Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Przedział V

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Przedział V   Wto Wrz 03, 2013 9:09 pm

First topic message reminder :

Zajmowany przez uczniów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Marlene McKinnon
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział V   Nie Lip 09, 2017 2:01 am

Gdy zaklęcia Jamesa wyrwało ją z ramion Ślizgona, Marlene, po raz kolejny w trakcie trwania tej podróż, nie do końca dobrowolnie, została rzucona na pasiastą kanapę. Powoli zaczynała mieć dosyć. Miotali nią raz w jedną, raz w drugą stronę, a ona, biernie musiała się na to zgadać. Och, oczywiście nie miała żalu do Pottera, wiedziała, że akurat On, chciał dla niej jak najlepiej, ale wiedza ta, w żaden sposób nie obniżała poziomu jej frustracji. W dodatku znowu zaczynała ją wszystko boleć.
Krótki pisk wydarł się z jej ust gdy James rzucił się na Rosiera. Sama nie wiedziała o którego z nich martwiła się bardziej, chociaż zwykła ludzka przyzwoitość i lojalność względem bliskich, nakazywała jej pomóc Potterowi. Problem rozwiązał się gdy przedział został wypełniony delikatną mgłą. Przez ułamek sekundy nie dostrzegała żadnego ze swoich kolegów, a później znów usłyszała głos Rosiera. - może to się dla ciebie szybciej skończyć, niż się spodziewasz - przełknęła ślinę, czując jak jej nogi robią się zdecydowanie za miękkie. A więc jednak. Niedługo wszystko miało się skończyć.
Evan wyszedł, a McKinnon jeszcze przez kilka dobrych sekund pustym spojrzeniem wpatrywała się w zamknięte przez niego drzwi. Nawet nie zauważyła momentu w którym Dreama zaczęła odzyskiwać przytomność.
W końcu jednak otrząsnęła się z szoku, jaki wywołały słowa ślizgona i dość nieporadnie zaczęła pomagać Jamesowi.
I w tej właśnie chwili zza zamkniętych drzwi zaczęły docierać do niej krzyki innych uczniów. A jej twarz zrobiła się jeszcze bielsza.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział V   Pon Lip 10, 2017 9:25 pm

Zaklęcie powiodło się wyrywając Marlene ze szpon Rosiera. Potter więc tylko asekuracyjne pociągnął ją w stronę siedzeń, a drugą ręką dał upust swojej wściekłości posyłając ślizgonowi cios w twarz.
O tak, pisku krukonki nie dało się nie usłyszeć. Mówił on niestety więcej niż chciałby dowiedzieć się na tamtą chwilę James. Posłał jej krótkie, również dużo mówiące, spojrzenie, które chwilę później przerwał cios Rosiera.
Potterowi nie często zdarzało pojedynkować się na pięści. Zdecydowanie w jego bójkach przeważało wymierzanie sobie sprawiedliwość zaklęciami. I mimo, że miał dobry refleks, musiał go mieć przez wzgląd na swoją pozycję w drużynie Quidditcha, to nie zdołał uchylić się przed rewanżem przeciwnika. Cios odrzucił go do tyłu i momentalnie po jego koszuli spłynęła obfita struga krwi. Evan nie złamał mu nosa, ale i tak porządnie go zamroczył. James stracił równowagę i chcąc nie chcąc i tak wpadł na ślizgona. Zaczęli się kotłować pod drzwiami, jeden drugiego chciał obezwładnić, a trzęsąca się nad nimi Marlene wcale nie pomagała. Zaklęcie Fumos wystrzeliło zaraz przy twarzy Pottera. Odsunął się zdekoncentrowany odpychając od siebie ślizgona, a gdy zdążył się jako tako pozbierać do kupy, do jego uszu dotarły słowa Rosiera.
Uniósł głowę mrużąc oczy w mlecznej mgle by odnaleźć spojrzenie Marlene. Było przerażone i nieobecne zarazem. W tym czasie ślizgon zdążył opuścić przedział trzaskając drzwiami. Chwilę spędzili w milczeniu czekając aż emocje opadną, albo aż McKinnon dojdzie do siebie, a słychać było tylko ich przyspieszone oddechy. James raczej nie spodziewał się, że Evan pójdzie siać spustoszenie dalej. Był na niego wściekły, a adrenalina, owszem, pchała go by ruszył za nim, ale przyjął jego kapitulację i miał teraz zamiar dowiedzieć się od Marlene o co w tym wszystkim, do cholery, chodziło.
- Nie potrzebuję pomocy – warknął może zbyt ostro. Był na nią zły, ale nie chciał tego na niej wyładowywać. Była jego przyjaciółką i chociażby przez to czuł, że najpierw musi to wszystko zrozumieć – Chyba wisisz mi wyjaśnienia… - miał powiedzieć coś jeszcze, ale również i do jego uszu dotarły krzyki.
Niewiele myśląc wybiegł z przedziału.
Korytarz spowiła znajoma mgła. Fumos. A więc Rosier miał w zanadrzu jeszcze trochę chaosu do zasiania. Gdy James ponownie dołączył do całego zamieszania, Evan zdążył już wyjść z przedziału drugiego i zmierzał do bagażowego. Tym razem wyćwiczone przez Quidditch zmysły Pottera nie zawiodły go i zdołał go dość szybko wypatrzeć w tych niekorzystnych warunkach.
Nie posłał w jego stronę zaklęcia. Spanikowani uczniowie kłębili się na korytarzu, za duże było ryzyko, że atak na swej trajektorii trafi właśnie w któregoś z nich. James postanowił więc zmniejszyć dystans, rzucił się w jego stronę, a gdy był wystarczająco blisko pchnął go całym swoim ciałem na wpół otwarte okno. Bark Rosiera chrząknął przyjemnie wylewając na twarz ślizgona falę bólu. Nie został on dłużny Potterowi, natychmiast posłał w jego stronę zaklęcie przez które James wpadł w spanikowany tłum, przebił się przez niego i zatrzymał na drzwiach jakiegoś przedziału. Chwilę później Rosier zaszył się w luku bagażowym, a drzwi momentalnie oblepiło kilku bardziej odważnych, albo udających odważnych.
- Widzieliście co jej zrobił?! Nawet się nie zawahał, po prostu wymierzył w nią różdżkę i… - dosłyszał, a serce zabiło mu szybciej.
Lily! Paniczna myśl przeszyła jego umysł. A jeżeli to ją skrzywdził?! James go wkurzył, a Evans jest mugalaczką… Czy dwa powody to za mało? Zerwał się spanikowany i zaczął wyglądać jej w tłumie. No gdzie jesteś… Proszę, żebyś to tylko nie była ty… Przepychał się wśród zebranych, nie zważając na niezadowolone uwagi. Zapomniał, że krwawił z nosa, zapomniał o wszystkich dolegliwościach które odezwały się po wczorajszym wieczorze. Musiał ją znaleźć. Natychmiast.
- Uważaj! – ktoś warknął i pchnął go na kolejne drzwi. Przedział prefektów. Otworzył je gwałtownie i zatrzymał swoje spanikowane spojrzenie dopiero na Lily. Była tu. Cała i zdrowa. To nie ją Evan zaatakował… Adrenalina momentalnie powędrowała mu w dół, a on odetchnął czując jak wszystkie odczucia bólowe znowu przedostają się do jego świadomości. Nie miało to jednak najmniejszego znaczenia. Liczyło się tylko, że Lily jest bezpieczna. Może ktoś go wtedy wyminął w drzwiach wybiegając na korytarz, może nie, nie zwracał na to uwagi. Gdy upewnił się, że Evans nic nie grozi, przeniósł swe spojrzenie na chwilę na Remusa, później zerknął przez ramię i rzucił jedynie – Już chyba wszystko pod kontrolą… - przynajmniej tak to wyglądało. Ktoś krzyknął, że Rosier nawiał, ktoś inny wtargnął do prefektów narzekając, że skradziono mu miotłę. Potter odwrócił i bez słowa wrócił do swojego przedziału. Po drodze zdążył się dowiedzieć, że poszkodowaną została niejaka Sharon, czy Shanon. Sam padł na swoje wcześniejsze miejsce pod oknem i rzucił na swój nos – Episkey – po czym wsparł swoją głowę o szybę i przymknął oczy. Strach o Lily zdążył przyćmić całą złość jaką czuł do Marlene. Włożył sobie skręconego papierosa do ust i tkwił tak czekając aż wszystko się uspokoi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marlene McKinnon
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział V   Wto Lip 11, 2017 12:36 am

Odruchowo skuliła ramiona gdy James posłał jej swoje, jakże wymowne, spojrzenie. Nie chciała żeby pomyślał, że martwiła się o Evana. Merlinie! Przecież ona w ogóle nie była zainteresowana losami Rosiera, w tej chwili obchodziło ją tylko to, żeby James od niego nie oberwał i żeby dwójka gryfonów wyszła cało z tego spotkania. To, że pisnęła nieco wcześniej niż powinna? To był odruch. Nie kontrolowała tego. Nie miała absolutnie żadnego wpływu na to, że serce stanęło jej w momencie gdy to Potter zadawał cios, a nie chwilę później, gdy dzielnie przyjmował go na klatę (czy też nos). Cóż. Może faktycznie miał powód żeby spojrzeć na nią tak, a nie inaczej?
Po wyjściu Rosiera atmosfera wcale nie stawała się lżejsza. Ostatnie słowa ślizgona, połączone ze wstydliwą reakcją jej ciała, na jego dotyk i niewygodną świadomością, że za chwilę będzie musiała wytłumaczyć Jamesowi coś, czego sama do końca nie rozumiała, sprawiały, że chciało jej się rzygać. Dosłownie. Mimo, że Evan opuścił ich przedział, zagęszczonego przez niego powietrze dalej utrudniało oddychanie.
- Nie potrzebujesz  –  przyznała potulnie, a jej dolna warga niebezpiecznie zadrżała. Rozumiała, że był na nią wściekły. Miał ku temu powody. Drugi dzień z rzędu narażał za nią tyłek, a ona nawet nie potrafiła powiedzieć głupiego ''dziękuję''.  Nawet nosa nie umiała mu nastawić bo wciąż jeszcze nie posiadała różdżki. Jedyne co potrafiła to troszczyć się o ich oprawcę. Jaka ona była żałosna! Odsunęła się od Jamesa i siadając na podłodze, oparła swoje plecy o siedzenie. Spuściła głowę. Tak bardzo nie chciała żeby się na nią denerwował. Nerwowo zaczęła wyłamywać palce.
- Ja... - nie dokończyła. Zresztą i tak nie miała pojęcia co miałaby mu powiedzieć. Krzyki dobiegające z korytarza stawały się co raz głośniejsze jednak Marlene nie czuła się na siłach by zareagować tak, jak powinien był zareagować każdy przyzwoity człowiek. Czuła do siebie z tego powodu obrzydzenie, ale jej podświadomość nie była gotowa na to, żeby zmierzyć się z widokiem Rosiera krzywdzącego innych ludzi. Łatwiej było siedzieć i wmawiać sobie, że to wcale nie musiał być on. Może po prostu ktoś się potknął, coś się gdzieś przewróciło, coś potłukło. No i wciąż była mocno zszokowana jego słowami. Całe szczęście, że chociaż James potrafił zachować się odpowiednio.
Nie zauważyła kiedy wyszedł. Zostały same. Ona i Dreama.  Prawdopodobnie Marlene powinna była nawiązać jakąś rozmowę jednak blondynka wciąż próbowała poukładać sobie w głowie pewne fakt. Czy naprawdę miała umrzeć za kilka dni? Energicznie pokręciła głową. Zacisnęła powieki. Bordowe paznokcie z całą siłą wbiła w biały nadgarstek. - Cholera jasna! - Wykrzyczała na całe gardło.
Gdy Potter w końcu wrócił do przedziału dziewczyna była już nieco bardziej opanowana.
- Czy on nie...? - Zapytała. Naprawdę nie chciała aby ktoś zginął z jego różdżki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Przedział V   Wto Lip 11, 2017 3:18 pm

Evan opuścił przedział piąty i dym w końcu zniknął, a w pomieszczeniu zapanował spokój. James po nagłym wybiegnięciu z przedziału za Ślizgonem, w końcu wrócił, spokojniejszy. Dreama odzyskała przytomność, choć nadal mogła czuć lekkie zdezorientowanie całą zaistniałą sytuacją. Marlene zaś była mimo wszystko w najlepszej formie, choć dopiero co dzień wcześniej ledwo potrafiła utrzymać się na nogach. Pociąg zwalniał, prefekci kręcili się po korytarzu, któryś z nich wszedł do ich przedziału i poinformował, żeby się przygotowali, ewentualnie przebrali, bo zaraz będzie King's Cross.


James Potter: -10 PŻ (bo użył zaklęcia uzdrawiającego, które przywróciło mu 10 PŻ), +4 PD (za całość)
Marlene McKinnon: -6 PŻ, +2 PD
Dreama Rosier: -8 PŻ

Kiedy będziecie gotowi, piszcie tutaj. Wystarczy jeden post z uwzględnieniem tego, co potencjalnie robiliście przez resztę 5 lipca 1978. Dotyczy to każdego ucznia Hogwartu.

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział V   Wto Lip 11, 2017 6:30 pm

Przymknął oczy. Przez dłuższą chwilę nawet nie zwracał uwagi na Marlene i Dreamę. Chwilowa niepewność o Lily spustoszyła go od środka. Znowu stracił nad sobą panowanie, jak wczoraj gdy myślał, że widzi Erin. Dwie tak ważne dla niego osoby, jedną już stracił, nie wyobrażał sobie, że mógłby stracić i drugą. Już nie chodziło o to czy Evans z nim będzie, czy nie. Niech nawet o nim zapomni i odjedzie setki kilometrów od niego, z kimś, z byle kim, nieważne, byleby tylko była bezpieczna. Może nawet tak byłoby lepiej. Miał talent do pakowania się w kłopoty, nie wybaczyłby sobie jakby ściągnął je również na nią, tak jak myślał że stało się to dzisiaj.
Wciągnął powietrze przez papierosa, chciał zapalić, ale z tym musiał poczekać aż dojadą do Londynu.
W końcu otworzył oczy i napotkał spojrzenie Marlene, razem z wymierzonym z nim pytaniem. Na jego twarzy musiało malować się lekkie zdezorientowanie. Czy on nie… co? Żyje? Zabił? Skrzywdził kogoś? A może siebie?
- Uciekł – odparł w końcu – Poturbował jakąś dziewczynę… Kilku mniej poszkodowanych, narobił bałaganu i zwiał – dokończył poprawiając się na siedzeniu. Nie czuł się najlepiej, wyjrzał przez okno i z ulga stwierdził, że już są blisko. Jakby ktoś czytał mu w myślach, bo do przedziału zajrzał jeden z prefektów i poinformował, że King’s Cross będzie lada moment.
Przejrzał się swojej zdewastowanej koszuli i chociaż początkowo nie miał w planach się przebierać, stwierdził, że chociaż ją mógłby zmienić, bo jak matka go zobaczy to i tak dostanie zawału. Już po wczorajszym nie wyglądał najlepiej, jakby tego było mało dziś poprawił mu jeszcze Rosier. Czego by nie zrobił to tego, że kuleje i tak nie ukryje, nie mówiąc o poturbowanej twarzy. Jakby w kwintesencji tego wszystkiego kichnął jeszcze trzy razy pod rząd. No dobra. To chociaż ubrać się może przyzwoicie. Ściągnął swój kufer i wyciągnął z niego czystą, trochę wymiętą koszulę, po czym zaczął rozpinać tę którą miał na sobie.
- Co do Rosiera… Parszywym nazwiskiem obdarzył cię los Dreama – rzucił do gryfonki zbaczając na chwilę z tematu – Porozmawiamy o nim później na spokojnie. Nie wiem o co chodzi, ale nie zostawię cię z tym samej, zdążyłem zauważyć, że coś ci przysłania rozsądek w tej sprawie…

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marlene McKinnon
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział V   Sro Lip 12, 2017 5:18 pm

A więc uciekł. W jej oczach można było dostrzec rezygnację. Nie wiedziała jak powinna interpretować jego zachowanie. Czy nieznajoma dziewczyna została poturbowana przez to, że ona i James wyprowadzili go z równowagi czy może już wcześniej miał to w planach? A jeśli miał, to czy było to jego pomysłem czy działał z czyjegoś rozkazu? Wszystko wydawało jej się bezsensu. Czuła się beznadziejnie i mimo, że fizycznie nic jej nie dolegało, nie miała siły ruszać się z miejsca. W głowie wciąż pobrzmiewały ostatnie słowa ślizgona. Miała umrzeć? Zastanawiała się czy Rosier naprawdę miał jakiś kontakt z jej bratem, a jeśli go miał, to czy było to w jakiś sposób powiązane z pierścieniem, który nosił na palcu.
Posępnym wzrokiem wpatrywała się w Pottera. Nie była pewna jak jego rodzice zareagują na jego widok. Nie prezentował się zbyt dobrze. Właściwie, wyglądał tak jak powinna wyglądać osoba, która wczorajszego dnia walczyła o życie. Marlene domyślała się, że mogło to wzbudzić niepokój u jego rodziców.
- Na zdrowie. - Zareagowała w końcu gdy chłopak kichnął. Wciąż delikatnie przytępionym spojrzeniem powiodła za jego ręką. Domyśliła się, że chciał zmienić koszulę. - Weź błękitną - doradziła, chociaż naprawdę wątpiła w to, żeby kolor koszuli stanowił teraz dla niego największy problem. - Powiem twoim rodzicom, że to ja Cię tak urządziłam - zaproponowała. I tak czuła się odpowiedzialną za jego obrażenia. - Wydaje mi się, że to będzie lepsze od prawdy. - I znów zamilkła.
Tak. Coś stanowczo przysłaniało jej zdrowy rozsądek. - Nie ma o czym rozmawiać - rzuciła cicho. Na bardziej stanowczy protest nie była gotowa. - Mam prośbę. Czy dasz radę zabrać ze sobą moje kufry? Muszę zrobić kilka rzeczy, ale jeśli twoja propozycja jest aktualna, spotkamy się wieczorem.
Pociąg się zatrzymał.

Chciałam dać z/t, ale w sumie pomyślałam, że jak machniesz jeszcze jednego posta to chyba będziemy mieli po 20 fasolek, więc przyjemność postawienia zt zostawiam tobie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Przedział V   Czw Lip 13, 2017 10:48 pm

Na twarzy Marlene malowało się wiele emocji. James obserwował ją kątem oka, ale życie coraz częściej udowadniało mu, że dziewczyny to cholernie trudny materiał do ogarnięcia. Nie miał pojęcia co mógłby jej powiedzieć, zerknął w stronę Dreamy, ale ta jak zwykle miała na wszystko wywalone, więc nawet nie miał co liczyć na jakąś pomoc z jej strony.
- Dzięki – mruknął i zabrał się za zmianę koszuli – Błękitna – powtórzył i bez chwili zastanowienia sięgnął właśnie po tę którą doradzała mu Marlene. W kwestii ubioru zawsze na ślepo ufał dziewczynom. Zazwyczaj w tej dziedzinie do pionu ustawiała go Erin, sam jedyne o co się bardziej troszczył to o odpowiedni nieład na głowie. Także pozostawienie go samego w doborze ubioru kończyło się różnie, na szczęście ratował się niezawodnym urokiem osobistym i w miarę symetryczną twarzą, czego niestety dziś nie można mu było przypisać…
Uśmiechnął się na jej komentarz i zapiął ostatni guzik.
- Mamo, tato, oto Marlene. Będzie z nami mieszkać, jednak musicie wiedzieć, że ma specyficzny fetysz… – dodał z nutką tajemnicy wciskając zwiniętą brudną koszulę do kufra i pospiesznie go zamykając.
- Jest o czym rozmawiać – zanegował ją. Nie ma szans by znowu postawiła go w tak niezręcznej sytuacji. Na następne spotkanie z Rosierem będzie gotowy. Nie zmieni to pewnie jego nastawienia do Evana, być może nawet jeszcze bardziej go nakręci. Jednak nie może tak być, że będzie uczestniczył w walce w której nie ma pojęcia o co się rozchodzi. A będzie uczestniczył, tego jednego był pewny.
Spojrzał na jej ogromny kufer. Jak dobrze, że żyli w świecie gdzie magia była na porządku dziennym.
- Jasne… - zaczął, chociaż po tym co wydarzyło się w pociągu sprawy jakimi chciała zająć się Marlene wydały mu się trochę podejrzane – Jesteś pewna, że chcesz załatwiać je sama? Bez różdżki? – podkreślił mając nadzieje, że krukonka wykaże się rozsądkiem i nie wpakuje się bezbronna w kolejne tarapaty.
Nim się obejrzeli pociąg zajechał na stację. Momentalnie gwar uderzył do okien, tym razem może nawet większy i bardziej poruszony, bo nie dało się nie zauważyć, że pociąg miał uszkodzone dwa przedziały. Dobrze, że dorośli nie widzieli jeszcze jak w tym roku uczniowie rozstali się z Hogwartem… Pożar w zamku, dwa wybuchy w drodze powrotnej, co się działo z ta młodzieżą?
Dotarli. Pociąg ostatecznie zatrzymał się na stacji, a Potter tym razem użył już wyłącznie różdżki do transportu bagaży i opuścił Hogwart Express by już nigdy więcej do niego nie wrócić.

[z/t dla wszystkich]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Przedział V   

Powrót do góry Go down
 
Przedział V
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» London Eye
» Przedział X
» Przedział 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Środki Lokomocji :: Hogwart Express -