Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Florencja | The Red Garden Cafe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Florencja | The Red Garden Cafe   Nie Wrz 25, 2016 2:16 pm

Kawiarnia czynna przede wszystkim w nocy o dość osobliwej  dla Włochów nazwie, bo angielskiej. Jest otoczona pięknymi, czerwonymi i różowymi kwiatami, które otwierają się i zamykają, co kilka godzin. Zwykli ludzie tego nie widzą, lecz co innego ci, co potrafią władać magią. Wnętrze jest przytulne, jest mnóstwo okien przez które wpada przyjemne powietrze Florencji. Można tu dostać zarówno mugolskie, jak i czarodziejskie trunki, a także pyszne owocowe babeczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James van Dijk
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Sob Gru 24, 2016 2:30 pm

Chociaż nie planował żadnych podróży w najbliższym czasie, okoliczności zmusiły go do opuszczenia bezpiecznej przystani jaką był Hogwart. Kilka miesięcy temu zamówił pare potrzebnych mu do badań tomów, które jak się okazało, dostać mógł tylko u pewnego włoskiego astrologa. Zdążyłby pewnie zapomnieć o owym zamówieniu, które od dłuższego już czasu do niego nie dotarło, kiedy otrzymał list z którego wynikało, że pakunek odebrać może tylko i wyłącznie osobiście. Postanowił więc potraktować to jak małą wycieczkę i wybrał się do Florencji. Atmosfera błogiego lenistwa i ciepłe słońce dobrze mu zrobiło. Czasami naprawdę miewał dość paskudnej, zimnej pogody która panowała na wyspach.
Zapakowane w szary papier książki trzymał pod pachą i spacerował po uliczkach, zbliżał się wieczór i okoliczne kamieniczki i budynki oblewało złotawe światło. Najchętniej w ogóle nie opuszczałby tego miasta, czuł się tu naprawdę dobrze, wiedział jednak, że czekają na niego obowiązki od których nie mógł się wymigać. Westchnął i przystanął na chwilę w miejscu. Tyle się ostatnio działo... Sam już nie wiedział co powinien myśleć. Przez chwilę miał ochotę opuścić Włochy i korzystając z okazji odwiedzić matkę w Holandii, wiedział jednak, że nie był tam mile widziany. Od dawna nie odpowiadała na jego listy, nie wiedział nawet czy w ogóle je odczytuje. Zapewne myślała, że skończył podobnie jak ojciec. A raczej człowiek, który powinien być ojcem, a był jedynie nic nie wartą szują, płaszczącą się u stóp najgorszego znanego Jamesowi "stworzenia", bo nie mógł nazwać go człowiekiem.
W zamyśleniu spojrzał w bok i ujrzał coś na wzór przytulnej kawiarenki. Mieszanka słodkiego zapachu rosnących przy ścianie budynku róż i delikatnych herbacianych woni dochodzących z wnętrza delikatnie nęciło jego nozdrza. Szyld nad wejściem prezentował nazwę przybytku, o dziwo w języku angielskim. Chociaż nie planował dłuższego postoju, coś jednak mówiło mu, że warto wejść do środka. Nie zastanawiając się więc długo poprawił pakuneczek i wkroczył do kawiarni.
Wewnątrz siedziało kilka osób, powoli sączących różne napoje, niektórzy rozmawiali, niektórzy czytali ciesząc się chwilą spokoju. Ot, kawiarnia jak każda inna. Nie rozglądając się niepotrzebnie, położył książki na jednym ze stoliczków bliżej okna i usiadł. Przetarł okulary, chociaż nie mogły być brudne, i delikatnie rozwiązał sznureczek owinięty wokół jego zamówienia. Księgi obite były delikatną, pięknie zdobioną skórą, chociaż czasy ich świetności prawdopodobnie już dawno temu minęły. Traktowały one głównie o zależnościach jakie zachodzą między czarodziejem a jego otoczeniem, takim jak chociażby niebo. Prawdopodobnie mężczyzna od którego je kupił obawiał się, że w trakcie podróży do Anglii mogą zostać uszkodzone. Niedbale zawinął je ponownie papierem i wyjrzał za okno, obserwując florenckie ulice.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reine Delaunay
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Sob Gru 24, 2016 9:01 pm

Florencja jest pięknym miejscem, choć czasami jest w niej za gorąco - za duszno, co nie sprzyja skórze, jeśli nie zajmuje się nią odpowiednio. Nie, żeby Reine miała na tym punkcie obsesję, po prostu było to przyzwyczajeniem, jednym z wielu i odprężało, pozbywało się niepotrzebnego napięcia. Poza tym jest świadoma swojego wieku, ograniczeń jakie ze sobą niesie i nie chce, żeby wszystkie zmartwienia były widoczne w licznych zmarszczkach. Potrzebowała czegoś, co to zamaskuje przed obcymi spojrzeniami.
Florencja nie jest jej domem, jest schronieniem przed starą rzeczywistością, ucieczką, ale nie tworzy tamtej jej sprzed kilku czy też już teraz kilkunastu lat. To piękny sen, który zdaje się nieprzerwanie trwać, pomimo nieraz napływających obrazów przeszłości, które sprawiają, że Reine zaczyna boleć serce ze smutku, żalu, tęsknoty, nieraz z gniewu, ale i tak w końcu i to przemija. Spaceruje więc dobrze poznanymi uliczkami, witając się z pojedynczymi twarzami uśmiechem i krótkim pewnie powiedzianym Buonasera przy mijaniu często opalonych sylwetek zamaskowanych w mugolskim świecie czarodziejów. Lato tutaj rozkwitło, termometry często wariują od wysokich temperatur, rzadko można dostrzec biel skóry.
Skończyła na dziś pracę, więc nie musiała się przejmować zamówieniami, bukietami, brakiem agapantu, amarcinum, dalii czy dimorfoteki, którymi lubiła wzbogacać, co ciekawsze wiązanki. Idzie dalej, czuje tętniące życiem miasto, jej ciało reaguje tak jak powinno, kiedy stawia pewne kroki w beżowych butach na obcasie, samotnie podziwiając objawione piękno. Jest spokojna, nauczona odpowiednich odruchów i pokonuje ustanowiony przez siebie dystans, a długa, cienka sukienka muska odsłonięte opalone kostki.  Zatrzymuje się przy Czerwonym Ogrodzie, jasnymi oczami pochłania piękne kwiaty, palcami muska zakręcone włosy, sprawdza małą torebkę zabezpieczoną zaklęciem przeciwko kradzieżom. Wie, że w środku lokalu nie będzie musiała aż tak uważać na swoje czarodziejskie odruchy. Po chwili wahania wchodzi do środka, a w nozdrza uderza ją wspaniały zapach roślin i wypieków z których kawiarenka słynie. Reine oddycha z ulgą, czując się bezpiecznie, wiedząc, że mugole nie zapamiętają niczego dziwnego z tego miejsca, nawet jeśli są na sali. Zajmuje stolik niedaleko zmęczonego mężczyzny, zapewne obcokrajowca, gdyż wyróżnia się spośród innych ludzi, po czym wykonuje energiczny ruch ręką, przywołując tym samym kogoś do siebie by złożyć zamówienie. Tu wszystko jest zazwyczaj przekazywane za pomocą słów lub gestów, nie ma stukania różdżką ani wędrujących kart. Wypowiada słowa w języku włoskim, prosząc o kieliszek białego wina i dwie nadziewane egzotycznymi owocami babeczki mieniące się różnymi kolorami.
- Grazie - odpowiada, mając nadzieję, że akcent przestał już ją zdradzać. Otwiera torebkę i sięga po dwie gazety - włoskie wydanie wiadomości z kraju i angielskiego Proroka Codziennego. Pospiesznie zamyka by nie było widać różdżki, po czym jedną gazetą przysłania tę drugą, zupełnie jakby czytanie Proroka było zbrodnią. I tylko na krótki moment zerka z powrotem na tajemniczego zamyślonego mężczyznę by upewnić się, co do swych rozważań.
Teraz już na 90% jest przekonana, że to obcokrajowiec.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James van Dijk
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Nie Gru 25, 2016 4:08 pm

Ciepłe, kolorowe ulice Florencji, tak różne od tego, do czego przywykł James w przesiąkniętym deszczem Londynie zdawały się nigdy nie cichnąć. Ludzie spacerowali, chłonąc ostatnie minuty dnia, by zaraz zrzucić swe dzienne kreacje i wybrać się na drinka czy dwa w towarzystwie roześmianych znajomych. Życie nigdy się nie kończyło, a przy tym zdawało się, że praca była ledwie nieistotną częścią egzystencji mieszkańców miasta. Wszystko to sprawiało, że czuł się wyjątkowo nie na miejscu. Mimo to, było tu coś przyciągającego. Szczególnie w kawiarni odczuwał jakąś nietypową magię. Lub być może bardziej typową niż mu się zdawało.
Jeszcze spacerując po ulicy, uwagę jego skupiła pewna osoba. Kobieta, chociaż sprawiała wrażenie obytej z tym miejscem, coś nieustannie mówiło mu, że różniła się od reszty. Taki los numerologa, na wszystko patrzył zupełnie inaczej. Kiedy więc tajemnicza kobieta wkroczyła do kawiarni, a następnie przysiadła bardzo blisko jego stolika, nie mógł oprzeć się ochocie by przyjrzeć jej się bliżej. Na moment odwrócił wzrok od okna by ponad szkłami okularów zerknąć na blondynkę. Mówiła po włosku, brakowało jej jednak charakterystycznego akcentu i maniery. Przesunął niedbale okryte książki nieco w bok i przywołał jedną z pracownic. Jako że nieszczególnie znał włoski, bez krępacji poprosił o filiżankę kawy w języku angielskim. Słowo to było tak międzynarodowe, że mężczyzna nie obawiał się, że zostanie niezrozumiany. Podziękował obsługującej go dziewczynie zmęczonym uśmiechem i ponownie ukradkiem zerknął na intrygującą kobietę. Nie umknęło jego uwadze jak z torebki wyciągnęła dwa egzemplarze gazety, jakiegoś miejscowego pisma i czegoś, co szczególnie przyciągnęło jego uwagę. Proroka Codziennego. Widział go jednak przez ledwie ułamek sekundy, po czym jego "towarzyszka" przesłoniła go, zupełnie jakby obawiała się, że czytając go może się na coś narazić.
Upewniło go to w podejrzeniach, jakich nabrał niemal na wstępie - że kawiarnia ta równie dobrze znana była mugolom jak i czarodziejom. Nie to, żeby nie czuł się komfortowo w towarzystwie osób niemagicznych, jednak poczuł dziwną ulgę orientując się, że kobieta prawdopodobnie jest czarownicą.
Upił łyk kawy która właśnie została postawiona na stoliku przez młodą Włoszkę  po czym kierując się jakimś dziwnym przeczuciem, które prawdopodobnie zbyt często przejmowało kontrolę w jego rozumowaniu, odezwał się.
-Coś nowego w wielkim świecie? - Nie oczekiwał faktycznej odpowiedzi, retoryczne pytanie raczej zdało mu się dobrym początkiem rozmowy z nieznajomą. Teraz mógł mieć tylko nadzieje, że nie przeliczył się w swoich przypuszczeniach i nie zbłaźnił się w tym momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reine Delaunay
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Wto Gru 27, 2016 7:55 pm

Na początku ciężko było przywyknąć do tej atmosfery tak przecież różnej od tego, co oferował Londyn. Nadal zresztą sprawiało jej to niekiedy problem, kiedy dni odznaczały się choćby zalążkiem deszczowej Anglii - we Florencji również były wszak zmiany atmosferyczne. Podczas trwania tej najcieplejszej pory roku, ciężko jest przywyknąć do takiej możliwości, że jednak i tu pada deszcz, niekiedy nawet śnieg. Kolory i dźwięki zdają się być za przekonujące, niemożliwe do powstrzymania przez takie niedogodności, a jednak i Włosi potrafią ulegać nastrojom dobrze znanym Anglikom. Choć i w tym przypadku są bardziej żywi, gwałtowni, odporni na taką ilość smutku. Tutaj nocne życie, wędrowanie uliczkami, picie alkoholu nie jest niczym złym, niebezpiecznym. Tutaj praktycznie całe społeczeństwo tak robi. Praca jest mniej wyczerpująca, pozbawiona pośpiechu i nadgodzin, a może tylko Reine tak to odbiera, pracując wszak sama dla siebie. Samotna jednostka w mieście do którego zdążyła się już przyzwyczaić, uznać za swój dom. Raz na jakiś czas jedynie odbierając pojedyncze zdawkowe wypowiedzi w schludnych kopertach z ukrytym podpisem człowieka dla którego poświęciła swój poprzedni świat.
Niezależnie od miejsca i czasu magia pozostawała tym, co było dla takich jak oni znajome.
Ze swoimi jasnymi włosami, jaśniejszą mimo opalenizny karnacją i bladoniebieskimi oczami wystarczająco się wyróżniała. Nie potrzebowała do tego cyfr. Jej oczy nie przekraczały tej granicy pomiędzy przypadkowym zerknięciem w tamtą stronę a pełnym premedytacji obserwowaniem nieznajomego. Dalej siedzi w tej samej pozycji nie zakładając nawet nogi na nogę, wzrokiem błądząc po dużych poruszających się nagłówkach i tekście napisanym klasyczną czcionką. Przy poszukiwanych zbiegach z Azkabanu nieco drżą jej wargi i lewe oko, pospiesznie więc skupia się na relacji z ostatniego meczu. Wyłapuje angielski i tym samym utwierdza się w swoich podejrzeniach. Wie, że tym bardziej musi być teraz ostrożna. Odgarnia jasny kręcony kosmyk za ucho, przyjmując swoje zamówienie, dalej nie odrywając jasnych oczu od tekstu - uszy jednak były gotowe by wyłapać każdy, nawet najmniejszy, podejrzany dźwięk. Nie bawi się dzisiaj w statystyki, nie zakłada ilu czarodziejów obecnie znajduje się w The Red Garden Cafe a ilu mugoli, pilnuje za to by w żaden sposób się nie zdradzić.
Mężczyzna odzywa się do niej. Po angielsku. A Reine zaczyna kalkulować, rozważać, która opcja w obecnej sytuacji będzie najbezpieczniejsza.
- Najprawdopodobniej podrożeją sery - odzywa się cicho również w tym samym języku, co on. Półprawdy wychodzą jej najlepiej. Sięga po kieliszek i upija łyk wina, po chwili wolnym tempem składając razem gazety na stole i w końcu opiera o nie skrzyżowane dłonie.
- Od dawna jest pan we Florencji?
Nadal na patrzy na niego dłużej niż przez kilka marnych sekund.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James van Dijk
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Sro Gru 28, 2016 4:08 pm

Wielka Brytania wbrew pozorom pozostawała odcięta od reszty Europy nie tylko poprzez szerokie wody. Coś w ludziach, aura unosząca się każdego dnia w powietrzu sprawiały wrażenie, jakby wszystko poza wyspami było kompletnie innym światem. Każdy zdawał się być tylko dla siebie, z dala od tego, co nie było ich. Być może to powodowało, że zawsze człowiek czuł się odrobinę odklejony od reszty, chociaż pozornie niczym szczególnym się nie różnił. James jednak nie był rodowitym Brytyjczykiem, oswojenie się więc z resztą europejskiego światka nie było dla niego szczególnie wielkim problemem. Przyznać jednak musiał, że daleko było mu do typowego Włocha, więc obecność człowieka poniekąd "swego", nieco umilała tą samotną, nieplanowaną wycieczkę.
Upił kolejny łyk gorzkiej, czarnej kawy, rozkoszując się przy tym tą dość nietypową chwilą spokoju i odpoczynku. Gdyby był teraz w Hogwarcie, bez znaczenia czy w gabinecie, czy swoim pokoju - najprawdopodobniej pracowałby nad kolejnymi zajęciami lub zajmował się prywatnymi badaniami. Miał w sobie coś z pracoholika, jeśli nie nadarzyła się ku temu szczególna okazja, raczej nie robił sobie czasu po prostu wolnego, żeby trochę podładować baterie. Zawsze najszybciej regenerował umysł przy pracy, nikt jednak nie był maszyną. Czasami warto było się zatrzymać i w tym momencie mężczyzna zdał sobie z tego sprawę.
Jego zdolność przeczuwania wielu rzeczy, którą żartobliwie można by nazwać damskim pierwiastkiem w jego osobie, i tym razem go nie zawiodła. Tajemnicza kobieta stosunkowo niepewnie, jakby od niechcenia odpowiedziała na jego pytanie. Na jej słowa odpowiedział jedynie uśmiechem, który skierowany był w bliżej nieokreślony punkt, gdzieś ponad jej wyprostowaną sylwetką. Właściwie to nie wiedział, czego tak naprawdę od niej oczekiwał, bardzo możliwe nawet, że nie kontynuowałby dalej rozmowy, gdyby nie pytanie, skierowane rzecz jasna do niego.
-Och, od kilku godzin - Odpowiedział po ukradkowym spojrzeniu na tarczę zegarka schowanego w kieszeni koszuli. Gdyby nie spontaniczna decyzja o odwiedzeniu kawiarenki, najprawdopodobniej byłby właśnie w drodze do Anglii. Oczywiście jako czarodziej nie musiał obawiać się zbytnio o sposób powrotu. Mugolskie środki transportu nie były złe, zależało mu jednak na tym, by całą sprawę załatwić w ciągu jednego dnia.
-A pani? - Zapytał, spoglądając na nią ukradkiem sponad filiżanki kawy. Kobieta sprawiała wrażenie obytej z tym miejscem, może nie do końca oswojonej, jednak na pewno była tu znacznie dłużej niż on. Nie zamierzał naruszać granicy jej prywatności, w końcu każdy miał powody kierujące wieloma decyzjami w życiu, odpowiedział jedynie grzecznością na grzeczność, przy okazji mając nadzieję na częściowe zaspokojenie własnej ciekawości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reine Delaunay
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Pią Sty 13, 2017 2:47 am

Zamknięci w swych życiach; obowiązkach, małych światach, które kreowane były każdego dnia, robili to jednak w bardziej oczywisty sposób. Czyż nie łatwo jest się odciąć? Nie prościej? Reine wie, że tam, w jej dawnych krajobrazach panuje ta sama mgła, istnieje ta sama bariera, która odróżnia ich od reszty, nawet od Ameryki Północnej z którą przecież Anglia powinna mieć tyle wspólnego. To zabawne, że pomimo otwartości słonecznego kraju w uścisku makaronowych ramion, świeżych trufli i w zalewie winnej, w czarach mniej krzywdzących, czuje się czasem jak intruz, jakby na jej osłoniętych ramionach ktoś postawił masę małych ciężarków pod którymi się uginała i krzywiła. W końcu tęskni, nawet jeśli tęsknota nie jest tak jawna, tak oczywista. Nawet jeśli czasem zdaje się być opowieścią zbyt banalną, powtarzaną zbyt często. Nawet teraz wisi między nimi ponownie, stając się wstępem jak i rozwinięciem opowieści, może nawet stanie się i jej końcem.
Odklejony człowiek może czuć się wszędzie w ten sposób, niepełny z powodu brakujących części, oddalony od domu, który zostawia trwałą dziurę w sercu. Należy szukać więc sposobu by odnaleźć odpowiednie kawałki albo chociażby zamienniki mogące rozwiązać powstałe problemy. Czy jednak nie jest przerażająca ta przynależność do każdego kraju? Czy nie równa się ona tak naprawdę nie przynależności? Ponoć człowiek, który czuje się wszędzie jak w domu okłamuje samego siebie.
Nie boi się samotności, to przerażające jak łatwo się z nią oswoiła, jak stała się jej nużącą codziennością. Nie praca, nie opiekowanie się zwierzętami, tylko te chwile, kiedy zostaje sama ze sobą, czasem zerkając w lustro i wykonując prozaiczne proste czynności, różdżki używając jedynie, kiedy naprawdę bardzo jej się spieszy. Wino. Ponownie po nie sięga, kolejny łyk atakuje przełyk i spływa coraz niżej. Odkłada kieliszek. To całkiem proste, to zachowywanie spokoju, powolne uspokajanie gwałtownych myśli o potencjalnych zagrożeniach. Nie może być przecież groźny, w tych szybkich spojrzeniach dostrzega jego brak sprytu i zmęczenie. Człowiek zmęczony nie atakuje. Dawno nie słyszała o Hogwarcie, minęło już za dużo czasu by roztrząsać o tym miejscu - jedynie od czasu do czasu przewijał się on w sporadycznych gazetach, które trafiały w ręce Delaunay.
Mimo swej pewności, nie zamierza rezygnować z ostrożności, przynajmniej nie całkowicie. Głos ma opanowany, jest tego pewna, tak jak i on swój, nieznajomy zerkający znad swoich szkieł - aż dziw brał, że nie załatwił problemu ze wzrokiem za pomocą czarów bądź eliksirów. Choć, może to błędny wniosek, może ma do czynienia ze sprytnym niemagicznym Anglikiem, nie powinna przecież od razu zakładać, że jest taki jak ona. Jakby było to takie proste. Poprawia się, przygląda swojej biżuterii na dłoniach, po czym przekręca głowę i mruga oczami, zdradzając ledwo dostrzegalne zainteresowanie. Najpewniej ma na to za jasne oczy.
- Wybrał więc pan dobre miejsce na to by odpocząć, choć jeśli nie chce pan narazić się na atak zbyt dużej ilości bodźców, musi pan uważać.  Zapewne za jakąś godzinę rozpocznie się tutaj banchetto - przygląda się mu przez dłuższą chwilę, odnajdując ledwo widoczne zmarszczki. Unosi kieliszek i porusza nim by wytworzyć w naczyniu falę. Jej wzrok w końcu na tym się skupia, oddalając się od łagodnej twarzy.
- Dużo nocy już minęło, nie jestem do końca pewna ile. Czas to takie zabawne ograniczenie - odpowiada po dłuższej chwili, po czym rzuca spojrzenie w stronę głośno rozmawiających ludzi, którzy przy okazji gwałtownie wymachiwali rękami. Nie, to nie przekraczało jej prywatności, nie było ono nie na miejscu. Na stole Reine znajdują się dwa talerzyki z babeczkami, jeden przesuwa w swoją stronę, drugi przesuwa do przodu.
- Zapraszam - ponownie patrzy w jego stronę, wykonuje krótki, zachęcający gest dłonią.
Nie może przecież się bać.
Nie ma przecież czego się bać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James van Dijk
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Pon Lut 27, 2017 8:17 pm

James zawsze uważał się za człowieka prostego, niezbyt złożonego, co w świecie czarodziejów, zwłaszcza w czasach gdy tak wiele złego i dobrego działo się wokół było rzeczą niemal niespotykaną. Przypadkowa oznaka sympatii w stronę nieznajomego - teraz prawie nikt nie potrafił zdobyć się na taki gest. Ludzie byli nieufni, niepewni, w każdym wokół doszukiwali się pierwiastka negatywnego. Zupełnie jakby każdy miał coś za uszami i obawiał się, że jeden nieostrożny ruch pogrąży go dostatecznie. On jednak nie odczuwał takich emocji, był niczym zapomniany gatunek, gatunek ludzi dziwnie beztroskich. Niemal żałosnych, chociaż wbrew pozorom przejmował się wieloma sprawami tak jak wszyscy wokół. Spotkał się z wieloma nieodpowiednimi uczynkami, sam się ich dopuszczał, choć wiedział, że przez większość uznane byłyby one za 'złe'. Teraz jednak w zmęczonym spojrzeniu ciemnych oczu schowanych za grubymi oprawkami okularów nie zostało nic z tego człowieka.
Był spokojny, przyjazny, chętny do rozmów, wszędzie czuł się dobrze. Im bardziej o tym myślał, tym bardziej głupie mu się zdawało jakim był, czy też stał się człowiekiem. Mimo to nie było to dla niego niczym co powinien zmienić, zbyt długo był poważny, niepewny, stłamszony, by teraz na nowo próbować bawić się w kogoś kim nie był.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, subtelnie poruszając przy tym głową. Wyczuwał swego rodzaju nieufność bijącą od kobiety, celowo więc starał się patrzeć prosto na nią, jakby tym samym próbując dać jej do zrozumienia, że jego intencje są dokładnie takie jakim się zdają - a więc zwykłą, miłą pogawędką. Nie sądził, by przy aktualnym stanie rzeczy dla kogokolwiek mógł być jakimś realnym zagrożeniem. Czasami czuł się na te wszystkie gierki za stary, chociaż przecież wciąż był stosunkowo młody.
- Najlepszą formą odpoczynku jest obserwacja. - Uśmiechnął się bardziej do siebie niż do niej, zdając sobie sprawę z tego, że nawet teraz brzmiał jak pracoholik. Niektóre rzeczy chyba nigdy się nie zmieniały.
Spuścił wzrok, wbijając go w lekko falującą taflę czarnego płynu w filiżance. Czas. Zawsze starał się traktować go jak darczyńcę, który najpierw daje zanim odbiera, czasem jednak żałował, że jest go tak mało czy tak dużo. Mimo to, nie wyobrażał sobie własnego życia bez możliwości orientacji w czasie, wiele dla niego zależało właśnie od niej. Nie chciał teraz o tym myśleć, o tym, że każdy pozostawał więźniem swego własnego schematu czasu.
Zamiast tego podniósł się, a ruch ten był niezwykle cichy w zestawieniu z jego budową. Jedną dłonią uniósł filiżankę z której nie ulała się nawet kropla kawy i usiadł na krześle bliżej kobiety. Teraz znacznie wyraźniej widział rysy jej twarzy i musiał przyznać, że jej mimika była niemal idealnie wystudiowana.
- Dziękuje za zaproszenie. - Skinął głową, a słowa te były bardziej wyrazem grzeczności niż czymkolwiek innym. - Często pani tu bywa?
Spytał nieco od niechcenia, chociaż w rzeczywistości bardzo intrygowała go jasnowłosa kobieta i był niemal pewien, że mógłby toczyć z nią wiele interesujących sporów, gdyby tylko okoliczności były nieco inne niż przypadkowa pogawędka w jednej z florenckich kafejek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reine Delaunay
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Sob Maj 20, 2017 8:34 pm

Daleko jest jej do prostoty, do braku pewnych złożoności, bo przecież kiedyś się pojawiły, zamieszkały w niej i tak już zostało. Nie jest tajemnicą, że to pozwala utrzymać życie w ryzach, nie oddać zbyt wielu kawałków swego istnienia nieznajomym. To pozwala czuć choćby iluzję tej wolności, tego nieograniczenia żadnymi rządami, prawami, państwami. Sympatia przywdziewała różne oblicza, zazwyczaj czai się nawet w szorstkich odpowiedziach i ciepłych dłoniach, które znikąd atakują ciało. Na chwilę. W spojrzeniach dłuższych, zakraplanych choćby odrobiną zainteresowania. Każdy ma coś za uszami, to nadaje przecież życiu sens, że nawet w chłodniej, krystalicznie jasnej wodzie jest choćby jeden mankament. Objawia się on zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie. Beztroskość? W istocie naiwnie, już od dziecka Reine o tym wie, jako że to prowadzi szybciej do gorzkiego posmaku porażki, zlekceważenia, zepsucia. Nie potrafi też przejmować się każdą jedną osobą w swoim otoczeniu, ważni dla niej ludzie znajdują się w kilku kręgach - środek należy do najważniejszych, później wartość spada, aż linie się kończą i widać zaledwie szare tło i w tym tle jest i ten nieznajomy. Może jednak mógłby trafić do pierwszej linii, do klientów? Wątpi, nie wyglądał na takiego, co to kupuje kwiaty. Pewnie też znalazł się tu zupełnie na chwilę, Reine nie mogła go winić. Jak złe były to uczynki? Czy żałuje? Czy rzeczywiście 'złe' pasują? Nie ma wagi by je zważyć. Nie zawsze chce rozmawiać, poznawać, czuć, że w pobliżu jest ktoś jeszcze i czeka na jej słowa, na czające się pod językiem niewypowiedziane słowa. Czy znalazł odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące samego siebie? Ufa wszystkim? Pragnie czegoś tak mocno, że jest w stanie upaść na kolana i poświęcić swoją godność? Chce by to ona prowadziła tę rozmowę? Możliwe, że już tak jest.
Upija resztę wina, podnosi rękę, bo widzi, że obok przechodzi kelnerka, ta która przyniosła babeczki i alkohol. Prosi o kolejną porcję, bo w końcu jest taki piękny, ciepły wieczór. Lat nie należy przecież wypominać, często jest to niezwykle mylące.
- A co takiego pan obserwuje we włoskiej kawiarence? - Stara się by brzmiało to bardziej po francusku niż angielsku. Odwzajemnia uśmiech, choć jest to zaledwie uniesienie kącików warg do góry. Uprzejmie. Przy którymś stoliku klienci robią się nieznośnie głośni, krzyczą i grożą sobie pięściami, podchodzi do nich pracujący w kawiarence Włoch i daje im dosadnie do zrozumienia, że takie sprawy mają załatwiać na zewnątrz. Nie trudno jest zrozumieć po tak długim czasie poszczególne zdania. W końcu drugi kieliszek z winem ląduje przed nią, a ona może rozpocząć konsumpcję babeczki. Zatapia w wypieku widelczyk, odcina kawałek, nabija i wsadza do ust. Jaki element twarzy więc ją zdradza? Kiwa głową również, zerka na niego ponownie i ponownie nie trwa to długo.
- Zdarza się. To przyjemne miejsce i pełne bliżej nieokreślonego uroku, choć może w tym przypadku to zasługa kwiatów - odpowiada uprzejmie i kolejny kawałek babeczki, tym razem z owocem ląduje w jej ustach. Przeżuwa, rozkoszuje się smakiem i w końcu przełyka. Upija łyk wina. Od przypadków dużo rozmów się zaczyna.
- W co pan wierzy?


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James van Dijk
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Pon Maj 22, 2017 3:54 pm

Czy przejmował się innymi, czy zależało mu na tych którzy byli wokół? Być może. Sam nie umiał odpowiedzieć sobie na to pytanie. Z jednej strony czuł ten nieprzyjemny ucisk każący mu dbać o tych którzy go otaczają. W pewnym sensie dawał się temu uciskowi ponieść, w końcu zawsze był ktoś, kto chociaż na chwilę pozostawał wyżej w jego hierarchii - rodzice, uczniowie, ci nieliczni z bliskich mu znajomych. W rzeczywistości w swej beznadziei zawsze myślał bardziej o innych niż o samym sobie i właśnie to pchało go w stronę tak odbiegającą od jego własnych wartości. Nie chciał tego przyznać, jednak zawsze był bardzo podatny na manipulacje. Od dziecka w otoczeniu ludzi którzy zawsze trzymali wszystko w garści.
Zapewne właśnie dla tego ten niepozorny Holender był niemal całkowicie tak przypadkowym i losowym pionkiem w świecie jakim tylko się zdawał. Nie chciał być gdzieś indziej, poza. Ambicje przelane na niego przez źle dobrane autorytety już dawno wypłukała z niego kawa pita podczas długich nocnych badań. Był niemal przyjemnie szary w świecie tych, którzy chcieli być zawsze tym jednym wyraźnym kolorem.
- Wszystko i nic. Ludzi, otoczenie. Wszystko może być zawsze czymś nowym, jeśli tylko pozwolimy sobie na chwilę rozluźnienia. - Jakby na potwierdzenie swych słów podniósł wzrok sponad filiżanki kawy i zerknął na kłócących się Włochów. Każdy spontaniczny ruch ich rąk, słowo zupełnie dla niego niezrozumiałe wypływające wraz z kropelkami śliny z ich ust - lubił powtarzać sobie, że być może to pierwszy i ostatni raz kiedy ma przed sobą taki widok. Nigdy nie brał niczego za pewnik. Lubił delektować się chwilą. Niczym Degas czy Lautrec, dla których przypadkowa kobieta pochylona nad kieliszkiem była najpiękniejszym momentem jaki wówczas mogli zobaczyć i poczuć.
Na kolejne słowa kobiety, przeplecione dziwnie niewymuszoną, choć wystudiowaną manierą w głosie jedynie skinął głową. Wyraz jego twarzy balansował na granicy uśmiechu i błogości. Rzeczywiście kwiaty były piękne.
- Wiara to mocne słowo. - Odrzekł upijając łyk kawy, niewzruszony pytaniem, choć wiedział jak wielu ludzi w ich czasach przykładało znacznie więcej uwagi to takich spraw niż powinno. Jednocześnie od niechcenia obserwował kobietę jedzącą łakoć. - Wierzę w ludzi.
Dodał niezbyt szybko, raczej naturalnie. Wypowiedź jego brzmiała tak idealistycznie i prostodusznie jak tylko mogła, cóż jednak mógł powiedzieć, jak nie prawdę? Nie odwzajemnił pytania, pozwolił jej wybrać, czy chce podzielić się własną definicją wiary czy pociągnąć go nieznacznie język. Lubił pozwalać innym kierować rozmową, dawało mu to większe wrażenie autentyczności rozmówcy, nawet jeśli był on najbardziej wystudiowaną i nieoczywistą osobą jaką mógł spotkać.

_________________
With the weight of the world upon me I can’t hold my head up high
And I was running far away
Would I run off the world someday?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reine Delaunay
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Nie Cze 18, 2017 12:09 am

Nie chce wiedzieć czy rzeczywiście nie wie? Jak daleko jest w stanie sięgnąć wgłąb samego siebie? Reine zdaje sobie sprawę, jak to nieraz wygląda, w końcu jest w tym dobra - w odgadywaniu haseł, krótkich słów, intencji. Tak przynajmniej się jej wydaje, że tamto życie, co wiodła przed kwiecistym, obfitującym w wina i trufle obecnym, nauczyło ją wystarczająco. Nie czyta jednak w myślach, nie poznaje od razu charakteru, nie wieszczy, to wszystko zaledwie procentowe prognozy, które albo się sprawdzają albo nie. W większości jednak sprawdzają. I ona myśli o innych, gdyby nie myślała, nie byłaby tutaj, żywa i prawdziwa, czekająca. Na coś. Może na zwyczajny impuls, może na wiarygodny znak. Ale nawet i w tym czaił się egoizm, potrzeba czucia się istotną, bezpieczniejszą, mającą pewniejszy grunt pod obcasami. Może to dla niego był błąd, że uległ, usiadł, dał się pierwszej lepszej pozornie niegroźnej manipulacji. Może to dla niego był błąd, że taka zagrywka okaże się zaledwie wstępem do poważniejszych kroków. Tkwią w pozach, ona także, choć i w tej pozie, roli nowej jest coś szczerego.
Jej praca zdawała się być prosta; lawirowała pośród roślin, kwiatów, różdżka i kilka innych przyborów otwierało wrota, mniejsze sumy stawały się większe. Dobrze gra, teraz już z tą tożsamością jest bezpieczna i zdaje sobie z tego sprawę. Na razie. Nieznajomi potrafią być przecież uparci, zachłanni, potrafią próbować do ostatniego tchu, kiedy desperacja pcha ich na sam kraniec świata. A próby, przypadki bywają krzywdzące, bo tamte opowieści, których z taką uwagą słuchała, gdy była mała stają się prawdziwe. I ich skutki, dla oszustów, za pewnych siebie spryciarzy są opłakane. Reine nadal w tym świecie i w tych czasach jest przesądna.
- A starym? Proszę mi wybaczyć bezpośredniość, ale nie wygląda pan na kogoś, kto często bywa w tej części świata, choć możliwe, że źle zrozumiałam Pańskie słowa - odpowiada po chwili, widelczykiem odcinając kolejny kawałek. Zostaje tak na oko z trzy. Kolejny łyk wina zajmuje miejsce w jamie ustnej i znika.  Nieznajomy w jej jasnych oczach zaczyna przypominać anturium, zastanawia się nawet jak wyglądałaby jego twarz wśród tych kwiatów. Czyżby był to niepotrzebny wysiłek? Sznurek czy afrodyzjak kryje się za tymi zamglonymi oczami?
- Każde słowo może stać się mocne, o ile odpowiednio o to się zadba - kolejny łyk, kęs babeczki i poruszenie ramionami by nie miały czasu zdrętwieć. Drga jej nieco lewa powieka na tę odpowiedź, ale ponownie unosi wargi delikatnie, może odrobinę nagle zdystansowanego chłodu tańczy w jej jasnych oczach. - Ach. A skąd wzięła się Pańska wiara, o ile mogę spytać? Czy jest Pan jej wierny?
Kieruje więc nadal, prowadzi po swojemu, postanawiając jednak pociągnąć go trochę dłużej za język. Grzeczność wymieszana z odrobiną ciekawości uderza o ścianki kieliszka. Reine nie uznałaby tego wyjątkowego komplementu. Jest zbyt niekompletny.  W środku robi się głośniej, banchetto się przecież niedługo zacznie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James van Dijk
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Sob Lip 01, 2017 1:23 pm

W całym swym życiu, na każdej kolejnej ścieżce którą obierał mniej lub bardziej świadomie kierując się głosem kogoś wyżej - oddawał się rozmyślaniom, czy aby na pewno to jest właśnie to miejsce, ten czas, że właśnie tutaj a nie gdzieś indziej powinien się znajdować. Być może zbyt dużo już stracił na szukaniu czegoś, sam nie wiedział czego w głębi siebie. Teraz, z bagażem doświadczeń dźwiganym przez każdego niczym chrystusowy krzyż w katolickiej wierze, nie chciał zbyt dużo o tym myśleć. Czy chciał samemu sobie wmawiać, że teraz było dobrze, czy faktycznie tak było, czy był naiwny? Zbyt dużo krążyło za grubymi oprawkami szkieł pytań na które sam nie umiał sobie odpowiedzieć. Wiedział przynajmniej tyle, że pewien epizod miał już za sobą, a przynajmniej miał prawo tak sądzić. Czuł teraz, że nie wisi już nad nim to co niegdyś, dawało złudną nadzieję, że nie da się już więcej zmanipulować. Słusznie bądź nie - nie jemu było to decydować. Czasem to pewnie siły wyższe decydowały za człowieka. A przynajmniej w to skrycie wierzył.
Za filiżanką kawy, niemal już pustą, skrył cień ciekawości który narastał w nim z każdą chwilą spędzoną w towarzystwie tajemniczej kobiety. Nie była to jednak ciekawość każąca mu pytać o konkretne rzeczy, która sprawiała, że chciał znać najmniejszy, pozornie nieistotny szczegół. Raczej ciekawość nietypowa, taka która ogarnia nas gdy widzimy kogoś szczególnie interesującego na środku ulicy. Nie chcemy nagle podbiec i rozmawiać z tym kimś, wolimy chłonąć samą jej obecność.
- Dla mnie działa to w dwie strony. I ma pani rację, nie bywam tu często, raczej pozostaję uwięziony na wyspach, chociaż to właśnie ta część kontynentu jest mi bliższa - odpowiedział bez zająknienia, wyglądając przy tym ukradkiem za okno, zupełnie jakby parujące, powoli ciemniejące ulice Florencji miały dać mu coś, do czego skrycie tęsknił. Rzecz jasna tak stać się nie mogło, powrócił więc wzrokiem w stronę kobiety. Przytaknął jedynie na jej kolejne stwierdzenie, nie siląc się na zbędną odpowiedź. Nie lubił wciskać słów tam, gdzie wcale nie były potrzebne. Zauważył natomiast subtelną reakcję w jej twarzy, która nastąpiła po jego wypowiedzi. Pozwolił sobie nie zastanawiać się nad tym, co dokładnie mogła ona oznaczać.
- Pewne względy... filozoficzne. Każdy skrycie w coś wierzy, trzyma go to na powierzchni. A ludzie to dla mnie najprawdziwsza rzecz jaką znam, nawet pomimo masek fałszywości jakie przyjmujemy każdego dnia - zmiął w palcach serwetkę umoczoną już kropelkami czarnej kawy, zupełnie tak jak miął myśli w wypełnionych gorzkim posmakiem ustach - Wiara nie jest prostą sprawą, nawet ta najbardziej pospolita stale wystawia ludzi na próbę, jakże więc mógłbym być w zupełności wierny mojej własnej? Mogę jedynie starać się być.
Sam nie wiedział, czy pytanie to było w istocie retoryczne, czy może oczekiwał jakiejś odpowiedzi, reakcji, od... No właśnie, kogo?
Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że umknęła mu ta tak oczywista grzeczność, i nie przedstawił się kobiecie. Prowadziło to jednocześnie do tego, że sam nie znał jej imienia. Zmarszczył nieznacznie brwi. Właściwie sądził, że ta subtelna gra prowadzona poza czyjąkolwiek tożsamością była dla nich obojga znacznie wygodniejsza, niż automatyczne naklejanie sobie na czoła 'regułek'. Zdecydował więc nie przerywać tego i po prostu trwać dalej, dopóki czas mu pozwalał.

_________________
With the weight of the world upon me I can’t hold my head up high
And I was running far away
Would I run off the world someday?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reine Delaunay
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Sob Lip 22, 2017 11:40 pm

Takie rozmyślanie na dłuższą metę mogło szkodzić, sama wie jak te ścieżki potrafią komplikować życie, gdy człowiek chce nagle się cofnąć - zapewne nawet najbardziej sprawny zmieniacz czasu nie rozwiązałby odpowiednio tego problemu, a nawet, co gorsza, wprowadziłby więcej zamieszania. To miejsce i ten czas mogą być odpowiednie o ile wie, czego szuka, Reine podświadomie wie czego powinno oczekiwać od siebie i świata. Ale czy po to rzeczywiście sięga? Czy chce rozpamiętywać zabezpieczone zaklęciami wspomnienia? Może już nigdy jej noga nie postanie na zimnej ziemi Wysp Brytyjskich? Każdy dźwiga swój krzyż, choć kobieta nigdy nie pragnęła zostać męczennicą, wręcz trzymała się od kultów daleko, jedyne słowa podzięki kierowała do Matki Natury. Jeśli miałaby się zastanawiać nad tym, jakim wierzeniom byłaby skłonna zaufać to byłyby to tylko te stare, wręcz zapomniane zapiski pulsujące magią. Słowa tamtejszych bogów, które w obliczu mijającego czasu były podatne na unicestwienie. Czy jest naiwny? Powinien odpowiedzieć. Reine wie, że ona nie może taka być, więc na pewno taka nie jest. Czasy dziecięcej naiwności przeminęły. Czy aby na pewno? Manipulację łatwo jest ukryć, zasłonić barwnymi szatami, przekonać, że jest niczym więcej niż sugestią, radą. Zupełnie jak chwycenie róży za łodygę, gdy się zapomniało o kolcach - osoba, która ją wręczyła, mogłaby twierdzić, że sama o nich nie pamiętała. Reine dziwi się trochę, że mężczyzna się nie spieszy, ale nie dopytuje się, nie emanuje zaskoczeniem.  Każdy ma tajemnice, małe lub duże, które chowa głęboko w sakiewce, nie jest więc wyjątkiem od reguły. Lubi, gdy jego ciekawość nie jest zaspakajana? Czy ta ilość jej osoby jest wystarczająca? Czułby się lepiej, wiedząc, że niewiele mu oferuje swoim towarzystwem? Panią Delaunay by to nie zadowalało, gdyby była na miejscu nieznajomego. Kolejne kawałeczki wypieku znikają, zostaje ostatni i upija z kieliszka jeszcze, by zauważyć, że i jeden łyk jest do dyspozycji.
- I jak się panu żyje na wyspach? Nie dręczą Pana koszmary? - Spytała delikatnym głosem, dźwięcznym, idącym w stronę francuskiego. - Ponoć Wielka Brytania jest zimnym miejscem. Tak słyszałam.
Nie mówi mu wszystkiego, zręcznie udaje, zataja przecież nieistotne szczegóły. Florencja jest teraz jej domem. Udają, że w jej oczach zagrało zaledwie światło.
- To ciekawe, wręcz fascynujące - zdanie jest przemyślane, reszta babeczki znika, sięga po kieliszek. Zaczyna się zabawa, rozbrzmiewa muzyka na żywo, kobiety są porywane do tańca przez mężczyzn. Kwiaty pachną jeszcze intensywniej niż kiedy tutaj weszła. Wdycha ten zapach, rozluźnia się bardziej, chowa gazety do swojej skromnej torebki. - Ale czy w pańskim życiu nie było choćby jednego człowieka, który zachwiałby Pańską wiarę?
Wypiła resztkę, stara się nie wachlować twarzy dłonią. Patrzy mu prosto w oczy.
- Wiara może być tym, czym Pan chce. Poziom trudności zazwyczaj narzucamy sobie sami.
Nastąpiła odpowiedź. Reakcja w sumie także. Czy spodziewał się czegoś więcej? Do muzyków dołączają śpiewy widowni, nocne Włochy tętnią jeszcze bardziej życiem niż te dzienne.  Chyba tak dla ich dwójki jest lepiej. Bez imion i nazwisk. Choć, jakby się spytał, może odkryłby więcej? Ile czasu zostało?
- Proszę zjeść babeczkę. Jest dla pana, a zostawianie jedzenia jest niegrzeczne, zwłaszcza w The Red Garden Cafe - uśmiecha się całkiem przyjaźnie, choć ostrożnie.  Powinna się już pożegnać?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James van Dijk
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   Pon Sie 07, 2017 12:24 pm

James jednego był pewien - nie chciał wracać myślami do tego, co za było już za nim. Do wspomnień, które teraz były niczym więcej jak pustym słowem skrytym gdzieś w głębi umysłu. A przynajmniej póki było mu to dane, chciał jak najrzadziej do nich wracać. Każdy popełnia w życiu błędy, ich waga przy tym zawsze może być rozpatrywana indywidualnie. To, co dla jednego byłoby niczym innym jak drobną przeszkodą, dla kogoś może być sytuacją nie do przejścia. Nie zamierzał dywagować nad tym, jak duże były jego błędy. Kobieta siedząca naprzeciw niego, za której spojrzeniem kryło się zapewne wiele myśli z każdym kolejnym wymienionym przez nich zdaniem również miała swoje tajemnice. Każdy je ma. Nie mogło być inaczej. Nie czuł jednak tej palącej ciekawości, która dotykała człowieka zupełnie tak jak wtedy gdy otrzymał on niespodziewany prezent i niemal z boską celebracją odchylał rogi zdobnego papieru. Nie chciał wiedzieć więcej. Czasem po prostu potrzebował spokoju, obojętności. Jego towarzyszka, o tak wystudiowanej mowie i gestach była dla niego teraz niczym powiew świeżego powietrza, jakkolwiek trywialne było to wrażenie właśnie teraz, gdy znajdował się w ściskającej duchotą Florencji. Być może czyniło go to naiwnym, szarym, nudnym. Nie obawiał się jednak tych łatek.
- Ależ skąd. A chłód czyni je przynajmniej trochę bliże memu prawdziwemu domu - uśmiechnął się grzecznie, acz niewymuszenie. Wspomnienie Amsterdamu zawirowało mu w głowie i niemal zatęsknił za tym deszczem, zaskakująco odmiennym od tego bezustannie obecnego w Wielkiej Brytanii. Szybko jednak wrócił myślami do oblanej ciepłym światłem kawiarenki, w której powoli rozbrzmiewała muzyka a ludzie zaczynali swą codzienną zabawę. Przez chwilę przyglądał się pląsającym po parkiecie parom, które teraz zdawały się tak dziwnie odległe, niczym za pancerną szybą.
- Z pewnością był. Obawiam się, że nawet nie jeden - odpowiedział wreszcie, zerkając przy tym na swą towarzyszkę. Czuł jej spojrzenie, spokojne choć dziwnie świdrujące. W głowie pojawiło mu się kilka obrazów, które jednak szybko przepędził, skupiając się na filiżance, której ścianki pokryte były teraz osadem z kawy. Zbyt piękny był to wieczór by marnować go na rozmyślania nad tym czego nie da się zmienić.
- Być może lubię, gdy jest trudno - gwar stawał się coraz większy, śpiewy mniej lub bardziej melodyczne zaczęły odbijać się od ścian, a mężczyzna wiedział, że to znak nakazujący już niedługo zakończyć rozmowę. Spokój powoli rozpływał się w powietrzu ustępując miejsca wesołej zabawie. To był świat do którego nie należał.
Zerknął na łakoć czekający na niego na stole i skinął głową w podziękowaniu.
- Nie jadam słodyczy, nie mógłbym jednak odmówić, dziękuję - dodał, sięgając przy tym po filiżankę, w której niemal niczym swego rodzaju znak pozostał jedynie łyk kawy. Zimnawy już napój spłynął po przełyku, a pusta porcelana ponownie wylądowała na talerzyku. Wyjrzał za okno, niebo ciemniało coraz bardziej, i powoli zaczynało skrzyć gdzieniegdzie od pojawiających się gwiazd. Powinien się zbierać.
- Dziękuję bardzo za tę rozmowę, z pewnością umiliła mi pani to popołudnie. Niestety obowiązki czekają - jakże typowa grzeczność, cóż innego mógł jednak powiedzieć. We Włoszech miał pozostać jedynie chwilę, odebrać zamówienie i wrócić, i tak spędził więc tutaj znacznie więcej czasu niż planował.

_________________
With the weight of the world upon me I can’t hold my head up high
And I was running far away
Would I run off the world someday?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Florencja | The Red Garden Cafe   

Powrót do góry Go down
 
Florencja | The Red Garden Cafe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Maid Cafe
» Cafe "Cambio Dolor"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Reszta Świata :: Włochy -