Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Kwatery Avellina Louvel

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
avatar
avatar


PisanieTemat: Kwatery Avellina Louvel   Sro Gru 31, 2014 9:39 am

First topic message reminder :

Pokój sypialniany oraz mały gabinet Avellina Louvel, znajdujący się niedaleko sali do Transmutacji oraz gabinetu prof. McGonnagall.


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
avatar

Przestępczość

PisanieTemat: Re: Kwatery Avellina Louvel   Sro Lip 27, 2016 12:37 am

Słowa są zbędne.
Nie potrzebuję zbitek głosek, sylab i odgórnie narzuconych znaczeń efemerycznych dźwięków, by uczynić świat – ten fragment podłogi, ten kawałek rzeczywistości, tę część Twojego umysłu – swoim. Słowa i wyuczone, puste frazesy pozostawię ludziom, którzy lubują się w ograniczeniu własnego potencjału, którzy nazbyt ufają mechanizmom obcych umysłów, niż własnym czynom i umiejętnościom.
Milczę więc, bo słowa są niczym.
Nie wypowiem swych życzeń i pragnień, gdyż wolę sięgnąć po nie własną dłonią, wyciągnąć w ich stronę swój umysł i wątpliwą duszę, przyciągnąć do piersi i trzymać weń z równą zaborczością, co własne serce, własne życie.
Czy z każdym wypowiedzianym życzeniem nie czujesz się słabsza?
Władza, którą nade mną sprawiasz jest pozorna i ulotna, nieporównywalnie słabsza od silnego mięśnia, który bije tylko i wyłącznie dla mnie. Obdarzyłaś mnie swym ślepym zaufaniem wierząc, że słowa Twe posiadają moc większą, niż jestem skory im dać.
Twoje słowa nie mają siły sprawczej, to mój umysł oddaje im znikomy ułamek swej potęgi, by nadać im znaczenie i moc. Co zrobisz, gdy postanowię Twe słowa obrócić w przekleństwa, gdy wypaczę ich brzmienie i wartość.
Podpisując naszą umowę, zniewoliłaś siebie samą.
Która niewola jest gorsza do zniesienia?
Myślę, że rola Eurydyki była Ci pisana.
Jesteś tak słodko zależna ode mnie, a ten delikatny i kruchy kryształ losu sama, własnowolnie wepchnęłaś w me dłonie. Ufasz, że wyprowadzę Cię z gęstego mroku Twych niepowodzeń, podążając za mną biernie. Moja sylwetka przysłania Ci cel naszej podróży - słońce, które umiłowało mnie, nie Ciebie. Gdy tylko jego promienie dotkną mej twarzy, bez namysłu doprowadzę do Twej zguby, Caroline.
- Pozostaje Ci tylko weń uwierzyć – skwitował beznamiętnie, ignorując ochotę przewrócenia oczami. - Wiara jest jedynym, co Ci pozostało, czyż nie?
Była niczym motyl dźwigający za sobą ciężar niesprawnych skrzydeł. Zniszczona, zdesperowana, lecz wciąż uparcie miotająca się pod jego wzrokiem, nieświadomie oczekując śmierci. Gdyby była motylem, byłaby ćmą. Lgnęła w końcu do ognia, poszukując ulgi w płomieniach zamkniętych pod jego skórą. Nie drgnął, czując dotyk jej dłoni na swoim karku, choć dotyk ów nie należał do przyjemnych. Miał nadzieję, że tkanka rozstąpi się pod jej dłonią, a jej istotę pochłonie pożoga.
- Nie jestem taki, jak Ty, Caroline – odrzekł bez zbędnego rozczarowania. Nie żałował. - Fortuna ofiarowała mi hojny dar, gdy zbawiła mnie umysłem odmiennym od Twojego.
Choć było między nimi tyle podobieństw, głęboko skrywane różnice wystarczały, by czynić ich bytami zupełnie od siebie odmiennymi. Po chwili zastanowienia wplątał dłoń w długie włosy dziewczyny, a gest ten zakiełkował w delikatności. Dopiero po chwili zacisnął pięść i odciągnął jej twarz od własnej, robiąc w przestrzeni między nimi miejsce dla jego tożsamości. Spojrzał w oczy ślizgonki.
- Nie pozwól sobie na tę naiwność, Rockers. Nie szukaj we mnie siebie, gdyż możesz się zgubić – mówił cicho.
Położył dłoń na mostku dziewczyny i odepchnął bezceremonialnie od siebie. Wyminął Caroline bez słowa, wychodząc ze swojej sypialni. Muzyka już dawno przestała grać, a do pokoju wtargnęło chłodne powietrze. Zauważył samotną ćmę odpoczywającą na kamiennej ścianie. Zbliżył się do owada i chwycił go, zgniatając kruche skrzydła między palcami.
Wyrzucił martwego motyla przez otwarte jeszcze okno.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Kwatery Avellina Louvel   Sro Lip 27, 2016 1:49 am

Słowa to moc.
Zaklęcia są zbitkami głosek, sylabami, które się przeciąga lub nie, dźwiękami które jesteśmy w stanie usłyszeć, a jeśli nawet nie są wypowiadane na głos to i tak krążą one w głowie. Słowa zaś połączone z muzyką to już rodzaj pieszczoty tak znakomitej, że aż nieludzkiej, oderwanej od tego nędznego świata. W swej naiwności jesteś na tyle arogancki, że ośmielasz się z taką niezachwianą pewnością próbować zburzyć coś, co budowałam od dłuższego czasu. Co więcej, śmiesz twierdzić, że choć część królestwa - o ile nie całe - będzie należeć do ciebie.
Milcz więc a to ja będę mówić, właśnie  w tym się lubuję. Najpierw są słowa, potem gesty a na końcu magia, tak prezentuje się mój system podchodów. Czy jesteś gotowy bym i do ciebie podeszła w tak fachowy sposób, bo nawet jeśli ty będziesz cicho to moje długie, przeciągłe słowne zaklęcia i tak do ciebie trafią i będą ci tkwić w głowie, wiercić dziury w mózgu. Nawet jeśli nie od razu.
Zbliż się, przyciągnij mnie bliżej, ulegnij tej pokusie, która niczym najsłodsza trucizna opanuje twe płuca, serce, splugawi duszę a jednak będziesz usatysfakcjonowany. Gdy już zaufasz swym instynktom, że o to sprawiłeś, że przestałam należeć do siebie, wbiję ci sztylet i przekręcę. Widok twych gasnących oczu będzie tym, co zachowam na dłużej.
Mam się znakomicie, świadomość, że osiągnęłam to, co chciałam jest wystarczająca. Nawet jeśli ten czas się kończy, a gdy już piasek całkowicie się przesypie na drugą stronę w klepsydrze to... czy po prostu nie rozejdziemy się? Nie pójdziemy własnymi, egoistycznymi ścieżkami, które zaprowadzą nas dokładnie, gdzie chcemy?
Ale jednak jest. Jednak władam nad tobą, choćby i w nikły sposób.
Czyż nie jest to upokarzające? Być w rękach gówniary?
Czyż nie powiedziałam ci, że ci nie ufam?
Nawet Królowa ulega przelotnym słabościom, które przecież nie mają większego znaczenia.
Przy tak nędznej wymówce czujesz się już lepiej? Przełknąłeś gorycz wymieszaną z uczuciem nienasycenia i niezadowolenia?
O trzeźwe myślenie nawet cię nie proszę, przecież doskonale wiem, że jesteś szalony, Głodzie.
Zrób to, wyzywam cię. Spróbuj sprawić, że te dwa kolejne życzenia staną się tą swoistą groźbą, którą rzucasz mi w twarz niczym najwytworniejszy z króli swej epoki, choć nigdy nie czułeś się dobrze w tak wytrawnych strojach. Nikt nie jest wolny, a już zwłaszcza ja, lecz w twych kajdanach nie tkwię.  Pogodzisz się z tym?
Nie jestem ani Eurydyką ani Słońcem, jestem Hadesem. I tyś naiwny Orfeuszu ze mną zawarłeś umowę i choć gotowa byłam ci dać twą ukochaną z powrotem, ty głowę straciłeś dla Słońca. Och, głupcze.
Kochanką ani bóstwem twym nie jestem, choć zdajesz się tak wiernie wierzyć we własne gorące zapewnienia, że dotknięta słodkim kwiatem czystego oddania podążam za tobą.  Tak bardzo chcesz się czuć mi potrzebny, być tym, który byłby w stanie wyprowadzić mnie z czegoś, co przecież jest mi tak bliskie?
W ciemnościach jest mi dobrze.
Czekam z niecierpliwością na twe marne niepowodzenia.
- Nie - odpowiedziała twardo, czując jak nieco drżą jej palce, jak suche staje się gardło. Nie byłaby w stanie być czymś tak małym i drobnym, też i ćma, która leciała w stronę ognia, wiedziała że w końcu i tak przyjdzie jej umrzeć w jego płomieniach. Ona nie doceniała ognia, wolała z nim igrać, czekając aż pokaże całego siebie i odsłoni się wystarczająco. Po jej paznokciach zostały półksiężyce, które lekko pulsowały jasną czerwienią.
- Nie jesteś - zgodziła się bez mrugnięcia okiem. Ledwo powstrzymała się od złośliwego śmiechu, który chciał się wydostać z więzienia na które go skazała. - Nie byłbyś w stanie mnie zrozumieć. Nie winię cię za twoją ludzką ignorancję.
Chyba właśnie znalazła grzech, który byłaby mu w stanie wybaczyć, przynajmniej dzisiejszego dnia.
Nie pisnęła, nie syknęła, jedynie przez jej twarz przebiegł krótki grymas, który stłamsiła, zagryzając dolną wargę aż do krwi. Zamrugała kilka razy pod rząd, zaciskając dłonie na swojej koszulce. Stała tak przez chwilę, patrząc w stronę drzwi w których zniknął by znaleźć się w swoim gabinecie.
Ruszyła się, czując już swoje paznokcie przebijające się przez cienki materiał ubrania i metaliczny posmak krwi w swoich ustach. Szła niespiesznie, w końcu to nie była duża odległość, aż w końcu stanęła w jego służbowym, oficjalnym pomieszczeniu. Pomieszczeniu należącym do oszusta.
- Jak możesz... jak możesz być taki głupi? - Zaczęła, nie siląc się na grzeczność. - Jak możesz podejrzewać mnie o to, że widzę w tobie coś, co choć trochę przypomina mnie? Nie chcę od ciebie niczego, oprócz tego, co jesteś mi winien. Nie prosiłam się ani o ten taniec, o to byś się o mnie zatroszczył, o żadną z tych bezsensownych rzeczy, które uczyniłeś. Skoro mną tak bardzo gardzisz to po co się tak zachowujesz? Skoro dla ciebie to nic to po co pytasz się mnie jakie mają znaczenie?!
Miała ochotę zacząć na niego wrzeszczeć, uderzyć, zamiast tego powstrzymała się od zbędnych emocji, które jedynie mogłyby zaszkodzić. I to nie jemu, ale właśnie jej.
Odpuściła. Poddała się. Ręce opadły.
- Czy zanim sobie pójdę, czy będziesz w stanie spojrzeć ze mną w gwiazdy, Rudolfie? Ostatni raz.
Dłonie, które zaczęły się trząść zostały schowane w kieszeniach jej spodni. Nie patrzyła w jego stronę.


I don't believe in anything, I'm just here for the violence
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
avatar

Przestępczość

PisanieTemat: Re: Kwatery Avellina Louvel   Sro Sie 03, 2016 7:46 pm

W istocie, Caroline, pochlebiasz mi.
Czy to iskry w mych oczach i żar w mych słowach wzniecają ten płomień emocji grający wściekle w Twym sercu? Czy aż tak bliskim Twej duszy się stałem, byś to właśnie widok mych zwłok chciała zachować w pamięci? Czy znajdujesz mnie wartym swych drogocennych słów?
Patrząc na Twoją młodą twarz, nie czuję upokorzenia. Nie czuję wstydu.
Zbyt pewien siebie jestem, by móc Twej naiwności i złudnej potędze pozwolić się onieśmielić. Swoją władzę nade mną zawdzięczasz tylko mnie – mej lekkomyślności i bucie. Zdążyłem już wyplewić to szkodliwe nasienie.
Zdajesz się, droga Caroline, widzieć we mnie szczeniaka trzymanego na smyczy.
Jesteś w błędzie. Moje kły i pazury są bronią wilka, a smycz, na której mnie trzymasz, jest wystarczająco długa, bym mógł skoczyć Ci do gardła.
Czy matka nie nauczyła Cię, byś nie igrała z ogniem?
Nie poparzysz się. Spłoniesz, gorejąc jasno, niczym pochodnia, na stosie, który budujesz sobie sama.
Spojrzał na dziewczynę przez ramię, wybuchając śmiechem, gdy już skończyła swą tyradę. Wyprostował się całkowicie, swą imponującą sylwetką zabierając spory kawał przestrzeni, w płuca wdychając sporą część powietrza, w oczach ukazując sporą część ciemności, która ziała w jego wnętrzu. Uśmiech, który zagościł na jego twarzy pozbawiony był rozbawienia i delikatności – był groźbą, ostatnim ostrzeżeniem, które emanowało również z jego gotowych do skoku mięśni, gdy powolnym, leniwym krokiem zbliżył się do zdenerwowanej dziewczyny.
Miał dość jej kaprysów i wybuchów emocji, miał dość infantylnej dumy, miał dość jej uporu, miał dość jej. Miał dość jej fałszu, jej grymasów, jej krzyku i obelg, miał dość jej prowokujących oczu i bladej twarzy, miał dość jej drżącego ciała, miał dość emocji pląsających po jej twarzy. Miał dość.
Zbliżył się do dziewczyny i pchnął ją na framugę drzwi, obok których stała.
Miał dość jej oporu, jej buntu, jej głupoty.
Jego przedramię naparło na krtań Caroline, grożąc brakiem powietrza.
- Droga Caroline – rzekł, a choć głos jego nie drżał od emocji, był tak samo mroźny, jak jej pierdolone skamieniałe serce. - Na Twoim miejscu schowałbym język za zębami, bo ktoś może Ci go wyrwać. Zamknij się wreszcie, dygnij, jak na damę przystało i umykaj, słodka żmijo, do lochów, zanim się Tobą zmęczę.
Naparł na dziewczynę mocniej, wpatrując się w jej pulsujące żyły. Miał ochotę rozgryźć jej gardziel, wyszarpnąć język własnymi zębami, wbić gołymi rękoma czaszkę w mur. Gdy zaczęła walczyć o oddech, odpuścił i odsunął się. Omiótł sylwetkę dziewczyny wzrokiem, a pogarda sączyła się z niego, niczym jad spomiędzy jej warg.
Kurwa, jaka ona była męcząca.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Kwatery Avellina Louvel   Sro Sie 03, 2016 8:25 pm

Już niedługo, nawet ty przestaniesz dostrzegać jakąkolwiek pochwałę w tym, co robię, chyba zresztą już teraz to robisz.
Nigdy nie będziesz kimś znaczącym dla mnie, nigdy nie zaznaczysz swym znakiem mojego zamku. Będziesz płakał z głodu, który będzie cię zżerał od środka. Będziesz płakał od niemożności podniesienia swego zapchlonego tyłka i zawalczenia o samego siebie.
A ja? Ja będę patrzeć, nie nakarmię cię, nie poddam ci pomocnej ręki, bo nie zasłużyłeś.
Przyczynię się do twojej ostatecznej klęski, choćbym miała za to słono zapłacić. Ale będę szczęśliwa. Będę się kurewsko długo śmiała, trącąc cię swoją nogą a ta młoda twarz... ta młoda twarz będzie zimna i wykrzywiona od swojej wewnętrznej pasji.
Mnie, mnie i mnie...  co za megalomania, nie znudziło cię już to? Ale niech będzie, sam dałeś mi broń do ręki, władzę i... jak się teraz czujesz? Mógłbyś o wiele więcej osiągnąć gdybyś ukazał się innej osobie.
Może pewnej rudej szlamie... chyba wiesz o kim mówię. Dawno jej w naszych rozmowach nie było.
Błądzisz we mgle mały szczeniaczku, który ma cień wilka. I co teraz? Rzucisz się na mnie? Pokażesz niby swoją domniemaną siłę? Wyciśniesz dwa ostatnie życzenia? Wyśmieję cię, nawet jeśli będę leżała w kałuży własnej krwi.
Oj, chyba słabo znasz mój ród. Nie wiedziałeś, że igranie z ogniem jest u Rockersów od pokoleń? To teraz wiesz.
Taki zuchwały, rzucający obietnice bez pokrycia... a co jeśli wpierw zostaniesz zamrożony? Wilk z lodu, niczym dostojna rzeźba w ogrodzie, odstraszająca złodziei.
Stała, czując... w sumie sama konkretnie nie wiedziała, co czuje, ale jego reakcja sprawiła, że z nerwów zagryzła sobie od środka policzek i po chwili poczuła metaliczny smak krwi. Po raz kolejny. Wyraz na jej twarzy nie był do końca jasny, oczy zaś niemalże płonęły lodowatym ogniem. Była rozżalona. Zła. Była zagubiona. Nie broniła się, nie stanęła w opozycji do Rudolfa Lestrange'a, gdy ten poruszał się niczym dzikie zwierzę.
Miała wiele rzeczy dość. Dość wspomnienia tańca, pomocy którą od niego przyjęła. Dość tego, że pozwoliła sobie na zaśnięcie na jego łóżku i że praktycznie obudziła się w jego objęciach. Dość jego pychy i lekceważenia jej osoby. Dość jego gierek i zasadzek, które kryły się wszędzie. Ale przede wszystkim dość swojej słabości, tego, że jednak się odezwała, że dała się ponieść. Teraz za to płaciła, a cena ta miała nieprzyjemny, kwaśny smak.
Gdy ją popchnął, cień przeszedł przez jej twarz, a framuga dotknęła jednej z pamiątek na plecach dziewczyny. Syknęła. Spoglądała w te ciemne znienawidzone oczy, nie mogąc złapać oddechu. Zacharczała, nie sięgając po niego swoimi rękami, brzydząc się dotknięcia jego osoby. Kiedy się w końcu odsunął, zgięła się w pół i zaczęła kaszleć, po czym łapczywie chwytać powietrze. Po chwili się wyprostowała i otrzepała, a część ciemnych włosów przysłoniła jej lewe oko, twarz zaś rozjaśnił paskudny uśmiech.
- Doprawdy? Doprawdy Lestrange? Wyjaśnijmy sobie najpierw coś, zanim odejdę. Nigdy... nigdy więcej nie waż się mówić do mnie po imieniu, bo gdy tylko to zrobisz, obiecuję, że moim drugim życzeniem, będzie coś, co ci się naprawdę nie spodoba - wysyczała przez zaciśnięte zęby, po czym zrobiła kilka kroków w jego stronę i z całej siły strzeliła mu z liścia. Nawet jeśli przez to zaczęła boleć ją ręka, to czuła, że było warto. - Nigdy ci tego nie zapomnę, zapłacisz mi za to, a ja dotrzymuję obietnic.
Odwróciła się na pięcie i opuściła jego gabinet, czując jak coś dławi ją w gardle.
Chyba już dawno nie czuła się tak upokorzona.
Trzasnęła jego drzwiami, zapominając nawet o tym, że w środku została jej torba.
Różdżkę na szczęście miała przy sobie.
[z/t]


Odzyskanie wszystkich PŻ dzięki eliksirowi.


I don't believe in anything, I'm just here for the violence
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
avatar

Przestępczość

PisanieTemat: Re: Kwatery Avellina Louvel   Nie Sie 07, 2016 9:59 pm

Wysiłki Rockers budziły w Lestrange'u zaledwie niesmak. W jej poddańczości, w jego przewadze, nie mógł doszukać się satysfakcji. Wmówił sobie, że po prostu pożądał więcej. Pragnął wyrwać powietrze z jej płuc, pragnął skraść ostatnie uderzenie jej serca, chciał splamić swe dłonie ostatnią kroplą jej krwi.
Jej ból nie był wystarczający, to wszystko.
Gdy w końcu się odsunął, było to z wyrazem pogardy i obrzydzenia, który oszpecał jego twarz. Spoglądał na krztuszącą się dziewczynę, jak na wierzgającą pomiędzy jego palcami ćmę.
Gdy wreszcie się wyprostowała, z wymuszonym uśmiechem łapiąc w locie ostatnie skrawki swej podartej na strzępy godności, na jego twarzy widniał już tylko wyraz uprzejmego zainteresowania, który jednak nie mógł zagościć tam długo. Pieczenie rozeszło się po policzku z prędkością równej rosnącej wściekłości.
Gdy dziewczyna próbowała dumnie go minąć, chwycił ją za nadgarstek. Wystarczająco mocno, by mogło ją to zaboleć. Wystarczająco, by na jej nadgarstku mogły nad ranem zakwitnąć sine pąki, pachnące upokorzeniem i dyskomfortem.
- Teraz Ty mnie posłuchaj, mała, arogancka dziwko – wysyczał przez zęby prosto w twarz ślizgonki, którą przyciągnął do siebie. - Dobrze ci zrobi, jeśli zaczniesz zapamiętywać moje słowa. Jeszcze raz okażesz mi tak wulgarny brak szacunku i wyrwę Ci język, po czym wepchnę Ci go głęboko w gardło i będę patrzeć jak dusisz się własną głupotą.
Pozwolił, by jego paznokcie wbiły się we wrażliwą skórę, a w dół jej rozwartej dłoni popłynęły leniwie wąski stróżki krwi. Nie wypadało czynić szkód tam, gdzie mogłyby zostać z łatwością zauważone.
Odwrócił się i wrócił do swojego biurka, nie odwracając się, gdy usłyszał za sobą trzask drzwi. Spojrzał beznamiętnie na torbę leżącą obok jego krzesła. Cóż. Równie dobrze może ją spalić.
Najpierw, jednakże, miał pewne rzeczy do zrobienia.

//zt


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar


PisanieTemat: Re: Kwatery Avellina Louvel   Nie Sie 07, 2016 10:17 pm

Rudolf Lestrange: -3 PŻ (pulsujący policzek), +5 PD
Caroline Rockers: -6 PŻ (bolący nadgarstek i gardło), +4 PD


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Kwatery Avellina Louvel   

Powrót do góry Go down
 
Kwatery Avellina Louvel
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
 Similar topics
-
» Gabinet i prywatne kwatery profesora OPCM
» Dziennik C. [w posiadaniu Avellina Louvela]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Piętra :: VI piętro-
Skocz do: