miarę. A nauczyciel od transmutacji załamywał ręce za każdym razem, gdy wchodziła do sali, więc obecnie Myrtle potrafi tylko rzucać transmutacyjne zaklęcia pomagające w ukryciu paru defektów - blizn i tym podobnych.
Zawsze chciała obserwować niebo, ale nijak nie potrafiła dłużej skupić się na astronomii. Od wróżbiarstwa odrzuciły ją praktyki matki, zatem nawet się go nie tyka. Zielarstwo szło jej nieźle, dopóki przypadkiem nie podpaliła szkolnych szklarni. Zaczęło się od jednej, ale ogień podstępnie objął wszystkie cztery...
Nie przepada za sporą częścią zwierząt, więc nie dotyka się ONMS, za to ze skrótowców OPCM było jednym z jej ulubionych przedmiotów.
Prawdę mówiąc dobrze radzi sobie w zaklęciach ofensywnych, choć dawno ich nie używała. Jest też dobra w legimencji i uparcie poprawia swoją oklumencję. Do innych rzeczy nie ma zbytnio cierpliwości, ale działania związane z pracą idą jej świetnie. Potrafi wiele zapamiętać, pisze bezwzrokowo, notuje w tempie huraganu, ma dobrze rozwiniętą dedukcję, umie bawić się w detektywa i wypytywać nawet najbardziej skrytych ludzi. Otrzymała całkiem sporo nagród za swoje pisarskie wypociny - w tym dosyć prestiżowych - ale nie chce awansu, bo ten wygoniłby ją do koordynowania pracy innych. Mimo że jest typowym społeczniakiem, lubi działać na własną rękę.
Nie przepada za teleportacją, ale nie jest w niej zła. Zdecydowanie woli latać na miotle, co wychodzi jej naprawdę dobrze, mimo że nie miała braci, którzy uczyliby ją gry w Quidditcha.
Ponadto wyśmienicie wkurza ludzi.

Przykładowy post:

MORDERCZE PAWIE ZNOWU ATAKUJĄ. ZBYT WIELE ALKOHOLU Z OKAZJI ZAKOŃCZENIA WAKACJI.

SZALEŃSTWO NA POKĄTNEJ. CZY TO ZDZICZAŁE LAMY? NIE, TO PROMOCJE.

NIE PATRZ TAK NA MNIE, CZYLI - CZY PELERYNA NIEWIDKA JEST JEDYNYM PRAWDZIWYM RATUNKIEM PRZED RUMIEŃCAMI?

ABC GOSPODARSTWA DOMOWEGO. BEZ ELIKSIRU ANTYKONCEPCYJNEGO NIE WCHODŹ DO MIESZKANIA.

Z OSTATNIEJ CHWILI: CO WYJE W LESIE? CZY TO WILKOŁAKI? NIE, TO MOJA SĄSIADKA.

NOKTURN STYLE: BETONOWE BUTY - Z CZYM JE NOSIĆ.

NABIŁ MI ŚLIWĘ, ZROBIŁAM CIASTO.

Przekartkowując kolejne numery Proroka Codziennego - zarówno te już wypuszczone, jak i wciąż jeszcze czekające na swój nakład - uderzyła czołem o biurko. Być może te tytuły faktycznie coś w sobie miały, ale nie tego tak naprawdę potrzebowali ludzie. Owszem, wielokrotnie jej samej zarzucano gonienie za tanią sensacją, jednakże zawsze tkwiło w tym coś przydatnego. Artykuły, w których przemiany wilkołaków porównywane były do problemu bardzo bolesnych miesiączek... Te, których autor posługiwał się skojarzeniami z przemocą domową, byleby tylko zainteresować kogoś przepisem na śliwkowe ciasto z goździkami powbijanymi w owoce. Czy ostatecznie nawet odwoływanie się w taki a nie inny sposób do problemu przemocy obecnej na Nokturnie... To było zbyt tanie i tandetne. Nawet jak na nią.
W ogólnym rozrachunku, cóż, to ona była jednak mniej przydatna przez swoją produktywność. Ci ludzie poniekąd zarabiali w tym momencie na jej pensję, bo Myrtle... Myrtle miała zastój, nie mogąc znaleźć sobie tematu. Być może zazwyczaj uwielbiała niezależność, jaką w tym otrzymywała. Nie musiała brać wszystkiego, co ktoś próbował podsunąć jej pod nos. Posiadała wyjątkowo dużo przywilejów wynikających z tego, co już wcześniej napisała, i lubiła to. Chwilowo jednak czuła się całkowicie wyzbyta jakiejkolwiek weny twórcze i choć praktycznie non stop rozmawiała z ludźmi o planach na nową rubrykę... Cóż, tak naprawdę stała w miejscu, cały swój czas marnując na gryzienie końcówki długopisu i walenie głową w blat. Całe szczęście, że przynajmniej miała własny gabinet, bo wyszłaby na zwyczajną wariatkę.
Wystarczyło, że już czuła się jak jedna, wreszcie wstając z obrotowego krzesła, żeby przejść się w kierunku okna i ponownie w stronę biurka. Nie siadła jednak na siedzeniu, podchodząc do lustra i wpatrując się w nie przez chwilę. Poprawiła wysoko zaczesany kucyk z całkiem gęstych ciemnobrązowych włosów, jeszcze raz pociągnęła usta szminką w neutralnie różowo-cielistym kolorze, wytarła ewentualne mazaje pod brązowo-zielonymi oczami, wygładzając także kawową bluzkę - najnowsze odkrycie dla kogoś, kto non stop wylewał na siebie swoją poranną małą czarną. Po tym zaś przykleiła na twarz jeden ze swoich najbardziej firmowych uśmiechów, kołysząc się przez moment na obcasach, które czyniły ją jeszcze wyższą, i wreszcie otwierając drzwi przy pomocy machnięcia różdżką.
- Peeeter! - Zaświergotała swoim zwyczajowym tonem, wychylając się przez próg. - Pettigrew, przypomnij mi... Co mówiłeś o tych swoich pszczołach...? - Może dało się je połączyć z jakimś spiskiem...

ZOOTERRORYŚCI SĄ WŚRÓD NAS!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Myrtle Ivory Flint    Nie Wrz 24, 2017 8:43 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Myrtle Ivory Flint
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Corisande Flint
» Maegor Targaryen i Ivory Targaryen
» Mortimer Flint
» Komnaty księżnej Ivory Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -