Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Vivienne Russel

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vivienne Russel
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Vivienne Russel    Sro Sie 02, 2017 11:38 pm





Imię i nazwisko: Vivienne Louise Russel
|| Oba imiona zawdzięcza swoim babciom. Pierwsze zostało nadane przez Lindę Russel, zaś drugie wybrała Emmanuelle Bienvenue ||
Imiona i nazwiska rodziców: Edward Russel || Ojciec - mugol, w którego żyłach płynie czysta krew angielska. Pracuje jako chirurg w jednym z londyńskich szpitali ||
Marlène Russel z d. Bienvenue || Matka - czarownica czystej krwi, urodzona we Francji, uczęszczała do Akademii Magii Beauxbatons, obecnie pracuje dla Proroka Codziennego ||
Data urodzenia: 3 grudnia 1955r. || Było stanowczo zbyt zimno, jak na początek grudnia. Mróz szczypał w policzki, a śnieżyca nie chciała ustąpić. Pierwszy raz od dawna zamknięto mugolskie szkoły, a pracowników wysyłano do domu przed zmrokiem, aby dotarli bezpiecznie. W barach i kawiarniach rozdawali nawet gorącą czekoladę za darmo. Mówi się, że to była zima stulecia ||
Status majątkowy: Zamożna || Tak się składa, że kiedy umarła babcia Emmanuelle, cały swój majątek przepisała swojej ukochanej wnuczce, aby mieć pewność, że żadne z jej dzieci nie położy swoich rąk na jej pieniądzach i posiadłościach ||
Czystość krwi: Półkrwi

Była szkoła: Hogwart, Ravenclaw || Vivienne była pilną uczennicą, której zależało na jak najwyższych wynikach z każdego, zdawanego przez nią, przedmiotu ||
Różdżka: 12 i pół cała || jabłoń || sierść kelpie || sztywna ||

Wzrost: 161,5 centymetrów || na co dzień unika raczej butów na wysokich obcasach ||
Waga: 46 kilogramów || przez brak czasu nie jada zbyt często, więc jej waga raczej stoi w miejscu ||
Kolor włosów: brązowy || naturalnie ciepły, czekoladowy ||
Kolor oczu: brązowe || ciemne, ale podobnie jak włosy, mają ciepłą barwę ||

Praca: Uzdrowiciel na Oddziale Urazów Pozaklęciowych w Klinice Magicznych Chorób i Urazów Szpitala Świętego Munga (od września 1975 roku)|| Udało jej się zdobyć wymarzony zawód dzięki pilnej nauce i wysokim wynikom podczas owutemów. Uwielbia to, co robi i czuje się całkowicie spełniona, pomagając ludziom || Oraz jako barmanka w Dziurawym Kotle (od listopada 1974 roku do sierpnia 1975 roku)

Bogin: Bogin Vivienne jest dość nietypowy. Nie jest on związany z utratą bliskich, ale z jej największym lękiem.
Od zawsze miała problemy z bezkresnymi morzami i oceanami, były dla niej zbyt potężne. Zbyt silne i rozległe, aby je całkowicie poznać albo pokonać. Dlatego też Vi unikała kontaktu z otwartą wodą, która wzbudzała w niej ogromny strach, ale też i podziw. Morskie fale mają niszczycielską, przerażającą dla młodej czarodziejki siłę. Wiele razy próbowała pozbyć się swojej słabości, ale gdy tylko stała na złocistym piasku, a jej stopy miały kontakt z cieczą, natychmiast cofała się w obawie przed pochłonięciem jej przez ocean. Za każdym razem było to samo, aż w końcu się poddała. Zwątpiła, że cokolwiek zdoła jej pomóc w zmierzeniu się ze swoim koszmarem, jakim jest ogromna fala

Amortencja: Jak na typową Krukonkę przystało, Vivienne uwielbiała się uczyć. Spędzanie całych dni w książkach było dla niej codziennym obowiązkiem, jednakże zdecydowanie należało to do jej ulubionych zajęć. Nigdy też nie skarżyła się na nakłady prac domowych, bo dla niej oznaczało to dodatkowe godziny spędzone w bibliotece. W swoim mieszkaniu również posiada pokój, przeznaczony do czytania. Tak więc, nikogo nie powinno dziwić, że jednym z zapachów, które wyczuwa w eliksirze miłości jest właśnie zapach książek.
Kolejna woń, która tak bardzo ją do siebie przyciąga jest dość zaskakująca. Vi jest osobą, która stawia umysł, materię nad uczuciem i duszą. Twardo stąpa po ziemi i nie poświęca zbyt wiele czasu na marzenia. Jednakże jest jedna rzecz, do której ma ogromną słabość i w której objęciach zapomina o całym świecie - wata cukrowa. To właśnie ona leczy młodą czarownicę podczas jej smutków i niepowodzeń. Można powiedzieć, że jest jej najlepszym przyjacielem.
I choć wydaje się, że kobieta jest zbyt pochłonięta swoją pracą, aby jeszcze zajmować się domem, to jednak nie ma nic bardziej mylnego. Wśród swoich bliższych znajomych nazywana jest Panią Porządek i nie chodzi tu tylko o jej zawsze nienaganny wygląd. Vivienne uwielbia woń ładu, wszelkie środki czystości, których używa do sprzątania są dla niej jak narkotyk. Jednak jej ulubionym zapachem jest świeże pranie. Kojarzy jej się ze zmarłą babcią, z którą spędziła wiele pięknych miesięcy we Francji. To właśnie starsza kobieta zapewniała jej bezpieczeństwo i dostarczała wielu czułości w trakcie jej całego życia.

Widok z Ain Eingarp: Widzę cię. Jesteś tu taka wyraźna. Stoisz przy mnie, a twoja delikatna dłoń spoczywa na moim ramieniu. Jesteś ze mnie dumna. Mam na sobie żółto-zielone szaty z herbem szpitala na piersi. Uśmiechasz się, a w twoich oczach widzę te same iskierki, które jeszcze nie tak dawno dane mi było obserwować w rzeczywistości podczas naszych wspólnych podróży. Miałaś ten sam błysk w oku, gdy opowiadałaś mi swoją historię.
Jednak postanowiłaś odejść i mnie opuścić, skazując mnie tym samym na samotność. Nie przejmując się tym, co się ze mną stanie.
Ale teraz jesteś tu ze mną. Stoimy w twoim ogrodzie.
Kładę swoją dłoń na twojej, ale zamiast niej wyczuwam tylko swoje ramię. Szybko cofam rękę, aby jeszcze przez chwilę pozostać w tej pięknej iluzji.
Wiele razy obiecywałam sobie, że już więcej tu nie przyjdę, ale nie potrafiłam cię zostawić. Nie, kiedy wciąż widzę swoje największe pragnienie w tym lustrzanym odbiciu, które już nigdy nie będzie prawdziwe. Dziś jednak przyszłam po raz ostatni.
Łzy napływają do moich oczu, ale ty kręcisz przecząco głową.
Pozwalam moim powiekom opaść i próbuję opanować drżenie rąk.
Muszę pozwolić ci odejść. Powinnam przestać żyć przeszłością i ruszyć naprzód.
Zaciskam pięści na ciężkim materiale, a następnie rzucam nim na lustro.
Żegnaj, babciu.

Podsumowanie posiadanej wiedzy i umiejętności Odkąd tylko się urodziła, marzyła o zostaniu lekarzem jak jej tata. Był jej autorytetem, wzorem, który chciała naśladować. Dlatego od małego sięgała po jego prywatne książki, stojące w jego gabinecie i czytała o anatomii człowieka. Była zafascynowana możliwością ratowania czyjegoś życia. Wyciągnąć człowieka z objęć wszechpotężnej śmierci i ją przezwyciężyć. Z tego względu dużo swojej uwagi przykuwała do przedmiotów, które musiała zdać celująco, aby spełnić swoje marzenia. Szczególnie dobrze radziła sobie z Obroną przed Czarną Magią oraz Eliksirami. Częściowo dlatego, że były to przedmioty, które najbardziej ją interesowały.
Podczas wielu podróży, które odbyła ze swoją babcią zyskała sporą wiedzę
w zakresie natury. Musiała nauczyć się, które rośliny są dla niej przyjazne, a których lepiej unikać i tak naprawdę dopiero babcia nauczyła ją Zielarstwa. I choć ten przedmiot nie należał do jej ulubionych, to jednak dzięki nauce starszej pani, wiedziała jak wykorzystać zdobytą wiedzę.
Po ukończeniu Hogwartu posiadała już spory wachlarz zaklęć i uroków, jednak wciąż brakowało jej jednego - doświadczenia. Zdobycie posady w Mungu, wbrew pozorom, wcale nie jest takie łatwe. Potrzeba wielu znajomości, a także umiejętności. Przez prawie rok jeździła po świecie, aby pobierać lekcje na temat zaklęć i eliksirów medycznych u emerytowanych Uzdrowicieli i Zielarzy, którzy byli winni przysługę Emmanuelle. Bardziej lub mniej chętnie pomagali jej zdobyć potrzebną wiedzę. Wszystko zostało przerwane, kiedy to starsza kobieta zachorowała i Vivienne zdecydowała się wrócić do Paryża, aby zająć się swoją babcią. Próbowała znaleźć lekarstwo na jej chorobę, ale bezskutecznie.
Kiedy Emmanuelle Bienvenue odeszła, dziewczyna postanowiła wrócić do Anglii i wkrótce rozpoczęła swoją pracę w Dziurawym Kotle. Czego się tam nauczyła? Przede wszystkim, że wysokie buty to jedna wielka pomyłka. Owszem, umiała w nich chodzić, jednakże zdecydowanie nie należały do jej ulubionego obuwia. Oczywiście musiała też opanować parę zaklęć domowych, jednak w swoim mieszkaniu raczej ich nie praktykuje. Woli ręcznie zmyć naczynia, zetrzeć kurze, czy umyć podłogi. Twierdzi, że to ją relaksuje.
Jako dziecko lubiła bawić się, że umie wróżyć z gwiazd, jednak kiedy tyko poszła do szkoły przekonała się, że i Astronomia, i Wróżbiarstwo nie są jej mocną stroną. Profesorzy uważali, że nie umie otworzyć swojego umysłu i spojrzeć na wszystko trzecim okiem. Być może dlatego, że według dziewczyny takowego nie ma i nigdy nie było, a całe to przepowiadanie przyszłości to jakieś fanaberie.
Znacie ten moment, kiedy za chwilę musicie wyjść z domu, zakładacie jedyne skarpetki, które macie do pary i okazuje się, że jest na nich dziura? Vi doskonale zna to uczucie, ale zacerowanie skarpetek nie jest dla niej problemem. Traktuje szycie jak hobby. Zaczęło się od tego, że próbowała odwrócić swoją uwagę od mężczyzn, aby mogła w stu procentach poświęcić się swojej pracy. Aby wyrzucić panów ze swojego umysłu, wpadła na genialny pomysł robienia na drutach. Najpierw były szaliki, czapki, swetry, potem szydełkowanie, aż w końcu szycie. Początkowo były to proste kroje, ale w końcu zaczęła nabierać wprawy i zaczęły się bardziej skomplikowane kreacje. Sama więc szyje swoje ubrania i przykuwa szczególną uwagę do odzieży noszonej przez innych, dlatego zawsze ma na sobie nienaganny strój bez żadnych zagnieceń, nie mówiąc już o plamach albo dziurach.
Jeszcze za czasów szkolnych profesor McGonagall uważała, że dziewczyna przejawia talent do transmutacji, jednak sama zainteresowana wcale nie przykładała się do niej aż tak bardzo i zadowoliła się jedynie potrzebnymi jej zaklęciami.
Największa porażka Vivenne? Historia Magii. Dziewczyna wprost nie mogła słuchać przynudzających monologów nauczyciela, które i tak niewiele ją interesowały, dlatego wie mniej-więcej (z naciskiem na "mniej") tyle, ile zwykły czarodziej powinien wiedzieć.
Jeśli planujesz dłuższą wyprawę, dam ci radę - nigdy, przenigdy nie zabieraj ze sobą Vivienne. Najpierw się zgubi, a potem będzie ci wmawiała, że doskonale wie co robi i dokąd zmierza. Na koniec jeszcze zacznie cię obwiniać, że to wszystko jest tylko i wyłącznie twoją winą. Cóż, kto by się spodziewał, że czarownica nie ma w głowie mapy i jej orientacja w terenie jest, po prostu, beznadziejna?
O ile sprzątanie jest dla niej wspaniałym zajęciem i najchętniej robiłaby to cały czas, to jednak jest parę zajęć domowych, których Pani Porządek wprost nie znosi. Jednym z nich jest gotowanie. Vi kiedy tylko może stołuje się w barach i pubach, byleby sama nie musiała dotykać się garów. Jej matka wiele razy próbowała nauczyć ją poruszania się w kuchni, jednak za każdym razem kończyło się to porażką. Przyrządzanie posiłków zdecydowanie nie jest jej mocną stroną. Co innego konsumowanie ich, w tym jest po prostu mistrzynią.
Vivienne preferuje zdrowy tryb życia, dlatego też codziennie rano wykonuje sekwencje jogi, aby dobrze rozpocząć swój dzień. Oprócz tego pije mnóstwo zielonej herbaty, bo uważa, że dodaje ona energii, a nie jest tak szkodliwa jak kawa.
Pomimo prawa jazdy, które uzyskała pod wpływem nacisków ojca, ta jednak preferuje długie spacery lub jazdę rowerem. Uważa, że samochody są zupełnie niepotrzebne i zanieczyszczają środowisko.

Przykładowy post: Piątkowe wieczory zawsze dłużyły jej się w nieskończoność. Mnóstwo ludzi zmęczonych pracą zasiadało przy stolikach w Dziurawym Kotle i ani im się śniło wychodzić wcześniej niż dwudziesta czwarta. Dlatego Vivienne nienawidziła końca tygodnia, kiedy to jej zmiana kończyła się wyjątkowo późno.

Przetarła mokrą szmatką po drewnianej ladzie, a następnie odłożyła kawałek materiału na blat. Lewą dłonią ogarnęła niesforne kosmyki, opadające na jej twarz. Pewnie chwyciła za pobliską butelkę z ognistą whisky i odłożyła ją na półkę z innymi alkoholami.

Znała ich układ na pamięć. W końcu pracowała w pubie już prawie dwa miesiące. Zatrudniła się tu po śmierci babci. Nie chciała prosić o wsparcie finansowe swoich rodziców, bo to by oznaczało, że jest od nich zależna, z czego z pewnością byliby bardzo zadowoleni. Matka zawsze starała się ukrócić jej kontakty z babcią, ponieważ uważała, że starsza pani ma na nią zły wpływ. Te ciągłe podróże i przygody, które ze sobą odbywały, irytowały Marlène, która chciała kontrolować wszystkie ruchy swojej córki, co w dzieciństwie zdarzało się bardzo często. Kiedy Vivienne pojechała do Hogwartu i nie była pod ciągłym nadzorem, poczuła wreszcie wolność. Po ukończeniu szkoły zamieszkała z seniorką i postanowiła zredukować kontakty z rodzicami do minimum. Dlatego rodzicielka byłaby ogromnie zadowolona, gdyby jej córka wróciła do niej z podkulonym ogonem. Oczywiście, chętnie by ją wsparła finansowo, ale Vi musiałaby robić wszystko, czego chce jej matka i już zawsze słyszałaby jedno zdanie - "płacę, więc wymagam". Vivienne nadal traktowała rodziców z należytym szacunkiem, jednak nie spędzała z nimi więcej czasu niż to było konieczne. Niezależność, którą młoda czarodziejka teraz posiadała, mogła stracić przez brak środków do życia. Czekali więc na odczytanie testamentu Emmanuelle. Wszyscy uważali, że cały majątek przypadnie dzieciom zmarłej, ale w Vi ciągle płonął maleńki promyczek nadziei, że być może babcia zapisała jej w spadku chociaż trochę pieniędzy, które mogłaby wykorzystać, dopóki nie zatrudni się w Świętym Mungu. Tymczasem, żeby się utrzymać, zmuszona była pracować w miejscu, którego nienawidziła z całego serca - Dziurawym Kotle.

Gdy stała odwrócona plecami do gości, ktoś usiadł na wysokim stołku przy barze.
- W czym mogę pomóc? - zapytała, powoli się obracając.
Znała tego typa. Przychodził tu co wieczór i za każdym razem zamawiał to samo. Sięgnęła po niski, okrągły kieliszek i chciała złapać za butelkę Smoczej Baryłki, kiedy usłyszała zachrypnięty głos mężczyzny. Zdziwiona odstawiła kielich na miejsce, a zamiast tego postawiła na ladzie kryształową szklankę. Nalała do niej whisky i podała klientowi. Szybkim ruchem opróżnił szkło i poprosił jeszcze raz o to samo. Ponownie napełniła naczynie trunkiem. Facet wypił wszystko do dna, wstał, rzucił na ladę monety i odszedł od baru, kierując się w stronę pobliskiego stolika. Podczas gdy Vivienne liczyła pieniądze, pijak zaczął miotać zaklęciami na prawo i lewo. Barmanka szybko zgarnęła galeony, drugą ręką wyjmując swoją różdżkę. Próbowała interweniować w obawie, że za wszelkie szkody obetną jej pensję. Skupiła swoje myśli na mężczyźnie i rzuciła oszałamiające zaklęcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Vivienne Russel    Sob Sie 05, 2017 9:54 pm


Karta dopracowana i była całkiem niezła, więc za całokształt zasługuje na 10 dodatkowych fasolek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Vivienne Russel
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -