Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Lucille Selwyn

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lucille Selwyn
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Lucille Selwyn   Pon Sie 07, 2017 4:30 pm

Imię i nazwisko: Lucille Margot Selwyn
Imiona i nazwiska rodziców: Franklyn Selwyn i Sophia Selwyn (zd. Carrow)
Data urodzenia: 3 stycznia 1962 r.
Miejsce zamieszkania: Dworek Selwynów w Shepperton w hrabstwie Surrey
Status majątkowy: Bardzo bogata
Czystość krwi: Czysta
Dom w Hogwarcie: Slytherin
Różdżka: Cis, włos północnicy, 11 cali, sztywna

Wzrost: 165 cm
Waga: 59 kg
Kolor włosów: Jasne orzechowe
Kolor oczu: Zielononiebieskie

Bogin: Jej rodzina, która otacza ją i krzyczy, że zabiła siostrę.
Amortencja: Zapach sosen, starych książek, świeżo zmielonej kawy i deszczu.

Widok z Ain Eingarp: Obraz, jaki Lucille ujrzała w zwierciadle pragnień, sprawił, że zaśmiała się gorzko. Poczuła politowanie do samej siebie, kiedy zdała sobie sprawę z tego, jak banalne są jej marzenia, a także jak sentymentalna i żałosna jest w rzeczywistości.
Z lekka przykurzony artefakt magiczny przedstawiał wręcz sielski portret rodzinny. Najbardziej po lewej strony stał wysoki barczysty mężczyzna o surowych rysach twarzy i bladoniebieskich tęczówkach. Jego twarz rozświetlał delikatny uśmiech błąkający się na ustach. Obok czarodzieja stała drobna kobieta, której piękną twarz okalały miękkie loki o złotawym odcieniu. Mężczyzna obejmował ją, a ona śmiała się bezdźwięcznie. Tuż obok nich znajdował się ich najstarszy syn, który wzrostem dorównywał już ojcu i był jego wprost idealną kopią. Szczerzył się szelmowsko w typowy dla niego sposób i opierał się łokciem o głowę jednej ze swoich sióstr. Lucille z niepokojem stwierdziła, że to właśnie na niej wspierał się młody czarodziej, lecz w rzeczywistości stała przed lustrem sama. Największy dyskomfort poczuła, dopiero gdy dostrzegła osobę, która stała po przeciwnej stronie w stosunku do brata. Była to niska dziewczynka w sukience w kwiatki i o jasnych włosach związanych w warkocze. Uśmiechała się ciepło do starszej siostry, a Lucille mimowolnie poczuła ścisk w gardle. Wyglądała tak samo, jak w dzień przed trafieniem do szpitala.
- Ale przecież ona była martwa! - pomyślała Lucy i cofnęła się o dwa kroki. Przeszły ją ciarki, kiedy oczy wszystkich osób znajdujących się po drugiej stronie tafli lustra zwróciły się na nią z troską. Wiedziała, że obraz nie był prawdziwy, a jednak nie chciała przestać przyglądać się tej normalnej rodzinie.

Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie: Od zawsze konikiem dziewczyny były eliksiry, jednak paradoksalnie do dużych umiejętności z tego przedmiotu, kompletnie nie radziła sobie z zielarstwem. Niestety matka natura poskąpiła jej ręki do roślin, radzi sobie z nimi tylko wtedy, kiedy są martwe i ma je pokroić lub posiekać do eliksiru. Również katastrofalnie radzi sobie z historią magii i wróżbiarstwem, głównie ze względu na ścisły umysł, który nie potrafi pojąć tajników dywinacji czy spamiętać okoliczności wszystkich powstań goblinów. Dobrze radzi sobie z obroną przed czarną magią i zaklęciami ofensywnymi, a także użytkowymi. Z transmutacji zaś jest całkiem przeciętna.

Przykładowy post:
Dzień zbliżał się ku końcowi, a ostatnie promienie słońca złociły ponury dworek Selwynów czyniąc go tym samym odrobinę mniej nieprzyjaznym. W jednym z mrocznych pomieszczeń siedziała Lucille, na której to dzisiaj skupimy swoją uwagę. Jej pokój mieścił się w północnym skrzydle budynku i właśnie jego lokalizacji zawdzięczała przyjemny chłód w takie upalne dni jak ten. Sypialnia dziewczyny była chyba najbardziej minimalistycznie urządzonym wnętrzem w całym domu. Na planie kwadratu wyłożonego palisandrową posadzką znajdowały się jedynie łóżko, komoda, biurko, krzesło i fotel. Wszystkie meble były utrzymane w idealnym porządku zarówno przez skrzata domowego, jak i właścicielkę pokoju, która wręcz obsesyjnie dbała o czystość. Gołe ściany były ozdobione jedynie przez schemat rozmieszczenia konstelacji na północnej części nieba. Parapety przy wysokich oknach zwieńczonych małymi witrażami były nieskalane przez żadne rośliny doniczkowe lub bibeloty. Spoglądając na to wnętrze, można by odnieść wrażenie, że jest ono niezamieszkane.
We wcześniej wspomnianym fotelu siedziała skulona dziewczyna, która leniwie głaskała czarnego kocura. Delikatnie kręcone orzechowe włosy przysłaniały jej pociągłą twarz o bystrych bladozielonych oczach. Trudno było powiedzieć czy jest smutna, czy jedynie zadumana, jednak niewątpliwie przymknięte powieki i pochylona głowa przywodziły na myśl stan melancholii.
Nagle gdzieś na korytarzu rozległo się dudnienie, które przerwało do tej pory trwającą ciszę. Był to rytmiczny odgłos, który z sekundy na sekundę przybierał na sile, zupełnie jakby ktoś energicznie maszerował w kierunku pokoju Lucille. Niewiasta lekko zmarszczyła brwi, jednak wciąż była odwrócona tyłem do drzwi, zza których dochodził hałas. Po chwili z hukiem do pomieszczenia wmaszerował intruz, a poirytowana dziewczyna, ku niezadowoleniu kocura, zerwała się na równe nogi.
- No witam, siostrzyczko – ryknął tubalnie młody mężczyzna o ciemnych kręconych włosach, rozbawionych błękitnych oczach i szelmowskim uśmiechu. Był to nie kto inny jak Trevor Selwyn, a Lucille jak za każdym razem, kiedy go widziała, to odniosła niemiłe wrażenie, że Trevor to zbyt amerykańskie imię. A może to tylko uprzedzenia?
- Kto cię uczył manier? - Burknęła nabzdyczona nastolatka i poprawiła czarną sukienkę.
- Ta sama kobieta co ciebie – odparł z szerokim uśmiechem chłopak, po czym podszedł do siostry i ucałował jej policzek. Lucille na powitanie odpowiedziała wymownym skrzywieniem, po czym usiłowała go odepchnąć, lecz Trevor był od niej znacznie silniejszy. Przepychali się tak dobrą chwilę, aż wreszcie czarodziej odpuścił i opadł z westchnieniem na fotel.
- Co cię sprowadza do domu? - zapytała szatynka, po czym postawiła sobie krzesło tuż obok brata. W czasie roku szkolnego prawdopodobnie przeniosłaby mebel za pomocą magii, lecz teraz trwały wakacje a ona była nieletnia. Zawsze bardzo irytował ją fakt, że nie można było czarować poza murami szkoły. To zupełnie jak być niewidomym przez jedenaście lat i znać świat tylko z opowieści rodziców, potem zyskać wzrok na dziesięć miesięcy, by następnie musieć przez kolejne dwa miesiące chodzić z opaską na oczach. Istny absurd!
- Stęskniłem się za twoją uprzejmością i urokiem osobistym – stwierdził, jednak widząc wzrok dziewczyny, postanowił powiedzieć prawdę. - Ostatnio ojciec wspominał, że chciałaś się uczyć oklumencji, jednak po pierwszych zajęciach twój nauczyciel uciekł, aż się za nim kurzyło. No i oto jestem, żeby jak zwykle pomóc swojej ulubionej siostrzyczce.
Lucille sapnęła z oburzeniem. Przecież to ona kazała temu staremu zboczeńcowi się wynosić, po tym, jak wyłapywał tylko te wspomnienia, na których była nago. To, że trochę go postraszyła ojcem pracującym w ministerstwie i salą tortur w lochach, nie powinno zrobić na dorosłym czarodzieju większego wrażenia. Oczywiście, żadnej sali tortur nie ma, ale musiała nieco podkoloryzować.
- W tej sytuacji to ja byłam ofiarą, nie on! - Warknęła przez zaciśnięte zęby i widocznie się nachmurzyła.
- Och, nikt w to nie wątpi – rzucił z ironią, jednak chcąc zapobiec katastrofie, powrócił do wcześniejszego tematu. - To jak będzie z tą nauką?
Lucille zamyśliła się na chwilę, zupełnie jakby kalkulowała czy jest to dla niej opłacalne. Trevor doskonale znał ten wyraz twarzy i nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, który cisnął mu się na usta.
- Dobrze, zacznijmy od zaraz – zaproponowała, po czym usiadła wygodniej na krześle i spojrzała na brata wyczekująco.
- Znasz zasady? - Lucille kiwnęła twierdząco głową. - Wobec tego nie ma co przedłużać. Oczyść umysł i spróbuj go zablokować przed moim atakiem. Wypowiem zaklęcie na trzy, dobrze? Raz... dwa... trzy... Legilimens!
Pomieszczenie nagle zawirowało przed oczami niewiasty, a sekundę później znalazła się w Wielkiej Sali Hogwartu. Dostrzegła dookoła siebie tłumek uczniów, którzy jeszcze nie mieli wyszytych herbów na mundurkach. Byli to pierwszoroczni, wśród których dostrzegła swoich znajomych z domu, tylko odmłodzonych o pięć lat.
- Selwyn, Lucille – dobiegł ją głos, a chuda dziewczynka o długich orzechowych włosach pomaszerowała żwawo, jednak z wyuczoną gracją w kierunku taboretu i tiary przydziału.
Nagle Trevor porzucił to wspomnienie i Wielka Sala rozmyła się w wielobarwnej smudze świateł. Tym razem przenieśli się na błonia. Pod dużym drzewem stała grupka dzieciaków, która szczebiotała o swoich sprawach w akompaniamencie ćwierkania ptaków. Dokładnie wiedziała, co się niebawem wydarzy, mogłaby obudzona w środku nocy recytować ten dialog.
- Lu, pogadajmy – błagała drobniutka blondynka o sarnim spojrzeniu.
- Nie mogę teraz, idę nakarmić testrale – skłamała bez zająknienia Selwyn i odeszła nie zaszczycając znajomej spojrzeniem.
- Dlaczego jesteś dla mnie taka okrutna? - Zaskomlała żałośnie towarzyszka, ciągle nie ustępując. Lucille zaczynała się denerwować.
- Nie prowokuj mnie, bo dopiero zacznę być dla ciebie okrutna, szlamo – syknęła i odeszła w kierunku zamku ku uciesze grupki obserwatorów tej niezręcznej sytuacji.
W tym momencie sceneria po raz kolejny się zmieniła i Lucy z ulgą stwierdziła, że znajduje się w domu, a zaklęcie ustąpiło. Potwornie bolała ją głowa i nie wiedzieć czemu dłonie. Zerknęła w dół na obolałe kończyny i dostrzegła, że ma je kurczowo zaciśnięte, a paznokcie lekko porozcinały jej skórę.
- No, no, no... nieładnie tak mówić do koleżanek – odparł Trevor, przyglądając się siostrze z dziwnymi iskierkami tańczącymi w oczach. Nie potrafiła zidentyfikować emocji, którą w tamtej chwili wyrażała jego twarz.
- Spróbujmy jeszcze raz – zażądała, usiłując stworzyć w umyśle obraz białej ściany i całkowicie się na nim skoncentrować.
Tym razem Trevor nie raczył jej informować o tym, kiedy zaatakuje i zrobił to całkowicie bez ostrzeżenia. Mężczyzna wręcz wtargnął z impetem do jej umysłu i zaczął wertować wspomnienia jak dokumenty w szufladzie. Przerzucał je bez ładu, aż wreszcie zdecydował się na konkretne, które wydawało się wręcz zaznaczone kolorowym atramentem.
Znaleźli się w szpitalu św. Munga, a konkretnie na drugim piętrze na Oddziale Zakażeń Magicznych. W niewielkiej dusznej salce na łóżku leżała drobna postać o zielonkawej cerze, która wyglądała na martwą. Miała mocno zapadnięte policzki, podkrążone oczy i sine usta, jednak jej klatka piersiowa wciąż powoli unosiła się i opadała.
Nagle na korytarzu pojawił się czarodziej odziany w biały kitel medyczny. Szedł sprężystym i energicznym krokiem, dopóki nie dostrzegł czterech postaci pod drzwiami do sali numer siedem. Zwolnił i zacisnął zęby, przyglądając się w zadumie rodzinie pacjentki.
Lucille rozejrzała się i rozpoznała swoich rodziców, Trevora i czternastoletnią siebie. Dokładnie pamiętała ten dzień i nie chciała przeżywać go na nowo.
- Państwo Selwyn, zgadza się? - Zapytał medyk, a grupa ludzi zaczęła synchronicznie potakiwać głową. - Nie ukrywajmy, sytuacja jest poważna. Powiedziałbym nawet, iż los dziecka jest już przesądzony. Jest słaba i jej organizm nie ma siły, żeby walczyć ze smoczą ospą. Leki nie skutkują, wszystkie pokarmy natychmiastowo zwraca. Przykro mi. - Wyrecytował i odszedł. Lucille ze wspomnienia spojrzała przerażona na matkę, która tylko zmierzyła ją chłodnym wzrokiem.
- To twoja wina, ty ją zaraziłaś – syknęła, a wspomnienie rozmyło się,, pozostawiając w jej głowie pustkę i kujący ból.
Zaklęcie ustąpiło, a Trevor z wyraźnym rozbawieniem obserwował siostrę. Był nonszalancko rozwalony na fotelu, zupełnie jakby śmierć ich najmłodszej siostry nie zrobiła na nim większego wrażenia.
- Och, Lu, ciągle się obwiniasz? Zrób mi przysługę i przestań wreszcie obnosić się z naszą małą rodzinną tragedią jak z najdroższymi markowymi perfumami. Spróbuj dostrzec pozytywy tej sytuacji... o, na przykład testrale! Wcześniej ich nie widziałaś. - Ciągnął coraz mocniej prowokując Lucille.
- Zabieraj się stąd i to w podskokach! - Wrzasnęła, zdejmując z nogi but, po czym rzuciła nim w brata. - Jeśli powiesz chociaż jedno słowo, to zaznasz cierpienia, o jakim jeszcze ci się nie śniło! - W tym momencie poleciał kolejny but, a Trevor, zasłaniając się przed ciosami i śmiejąc na głos, opuścił pokój.
Kiedy mężczyzna wyszedł Lucille opadła bez sił na podłogę. Obraz przed oczami zaczął jej się po raz kolejny rozmazywać, jednak tym razem nie był to efekt legilimencji. Pod powiekami zatańczyły jej gorące łzy złości i bezsilności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Lucille Selwyn   Sob Sie 12, 2017 3:46 pm



_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Lucille Selwyn
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Lucinda Selwyn
» A. Selwyn
» Alexander Selwyn
» Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey
» William Kasimir Selwyn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Uczniowie -