Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Jonathan Benedict Rowle [dorosły]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Jonathan Rowle
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Jonathan Benedict Rowle [dorosły]   Sro Lip 05, 2017 11:14 pm

Imię i nazwisko: Jonathan Benedict Rowle swoje imię otrzymał po dziadku, a jego dziadek - po swoim dziadku. I choć ta sama zasada nie objęła jego ojca i pradziadka, tak jak i nie występowała w rodzinie wcześniej ani nie dotyczyła kobiet, młody czarodziej zawsze był zafascynowany tym fenomenem. Wprawdzie jako Jonathan przedstawia się tylko w oficjalnych momentach, a rodzina i bliscy nazywają go po prostu Jon, on bardzo lubi swoje personalia i, o zgrozo, nie odważyłby się ich wstydzić - jest z nich bardzo dumny.

Data urodzenia: Był wtorek, dwunasty stycznia. Na okładce Guardiana pisali o alarmującej sytuacji w Afryce, a w świecie czarodziejów panował zadziwiający wręcz spokój. Spokój przed burzą, której nadejścia jeszcze nikt się nie spodziewał. Rodzina Rowle jednak nie tymi sprawami interesowała się w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym czwartym - wszyscy skupili się na chłopcu, który z samego rana przyszedł na świat w ich rodzinnej rezydencji, na jego gęstej, czarnej czuprynie i dużych, niebieskich oczach. Każde narodziny dziecka w rodzinie były hucznie świętowane i tym razem nie mogło być inaczej. Mimo śnieżycy i metrowych zasp, do rezydencji zmierzali wszyscy - rodzina i jej przyjaciele, by powitać na świecie nowego członka rodu, małego Jonathana Benedicta Rowle.

Czystość krwi: Ród Rowle od pokoleń charakteryzował się dbałością o to, kto do nich dołącza; nie chodzi tu tylko o czystość krwi, ale także o ogólne pochodzenie. Niechęć do mugoli i mugolaków jest jednak wpisana bardzo mocno w rys rodziny i od razu się wyróżnia, a gdy tylko usłyszy się nazwisko Rowle, pierwszą myślą, która pojawia się w głowie jest właśnie ich anty-mugolska postawa, utrzymująca się od wieków. Ich przodek, Damokles Rowle, niegdyś brytyjski Minister Magii, mimo swojego oddania na stanowisku i obejmowania go co najmniej dwa razy z rzędu, to właśnie za stosunek do mugoli i czystości krwi został zdjęty z obejmowanego stanowiska i zastąpiony przez Perseusa Parkinsona.

Była szkoła: Ceremonia przydziału niemalże go nie dotyczyła. Zarówno ojciec, matka, jak i dziadkowie - wszyscy kolejno wywodzili się ze Slytherinu, więc według Jonathana nawet nie było możliwości, by został przydzielony inaczej. Matka wprawdzie powtarzała mu, żeby w razie czego niczym się nie przejmował, bo każdy z domów w Hogwarcie wyróżnia się czymś wyjątkowym i podkreśla to, co w tobie najlepsze, a Tiara nigdy się nie myli - na nic. Na drewnianym stołku usiadł z myślą, że do twarzy będzie mu w zielonym i ten właśnie kolor przywdział jeszcze przed wielką ucztą.

Praca: Nigdy nie przypuszczał, że czyszczenie pamięci mugolom lub bardzo niewygodnym członkom czarodziejskiej społeczności pozwoli mu zarobić na życie, ba, że w ogóle będzie wykonywał tę pracę z przyjemnością. Już za dzieciaka, gdy był regularnie szkolony przez ojca w zakresie zaklęć ofensywnych był niemalże stuprocentowo pewien, że któregoś dnia zostanie jakimś aurorem lub kimś równie ważnym i będzie stał na straży porządku w czarodziejskim świecie. Tak właściwie to... Częściowo się nie pomylił. Na co dzień w końcu bardzo często sprząta po tych, którzy świat czarodziejów wystawili na zdemaskowanie bądź po prostu za dużo wiedzą. Często też zmienia wspomnienia mugoli, którzy znaleźli się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Zjawia się równie często w zatrudniającym go Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof, co u św. Munga lub w mugolskich szpitalach poza magiczną częścią Londynu, a Obliviate pada z jego ust częściej, niż przeciętny człowiek by tego chciał - to jednak nie robi na nim już żadnego wrażenia. Może jego staż wcale nie jest tak długi, bo dla Ministerstwa pracuje od około sześciu lat, jednak nie zdarzyło mu się jeszcze popełnić żadnego błędu i nawet udało mu się ciut awansować - dzięki temu ma pod sobą kilka osób i sam dostaje poważniejsze zlecenia. Ponadto, jego zawodowe umiejętności pozostają wyjątkowo doceniane przez Czarnego Pana i resztę jego popleczników.

Różdżka: Jaworowe różdżki mają to do siebie, że nie znoszą, gdy marnuje się ich potencjał i używa do rzucania łagodnych, zwyczajnych niemalże zaklęć. Można powiedzieć, że są wymagające, dlatego zazwyczaj wybierają równie wymagających właścicieli, chcąc jakby znaleźć równego sobie przeciwnika. Co zaś tyczy się włókna ze smoczego serca, wiadomym jest, że to właśnie wyposażone w nie różdżki są zdolne do rzucania najbardziej ekstrawaganckich zaklęć. Są one również bardzo wierne obecnemu właścicielowi, a umieszczone we wprawnej ręce nie stawiają większego oporu, gdy używa się ich do rzucania zaklęć czarnomagicznych. Nic więc chyba dziwnego, że ta trzynastocalowa, lekko elastyczna różdżka przed laty wybrała sobie właśnie Rowle'a na swojego właściciela. Mężczyzna zdecydowanie nie pozwala się jej nudzić, dba o nią i nie planuje jej zaniedbać, a szansa na to, że pewnego dnia zapali się ona w jego rękach, zmęczona kolejnym prozaicznym zaklęciem, jest naprawdę nikła.

Od najmłodszych lat zaklęcia były jego mocną stroną, a różdżka służyła mu bardziej, niż innym czarodziejom w jego wieku, niejednokrotnie sprawdzając się niemalże jako trzecia ręka Jonathana. Z rzucaniem uroków zetknął się niejednokrotnie jaki mały chłopiec, gdyż jego ojciec nie zamierzał czekać, aż pójdzie on do Hogwartu i wszystkiego się tam nauczy, a zaczął szkolić syna wcześniej, na własną rękę. Specjalizację Zaklęć Ofensywnych nabywał latami, stopniowo, choć zawsze właśnie w tym zakresie zdecydowanie wykraczał umiejętnościami poza standardową księgę zaklęć przeznaczoną na konkretny rok. Im starszy był, tym bardziej ojciec przykładał się do tego, by jego syn umiał różdżką zrobić wszystko, a już na pewno wyśmienicie się pojedynkować - nie szczędził mu treningów, często przesadzonych i niejednokrotnie bolesnych. Właśnie podczas lekcji z Jonathanem Seniorem, Rowle nabył swoją pierwszą bliznę, która po dziś dzień przecina równą linię jego brody na żuchwie, po lewej stronie. Oczywiście na zaklęciach ofensywnych jego nauki się nie skończyły, a chłopak bardzo wcześnie miał przyjemność użyć zaklęć czysto czarnomagicznych - długo przed oficjalnym wstąpieniem w szeregi Śmierciożerców.

Widok z Ain Eingarp: Gdy matka opowiadała mu o magicznym zwierciadle, zawsze sądził, że to brednie i bajki dla dzieci, które tylko skłaniają małolatów do zwiedzania Hogwartu na własną rękę, co przynosi tylko i wyłącznie kłopoty. Nic dziwnego, że gdy sam, podczas jednego z nocnych dyżurów prefektów natknął się na komnatę, której wcześniej nie zauważył i wszedł do niej, był naprawdę zdziwiony widząc mebel częściowo zakryty ciemną płachtą, od którego odsłoniętej odbijało się światło jego różdżki. Zbliżył się, zaciekawiony i zgrabnym ruchem pociągnął okrywającą go, ciemną tkaninę, która okazała się znacznie cięższa, niż wyglądała. Gdy opadła na ziemię, w powietrze wzbiło się mnóstwo kurzu, który sprawił, że Jonathan zaczął kaszleć, jednak prędko wrócił do siebie i podszedł do błyszczącej tafli.
- Lumos Maxima - szepnął, a jego różdżka błysnęła białym światłem o wiele żywiej, niż wcześniej. Spojrzał na swoje oblicze, odbijające się w ogromnym lustrze oprawionym ciemną ramą i przyjrzał się uważnie temu, co zobaczył. Pierwsza w oczy rzuciła mu się forma jego postaci - Jonathan po drugiej stronie lustra nie miał tułowia. Myślał przez moment, że to tylko złudzenie, wynikające z tego, że od lustra odbijało się światło, jednak po chwili zrozumiał. Czuł nawet wyjaśniający wiele ciężar na ramionach. Obrócił się więc lekko, przyglądając się sobie. Przez miejsce, w którym powinien widzieć swoje ramię, dostrzegał część pokoju za nim - peleryna niewidka spełniała swoje zadanie nienagannie. Dopiero wtedy zauważył swoją różdżkę, a raczej coś, co nią nie było - ta odbijająca się w lustrze była dłuższa, cięższa i ciemniejsza, mocniej zdobiona. Dopiero po dłuższej chwili zrozumiał, że było coś jeszcze i sięgnął do kieszeni peleryny - nie on, Jonathan z odbicia, bo w końcu on żadnej peleryny nie miał - zaraz zaciskając dłoń na czymś małym i zimnym. Spojrzał na to, co wydostał spod materiału, przyglądając się uważnie wszystkiemu, co właśnie posiadał. Trwało to jednak chwilę albo dwie, bo zaraz prędko zamrugał, odrzucony tym, o czym właśnie pozwolił sobie otwarcie zamarzyć. Odwrócił się, a Insygnia, choć dopiero będące naprawdę rzeczywistymi, znikły. Uniósł z podłogi okurzoną płachtę i zarzucił ją na zwierciadło, opuszczając komnatę prędko.

Przykładowy Post:
- Ja naprawdę nic nie wiem, p-przysięgam... - usłyszał za swoimi plecami kobiecy głos, słaby, emanujący przerażeniem. Przerażeniem, które nie ruszało Jonathana, które nie było w stanie ugiąć go czy choćby wywołać wyrzutów sumienia, nawet tych minimalnych. Zresztą, zaraz zaraz... Wyrzutów czego? Zacisnął palce prawej ręki na swojej różdżce, wolną dłonią poprawiając rękawiczkę. Zawsze zabierał je ze sobą i niemal nie ściągał, gdy nie było to konieczne; nie lubił, gdy jego dłonie były wyeksponowane, a szczególnie prawa, ta najbardziej przydatna. Nienawidził okazywania słabości, a zaliczał do nich nawet blizny, które zdobiły jego skórę. I o ile ta na twarzy była świetnie schowana w zaroście, o tyle tych z oblanej jakimś czarnomagicznym eliksirem ręki nie dało się nijak ukryć, chyba że właśnie poprzez założenie rękawiczki.
Zapinając drugą z rękawiczek obrócił się powoli w stronę dziewczyny, mierząc ją spojrzeniem. Kaskada jasnych, mokrych u końców fal spływała po jej porozdzieranym ubraniu, które pewnie uległo zniszczeniu gdy ją do niego transportowali. Ile mogło to potrwać? Kilka godzin, czy raczej dni? Nie miał pojęcia, jak mogła być tak głupia i wyjść z kryjówki, ale najważniejsze, że dało się ją tutaj sprowadzić, bo zdawał sobie sprawę z tego, że ukrywała się całkiem nieźle. Ukrywała się, co było dla niego równoznacznym z tym, że sama miała coś do ukrycia. I mimo, że wiedział, iż wysłanie go tutaj z poleceniem przesłuchania było testem, ale on już ten test miał zaliczony. Dla niego działania przeciwko Czarnemu Panu zawsze powinny kończyć się śmiercią.
- Tak, już mówiłaś - odparł chłodnym tonem, zaczynając się do niej zbliżać. Choć wcale nie chciał. Nienawidził przebywać w pobliżu osób jej pokroju przez dłużej niż kilka minut, a jednak teraz ujął jej twarz lewą dłonią, uśmiechając się delikatnie. - I najwyraźniej kłamałaś - uciął, a jego twarz ponownie zastygła, teraz chłodna i wyniosła. - Ile się ukrywałaś? Rok, półtora? Tak robią niewinni? - Koniec jego różdżki znalazł się teraz niebezpiecznie blisko jej garda.
- N-nie, proszę... To nieprawda... - ze łzami w oczach wyjęczała tylko tyle, nim wypowiedział zaklęcie dobitnie, a jej ciało zaczęło wić się w agonii. Nie robiło to na nim żadnego wrażenia - zarówno jej błagania, jak i rzucanie zaklęć niewybaczalnych. O ile przy rzucaniu ich na jakiegoś czarodzieja mogłaby zadrżeć mu ręka, o tyle nigdy by się nie zawahał, gdy kierowało się je w mugolaki. Nawet teraz, gdy jej skowyt bólu odbijał się echem po ścianach ciemnego, wilgotnego pomieszczenia, jemu nawet nie drgnęła powieka.
- Moi informatorzy z ulicy Śmiertelnego Nokturnu przekazali mi coś innego, tak się składa - dorzucił kpiąco, gdy w końcu opuścił różdżkę, a jej ciało padło na kafelki. Stał nad nią i patrzył, obserwował jej wychudzone ciało, zmierzwione włosy i krew na rękach, cieknącą ze świeżej rany. - A nawet jeśli mnie okłamali, to nie ma już nikogo, kto mógłby zaświadczyć, że było inaczej. Wiesz dlaczego? - Choć myślał, że nie odpowie, nie zareaguje, ona jednak obróciła głowę i spojrzała na niego, choć miał wrażenie, że to kosztowało ją naprawdę wiele siły. Tylko spojrzała i patrzyła,  a przez moment nawet miał wrażenie, że przeszywa go wzrokiem tak mocno, że może dostrzec wszystkie jego obawy i słabości, które czaiły się na niego w jego wnętrzu. Odwrócił wzrok. - Bo nikt nie dba o jebane szlamy jak ty - syknął, ostatecznie jednak przenosząc na nią wzrok. - Avada Kedavra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Jonathan Benedict Rowle [dorosły]   Czw Lip 06, 2017 12:54 pm


Karta ciekawa, Jonathan jest z całą pewnością dobrym reprezentantem swojego rodu. Ode mnie łap 10 dodatkowych fasolek za kartę!

_________________


Hear Me Roar
Burn Them All
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Jonathan Benedict Rowle [dorosły]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» WZÓR KARTY I WSKAZÓWKI TWORZENIA (dorosły)
» [DOROSŁY] Alastor "Szalonooki" Moody
» [Dorosły] Minerwa McGonagall
» Albus Dumbledore [Dorosły]
» [Dorosły] Horacy Slughorn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -