Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Pub Zgniłe Jabłko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Pub Zgniłe Jabłko   Wto Wrz 03, 2013 9:05 pm

First topic message reminder :

Bardzo znany w tamtejszych okolicach - podają tam najlepszą Ognistą Whisky. .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Jewgienij Bułhakow
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Pon Lis 16, 2015 12:03 am

Bardzo dobrze wiedział, że jego brat nie należał do lekkomyślnych ryzykantów i daleko mu było do Gieny, jeżeli chodziło o picie czy innego rodzaju szaleństwa. Kiedyś bardzo go to irytowało i sprawiało, że miał kolejny (z całej tej długiej, pieczołowicie tworzonej listy wad Vakela) powód do znęcania się nad nim i wyśmiewania. Teraz, jakby się zastanowić, nadal nie rozumiał jego ostrożności. To znaczy - wiedział, że był to rodzaj naprawdę błyskotliwego sposobu życia, a mimo to, brakowało w nim spontaniczności. Tego właśnie chciał nauczyć Vakela, by chociaż przez chwilę obydwoje mogli zabawić się w swoim towarzystwie, co z pewnością dałoby Gienie sporo satysfakcji.
- Mam nadzieję. - Zaśmiał się pod nosem i uniósł szklankę w geście kolejnego toastu, tym razem nie nazwanego na niczyją cześć. Obserwował każdy ruch brata, to jak podnosi swój trunek i macza w nim usta, samemu robiąc dokładnie to samo.
Zdecydowanie należał do tych, których mało co było w stanie powalić. Jak to mówią - złego diabli i wódka nie biorą, tak też było z Jewgienijem. Niezależnie od ilości spożytego alkoholu, różdżkę potrafił utrzymać prosto i zrobić nią krzywdę komuś innemu, niż sobie. Zbierana w nim przez lata agresja, tak łatwo wypływająca w codziennych sytuacjach, zdawała się być jeszcze bardziej niebezpieczna, gdy szumiało mu w głowie. Wtedy byle co było w stanie go rozjuszyć i Vakel wiedział o tym chyba najlepiej ze wszystkich.
Powoli zaczynał czuć w swoim ciele napływające procenty i westchnął cicho z ulgą. Naprawdę lubił to uczucie, choć dobrze wiedział, że alkohol był tylko jego ucieczką, wymówką od tego wszystkiego, w czym nie był tak perfekcyjny, jakby chciał. Mało kto znał jego słabe strony, nawet Vakel, który wbrew pozorom okazał się być jedynym bratem, który go choć trochę znał, nie wiedział tak naprawdę nic. A Giena nie miał zamiaru tego zmieniać, im mniej wiedzieli tym lepiej i bezpieczniej dla niego.
- A ciebie co tak nagle zainteresowało moje życie? - Zapytał głosem zachrypniętym, co powoli rozpoczynało etap pijackiego bełkotu. Spojrzał jednak na niego wzrokiem upartym, ale było widać w nim coś jeszcze, czego Vakel mógł się nie spodziewać - zmęczenie.
- Mogło być gorzej. - Dodał zatykając się szklanką, z której spijał whiskey i przez chwilę po prostu na niego nie patrzył. - A tobie? Co się stało z tą twoją żoneczką? Już myślałem, że na zawsze ugrzęźniesz pod jej pantoflem. - I tym samym uciekniesz spod mojego. Dodał w myślach pamiętając, jak często demolował swoją sypialnię z frustracji, gdy bratowa ograniczała ich kontakty, a on nie miał pod ręką Vakela wtedy, kiedy musiał naprawdę się na kimś wyżyć. Potem nauczył się z tym żyć, znajdując sobie inne obiekty do wyładowania złości, ale to nigdy nie było to samo. Któż mógłby mu zastąpić tak łatwy obiekt kpin?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vakel Bułhakow
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Pon Lis 16, 2015 12:58 am

- Czysta, braterska miłość.
Tyle zdążył powiedzieć, póki nie zalała go fala irytacji tak wielkiej, że na chwilę go zamroczyło. Nie był ryzykantem. Był typem człowieka, który lubił planować każdy swój ruch i chociaż nie zawsze mu to wychodziło, bo posiadał więcej wad niż zalet - trwał przy tym od młodości. Nie dało się jednak pominąć w rozumieniu go jednej, dość istotnej sprawy. Był Bułhakowem. Synem potwornego awanturnika. I niezależnie od tego co zrobił, co postanowił... już zawsze będzie prześladować go to palące w gardle uczucie, przenoszące się powoli na całe ciało. Płynna nienawiść.
Jego Miriam, jego płomyczek, symbol wszystkiego co kochał, a co stało się zaledwie kartką w burzliwym życiorysie. Mogli nazywać go pantoflarzem, słabeuszem i kompletnym idiotą, póki miał przy sobie kobietę będącą wszystkim, czego potrzebował. Kochał ją. Nie, on jej nie kochał, ale uznawał to za miłość. Bezwzględne przywiązanie i oddanie, nawet przy okrucieństwie wymierzonym prosto w niego. Wiedział. Oh, on bardzo dobrze wiedział, że Jewgienij próbował go sprowokować i dlatego to było tak frustrujące. Ten przeklęty, zadufany w sobie. Paskudny szkodnik. Popierdolony. Skurwysyn. Jak. On. GO. NIENAWIDZIŁ.
W stronę Gienuszy poleciała opróżniona podczas ataku agresji szklanka, a po zdawałoby się ułamku sekundy Vakel złapał go przez stół za fraki i przyciągnął do siebie, omal nie plując mu przy tym na twarz.
Jak śmiałeś... Jak śmiesz...
- Idę... - ty przeklęta, zasmarkana, wyjebana w dupę kurwo, która nie potrafi poprawnie sklecić jednego zdania. Nawet nie wiesz ile radości dałoby mi rozwalenie twojego pustego łba o kant stołu i śmianie się z tego, jak miażdżę ci czaszkę. Oderżnąłbym ci ją, wysłał w paczce ojcu razem z twoim kutasem i... - ... zapalić.
Puścił go.
Odetchnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jewgienij Bułhakow
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Wto Lis 17, 2015 12:01 am

Czysta. Braterska. Miłość.
Te trzy słowa zagrałyby w jego głowie zdecydowanie dłużej i być może nawet wywołałyby pewnego rodzaju uśmiech na jego twarzy, gdyby nie wydarzenia, które nastąpiły dosłownie chwilę po nich. Giena dobrze wiedział, że przekracza granicę. Że wchodzi na tematy, których Vakel naprawdę chciał uniknąć i które były dla niego niczym rzut solą prosto w gałkę oczną. Jewgienij nie byłby jednak sobą, gdyby nie spróbował zajść za daleko i od małego dokuczał swojemu bratu na wszelkie sposoby. Vakel mógł się więc spodziewać oczywistego i dosyć jasno skierowanego w jego stronę ataku, dlatego też dziedzic rodziny nawet przez chwilę nie pomyślał, ze wywoła aż taki napad złości. Prawdę mówiąc, był zaskoczony.
Szklanka tak zręcznie rzucona przez młodszego z Bułhakowów odbiła się od jego nosa i aż zaklął z bólu, który rozniósł się po jego twarzy. Już chciał zacząć się drzeć i jednocześnie wyśmiewać brata dalej, gdy poczuł zaciskający się uścisk na własnym kołnierzu i podniósł wzrok na sprawcę. Wpatrywał się w niego przeszywająco, gdy tamten ze złości opluwał jego okulary i sam musiał powstrzymać się przed przyłożeniem w tą, jakby nie było, całkiem pociągającą twarz. Z jednej strony był po prostu wkurwiony, bo co jak co, ale on nie pozwala się tak traktować. Z drugiej jednak czuł naprawdę spore rozbawienie całą sytuacją i tym, że Vakel jak zawsze połknął haczyk. Czy przesadził, czy nie - swój cel osiągnął.
Och, jakże wiedział jakie słowa musiały się w tej jednej, konkretnej chwili pojawił w głowie młodego Bułhakowa. Czuł pewnego rodzaju, bardzo chorą, satysfakcję i gdy tylko uścisk brata zelżał, poprawił sobie kołnierz i krawat. Cały czas świdrował wzrokiem, lekko pociemniałym z powodu wzrostu adrenaliny, jego twarz. I gdy sytuacja, zdawałoby się, została odrobinę rozluźniona uniósł się nad stołem. Jednym, zdecydowanym ruchem ręki złapał Vakela za frak i przycisnął z całej siły do blatu. Nachylił się nad jego uchem i prawie dotykając go swoimi ustami wysyczał.
- Nigdy więcej. Chyba, że chcesz bym ci przypomniał, kto tu rządzi. - Warknął, a potem puścił go i rozsiadł się wygodnie na swoim miejscu zdejmując okulary, które po chwili zaczął wycierać, by pozbyć się śliny Vakela. Przez kilka chwil nawet nie podnosił wzroku zdając sobie sprawę z tego, że musieli wzbudzić ciekawość niektórych obecnych w pubie jegomości.
- To podobno ja nie radzę sobie ze złością. - Prychnął nakładając szkła na nos (który swoją drogą nadal go bolał i nawet nie zwrócił uwagi na to, ze zaczyna mu z niego cieknąć krew) i spojrzał na niego tym wzrokiem, którym patrzył za każdym razem stojąc nad Vakelem chwilę po tym, jak po raz kolejny się na nim wyżył. Z tą jego wrodzoną wyższością i zadufaniem w samym sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vakel Bułhakow
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Wto Lis 17, 2015 11:07 pm

Vakel odkleił gębę od stołu, chociaż wciąż garbił się nad nim, opierając rękoma o blat. Głowę miał spuszczoną, włosy skutecznie przysłaniały twarz, ukrywając w ten sposób przerażone własnym zachowaniem oblicze śmierciożercy. Czy naprawdę te kilka tygodni spędzonych w Hogwarcie, podczas których musiał powstrzymywać się bardziej niż zazwyczaj, bo obserwowano go każdego dnia sprawiły, że wpadł w tak łatwą i oczywistą pułapkę? Stał tak jeszcze moment, zupełnie ignorując to, co Jewgienij miał do powiedzenia. Niech sobie wyciera te durne okulary, skoro sam na to zapracował. Wspominanie pewnych wydarzeń przelało czarę goryczy.
- Nie jestem twoją osobistą zabawką. - przypomniał mu lekko drżącym głosem, chociaż wątpił, aby miał znaleźć u Jewgienija poparcie. Aż nadto zdawał sobie sprawę z tego, jak przedmiotowo był traktowany, bo sam selekcjonował ludzi i porzucał tych mniej zabawnych i ciekawych, nie robiąc sobie nic z tak pozornie płytkich i błahych spraw jak emocje. Jeśli coś sobie oswoiłeś, to dbaj o to, bo jest Twoje. Brzmiało cholernie znajomo, ale nie miał pojęcia kto wypowiedział te słowa. Wiedział natomiast jedno - na przestrzeni lat przywiązanie do nich zatarło się, a żywe istoty zostały przez Vakela sprowadzone do statusu bezwartościowego szmelcu. Liczył się tylko i wyłącznie on.
Nie, nie zmienił się. To zawsze w nim siedziało. Zadzieranie nosa, pragnienie bycia lepszym od innych. Zadufany w sobie dzieciak narodził się gdzieś w Durmstrangu, kiedy nagrodzono go za pierwszy wyczyn. Schylił się po leżącą na podłodze, teraz już wyszczerbioną szklankę i postawił ją tam, gdzie stała wcześniej. Zanim nią rzucił. Miałeś być perfekcjonistą Vakelu. Panem idealnym. Władcą własnego losu. Znów dałeś się zamroczyć, nie panowałeś nad własnym ciałem. Pielęgnowałeś przechodzący po ciele dreszcz, będący reakcją na ciepły oddech, jeszcze przed chwilą gładzący twój policzek.
Co on właściwie wtedy powiedział?
Tak nie osiągniesz tego, do czego dążysz.
Musisz pamiętać. Zapamiętywać każdy szczegół. Usiadł. Znów siedział. Nie rozejrzał się po sali, nie obadał ile twarzy zwróciło się w ich stronę. Po prostu trwał w bezruchu, lustrując płynącą z nosa Jewgienija krew. Ponownie ujrzał oczami wyobraźni jego bolesną śmierć. Pokutę za wszystko co uczynił. Krzyki bólu i rozpaczy. Podobało mu się to, napędzało go i... Tyle było mu dane. Nie było nowością, że nie potrafił.
I chociaż z całego serca modlił się o to, żeby móc własnymi rękoma wydusić ostatnie tchnienie tego psychopaty, to nie będzie mu to dane nigdy. Nawet w przypływie panicznego szału nie zada ostatecznego ciosu. - Przepraszam.
Miałem zapalić, przypomniał sobie nagle i wykonał ruch, jakby chciał się podnieść.


// DZIEŃ DZIECKA DLA CIEBIE.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jewgienij Bułhakow
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Pią Lis 20, 2015 7:53 pm

Wpatrywał się w niego cały czas. Przeszywał go wzrokiem, chcąc wyciągnąć z jego postawy jak najwięcej. Nawet nie udawał, że chodzi mu o coś innego niż zwykłe, tak dobrze znane im obu wyżycie się silniejszego nad słabszym. Prawdę mówiąc, Giena już czuł się lepiej, resztki złości nadal gdzieś się kołatały w jego ciele, ale satysfakcja z tego widoku była silniejsza. Pochylona głowa Vakela zdawała się być na tyle interesująca, iż nie mógł oderwać od niej wzroku poprawiając sobie, odrobinę za bardzo pogniecioną koszulę. Jednym, zdecydowanym ruchem ręki sięgnął po butelkę na wpół opróżnionej whiskey i nalał jej sobie do szklanki stojącej przed nim. Gdy napełnił ją całkowicie, spojrzał ponownie na twarz brata i krzywy uśmiech ozdobił jego twarz, jakby w odpowiedzi na kolejne słowa wychodzące z ust Vakela.
- Nie? - Sarkastyczny ton wyleciał z jego ust i sam aż drgnął na ten dźwięk. - Mam wrażenie, że podczas tych dziewięciu lat zapomniałeś o kilku ważnych zasadach. Ale spokojnie, po to tu jestem, by ci je przypomnieć. - Wysyczał zatykając się łykiem trunku, cały czas nie spuszczając go z oczu. Narastająca w nim frustracja coraz bardziej szeptała mu do ucha, by złapał brata za włosy, przycisnął do stołu. Jak kiedyś wycharczał najgorsze obelgi, jakie tylko mógł wymyślić. By jak kiedyś dał mu jasno do zrozumienia, że jest jego. I nic na świecie nie będzie w stanie zmienić tego faktu.
Zadrżał, a gdy usłyszał słowa przeprosin poczuł ten dziwny, z jednej strony męczący a z drugiej tak przyjemny rodzaj podniecenia. I choć w oczach pojawił mu się błysk, ten nawiedzający Vakela w niejednym koszmarze błysk zwiastujący nieszczęście, siedział dalej na swoim miejscu, ruszając jedynie dłonią, by zbliżyć do ust szklankę, a potem ją od siebie oddalić. Tylko fakt, że znajdowali się teraz w miejscu publicznym chronił młodego Bułhakowa przed jego popierdolonym bratem.
Po chwili milczenia, bo na przeprosiny nie zareagował nawet słowem - tylko się w niego wpatrywał, zdał sobie wreszcie sprawę ze spływającej spod jego nosa krwi i ścierając ją ręką poczuł, jak złość ponownie nim wstrząsa. Mógł popuścić wiele rzeczy, biorąc pod uwagę miejsce, w którym są i fakt, że widzą się tak naprawdę pierwszy raz od dawna. Ale nie miał zamiaru pozwolić na zniszczenie tak przystojnej twarzy, jak jego.
- Ja pierdole. Naprawdę musiałeś kurwa w twarz?! Popierdoliło cię?! - Warknął dosyć głośno, wlewając sobie resztkę trunku ze szklanki i rzucając nią w jego facjatę. Oko za oko, ząb za ząb. Wstał szybciej niż sam się tego spodziewał i nie zwracając uwagi na nic wokół, przywalił mu pięścią w lico, łapiąc jednocześnie za frak.
- A miało być tak miło, zobacz co zrobiłeś. - Syknął mu prosto do ucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vakel Bułhakow
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Sob Lis 21, 2015 1:09 am

Nie zapomniał. Takich rzeczy się nie zapominało, a poza tym... poza tym nie chciał zapominać. On to w sobie pielęgnował. Każde druzgocące wspomnienie, które składało się na szalonego, agresywnego i przygłupiego profesora było dla niego cenne. Czasami chciał się ich pozbyć. Wymazać je, odejść. Rozpocząć nowe życie i próbował już tyle razy, że ciężko było to zliczyć. Ostatecznie i tak kończył z tym samym - seriami koszmarów, nie wnoszących do jego marnej egzystencji nic poza tym, że był kompletnie uzależniony od tej dwójki popaprańców.
To miałoby sens. Śnił, po prostu śnił, że siedział teraz przy stole z Jewgienijem, z tyloma ślepiami ukradkiem spoglądających z w ich stronę. Śnił to nienawistne, a jednak pełne pożądania spojrzenie brata. Śnił to, że próbował mu się postawić. Tyle symboli, tyle informacji. Wszystko i nic. Każdy przedmiot w pomieszczeniu zaczął do niego mówić, syczeć wskazówki, szeptać do uszka. Ale to wszystko wydawało się być jednocześnie takie realne... Fakt pobytu Jewgienija w Wielkiej Brytanii i ich spotkania w takim miejscu był na tyle abstrakcyjny, że przez chwilę uwierzył w swoją nową, niebanalną teorię, ale ostatecznie nieco wytrąciła go z równowagi lecąca w powietrzu szklanka. Próbował zasłonić się ręką, ale, że kości po jego stronie nie były - dostał w czerep i to wyjątkowo mocno. Potrzebował dłużej chwili na zrozumienie co właściwie się stało, w czym zdecydowanie nie pomógł kolejny cios w mordę, ale ostatecznie młody Bułhakow po prostu zabrał łapsko Jewgienija ze swojej marynarki.
- Ja jestem tym, który zapomniał, a ty wciąż jesteś tym samym, bezczelnym idiotą w sandałach. - wydusił z siebie, przejeżdżając palcami po miejscu, w które dostał. Najpierw te cholerne filiżanki, teraz to.
Nie miał ani zastawy, ani, kurwa, brata.
- Miło, to było bez ciebie. Wypierdalaj do Rosji pierdolony lizodupie. Cokolwiek miałeś ze mnie wyciągnąć - chuj ci w twe szanowne cztery litery, księciu z bajki, który osiągnął w życiu mniej niż nasz pies.
Patrząc mu prosto w oczy wsadził do ust przedostatniego papierosa i wyszedł, ale wrócić już nie zamierzał. Jak ostatnia pizda zostawił płacenie panu Jot.

[z tematu]


Ostatnio zmieniony przez Vakel Bułhakow dnia Sob Lis 21, 2015 1:22 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Sob Lis 21, 2015 1:09 am

The member 'Vakel Bułhakow' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 1, 4

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jewgienij Bułhakow
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Sob Lis 21, 2015 3:46 pm

Giena nie chciał, żeby Vakel zapomniał o czymkolwiek. Miał chore pragnienie, by pamiętał o tych wszystkich latach do końca swojego życia. Żeby pamiętał każdą przykrą rzecz, jaką mu Jewgineij zrobił i żeby miał świadomość tego, co jeszcze może mu się przydarzyć. Tych wszystkich nie wydarzonych do tej pory przykrości, które kołatały się w jego głowie przez całe dziewięć lat. I które teraz, gdy tylko zobaczył jego twarz, przypomniały o sobie z podwójną siłą.
Miał ochotę przywalić mu w twarz jeszcze raz, a potem ciągnąc go za włosy przygwoździć do stołu. Pochłonięty tymi wszystkimi chorymi myślami, popierdolonymi pomysłami, praktycznie nie słyszał jego słów. Dopiero te rzucone na odchodne do niego dotarły. Nim zdążył jednak na nie odpowiedzieć, Vakela już nie było.
- Frajer w dupę jebany. - Burknął po rosyjsku siadając ponownie na miejscu. Z jednej strony, chciał za nim po prostu wybiec, dorwać go za drzwiami i spuścić taki wpierdol, jakiego jeszcze nigdy nie dostał.
Jednak został. Sam nie wiedział czemu, jednak postanowił się uspokoić, chociaż trochę. Słowa brata obijały się o jego czaszkę cały czas, nie chcąc z niej wypaść. Złapał za prawie opróżnioną butelkę whiskey i wyzerował ją z gwinta. Cały czas mamrotał coś pod nosem wiedząc, że Vakel jeszcze pożałuje swoich słów i tego, jak bardzo mu podskakuje.
Kiedy najebał się już wystarczająco, zapłacił za ich wspólny wypad (niech będzie księżniczko, mężczyzna za ciebie zapłaci) i wyszedł.


z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Nie Lis 22, 2015 10:52 am

Rachunek:

Jewgienij Bułhakow:
3x Szklanka whiskey (3x 11 Sykli i 6 Knutów)
1x Butelka whiskey (2 Galeony 4 Sykle i 20 Knutów)
2x Zniszczona szklanka (2x 6 Sykli i 24 Knuty)
Razem: 4 Galeony 13 Sykli i 28 Knutów

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Czw Lip 14, 2016 12:01 pm

Wizyta na Śmiertelnym Nokturnie była niczym powrót do domu po długoletniej rozłące. Rudolf zdążył już zapomnieć o łaskotaniu podejrzliwych spojrzeń na swych plecach i pieszczocie przytłumionych szeptów, otaczających anonimowe, zakapturzone twarze. Chociaż nigdy nie był fanem tego miejsca, a już na pewno nie lubował się w cudzym upodleniu i upośledzeniu, atmosfera panująca na ulicy była mu doskonale znajoma. Po kilku miesiącach spędzonych w odrażająco jasnym i przytulnym zamku, zapach niezidentyfikowanych eliksirów i widok zdeformowanych twarzy wydawał się być pocieszający.
Zmierzał w kierunku Pubu, w którym zapił możliwie większość swoich młodzieńczych smutków i radości, jednego z lokali, w których każdy pilnuje własnej szklanicy. Obawiał się zagoszczenia w jednej z restauracji, które niegdyś odwiedzał, gdyż zdjęcia jego własnej twarzy okraszone kłamliwymi oskarżeniami, wyzierały na niego niemalże z każdej witryny. Pośród czarodziejskich szumowin mógł czuć się bezpiecznie. Zabawne, jak teraz pasował do tego godnego pożałowania grona. Mógłby ogłosić się ich królem.
Dźwięk dzwonka, który mógłby rozbrzmieć po otwarciu przez niego drzwi do Pubu Zgniłe Jabłko, został całkowicie stłumiony przez głośne chichoty, rozmowy i sporadyczne okrzyki. Rudolf spojrzał na barmankę przez słabo oświetloną salę i z pewnym siebie uśmiechem skierował się do stolika na uboczu, jednego z niewielu wolnych i niemal całkowicie odosobnionych. Usadowił się na chybotliwym krześle, na razie niczego nie zamawiając.
Oczekiwał przybycia swego przyjaciela; nie musiał wysilać wzroku, był bowiem pewien, że Lucjusza zauważy od razu. Arystokrata pasował do tego lokalu, jak wstążka do centaura - czyli w ogóle. Niewątpliwie pojawi się w jednej ze swoich ohydnie drogich szat, z włosami lśniącymi w przygaszonym świetle. Lestrange nie sądził, by przez te kilka miesięcy jego przyjaciel mógł się zmienić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucjusz Malfoy
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Czw Lip 14, 2016 1:35 pm

Co za paskudny dzień. Padał deszcz – choć to akurat nic nadzwyczajnego – a deszcz był wrogiem, o ile Lucjusz musiał wyjść z domu. Wilgoć źle działała absolutnie na wszystko, na jego humor, samopoczucie, ale też na niesforne zachowanie bezcennej dla blondyna wartości – jego włosów. Zazwyczaj proste, w obecności deszczu delikatnie układały się w trudne do poskromienia fale, bądź po prostu końce wywijały we wszystkie możliwe strony. Zrezygnowany odpuścił, związał grzywę w byle jaki niski kucyk. Wybierał się przecież na spotkanie z Rudolfem, a i tak będzie musiał założyć kaptur.
Bardzo chciał pozostać niezauważonym. Przemierzał Pokątną ze spuszczoną głową, by zmniejszyć ryzyko bycia rozpoznanym. Po drodze minął niewiele osób, co miało zarówno dobre jak i złe strony. Łatwiej jest wmieszać się w tłum, ale więcej osób może go dojrzeć, ale gdy mija się pojedynczą zakapturzoną postać na opustoszałej ulicy, to na pewno zwróci na siebie uwagę. Szedł szybko. Nie dość, że osłonięty szerokim kapturem, to jeszcze pod parasolem. Upewniwszy się, że jest w miarę czysto, skręcił na Nokturn.
W pubie panował zaduch i wyraźnie czuć było zatęchły, nieprzyjemny zapach. Większość stolików była zajęta przez trzy-czteroosobowe grupy. Przebrnął wzrokiem przez nieznajome twarze, szukając swojego kompana. Jest, siedział sam, chyba był już nieco zniecierpliwiony. Lucjusz pomknął ku niemu, kaptur zdjął dopiero przy stoliku. Mokry płaszcz powiesił na oparciu dodatkowego krzesła stojącego od strony ściany. Właściwie Rudolf nie pomylił się co do stroju Lucjusza. W swojej szafie Malfoy miał tylko drogie i eleganckie szaty. Te lekko przykurzone – o ile były w miarę wygodne – służyły mu w trakcie napadów na szlamy, a potem zwykle stawały się najdroższymi szmatami, którymi skrzaty myły podłogi.
– Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek się tutaj spotkamy –przywitał się na pozór chłodno ze swym przyjacielem, choć jego uśmiech zdradzał wszystko – To miejsce przyprawia mnie o dreszcze. –usiadł naprzeciw Rudolfa i rozejrzał się za jakąś kelnerką – A ty tak o suchym pysku siedzisz?

_________________
What is heaven for? Is it a prison we can't break free?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Czw Lip 14, 2016 10:32 pm

Zakapturzona postać przekroczyła próg pubu, pozornie stanowiąc zaledwie kolejnego z anonimowych, pozbawionych twarzy gości. Każdego z obojętnych przechodniów Lucjusz mógłby skutecznie zmylić, lecz Rudolf nie był pod żadnym pozorem obojętny. Wyszczerzył się na widok swego przyjaciela, gdy tylko ten skierował się w jego stronę. Prawdą było, że Malfoy był lepszym towarzyszem do picia, niż odbicie w lustrze. I pewne aroganckie nastolatki, o których czasem wolałby zapomnieć. Wierzył, że pod koniec wieczoru uda mu się to w zupełności.
- Czyżby padało? – rzucił beztrosko, zauważając niewątpliwie karygodny dla Lucjusza nieład, w jakim znajdowały się jego włosy. Sam wyglądał, jak mokry pies, a w jego splątanych lokach wciąż można było zauważyć krople wody.
Musiał się zgodzić z Lucjuszem. Ich życia zmieniły się przecież znacznie przez te wszystkie lata, a ta pozorna dorosłość, jakiej od siebie wymagali, pchała ich raczej w kierunku dostojniejszych lokali. Byli w końcu dziedzicami wielkich rodów, ludźmi stojącymi poniekąd ponad pospólstwem. Było to jasne, gdy spoglądało się na postać blondyna. Kiedyś jednakże marnowali swe wieczory w spelunach, w towarzystwie reszty swych spaczonych przyjaciół.
- Dreszcze? Nie zaczęliśmy jeszcze pić! – zdziwił się Rudolf, udając niezrozumienie.
Zauważywszy poszukujący wzrok Lucjusza, sam pochylił się nad stolikiem, by z szerokim uśmiechem pomachać do skąpo odzianej barmanki. Dziewczyna przewróciła oczyma, lecz posłusznie skierowała się w ich kierunku. Lestrange'a nie powinno to dziwić – gdzie, jak gdzie, ale na Nokturnie reputacja poszukiwanego śmierciożercy bywała niezwykle przydatna. Oczekując przybycia czarownicy, znów zwrócił się do swego towarzysza.
- Nie śmiałbym rozpocząć rytuały alkoholizacji bez Ciebie, drogi przyjacielu – rzekł ze śmiertelną powagą. - A teraz mów, jakie życie wiedzie ostatnio szanowny dziedzic rodu Malfoy?
Splatając ręce na piersi, Rudolf rozwalił się wygodnie na krześle. Gdy młoda dziewczyna w końcu do nich dotarła, zamówił dla siebie i Lucjusza ognistą whisky, z której słynął ten pub. Czuł się znów jak dzieciak.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucjusz Malfoy
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Pią Lip 15, 2016 3:47 pm

Zanim odpowiedział Rudolfowi, odwrócił głowę i spojrzał przez ramię, w ogóle nie kryjąc, że chodziło o tyłek barmanki. ‘W sam raz na raz’ – skwitował w myślach i powrócił do kompletowania składnej wypowiedzi.
– Tak, wciąż pada. Wkurwia mnie to. Choć zauważyłem, że ostatnio trudno jest znaleźć cokolwiek, co by mnie nie wkurwiało, także ty akurat się zaliczasz do tego wąskiego grona. Możesz czuć się zaszczycony. Powiedziałbym nawet, że doskonale odciągasz mnie od tych nieprzyjemnych kwestii. Bardzo ci za to dziękuję – ostatnie zdanie wypowiedział z małym przekąsem, choć panowie znali się na tyle, że tak drobne uszczypliwości absolutnie nie wpływały na ich relację – Nie boisz się tak wychodzić? Teoretycznie tu jest bezpiecznie, ale…Teoretycznie. Powinieneś siedzieć zamknięty w najciemniejszej dziupli, dopóki nie wyciągniemy cię z tego gówna. Rudolf, nie możesz znowu dać się złapać. Łatwiej będzie zmusić Ministra i wszystkie służby do zdjęcia tych plakatów teraz, niż jak znowu wylądujesz w Azka...
Urwał, kiedy ta sama dziewczyna przyniosła im dwie szklanki z Ognistą. Ściany mają oczy i uszy, absolutnie wszędzie. Nigdzie już nie było bezpiecznie – w Ministerstwie roiło się od Śmierciożerców w maskach szarej codzienności, zaś wśród sług Czarnego Pana czy zwykłych ‘podejrzanych typów’ na pewno był ktoś donoszący stróżom prawa. A Rudolf był mu zbyt bliski i cenny, by od tak znów go stracić.
– Muszę się ożenić. Nie wiem, czy Bella ci mówiła... – zmarszczył lekko brwi i cmoknął cicho – Narcyza mieszka u mnie. Parę dni temu przedyskutowaliśmy to, ona już miała dość rodziców, więc zaproponowałem jej, żeby się spakowała i wyniosła. I tak zrobiliśmy. Teraz, za miesiąc czy za pół roku, co za różnica. A jeśli odseparowanie od rodziców ma jej pomóc, to właściwie czemu nie. Obydwaj będziemy uwiązani na łańcuchach. Szczęście w nieszczęściu, że każde święta czy inne uroczyste okazje będziemy spędzać razem, podzielimy ból uczestnictwa w kolacjach u teściów.

_________________
What is heaven for? Is it a prison we can't break free?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rudolf Lestrange
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Pią Lip 15, 2016 10:21 pm

Uniósł pytająco brwi, słysząc tłumioną frustrację w głosie swego przyjaciela. Był gotów zrzucić to na ten okrutny bad hair day, bo przecież nawet najsilniejszy wojownicy padali jego ofiarą.
Cała przyjemność po mojej stronie. Chociaż, jeśli odczujesz potrzebę wypłakania się na czyimś ramieniu, będziesz musiał sobie znaleźć jakąś miłą kurewkę. – odpowiedział, nie ustępując Lucjuszowi w kąśliwości.
Ta odrobina zmartwienia w słowach Malfoya sprawiła, że westchnął cicho, przewracając oczami, choć w duszy przyznawał mu rację. Azkaban był chujowym miejscem, w którym miał chujowych, dość krzykliwych sąsiadów, a chujowi strażnicy nosili nudne, czarne szaty i nie znali się na żartach. Znacznie przyjemniej było mu w tym pubie.
- Ale pomyśl, jak wspaniałym miejscem do zostania pojmanym jest ten pub! Pomyśl o nagłówkach w Proroku! Schlany, nieprzytomny zarzygany Śmierciożerca pozbawiony spodni wreszcie schwytany przez dzielnych Aurorów – zażartował, próbując ukryć swój dyskomfort.
Młodszemu czarodziejowi udało uniknąć się więzienia i Rudolf nie miał zamiaru choćby sugerować mu, jak bardzo pobyt na wyspie mógł odbić się na psychice człowieka. Choć z tego, co słyszał, wywnioskował, że nie musiał nic mówić – Lucjusz nie wątpliwie ujrzał wątpliwe efekty czułych pieszczot dementorów na twarzy swej przyszłej szwagierki.
Wykrzywił się w obrzydzeniu, gdy tylko usłyszał o małżeństwie. Wielu nazwałoby go gówniarzem, gdyby znało awersję, jaką żywił do tego rodzaju przedsięwzięć. Mieliby rację, lecz miał swoje powody. Tylko jednym z nich było to, że jedno i to samo blade dupsko każdej nocy mogło się człowiekowi znudzić.
- Nie mogę doczekać się Bożego Narodzenia. Myślisz, że Bella się ucieszy, jeśli pod choinką znajdzie spreparowaną głowę mugola z wstążką wokół słoja? Będzie wspaniałym dodatkiem do naszej wspólnej sypialni – powiedział, a każde słowo ociekało sarkazmem i odrobiną goryczy. - Masz jednak szczęście. Narcyza myje zęby.
Pociągnął spory łyk whisky, próbując utopić wspomnienie wykrzywionej w dziecinnej złości twarzy Bellatrix. Czasem zastanawiał się, jak bardzo musiałby się starać balsamista, by ów grymas zakamuflować.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucjusz Malfoy
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   Pon Wrz 05, 2016 11:44 am

– A co to za insynuacje, Rudolfie! Jak ty się wyrażasz… - pokręcił lekko głową, ale drobny uśmiech zdradzał wszystko – Nie wiem jak ty, ale ja jestem oddany i wierny wybrance mojego serca. Na inne dupy mogę sobie co najwyżej popatrzeć. Przecież już nie wyjdę sam od tak z domu kiedy tylko mi się podoba bez sensownego wytłumaczenia. Nie zostawię jej samej. Ale najgorsze jest to, że chyba nawet nie chcę. Podoba mi się ta dziewucha. Jest śliczna, mądra, nie szczebiocze o pierdołach –zrobił rozmarzoną minę, podszytą uszczypliwością względem samego siebie - Chyba się zakochałem.
Tuż po wypowiedzeniu ostatnich słów zastanowił się, czy to aby przypadkiem nie była prawda. A jeśli to zatrzymało jego myśli, to może jednak… Spojrzał gdzieś w bok, zdając sobie sprawę, że sam zapędził się w kozi róg.
– Będziesz mi potrzebny. Nie wyobrażam sobie kogoś innego w roli mojego świadka. Nie mam brata ani żadnego aż tak bliskiego kuzyna. Ty jesteś mi jak brat, więc chciałbym, żebyś to był ty, nikt inny. Ale najpierw muszą zniknąć te listy gończe. Aurorów nie wpuszczę, ale nie mogę sobie pozwolić na aferę. Także teraz też bym wolał tego uniknąć, żadnych walających się po podłodze Śmierciożerców. Żaden z nas nie zostanie złapany, rozumiesz? Rozumiesz, skoro planujesz święta. Obydwoje jesteście tak subtelni, że zapewne taki wystrój by wam pasował. Tylko to może nie przy rodzicach, bo świąteczny pudding będziemy dojadać na pogrzebie. Chciałem zaproponować, żebyś kupił jej kucyka, ale to mogłoby się źle dla niego skończyć. Ale jakiś weekend w SPA… zabiegi upiększające, maseczki błotne, może dałoby jej do myślenia. Jeszcze jakbyśmy je wysłali we dwie, to sami byśmy na tym skorzystali.
Nawet nie zauważył kiedy opróżnili swoje szklanki. Pociągnął przechodzącą kelnerkę za ciut przykrótką spódniczkę i zażyczył sobie dwie następne kolejki.

_________________
What is heaven for? Is it a prison we can't break free?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Pub Zgniłe Jabłko   

Powrót do góry Go down
 
Pub Zgniłe Jabłko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Las Zgniłych Pni - wyprawa Xerri

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Londyn :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu -