Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Rossie Adams [uczennica]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rossie Moody
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Rossie Adams [uczennica]   Pon Mar 06, 2017 6:21 pm

Imię i nazwisko: Rossalie Ervena Moody
Data urodzenia: 5 sierpień 1961 r.
Czystość krwi: Czysta
Dom w Hogwarcie: Hufflepuff
Różdżka: Głóg, Włos z Ogona Testrala, Sztywna, 13 cali

Widok z Ain Eingarp: Widok w zwierciadle jest dla Rossie prosty i raczej oczywisty. Widziała ona siebie, z kapeluszem ojca i walizką w ręku. Była podróżniczką, która pędziła przed siebie. Była taka jak ojciec.

Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie: Kiedy ojciec dziewczyny żył, nikt tak naprawdę nie przykładał wielkiej wagi do jej nauki. Kiedy ojciec żył, czasami pisywała mu o tym, że chce iść na wagary, a ten po prostu się zgadzał. Cóż robiła często to na co miała ochotę. Oczywiście potem musiała ponieś konsekwencje swoich działań, ale przecież ojciec zawsze je mówił, że jeżeli czegoś nie będziemy żałować, to nawet najgorsza kara nie jest taka zła. Jeżeli chodzi o jej oceny wahały się one od Powyżej Oczekiwań do Zadowalającego. Oczywiście matka dostawała furii kiedy dziewczyna dostała jakiego Trolla bo i tak się zdarzało, ale ojciec zawsze umiał jej wytłumaczyć, że Rossie jest młoda, i szkoda aby traciła całe godziny swojego życia nad książkami. Dziewczyna dobrze radziła sobie z zaklęciami wszelkiego rodzaju. Od tych naprawiających po użytkowe, które pomagały coś złożyć albo wyczyścić. Lubiła i umiała gotować, ale niestety w żaden sposób nie odzwierciedliło się to w umiejętności warzenia eliksirów. Do tego przedmiotu potrzeba było skupienia, a ona niestety potrafiła się bardzo szybko rozkojarzyć. Z biegiem czasu polubiła Astronomię, patrzenie w gwiazdy sprawiało, że wybiegała myślami gdzieś w swoją wyobraźnię, tworząc nowe opowieści. Jednocześnie na złość matce poszła na Mugoloznastwo, chociaż ta w żaden sposób nie popierała tego wyboru. Uważała, że szkoda czasu na poznawanie tak bezużytecznego przedmiotu. I może faktycznie... był bezużyteczny, ale czego to Rossie nie zrobi aby pokazać matce, że nie będzie rządzić jej życiem, ponieważ należy tylko sama do siebie?

Przykładowy Post:


"Być taka jak ty"


-Mama dzisiaj wieczorem przyjmuje gości, to będzie straszne.- Powiedziała dziewczynka, która miała nie więcej niż osiem lat. Miała na sobie zwiewną sukieneczkę w kwiaty, która to sięgała jej do połowy ud. Blond włosy swobodnie opadały jej na ramiona, a brązowe oczy spoczęły na mężczyźnie który klęczał na środku ładnie ozdobionego salonu i pakował swoje rzeczy do walizki. Był to wysoki i zarazem chudy mężczyzna. Posiadał bujną brązową czuprynę, którą z dokładnie czesał co rano. Jego wydawały się być przycięte co do milimetra. Krótko mówiąc wszystko w nim było idealne.
-Wszyscy wujkowie i ciocie się zjadą. Chciałabym jakoś się z tego wymigać. Od tego gwaru i zbędnej paplaniny...- Powiedziała, po czym podeszła powoli do mężczyzny i uklękła obok niego, pomagając mu składać właśnie kolejną partię koszul, które zaraz wylądowały w walizce.
-Mama mi na to, jednak nie pozwala... Tato, dlaczego nie mogę jechać z tobą?- Zapytała się po czym wbiła w ojca spojrzenie pełne nadziei. Mężczyzna, który przed chwilą został nazwany ojcem, oderwał się na chwilę o tego co robił i przeniósł wzrok na córkę. Uśmiechnął się do niej łagodnie i pogładził delikatnie po głowie.
-Bo to nie możliwe Rossie.- Odpowiedział, po czym wyciągnął szybkim ruchem różdżkę i machnął w kierunku krzesła na którym wisiało parę szat. One w mgnieniu oka poderwały się do góry, i zaczęły się samoistnie składać, a następnie łagodnie wylądowały w środku walizki.
-Życie jest za krótkie, żeby pozwalać sobie chociażby na jedną godzinę nudy, a spotkań rodzinnych nienawidzę jak plagi.- Odpowiedział mężczyzna, po czym chwycił szybkim ruchem ręki grzebień i przeczesał swoje włosy.
-Chciałabym być kiedyś taka jak ty. Marzyć, pisać poezję, albo jeździć konno z wiatrem...- Powiedziała dziewczynka wyraźnie zawiedziona tym, że ojciec tak twardo stoi przy swoim. Przecież nie był taki. Pamiętała jak biegali po ogrodzie, albo wspinali się na wiśnię.
-Ciesz się Rossie, że nie masz tak jak twoja siostra.- Odpowiedział o czym wstał z ziemi i założył na siebie długi płaszcz, o ciemno zielonym odcieniu.
-Dlaczego nie mogę już z braćmi biegać po łące za domem, albo ćwiczyć równowagi na linie?- Rosie miała zdecydowanie lekkie dzieciństwo. Rodzice raczej nie przywiązywali wagi do tego jak wychowują swoją córkę, co oczywiście nie oznacza, że była im zupełnie obojętna. Rossie była wolnym strzelcem, zawsze robiła to na co ma ochotę. Fakt, była lekko rozkapryszona, żyła książkami które dosłownie pochłaniała i miała głowę zawsze gdzieś w obłokach.
-Helena zostanie niedługo wydana za mąż, jej wolność już w ogóle się skończy, więc nie narzekaj.- W ich rodzinie zawsze tak było, dzieci wydawano za mąż w zasadzie na siłę bo tak wypada. Tym bardziej, że należeli do jednej z bogatszych rodzin czystkrwistych, a przynajmniej tak było przez ostatnie lata. Chociaż dzieci jak i rodzice nie mieli tak naprawdę żadnych pretensji do mugolaków czy mugoli, to matka starała się mimo wszystko dobierać mężów zgodnie ze statusem majątkowym oraz statusem krwi. Tłumaczyła się tym, że po prostu ludzie z tego samego środowiska lepiej się dogadają. Cóż, może miała rację.
-Tato, dlaczego więc nie mogę iść z tobą?- Ponowiła swoje pytanie również wstają z ziemi i poprawiając swoją kwiecistą sukienkę.
-Może przyjadę jutro popołudniu.- Praca ojca była ciekawa. Był łamaczem klątw. Podróżował po całym świecie, zwiedzał wszystko. Jednocześnie podejmował wielkie ryzyko. W końcu zawsze istniała szansa, że coś mogłoby mu nie wyjść. Mimo wszystko Rossie nie dopuszczała do siebie tej myśli. Dla niej był bohaterem, a przecież takim ludziom jak on nie ma prawa nic złego się stać. W ogóle pojęcie śmierci było jej obce, słyszała coś o niej, o tym, że istnieje takie zjawisko, ale nigdy nie uczestniczyła przy tym. Dlatego też wyparła ze świadomości takową informację, sprawiając jednocześnie, że wszyscy ludzie wokół niej byli nieśmiertelni.
-Chciałabym z tobą pojechać do Egiptu, Hiszpanii... albo Francji.- Uśmiechnęła się i okręciła wokół własnej osi, sprawiając, że sukienka poderwała się w górę, a jej włosy zafalowały razem z nią.
- Adieu... Rossie!- Dziewczyna zauważyła katem oka, że na fotelu przy kominku leży kapelusz ojca. Chwyciła więc go szybko i przycisnęła mocno do siebie, uśmiechając się figlarnie.
-Rossie... bądź dzielna.- Rossie niechętnie podeszła do ojca, z lekko zaszklonymi oczami i oddała mu jego własność. Ten bez słowa odebrał od niej swój kapelusz i założył go na głowę. Kiwnął tylko lekko głową w kierunku swojej córki, i pogładził ją lekko po głowie, po czym odwrócił się, i poszedł w kierunku wyjścia. Minęła zaledwie sekunda, kiedy zniknął przez drzwi.
-Rossie, na miłość boską... idź się przebrać... nie wypada abyś tak pokazała się wujostwu!- Do salonu wpadła nagle wyraźnie zdenerwowana matka. Rossie zdecydowanie była bardziej podobna do niej niż do ojca. Te same blond włosy, brązowe oczy, oraz identyczna sylwetka. Dziewczyna różniła się od niej tak naprawdę charakterem. Z tym wyjątkiem, że jej matka była taktowną, dokładną i - nie bójmy się tego słowa - perfekcjonistką, a Rossie była pod tym względem jej zupełnym przeciwieństwem.
-Nosisz nazwisko Moody... Prezentuj się.- Powiedziała kobieta popychając delikatnie córkę w kierunku wyjścia z salonu.
-Wiesz co mamo... Gdybym nie była tym kim jestem, byłabym... hmmm- Zastanowiła się przez chwilę po czym podskoczyła lekko i wybuchnęła śmiechem.
-Byłabym w  cyrku, albo artystką. Umiem już tańczyć na linie... To powinnaś zobaczyć!- Powiedziała i wskoczyła zgrabnie na krzesło, które akurat było lekko odsunięte od ciemnego drewnianego stołu, stojącego przy dużym oknie, zza którym rozciągał się imponującej wielkości ogród.
-Ehhh Rossie nie żartuj... No już marsz się przebrać- Zagrzmiała gniewnie matka, i otworzyła drzwi, dając córce jasno do zrozumienia, że nie ma czasu na tego typu żarty. Dziewczynka zrobiła tylko naburmuszoną minę, i ze skrzywionymi rękami na klatce piersiowej zaczęła zmierzać w kierunku wyjścia. Dokładnie, chciała w tej chwili wyraźnie pokazać, że taki układ po prostu jej nie odpowiada, ale domyślała się, że było tak jak ojciec mówił. W tym wypadku to po prostu nie zadziała. Dlatego też westchnęła tylko cicho, i wyszła z pokoju nie oglądając się nawet za siebie.

....................................................................................................


"Ostatni taniec należy do mnie"


-Rossie... Czy to przypadkiem nie o twoim ojcu piszą w proroku codziennym?- Padło nagłe pytanie podczas śniadania w Hogwarcie. Dziewczyna uniosła swoje brązowe oczy znad płatków które właśnie zaciekle spożywała.
-Hmmm... a co piszą?- Zapytała się ,przełykając szybko to co miała w ustach, o mało co nie dławiąc się przy tym. Dlatego odkaszlnęła szybko, aby ponownie odzyskać głos i pozbyć się tego okropnego ucisku ścisku w gardle. Dziewczyna która zadała to pytanie popatrzyła na kolegę który siedział obok niej. Wszyscy nagle popatrzyli gdzieś ponad ramię Rossie.
-Co tak nagle zamarliście? - Zapytała się po czym odwróciła się i napotkała wzrok nikogo innego jak własnej matki. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Kobieta wyjątkowo było ubrana na czarno, a twarz wskazywała na parę nieprzespanych nocy.
-Rossie... Chodź... Musimy porozmawiać- Powiedziała i chwyciła ją delikatnie z szatę i podciągnęła do góry. Dziewczyna nie przeciwstawiała się temu. Posłusznie poszła za matką, do pokoju nauczycielskiego, gdzie czekała na nich opiekunka domu.
-Skarbie... twój ojciec...- Zaczęła matka kiedy już dziewczyna usiadła spokojnie. Każdy już po tej całej otoczcie dawno się domyślił co się stało, ale nie Rossie. Przecież ojciec był bohaterem w jej oczach, nie mógł zginąć, takim ludziom jak on nie ma prawa nic się stać. Tym bardziej, że przecież zjawisko śmierci było jej obce. Żyła niby w rzeczywistości, wśród innych ludzi, ale wydawała się być oddzielona od nich grubą szybą, której nie szło przebić.
-Nie żyje.- Padło w końcu to słowo które zadzwoniło w uszach dziewczyny. Jej czarne źrenice zwęziły się na skutek szerokiego otwarcia oczu. Świat wydawało się, że nagle się zatrzymał, sekundy które mijały stały się całymi godzinami, a ona tak siedziała, próbując zrozumieć to co właśnie usłyszała.
-Przyjechałam aby zabrać ciebie do domu... Na pogrzeb.- Wyrwał nagle dziewczynę z tej zadumy głos matki. Ona mimo wszystko nie odpowiedziała. Miała dopiero trzynaście lat, to było za wcześnie aby żegnać ojca. Chciała przecież z nim jeszcze porozmawiać, chciała aby opowiedział jej o swoich przygodach, chciała iść na spacer pod deszczu i poskakać po kałużach. Rossie wyjątkowo była do niego przywiązana, bardziej chyba niż do matki. Pewnie dlatego, że miała w nim bratnią duszę. Rozumiał ją jak nikt inny. Blondynka powolnym ruchem ręki sięgnęła do medalionu który miała na szyi i otworzyła go. W środku znajdowały się dwa zdjęcia. Jedno matki, drugie ojca... ojca którego tylko w ten sposób będzie mogła oglądać. Parę łez spłynęło po jej jasnych policzkach, i opadły na szatę, po czym szybko wsiąkły w materiał nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu.
Wcześniejsza wizyta w domu nie była wcale tak wesoła jak dziewczynie mogłoby się wydawać. Cały dom nagle stracił swoją barwę, zrobiło się tutaj przeraźliwie cicho, a ona chodziła po korytarzach i zaglądała do różnych pokoi zupełnie tak jak by miała nadzieje, że ujrzy gdzieś tą znajomą  wąsatą twarz. Niestety jedyne co znajdowała to cisza, oraz urywki rozmów które kiedyś przeprowadzała z ojcem. Nawet w ogrodzie nie odnalazła tego czego szukała.
-"Chciałabym być taka jak ty".- Przeszło jej przez myśl to, co mówiła kiedyś dawno temu. Nie miała zamiaru zmieniać zdania. Nadal ojciec tak naprawdę był dla niej najważniejszym człowiekiem jakiego znała i to właśnie z niego chciała brać przykład. Dlatego też doskonale wiedziała, że ojciec na pewno nie chciałby aby ta się smuciła. Na pewno by jej powiedział
-"Bądź dzielna".- Po raz kolejny usłyszała głos w swojej głowie, ale był on tak łudząco podobny do głosu ojca i tak realny, że dziewczyna aż się odwróciła aby upewnić się, że jest tutaj sama.
-Życie jest zbyt krótkie aby pozwalać sobie na chociażby jedną godzinę nudy.-  Dlatego też dziewczyna szybkim ruchem ręki otarła łzy z oczu, które ponownie zbierały się w kącikach, a na jej ustach zawitał ponownie delikatny uśmiech.
-Rosie... chociaż dzisiaj proszę cie nie rób problemów.- Powiedziała matka która nie wiadomo skąd się zjawiła. Chwyciła córkę mocno za nadgarstek i pociągnęła za sobą.
....................................................................................................
-Widziałaś kochana tą małą Rossie..? Na pogrzebie cały czas się uśmiechała... Zero szacunku dla ojca.- Powiedziała kobieta, która była ubrana w elegancką czarną garsonkę, a na głowie miała duży czarny kapelusz. W ręku trzymała kieliszek z nalewką malinową.
-Ona zawsze była dziwna... Zupełnie jak ojciec... Córeczka wypisz wymaluj nieżyjący tatuś. Nic więc dziwnego, że jej matka nerwowo nie jest w stanie już tego wytrzymać.- Odpowiedziała druga kobieta  która stała przy ścianie i uważnie obserwowała gości, którzy przyszli do domu rodziny Moody aby dotrzymać jeszcze trochę towarzystwa rodzinie pogrążonej w żałobie.
-Margaret... Kochana... Tak nam przykro z powodu twojego męża.- Temat o Rossie został nagle urwany, bo nadeszła matka dziewczyny.
-Dziękuję, że przyszłyście.- Wszystko to było tak bardzo sztuczne, a przynajmniej z perspektywy Rossie która aktualnie stałą gdzieś w kącie. Cała ta śmietanka towarzyska która kręciła się aktualnie po domu. Nie miała wśród nich przyjaciół, nikogo kto by ją zrozumiał, ale tak naprawdę nie potrzebowała tego teraz w tej chwili.
-Nie mogłyśmy ciebie zostawić samą... Tym bardziej, że Rossie na pewno nie odejmuje ci trosk.- Oczywistym było, że ten temat musiał powrócić. Nic dziwnego najmłodsza córka rodziny Moody wydawała się być idealnym obiektem na wylanie wiadra pomyj. W końcu tak bardzo różniła się od tych ludzi.
-Powinnaś była wychowywać ją bardziej twardą ręką. Rozwydrzyliście ją z Maxem.- W tym świecie pełnym przepychu wszystko miało swoje ustalone zasady, nikt nie pozwoliłby sobie na chwilkę improwizacji. Zapomnienie o dobrym wychowaniu nie wchodziło w grę.
-Kiedy planujesz wydać ją za mąż?... Masz już kandydata? Może mąż pokaże jej jak powinna się zachowywać kobieta.- Kobiety coraz bardziej naciskały. Cóż widać było, że kochały tego typu tematy, aby potem rozsiewać jakieś niedorzeczne plotki, przy herbacie z sąsiadkami.
-Mam sąsiadkę, ona ma syna. Dobrze wychowany chłopak, ułożony, podobny status, czystokrwisty... Zastanów się nad tym kochana. Bo nim się obejrzysz, ta dziewczyna wymknie ci się z rąk i zniszczy sobie życie- Nagle cały gwar ucichł. Ludzie w salonie stanęli przerażeni, i wpatrywali się w okno, które ukazywało drzewo wiśni.
-A kto tam się kołysze?- Padło nagle pytanie
-To Rossie... Cyrkowe sztuczki... Pewnie ojciec ją tego nauczył- Gwar powracał, ale tym razem gwar oburzenia.
-Na stypie, w żałobie po ojcu... Wstyd!- Matka dziewczyny zareagowała momentalnie, zupełnie tak jak by przeczuwała co za chwilę się w stanie. Wybiegła z domu jak oparzona i biegła prosto do drzewa, a zaraz za nią tłum ludzi. Niestety nim udało się im dobiec, czy w jakikolwiek inny sposób zareagować, czy wyjąć różdżki, gałąź, na której był przywiązany trapez, po prostu ułamała się pod wpływem ciężaru Rossie. Dziewczyna runęła na dół. Świadomość odpłynęła, czuła jak ktoś ją podnosi z ziemi, gdzieś przenosi, kładzie na coś miękkiego... Tak to chyba było łóżko. Dziewczyna uchyliła lekko powieki ukazując brązowe oczy, jednak to co ujrzała zadziwiło ją. Dziwna biała postać, stała w nogach jej łóżka i patrzyła na nią. Nie, nie był to jej ojciec. Był to blondyn o niebieskich oczach. Patrzył na nią z zaciekawieniem, być może nawet się uśmiechnął delikatnie. Dziewczyna zaczęła powoli się podnosić z łóżka, jednak kiedy to uczyniła postać zaczęła powoli cofać się.
-Czekaj... Dlaczego nie możesz zostać?- Zapytała się a mężczyzna zatrzymał się. Dalej milczał, ale nie musiał mówić. Dziewczyna odnosiła wrażenie, że rozumieli się bez słów.
-Czuję się dobrze przy tobie. Czułam chęć uwolnienia się od tego wszystkiego.- Powiedziała, po czym na klęczkach podeszła do nóg łóżka i wsparła się o metalową obudowę, klękając tym samym na materacu. Nagle do pokoju wpadła zaniepokojona matka, siostra, oraz kilku członków rodziny. Ona, jednak nie zwracała na to uwagi. Była w innym świecie, niż ten który ją otaczał.
-Tak wiem kim jesteś, i wszyscy się ciebie boją.- Wyciągnęła rękę w kierunku postaci, i zaczęła nią machać, zupełnie tak jak by chciała ją dosięgnąć, ale teraz nie mogła... Była po za jej zasięgiem.
-Majaczy.- Powiedziała zaniepokojona matka.
-Myślę o tobie, cokolwiek robię.- Dziewczyna poczuła czyjeś ręce które chcą ją ponownie położyć do łóżka, ona łagodnie opadła ponownie na poduszki, uśmiechając się lekko pod nosem.
-Mówi jak jej ojciec.- Powiedział mężczyzna który stał przy drzwiach wyraźnie przerażony tą sytuacją, ponieważ kolo jego twarzy przypominał teraz czystą kartkę papieru.
-Marzyć, pisać wiersze, albo jeździć konno z wiatrem...- Ktoś ją przykrywa ciepłą kołdrą, głaszcze po głowie.
-Gorączkuje.
...
Do tej pory dziewczyna nie wie czy to co widziała to był wytwór jej bujnej wyobraźni, czy prawdziwe wydarzenie. Tak czy inaczej - nikt nigdy o tym nie wspominał. Po tym wszystkim matka dostała szału. Swoboda Rossie się skończyła. Pewnego dnia oznajmiła, że czas aby szukać jej odpowiedniego kandydata na męża. Spokój domowy zamienił się w wieczne wojny, a cena wygranej była wolność, której Rossie tak bardzo potrzebowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Rossie Adams [uczennica]   Pon Mar 06, 2017 11:42 pm


_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Rossie Adams [uczennica]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Ruby Yellow [uczennica]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Uczniowie -