Share
Go down

Marjorie Alyssa Greyback

on Sro Cze 21, 2017 5:40 pm
First topic message reminder :

Imię i Nazwisko:  Marjorie Alyssa Greyback

Stanowisko: badacz, asystentka w laboratorium |Święty Mung|

Genetyka i Zdolności:

  • specjalizacja z eliksirów leczniczych
  • jasnowidz
  • specjalizacja z zaklęć medycznych
  • animag |lis zwyczajny|

Dodatkowe bonusy:

  • jedna dodatkowa lokalizacja
  • jeden wybrany kurs za darmo


Ilość fasolek: 653

Fasolki otrzymane za:

  • napisanie KP - 85 fasolek
  • bonus od Administracji - 10 fasolek
  • stworzenie postaci dorosłej - 7 fasolek
  • członkostwo w Zakonie Feniksa - 6 fasolek
  • uzupełnienie artykułu na wiki - 30 fasolek
  • konkurs radiowy - 40 fasolek


Fasolki zabrane za:

  • genetyka - 110 fasolek


Opanowane zaklęcia:

  • Expelliarmus (startowe)
  • Expecto Patronum (startowe)
  • Rictusempra (startowe)
  • Petrificus Totalus (startowe)
  • Brackium Emendo (startowe)
  • Protego Totalum (startowe)
  • Rennervate (startowe)
  • Reparifors (startowe)
  • Sugervirus (startowe)
  • Enervate (startowe)
  • Haemorrhagia Iturus (startowe)
  • Riflitto (startowe)
  • Aequs (startowe)
  • Calovest (startowe)
  • Incarcifors (startowe)
  • Mobilicorpus (startowe)
  • Silvshiel (startowe)
  • Accio (startowe)
  • Finite Incantatem (startowe)
  • Lumos Maxima (startowe)
  • Glacius (czerwcowa loteria)
  • Nox Maxima (czerwcowa loteria)
  • Reparo (czerwcowa loteria)
  • Skarpineo (czerwcowa loteria)
  • Wingardium Leviosa (czerwcowa loteria)
  • Olfato (zakup)
  • Episkey (urodzinowa loteria)
  • Caught (urodzinowa loteria)
  • Homorphus (urodzinowa loteria)
  • Memcium (urodzinowa loteria)
  • Magicus extremos (urodzinowa loteria)
  • Finite Incantatem (zakup)
  • Algarum Frigi (zakup)
  • Expulso (październikowa loteria)
  • Drętwota (październikowa loteria)
  • Cave Inimicum (październikowa loteria)
  • Mimetes Vulnus (październikowa loteria)
  • Periculum (zakup)
  • wyuczona klątwa za darmo ("Zaklnę twoją rodzinę" autorstwa Magnusa Gaunta) DO WYBRANIA!

Opanowane eliksiry:

  • Eliksir Słodkiego Snu (startowy)
  • Eliksir Zapomnienia (startowy)
  • Eliksir Uzdrawiający (startowy)
  • Woda Księżycowa (startowy)
  • Biały Miód (zakup)
  • Szkiele-Wzro (zakup)
  • Eliksir Vermiculo (zakup)
  • Eliksir Wiggenowy (zakup)
  • Eliksir Lumentus (zakup)
  • Eliksir Lumentus (zakup)



Oceny z egzaminów:


  • SUMy


transmutacja - W
zaklęcia - Z
eliksiry - W
astronomia - N
obrona przed czarną magią - Z
zielarstwo - P
historia magii - Z
opieka nad magicznymi stworzeniami - P
wróżbiarstwo - O


  • OWTMy


Nie podchodziła.


   Wymyślone eliksiry: [tutaj wypisujemy eliksiry, które wymyśliliśmy]
   Wymyślone zaklęcia: [tutaj wpisujemy zaklęcia, które wymyśliliśmy]


Ostatnio zmieniony przez Marjorie Greyback dnia Pią Gru 29, 2017 12:42 am, w całości zmieniany 22 razy

Re: Marjorie Alyssa Greyback

on Pią Gru 29, 2017 12:45 am
aktualizacja: 29.12.17

co: zaakceptowane podanie o animagię


treść podania:

Animag: lis rudy

Nikt nie mówił jej nigdy, co powinna robić. Nawet wtedy, gdy znajdowała się jeszcze pod skrzydłami swojej najukochańszej opiekunki, Maeve dawała jej tylko luźne sugestie, proponowała wybór jednej z wielu różnych opcji, chcąc pokazać swojej podopiecznej, ile barw miał tak naprawdę świat.
To było na swój sposób piękne. Zieleń lasów, dojrzale miodowe zboża, szafir wód, błękit nieba... Nawet noc nie była tak po prostu czarna. Nie. Mae nauczyła ją dostrzegać wszelkie odcienie granatu poprzecinane złotawymi migoczącymi punkcikami - gwiazdami, które migotały tak właśnie dla niej.
Finlay w swych naukach o świecie unikała tylko jednego, będąc święcie przekonaną, iż dziecko wiedziało o tym już nazbyt wiele. Mroczna czerń nigdy zatem praktycznie nigdy nie pojawiała się w ich rozmowach, a ponure szarości gościły w nich równie rzadko. Kraina Alyssy była wręcz idealna i nawet brak kontaktu - a częstokroć także prawie ostentacyjna oziębłość - ze strony ojca nie był w stanie tego zepsuć.
Praktycznie przez sześć początkowych lat życia, Meadowes była święcie przekonana, że rzeczywistość ma wyłącznie ciepłe, przyjazne barwy. Że pięknie wybarwione róże kwitną po to, by być przez nią podziwiane, a lśniąco kasztanowa sierść koni błyszczy specjalnie dla niej.
To nie był ten narcystyczny sposób odnoszenia się do otoczenia, choć z pewnością nie da się ukryć, że tkwiła w nim obfita doza egoizmu, który panna Finlay usilnie starała się zaszczepić w wyjątkowo nieśmiałym dziecku, zdając sobie sprawę z tego, iż mogło to na swój sposób wynagrodzić małej Aly jakikolwiek brak zainteresowania ze strony jedynego członka bliskiej rodziny.
Gdy ptaki śpiewały tylko dla niej, znacznie łatwiej było pogodzić się ze świadomością, że tylko one chciały z nią rozmawiać. Gdy konie prezentowały się tak pięknie właśnie ze względu na jej obecność, brak widywania ojca nie bolał aż tak bardzo, bowiem istniał ktoś, kto się przed nią nie krył.
A gdy Maeve odeszła, przegrywając walkę z chorobą...
Świat stracił ostrość swoich barw, jednak nadal mógł być kolorowy. Wystarczyło tylko, że Alyssa zamykała oczy, a cienie nie zaburzały jej widzenia. Nie znała szarości aż tak dobrze. W jej oczach niebo płakało po stracie wspaniałego człowieka, lecz nie było tak po prostu szare. Było srebrzyste.

Cause they got the cages, they got the boxes...

Sama nie do końca pamięta, kiedy tak właściwie po raz pierwszy dostrzegła to, jak paskudny naprawdę był świat. Nie jest w stanie powiedzieć, czy rzeczywiście było to już po śmierci opiekunki, czy może jednak powolutku wkradało się to do jej umysłu jeszcze za życia kobiety.
Doręczycielem brutalnej prawdy z pewnością był jednak jeden niepozorny chłopiec. Zabiedzony, chudy, płochliwy, by nie powiedzieć, że wręcz zdziczały. To właśnie on był tym, kto otworzył oczy Alyssy. Ona sama wcale tego nie chciała, usilnie pragnąc pozostać w swoim perfekcyjnym świecie, w którym nic nie mogło jej skrzywdzić.
Nie była głupim dzieckiem. Być może tylko trochę nazbyt naiwnym i ślepo wierzącym w to, co wpoiła jej dorosła przyjaciółka. Nie chciała tego tracić, podświadomie wiedząc, że dociekanie prawdy nie miało przynieść nic dobrego, bo - w przeciwieństwie do jej rzeczywistości - jedynymi barwami w świecie jej nowego towarzysza były zmieniające się kolory siniaków i zadrapań na jego ciele.
Nie potrafiła jednak tak po prostu na to nie patrzeć. Nim się spostrzegła, zapragnęła dowiedzieć się więcej i nic nie mogło jej przed tym powstrzymać. Nawet wtedy, gdy ostrzał pytań, jakie wiecznie zadawała, spotkał się z całkowitym milczeniem, szukała sposobów, aby zweryfikować to, co dotychczas sądziła.
Chciała tego dla dobra ich obojga. Pragnęła pokazać mu swoje spojrzenie na świat, obdarzyć ciepłem, nie pozwolić odpłynąć jeszcze dalej w powoli narastający mrok. Aby to zrobić, sama musiała zaś zakosztować tej ciemności.
To... Nie było dobre, nie było przyjemne, nie było czymś, na co z początku się pisała, ale przyniosło efekty. Być może jej świat nie był już wyłącznie jaskrawy, jednak oddanie paru złudzeń nie mogło równać się z zyskaniem przyjaciela. Jak wtedy sądziła - na dobre i na złe, na resztę życia.
To było lepsze od życia w świecie snów. Wreszcie miała kogoś, kto był człowiekiem z krwi i kości, a ptaki nadal śpiewały przepięknie.

...and guns.

W swojej niezmiernej niedojrzałości nie spostrzegła, że wymieniała fantazje na coś równie nierzeczywistego. Sny na jawie zostały zastąpione przez wyjątkowo kruche marzenia. Nie dało się tak po prostu lawirować pomiędzy dwoma światami i choć ona uparcie próbowała to robić, jej towarzysz najwyraźniej nawet o tym nie myślał.
Odszedł od niej bez słowa. Tak po prostu zniknął, pewnego dnia nie pojawiając się w ich miejscu i nie robiąc tego także kolejnego poranka. Ani następnego, ani później... Ani już nigdy więcej.
Czekała na niego niczym porzucony szczeniak. Dzień w dzień wypatrywała go przez okno, potrafiąc długimi godzinami opierać się o parapet i patrzeć w przestrzeń. Liczyła na to, że być może następny dzień przyniesie im ponowne spotkanie.
Z początku była tylko zmartwiona, z czasem niepokojąc się coraz bardziej, aby wreszcie spróbować dowiedzieć się czegoś na własną rękę. Nie miała zbyt wielu możliwości, jednak to znaczyło dla niej naprawdę wiele. Prawda zaś wcale jej nie uwolniła. Posłużyła wyłącznie wyzbyciu się kolejnych złudzeń.
Porzucił ją, by uciec z domu i zadać się z równie patologicznym środowiskiem jak to, w którym tkwił od samego początku. Zamiast skorzystać z dłoni, jaką wielokrotnie ku niemu wyciągała, wolał wybrać coś, czego toksyczność znał aż nazbyt dobrze.
Ten postępek zranił ją jak nic, z czym miała przedtem do czynienia. Meadowes powzięła decyzję. Nie zamierzała już nigdy więcej odezwać się do osoby, która tak mocno ją skrzywdziła.
Ba!, zamierzała wyrzucić go z pamięci, choć dobrze wiedziała, że nie unikną kolejnego spotkania - tym razem w Hogwarcie. Planowała jednak zachowywać się tak, jakby nigdy go nie poznała...

They are the hunters, we are the foxes...

Co udawało się przez zadziwiająco długi czas. Wyglądało zresztą na to, iż on także postanowił jej nie znać. Gdy to spostrzegła, automatycznie wniosła ich nieznajomość na wyższy poziom, skutecznie unikając jakichkolwiek interakcji... Co nie było takie znowu trudne, skoro nie zadawała się ze Ślizgonami, a wręcz gardziła postępowaniem większości z nich.
Tak to już jednak w życiu bywa, że to, czego najbardziej staramy się uniknąć, lubi wracać do nas ze zwielokrotnioną siłą. I choć Alyssa specjalnie unikała spacerów w najbardziej oblężonych częściach zamku, paradoksalnie, najwyraźniej powinna działać całkowicie odwrotnie. Kto by jednak pomyślał, iż wymykanie się na nocne przechadzki może doprowadzić do czegoś takiego.
O ironio!, ona - będąc przecież jasnowidzem - nie przewidziała podobnego obrotu zdarzeń. Podziwiając okrągłą tarczę księżyca na krystalicznie czystym niebie, stała się mimowolnym świadkiem czegoś, co doprowadziło nie tylko do pozostania swego rodzaju powierniczką tajemnicy, lecz także wyzwoliło w niej łagodniejsze uczucia.
Potrzebowała czasu, by uświadomić sobie, że tak naprawdę już dawno temu przestała być cięta. Później było zaś znacznie łatwiej. No, przynajmniej dla niej... No, przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo próby nawiązywania nowej - lepszej - relacji dało się porównać do wypasania owiec na wodorostowej platformie pośrodku wzburzonego oceanu i w pewnych momentach była w stanie powiedzieć, by dano jej te owce. Nadal bywa...
Odkrycie sekretu miało jednak szczególny wpływ na związek Alyssy z transmutacją, z którą wcześniej radziła sobie dosyć dobrze, jednak nie wyjątkowo szczególnie.
To, w jaki sposób potoczyły się losy powiązań dziewczyny ze wspomnianą dziedziną magii, ukształtowało się stosunkowo późno. Zaczęło od tajemnicy i hasła rzuconego podczas jednych z zajęć wspomnianego przedmiotu, skończyło zaś trudną i żmudną nauką, która nie od razu mogła dać jakiekolwiek wyraźne efekty.

...and we run!

Jednak stało się...
Po raz pierwszy, drugi, trzeci i każdy kolejny. Obserwując pełnie z całkowicie innej perspektywy, wpatrywała się w niebo okrągłymi złotymi oczami o brązowych obwódkach wokół zewnętrznych linii tęczówek. Raz po raz uderzała miękkimi poduszkami łap o mokrą leśną ściółkę, nieustannie poruszając przy tym nosem - o wiele wrażliwszym od ludzkiego, rejestrującym całą gamę nowych zapachów, a w nim ten jeden naprawdę charakterystyczny i zarazem tak bardzo przez nią poszukiwany.
Ciche stąpanie łap płynnie przeszło do biegu, gdy zwinnie przemykała się pomiędzy kolejnymi drzewami, korzystając przy tym z własnych rozmiarów. W lisiej formie - tak samo ja w ludzkiej - nie była zbyt duża, jednak wcale jej to nie przeszkadzało. Nie chodziło przecież o wielkość, a o zręczność.
Przystając nagle w miejscu, zastrzygła uszami. Potem zaś znowu ruszyła, wiedząc już, w którym kierunku powinna zmierzać. Kochała wolność i wilgoć nadchodzącego poranka. Były niczym narkotyk, zaś ona nie miała nic przeciwko temu uzależnieniu.

Akceptuję!


You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach