Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Cheyenne Aisha Wintchester [uczeń] - w budowie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Cheyenne Wintchester
avatar


avatar
Oczekujący

PisanieTemat: Cheyenne Aisha Wintchester [uczeń] - w budowie   Pią Wrz 01, 2017 1:43 am

Imię i nazwisko: Cheyenne Aisha Wintchester
Imiona i nazwiska rodziców:
Data urodzenia:
Miejsce zamieszkania:
Status majątkowy:
Czystość krwi:
Dom w Hogwarcie:
Różdżka:

Wzrost: 189 centymetrów
Waga: 77 kilogramów
Kolor włosów: czarne
Kolor oczu: błękit

Bogin: jezus maria co to jest
Amortencja:

Widok z Ain Eingarp:
 Nie chciałem w nie patrzeć, bo doskonale zdawałem sobie sprawę, co ujrzę. To jak stanie w samym środku czarnej pustki z nogami po kostki zatopionymi w śniegu. Jak nagły świst wichury, która dmuchnie ci w twarz setkami wirujących płatków; tak mocno i tak nagle, że będziesz musiał się cofnąć i zakryć rękoma. Ale tutaj nie ma takich wygód. Tutaj obrazy po prostu atakują cię z każdej strony. I to jest okropne, bo musisz na nie patrzeć.
 Nasza rodzina jest raczej bogata i dobrze usytuowana społecznie. Mamy na tyle dużo pieniędzy, aby po domu krzątały się służące i na tyle mało pokory, by uważać, że nam się to należy. Wychowałem się więc w królewskich luksusach, gdzie podwieczorki przynoszone są na złotych tacach, a koszule zawsze zapinano nam (mnie i bratu) pod samą szyję. Nie lubiłem tego. Dusiłem się; choć głównie psychicznie.
 Zawsze więc uciekałem jak najdalej. Na tyłach naszej rezydencji rozrasta się półkole gęstego lasu. Półkole mojego magicznego świata. Nie mogę zapomnieć tego, jak co noc wymykam się z domu, jak zrzucam buty i opuszczam świat, do którego nie pasuję, bo w zwierciadle widać to bardzo dokładnie. Krok po kroku. Ściółka chrzęści pod bosymi stopami, gałęzie nad głową szumem zagłuszają myśli. W tym czasie biegnie się przed siebie. Na oślep. Jak najdalej. Jak najszybciej. Serce wybija rytm. Dudni w skroniach. W palcach. W gardle.
 Droga zlewała się w smugi. Nie ma liści, ani krzewów, ani korzeni, ani głazów. Są nierówne pasma kolorów. Wstęgi drżących zieleni, brązów i szarości; wszystko przytłumione nocnym mrokiem.
 Na końcu, gdy mięśnie już prawie palą żywcem, pada się na kolana. Potem zwala na ziemię. Wysoka na pół metra trawa przyjemnie kuje w policzki i ramiona. I w pokrwawione stopy. Za każdym razem wtedy dyszę i wpatruję się w niebo z miliardem gwiazd. Wówczas jest cudownie.
 Ale potem, dużo, dużo później, wracam do domu. Ściółka już nie chrzęści, bo staram się stąpać po cichu jak złodziej marnej klasy. Nic nie szumi nad głową. Las milczy. Też nie chce się żegnać, ale nie mówi tego głośno; zdaje sobie sprawę, że przez najbliższe godziny, przez niekończące się kwadranse, nie pisnę słówkiem.
 Ponieważ, gdy przestąpię próg domu, „On” będzie na mnie czekał. Będę milczeć, gdy „On” się rozwrzeszczy.
 (to takie mało arystokratyczne)
 Zacznie sączyć jad. Ja nie będę miał zamiaru. Będę tylko stał przed nim z wysoko uniesioną brodą. Z twarzą mokrą od rosy. Z włosami w nieładzie. Z krwią na stopach i – do licha – w rozpiętej koszuli. Będę mieć brud pod paznokciami i wilgotną ziemię między luźno zwisającymi po bokach ciała palcami u rąk. Będę czuł, że las jest ze mną i że „on” nie może tego znieść. Że go to doprowadza do ślepej furii.
 Wtedy jego twarz zrobi się czerwona.
 Moja też.
 Gdyby zapytano mnie, co robię źle, odpowiedziałbym, że nie wiem. Nigdy mi tego nie wytłumaczył. Patrząc w lustro oglądam tę scenę z taką samą obojętnością, co w tych licznych razach, gdy byłem jej uczestnikiem, a nie tylko widzem. Znam na pamięć ruchy ojca. To jak ciągnie nerwowo za rękawiczkę, zaczynając zdejmować materiał od palca wskazującego.
 (ty jesteś wszystkiemu winien ty bękarcie nikt NIKT inny plugawy niechciany PRZEGRANY)
 W końcu pozbywa się nakrycia i widzę to bardzo wyraźnie, bo zawsze wtedy patrzę na jego dłonie. Nieważne jednak, jak bardzo jestem na nich skupiony, nigdy nie udaje mi się przygotować do tego, co nieuniknione. Bo ciszę w domu przerywa plask. Twarz ojca pęcznieje. Robi się purpurowa. Znów podnosi dłoń. Znów wkłada w uderzenie całą swoją arystokratyczną siłę. Znów świszczy powietrze. Rozlega się plask. Ja prostuję ramiona, ustawiam głowę tak, jak poprzednio – nim nagle nie odleciała na bok. Milczę. On warczy. Jedno słowo to jeden jego ruch.
 W lustrze wizja nagle się rozmywa, a ja leżę w lesie i dyszę, i szukam gwiazd, i łzy ulgi ciekną mi po policzkach i uszach, bo dociera do mnie, że jeszcze nie muszę wracać.
 W lustrze nie muszę tam wracać w ogóle.

Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie:

Przykładowy post:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Cheyenne Aisha Wintchester [uczeń] - w budowie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Magical Girl Aisha
» Nie drażnij śpiącego smoka! A na pewno go nie podrywaj..
» Malthael (W budowie)
» [uczeń] Sahir Nailah
» Kanti Holt (w budowie)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Uczniowie -