Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Cmentarz   Wto Wrz 03, 2013 9:11 pm

Usytuowany tuż obok niewielkiego kościółka, skromny i naprawdę stary cmentarz. Tutaj odwiedzić można groby, należące do osób, pochodzących z najbardziej znanych czarodziejskich rodów.
Znajduje się tu między innymi grób najmłodszego z braci Peverell, z którymi - jak niektórym, nielicznym zresztą, wiadomo - wiąże się pewna legenda...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lis 08, 2015 7:59 pm

//Przeniesione z Hogsmeade

Rudolf Lestrange gardził wiosną. Natłok ostentacyjnych barw, zapachów, dźwięków przyprawiał go o niekontrolowane wybuchy frustracji, które z reguły leczyło tylko umknięcie w chłodne, nadopiekuńcze ramiona posiadłości Lestrange’ów. Mugolscy paramedycy nazwaliby go introwertykiem, lub może stwierdziliby dość nieprzyjemny przypadek zaburzeń dwubiegunowych, lecz Rudolf po prostu lubił spędzać czas w swoim własnym, wspaniałym towarzystwie. Dziedzic Lestrange’ów był jednak tym, czym był – dziedzicem, więc wszelkie normy społeczne, które miały jakąkolwiek wartość wymagały od niego, by czuł się dobrze lawirując pośród śmietanek towarzyskich i politycznych, zachowując odpowiednią postawę. Na swoje szczęście, był czarodziejem utalentowanym w dziedzinie transmutacji i nie sprawiało mu problemu przeistoczenie pogardliwego grymasu w pełen chłodnej uprzejmości półuśmiech, a i gdy tylko się postarał, potrafił znaleźć źródło rozrywki wśród pompatycznych podludzi. W swym młodym wieku posiadał ciasne grono znajomych (nie przyjaciół, bo przyjaźń sugeruje zależność, a Rudolf jest zdecydowanie ponad tak żałosne gesty), które zaszczycał swym towarzystwem od czasu do czasu, a które nie budziło w nim wszechogarniającego niesmaku. Jedną z takich osób była Bella Black, z którą jakimś cudem utrzymywał sporadyczny kontakt od czasów szkolnych.
Dziewczyna – nie, teraz już kobieta - zadziwiała wieloma aspektami swojej egzystencji. Spod olśniewającej skorupy piękna wyzierała dzikość i ten nieprzewidywalny, przyjemnie zaskakujący rodzaj szaleństwa i śmiałości, które gwarantował Rudolfowi głębszy rodzaj rozrywki. Oczywiście, zdawał sobie sprawę z tego, że spora część jej zachowania ma swoje źródło w Blackowym wychowaniu, lecz nie sądził, by Bella w jakimkolwiek stopniu z tego powodu cierpiała – już w Hogwarcie nauczył się ignorować ten specyficzny niepokój, który odczuwał mając kontakt z Bellatrix. W tym, w jaki sposób głosiła poglądy Czarnego Pana, wyższość czarodziejów nad mugolami, szlamami czy charłakami, było coś pełnego nieświadomego cierpienia. Lestrange bawił się analizowaniem innych osób, lubił wytężać wszelkie zmysły, by znaleźć słabości i usterki, zwłaszcza wśród przedstawicieli chwalonych rodów czystokrwistych, lecz sprawa z Bellą wyglądała zupełnie inaczej. Dlatego też spotykał się z nią tutaj, w na cmentarzu w Dolinie Godryka, w środku wiosny, a na korzyść Rudolfa działała tylko niesprzyjająca innym pogoda. Miał tyle rozsądku w głowie, by wybrać bardziej opustoszałe miejsce w tym głodnym ofiar polowania na mrocznych czarodziejów świecie, sadowiąc się na artystycznie wygiętej ławce.
Wymamrotał szybko Impervius, gdy tylko delikatna pieszczota deszczu zmieniła się w prawdziwy centaurski masaż, a z jego do tej pory wilgotnych włosów zaczęły spadać pełne, okrągłe krople wody. Miał tylko nadzieję, że jego towarzyszka pomyśli o czymś tak kuriozalnym, jak własne zdrowie. On sam delektował się deszczową pogodą i gdyby tylko nie było to aktem skrajnego obłąkania, zrzuciłby z siebie wierzchnie szaty naszprycowane zaklęciami rozgrzewającymi i poddał się sile natury. Zaplanowane miał jednak spotkanie z kimś, kto byłby w stanie wytknąć każdą jego słabość i nie miał zamiaru pozwolić Blackównej na krytykę swojego wyglądu. Był na tyle próżny by wiedzieć, że na pewno niezwykle grzesznie dobrze wyglądałby w przemoczonej koszuli, jednak z Bellą nie było nigdy nic wiadomo. I gdzieś tam z tyłu jego głowy głos, bardzo żałosny zresztą i mający ton głosu gryffindorskich 15-latków, przypominał mu, że chciałby jej zaimponować. Rudolf nie dopuścił go do świadomości i zajął się upartym wypatrywaniem imponującej sylwetki panny Black.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bellatrix Black
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lis 08, 2015 8:24 pm

Oj tak... młody pan Lestrange... dziedzic i jedyna osoba z którą Bellatrix była w stanie przebywać trochę dłużej niż kilka minut. Wydawał się być bardziej inteligentny niż reszta śmierciożerców którzy kręcili się wokół Belli, ale był również tym inteligentnym człowiekiem który od czasu do czasu używa swojego mózgu. No i oczywiście rzecz najważniejsza. Czysta krew... U Bellatrix była to jedna z priorytetowych rzeczy.
Ah to szaleństwo panny Black. Przyciągała nie jednego człowieka. Chociaż mogę spokojnie pokusić się o stwierdzenie, że w tym szaleństwie było aż za wiele normalności. Jak to możliwe? czy dziwne jest to, że osoba która zajmuje się czarną magią, stoi najbliżej samego Czarnego Pana jest po prostu stukniętą kobietą. Naturalnie, że nie. To wszystko co się działo w umyśle Black było jak najbardziej normalne, i nikogo nie powinno było to zaskakiwać. Co więcej, ona sama jakoś specjalnie nie ukrywała tego. Z drugiej strony punkt widzenia zależy tak naprawdę od miejsca siedzenia. Dla tych wszystkich zdrajców krwi, mugoli, charłaków, mieszańców i innych pomyłek ludzkości, fakt... sposób myślenia kobiety był wyjątkowo pokręcony, i nadający się do długoletniego leczenia, ale w oczach innych śmierciożerców, czy nawet samego Voldemort'a... cóż być może często działała zbyt pochopnie, możliwe, że dawała się unieść emocjom, ale właśnie dzięki temu zaszła tak daleko.
Cmentarz... wymarzone miejsce na spotkanie, na dodatek pogoda również dopisywała. Tylko wy i umarlaki... kto wie, może i na tym cmentarzu leży jakaś niewinna ofiara Belli. Szła powoli, mężczyźni mogą poczekać. Przynajmniej tego zawsze była uczona. Tym bardziej, że w tej chwili nie mogła sobie pozwalać na żadne głośne akcje, ministerstwo tylko czekało aż jej powinie się noga, na każdym kroku mogli stać aurorzy... W końcu poszukiwał jej cały kraj, i jak na razie bez skutku. Z resztą nic dziwnego. W ministerstwie pracowali sami kretyni którzy własnego cienia nie umieli by zlokalizować, a co dopiero mowa o jakimś celu który co chwila zmienia swoje położenie.
-Witaj Rudolfie- Dobiegł do twoich uszu ten oschły głos, który nie wyrażał żadnych uczuć. Przez co bardzo ciężko było określić, czy kobieta cieszy się z tego spotkania, czy może raczej wyrwałeś ją właśnie od jakiejś bardzo ważnej czynności. Panna Black miała na sobie długą czarną pelerynę która osłaniała jej ciało od kropel deszczu, a kaptur skutecznie zasłaniał jej twarz. Za to jej ciało okrywała jak zwykle długa czarna sukienka z czarnym gorsetem, który jeszcze lepiej podkreślił jej kształty. Czułeś jak te czarne oczy wpatrują się prosto w twoją postać, jak śledzi każdy twój ruch, analizuje każdy kawałek twojego ciała. Chciałeś jej zaimponować? cóż musisz wiedzieć, że to nie będzie takie łatwe. Nie jest to bowiem pierwsza lepsza czarownica... ona ma wymagania i to całkiem wysokie... czy uda ci się je spełnić? zobaczymy
-To miejsce w ogóle się nie zmienia... no może po za nagrobkami... których za każdym razem przybywa- Mruknęła i spojrzała w bok na świeży grób, oraz kwiaty które nie dalej niż kilka dni temu ktoś tutaj przyniósł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lis 08, 2015 9:17 pm

Rody czystokrwiste mają to do siebie, że snują między sobą matrymonialne intrygi, nierzadko skazując swych potomków na życie w nieszczęściu i niewoli, do czego wspaniałym narzędziem są aranżowane małżeństwa. Rudolf był świadom tego, że jego znajomość z panną Black byłaby niesamowicie korzystna dla jego rodziny, a nawet gdyby ten fakt uciekł jego umysłowi, rodzinne pertraktacje były tego dowodem. Z tą myślą w głowie wstał powoli i schylił się nieznacznie, by musnąć ustami wierzch dłoni Bellatrix. Gdzieś w głębi swojej wyobraźni widział gęsty aksamit czerwieni pokrywający tę gładką skórę, czarownica będąca najwierniejszą śmierciożerczynią nie mogła lękać się przemocy fizycznej, nawet jeżeli znaczyło to wykorzystanie mugolskich nawyków tortury.
- Bellatrix – westchnął teatralnie w reakcji na oschły ton jej głosu. – Piękna jak zawsze, niczym opoka światła w tych pełnych mroku czasach.
Rudolfa nie przerażała wizja śmierci, traktował ją raczej jako początek wielkiej, pasjonującej przygody – wątpił, by jego jasny umysł mógł tak po prostu wyparować. Brak lęku jednakże nie znaczył, że nie marzył o nieosiągalnej, na tę chwilę, nieśmiertelności. Wykopane przez współczesnych czarodziei groby wydawały się bardzo płytkie i niewygodne, a przecież świat był taki wielki i niezbadany. Lestrange mógł mieć tylko nadzieję, że jego imię nigdy nie ozdobi kamiennej powierzchni na żadnym cmentarzu, a jego pełne, rumiane usta nie zyskają mało apetycznej, sinej barwy. Niestety, wiedźmy i czarodzieje o wątlejszych ambicjach, przez wieki stawali się pokarmem dla ubogiej roślinności cmentarza Doliny Godryka, a z każdym tygodniem coraz to nowszy kawał pozbawionego znaczenia głazu opadał na niemal obumarłą ziemię.
- Na pewno jest to choć w części Twoja zasługa – mrugnął do Belli z odrobiną prześmiewczości. – Powinnaś zmienić imię na Morrigan, bogini śmierci i wojny.
Spoglądał na jej bladą twarz z nieukrywaną ciekawością, która u większości ludzi powodowała znaczny dyskomfort. Niewiele jest na świecie ludzi, którzy potrafią znieść intensywne spojrzenia innych, ilość kłamstw i oszczerstw w ich nic nieznaczących życiach zbyt przytłaczająca, by mogli sobie na to pozwolić. Wszyscy mamy coś do ukrycia, a duet Lestrange i Black właśnie zaangażował się w pojedynek na wgryzające się w dusze gapienie się, w próbie odkrycia tychże sekretów. Rudolf był jednak zaledwie zainteresowany tym, czego może oczekiwać po swej towarzyszce w ten piękny dzień.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bellatrix Black
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lis 08, 2015 9:35 pm

Uprzejmość... jedna z najlepszych masek jakie człowiek mógł przywdziać na swoje oblicze. Dzięki temu bardzo ciężko było rozpoznać kiedy ma się do czynienia z mordercą a kiedy z człowiekiem który nad głową od urodzenia ma piękną złotą aureolę. Chociaż pytanie czy ci drudzy w ogóle istnieli. W końcu nikt nie był idealny. I tutaj nawet Bellatrix musiała się z tym zgodzić. Nawet rody czarodziei czysto krwistych nie byli doskonali. Chociaż tyczyło się to raczej decyzji jakie podejmowali niż tego kim byli. W końcu sam fakt zachowania czystej krwi sprawiał, że takie rodziny były na tyle zdrową gałęzią aby mogła pozostać na tym drzewie. Jak to sam Czarny Pan określał. I było w tym dużo prawdy. W końce chore, czy spróchniałe gałęzie na pewno nie wydadzą dobrych, ani słodkich owoców. Dlatego trzeba się ich pozbyć jak najszybciej, aby nie zatruły całego drzewa.
-Zachowa te urocze komplementy dla jakiejś uczennicy- Odpowiedziała spokojnie. Och naturalnie, że nawet jeżeli jej schlebiłeś to ona tego po sobie nie pokaże. Do końca będzie zgrywać tą brutalną, okrutną, ale również tajemniczą kobietę i być może nigdy tobie nie uda się odkryć co tak naprawdę siedzi w jej głowie, ale czy to było istotne. W końcu jak sam stwierdziłeś, aranżowane małżeństwa nie były niczym nowym. Do tego nie potrzebna była miłość, czy zrozumienie. Sprawą priorytetową był zachowanie czystości krwi w rodzie. Rodzina Blacków i Lestrange znały się, co więcej były to dwie najbardziej szanowane rodziny. Słynęły z tego, że od wieków utrzymywali czystość krwi... chociaż u Blacków wyglądało to inaczej. Wszystko szło dobrze, gdyby jednej członkini nie wpadł genialny pomysł zdrady... związała się z... z kimś obrzydliwym. To była straszna hańba, ale na szczęście dzięki temu, że rodzina podjęła odpowiednie środki bardzo szybko wróciła na poprzednią pozycję. A sama zainteresowana na pewno nigdy nie będzie miała prawa nazywać się Black. No, ale pozostał jeszcze jeden problem... problem ten miał na imię Syriusz... Gryfon... w tak zacnym domu. Było to wręcz nie do pomyślenia.
-Nie musisz mi aż tak pochlebiać. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że gdyby nie ja... na tej ziemi pewnie nadal kręciło by się mnóstwo robactwa- Ach Avada Kedavra nie jeden raz została wystrzelona z jej różdżki. Niektórzy śmierciożercy zapominają o tym kim są, oraz dlaczego nazywają się tak a nie inaczej.
-Uwierz mi, że imię jest nieważne... Możesz nosić nawet pospolite imię, to od ciebie zależy w jaki sposób będę inni ludzie je kojarzyć- Jej imię na pewno kojarzyło się z trzema rzeczami. Crucio, które to wręcz uwielbiała, śmierć, oraz Voldemort... i to wystarczyło. Te trzy słowa na pewno przysparzały ludzi o gęsią skórkę, którą ona wręcz się pożywiała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lis 08, 2015 10:35 pm

Ktoż śmie sugerować, że uprzejmość Rudolfa jest zaledwie maską? Twórca tej aluzji miałby rację tylko połowiczną. Lestrange gardzi nieszczerymi, wymuszonymi gestami i pochlebstwami, zapewne dlatego nie zdołał jeszcze znaleźć pracy w Ministerstwie. Oprócz pieniędzy, najwidoczniej, należy też mieć wyjątkowo długi język, żeby wszedł porządnie w... Mała dygresja. Nasz dziedzic pieczołowicie wybierał osoby, które zasługiwały na wszelkiego rodzaju uprzejmość i akty szacunku. Bella, przez lata ich burzliwej znajomości, zasłużyła na ten przywilej, lecz nie zdawała się go odpowiednio doceniać. Gdyby nie Rudolfowe znużenie i wiosenna depresja, przywdziałby wyraz zbitego niesłusznie psa, gdy tylko jego towarzyszka odrzuciła jego komplement.
- Nie znalazłem jeszcze żadnej wartej mojej elokwencji – rzucił z dramatyczną urazą w głosie. – Lecz gdybym miał być szczery, to żadna z nich nie dorasta ci do pięt, Bello. Może tylko niektóre Gryfonki.
Ostatnie wymruczał pod nosem, wiedząc doskonale, że go usłyszy. Było coś niezwykle przyjemnego w irytowaniu innych ludzi, lecz należało zachować pozory niewinności. Bellatrix była jednak wystarczająco inteligentna – musiała być, skoro stała tak wysoko w rangach Śmierciożerców – by przejrzeć tę fasadę „rozbrajającej szczerości”. Musiała wiedzieć, że sobie pogrywa. Nie jego wina, był ostatnio w wyjątkowo podłym nastroju. Wszystko to przez tę piekielną porę roku i ograniczenia swobody. Gdyby nie jego znajomości w Ministerstwie, musiałby chować się tak jak Blackówna, kryjąc swą piękną buzię pod odpychającymi kapturami. A szkoda, bo miała się ta wiedźma czym pochwalić.
- Widzisz, Bello – pochylił się trochę w jej stronę z wyrazem fałszywego zatroskania na twarzy, oczy duże i zmartwione, pozornie kryjące w sobie wiele, wiele ważnych sekretów – tutaj tkwi twój problem. Brakuje ci kreatywności. Klątwy Niewybaczalne nie rozwiążą wszystkich Twoich problemów. Na przykład ewidentnie Twojej nieskazitelnej skórze brakuje trochę słońca. Avada tego nie rozwiąże, chociaż też ładnie świeci.
Zdążył zbliżyć się do kobiety na tyle, by ją spłoszyć, lecz obserwował uważnie jej ruchy. Pieczołowicie ujął palcami kaptur jej peleryny i opuścił go na ramiona brunetki, której piękne loki wysypały się spod okrycia. Uśmiechnął się delikatnie, chcąc zachęcić ją do szczerej rozmowy pozbawionej słownych gierek i kamuflażu. Czystokrwiste rytuały godowe bardzo go nudziły – byłoby niezwykle smutno, gdyby i Bellatrix zaczęła go nudzić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bellatrix Black
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lis 08, 2015 11:20 pm

Tak Rudolf znał swoją wartość i to było coś co sprawiało, że Bellatrix przyciągało do niego. Widzicie ta kobieta lubiła ludzi którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego kim są, i potrafią to wykorzystać w odpowiednim momencie. On taki był, stąpał twardo po ziemi. I naturalnie nawet ta wzmianka o gryfonkach jakoś wyjątkowo jej nie odtrąciła bo naturalnie zdawała sobie sprawę z tego, że to nie miało na celu w żaden sposób jej obrazić. Dlatego też jej kąciki ust uniosły się nieznacznie do góry, rozpromieniając odrobinę i tak bladą twarz, a brak słońca faktycznie sprawiał, że jej skóra wydawała się być biała niczym papier.
Kiedy ten się zbliżył ona nie odsunęła się nawet na krok. Nie, nie była jakąś tam gówniarą która by zaraz uciekła spłoszona. Była dorosłą kobietą i w taki sposób musiała się zachowywać. Co więcej, tego typu zabawy wyjątkowo się jej podobały, chociaż oczywiście nie wypowie tego na głos.
-Och... naturalnie, że nie. Sporo rzeczy zależy też od osób trzecich- Odpowiedziała wbijając swoje brązowe, prawie czarne oczy w swojego rozmówce. Stała cały czas prosto, ręce miała spuszczone wzdłuż ciała. Można by rzecz, że własnie w tej chwili przed tobą stała prawdziwa dama która doskonale wiedziała jak należy się w danej chwili zachować. I tak było w rzeczywistości. Od małego była uczona wielu rzeczy. Nie tylko tego, że mugole to zaraza tego świata, ale również matka wpoiła jej swego rodzaju dumę z tego kim jest, oraz tego jak powinna była to okazywać. Zawsze podniesiona głowa do góry, pierś do przodu, i nigdy nie wstydzić się swojego nazwiska.
-Widzisz mój drogi... gdybyś dobierał odpowiednie miejsca w odpowiednim czasie... kto wie, może i moja skóra zaznała by odrobinę promieni słońca- Jakie to było typowe dla tej osóbki. Jeżeli miała utonąć to zawsze ciągnęła za sobą kilka innych osób. W końcu lepiej się osiada na dnie w grupie niż samotnie. Zawsze wtedy można między sobą urządzić jeszcze malutkie piekiełko, wywalając sobie wzajemnie kto zawinił i dlaczego.
-A więc... będziemy tutaj tak stać, chciałeś mi coś powiedzieć, czy może po prostu stęskniłeś się za moją osobą?- Zapytała się i szybkim ruchem ręki odgarnęła jeden kręcony kosmyk włosów które w tej chwili weszły jej na oczy. Ach te jej loki... długie i gęste, a sama posiadaczka tych loków bardzo często układa je w najróżniejsze sposoby jakie tylko przyszły jej do głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Lis 09, 2015 9:31 am

Do Rudolfa nierzadko docierał komizm sytuacji społecznych, w które angażowali się dorośli czarodzieje, kierowani jakąś dziwną potrzebą dominowania innych. Półsłówka, zagadki, metafory, wyuczone na pamięć frazesy, wszystkie elementy tej jakże skomplikowanej gry w życie. Te tradycyjne gierki zbyt często przypominały zabawy w chowanego, ich uczestnicy na zmianę poszukujący i ukrywający znaczenia konwersacji. Każdy gest miał tutaj znaczenie, nieplanowane wzdrygnięcie czy uśmiech stawały się gestami zapędów samobójczych, gdyż z każdym takim poślizgiem, samozwańczy arystokraci zbliżali się do porażki w tej dziecięcej grze. Lestrange mógł pochwalić się tymi jakże niezbędnymi umiejętnościami, które pozwalały mu na lawirowanie wśród błahych ważnostek i niezwykle ważnych bagatelizmów, lecz bez odpowiedniego przeciwnika utrzymanie kryjówki, lub zdobycie twierdzy wroga, nie sprawiały mu takiej samej przyjemności. Prawdę mówiąc, często z protekcjonalnego rozbawienia powstawało znużenie i frustracja, które sabotażowały każdą rozgrywkę. Dziś Rudolf chował się za ścianą nonszalancji, zza której nawet sam niewiele widział.
- A ja myślałem, że jesteś wiedźmą niezależną, panią swego i cudzego losu - mruknął, z pozorowanym zdziwieniem.
Nie spodziewał się po Belli nic innego, niż całkowita kontrola i samoświadomość. Niestety, dama przed nim stojąca była wyrobem sztucznym, tworem cudzej ambicji i imaginacji, w jej godności brakowało beztroski. Uniesiony dumnie podbródek troszkę zbyt usilnie wyzywał ludzkość na pojedynek, którego czarownica nie rozwiązywała słowami - jej bronią była jej różdżka i silna wola, która jednak formowała się jednak w dłoniach jej przełożonych. Maska arystokratycznego chłodu Belli była jak gliniane naczynie - wymodelowane w idealny kształt bez najmniejszej skazy, wypalone w świetle uporu rodziny, lecz podatne na pęknięcia i stłuczenia, gdy tylko zaaplikuje się nań wystarczającą presję. Czasami Rudolf spoglądał na jej niezmiennie piękne kształty, słuchał czystych tonów spływających z jej pełnych ust i zastanawiał się, kiedy w końcu ta fasada rozsypie się w proch. Ludzkie kreacje miały tendencję do znajdowania swej własnej zagłady w najbardziej nieoczekiwanych, niespodziewanych warunkach. Miał tylko nadzieję, że panna Black jest czymś więcej niż zaledwie panną Black i będzie w stanie zreperować swą kruchą powłokę, gdy nadejdzie potrzeba. Szkoda byłoby pozbawiać świata jej specyficznej istoty.
- Uważam, że ta dziewicza biel skóry bardzo Ci pasuje - rzekł tylko, ujmując jej dłoń we własną, zachwycając się bez słów chłodem bijącym od jej ciała. - Miałem w planach rozkoszowanie się Twoim towarzystwem, słodka Bello.
Pociągnął ją delikatnie w stronę ławki, wskazując jej miejsce, które mogłaby zająć. Nad ich głowami wodospad zielonych ramion wierzby zamykał ich w troskliwych objęciach, kryjąc dwójkę czarodziei przed natarczywymi spojrzeniami - żywych, umarłych i nieświadomych. Ciężkie, krągłe krople wody srebrzyły się na młodych listkach, lecz nim zdążyły stoczyć się na obrzmiały grunt, ich miejsce już zajmowały kolejne. W tej klatce kreacji natury łatwo było uwierzyć, że wszystko na świecie było w jak najlepszym porządku, a wojna była tylko snem człowieka spragnionego przygód. U ich stóp słały się szczątki ludzi, którzy w całości zatracili się w burzliwych wiatrach tej właśnie przygody.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bellatrix Black
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Lis 09, 2015 7:42 pm

-Wiedźma niezależna... och mój drogi to tylko pokazuje jak mało mnie znasz- Odpowiedziała spokojnie. Jak tak naprawdę wyglądało u Belli. Czy była aż tak niezależna jak wszyscy mówią. Cóż pod kątem działania na pewno. Nigdy nie słuchała się nikogo (no chyba, że tym kimś był Czarny Pan), wszystko robiła tak jak ona to sobie zaplanowała, i nie tolerowała odstępstw od planu. Co do tego co myślała. Fakt, w oczach wielu ludzi pewnie była tylko zaprogramowaną kukłą, która została pozbawiona własnego zdania w kwesti czystości krwi, ale czy jakoś wyjątkowo jej to przeszkadzało. Zgadzała się z tym. Gdyby tak się nad tym poważnie zastanowić, to ciekawe czy ta śmierciożerczyni byłaby kimś innym gdyby wychowała się w rodzinie mugoli, gdyby wpajali jej od małego inne wartości. Czy byłaby w tym miejscu w którym jest obecnie. Czy też nosiła by na przedramieniu mroczny znak. Czy umiała posługiwać się czarną magią, która przyprawiała o dreszcze nie jednego czarodzieja i mugola. Czy jej zdrowie psychiczne byłoby w dobrym stanie? tyle pytań na które tak naprawdę nigdy nie uzyskamy odpowiedzi.
Zbliżał się, dotykał... a ona po prostu na to się zgadzała. Cóż kto wie... jeżeli uda się jej zamknąć go w swoje sidła mogą nagle okazać się potęgą. W końcu rodzina Blacków była bardzo wpływowa i szanowana, i ich również. Gdyby doszło do ewentualnego połączenia tych familii... aż strach pomyśleć do czego by byli zdolni.
-Zaiste miło z twojej strony, że znalazłeś na to odrobinę czasu- Dostawmy na chwilę te złośliwości i jakieś bezsensowne gry, które nigdzie nie doprowadzą tej dwójki. Na jakiś czas Bello zrzuć swoją maskę śmierciożerczyni, tej brutalnej, i pewnie stąpającej po ziemi. Musisz w końcu zadbać o ciągłość czystej krwi w twojej rodzinie. Nie możesz pozwolić aby ponownie stało się coś co by splamiło nazwisko które nosisz. Dlatego też pozwoliła się pociągnąć w kierunku ławek, jej czarne buty na obcasie stukały cicho w chwili kiedy stykała swoje stopy z kamiennym podłożem. Zasiadła spokojnie, odgarniając swoje czarne włosy z oczu, założyła spokojnie nogę na nogę i po prostu czekała na dalszy rozwój wydarzeń, czekała aby odbić piłeczkę.
-Więc rozkoszuj się... nie wiadomo czy będzie ci to dane następnym razem- Cóż życie Belli było wyjątkowo niespokojne w tej chwili. Nigdy nie wiadomo czy spotkają się jeszcze raz, czy jakiś piesek w ministerstwie nie okaże się na tyle cwany i nie wyśledzi jej tropu, i nie wsadzi z uśmiechem na ustach do Azkabanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Lis 09, 2015 9:26 pm

Zdolność do autorefleksji jest w tych czasach rzadsza niż choćby umiejętności metamorfomagiczne, coraz to większa ilość osób znajdowała otuchę w ciężkich klatkach zakłamania. Czasem Rudolf zastanawiał się, co takie indywidua widzą w lustrach – swoje twarze czy zaledwie ich wyobrażenia, zdeformowane przez oczekiwania i nazbyt często powtarzane kłamstwa? Zagłębiając się w przepastne labirynty swoich umysłów, czy bezwiednie mijają korytarze, których nigdy nie przyszło im zmierzyć? Wiedział, że maski które przywdziewamy z wielką łatwością spajają się z naszymi twarzami, wpełzają pod skórę i zatruwają myśli, a ich zdarcie znaczy tyle, co odrzucenie siebie, jeśli tylko pozwolimy im na osiągnięcie tego rodzaju jedności z tym, co niegdyś sobą przedstawialiśmy. Patrząc na zamkniętą twarz Bellatrix próbował doszukać się granic pomiędzy tym, co kryło się w najskrytszej części jej persony a tym, czym tak bardzo chciała się stać. Wiedział, że ta granica gdzieś tam jest, lecz gdy tylko próbował skupić na niej wzrok, rozmywała się i znikała z wymiaru rzeczywistości, płocha anomalia. Był pewien, że to Bella sama siebie nie znała.
- Nie ujmuj mojej inteligencji – powiedział ze spokojną powagą, odrzuciwszy kostium komika. – Dobrze wiesz, że znam cię wyjątkowo dobrze, Black. Jesteś czymś więcej, niż martwą kreacją Cygnusa.
Zapragnął użyć terapii szokowej, być z nią szczerym i bezpośrednim. Nużyło i męczyło go pogrywanie z nią, balansowanie na cienkich linach niedomówień gdy wiedział, że upadek mógłby być dużo słodszy niźli ta absolutna kontrola. Wizja zepchnięcia jej z krawędzi tego, co trzymała tak blisko swego chłodnego serca, była wyjątkowo atrakcyjna. Dopóki jednakże nie przestawała prezentować mu tej płytkiej maski kobiety, którą starała się być, stawała się własnie tym – płytką kobietą. A płycizna, czy to charakteru czy intelektu, była dla Lestrange’a największym grzechem.
- Nie jesteś boginią, Bello – powiedział cicho, burzowe chmury w jego oczach skupione na jej, ciemnych i pustych – Nie rozdajesz śmiertelnikom zaszczytu swego towarzystwa bez ofiarowania im niczego innego. Może to zwykła strata czasu i naiwnie łudziłem się, że jesteś czymś więcej niż wyzutym emocjonalnie naczyniem czekającym tylko na napełnienie przez innych, jakże istotnych ludzi. Odrzucasz swą wolność i godność, jak zwykła kurwa. Nie zasługujesz na nią, stanowisz widok niewiele lepszy, niż najpodlejsza szlama.
Wstał z ławki, szczelnie zapinając klamry swej wierzchniej szaty i rozglądając się po cmentarzu. Kątem oka obserwował poczynania Bellatrix, wyraz jej twarzy i aurę, jaką emanowała. Znali się tyle lat, a ona wciąż nie ufała mu wystarczająco, by się przed nim otworzyć. Chyba, że zapomniała już, iż pod murami śmierciożerczej fasady tkwi wnętrze zupełnie odmienne, interesujące. Jeżeli tak było, dla Rudolfa była zgubiona.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bellatrix Black
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Lis 09, 2015 9:55 pm

Bellatrix wysłuchała go z uwagą. Cóż chciała czy nie, musiała mu przyznać rację. Być może za bardzo oddała się rozkoszy jaką daje tępienie szlam, skupiła na na jednym jedynym zaklęciu jakim było crucio. Pozwoliła aby plan Czarnego Pana przyćmił jej cały świat. Przestała kompletnie się skupiać na rzeczach które mogą w przyszłości okazać się również ważne.
Widzisz Rudolfie, byłeś w o tyle dobrej sytuacji, że mogłeś mówić wszystko co myślisz, a ta kobieta ciebie wysłucha i nie wyciągnie z tego żadnych konsekwencji. Liczyła się z twoim zdaniem, chociaż być może tego nawet nie okazywała po sobie.
-Uwierz mi, byłbyś ostatnią osobą na tej ziemi której bym odmówiła posiadanie nieprzeciętnej inteligencji- Powiedziała spokojnie. Oh... jak ciężko ściągnąć tą maskę śmiercióżerczyni. Musicie wiedzieć, że ona przylega wyjątkowo mocno, bardzo często nawet wtapia się w skórę na skutek czego nie da się jej oderwać. Panna Black wbijała swoje czarne oczy cały czas w Rudolfa... nie dowierzała własnym uszom, i nie dlatego, że kłamał, ale powiedział coś czego ona sobie nie była w stanie powiedzieć na głos. Wychowana w przekonaniu, że jest doskonała, nagle dotarło do niej, że być może nie do końca tak jest. Ahhh ta młoda krew która buzowała w Bellatrix, nic dziwnego, że być może zabrnęła troszkę dalej niż by chciała, niż by świat od niej tego oczekiwał.
Szlama... tak ją nazwał... słowo to obijało się o jej czaszkę. Samo wyobrażenie osoby którą można było tak nazwać sprawiało, że śmierciożerczyni dostawała aż gęsiej skórki, która była świadectwem obrzydzenia.
-Fakt... nie sposób odmówić ci racji- Wyszeptała wstając ze swojego miejsca. Podeszła do Rudoolfa i położyła swoje zimne i kościste dłonie na jego barkach. Oparła delikatnie głowę o jego plecy. Tak jeżeli uważacie, że Bellatrix to taka dziwka bez serca, bez żadnych emocji to jesteście w błędzie. Dzięki temu, że jej szaleństwo nie osiągnęło jeszcze punktu kulminacyjnego. Wyobraźcie sobie, że mimo wszystko była zdolna do jakiś wyższych uczuć niż złość czy nienawiść.
-Odrzucić maskę śmierciożercy nawet w chwili kiedy odbywa się rozmowę na płaszczyźnie prywatnej jest naprawdę trudno. Zaufać... wtedy kiedy dosłownie każdy może być twoim wrogiem... Chociaż tobie ufam.- Powiedziała cicho gładząc delikatnie jego barki.
-Pytanie tylko... czego tak naprawdę oczekujesz od mojej osoby... na co czekasz?- To ją gryzło... chciał aby zaczęła zachowywać się jak piętnastoletnia gówniara, która daje się zbyt łatwo ponieść emocjom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Lis 10, 2015 12:10 pm

Związek Bellatrix i Rudolfa oparty był na wzajemnym szacunku i bliskości poglądów - a przynajmniej pewnej ich części. Lestrange stawiał moc magiczną wyżej od czystości krwi, lecz jedno z drugim nazbyt często się łączyło, dlatego przymykał oko na ostentacyjne obrzydzenie Belli. Wiązały ich wspólne znajomości, doświadczenia, rodzinne interesy. Rudolf był świadkiem przemian nastepujących w ciele i psychice upartej brunetki, jej upadków i wzlotów, mógłby napisać jej biografię z pamięci. Jedna rzecz, która pozostawała niezmienna, to tendencja Bellatrix do lekceważenia opinii innych ludzi, nawet samego Rudolfa, w większości przypadków. Niektóre konwersacje z nią przypominały monologi, lub w najlepszym przypadku rzucanie grochem o ścianę - zdarzało się, że parafrazowała jego słowa czy obojętnie odpowiadała na zadane pytanie, znów odbijając piłeczkę w jego stronę. Zdziwił się więc, gdy uzyskał zeń reakcję, która była inna niż zobaczenie odbicia samego siebie w jej czynach.
Spiął się delikatnie, gdy poczuł na barkach lekki dotyk jej dłoni. Chciał być na nią zły, chciał móc skłonić ją do przemian. Gdy rzekła, że darzy go zaufaniem, był w stanie puścić całą sytuację w niepamięć, jego rezolwa ulatująca w powietrze wraz z każdą wypowiedzianą przez wiedźmę głoską. Wkrótce jednak czar prysł i odsunął się od niej z widocznym niesmakiem. Sam był jednym z "dzikszego" rodzaju czystokrwistych, nieprzewidywalny i otwarty, szczery w swym gniewie. Wolności i kontroli uczył się w końcu od wilków.
- A jaką wagę może mieć to, czego ja oczekuję, Bello? - wycedził, gniew zaskoczył nawet jego samego. Nie wiedział, dlaczego jego cierpliwość pękła z trzaskiem ostrych słów, w których pobrzmiewały miriady tonów - kpina, wyzwanie, irytacja, żal. - Czy nie masz w sobie nawet truchła czegoś swojego? Własnych pragnień, oczekiwań?
Zupełnie strząsnął z ramion echo jej dotyku, który błądził gdzieś pod jego skórą. Starał się uspokoić, posklejać okruchy spokoju w całość, lecz w dłoniach czuł już mrowienie wzburzonej magii, pełen brutalnej żądzy głos znów szeptał gdzieś w jego czaszce. Nie miał pojęcia, co właśnie się z nim działo, lecz nim się obejrzał, zrzucał z siebie wierzchnie odzienie i stał w zimnym deszczu, starając się schłodzić rumieńce gorączki, które wpełzały na jego szyję, gdy gniew brał w posiadanie każdy strzęp jego jestestwa.

//nie wiem, gdzie ten post poszedł, co tu się stało :x

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bellatrix Black
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Lis 10, 2015 9:18 pm

Naturalnie, że dla Bellatrix mox magiczna również miała wielkie znaczenie, brała ją pod uwagę tak samo jak czystość krwi. Aczkolwiek fakt, czystość krwi u niej miało pierwszeństwo. Ale wtedy nie musiała martwić się o moc magiczną. Nie znała jeszcze żadnego czarodzieja czystej krwi, który kiepsko radził sobie z zaklęciami, albo który kompletnie niczego nie osiągnął w tym życiu. Wydawało się że te szlachetne rody mają po prostu w genach wpisany sukces.
-Otóż ma, i to bardzo dużą- Powiedziała spokojnie odsuwając się od niego. Odbijanie piłeczki to w końcu jej specjalność, kim by była gdyby tak łatwo można było do niej dotrzeć, czy wtedy byłaby najwierniejszym sługą Czarnego Pana, nie wydaje mi się.
-Cenię ciebie, bo jesteś inny niż ta cała zgraja innych śmierciożerców. Masz odwagę powiedzieć co myślisz, używasz mózgu, i nawet jeżeli według ciebie nie biorę do siebie tego co mówisz, to jesteś w błędzie- Kobieta wyminęła ciebie i ustała naprzeciwko aby spojrzeć prosto w twoje oczy.
-Każde twoje słowo zapada w mojej pamięci, i liczę się jak najbardziej z twoim zdaniem. Fakt jestem uparta, ale tego mnie nauczono. Trzeba dążyć nieustannie do swojego celu, a można osiągnąć wtedy dosłownie wszystko- Ci którym się wydaje, że wychowanie nie ma wpływu na dalsze życie ludzi są w błędzie. Rodzice nie zdają sobie sprawy z tego jak istotną rolę odgrywają w życiu dziecka. Nie doceniają siły słowa, które to może zniszczyć, albo wypchnąć ich pociechę na wyżyny.
-Co w tym złego, że zgadzam się z poglądami innych ludzi. Dlaczego nie umiesz zaakceptować mnie taką jaką jestem?- Zapytała się. To ją naprawdę zabolało. Wiedziała kim jest, oraz co chciała zrobić w tym życiu, czy to był naprawdę powód ku temu aby ją potępiać. I tak naprawdę spodziewała się tego ze strony każdego... ale nie od kogoś takiego jak Rudolf. Chociaż jak już było wcześniej powiedziane nie mogła mu odmówić sporo racji.
-Czego byś tak naprawdę chciał się o mnie dowiedzieć, co mam zrobić, aby ci udowodnić, że trochę się pospieszyłeś co do osądu mojej osoby?- Ta rozmowa zaczęła ją odrobinę irytować.
-Krążysz wokół jakiegoś tematu, zarzucasz mi różne rzeczy, ale sam tak naprawdę nie odpowiadasz na proste pytania. Czy ty sam wiesz czego chcesz?- Zadała kolejne pytanie. Nie... nie miało to nic wspólnego z odbijaniem piłeczki, po prostu chciała wiedzieć gdzie ta rozmowa zmierzała i jaki był jej sens, bo jak na razie nie mogła go kompletnie odnaleźć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Lis 10, 2015 11:44 pm

Przez krótką chwilę, pozwolił się nieść wzburzonej fali gniewu - pokornie akceptował targające nim prądy nienawiści, wirując bezwładnie w czarnej od zgryzoty toni. Gdy czystość umysłu zmącił szlam nieprzyzwoitych pobudek, zabarwiła szkarłatem żądza krwi, a ostrza usłały zarys dna, wszystko zdawało się nieważne, wizję zbrukało irracjonalne wyobrażenie prostoty świata. Jakże łatwym byłoby danie upustu tym szarpiącym ambicjom i pozwolenie obcym pragnieniom na wskazanie mu drogi wsród niezbadanych głębin. Lecz i ten ułamek wieczności minął, walcząc zaciekle z Rudolfową świadomością. "Nie dziś, nie teraz", chciał wykrzyczeć, gdy rozdarł zaborczą powierzchnię oceanu swych - cudzych? - emocji. Zaczerpnął haust powietrza, powietrza smakującego deszczem i burzą, a także kimś jakże znajomym. Gdyby miał zgadywać, jak smakuje Bella, ulewa i huragan byłyby pierwszym, co przyszłoby mu na myśl. Jakże odpowiednie, jej persona tak nieugięta, jak najbardziej z nieustępliwych sił natury. ...Pospieszyłeś co do osądu mojej osoby? dobiegło do niego z oddali. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą te do tej pory niedostępne oczęta.
- Masz rację. Było to z mojej strony nie na miejscu - na jego ustach zagrał cień skruszonego uśmiechu, gdy nieobecnym gestem pogładził dłonią szczupły policzek Bellatrix. - Pozostaje mi tylko prosić Cię z uniżeniem o wybaczenie.
Nieco tylko roztrzęsiony, zadziwiony błahością swej wewnętrznej walki w obliczu otaczającego go świata, rzucił na swe ubranie czar suszący i ogrzewający, zaciskając palce odrobinę tylko zbyt mocno na drewnie różdżki. Gdy lepkość tkaniny przestała maltretować jego skórę, a ciężar przesiąkniętej koszuli zniknął z delikatnie skupionych barków, ujął drobną dłoń kobiety we własna, przykładając ją do ust. Niemalże nieuchwytne muśnięcie warg na jedwabiu skóry i pojedyncza zmarszczka między jego brwiami, gdy wpatrywał się z niezrozumieniem w twarz stojącej naprzeciw kobiety.
- Oczywiście, że wiem. - powiedział cicho, niepewność gładząca barwę jego głosu. Nie pojmował, skąd to pytanie. - Oprócz towarzyszenia ci w twej długiej podróży, moja pani, chciałbym trafić do celu własnej, który nie jest zresztą tak odmienny od twego.
W istocie, Lestrange zdawał się sądzić, iż cel jego wędrówki jest jasny i klarowny, potęga, siła i wiedza wszelkiego rodzaju czekające na niego u jej końca. Nie wiedział wówczas jeszcze, że grunt u jego stóp wysypany będzie kłującymi szczerbkami instynktów, przyswojonych i zdeformowanych wizji, a droga przed nim osłonięta gęstą mgłą zazdrosnego obłąkania, jeśli nie wybierze odpowiedniego kierunku. Jednakże, na tym strzępku ziemi niczyjej, trupiej i żywej, nawet śmierć nie była tak pewna, niż planowana przez niego podróż losu.

//wybacz

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bellatrix Black
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sro Lis 11, 2015 10:33 pm

Byliście tak bardzo podobni do siebie. To szaleństwo was łączyło. Z tą różnicą, że Bellatrix nie kryła się z nim. Okazywała je na każdym możliwym kroku. Chciała aby cały świat wiedział o tym, że z nią lepiej nie zadzierać, bo w końcu nigdy nie wiadomo co może przyjść jej do głowy. Rudolf z kolei... był bardziej opanowany, wolał grać w ukryciu i ujawniać się dopiero w chwili kiedy sytuacja zdawała się być beznadziejna.
-Powinieneś był popracować nad trzymaniem swoich nerwów na wodzi. Nie przystoi nam tak łatwo dać się ponieść emocjom- Jak najbardziej pozwoliła się dotkną... on był jedyną osobą która mogła powiedzieć o to jedno słowo z wiele... chociaż kto wie kiedy cierpliwość Bellatrix w końcu się skończy. Mogła znieść wiele, ale na pewno nie poniewierania swoją osobą. Znała swoją wartość i nie pozwoli nikomu jej obniżyć. Już tym bardziej porównać siebie do szlamy... to dla niej była chyba najgorsza oblega jaką usłyszała z jego ust. Zniosła by naprawdę każde inne wyzwisko, ale nie to.
-Cóż wybaczam... i mam nadzieje, że to nie powtórzy się już nigdy więcej- Powiedziała spokojnie. Zbyt wiele planów miała w związku z tą osobą aby od tak teraz to zniszczyć. Bardzo trudno było aktualnie znaleźć mężczyznę z dobrego domu, dobrej rodziny. W tym świecie gdzie mieszanie krwi było tak bardzo popularne, taki człowiek jak Rudolf wydawał się być wręcz wymarłym gatunkiem.
-No dobrze... zapomnijmy o tej mało przyjemnej rozmowie i chodźmy na spacer rozkoszując się tą parszywą pogodą- Powiedziała a kąciki jej ust uniosły się delikatnie ku górze. Tak to była jedna z tych nielicznych chwil kiedy na ustach Bellatrix można było ujrzeć w miarę normalny uśmiech. Nie był on okryty szaleństwem, ani nienawiścią... ot taki normalny ludzki gest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Cmentarz   

Powrót do góry Go down
 
Cmentarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Cmentarz Zwierząt
» Cmentarz, Durham
» Stary Cmentarz
» Cmentarz w Ohlsdorfie
» Cmentarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Wielka Brytania i Irlandia :: Anglia  :: Dolina Godryka-