Share
Go down

Bank Gringotta

on Wto Wrz 03, 2013 9:03 pm
First topic message reminder :

„Wejdź tu, przybyszu, lecz pomnij na los,

Tych, którzy dybią na cudzy trzos.
Bo ci, którzy biorą, co nie jest ich,
Wnet pożałują żądz niskich swych.
Więc jeśli wchodzisz, by zwiedzić loch
I wykraść złoto, obrócisz się w proch.
Złodzieju, strzeż się, usłyszałeś dzwon
Co ci zwiastuje pewny,szybki zgon.
Jeśli zagarniesz cudzy trzos
Znajdziesz nie złoto, lecz marny los. ”

—cytat, wygrawerowany na drzwiach.

Bank czarodziei, znajdujący się na ulicy Pokątnej. Pieczę nad nim sprawują gobliny.

Re: Bank Gringotta

on Nie Gru 10, 2017 2:51 pm
Zakończenie sesji pomiędzy Julie a Nathalie, z powodu zbyt długiego zwlekania z postami.
[z/t x2]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Bank Gringotta

on Nie Sty 21, 2018 12:34 pm
Wakacje powoli dobiegały końca, więc Andromeda wybrała się na drobne zakupy w Londynie, przy ulicy Pokątnej. Na co dzień przebywała w Hogwarcie i chociaż mogła w roku szkolnym odwiedzać rodzinę, to jednak wolała zostawać na miejscu i opiekować się uczniami jak przystało na dobrą nauczycielkę. Trochę było jej smutno, że tak niewiele osób na jej przedmiot, ale nic nie mogła na to poradzić. Czystej krwi czarodzieje od dawna pomiatali mugolami, sama dobrze o tym wie, bowiem jeszcze niedawno wyznawała te same zasady. Na szczęście opamiętała się i zrozumiała  wiele swoich błędów, których jej rodzeństwo i rodzina zaakceptować nie potrafili.
Dzień był wyjątkowo ciepły, więc pani Tonks ubrana była w letnią, błękitną sukienkę i zmierzała do banku Gringotta celem uzupełnienia swojej sakiewki. Rodzina ją wydziedziczyła i nie mogła korzystać już z dostępu do rodowej skrytki, a nawet i nie chciała. Miałą swoją własną razem z mężem i to zupełnie jej wystarczało. Jeszcze raz sprawdziła w torebce czy na pewno ma w niej kluczyk i uspokoiła się dopiero wtedy, gdy wymacała go w bocznej kieszonce. Na Pokątnej zawsze panował gwar, a najwięcej ludzi było właśnie w okresie końca wakacji, gdzie uczniowie uzupełniali zapasy, kupowali książki czy też dopiero rozpoczynali swoją przygodę z magią. Andromeda do dzisiaj pamiętała swoją pierwszą wizytę tutaj i to, że pierwsze co koniecznie chciała mieć, to różdżka.
Wyszła akurat zza zakrętu, gdy dostrzegła kogoś obładowanego po sam czubek głowy naręczami książek. Pokręciła z politowaniem głową, bo raz, że było to całkowicie niebezpieczne, z uwagi, iż szedł niemalże na oślep, to dwa, musiało mu być strasznie ciężko. Był czarodziejem i póki co,  znajdował się na terenie czarodziejów więc mógł spokojnie lewitować egzemplarze. Gdy nieco się zbliżyła zorientowała się, że jest to Liam Kicket, uczeń szóstej klasy, który uczęszcza na mugoloznastwo. Od razu poczuła ciepło wokół serca dla jego osoby. Zwolniła kroku, by młodzieniec mógł się z nią zrównać.
- Dzień dobry, Liam - przywitała się z Krukonem, a na jej ustach wykwitł pogodny uśmiech. To jedyna rzecz jaka różniła Andromedę od jej siostry, Bellatrix - ta pierwsza potrafił serdecznie się uśmiechać. - Nie powinieneś trochę odpocząć albo nie wiem... użyć jakiegoś zaklęcia? - zasugerowała wesoło. W końcu nie każdy uczeń myśli racjonalnie, a zadaniem pedagoga jest naprowadzić go na właściwy tok myślenia.

Re: Bank Gringotta

on Nie Sty 21, 2018 1:17 pm
Ból. Liam powinien już przywyknąć do zakwaszonych mięśni, a jednak pomimo upływu czasu nie potrafi. Ojciec od zawsze wyznawał zasadę,  iż młody, nastoletni chłopak ma nieskończony zapas sił, nie męczy się i może pracować fizycznie bez wielu przerw na łapanie oddechu. Do tej pory ojciec nie został uświadomiony błędu swojego rozumowania. Tak też w ten sposób Liam w wakacje był w ciągłym ruchu. Zanieś to cioci. Idź po ten dokument. Zanieś tę paczkę przyjaciółce matki, mieszkającej godzinę drogi stąd. Nie, Sowa nie może tego zrobić, nie ufam jej do tego stopnia. Dlaczego mam użyć zaklęcia, skoro możesz zrobić sobie spacer przed obiadem? Załóż czapkę, to nie będzie Ci gorąco. Kup teraz książki z listy. Jeśli nie będzie ich w księgarni,  teleportuj się do innej. Nie możesz jeszcze? Racja, użyj Fiuu. Ojciec zapomniał, że proszek się skończył.
Tak w ten sposób Liam posłusznie wykonywał polecenia ojca, nie mając odwagi zaprotestować. Nawet na myśl mu nie przeszło zbuntować się przeciwko słowu rodzica.  Zaciskał zęby i kursował,  chodząc przy okazji do pracy, by móc odłożyć swoje oszczędności na coś większego. Tak naprawdę to praca na farmie owoców pani Anderson była jedynym czasem, gdy Liam mentalnie odpoczywał. To, że wybór pracy padł na fizyczną był nieszczęśliwą koniecznością. Nigdzie indziej nie zatrudniają niepełnoletnich czarodziejów,  a przez długi czas przebywał w Irlandii.
Dzisiejszy dzień był tym, podczas którego panicz Kicket realizował zakup dwudziestu jeden książek. Nie do szkoły,  rzecz jasna. To materiał do biblioteczki matki. Tego lata zapragnęła skolekcjonować całą sagę kucharskich ksiąg. Dosyć ciężkich, w gwoli ścisłości. Dla kogoś takiego jak Liam było to wyzwaniem. Nigdy nie należał do wysportowanej populacji uczniów, ku niezadowoleniu ojca. Tato nie był zachwycony z chudych mięśni syna, tolerując jedynie talent umysłowy.  
Wracając do rzeczywistości. Ramiona Liama były sztywne. Skóra i mięśnie twarde w dotyku. Kark miał tak ociężały, jakby przysiadły tam dwie ogromne sowy. Niósł dwadzieścia książek, ledwie widząc nad nimi drogę.  Wiedział gdzie iść, lecz nie mógł przewidzieć potencjalnych dziur w chodniku. Modlił się w duchu, by na żadną nie trafił. W lewym ręku, dokładnie między palcem serdecznym a małym trzymał zwinięty i pognieciony pergamin z listą książek. Została jeszcze jedna pozycja do zrealizowania. Problem w tym, że Liam był już wyczerpany. Zapomniał wziąć ze sobą butelki wody,  tak się spieszył. Kątem oka zaobserwował rosnący przed nim budynek banku. Gdyby miał możliwości, wszedłby tam i dołożył drobne do skrytki, jednak zważywszy na okoliczności, niemożliwością było składanie teraz wizyty goblinom. Liam nie chciał wiedzieć co czekałoby go w domu za spore opóźnienia.
Zatopiony w walce z bólem mięśni, nie wziął pod uwagę, że ktoś może zechcieć zaczepić go na ulicy i zagadać. Wychowanie nie pozwalało zignorowania takiej sytuacji. Liam gwałtownie się zatrzymał. Bardzo gwałtownie, co wywołało intensywny protest mięśni ramion. W jednej chwili rozległ się głośny łomot spadających na chodnik książek. Liam nie podjął nawet próby złapania jakiejkolwiek w locie. Czuł silne odrętwienie kończyn górnych. Ledwie zdążył wypuścić oddech z płuc, gdy zauważył stojąca przed sobą nauczycielkę. Cóż za wstyd ! Fala palącego zawstydzenia objęła go od góry do dołu. Spojrzał z lękiem na leżące na chodniku książki.
-  Pani profesor!  Przepraszam, nic się pani nie stało??  - prawie to wykrzyknął, przełykając gulę wstydu. Chłopak miał problem, by spojrzeć pani Tonks w oczy. Gdyby mógł zapaść się pod ziemię, zrobiłby to bez wahania. Narazić się na taki wstyd przed nauczycielką mógł tylko on.
-  Naprawdę przepraszam panią. Zaskoczyła mnie pani. Proszę mi wybaczyć, już je zbieram.  - schylił się gwałtownie po tomiszcza.  Nie udało mu się stłumić jęknięcia bólu. Zacisnął mocno zęby, czując dodatkowy ból w żuchwie od siły.  Cóż to ma za znaczenie w porównaniu z zakwasami, które powinny minąć jakieś kilka dni temu. Pomimo grymasu na twarzy, Kicket pospieszył że sprzątaniem wysypanych książek. Układał je z powrotem w ramionach, oddychając przez nos z powodu wysokiego dyskomfortu. Teraz dodatkowo psychicznego. Składał książki i prostował w nich kartki. Będzie musiał się matce tłumaczyć. Liam nie miał odwagi spojrzeć pani Tonks w oczy. Dał sobie jeszcze chwilę, może wymyśli coś przez ten czas, by wyjaśnić swoją reakcję. Normalny człowiek nie rzuca książkami na widok nauczycielki. Szczególnie jednej z ulubionych.

Re: Bank Gringotta

on Czw Sty 25, 2018 7:02 pm
Andromeda czuła pewnego rodzaju poczucie winy, gdy młodzieniec upuścił książki, które walały się teraz po całym chodniku, a jedna nawet wylądowała niemalże na jej głowie, ale na szczęście w porę zdążyła nieco się przesunąć. Zerknęła na okładki niektórych z nich i zorientowała się, że nie są to podręczniki do szkoły. Były to bowiem książki kucharskie, uniosła nieco brew w geście zdziwienia, ale i pełna podziwu, że w tak młodym wieku pasjonuje się gotowaniem. To dobrze o nim świadczyło, bo znaczyło, że był bardzo kreatywny. Wszak kucharzenie wiąże się z pomysłowością i wyobraźnią. Martwiło ją tylko, że dźwiga tak wiele ksiąg, przecież mógł poprosić o przysłanie ich pocztą. Sowy z pewnością dostarczyły wszystkie bezpośrednio do domu.
- Mnie nic, ale widzę, że z tobą chyba nie jest zbytnio w porządku? - zaniepokoiła się nieco, widokiem zmarnowanego ucznia. Dźwiganie tylu książek, w dodatku dość mocno grubych, nie było zdrowe i stanowiło poważne niebezpieczeństwo dla niezbyt rozwiniętych mięśni.
- Za co mnie przepraszasz? - szczerze się zdziwiła, bo przecież ani nie rzucił w nią książką ani nie żadna nie spadła jej na głowę. Poza tym to w sumie jej wina, bo gdyby go nie zaczepiła, możliwe, że nic by się nie stało. Gdybanie nigdy nie miało sensu i w niczym nie pomagało, a wprowadzało tylko niepotrzebny chaos w życiu. Andromeda wiele miała tych 'gdyby' w swojej biografii, ale nie chciała po raz drugi do tego wracać i od nowa wszystkiego rozpamiętywać. Czuła potrzebę pomocy temu chłopcu. Bez chwili zastanowienia przykucnęła na chodniku i zaczęła zbierać książki z chodnika. Nieopodal zauważyła ławkę.
- Chodź, usiądziemy na ławce i tam sobie odpoczniesz. Nie mogę pozwolić, byś zamęczał się tymi tomiszczami - zwróciła się do niego pogodnie, biorąc od niego część książek. - W ogóle po co ci ich tyle? Chyba nie urządzasz przyjęcia dla całego Londynu, że potrzebne ci są te wszystkie przepisy? - dodała, delikatnie się uśmiechając. Zawsze była miła i serdeczna dla uczniów, w końcu spędzała z nimi dziesięć miesięcy, a kiedy przebywasz z kimś w jednym miejscu tyle czasu, nie można być dla siebie obojętnym czy nieuprzejmym. Poza tym lubiła tego chłopaka, był chyba z Ravenclawu i uczęszczał na jej zajęcia, co bardzo ceniła. Tym bardziej więc musiała mu pomóc i nieco ulżyć w bólu, który wręcz wypisany miał na twarzy.
___
mam słabą wenę, więc posty nie będą zbyt długie, wybacz :*

Re: Bank Gringotta

on Wto Cze 12, 2018 5:37 pm
Zakończenie sesji pomiędzy Liamem a Andromedą z powodu zbyt długiego zwlekania z postami.
[z/t x2]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Sponsored content

Re: Bank Gringotta

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach