Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Caroline C. Rockers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Caroline C. Rockers    Sob Wrz 07, 2013 3:26 am




Imię i nazwisko:
Caroline Claire Rockers.
Imiona i nazwiska rodziców:
Travis Rockers i Kalipso Rockers z domu Enosis. Oboje czystej krwi.
Data urodzenia:
25.08.1960 r.
Miejsce zamieszkania:
Rezydencja rodziny Rockers w Walii w hrabstwie Swansea przy ulicy Kings Road 13.  Jest jeszcze jedno miejsce należące do rodu, choć Caroline niestety rzadko tam bywa, niewielki budynek, właściwie letni domek w hrabstwie Holyhead. W rodzinie mówi się na niego Piorun Zeusa, jako że przyciąga błyskawice w trakcie burz.
Status majątkowy:
C. jest średnio bogata, choć ogólnie jej rodzinie nie brak pieniędzy. Caroline otrzymuje mniejszą sumę, gdyż jej bracia są na pierwszym miejscu, a to matka rozporządza rodzinnym majątkiem - Travis Rockers zwyczajnie nie ma do tego głowy. W zależności od punktu widzenia, Rockersów można zaliczyć do grona ludzi bogatych lub bardzo bogatych. Jest to spowodowane tym, że ich majątek się ciągle waha i raz przechyla się w jedną raz w drugą stronę.
Czystość krwi:
Czysta.
Była szkoła:
Hogwart, Slytherin.
Różdżka:
12 cali, cis, szpon hipogryfa, giętka. Posiada delikatną rysę, którą łatwiej wyczuć niż zobaczyć - powstała na skutek zaklęcia rzuconego przez Avellina Louvela.



Wzrost:
175 cm.
Waga:
54 kg.
Kolor włosów:
Ciemnobrązowe, w okresie jesienno-zimowym wręcz czarne.
Kolor oczu:
Ciemnoniebieskie, choć zależy od światła, gdyż czasem stają się dość jasne, przypominające lodowiec pod wodą.

Praca:
Obecnie nie pracuje, dopiero zresztą skończyła szkołę. Prawdopodobnie będzie składać papiery w Ministerstwie Magii, mimo że od zawsze potajemnie marzyła o zajmowaniu się muzyką.

Bogin:
Dopóki nie rzuciła Lumos, w pomieszczeniu panowała ciemność. Światło odkryło tajemnice dotąd zamkniętego pokoju na samej górze domu rodu Rockers. Nie zwracała uwagę na porozrzucane wszędzie bibeloty, powstałe pajęczyny czy kurz pokrywający pudełka, skrzynki, małe kufry. Ledwo powstrzymała kichnięcie, kiedy coraz głębiej wchodziła do środka. W końcu znalazła dużą świecę, która niemal natychmiast uniosła się w powietrze, kiedy tylko Caroline odpaliła ją na czuja; musiała przecież zgasić Lumos zaklęciem Nox, by móc użyć Incendio. Pokrętna sprawa. I ogólnie wspaniały początek wakacji. Prychnęła, mrucząc pod nosem i ruszyła dalej, próbując dostrzec coś ciekawego. W oczy rzuciła jej się stara, pewnie warta sporo galeonów komoda. Podeszła bliżej, targana ciekawością, licząc, że będzie tam coś więcej niż stare ubrania. Nie przejmując się tym, że się ubrudzi, otworzyła pierwszą szufladę i wtedy... nie stało się nic. Szuflada ani drgnęła.
- No tak, przecież byłoby za łatwo - szepnęła z przekąsem, odsunęła się kawałek i wycelowała różdżkę. - Alohomora.
Mebel w końcu zareagował. Szuflada się otworzyła i przez chwilę nie działo się nic, aż w końcu Caroline zrobiła krok do przodu i coś wyskoczyło ze środka. A właściwie ktoś.
Nie, to nie mogło być prawdziwe.
Jej matka z zimnym uśmiechem celowała w nią swoją różdżką, w głowie Rockers zaś nagle rozbrzmiały jej słowa.
Jesteś nikim, nikim, możesz przydać się jedynie w polepszeniu relacji z innym rodem. Słaba, bezużyteczna, Trevor jest głupcem. Nienormalna. Mung czeka. Czeka. Czeka. Czeka. Zaraz będzie kolejna lekcja.
- Nie! - Krzyknęła, zaciskając jedną dłoń na różdżce. - Nie zbliżaj się do mnie.
Po zamruganiu, postać przed nią się zmieniła. Już nie było jej matki, był za to...
- Przecież ty... niemożliwe. Ty już... - szeptała zszokowana, czując jak niewidzialna dłoń zaciska się na jej gardle. Przed nią stał Shane. - Nie boję się ciebie. Nie żyjesz! Nie ma cię tutaj!
Czuła wzrastającą frustrację i złość, i jeszcze coś, co nie chciało odpuścić.
Pamiętasz tamten dzień? Ciągle pamiętasz o mnie? Jak się z tym czujesz, Rockers? Zabiłaś mnie suko, zabiłaś mnie, zabiłaś.
To z pewnością tylko wyobraźnia, to na pewno nic więcej. Bogin z twarzą Collinsa w końcu nie poruszał ustami. Musiała się skupić. Nieco drżącą ręką, w której dzierżyła różdżkę, rzuciła zaklęcie. Coś zabawnego. Zamknęła oczy. Śmieszny błazen. Zabawkowy klaun z wywalonym jęzorem i cały w kolorowych głupich wzorkach. Śmieszny błazen.
- Riddiculus - otworzyła je ponownie i przed nią rzeczywiście ukazał się zabawkowy błazen. Nie potrafiła się jednak roześmiać. Opuściła pospiesznie pomieszczenie, zamykając je za sobą. Zaklęciem.

Amortencja:
Na jednej z lekcji na siódmym roku pierwszy albo kolejny raz, nie pamiętała już dokładnie, omawiali eliksiry miłosne. Oczywiście, była mowa o najsilniejszym z nich, czyli Amortencji. Ten dział eliksirów kompletnie nie interesował C.; wszystko, co było związane z uczuciami zwyczajnie źle jej się kojarzyło. Słyszała te chichoty, gorączkowe szepty, przede wszystkim głupich dziewuszek, które nie mogły się doczekać, aż przejdą do praktyki.
Co za dno.
Rockers zmarszczyła niezadowolona swój nos, notując najważniejsze informacje o eliksirze, starając się całkowicie wyłączyć z zajęć. I pewnie by jej się to udało i jakoś wytrwałaby do końca, gdyby na sam koniec godziny lekcyjnej profesor Slughorn nie kazał podejść im wszystkim bliżej kociołka wypełnionego różową, a właściwie perłową substancją. Charakterystyczne spirale tylko potwierdziły obawy Caroline. To była Amortencja.
Kurwa. Miała nadzieję, że jednak nie będzie tego na OWUTEMach.
Gdy znalazła się jeszcze bliżej, poczuła charakterystyczne zapachy. Przyjemne zapachy.
Rozpoznała  drewno, z którego zrobiona była jej gitara, skórę, miętowe lody, ulubione perfumy ojca i charakterystyczną woń lasu po deszczu, choć było w niej coś dziwnego, nienaturalnego, wręcz dzikiego.
Głupstwa.



Widok z Ain Eingarp:
Nie wiedziała, czego się spodziewać, kiedy w końcu stanęła przed tym magicznym zwierciadłem - może tak naprawdę to był sen, jedynie sen, który okazał się zbyt realistyczny? Zaraz się obudzi, to pewne, pomyśli o tym, jakie głupoty musiała mieć w głowie, skoro w tym śnie chciała trafić do jakiegoś spokojnego, pustego miejsca, a okazało się, że wylądowała w komnacie z olbrzymim lustrem. Ain Eingarp. Mówiło jej to coś. Oczywiście, że mówiło. Nie była głupia, nie aż tak. Dla siebie zawsze była wręcz znacznie sprytniejsza i mądrzejsza niż przeciętny Ślizgon, Gryfon, Puchon, a nawet Krukon. Drwiła ze skromności od dłuższego czasu, coraz pewniej stawiając swoje kroki, ale... przy tym cholernym lustrze się bała. Nie chciała zobaczyć niczego, co by odbiegało od jej wizji. Wizji własnego królestwa postawionego na prochach starego świata. Pokonała w końcu odległość, by dostrzec siebie i swojego ojca. Uśmiechał się do niej dumnie, kiedy niemalże głupio się szczerzyła, trzymając w jednej dłoni Puchar Świata w Quidditcha, w drugiej plakat informujący o mającym się odbyć koncercie jej zespołu. Caroline zadrżały dłonie, zwłaszcza kiedy zza jej pleców wyszły zwierzęta wyczarowane przez nią i przez ojca. Na ich widok oboje wybuchli śmiechem, zaś prawdziwa ciemnowłosa złapała się lustra, dostrzegając kolejny element. Wysoki cień w oddali, zbyt zamglony, by mogła go rozpoznać, zbyt ukryty, ale będący tam, w jej pieprzonym sercu, które nie powinno bić.
Bardzo chciała, by był to tylko sen.

Podsumowanie posiadanej wiedzy i umiejętności:
Trzeba przyznać, że C. radziła sobie całkiem przeciętnie w szkole, jeśli nie licząc kilku niesamowitych przypadków, czy też wyższych stopni z Transmutacji i z Astronomii. Może gdyby bardziej przyłożyła się do nauki, to coś z tego by wyszło, ale wystarczało jej to, co miała. Zwłaszcza, że przy Eliksirach, z których nie była najlepsza, a zależało jej by jednak je skończyć i zaliczyć końcowy egzamin, siedziała mnóstwo czasu po zajęciach. Nie miała jednak tego "czegoś" by móc osiągać dobre wyniki bez większego wysiłku. Tak poza tym była zbyt leniwa, by się sama wychylać, choć jeśli jakiś profesor ją spytał to próbowała odpowiedzieć najlepiej jak umiała.
Od dziecka lubiła Quidditch, ćwiczyła wytrwale przede wszystkim z braćmi, jako że ojciec nie zawsze miał czas. Dzięki tym treningom około IV roku dołączyła do szkolnej drużyny, gdzie idealnie odnalazła się na pozycji pałkarza, pomimo swojej płci i braku widocznych mięśni - miała w sobie sporo energii, którą mogła dzięki temu dobrze spożytkować.
Kocha śpiewać i grać na gitarze, dołączyła zresztą do szkolnego muzycznego kółka na VI roku i była w nim aż do końca. Swoją przyszłość wiązała z muzyką, choć wiedziała, że to nie będzie łatwe, zwłaszcza, że matka miała co do niej inne plany.
Jak przystało na członka rodu Rockers, ma dryg do Transmutacji, ale i, co pozostaje tajemnicą, do czarnej magii, a to przez wpływ krwi rodu Ensosis. Potajemnie ćwiczy zaklęcia, zwłaszcza te, które związane są z wpływem na ludzką psychikę i uczucia. Kilka razy udało jej się rzucić jedno z zaklęć niewybaczalnych, Imperiusa. Nie były to jednak zbyt imponujące osiągnięcia, zważywszy, że nie ma nikogo, kto mógłby ją prowadzić, działa bowiem na własną rękę.
Od wakacji po VI roku zaczęła uczyć się też Legilimencji, mając dobry dostęp do ksiąg magicznych w swoim domu. Opanowała już podstawy, które pozwalają jej na czytanie myśli u  mniej odpornych czarodziejów - lubi sobie mówić, że "same do niej przychodzą".
Nie zna się na Zielarstwie ani na Opiece Nad Magicznymi Stworzeniami, choć ogólnie kocha zwierzęta - woli je bardziej od ludzi. Starożytne Runy, Numerologia czy Mugoloznawstwo to również nie jej brożka. Wróżbiarstwo o dziwo lubi, choć nie ma trzeciego oka, a Astronomię kocha, równie mocno, co Transmutację.
Nie zna się na gotowaniu ani sprzątaniu, tańczyć niekoniecznie umie, chyba że jest pod naciskiem matki, która stara się wpoić jej te wszystkie czystokrwiste zasady i maniery.

Przykładowy post:
Naprawdę sądził, że te wszystkie zagrywki, które wykorzystał na niej ujdą mu na sucho? Że pozwoli siebie tak bezkarnie dotykać, bo tak mu się podobało i idealnie dopełniało się to w jego improwizacji? To się mylił, zignorował niebezpieczeństwo czyhające w tej Ślizgonce, uważając, że całkowicie zatraciła się w swojej ciekawości jego osobą, tą otoczką mroku, która przyciągała. Nie wiedział jednakże do końca z kim ma do czynienia, a C. zamierzała mu to pokazać, skierować na tor w którym to on kroczy za nią, chłonąc każdy jej szczegół, cierpiąc za każdy grzech ludzi. Kto tu jest zimny, a kto kieruje się swoimi pragnieniami, hm?
Uśmiech opadł, kiedy pozwolił sobie na pokonanie odległości i kradzież czegoś, co miało być zakazane i zatrute na wieczność jej potępienia.
I zabrał jej broń, jej główne narzędzie ataku. Wrócił chłód, chmurne tęczówki stały się idealnym lodem, który nie sposób roztopić. Przynajmniej nie teraz, a na wargi zakradł się złośliwy uśmiech.
Chce się bawić? To i ona dołączy. Przejmujące zimno w połączeniu z gorącem alkoholu sprawiało, że i ona chciała poczuć bezradność ludzką wobec otaczającego chaosu. Nawet za cenę kar.
Głowa przy gwałtownym odsunięciu krzesła poleciała do tyłu, tworząc na krótki moment czarną zasłonę dla jej oczu, a kiedy się podniosła... było tylko gorzej.
Topielica ruszyła ku niemu z wysoko uniesioną głową na której majaczył uśmiech. Uśmiech, który nie miał zamiaru zniknąć, na którego widok można było poczuć kwas w ustach.

*

Zapragnęłaś ścieżki, która kieruje cię jedynie ku zniszczeniu. Obdarłaś się z pięknej wrażliwości, pozbawiając świat swojego szczerego uśmiechu, którym mogłaś leczyć.
Wiesz?
A teraz odgrywasz spontanicznie swoją rolę, pozwalając się prowadzić ciemności. Świat przecież potrzebuje złych charakterów, pragnie kogoś, kogo inni mogliby bez problemów nienawidzić.
Zresztą wzajemnie. Bo ciebie nic nie wzrusza. Żaden zachód słońca, żaden romantyczny pejzaż, w którym chciałabyś się zanurzyć. Przestałaś odczuwać przyjemność z takich rzeczy, ciągnąc za sobą coraz większe pasmo grzechów. Teraz potrzebujesz czyichś łez i bólu, by czerpać z tego więcej. Jesteś jak pasożyt. Żywisz się tym, czego ludzie się boją - cierpieniem.
Udało się. Jesteś coraz bliżej swojego pięknego dna. Sprawiłaś, że niczego winna ci istota poczuła ból i brzemię ludzkiej nienawiści na swoich barkach. Tak jak ty.
I przestajesz w końcu rozumieć otaczającą cię rzeczywistość. Porzucona, niczym zapomniana zabawka dziecka leżysz, dławiąc się upokorzeniem, bólem w szyi, wspomnieniami i krwawiącym wnętrzem.
Leżysz sama, powolutku umierając z tej całej goryczy i nienawiści do ludzi, ale wiesz, że to potrwa krótko, prawda? Nie będziesz już tego tak mocno odczuwać. Zapomnisz o tym, że po raz pierwszy pomyślałaś o czymś tak głupim, jak własne wnętrze.
Po raz pierwszy od kilku lat.
Pozwoliłaś się załatwić słabej dziewczynce, a potem nie mogąc się nawet ruszyć chociażby palcem, patrzyłaś niemalże ze strachem jak ofiara żywi się twoim życiowym zatrutym nektarem.
Chciałaś go złapać. Chciałaś go powstrzymać, po czym skazać na tortury.
Ale on już odszedł a ty zostałaś, porzucona laleczka z rozsypanymi czarnymi włosami, pozwalając by gorzkie łzy spłynęły ci po bladych policzkach.
Jak dobrze, że nikt nie widział, prawda? Że w tym kącie byłaś sama i nikt nie widział pęknięcia lodu.
Drżały ci wargi. Bolało. I fizycznie i psychicznie.
Dostałaś po prostu nauczkę. Ale i tak im nie wybaczysz.
A zemsta... zemsta będzie zimna i trująca, jak ty.
Na sam koniec.
Ale teraz płacz i leż i cierp. I tak nikomu nie zależy.
Siedzę sama w tej wieży bez dna...

*

Wolała lód.
Sama przecież była z niego zbudowana - wystarczyło tylko spojrzeć w te ciemnoniebieskie ślepa, żeby to zrozumieć. Więc dla niej nie miał już znaczenia płonący ogień w kominku, przy którym kiedyś leżała niczym zranione zwierze. Gdy nie było nikogo. Gdy nikt nie widział.
Śliska żmija z trucizną, którą atakuje swoje ofiary.
Piękne krótkoterminowe szaleństwo.
Wciąż na nowo i na nowo odtwarzała twarz Sahira wykrzywioną z rozpaczy. Czyż nie jest piękniej patrzeć na cierpienie kogoś innego niż na swoje? Wszyscy mają coś na sumieniu, wszyscy muszą kogoś nienawidzić, a ona ułatwiła tym sposobem życie wielu osobom. Widziała nieraz te nikłe pytanie w oczach: "Dlaczego to robisz?" i reagowała uśmiechem na to.
Była demonem.
Ktoś nim przecież być musi. Upadłym cieniem, schowanym za licznymi maskami, których nie ściąga. One same upadają, kiedy oddaje się krainie Morfeusza. Wracają wspomnienia. Wracają uczucia, a ona jest wtedy zagubiona i gra jednoplanową rolę w filmie matki.

*

Czyż to wszystko nie wydaje się teraz niedorzeczne? Te wszystkie banalne problemy, wciąż pojawiające się i znikające za każdym opadnięciem kurtyny.
I te już niejednokrotnie użyte schematy mające posłużyć do wskazania, kto góruje nad kim.
A po co?
Po to, by znaleźć jednostkę wybitną.
Jednostkę nadzwyczajną, która pociągnęłaby ten cały bałagan dalej.
By pomogła go zrozumieć istotom słabszej woli, ale za to o silniejszym natężeniu strachu we krwi.
     Różdżka dotknęła ciężkiej ciemnozielonej zasłony, a ta nagle zaczęła zmieniać kolory i wirować w swoim swoistym tańcu. Caroline dotknęła materiału i przymknęła powieki.
To wszystko zmierza przecież w jednym kierunku.
I kiedy zostanie przekroczona pewna granica już nie będzie odwrotu, bo ciąg wydarzeń nabierze niewyobrażalnej prędkości.
I albo ktoś będzie zdolny to naprawić, albo wszystko runie.
Niczym domek z kart i ktoś będzie miał ślady na ciele.
Trzeba schować twarz, póki nie nastąpiła eksplozja.
Niedługo się okaże, kto został nowym Durniem w tej grze.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Caroline Rockers dnia Pią Lis 03, 2017 6:53 pm, w całości zmieniany 18 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Meadowes
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Caroline C. Rockers    Pią Lis 03, 2017 9:12 pm


Edytowana KP nadal pozostaje Wybitna, zatem pozostaje mi dać tylko 5 dodatkowych fasolek i z 25 fasolkami posłać Caroline dalej w świat. Najlepiej jak najdalej, by nie używała zbyt wiele Imperiusa na biednych Anglikach... Leć!

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 
Caroline C. Rockers
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Caroline Hoshi
» Caroline Pouget

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -