Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Kącik z komnkiem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Kącik z komnkiem   Pią Sty 03, 2014 4:10 pm

First topic message reminder :

Jak sama nazwa wskazuje jest to kącik - niewielkie miejsce wygospodarowane specjalnie na umieszczenie kominka i jednej kanapy. Można tutaj odrobić lekcje w przyjemnej atmosferze albo po prostu spotkać się ze znajomymi, aby pogadać o wszystkim i niczym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Kącik z komnkiem   Pon Maj 29, 2017 4:45 pm

Taka postawa pozwoliła jej już dotrzeć do Giotto i zaistnieć w jego życiu, jednakże trzeba było mieć na uwadze to, że teraz, przy takiej roli i przy takim znaczeniu, jakie ma ta relacja dla Ślizgona, Macmillan może, a wręcz jest zobowiązana pomóc mu nad sobą popracować, by wykrzesać z niego jeszcze więcej pozytywnych emocji oraz nauczyć go żyć w spokoju i zgodzie. Oczywiście będzie potrzeba na to czasu, wiele jeszcze przed nimi, jednakże Gryfonka była teraz wręcz w obowiązku, by nauczyć go tego wszystkiego. I tu już nawet nie chodziło tylko o niego, ale również o nią - by przede wszystkim jej się łatwiej żyło z Giotto.
Była w wielkim błędzie sądząc, że nie jest uprzywilejowana we wszystkich sprawach dotyczących Giotto. Prawdę mówiąc, tylko z jej zdaniem się liczył tak naprawdę - Enzo nie był typem ani lidera, ani kogoś przemawiającego mu do rozsądku, najczęściej rzucał tylko luźne sugestie i dostosowywał się do tego, co chce robić starszy kuzyn, rodzice Nero byli zbyt zapracowani, by zwracać mu tyle uwagi, na ile zasługuje, w dodatku gdzieś tam z tyłu ich głów cały czas znajdowała się jakaś część żalu i smutku oraz bezsilności w sprawie starszego brata Giotto - ukrywali to, ale widać było, że nie są już tymi samymi ludźmi, jakimi byli jeszcze przed śmiercią Alaude. Dlatego też Charlotte, będąc tak naprawdę kimś nowym w tej grze - w końcu dotąd szóstoklasista nie miał dziewczyny, miała największe szanse, by wpływać w jakiś sposób na niego. Mogła tego nie widzieć, ale już teraz można było dostrzec, że jego ukochana to tak naprawdę jedyny powód, dla którego jeszcze nie wyruszył w tą podróż i poważnie zastanawia się nad tym, czy zrobi to w najbliższym czasie. Z czasem pewnie się o tym przekona, ale sama musi do tego dojść - nie ma szans bowiem na to, by Giotto przyznał się, że wywiera na niego aż taki wpływ i że ma aż taką słabość do niej. Owszem, wyznał jej miłość, ale to z potrzeby serca, istniały jednak jeszcze potrzeby dumy, a ona wyraźnie mówiła o tym, by nie wyjawiał jej takich rzeczy, bo byłoby to oznaką słabości, a może nawet sama Gryfonka dostrzegłaby szansę na zatrzymanie Ślizgona.
Nie myślał jednak o tym teraz, gdyż był pochłonięty zupełnie innym, dużo przyjemniejszym zajęciem. Całował ją zachłannie, momentami wręcz agresywnie, zwłaszcza, gdy już się położyła na nim i miał tak swobodny dostęp do jej całego ciała. Nie mógł się opamiętać, to prawda, ale Charlotte wcale nie pozostawała mu dłużna, a on z minuty na minutę coraz bardziej czuł satysfakcję i podniecenie, co tak naprawdę było już chyba tylko i wyłącznie złudzeniem, wszakże ekscytuje się tym zajściem od dobrych kilkudziesięciu minut.
Niemniej jednak wszystko co dobre, musi się też w którymś momencie skończyć i tak też się stało, gdy odsunęła się od niego po tej dłużej chwili namiętności i postanowiła ułożyć swoją głowę na jego klatce piersiowej. Prawdę mówiąc, to od czasu ostatniej wspólnej drzemki na błoniach, ta pozycja wydawała się być jego ulubioną. Różnica wzrostu, wagi i chęć bliskości niwelowały wszystkie niewygody takie jak wiercenie się jego ukochanej, czy też nieznaczny ciężar, jaki napierał na leżącego Giotto. Mógłby tak spać codziennie, oczywiście uprzednio całując się z nią dobre piętnaście min... godzin. Tak, zdecydowanie. Tyle by mu chyba wystarczyło, by nacieszyć się nią tego dnia. I następnego dnia powtórka, o tak, to by było cudowne.
Gdy Gryfonka ułożyła się już na nim, on zaczął delikatnie głaskać ją po główce, od czasu do czasu pozwalając sobie na chwilową zabawę jej włosami - przeczesał kilka kosmyków, zmierzwił je palcami, czy pokręcił nimi wokół wskazującego. Pytania się jednak nie spodziewał, bo było dość... zaskakujące. Ale poniekąd mógł się w sumie tego spodziewać - jeszcze niedawno rozmawiali przecież o przyszłości, a przynajmniej o ślubie, dzieciach czy wspólnym zestarzeniu się. Teraz przyszedł czas na bardziej przyziemne, ale jakże trafne pytanie.
Wolną rękę skierował za głowę, układając ją tak, by służyła mu za oparcie, ułożone na podłokietniku sofy. Złapał kilka oddechów i wydawał się mieć już wyrównany, jednakże jego serce dalej biło jak szalone, w głowie bowiem miał cały czas jedno i to samo - Charlotte. Czuł się nieziemsko, wszystko wydawało mu się być dużo lepsze, jaśniejsze i przyjemniejsze, niż jest w rzeczywistości. Nawet barnabas przestał działać pod wpływem tych endorfin, jakie kumulowały się w jego organizmie, a to wszystko za sprawą jednej dziewczyny, która tak mu zawróciła w głowie.
- Gdzie zechcesz - rzucił spokojnie, dalej gładząc ją dłonią po głowie. - Mój dom będzie zawsze tam, gdzie ty - dodał pewnie, nie siląc się na jakieś wyniosłe słowa, a na zwykły oklepany tekst. Jednak w jego mniemaniu wydawało się to być najprawdziwsze i najbardziej szczere, jakie tylko mogło by być. Nie był sentymentalny, nie miał zbyt wielu marzeń, w zasadzie, tylko jedno - chciał wrócić do niej cały i żyć z nią do końca świata. A to gdzie będą żyć: czy zostaną w Anglii, czy wyjadą gdzieś, czy będzie to miasto, czy wieś, to już nie miało dla niego żadnego znaczenia. Liczył się tylko fakt tego, że będą razem - on będzie miał przeszłość za sobą, a przyszłość będzie stała przed nim szerokim otworem i będzie miała dalej taki cudowny uśmiech, będzie tak świetnie całować i tak dużo mówić, jednocześnie zapewniając go wszystkim tym co robi, jak bardzo go kocha. To był jego plan - życie z Charlotte, wspólne życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Kącik z komnkiem   Pon Maj 29, 2017 7:35 pm

Na pewno w końcu Charlotte zabierze się i za to, chcąc nauczyć Giotto jak żyć w zgodzie ze światem, pokazać, że nie musi ciągle walczyć, że warto cieszyć się z drobnostek i dostrzegać pozytywy wszędzie, nie tylko tam, gdzie biły swoim wyraźnym kształtem niczym neony nocą. Na to wszystko jednak przyjdzie czas i cały ten proces będzie musiał być stopniowy. Była pewna, że każde wymuszanie na nim zachowań bez wcześniejszego oswojenia z nimi i dania możliwości chociaż chwilowego obcowania będzie miało efekt odwrotny od zamierzonego. Coś jej jednak mówiło, że koniec końców uda im się doprowadzić do momentu, w którym Giotto przestanie tak kurczowo trzymać się tego co pewne i stabilne, przemyślane i zaplanowane, a pozwoli sobie czasem na zwyczajne wyłączenie się, radość z tak błahych rzeczy jak ciepły wiatr czy zapach skóry w letni wieczór.
Z wizją nadchodzącej rozłąki chyba łatwiej było Charlotte żyć z myślą, że nie jest uprzywilejowana i wcale nie ma mocy sprawczej nad decyzjami Giotto. Wolała wierzyć, że chłopak liczy się z jej zdaniem tak jak liczył się ze zdaniem każdej innej osoby, to bowiem na chwilę obecną dawało jej jakiś stabilny grunt i brak jakichkolwiek myśli o tym by może jednak, w minimalny sposób, zmienić przebieg, czas, moment rozpoczęcia misji ukochanego. A nie chciała przecież wywierać na nim żadnej presji, nie chciała też aby myślał, że jest jak każda inna osoba, próbująca sprawić, aby Giotto grał jak mu zagrają. Bo wcale taka nie była i prędzej można było powiedzieć, że to ona robiła wszystko to, czego oczekiwać mógł od niej chłopak aby przypadkiem nie spróbował się od niej odsunąć, zamknąć w sobie. Tego nastolatka by nie zniosła, sama bowiem myśl o tym, że mogłaby go stracić była wystarczającą udręką, nie chciała przekonywać się jak by to było gdyby go rzeczywiście w pewnym momencie zabrakło.
Gdy już po kręceniu się i układaniu wygodnie na chłopaku znalazła idealną pozycję do jej głowy przyszła myśl odnosząca się do tego kiedy następny raz będą mieli okazję spędzić ze sobą tyle czasu sam na sam, kiedy będą mogli tak po prostu poleżeć i cieszyć się ze swojej obecności. Spodziewała się, że prędko to nie nadejdzie, dlatego też chciała w tym momencie nacieszyć się jego bliskością, tym, że był obok i nie było w obecnej chwili niczego ważniejszego niż to, że znaleźli dla siebie kąt po wszystkich wyznaniach, że nikt im nie przeszkadzał i nie próbował wszystkiego zepsuć. Nawet kotce Filcha należały się podziękowania, że nie pojawiła się jeszcze jako zwiadowca w celu późniejszego zaalarmowania woźnego ich nielegalnej obecności w tym miejscu. Chociaż czy nie mieli teraz ważniejszych zadań, w stylu wyszukiwania pijanych dzieciaków? Bo jeśli tak to Giotto i Charlotte mogli być spokojni, po takiej dawce czułości na pewno nie pozostało w nich nic z alkoholu, który przemycił ze sobą na bal Ślizgon.
Charlotte przymknęła oczy, skupiając się całą sobą na zabawie Giotto jej włosami, a także na jego oddechu, biciu serca i tym, co powiedział w pewnym momencie, wywołując na ustach brunetki uśmiech i poczucie spokoju, rozlewające się po każdym zakątku jej ciała.
- No wiesz, liczyłam, że masz już jakieś plany, a nie zwyczajne "gdzie zechcesz". Myślałam, że zaczniesz mi wymieniać wszystkie miejsca w których byłeś i w których chciałbyś zamieszkać, a ja udając wybredną pytałabym o każde miasto bądź wieś, zmuszając cię tym samym do rozwinięcia wypowiedzi i próby zobrazowania mi jak wygląda tamtejsza zabudowa czy natura. - prychnęła niby obrażona, chociaż po głosie można było rozpoznać, że wyłącznie droczyła się z Giotto, a jego odpowiedź w pełni ją usatysfakcjonowała. Nie oznaczało to jednak, że nie mogła pogadać, że nie mogła robić tego, w czym była najlepsza, uwalniając swój słowotok po dość długim czasie. - Zacznijmy więc od nowa, gdzie będziemy mieszkali? - zapytała jeszcze raz, na moment się unosząc aby spojrzeć na Giotto i posłać mu lekko złośliwy uśmiech, po czym powróciła głową na jego klatkę piersiową, palcami wystukując o obojczyk chłopaka jakiś nieokreślony rytm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Kącik z komnkiem   Sro Cze 21, 2017 2:53 am

Zakończenie sesji pomiędzy Charlotte a Giotto z powodu kończenia sesji w zamku.
[z/t x2]

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Kącik z komnkiem   

Powrót do góry Go down
 
Kącik z komnkiem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: VII piętro-