Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Rzeka Łez

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Rzeka Łez   Pon Wrz 04, 2017 11:24 pm

First topic message reminder :



Na pierwszy rzut oka bardzo spokojne miejsce, gdzie co jakiś czas można usłyszeć melodyjny śpiew ptaków. Co pół godziny krople wody delikatnie unoszą się w powietrze i spadają. Właśnie dlatego ta rzeka jest nazywana Rzeką Łez. Każdy, kto lepiej się przyjrzy kamieniom, leżącym na dnie, zauważy, że na tych większych znajdują się cyfry rzymskie.

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Nie Wrz 17, 2017 5:47 pm

Wpadł do rzeki. Na szczęście płytkiej i niezbyt rwącej, ale za to dosłownie wyłożonej kamieniami, które wcale nie okazały się być magicznie mięciutkie, a szkoda, tyle tu było nawiedzonych rzeczy, że i one mogłyby się okazać zaczarowane… Skrzywił się witając się z nimi gwałtownie i w sumie to dziękował Merlinowi, że woda była chłodna, bo dzięki temu jej obecność była nawet bardziej kojąca niż wkurzająca. W końcu kto lubił wpadać do rzeki w ciuchach.
- Żyje – wymamrotał powoli się podnosząc. Czuł się jak stary dziadek wstający z łóżka. Zasikany stary dziadek, qwoli ścisłości. Czyżby jego ostatni sen z Lily Evans… tudzież Lily Snape, na czele, był proroczy? Może powinien kupić sobie jakiś sennik? – Tylko się poobijałem, podobno masaż kamieniami jest prozdrowotny – rzucił rozmasowując ramię i roztrzepując mokre włosy niczym pies, pewnie przyswoił sobie to od Łapy. Z jakim przystajesz, takim się stajesz, jak to mówią mugole. I czarodzieje pewnie też.
Podniósł się niezgrabnie i dalej stojąc w wodzie, spojrzał w stronę leżącej na ziemi Nathalie. Wyglądała jak kupka nieszczęścia. Splatane włosy, przyozdobione liśćmi i patykami, a gdzieniegdzie nawet całymi gałązkami, przez chwilę wprawiły go w lekką dezorientację, bo nie miał pojęcia gdzie jest jej twarz. Miotła leżała obok, na pierwszy rzut oka w jednym kawałku, ale czy i tak było z jej właścicielką?
- Jesteś cała? Może lepiej na razie nie wstawaj… - zaproponował. Pewnie sam upadek z miotły niczego jej nie uszkodził, ale przeprawa z taką prędkością przez korony drzew na szalonym drewnianym rumaku mogła okazać się zdecydowanie niebezpieczniejsza. Mógł bardziej na poważnie wziąć słowa jegomościa i nie sadzać ją na miotłę w jakimś przeklętym lesie…
- Daj spokój… - zaczął – Po prostu na mnie poleciałaś, po co się ukrywać – dodał lekko się uśmiechając. No nie mógł sobie darować tego żarciku, nawet w takich okolicznościach – Miałaś nie wstawać – skarcił ją gdy na czworaka ruszyła w stronę rzeki. Cóż, przynajmniej był pewny, że się nie połamała. Wyprostował się wtedy ostatecznie z lekkim jękiem i wyszedł z wody by następnie walnąć się na mech obok Nathalie. Wyciągnął z kieszeni papierosy i zaklął głośno, ale nie za brzydko, w końcu przy dziewczynach starał się nie pluć jadem – Całe mokre… Świat się skończył… - dodał niezbyt zadowolony i schował je z powrotem jakby z nadzieją, że ta klątwa kiedyś z nich ustąpi.
Chwilę milczał z lekkim skrzywieniem na twarzy czekając aż obolałe ciało trochę mu odpuści, a następnie zabrał się do wyciągania całej tej roślinności z włosów Powell.
- To nie wina miotły, tylko tego lasu… Tu rzeczywiście coś jest nie tak… Z jednej strony to oznacza, że ta cała… Zdzisława – tak, już zapomniał jak miała na imię – istnieje, a co za tym idzie istnieje i jej chatka, więc wcale nie szukamy czegoś wyimaginowanego… Z drugiej strony, skoro to wszystko prawda, to wcale nie jest tu bezpiecznie… Wybacz za ten pomysł z miotłą i w ogóle, że cię tu zaciągnąłem, może lepiej będzie jak wrócimy – dodał, w wodzie wypatrując kolejny kamień z rzymską liczbą. Skąd one się tu wzięły?
Na szczęście dzień był dziś ciepły, więc to że był cały mokry jakoś mu nie doskwierało. Miał tylko nadzieję, że nie zacznie zaraz lewitować jak robiły to chwilę temu krople wody nad rzeką.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathalie Powell
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Nie Wrz 17, 2017 9:15 pm

Dziadek powiadasz? To chyba macie z Nath coś wspólnego... Oboje poobijani, obolali, w siniakach i wyglądający jak starsze państwo, które nie może podnieść się z miejsca. Już nawet nie ma co wspominać o wyglądzie. Powell miała dosłownie wszystko we włosach. Poczynając od liści, aż po gałęzie czy nawet robaki (lepiej jej o tym nie mówić). Dobre o tyle, że dziewczyna raczej nie przejmowała się aż tak swoim wyglądem. Nigdy w życiu się nie malował i nawet nie stroiła - no chyba, że była jakaś ważna okazja. Wyjście do muzeum nie wydawało jej się zgoła ogromnym wydarzeniem, więc założyła czarne spodnie, białą bluzkę i trampki. Lipcowe dni są całkiem ciepłe, ale nie wiedziała, że może znaleźć się w takiej sytuacji.
Podnosząc się na czworaka wyczerpała swoje wszystkie zasoby energii na ten moment. Potrzebny jej był odpoczynek i chwila spokoju.
- Dobrze, ze żyjesz... - wychrypiała i wraz ze słowami Jamesa, opadła znów na ziemie. - Jasne panie czarujący - skomentowała wciąż słabo - Pewnie masz tyle fanek, że ja już i tak nie mam szans.
Uśmiechnęła się pod nosem. Gdyby nie okoliczności to pewnie by się śmiała, ale nawet na to nie miała siły. Potter trochę ją pocieszał, ale jednak to nie zmieni jej ciągłych obaw.
Mówisz nie wstawaj, ależ proszę. Nathalie z wielką przyjemnością skorzysta z tej rady. Z chęcią nawet by się przespała, ale kto wie gdzie by się obudziła. Może już nie miałaby się o co martwić... Głupie słowa, ale każdemu przychodzą na myśl w takich sytuacjach. Mimo ulgi jaka poczuła w zetknięciu z podłożem, wciąż w jej głowie było milion rzeczy, z którymi nie mogła sobie za bardzo poradzić. Zamknęła oczy by się uspokoić i odpocząć.
- Co mokre? Świat się kończy?- powtarzała otwierając jedno oko, ale nie miała zamiaru się podnosić mimo zaciekawienia. - Spokojnie, jeszcze pocierpisz, wiele przed tobą.
Pani dobra rada się znalazła. Widać, ze humorek dopisuje, ale głosik wciąż nie sprawny w pełni. Nagle poczuła jak coś jej się rusza we włosach. Delikatnie wzdrygnęła się, bo myślała, że to robal. Okazało się jednak, że to James, który próbuje oczyścić ją z wszelkiej roślinności. Było to dla niej dość dziwne, ale postanowiła mu nie przeszkadzać.
- Ursula - podpowiedziała, chociaż za moment zaczęła zastanawiać się czy to jest dobre imię... - Nie, gdzie ty chcesz teraz iść? - zapytała podnosząc się na łokcie nieco pokracznie, ale utrzymała się więc można stwierdzić sukces. - Wbrew pozorom, ten kolo co tam gadał, wspomniał o tym, że tu jest niebezpiecznie prawda? No! A my się zgodziliśmy prawda? No! Więc teraz przestańmy mazgaić i ruszamy w drogę!
Zakomenderowała i z wielkim zapałem prawie się podniosła. Czemu prawie? Bo w połowie wyzwania ponownie runęła na ziemię. Skrzywiła się strasznie i położyła głowę na mech. Chciała być odważna, ale na to jeszcze za wcześniej. Odpoczynek to pierwsze co muszą uczynić.
- Ale zaraz dobra? - opadła wraz z nagłą energią.
Bała się i to cholernie, ale co mogli teraz zrobić? Wycofanie się to będzie głupota. Nie przeszli aż tak wiele, ale wierzyła w to, że sobie poradzą. Może nie była genialnym obrońcą, ale z pewnością wymyślą coś na wypadek awarii. Ufała Jamesowi, ale czy to wystarczy by przetrwać?
- Dasz radę sprawdzić czy wszystko dobrze z moją miotłą? - ta jak se przypomniała nagle...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Czw Wrz 21, 2017 3:58 am

To nie była rzymska dwudziestka, a zwyczajnie rzymska dziesiątka, przy czym nie mogłeś tego stwierdzić bez sięgnięcia po kolejny kamień. Nathalie, ty pędziłaś w dół, a właściwie po ukosie i to miotła sterowała twoim lotem, a nie na odwrót. Trochę się obijałaś o gałęzie, ale ogólnie oprócz lekkich zadrapań nie było to na pewno nic poważnego. Na szczęście zdążyłeś w porę zareagować, James i twoje zaklęcie zadziałało. James niestety wylądował w rzece, kamienie nie były za przyjemne, ale na ziemi, gdzie leżałaś ty, Nathalie, było ich mniej. Nawet nie spostrzegliście kiedy skaleczyliście się o ostre krawędzie. James, krwawiłeś delikatnie na wysokości nadgarstka. Nathalie, ty zaś miałaś rozcięcie na policzku. Ledwo wyczuwalne. Jeśli przyjrzałbyś się kamieniom wokół siebie, dostrzegłbyś więcej cyfr rzymskich. Dwójkę, czwórkę, siódemkę i dziewiątkę.  
James, udało ci się zauważyć siódemkę.  Nathalie, podczas wstawania uderzyłaś stopą w kamień i poczułaś jak kilka palców pulsuje ci z powodu bólu. Jeśli postanowiliście sprawdzić miotłę Nathalie to okazałoby się, że wyglądała całkiem normalnie, no może miała kilka drobnych rysek pozostawionych przez gałęzie, ale tak? Nawet by nie drgnęła. Zupełnie jakby nic się nie stało. Wokół panowała cisza, nic nie wyskoczyło, żadne krzaki się nie poruszyły.


James Potter: -5 PŻ
Nathalie Powell: -8 PŻ

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Czw Wrz 21, 2017 6:58 pm

- Papierosy – odparł czując przy tym nagłą suchość w ustach. A to dopiero, przecież chwilę temu leżał w wodzie – Dzięki, na takie słowa otuchy czekałem – dodał wyciskając sobie pobieżnie wodę z koszulki na brzuchu. Dostrzegł wtedy krew na swoim nadgarstku, ale nawet nie czuł pieczenia, więc tylko starł ją wierzchem dłoni drugiej ręki i zabrał się za oczyszczanie blond czupryny swojej towarzyszki.
Wyciągnął jej z włosów rudą, włochatą stonogę i po chwili pełnych zafascynowania oględzin, odłożył ją na kupkę pomiędzy inne znaleziska. Nathalie na swojej głowie miała prawie cały ekosystem, aż przydałby się jakiś biolog, mógłby prowadzić na niej badania, albo chociażby objaśnił im co za poszczególne dziwactwa właśnie wyciągał James.
- No tak, Ulka – wyobraził sobie ul z pszczołami mając nadzieję, że może chociaż obrazem zdoła jakoś sobie zakodować tą bezwartościową informację – No proszę! – brwi uniósł w grymasie wyrażającym i lekkie zdziwienie i podziw – To mi się podoba! – dodał jeszcze bardziej radośnie – Tylko tym razem może pieszo… - pokiwał sam sobie głową i zniecierpliwiony przeogromną ilością to nowych znalezisk na głowie Nath, zgarnął jej resztę niesfornych włosów do tyłu i dał sobie spokój – Chyba krew ci leci z policzka – rzucił w końcu mogąc przyjrzeć się jej twarzy, tam jednak już nie pchał się ze swoimi łapskami, po pierwsze, nie miał zamiaru przekraczać jakichś granic jej komfortu, po drugie, był fatalnym uzdrowicielem i prędzej by jej zaszkodził niż pomógł.
Bez odpowiedzi chwycił trzonek miotły i z pietyzmem zaczął oględziny. Brwi zmarszczyły mu się w pełnym skupieniu, a twarz spoważniała. Wielbił miotły. To tak w skrócie, co by nie rozpisywać się jakiego to miał na ich punkcie fioła.
- Kilka świeżych rys – powiedział cicho, dłonią badając każdą z osobna – Poza tym wszystko wygląda ok, ale w tym lesie już bym ci nie radził na nią wsiadać – oddał jej miotłę, chociaż tak dobrze leżała w dłoni… Sekunda i mógłby być już w powietrzu… Westchnął jednak ciężko i wstał, całą swoją uwagę kierując na rzekę.
- Gdzieś tu była… - zaczął, by po chwili sięgnąć po kamień wprost ze strumyka – Och, to jednak dziesiątka… - być może las ten działał jak lekki haj i dwoiło mu się w oczach, stąd pewność, że widział dwudziestkę – Wcześniej znalazłem piątkę, tu jest dziesiątka… - znowu jego wzrok uciekł do strumyka – A tu siódemka! – wszedł do wody by wyciągnąć kamień. I tak był cały mokry, więc co za różnica – Rzymskie cyfry – odłożył swe znaleziska z powrotem by nie zaburzyć ich położenia i brodząc w wodzie ruszył w górę rzeki wyglądając kolejnych znalezisk – Bez sensu… - stwierdził po chwili, w głowie robiąc sobie mapę liczb i szukając pomiędzy nimi jakiegoś powiązania, czegoś głębszego co łączyłoby je ze sobą, na razie jednak bezskutecznie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathalie Powell
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Nie Wrz 24, 2017 3:50 pm

- Skoro palisz, to tylko takie słowa otuchy ode mnie usłyszysz - odpowiedziała jakby od niechcenia.
Nie lubiła jak ktoś przy niej palił, więc niemoc chłopaka była dla niej bardzo korzystna. Oczywiście nie miała zamiaru nikomu tego zabraniać czy coś, bo przecież każdy ma swoje życie. Ona po prostu była przeciwna i mimo to, że chciała sobie zażartować, to teraz jej słowa otuchy bardzo przypasowały do sytuacji.
Czuła cały czas jak James wyciąga jej różne rzeczy z włosów. To było dla niej dość przyjemne, bo lubiła jak ktoś je dotykał, ale nie miała zamiaru się odzywać. Wolała przemilczeć całą sprawę i spokojnie poczekać. Relaksowało ją to, chociaż wiedziała, że chłopak nie miał świadomości co robi.
- Widzisz! - zaczęła z lekkim uśmiechem - Ja też potrafię nieco podnieść na duchu - była z siebie dumna, chociaż nie należała do najodważniejszych osób w takich sytuacjach. Nie chciała zawieźć swojego towarzysza, który tracił determinację przez jej wypadek. Wbrew pozorom wszystko było dobrze. Poobijała się nieco, ale mogła chodzić i oddychać, a to najważniejsze.
- Serio? - dotknęła swojego policzka i poczuła delikatne pieczenie na zranionym miejscu. Nie było to nic poważnego, więc tylko przetarła świeżą krew - Do wesela się zagoi - uśmiechnęła się do Jamesa.
Podniosła się by w końcu ruszyć w dalszą drogę. Nie mogła przecież odpoczywać cały czas. W każdej chwili mogło się coś stać, a im dłużej będą w tym miejscu, tym większe prawdopodobieństwo, że nie dotrą na miejsce cali. Trzeba się otrząsnąć.
Nathalie zwróciła uwagę na to co robi jej towarzysz. Oglądał właśnie jej miotłę, która nie wyglądała jakby coś jej się stało. Wstała z miejsca i podeszła do niego. Cieszyła się, że nie będzie musiała prosić ojca o nowy egzemplarz. Quidditch był dla niej bardzo ważny i nie wiedziała jakby mogła sobie poradzić bez treningów. To dawało jej tyle energii i wyładowywało negatywne emocje. Coś pięknego.
- Nie miałam zamiaru - powiedziała bardzo poważnie zabierając miotłę od chłopaka. Miała co do niej obawy, ale to może być wpływ zewnętrzny. Ostrzegano nam, że las jest zaklęty, więc pewnie on spowodował ten cały wypadek. Miała niemały mętlik w głowie.
- Co znalazłeś? - zapytała nieco zdezorientowana. Wcześniej nie zwracała uwagi na jakieś małe szczegóły, które zauważał były Gryfon. Podeszła do niego bliżej i spojrzała na rzekę. Miał rację, było tu kilka charakterystycznych kamieni, które nie pasowały do reszty. - Tu jest dwójka - wskazała palcem by pokazać znalezisko - i czwórka... Co to właściwie oznacza? - zadała pytanie, lecz było ono skierowane właściwie do nich obojga. Nie oczekiwała, że James da jej teraz odpowiedz, ale lubiła myśleć głośno. - Może je weźmiemy?
Zastanawiała się przez moment, ale w tym momencie chłopak odłożył w to samo miejsce przedmioty. Nie wiedziała czy to dobry pomysł by jakieś wskazówki zostawiać na ich miejscu, ale nie chciała komplikować. Zacisnęła rękę na miotle i ruszyła wzdłuż rzeki wraz z Jamesem.
Oboje szli bardzo zamyśleni, ale nie o tym samym. Potter zastanawiał się nad znaczeniem rzymskich cyfr, która pojawiały się w rzece, a Nathalie nie wiedziała co ma właściwie zrobię. Co jakiś czas coś daje im znak by uciekali i nie zagłębiali się dalej w tą przygodę. Nie mieli pojęcia jakie niebezpieczeństwa jeszcze na nich czyhają.
- James... - zaczęła nieco nieśmiało - Damy radę? - zapytała go nieco podłamanym głosem. Szczerze chciała wierzyć, że będzie wszystko dobrze, ale nie potrafiła. Bała się...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Pon Wrz 25, 2017 10:49 pm

Posłał jej tylko niezadowolone spojrzenie zbitego psa poprawiając przy tym okulary na nosie. Chciał, czy nie chciał, nawet nie miał jak teraz zapalić. Zauważył, że wzbudziło to w nim nieprzyjemne uczucie lekkiego podenerwowania, ale wmawiając sobie, że przecież wcale nie jest uzależniony, odtrącił je póki co na bok, skupiając się na misji w związku z którą się tu znaleźli.
Jej nagły entuzjazm bardzo mu się spodobał. Był już gotowy wrócić do miasta, nie chciał wpakować Nath w jakieś kłopoty tylko przez swoje widzimisię, nie ukrywał jednak, że kusiło go by ruszyć dalej, nie należał do tych którzy się poddawali, jak już wyznaczył sobie jakiś cel, musiał go osiągnąć, chociażby dla własnej satysfakcji. Dlatego jej determinację do ruszenia dalej podłapał bardzo szybko, a myśli o powrocie uleciały jeszcze szybciej, by po chwili nie zostawić po sobie nawet śladu.
- Rzymskie cyfry – powtórzył do swej towarzyszki i przystanął po kostki w wodzie chwilę się zastanawiając – Dwójka, czwórka, siódemka i dziewiątka – wymienił na głos te, które znajdowały się teraz w ich pobliżu. Przez chwilę głowił się nad propozycją Powell, by w końcu wypowiedzieć swe wątpliwości na głos – Zastanawiam się, czy ich położenie nie ma jakiegoś znaczenia, dlatego nie chciałem ich ruszać… To cyfry, no prócz dziesiątki, w dodatku jak na razie się nie powtarzają… Może spróbujmy znaleźć je wszystkie, a wtedy pomyślimy – zaproponował, istniało duże prawdopodobieństwo, że nie było ich więcej niż dziesięć. Zakładając, że nie były rozrzucone na całej długości rzeki, mogli najpierw spróbować odnaleźć komplet, a później, jeżeli nie wymyślą czegoś mądrzejszego, spróbować zebrać je w jedno miejsce. Podświadomie najbardziej chciał znaleźć jedynkę, chociaż nie potrafił wytłumaczyć sobie dlaczego. Zaczął więc krążyć po rzece i wypatrywać tych większych kamieni, bo to właśnie na nich znajdowały się cyfry.
Nie miał bladego pojęcia, czy to co teraz robili miało jakikolwiek sens. Niestety istniało duże prawdopodobieństwo, że te cyfry wyrzeźbił sobie jakiś pijany goblin z nudów, albo jakiś psychopata zapisywał sobie ilość zamordowanych króliczków danego miesiąca. Błoga niewiedza sprawiła jednak, że odnalezienie ich stało się to ich kolejnym celem dnia dzisiejszego.
Odwrócił się w stronę Nathalie, gdy nieco nieśmiałym głosem rzuciła jego imię. Jej obawy obudziły w nim oczywiście pewnego siebie bohatera, który koniecznie musiał podnieść ją na duchu chociażby miał w efekcie sam wybudować tę chatkę, by mogli ją znaleźć i obwieścić sukces.
- Jasne, że damy radę! – rzucił dziarsko – Może chatka to nie Złoty Znicz, ale jej plus jest taki, że jest od niego sporo większa i się nie przemieszcza – zaczął swój wywód filozoficzny, a brzmiało to, nie da się ukryć, nawet optymistycznie – Jej znalezienie nie może być trudne, a już z pewnością nie przeszkodzą nam jakieś dzikie miotły, czy lewitujące krople – skwitował puszczając jej oko. W sumie musiał przyznać, że blondynki były całkiem urocze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Pią Wrz 29, 2017 2:19 am

Miotła bez sprzeciwu znalazła się w twojej dłoni, James by potem przejść do rąk prawowitej właścicielki. Kamień był lekki a rzymska dziesiątka dość wyraźna. Po jego podniesieniu i odłożeniu nic się nie wydarzyło. Dwójka i czwórka również zostały namierzone. Znalezienie dziewiątki zajęło trochę więcej czasu. Podczas wędrówki wzdłuż rzeki i szukania kamieni, w twoje oczy rzucił się kolejny kamień, tym razem trójka. Jeśli przeszlibyście jeszcze kawałek i przyglądalibyście się nadal rzece, któreś z was byłoby w stanie dostrzec szóstkę. Byliście już bardzo blisko 'końca' rzeki i przed wami majaczył wolny od drzew kawałek ziemi. Czyżby to była polana?


_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathalie Powell
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Wto Paź 03, 2017 3:34 pm

- Rzymskie cyfry... - powtórzyła marszcząc nieco brwi. W głowie próbowała doszukiwać się sensu tych znaków, lecz niestety to nie było łatwe.
Stanęła wyprostowana obok chłopaka, ale nie miała zamiaru wchodzić do wody. Była już wystarczająco zmęczona, obolała i przemoczona. Wolała mimo wszystko trzymać się nieco dalej od wody, bo do tej pory nie był to najlepszy pomysł.
- No dobrze - skomentowała jedynie w taki sposób wypowiedź Jamesa. Nie miała zamiaru się kłócić, lecz nie wyobrażała sobie by wracać ewentualnie po te kamienie. Już i tak miotła momentami ograniczała jej ruchy, a co dopiero kilka kamieni. Nie wiedziała czy są ciężkie czy lekkie, bo nie próbowała ich podnieść, ale nie wyglądały zbyt poręcznie.
Nagle Potter odwrócił się w jej stronę i zobaczyła jego śmiałą postawę. Wyglądał tak pewnie, aż wywołał nieśmiały uśmiech na jej twarzy.
- Dziękuje - powiedziała w końcu - Chociaż z tym przemieszczaniem nie byłabym taka pewna... Właściwie nie wiemy gdzie ona się znajduje i w dodatku czy wciąż jest.
Nathalie zaczęła się zastanawiać nad jego słowami. Wiedziała, że starał się pomóc jej w uspokojeniu negatywnych emocji, ale dał też do myślenia. Zaczęła powoli iść wzdłuż rzeki, wciąż w głowie trzymając się tej nieszczęsnej chatki. Nie zwracała uwagi na to czy chłopak właściwie był za nią. W końcu przecież zauważy, że się oddaliła. Obserwowała otoczenie i analizowała wszystko co im się przytrafiło. Dotknęła swojego policzka by sprawdzić czy rana wciąż krwawi. Na szczęście nic na to nie wskazywało. Jej wzrok w końcu skierował się na wodę. Nagle przerwała swój powolny spacer i podeszła bliżej.
- James, mam chyba trójkę - postawiła nogę na większy kamień, który wstawał z rzeki by upewnić się, że dobrze mu powiedziała. Nachyliła się i uśmiechnęła - Tak, to trójka. - W tym momencie chciała cofnąć się na ścieżkę, lecz poślizgnęła się i wleciała do wody.
Trzasnęła tyłkiem o ten sam kamień, który miał jej pomóc w podglądzie. Plusnęła w wodę i usiadła na niej zrezygnowana. Przeklinała w duchy swoje kalectwo. Jak można być takim niezdarą w normalnym życiu, a potrafić tak dobrze latać i dokopywać swoim przeciwnikom na boisku? Nienormalne.
Podniosła się szybko z miejsca i ulokowała się na trawie. Zirytowana sytuacją zaczęła nerwowo strzepywać wodę z ubrania. Oczywiście nic jej to nie dawało, ale nieco uspokajało. W końcu podkuliła nieco nogi i spojrzała wzdłuż, już znienawidzonej, rzeki. Dostrzegła nagle padające światło między drzewami. Jakby las się rozstępował i dawał miejsce innym zjawiskom natury.
- Czy to jest jakaś polana? - zapytała nieco zaskoczona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Czw Paź 05, 2017 8:34 pm

Nie miał żadnego mocnego kontrargumentu na słowa Nathalie, miała rację, nie mieli pojęcia ani gdzie jest ta przeklęta chatka, ani jeżeli w ogóle istniała, to czy dalej tam stoi.
- Znajdziemy ją – zapewnił mimo wszystko – A jeżeli nie, to tylko dlatego, że nie istnieje – dodał już bardziej racjonalnie. Nie umknęła jego świadomości jej huśtawka nastrojów. Najpierw dygotała wystraszona, później sama namawiała go na ruszenie dalej, a teraz znowu miała wątpliwości. I co tu zrobić z tą przedstawicielką najbardziej skomplikowanego gatunku na ziemi? Popołudnie z Potterem nie mogło okazać się jakąś klapą więc miał szczerą nadzieję, że ta głupia chatka stoi i to właśnie oni ją znajdą po drodze pełnej przygód i niesamowitych przeżyć, tak wspaniałej, że będą ją wspominać do końca życia. Nie ma innej opcji, Potter ma swoje standardy i koniec.
Już prawie zapomniał, że chodzenie w rzece grozi lewitacją. Stąpał po to większych kamieniach wyglądając na nich rzymskich cyfr. Trzymał się kilka kroków za Nath by mieć na nią oko, a w głowie ciągle analizował ich wspólne znalezisko. Gdy Powell nagle obwieściła mu o znalezieniu trójki, on natknął się na szóstkę. Uśmiechnął się sam do siebie pochylony nad cyfrą, bo od odnalezienia ostatnich oznaczonych kamieni miał wrażenie, że minęły wieki. Chyba nie słynął z cierpliwości.
5,10,2,4,7,9,3,6
Tak mniej więcej wyglądała ich rzymska ścieżka, brakowało tylko 8 i tej najbardziej upragnionej 1. Naładowany nową nadzieją wstał i zadowolony zerknął na Powell, akurat w momencie w którym dziewczyna wpadała w poślizg, a wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie, niczym w filmie.
- Naaathaaaalieeee - tu powinniście słyszeć nienaturalnie niski, gruby głos Pottera towarzyszący jego zwolnionym ruchom, gdy to próbował chwycić różdżkę i łapać Nath jednocześnie. Oczywiście nie zdążył zrobić nic, a nanosekundy później puchonka już leżała w wodzie.
James skrzywił się lekko, a jego pośladki przypomniały mu o bólu jaki spotkał je dosłownie kilkanaście minut temu. Nim zdarzył do niej podejść, ta wskazywała mu już polanę.
- Rzeczywiście… - potwierdził jej przypuszczenia, znowu poprawiając okulary na nosie, może powinien udać się z nimi na jakąś korektę? – A co jeżeli oboje musieliśmy wpaść do tej wody, by otworzyć magiczny portal do polany? – zaczął podjarany, odrzucając całkowicie fakt, że kawał drogi szedł ze wzrokiem wbitym w kamienie i równie dobrze mogło mu umknąć, że się do niej zbliżyli. Droga Pandoro, jego świat też był pełen baśni.
Przed polaną nikła również rzeka, czyżby dotarli do jej źródła? Potter trochę skrzywił się niezadowolony faktem, że nie udało im się znaleźć wszystkich cyfr i zaczynał wątpić, że po tej stronie strumienia uda im się to zrobić. Nie uśmiechało mu się też wracać z powrotem, gdy przed nimi majaczyła kusząca polana.
- Dasz radę? – spytał więc i wyciągnął dłoń w kierunku siedzącej Nath.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Czw Paź 12, 2017 1:56 am

Gdy tak się przyglądałaś otoczeniu, nic specjalnego nie rzuciło ci się w oczy. Rzeka sobie płynęła, a po jej stronach pasy zielonawej ziemi - najpewniej był to mech. Kilka wysokich drzew, a im dalej próbowałaś wzrokiem sięgnąć, tym więcej ich dostrzegałaś. W większości cienkich ze suchymi gałęziami. Kiedy wpadłaś do rzeki i wylądowałaś na tyłku, poczułaś nieprzyjemny krótki ból, który mógł świadczyć tylko o tym, że dorobiłaś się kolejnego siniaka. Przy kolejnych krokach, James, mignął ci kamień z rzymską ósemką, jednakże jedynki jak na złość nie było widać, a polana była wręcz na wyciągnięcie ręki, choć poczułeś atak chłodnego powietrza. Szukacie czy idziecie dalej?


Nathalie Powell: -3 PŻ






_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Pią Paź 20, 2017 7:49 pm

|przejście z kamiennych schodów

Praktycznie do samego końca nie wiedziała, czy rozdzielenie się z Enzo było faktycznie aż tak dobrym pomysłem, jak z początku myślała. Z pewnością mieli dzięki temu zbadać większą połać terenu, aczkolwiek zaczynało coraz bardziej się ściemniać, a samotne chodzenie po całkowicie nieznanym lesie - w dodatku tak upiornie wyglądającym - nie należało raczej do najrozsądniejszych posunięć. Nim jednak tak naprawdę to sobie uświadomiła - podskakując z dotychczas jeszcze jakoś tłumionego zdenerwowania, gdy usłyszała stanowczo zbyt głośny szelest w pobliskich krzakach - była już na tyle daleko, iż z pewnością nie miała odnaleźć już towarzysza. Nie przed ustalonym przez nich spotkaniem.
Brnęła więc dalej przez wysoką trawę, schodząc z niedużej górki i przy okazji rozglądając się dookoła. Widziała jednak... Cóż, drzewa. Tylko i wyłącznie drzewa, krzewy i trawy, naprawdę dużo drzew, krzewów i traw. Poza tym nic nie przyciągnęło jednak jej uwagi na tyle, by postanowiła zatrzymać się w miejscu. Wręcz przeciwnie, pozbawiona towarzystwa jasnowłosego chłopaka, szła zdecydowanie szybciej, nie zwalniając tempa ze względu na czyjekolwiek fizyczne obrażenia. Nie była zmęczona, nie czuła się źle, więc mogła poruszać się na tyle szybko, na ile pozwalały jej krótkie nóżki i podłoże.
Jednym słowem - być może nie skakała niczym młoda sarenka, ale też z pewnością nie wlokła się podobnie do nienajedzonego zombie. Przez moment przeszło jej zresztą także przez myśl, iż mogłaby poruszać się jeszcze szybciej, zwyczajnie przybierając postać wynikającą z bycia animagiem, jednakże dosłownie w tej samej chwili pomyślała o tym, co w takim wypadku zrobiłaby z różdżką i to dosyć skutecznie pozbawiło Aly złudzeń, iż podobny plan mógłby się udać. Być może w ostateczności posunęłaby się do tego, lecz na ten moment wolała nie tracić możliwości czarowania. Nie będąc sama na obcym terenie.
Wreszcie zobaczyła zresztą dosyć spory prześwit, dostrzegając zarysy czegoś, co mogło być leśną polanką. To zaś sprawiło, iż jej kroki stały się jeszcze szybsze, bowiem - szczerze mówiąc - miała już naprawdę serdecznie dosyć wszechobecnych drzew i krzewów. Jakieś mniej zadrzewione miejsce z pewnością byłoby naprawdę przyjemną odmianą, jeśli chodziło o widoki. Zresztą... Istniał przecież cień szansy, że mogła to być ta polana, czyż nie? Wewnętrzna skłonność do szukania pozytywów pozwalała Alyssie sądzić, iż istniała jakaś szansa na to.
Dlatego też dziewczyna stosunkowo szybko znalazła się w miejscu, z którego rozciągał się widok na połać zielonego terenu, która zdecydowanie była czymś więcej, niżeli tylko zwykłą przesieką. Pas był na tyle szeroki, że dało się go nazwać niedużą łączką. Na dodatek... Ktoś tam był? A może tylko jej się tak zdawało? Odruchowo zacisnęła palce na różdżce, którą trzymała w kieszeni płaszcza, choć nie była przecież kimś, kto mężnie stawał do ewentualnego starcia z nieprzyjaznymi obcymi. Prędzej pewnie by uciekła... A przecież równie dobrze mogli być to naprawdę mili ludzie, równie zagubieni, co ona. Albo wytwór jej umysłu... Cóż, z dwojga złego, chyba wolała nawet tych złych ludzi, byleby tylko nie wyjść na wariatkę z halucynacjami.


Ostatnio zmieniony przez Marjorie Meadowes dnia Sro Paź 25, 2017 4:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Pią Paź 20, 2017 7:49 pm

The member 'Marjorie Meadowes' has done the following action : Rzuć kością


'Pojedynek' :

Result : 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Pią Paź 20, 2017 10:15 pm

Pomógł wstać Nath i sam był już gotowy opuścić rzekę by skierować się na polanę, gdy po kilku krokach dostrzegł na kamieniu rzymską ósemkę. Źrenice rozszerzyły mu się, a wzrok automatycznie spenetrował powierzchnię wszystkich kamieni w jego zasięgu. Brakowało tylko jedynki… Ostatniej… A przynajmniej tak mu się wydawało.
Uderzył go podmuch zimnego powietrza, co przy dzisiejszej pogodzie nie było zbyt normalne. Wzdrygnął się, ale nie zwrócił na to większej uwagi, gdyż myślami wędrował po rzece w poszukiwaniu tej zasranej jedynki. Czuł, że nie da mu ona spokoju póki jej nie znajdzie, chociaż podświadomie wiedział również, że pewnie to ich szukanie wszystkich rzymskich cyfr było całkowicie bez sensu i prócz satysfakcji nie będą mieli z tego nic więcej.
Spojrzał w stronę kierującej się na polanę Nath, ale dziewczyna chyba wiedziała już co chciał zrobić.
- Rozejrzę się tu jeszcze chwilę, a ty może odpocznij na polanie, co ty na to? – jego wzrok przez moment zawiesił się na jej miotle. Całą rzekę mógłby oblecieć w zaledwie kilka chwil gdyby ją od niej pożyczył… Jednak niepisany kodeks psychofanów mioteł i dzisiejsze wybryki egzemplarza który mieli ze sobą wybiły mu ten pomysł z głowy.
Cały mokry, stąpając po kamieniach, postanowił zbadać rzekę u jej źródła. Tak się na tym skupił, że nie było nawet szans by zauważył, że zbliża się do nich ktoś jeszcze. Trochę zniecierpliwiony wyciągnął nawet różdżkę, a zawiedziony brakiem kamienia z rzymską jedynką, pokusił się nawet o próbę wezwania go Accio.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Sro Paź 25, 2017 2:25 am

Marjorie, w końcu dotarłaś na miejsce i w nozdrza uderzył cię świeży podmuch wiatru, kojarzący się zdecydowanie z wodą - było jednak pewne, że znajdowała się kawałek dalej, jeszcze dalej niż byłaś. Polana, a właściwie spory pas pozbawionej drzew ziemi był bardzo widoczny i rosło na nim coś, co przypominało ci zboże; nie znałaś się aż tak na zielarstwie by móc to od tak stwierdzić czy to jakiś nieznany ci rodzaj czy też kompletnie innego, nie mającego nic wspólnego z czymś, co towarzyszyło ci od najmłodszych lat. Jeśli jednak lepiej się temu przyjrzałaś, byłaś w stanie zorientować się, że coś tutaj nie gra. Powietrze wokół nich zdawało się wibrować przy każdym podmuchu i na dobrą sprawę, wysuszone pionowe kłosy zbytnio się nie poruszały, a jeśli już nawet to w jeden konkretny sposób.
Nathalie, posłusznie ruszyłaś w stronę polany, choć w momencie, kiedy przekroczyłaś jej próg, stałaś się niewidoczna i dla oczu Jamesa i dla oczu nieznajomej, której nie miałaś szansy wcześniej dostrzec.
James, zanim się postrzegłeś, twoja towarzyszka zniknęła; zdążyłeś usłyszeć jedynie krótki, dość słaby krzyk. Accio nie zadziałało. Brakowało już tylko tego jednego kamienia. Może go przegapiłeś, może leżał przy samym końcu... na ten moment nie mogłeś sobie przypomnieć, żebyś go widział.


Nathalie Powell: unieruchomiona do czasu, kiedy dam znać.
Marjorie Meadowes: uzupełnij poprzedniego posta, nie musi być długi.

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sob Paź 28, 2017 10:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   Sro Paź 25, 2017 6:56 pm

Lubiła charakterystyczną woń lasu, która od zawsze kojarzyła jej się raczej dosyć pozytywnie, ostatnio ponownie jeszcze bardziej się do niej przekonując. Jednocześnie nie mogła jednak powiedzieć, by ilość czasu, jaką spędziła w nim podczas tej wyprawy, nie wpłynęła jakoś na to, iż Meadowes... Meadowes po prostu odetchnęła głębiej, wzdychając jednocześnie, gdy do jej płuc doleciało inne, mniej pachnące żywicą powietrze. Aromat dzikich kwiatów, traw, nuta wilgotnej świeżości kojarząca jej się z jakimś zbiornikiem wodnym... Mimowolnie wywołały u niej uśmiech.
Owszem, dziewczyna nie miała nic przeciwko zapachowi mokrej ziemi, liści i drzewnych soków, ale na dłuższą metę zaczynała boleć ją od nich głowa. Zwłaszcza wtedy, gdy wąchała to ludzkim, mniej nawykłym do tego nosem. Zdecydowanie ucieszyła się zatem z wyjścia na otwartą przestrzeń. Zwłaszcza lekko wyczuwalne zawilgocenie powietrza - nie tak ciężkie jak w gęstym lesie, w którym woda nie miała zbytnio możliwości parowania, przez co krople rosy pachniały zupełnie inaczej - dało jej odrobinę nadziei. Czy to była ta polana, czy nie, obecność jakiegokolwiek źródła wody dawała nadzieję choćby nawet na odsapnięcie. Prawdę mówiąc, Alyssa już wcześniej liczyła na znalezienie strumyka czy rzeczki, w której mogłaby opłukać ręce.
Wychodząc z lasu, przystanęła w miejscu, starając się wytężyć wzrok na tyle, by dostrzec jakieś szczegóły postaci, które widziała daleko przed sobą. Były one jednak tak mocno rozmyte i nieostre, iż dziewczyna zaledwie po chwili mrużenia oczu zorientowała się, że nie miało jej się to udać. Musiała albo podejść bliżej, albo zrezygnować z ewentualnego dowiadywania się, czy faktycznie miała do czynienia z ludźmi, czy jednak po prostu coś jej się przywidziało. Równie dobrze mogły być to przecież poruszane wiatrem krzewy, na których zawisły jakieś stare szmaty albo coś jeszcze innego.
I choć ta teoria padła równie szybko, co pojawiła się w głowie blondynki - praktycznie w tej samej sekundzie, w której jedna z postaci ruszyła się stanowczo zbyt mocno, jak na rzekomy krzak - Meadowes nie podążyła w tamtym kierunku, ponieważ dziwna atmosfera i jeszcze dziwniejsze zachowanie kłosów traw przyciągnęły jej uwagę. Robiąc to na tyle, iż dziewczyna nie zauważyła nawet momentu zniknięcia jednej z dwóch postaci, pochylając się po kilka leśny patyczków lub kamyczków, aby rzucić pierwszy z nich w powietrze nad najbardziej wibrującym punktem. Chciała zobaczyć, co się stanie.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Rzeka Łez   

Powrót do góry Go down
 
Rzeka Łez
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Rzeka Severn
» Rzeka Lawy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Wielka Brytania i Irlandia :: Szkocja  :: Glasgow :: Zaczarowany Las-