CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Weranda za domem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar
avatar


PisanieTemat: Weranda za domem   Nie Lip 30, 2017 9:25 pm


Weranda porośnięta jest bogatą roślinnością. Nie zdziw się jak jakieś pnącza zaczną łaskotać cie po kostkach, a kaktus mimo iż przed chwilą stał koło twojego kompotu nagle znalazł się na parapecie. Pani Potter lubiła eksperymentować z roślinami i chyba nie ma tu niczego co nazwać mógłbyś 'zwyczajnym'.

Znajdziesz tu m. in.:
- małe pękate żarówki zwieszone z góry w których nocami błąkają się małe ogniki niczym świetliki;
- prutającego kaktusa który lubi przerywać niezręczną ciszę;
- miniaturową sosnę z gruszkami, lepiej ich nie jedz, przez dwa dni z ust będą wydobywać ci się bańki mydlane przy każdym słowie które wypowiesz;
- łaskoczące pnącza lubiące również kraść żarcie ze stolika i wyciągać drobiazgi z kieszeni, wszelkie zguby znajdziesz w dużej, pękatej donicy, obecnie znajdują się tam: cztery sykle, skórzana bransoletka Erin, dwie spleśniałe frytki i butelka po Ognistej;
- to tu na fotelu w kwiatki najczęściej wyleguje się Moher.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar
Zwracaj się do mnie : Jesienne liscie

Cytat : Otwieram drzwi moich lektur. Wypadają liście

Punkty doświadczenia : 548

Punkty życia : 93

272

Czystość krwi : Brudna

Sakiewka : 125g 6s 10k

Gif :

Różdżka : Wierzba, pióro feniksa, 10¼, bardzo elegancka


Oczekujący

PisanieTemat: Re: Weranda za domem   Nie Cze 10, 2018 7:00 pm

~15.10.~
W głowie układała sobie tysiąc razy jak powinna przebiegać ta rozmowa, od czego zacząć a na czym zakończyć, co wspominać a co zostawić. Po wymianie tych kilku listów kompletnie nie wiedziała jak to ugryźć, zwłaszcza kiedy wszystko skomplikowało się po śmierci pani domu, która przecież zawsze gościła ją ciepłym uśmiechem i jak mało kto potrafiła trzymać w ryzach swojego męża, syna a także Syriusza. A teraz? Jak to miało wyglądać? Dawno nie widziała się z Jamesem Potterem, ostatni raz kompletnie przypadkowo w mugolskiej kawiarni, a potem... nie było czasu.
A może po prostu go unikałaś, Evans. Czemu się nie przyznasz.
Pokręciła rudą głową w ramach protestu, z nerwów okręcając kosmyk wokół wskazującego palca. Z tych nerwów chodziła w tę i we w tę, nie wiedząc czy powinna zapukać, czy wypada, ale w końcu Potter sam napisał by przyszła. Godryk sam jeden wiedział jak było jej wstyd, że nie pojawiła się na pogrzebie i tylko listownie  skleiła ledwo jedno zdanie z drugim. Wypuściła powietrze ze świstem i zaczęła wygładzać swoją długą do kostek spódnicę w herbacianym kolorze. Musiała temu sprostać, na litość boską, nie musiało być dzisiaj źle. Po drodze znalazła kilka liści więc trzymała je kurczowo przy sobie w ten jesienny poranek - była bodajże dziesiąta rano.
Z duszą na ramieniu stanęła przed jego drzwiami i uderzyła kołatką, czekając na odpowiedź. Kiedy James w końcu jej otworzył, Lily poczuła się nagle głupio i spojrzała na swoje buty. Przód pantofelka był brudny od błota.
- Cześć, może pójdziemy na werandę? - zaproponowała cicho i nieoczekiwanie.


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.


Ostatnio zmieniony przez Lily Evans dnia Pią Cze 29, 2018 8:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magiclullaby.forumpl.net/t276-uczennica-lily-evans http://magiclullaby.forumpl.net/t560-lily http://magiclullaby.forumpl.net/t368-skrytka-9967#4824 http://magiclullaby.forumpl.net/t398-poczta-panny-evans#1247
avatar
avatar
Zwracaj się do mnie : Rogacz

Cytat : I solemnly swear that I am up to no good

Punkty doświadczenia : 395

Punkty życia : 100

308

Czystość krwi : Czysta

Sakiewka : 24g 12s 7k

Gif :

Różdżka : mahoń, włos z ogona hipogryfa, 13,5 cala


Oczekujący

PisanieTemat: Re: Weranda za domem   Pon Cze 11, 2018 11:16 pm

Był beznadziejny w te klocki. Totalnie beznadziejny. Gapił się na swe dzieło z politowaniem i nawet westchnął z rozpaczą nie kryjąc towarzyszącego temu przeciągłego jęku. Wytłukł połowę filiżanek, talerze zamiast się same zmywać wirowały nad kociołkiem z którego unosiła się podejrzanie zielona para, sztućce zamiast do szuflady powędrowały do kosza, z kuchenki buchała piana, odkurzające miotełki rozsmarowały masło po całym blacie, w czajniku był kisiel, a w tosterze zamiast tostów upiekły się gąbki.
James opuścił ręce którymi chwilę wcześniej podpierał się pod boki i jeszcze raz wrócił wzrokiem do wielkiej księgi rozłożonej przed nim na blacie. Tytuł woluminu który tak zawzięcie studiował brzmiał Gosposia na sto dwa! Czyli sto dwa zaklęcia jak zamienić swój dom w dom idealny!. Coś robił nie tak, zdecydowanie, ale że wprawy w tego typu zaklęciach miał tyle co i nic, to nie było czym się tu dziwić. Zawsze wszystko samo się robiło, a przynajmniej tak mu się wydawało dopóki jego mama nie odeszła, a razem z nią nie przestały działać wszelkie zaklęcia trzymające posiadłość Potterów w ryzach. Co prawda Marlene i Charlie wzięły sprawy w swoje ręce i nie pozwoliły by dom, który był teraz również ich domem, zamienił się w siedlisko kurzu i brudu który lada moment wynajdzie koło, ale James za wszelką cenę chciał przywrócić tu dawną, magiczną harmonię, tak jakby w ten sposób mógł zwrócić sobie chociaż namiastkę mamy.
Dlatego korzystając z okazji, że dziewczyny poleciały do Londynu na zakupy, a Syriusz z błogim uśmiechem na ustach ruszył w las z jakąś rudą niewiastą szukać jesiennych liści w odcieniu jej włosów, James postanowił trochę się… dokształcić. Zaczął od kuchni, gdyż wydawało mu się, że nastawienie zmywarki, automatycznej porannej kawy i samoczyszczącej się kuchenki musi być banalnym zabiegiem i z pewnością opanuje to niczym Targeo. Deczko się jednak przeliczył…
Zdał sobie sprawę, że już tak naprawdę to wcale nie czyta tylko błądzi wzrokiem pomiędzy wierszami, gdy do jego uszu dotarło stukanie kołatki. Z przyjemnością więc odszedł od księgi i ruszył do drzwi.
Czy spodziewał się Lily? Zdecydowanie nie. Szczerze mówiąc to wątpił, że w ogóle przyjdzie. Kiedykolwiek. Sądził że go unikała, do tego stopnia że nawet nie przyszła na pogrzeb jego matki. Tak więc, gdy zobaczył ją przez okno nim jeszcze doszedł do wejścia, spetryfikowało go, krew odpłynęła mu z twarzy, a serce o mało nie wyskoczyło mu przez gardło niczym czekoladowa żaba łyknięta bez gryzienia. Dopiero po dłuższej chwili wrócił do siebie i zrobił gwałtowny w tył zwrot. Sprawnym zaklęciem zagarnął cały syf jakiego dokonał w kuchni do szafek, o tak, w takich akcjach akurat było dobry i wygładzając sobie pomiętą, trochę poplamioną eksperymentami bluzę, ruszył biegiem z powrotem drzwi.
Otworzył i… milczał. Nie miał pojęcia co myśleć, co powiedzieć, chociaż pewnie wystarczyłoby zwykłe, bezmózgie hej. Wzrokiem powędrował za jej spojrzeniem i przez chwilę analizował błoto na jej pantofelku jakby było to najciekawsze zjawisko na świecie. Dopiero po chwili dotarły do niego jej słowa, a on, bez zastanowienia, z automatu, odsunął się robiąc jej przejście w drzwiach i w końcu odparł – Dobrze, cześć – zamknął za nią drzwi i ruszyli w kierunku werandy mijając po drodze względnie ogarniętą otwartą na salon kuchnię.
Sam na werandzie wsparł się tylko o barierkę i schował ręce do kieszeni w bluzie znajdując w nich masę rupieci. Przyglądał się panience Evans, chociaż bardziej skupiał się na okolicach liści w jej dłoniach, jakoś bojąc się spojrzeć jej w twarz. W pewnym momencie z kuchni doszedł ich rumor, a on, odchrząkując, rzucił tylko, niby niedbale – To pewnie Moher…


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magiclullaby.forumpl.net/t333-uczen-james-rogacz-potter?highlight=james+potter http://magiclullaby.forumpl.net/t584-james-rogacz-potter#3721 http://magiclullaby.forumpl.net/t363-skrytka-610 http://magiclullaby.forumpl.net/t334-merlin#667
avatar
avatar
Zwracaj się do mnie : Jesienne liscie

Cytat : Otwieram drzwi moich lektur. Wypadają liście

Punkty doświadczenia : 548

Punkty życia : 93

272

Czystość krwi : Brudna

Sakiewka : 125g 6s 10k

Gif :

Różdżka : Wierzba, pióro feniksa, 10¼, bardzo elegancka


Oczekujący

PisanieTemat: Re: Weranda za domem   Pią Cze 29, 2018 9:52 pm

Dom musiał być teraz w zupełnej rozsypce, skoro James postanowił się wziąć za sprzątanie. Kompletnie nie miał do tego ręki - tak by mu powiedziała, gdyby ujrzała to pobojowisko. Jak można było doprowadzić kuchnię do takiego stanu?! Na całe szczęście Lily nie była świadkiem tej katastrofy; pewnie wtedy zapomniałaby nawet o celu swojej wizyty i zajęła się naprawą wyrządzonych przez Pottera szkód, chociaż to nie tak, że powinna czy w ogóle mogła mu prawić kazania. Teraz nie, absolutnie, nie po tym jak potraktowała ich relację, zupełnie jakby tworzyła eliksir i zostawiła go bez żadnej kontroli, a potem oczekiwała że kociołek sam się opróżni. Zresztą należało docenić same starania chłopaka, że w ogóle cokolwiek starał się zdziałać, mając cały dom na swojej głowie. Rodzina Potterów nie miała skrzata? Dziwne.
Lily, jak już wcześniej zostało wspomniane, nie miała jednak o niczym pojęcia, tak więc w jej głowie znajdowały się kompletnie inne myśli, dotyczące wielu, aczkolwiek powiązanych ze sobą spraw. Niedawno zmarła pani Potter, zmarła w tym roku Erin, awans pana Pottera, znajomość z Jamesem, jej przyszłość, jej plany, a nawet przyjaźń z Severusem czy związek małżeński jej siostry z Vernonem. Miała więc istny chaos, który na szybko starała się uporządkować by móc na spokojnie z nim porozmawiać. Była mu w końcu to winna. Aż tak się zdenerwował na jej widok? Może to był zły pomysł, że jednak do niego przyszła i to po tym wszystkim. Godryk tylko jeden wiedział jak było jej głupio. Rozumiała go, sama nie wiedziała jak powinna się do niego odezwać, jak w ogóle przekazać mu to… wszystko. W ogóle samo powitanie wydawało się taką trudną rzeczą!
Najchętniej starłaby ten brud, chociaż mogła przecież użyć do tego magii, ale tak się denerwowała, że nawet zapomniała, że może przecież używać magii poza szkołą. Nic nie zrobiła. Uniosła w końcu głowę i ruszyła pierwsza, rozglądając się wokoło, jakby próbując wyłapać wszystkie zmiany jakie zaszły odkąd ostatni raz tutaj była. Czy to nowe płaszcze zostały powieszone na haczykach? Nowa roślinka znajdowała się w doniczce w rogu? Nigdzie nie mogła znaleźć butów Erin, które zawsze leżały rozrzucone przy szafce. Nieomal wypuściła swoje liście, ale szybko zacisnęła na nich palce i ruszyła za nim, Jamesem, bo to on teraz szedł przodem. Mignęła jej gdzieś kuchnia, ale nie miała w sobie śmiałości by do niej zajrzeć. Kiedy znaleźli się na werandzie, trochę czasu jej zajęło zanim zajęła fotel. Dotknęła ostrożnie pnączy, które niemal od razu oplotły jej nadgarstek. Na razie nie próbowały jej łaskotać. Uśmiechnęła się blado i skierowała zielone oczy, gdzieś ponad ramieniem Jamesa, kiedy ten postanowił się odezwać. Nawet nie zwróciła uwagi na ten rumor. Dziwne.
- Na pewno - odpowiedziała, kiwając krótko głową. Lily w końcu położyła liście na stoliku, a łaskoczące pnącza cofnęły się. Chyba postanowiły dać jej spokój. - Nie ma Syriusza?


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magiclullaby.forumpl.net/t276-uczennica-lily-evans http://magiclullaby.forumpl.net/t560-lily http://magiclullaby.forumpl.net/t368-skrytka-9967#4824 http://magiclullaby.forumpl.net/t398-poczta-panny-evans#1247
avatar
avatar
Zwracaj się do mnie : Rogacz

Cytat : I solemnly swear that I am up to no good

Punkty doświadczenia : 395

Punkty życia : 100

308

Czystość krwi : Czysta

Sakiewka : 24g 12s 7k

Gif :

Różdżka : mahoń, włos z ogona hipogryfa, 13,5 cala


Oczekujący

PisanieTemat: Re: Weranda za domem   Czw Lip 05, 2018 10:31 pm

Idąc przez dom i prowadząc Lily na werandę nie do końca był przekonany czy to aby dzieje się naprawdę. Jedna brew ściągała mu się do środka jakby nad czymś intensywnie myślał, ale w rzeczywistości nie myślał nic, a jajecznica w jego mózgu właśnie się ścinała. Nie to żeby nie lubił niespodziewanego, albo żeby w ogóle kiedykolwiek do czegokolwiek się przygotowywał, tylko… No właśnie, nie miał pojęcia jakie tylko i o co mu właściwie chodziło… Że też takie stany dopadały go zawsze w obecności Lily… Było to wkurzające, owszem, wręcz może nawet niezdrowe, ale był wobec tego całkowicie bezradny.
Odetchnął dopiero gdy wyszli już na werandę, a rześkie powietrze wdarło mu się do płuc. Natychmiast naszła go ochota by go trochę przydymić, ale nie chciał zaczynać rozmowy z Lily od papierosa, bo… Bo co? Bo tego nie lubiła? A czy w ogóle powinien się tym przejmować? Fala uczuć których w połowie nawet się nie spodziewał, a w drugiej nie rozumiał, a już w całości nie miał pojęcia skąd się w ogóle wzięły, zaczęły go zalewać wyrywając się jedne przed drugie. I mu na niej zależało, i był na nią zły jednocześnie, i chciał zrobić dla niej wszystko, i miał ochotę wszystko jej wygarnąć. Paranoja.
Nawet nie był świadomy, że ma brudną bluzę. Gdy Lily sprawiła mu niespodziewaną wizytę miał na głowie większy burdel do ogarnięcia, a to że siebie samego mógłby doprowadzić do większego porządku nawet nie przyszło mu do głowy. Teraz natomiast wzrok ciągle uciekał mu w stronę panienki Evans i nawet jeżeli spoglądał akurat gdzieś indziej to w myślach skupiony był wyłącznie na niej.
Dobrze, że Mohera akurat nie było na werandzie bo miał na kogo zwalić hałas w kuchni. Odchrząknął jeszcze i przez moment zatrzymał wzrok na odłożonych na stół liściach.
-Syriusza? – nie wiedział czemu, ale zdziwiło go to pytanie – Nie, nie ma… Nikogo nie ma… To znaczy ja jestem, tylko ja – zaplatał się co go tylko jeszcze bardziej zirytowało. Wyciągnął więc ręce z kieszeni i sięgnął po paczkę papierosów leżącą na parapecie, nie musiał już ich ukrywać przed mamą, a i powściągliwości związane z obecnością Evans poszły już w niepamięć – Chciałaś się pożegnać… - rzucił nawiązując do ich ostatniej wymiany listów, rzecz jasna chodziło o jego mamę, ale nie byłby zdziwiony gdyby chciała również zrobić to z nim.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magiclullaby.forumpl.net/t333-uczen-james-rogacz-potter?highlight=james+potter http://magiclullaby.forumpl.net/t584-james-rogacz-potter#3721 http://magiclullaby.forumpl.net/t363-skrytka-610 http://magiclullaby.forumpl.net/t334-merlin#667
avatar
avatar
Zwracaj się do mnie : Jesienne liscie

Cytat : Otwieram drzwi moich lektur. Wypadają liście

Punkty doświadczenia : 548

Punkty życia : 93

272

Czystość krwi : Brudna

Sakiewka : 125g 6s 10k

Gif :

Różdżka : Wierzba, pióro feniksa, 10¼, bardzo elegancka


Oczekujący

PisanieTemat: Re: Weranda za domem   Pią Lip 06, 2018 12:33 am

Mogli zawsze udawać, że to tylko jego sen. Zwykły, może tylko odrobinę głupi, sen. A potem się obudzi i wszystko wróci do normy. Dom będzie pachniał goframi i świeżym sokiem, najpewniej dyniowym, bo w końcu zaczynała się jesień. Zejdzie na dół i zobaczy poczochraną Erin w jego swetrze, który ukradła, bo miała taki kaprys, z dżemem nad górną wargą. Zobaczy swoją matkę, z tymi pięknymi srebrzystymi włosami i ciepłymi oczami, która nakłada jedzenie burczącemu coś pod nosem Syriuszowi, który nie potrafiłby otworzyć powiek. Jego ojciec na dzień dobry powie mu co sądzi o tym, co dzieje się na świecie i zagada o przyszłość jaką James planuje. A on sam będzie miał tylko w głowie jak kreatywnie spróbować przekonać jakąś miłą, słodką dziewczynę do spotkania. Mogło to brzmieć jak banał, jak jej pobożne życzenie by wszystko wróciło do normy. Ale w głowie Lily tak mógłby wyglądać jego idealny dzień. Idealny jesienny dzień Jamesa Pottera, normalnego czarodzieja, pozbawionego tych dorosłych, poważnych trosk.
Rozumiała go. Rozumiała go w tamtym momencie bardziej niż siebie, bo siebie absolutnie nie rozumiała. Miała wrażenie, jakby jej życie miało zaraz prysnąć jak ta bańka z francuskiego wesołego miasteczka. Jej relacja z Jamesem, jej relacja z Severusem… jej relacja z resztą Huncwotów. Jak powinna się zachować? Nie była dobra w tworzeniu rozwiązań związanych z uczuciami. Martwiła się o wszystkich równo, siebie widząc jako jedyną winną czyichś zmartwień.
Nie miała zdania co do papierosów, sama jednak nie paliła, nie widząc w tym sensu. Może była za bardzo sztywna dla niego, dla innych? Czasami słyszała tego typu teksty, nie żeby się jakoś tym przejmowała, ale zwyczajnie nie uważała by palenie pomagało. Tak samo jak picie przy każdej nadarzającej się okazji. Powinien jej wygarnąć by zrozumiała, by nie była w tym stanie. Powinien ją jawnie oskarżyć - może wtedy wróciłaby do podniesionego podbródka, gniewnych błyskawic i tego “Potter” brzmiącego jak klątwa.
Nie wiedząc co zrobić z rękoma, zaczęła te liście układać, przestawiać, próbując coś z nich stworzyć. Zerknęła przelotnie do dużej donicy, ale jak tylko dostrzegła spleśniałe frytki i butelkę po Ognistej, od razu się cofnęła.
- Powinieneś tu posprzątać - wypaliła nagle, nie do końca pojmując, co właśnie zrobiła. I że nie przyszła tutaj po to by sprawdzać doniczki i mu rozkazywać. Nie. Miała. Prawa.
- Ja… - zaczęła zakłopotana i spuściła wzrok. - Domyślam się. Twój tata musi dużo pracować. Zwłaszcza teraz. Ja…
Zauważyła jak sięga po paczkę papierosów.
- Ty palisz?! Sądziłam, że tylko Syriusz, że… - znowu palnęła szybko, po czym wydała z siebie dziwny dźwięk i przejechała dłonią po włosach. Odruchowo. - Nadal chcę… ja… kochałam Twoją mamę, wiesz? Była cudowną osobą, dlatego…
I zanim się spostrzegła, ścisnęło jej gardło, łzy same napłynęły do oczu. Błyskawicznie spuściła głowę, miętosząc spódnicę. Myśli, wspomnienia, uczucia to wszystko znienacka ją zaatakowało.
- Dlatego tak bardzo jestem zła na siebie… James… - wyszeptała, starała się zapanować nad drżącym głosem. Byleby nie odkrył, że w rzeczywistości była słaba.
I godna pożałowania.


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magiclullaby.forumpl.net/t276-uczennica-lily-evans http://magiclullaby.forumpl.net/t560-lily http://magiclullaby.forumpl.net/t368-skrytka-9967#4824 http://magiclullaby.forumpl.net/t398-poczta-panny-evans#1247
avatar
avatar
Zwracaj się do mnie : Rogacz

Cytat : I solemnly swear that I am up to no good

Punkty doświadczenia : 395

Punkty życia : 100

308

Czystość krwi : Czysta

Sakiewka : 24g 12s 7k

Gif :

Różdżka : mahoń, włos z ogona hipogryfa, 13,5 cala


Oczekujący

PisanieTemat: Re: Weranda za domem   Pon Lip 09, 2018 10:23 pm

Ile razy budził się z nadzieją, że to wszystko jest tylko snem, jakimś strasznym koszmarem który tylko przypałętał się do niego nocą. Ręce do przedramion miał niemalże sine od szczypania mającego go z tego wszystkiego wybudzić, zdarzało mu się nawet przywalić sobie w twarz, ale przecież w życiu by się nikomu do tego nie przyznał. Czasami pałętał się po domu wyobrażając sobie, że Erin czyta coś w ogrodzie, a mama wygania z niego gnomy. Oczyma wyobrazi naprawdę je tam widział i specjalnie omijał ten ogródek szerokim łukiem by tylko nie sprawić sobie zawodu. Gdyby to tam Lily zajrzała to dopiero złapałaby się za głowę.
Więc tak, mogli udawać, że to tylko koszmar z którego zaraz się obudzą, ale tu, w domu w którym i Erin i pani Potter pozostawiły po sobie setki wspomnień nie było to proste.
Powinieneś tu posprzątać. Gdyby nie ręce schowane jeszcze w kieszeniach to zapewne opuściłby je z rezygnacją. Przez jego twarz przeszła fala bólu, a gniewne spojrzenie uniósł na dom. W tamtej chwili miał ochotę go spalić. Bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, że go to przerasta i tylko przez wydumane ego nie rzucił jeszcze tego wszystkiego w cholerę i nie puścił z dymem. Bo po co niby uczył się potajemnie jakichś gosposiowatych zaklęć? Powinien wypiąć się na to wszystko tyłkiem, przecież to nie jego broszka, w życiu nie zajmował się domem, w życiu nie sądził że kiedykolwiek będzie musiał robić takie rzeczy. Ten dom był za duży, było w nim zbyt wiele wspomnień, zbyt wiele bólu sprawiało mu samo gapienie się na niego, nie mówiąc o życiu w nim i udawaniu że wszystko jest dobrze.
- Skrzat właśnie idzie pocztą – skłamał irracjonalnie, gniewnie kopiąc jakiegoś zeschniętego liścia na tarasie – Ja nie będę tu niczego sprzątał… - dodał obruszony jakby ta czynność miała mu sprawić jakąś ujmę na honorze. I tak oto mówił jedno, a robił drugie, a przynajmniej… próbował robić drugie.
Powietrze pomiędzy nimi było tak gęste, że nawet słowa wisiały na nim jak jakieś klątwy. Czuł zakłopotanie Lily i sam nie był w najlepszej formie. Pominął jej wzmiankę o ojcu, bo jej ‘ja’ wydawało mu się dużo ważniejsze. Domyślał się co chciała powiedzieć, więc sięgając po papierosy powiedział to na głos. Nie miał pojęcia jak miałoby to wyglądać… Pożegnać się z kimś… Jak się pożegnać jak tego kogoś już nie ma? Sam nawet nie zdążył tego zrobić… Pospiesznie wsadził papierosa do ust  i odpalił czując jak napięcie w nim narasta, a nerwy i drżenie przejmują nad nim kontrolę.
- Palę… - mruknął cicho, ale akurat to słowo szybko gdzieś uleciało zastąpione wyznaniem Lily. Nie był w stanie na nią spojrzeć w obawie, że sam się zaraz posypie. Osunął się tylko powoli po balustradzie na taras i usiadł na nim zbierając się ostatkami sił w garść. Zaklął w duchu, że pentagram od Alice zostawił w pokoju, był naprawdę dobry, dlaczego go dziś nie przypiął?
- Wiem Lily… - odparł, a słysząc jak łamie się jej głos nie wytrzymał i powędrował spojrzeniem na jej twarz. Był czas, że rzeczywiście miał jej za złe, że nie pojawiła się na pogrzebie. W głębi duszy wiedział, że najbardziej bolało go to, że to jego zostawiła z tym wszystkim samego, a nie że nie przyszła na pogrzeb bliskiej jej osoby. W dużej mierze sam się nakręcał by zrzucić na nią winę i jakoś w ten sposób zatuszować własna porażkę, ale dobrze wiedział, że jeżeli już nie przyszła to była to tylko i wyłącznie jego wina.
Teraz jednak cała jego złość gdzieś wyparowała. Chciał zabrać jej te łzy, objąć ją i zapewnić, że przecież nic się takiego nie stało. Miał ochotę przywalić temu który był winny temu wszystkiemu, ale w takim wypadku chyba sobie musiałby przyłożyć.
Wyciągnął w jej stronę rękę i ścisnął jej obie dłonie na kolanach nie spuszczając wzroku z jej twarzy. W uszach dudniło mu tętno, sam również drżał jakby mu było co najmniej zimno, ale w oczach prócz bólu nie było nic, od śmierci Erin coś się w nim zablokowało i nie potrafił wycisnąć z siebie ani jednej łzy – To tylko durny pogrzeb... Nie miało to nic wspólnego z pożegnaniem… Godne pożałowania widowisko - odparł, w dużej mierze sam przekonany do tego co mówił.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magiclullaby.forumpl.net/t333-uczen-james-rogacz-potter?highlight=james+potter http://magiclullaby.forumpl.net/t584-james-rogacz-potter#3721 http://magiclullaby.forumpl.net/t363-skrytka-610 http://magiclullaby.forumpl.net/t334-merlin#667
avatar
avatar
Zwracaj się do mnie : Jesienne liscie

Cytat : Otwieram drzwi moich lektur. Wypadają liście

Punkty doświadczenia : 548

Punkty życia : 93

272

Czystość krwi : Brudna

Sakiewka : 125g 6s 10k

Gif :

Różdżka : Wierzba, pióro feniksa, 10¼, bardzo elegancka


Oczekujący

PisanieTemat: Re: Weranda za domem   Sro Lip 18, 2018 11:45 pm

Na koszmary się skarżyła, zwłaszcza wiosną, kiedy dormitorium tak mocno nią pachniało. Erin. Jej ciepłą, szaloną Rin-Rin, o orzechowych oczach, rozczochranych czarnych włosach z tuszem odbitym na policzku. Potterówna zawsze robiła zadania domowe na ostatnią chwilę, co doprowadzało do tego, że potem zasypiała nad zadaniami czy to w ich pokoju czy w Pokoju Wspólnym. Tak samo miała z przygotowywaniem się do egzaminów. Jeśli z łatwością przychodziło jej odmawianie Jamesowi, to z jego siostrą miała poważny problem. Nie potrafiła się nie zgodzić na jej plan, nawet najbardziej niedorzeczny – po błaganiach, targaniach za szatę, rozśmieszających zaklęciach... nie potrafiła. Była jej oczkiem w głowie, kimś bez kogo nie wyobrażała sobie życia. Nikt nie wydawał się dla niej taki istotny jak Erin, nawet jej siostra Petunia. A może tym bardziej niż Petunia? W koszmarach przypominała sobie ją, brudną, cierpiącą, wyciągającą rękę w jej stronę. Umierającą. Evans krzyczała, tonęła w tych pustych orzechowych oczach, umierała z nią. Za każdym razem. Z jej piękną, kochaną Erin, zniszczoną przez dorosłość, przez konflikty, przez zamaskowane postacie śmiejące się z piekła, które urządziły. Tak bardzo chciała, żeby był to tylko sen. Głupi, nic nieznaczący sen. Rok temu zbierała z Erin liście na dziedzińcu w Hogwarcie. Rok temu odrzucała Jamesa Pottera. Rok temu pisała zadania domowe, pełniła dyżur jako Prefekt Naczelny, zaglądała do Hagrida na herbatkę i jego twarde ciasteczka. Rok temu szturchała się z Remusem, biegała za Jamesem, Syriuszem i Peterem by wręczyć im szlaban, udawała że nie obchodzą ją zaczepki niektórych Ślizgonów. Tęskniła, tak bardzo tęskniła za Hogwartem, za wszystkim, co miała ten rok temu.
W domu było odrobinę lepiej, często spała bez żadnych snów i nie musiała ciągle sięgać po eliksir spokojnego snu czy uspokajający. Starała sobie ograniczać te dawki by się nie uzależnić, przed czym zawsze ostrzegał ich profesor Slughorn. Zastanawiała się, czy mogłaby odwiedzić tak po prostu zamek. Wejść do szkolnych sal, spędzić popołudnie u profesorów, którzy ją uczyli, wieczór zaś u Hagrida. Mogłaby napisać do Dorcas, Syriusza, Remusa, Petera, zapytać teraz Jamesa... czy byłoby to niewłaściwe?
Chciała udawać, że nie widziała w jego oczach smutku, ale nie potrafiła. Bo był tam. Ten smutek. Dobrze jej znany smutek. Chciała przeprosić, ale było za późno. Powiedziała to. Powiedziała to, a przecież powinna zdawać sobie sprawę, że sam sobie nie poradzi. To wszystko zawsze robiła pani Potter.
- A jak ci pomogę? – zaproponowała po chwili. – Mam dzisiaj trochę czasu, więc jeśli nie masz nic przeciwko to mogę spróbować.
To napięcie zdawało się być nie do zniesienia. Ale musieli przez to przejść, rozstrzygnąć cokolwiek, zrozumieć. Ona potrzebowała zrozumieć. Ten dom był najpiękniejszym i najsmutniejszym miejscem w Anglii. Obojgu dobrze wychodziło obwinianie siebie. Mogli zawsze podzielić tę winę na pół, każdy miałby dzięki temu lżejszy bagaż na swoich barkach. I tak powinien jej wygarnąć. Dalej miętoliła spódnicę, choć robiła to już mniej chaotycznie. Próbowała oddychać, choć tak bardzo bolało ją serce. Potrząsnęła głową, starając się włosami zakryć twarz by jej nie widział. Nie widział łez uciekających jej z oczu.
- Wcale ni..e – wyszeptała, nie potrafiąc się z nim zgodzić, nawet jeśli zdawała sobie sprawę z tego, że jej głos jeszcze bardziej drży. – Ma wspólnego. Nie rozumiesz... nie-e roz...umiesz – i coraz więcej łez zaczęło jej spływać i lądować na jego dłoni. Zgarbiła się tak, że w końcu jej twarz wylądowała na kolanach, wraz z klatką piersiową. Jedynie brzuch nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca. Jak nic miał już mokrą dłoń. Całe ciało Lily drżało.
Nie potrafiła powstrzymać łkania.


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magiclullaby.forumpl.net/t276-uczennica-lily-evans http://magiclullaby.forumpl.net/t560-lily http://magiclullaby.forumpl.net/t368-skrytka-9967#4824 http://magiclullaby.forumpl.net/t398-poczta-panny-evans#1247
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Weranda za domem   

Powrót do góry Go down
 
Weranda za domem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Ogród przed domem
» Domy w Hogwarcie
» Przed domem
» Ogród za domem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magic Lullaby :: Świat :: Wielka Brytania i Irlandia :: Mieszkania i posiadłości :: Posiadłości dużych rodzin :: Posiadłość Potterów-
Skocz do: