Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Anthony Joel Clark [dorosły]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Tony Clark
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Anthony Joel Clark [dorosły]    Pon Lip 03, 2017 8:24 pm

Imię i nazwisko: Anthony Joel Clark - zwykłe imię, dla zwykłego dzieciaka z mugolskiej rodziny, ale jeśli masz zamiar się do niego zwracać po imieniu - to po prostu mów Tony
Data urodzenia: 12 maja 1952
Czystość krwi: mugolak, pierwszy czarodziej w dziejach rodziny
Była szkoła: Hogwart - wiernie zasilał szeregi Puchonów od pierwszego dnia nauki. Jednak ceremonia przydziału nie była zbyt prosta w jego przypadku - o mały włos nie wylądował w Ravenclaw
Praca: uzdrowiciel w Świętym Mungu, Oddział Chorób Zakaźnych
Różdżka: jarzębina, 13 cali, róg dwurożca


Widok z Ain Eingarp:
I figure life’s a gift, and I don’t intend on wasting it. You never know what hand you’re gonna get dealt next.

Ain Eingarp. Istota tego przedmiotu zawsze budziła dość duże zainteresowanie wśród czarodziejów. Lata badań, miliony rolek pergaminów, rozkładających lustrzane szkło na setki kawałeczków, dogłębna analiza czarów użytych przy tworzeniu tego wynalazku. Strona techniczna lustra była niezwykle interesująca.
Mugole, mugolaki, szlamy – jak zwał, tak zwał – patrzyły na to pod zupełnie innym kątem. Pragnienie. Wysoki brunet opuszką kciuka prawej ręki przesunął po wyżłobionym napisie na ramie lustrzanej. Pragnienie. To jedno zwyczajne słowo, zbudowane z marnych trzech sylab było dla niego w tym wszystkim najbardziej intrygujące. Pragnienie Ciekawe, jak w jednym pospolitym słowie można było umieścić całą głębię danej osoby, jak można było zawrzeć wszystkie jej myśli, czyny – wystawić jej serce, jak na dłoni. Pragnienie.
Anthony nie chciał wiedzieć. Nigdy nie interesowało go, co tak naprawdę mu w duszy grało. Był dość konkretnym mężczyzną i nie miał wątpliwości, co do tego co znajdzie się w jego odbiciu. Dlaczego więc spojrzał? Sam nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie, ale prawdopodobnie było to wynikiem sporadycznie przejawiającej się arogancji. Ale mimo wszystko – nie pomylił się.
W przezroczystej tafli zobaczył ten sam widok, co codziennie o szóstej rano, gdy wychodził do pracy. Rozczochrane włosy o kolorze ciemnego blondu, lekko zarośniętą brodę, ale w granicach estetyki, głębokie niebieskie oczy i… szeroki uśmiech z milowymi dołeczkami w policzkach. Przez chwilę można było pomyśleć, że na tę wybitną jednostkę lustro po prostu nie działa. Tak jak stał w tej zaciemnionej komnacie – tak też widziało go lustro. Był szczery zarówno z lustrem, jak i z samym sobą – jego największym pragnieniem było bycie szczęśliwym. Mądre? Nie. Pospolite? Tak. Głębokie? Niekoniecznie.  
Czy to wszystko? Nie. Każdy człowiek miał w sobie coś z próżności. Miał to też Anthony. I gdy się tak po prostu uśmiechał, z jego dłoni wysunęła się diamentowa karta z czekoladowych żab – jedna z tych, które kolekcjonował za młodu – tyle, że nie przedstawiała wybitnego czarodzieja. Z pewnością nie był to Nicholas Flamel, ani Albus Dumbledore. Nie. Był na niej Anthony Joel Clark.

You learn to take life as it comes at you... to make each day count.

Przykładowy Post:
Wysoki mężczyzna, którego włosy w sztucznym świetle lśniły na jasny brąz z pojedynczymi blond pasemkami stał pochylony nad czymś, co do złudzenia przypominało człowieka. Po kształcie, rozmiarach i odgłosach jakie wydawał powinieneś nie mieć żadnych wątpliwości, ale mimo wszystko dałbyś sobie głowę uciąć, że to tylko zwykła kukła z czerwonymi, ropiejącymi bąblami na całej widocznej twarzy. Anthony Clark z zaciśniętymi zębami przyglądał się uważnie temu zjawiskowi, co kilka sekund robiąc zręczne uniki, gdy bąble tryskały ropą, atakując początkującego uzdrowiciela. W tej batalii miał jednak wygrać Anthony. Mężczyzna wyprostował się do pionu, rozmasowując sobie lędźwie i wzdychając przy tym niezwykle ciężko.
Oddział zakaźnych chorób. Miało być ciekawie, a do tej pory było po prostu ohydnie. Omiótł spojrzeniem ściany, które zamiast białą farbą były teraz pokryte ropą, jednocześnie kręcąc przy tym głową. Matilda go zabije – tego był pewien. Sam nie wiedział, czy bardziej było mu szkoda jego samego, którego śmierć z rąk sprzątaczki zbliżała się nieuchronnie, czy Matildy – biednej starszej czarownicy, która tego dnia już trzy razy czyściła sufit z rozpowszechniającej się w zastraszającym tempie ropy.
– Walijska odmiana smoczej ospy – odezwał się w kierunku pacjenta z pokrzepiającym uśmiechem na twarzy. – Wygląda na to, że zamienia się pan w Zielonego Pospolitego, panie Yaxley – może i żarty w tym momencie nie były uzasadnione, biorąc uwagę, że rozwścieczony pacjent próbując rzucić w Anthony’ego jakąś obelgą, dostał napadu kaszlu i poplamił łóżko szpitalne krwią. Clark machnął jedynie ręką i dodał pocieszająco: – Proszę się nie przejmować, posprząta się – i gdy zobaczył, że pacjent ponownie otwiera usta, by posłać go w diabły, Tony szybko dodał: – A teraz weźmiemy się za pańskie zdrowie. Zanim podam panu lek, musi pan odpowiedzieć na kilka naprawdę ważnych pytań. Będzie pan współpracował?
Ale czy szanowny pan Yaxley miał jakikolwiek wybór? Kiwnął jedynie głową, mierząc wzrokiem błękitne tęczówki Anthonyego, który posłał mu pełen zadowolenia uśmiech. Wciąż był nowym uzdrowicielem, dlatego było dla niego cholernie ważne, by pacjent w jego towarzystwie czuł się naprawdę zrelaksowany. Gdyby tylko wiedział, jak bardzo był w błędzie…
Po serii podstawowych pytań, dotyczących uczuleń, samopoczucia, ulubionej drużyny Quidditcha (niezwykle istotne, po którym został zbluzgany, a dokładniej – opryskany krwią pana Yaxleya), postanowił wreszcie wziąć się do pracy. Sięgnął po długie plastikowe rękawice, które powoli wciągnął sobie na ręce, po czym podszedł do pacjenta.
– Nazywam się Anthony Clark, ale może pan się zwracać do mnie po prostu Tony. Spędzimy razem kilka godzin, proszę sobie nie szczędzić słów, panie Yaxley – i wyciągnął dłoń, by dotknąć jednego bąbla i wydobywający się z niego śluz umieścić w fiolce, gdy pacjent wykrztusił z siebie: – Clark? Z jakiego rodu?
Anthony zmarszczył brwi, zatrzymując rękę w zawieszeniu i z niewiele rozumiejącym uśmiechem, pokręcił głową: – Z rodu Clarków. Dość popularne nazwisko, jak Smithowie. Nie wierzę, że pan o nas nie słyszał – był pogodnym człowiekiem, ale mimo wszystko zmarkotniał, mając przedziwne wrażenie, że wydarzy się coś niedobrego. Nie pomylił się.
– Kupa szlamu – usłyszał z ust Yaxleya i zaraz poczuł, jak jego ciało zostaje posłane na drugi koniec pomieszczenia. Anthony głową zarył o szafkę z lekami i runął na ziemię, czując jak wszystkie fiolki padają wprost na niego. I całe szczęście, że wcześniej zostało rzucone na nie zaklęcie trwałości, bo w przeciwnym razie wszystkie fiolki, by się zbiły, a lekarstwa wylądowałyby na podłodze, powodując najprawdopodobniej eksplozję. Clark przyłożył rękę do swojej głowy i ze wściekłością przeniósł wzrok na podniesionego Yaxleya, który wymruczał coś o tym, że pozwie szpital, i że domaga się PRAWDZIWEGO czarodzieja. Cóż. Anthony był do tego przyzwyczajony. W szkole wiecznie słyszał docinki, dotyczące jego mugolskiego pochodzenia. Tutaj jednak – była to dla niego nowość.
– Koleś, uspokój się – wycharczał, powoli podnosząc się z ziemi, ale prawda była taka, że z kolejną zasłyszaną obelgą stracił resztki cierpliwości. Wyciągnął więc dłoń przed siebie i odezwał się surowym, nieco podniesionym głosem:
– Po chwili przemyślenia? Droga wolna. Rób sobie pan, co chcesz, ja z pewnością nie mam zamiaru się użerać z kupą czystej krwi. Jeszcze jedno: nie przeżyje pan kolejnych dwóch godzin. W szpitalu zostałem tylko ja, a tak się składa, że straciłem ochotę na obsługiwanie pańskich ohydnych czyraków. Więc życzę powodzenia w znalezieniu kogoś kto się tym zajmie, a że jest to praktycznie niemożliwe, w takim razie: bezbolesnej i szybkiej śmierci. Gratulacje, pański los teraz jest w rękach PRAWDZIWEGO czystokrwistego czarodzieja.


Ostatnio zmieniony przez Tony Clark dnia Czw Lip 06, 2017 12:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Anthony Joel Clark [dorosły]    Czw Lip 06, 2017 8:21 pm


Bardzo mi się podobała Twoja Karta Postaci, trochę mi zabrakło do Wybitnego, ale jak najbardziej zasługujesz na 10 dodatkowych fasolek. I oby jak najmniej takich pacjentów jak pan Yaxley!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Anthony Joel Clark [dorosły]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» WZÓR KARTY I WSKAZÓWKI TWORZENIA (dorosły)
» [DOROSŁY] Alastor "Szalonooki" Moody
» [Dorosły] Minerwa McGonagall
» Albus Dumbledore [Dorosły]
» [Dorosły] Horacy Slughorn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -