Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next
avatar
avatar


PisanieTemat: Korytarz   Sro Sty 29, 2014 10:39 pm

Korytarz na III piętrze, taki jak każdy inny w Hogwarcie - gdzieniegdzie rzeźby i posągi. Na ścianach obrazy, na nich z kolei ruszające się postacie zajęte swoimi sprawami. Gdzieś nawet stoi zbroja, przy której ma się wrażenie, że porusza się za Twoimi plecami.


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Lis 03, 2014 6:49 pm

Jako prefekt, Dasza miała aktualnie dyżur na częsci II oraz III piętrze. Tak dogadała się ze Ślizgonką, która raczej nie była zadowolona z tego, że mają patrolować korytarze razem, więc rozdzieliła im obszary patrolu. Dasza zaczęła najpierw od III piętra, przechadzając się spokojnym krokiem wzdłuż ścian.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Lis 03, 2014 10:17 pm

Noc, noc, noc, w której wszyscy spali, w której wydawało się nam, że drzemie cały świat, który tak łatwo było nam dograć do swojego trybu życia - no wiecie, w końcu niby to słońce nas powołuje do życia, kiedy wstaje, to wstajemy razem z nim... no, może czasem później, bo kto by się zrywał o 5 rano w letnie poranki. Jednak teraz mamy zmrok, ciemność, tylko pochodnie płoną na zimnych, surowych ścianach, cienie tańczą w teatrzyku nie do pojęcia, przyprawiając o gęsią skórkę i wzmagając ją, kiedy stawaliśmy przed miejsce, w którym nie widzieliśmy, czy w podłodzeni nie ma dziury, czy nie wejdziemy w przepaść, a może zaraz trafimy na balkon i z niego spadniemy, przechylając się przez barierkę? - tylko dlatego, że nasz wzrok, ten ułomny, ludzki, nie był w stanie przeniknąć przez kurtynę mroku, jaka osnuwała padół podczas panowania Luny na granacie firmamentu, teraz osłoniętego w większości chmurami. My po prostu nie jesteśmy stworzeni, by błądzić o tej porze po zaułkach domów, ulic, czegokolwiek - potrzebujemy światła i blasku, aby móc odbierać świat najważniejszym dla nas zmysłem - wzrokiem. Byli jedna ci, dla których pojęcie "życia" i "wstawania" rozpoczynała się dopiero, kiedy my kładliśmy się spać i ci, co czyhali na takich niemądrych, na Dzieci Słońca, którzy nie mieli instynktu samozachowawczego i chodzili tam, gdzie nie powinni. Czy Ty, Daszo, miałaś jakiś wybór? Sama chciałaś zostać prefektem, zdecydowałaś się na to z własnej woli, więc musiałaś teraz wypełnić obowiązek w zamian za ułatwienia, jakie ofiarowywał ci ten tytuł.
- ... jest śmieszny... - Usłyszałaś męski głos, wyraźnie dorosły, na pewno nie należał do żadnego z uczniów. Zaraz potem było głuche tąpnięcie, które zamarło w bezruchu chłodnego powietrza dryfującego pośród naszych sylwetek, niby dla wszystkie to samo, a jednak zawsze się wydawało, zupełnie, jak z trawą, że po drugiej stronie płotu było o wiele lepsze. - W porządku. Będziesz jego szpiegiem, skoro tak bardzo chce... Cieszę cię, że wreszcie cię zmusił do współpracy ze mną... - Z ironicznego tonu zmienił się na słodki, wręcz uwodzicielski - nie mogłaś dostrzec sylwetek w śród mdło tlących się pomarańczą płomieni - musieli gdzieś stać za rogiem, w oddaleniu zresztą, ledwo mogłaś te głosy dosłyszeć. - Szkoda, że był na tyle naiwny, że sądził, że nie zauważę jego pojawienia się... Wreszcie jest trochę pikanterii w tej grze... Podniecające, nie uważasz?
Ktoś wyraźnie odpowiedział, ale na tyle cicho, że nie byłaś w stanie rozróżnić słów - zlały się ze sobą w jeden potok, krótki i zwarty.
Jeszcze jedno plaśnięcie, kolejne tąpnięcie i zduszony oddech, po czym wszystko zamilkło...

Oparłeś się, ciężko oddychając, o parapet okna, zagryzając zęby, próbując wstrzymać dech, który szalenie ciążył na klatce piersiowej, czując krew spływającą po rozciętej wardze, którą czym prędzej zebrałeś krańcem języka. Pochyliłeś się, zamykając oczy i próbując zebrać z ciała resztki adrenaliny, która teraz rozpływała się na boki i pozostawiała dziwne wrażenie pustki i kompletnego wycieńczenia - odechciewało się wszystkiego w takich momentach, kiedy ptak uważający się za dzikiego, nagle został łapany w klatkę i związywano łańcuchem jego skrzydła, przypominając o tym, że on nigdy wolnym przecież nie był - od urodzenia wisiało nad nim widmo przeznaczenia, od czasów, które wyrzucił z pamięci, nosił na swej nodze obręcz, obwieszczającą przynależność do właściciela, nawet jeśli była niewidoczna, to miała się pojawiać w chwili... wyglądało na to, że właśnie w tej chwili. Opętany wszystkimi doznaniami, gniewem, nienawiścią, bezradnością, opierając czoło na szybie, na której podwijały się pojedyncze, czarne kosmyki twych włosów, nie słyszałeś nawet, jak ktoś się zbliżał - pozostałeś tutaj sam i wydawało ci się, że już tak pozostanie - ty i ta cisza - samotność, która była najlepszą przyjaciółką - zawsze cię wysłuchiwała, zawsze była, a co najważniejsze - zawsze milczała. Ach, jeszcze Luna, jakże mógłbym o niej zapomnieć? Daruj, Sahirze, ale ona chyba nie miała dziś ochoty oblewać stalowym blaskiem twej głowy, nad którą ciążył nadmiar myśli. Kryła się za ciężką pierzyną chmur.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lis 04, 2014 12:12 pm

Dasza spacerowała po korytarzu. Tutaj nic się nie działo, ledwo co i raz przeszedł jakiś uczeń, zmierzający do swoich dormitoriów. Dziewczyna miała zamiar zejść za jakiś czas na dół, na II piętro, aby tam skontrolowac czy nic się nie dzieje. Gdy już ruszyła w kierunku końca korytarza stanęła jak wryta, słysząc jakiś głos. Zatrzymała się, bo nie był to głos żadnego z uczniów, raczej dorosły, męski. Rozmawiał z kimś, choć drugiego głosu wcale nie słyszała, ledwo jakieś szmery. Miała patrolować i karać uczniów za jakieś wybryki niezgodne z regulaminem, ale nie powinna wtrącać sie do rozmowy dorosłych. Zwłaszcza, że.. rozmowa nie brzmiała przyjemnie.. Miała wrażenie jakby ktoś kogoś zastraszał i to raczej owy męski głos, który słyszała wyraźnie był dominujący. Co ona by tak wskórała? W końcu rozmowa zakończyła. Niepokoiły ją tylko dziwne odgłosy, które tej rozmowie towarzyszyły i to, że słyszała odgłos oddalających się kroków, ale tylko jednych.. Postanowiła iśc sprawdzić, w końcu i tak szła w tamtą stronę. Szła powoli i gdy w końcu wyłoniła się zza rogu ujrzała sylwetkę, której spodziewała się tutaj najmniej.
- Sahir? - zapytała, przyspieszając kroku. Nie wyglądał bynajmniej na beztroskiego ucznia, który przechadza się po korytarzu. Widziała jak pochyla się, że ma zamknięte oczy i próbuję nadać swojemu oddechowi spokojne tempo. Znalazła się tuż przy nim.
- Sahir, wszystko w porządku? - zapytała z nutą troski, choć widziała, że raczej wszystko w porządku nie było. - Co się stało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lis 04, 2014 3:10 pm

Nic do Ciebie nie wracało, choć mówiono, że świat rządzi się prawami równej wymiany - kłamcy, jak mogli tak mówić? Nie powinno się zasłaniać wrażeniami, jakie dostarcza nam dzieciństwo, że w tym swiecie jest jeszcze szansa na przetrwanie i ocalenie skrawka dobra - niech on tkwi, zgoda, nie pozbędziemy się go doszczętnie, mimo wszystko jest nadzieja, że promienie słońca nigdy nie znikną, ale niech one nie plączą się wokół Ciebie, niech dadzą ci wreszcie spokój i zapewnią spokój - to jedyne, czego pragniesz. Kiedyś marudziłeś samemu sobie, podupadałeś, że pragniesz poznania, że nie chcesz być sam, zaś teraz? Teraz było ci to obojętne, świat się toczył, jak toczył, przypomniałeś sobie, co znaczy uśmiech, jak się uśmiechać, nawet jeśli wciąż był to uśmiech kogoś, kto nie dostrzega prawdziwej wartości radości - och, ty w końcu nie potrafisz dostrzec jakichkolwiek uczuć. Zblazowany, wypłowiały, nijaki - Czarny kot chodzący swoimi własnymi ścieżkami, o którym ludzie mieli tyle pojęcia, co o swym życiu w pierwszym roku. Nie były to nawet wspomnienia. Był to tylko cień, ta sama ciemność, która kochała nas łapać w swe ramiona każdej kolejnej nocy i ogarniała, kiedy tylko odważyliśmy się wyjść z kręgu światła - powabna i kusząca, przecież chowała w sobie tajemnice, a te zawsze nas przyciągały do siebie jak ćmy do płomienia.
Zadrżałeś - opierasz całe przedramię na parapecie, powierzając mu cały swój ciężar, już bardziej zgiąć się nie możesz, wisisz tak nad ziemią przechylony w pół, drugą objąłeś się na brzuchu, chociaż nie miałeś ochoty już nawet stać. Może usiądziesz?
Sahir..? - Dobiega do Ciebie miękki głos gdzieś z boku - wynurzony z przestrzeni własnego umysłu, dzielenia tego, co było rzeczywiste, a co ci się śniło (nie będziesz się więcej oszukiwał, to nie był sen, nawet jeśli takim się wydawał), usłyszałeś w końcu czyjeś kroki - no ba, przecież doskonale wiesz, czyje to kroki były, do kogo należał ten głos - co ona tutaj robiła..? Przecież... ach, jest Prefektem, więc musi pilnować, żeby właśnie tacy, jak ty, nie zabawiali nocami na korytarzach... Jaka bujda, ty miałbyś nocą siedzieć w swoim dormitorium? Zazwyczaj trafiałeś do niego po północy, przecież każdy by ześwirował, gdyby dzień w dzień kazano mu siedzieć w jednym pomieszczeniu i w nim wszystko robić, nie pozwalano nawet wyjść na dwór. Twój organizm jest przez to coraz bardziej zajechany, prawie w ogóle nie śpisz, zastanowiłeś się nad tym chociaż przez chwilę?
Obróciłeś głowę, odsuwając ją od szyby, żeby mieć niewiastę w polu widzenia - podeszła tak blisko, a ty byłeś już taki głodny...
- Daj mi swojej krwi. - To... nie brzmiało miękko, jak zwykły Sahir, który zwykł z Tobą, Daszo, spędzać czas - to brzmiało tak samo władczo, szorstko, jak ten, który mierzył się różdżką z pamiętną Ślizgonką na błoniach, w dodatku był wyraźnie zniekształcony, ściśnięty, jakby czarnowłosy ledwo był w stanie wymówić te słowa. - Albo stąd uciekaj. Już. - W umyśle wciąż jeszcze dudniło od uderzenia, czułeś jak po rozciętym policzku od pierścienia powoli spływa krew, będzie piękny siniak, jeśli się nie zregenerujesz i nie opatrzysz - jak masz się pokazać na lekcjach w takim stanie? Chwila, bywałeś już w gorszych, przynajmniej fizycznych, o wiele gorszych... Dlatego nie zamierzałeś pchać się do Skrzydła Szpitalnego.
Patrzyłeś na nią, a w twoich oczach nie było ani cienia spokoju, łagodności, lśniły niemą groźbą, chłodne jak sam księżyc na niebie, bił z nich zwierzęcy blask, z którym nie można było dyskutować i jeśli ktoś miał gram zdrowego rozsądku oraz instynkt samozachowawczy, gnałby co tchu, uciekając przed bestią, która wykraczała dalece poza pojęcie bezmyślnych stworzeń - w końcu który człowiek chciałby się spotkać łeb w łeb z rozeźloną istotą, której pożywieniem byli właśnie ludzie? Lecz on dawał ci szansę. Masz dwie opcje, Daszo. Drżał, zaciskał palce na chłodnym kamieniu parapetu, na swoim ubraniu, nawet nie mrugał, przenikając całe twe jestestwo spojrzeniem, tutaj już nie było walki o stanie, tylko o to, by nie rzucić się jej do gardła, teraz, zaraz, natychmiast. Bo to niby robi różnicę, gdy robimy coś dobrowolnie, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Lis 05, 2014 12:30 am

Przyglądała mu się z coraz większym przerażeniem. Po policzku spływała mu krew, a sam Sahir wyglądał jakby za chwilę miał zejść, ledwo stał, z pochyloną głową, z ciałem zgiętym wpół, prawie wisząc nad ziemią, oddychając ciężko.. Patrząc na niego Daszy niemal zmroziło się serce. To jednak nie było najgorsze. Gdy w końcu spojrzał na nią nie zobaczyła oczu, które zapamiętała, o nie.. Tych głębokich, spokojnych oczu, które z taką starannością rysowała. Pozbawione były jakiegoś ludzkiego wyrazu, wyglądały bardziej zwierzęco, groźnie.. bardzo groźnie. Cofnęła się dwa kroki, zastanawiając się szybko co robić. Wcześniej chciała podejść i pomóc mu, ale w tym momencie odezwał się. Jego głos dopełnił całego obrazu. Dasza przypomniała sobie coś, co kiedyś powiedział, gdy sama stwierdziła, że nie ma powodu, by bać się spędzać z nim czas. Teraz pokazał to swoje drugie oblicze, to zwierzęce, które ukazywało jego głód, pragnienie i.. tą bestię w nim, jak sam kiedyś stwierdził. Daj mi swojej krwi. Jakie to musiało być uczucie skoro takie osoby tak bardzo jej pragnęły, że przestawały racjonalnie myśleć, pchane pragnieniem? Co miała robić? Rozsądniej byłoby uciekać, tak jak radził Sahir. Ale jakże mogła zostawić go w takiej sytuacji? Zostanie tutaj i samemu wystawianie się jak na talerzu (cóz za trafne porównanie, prawda?) byłoby cokolwiek nierozsądne. Nie znała się na wampirach, ujmując to tak kolokwialnie, nie wiedziała do końca co mogłoby się stać, gdyby spełniła jego pierwszą prośbę.. Albo rozkaz. Wziąłby trochę? Na pewno nie. Widziała, że pragnienie panuje nad nim, że teraz on jest sługą, a ono panem. Nie mogła ruszyć się z miejsca, biorąc głęboki oddech. Postanowiła przynajmniej cokolwiek do niego powiedzieć, najwyżej później będzie uciekać.. lub będzie miała kłopot.
- Spokojnie, na pewno radziłeś sobie w takich sytuacjach lepiej - stwierdziła, ale głos nieco jej drżał. Miała wrażenie, że próbuje oswoić niedźwiedzia, o zgrozo! Ale w zasadzie czyja krwią żywił się na codzień? Musiał sobie radzić, dlaczego teraz jest w takim stanie? - Musisz iść do Skrzydła, ledwo trzymasz się na nogach - miała ochotę podejśc i pomóc mu stanąć pewniej, ale przecież nie mogła tego zrobić! Niemal pchała się w paszcze lwa z własnej woli..
- Przecież nie zrobisz mi krzywdy - powiedziała cichutko, niczym podmuch wiatru, nie wiedziała nawet czy ją usłyszał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Lis 05, 2014 1:07 am

Spoglądacie na siebie wzajem, nic nie przeszkadza temu kontaktowi, nikogo nie ma na pustym korytarzu, jedynie Wy w towarzystwie własnych cieni i tych, które rzucały ściany, w których wydrążono miejsce na szyby, aby wpuszczać blask tej Panienki, która akurat królowała w niebiosach, udowadniając swoją wielkość i wspaniałość. Rósł w niej strasz, który doskonale odbierałeś. Zaczynał odlepiać twoją świadomość, obszytą grubą nicią tworzącą bezpieczną twierdzę, wrzeszczał wręcz o prawidłach natury, którym się tutaj oboje poddawaliście, a ty niepotrzebnie z nimi walczyłeś - wycofała się tak, jak powinna była, ale czemu nie uciekała? Głupi ludzie, sądzą, że skoro codziennie wyglądasz normalnie, to wszystko jest okej, prawda? Takim chciałeś się wydawać, bo i chciałeś być jak najnormalniejszym chłopakiem, który nie musi się martwić tym, czy dzisiaj ktoś w klasie nie okaże się ranny, albo jakaś niewiasta nie będzie przeżywać comiesięcznego problemu, przyprawiając cię o szał, gdy musiałeś się powstrzymywać, by nie rzucić się do gardzieli. A widziałeś ten obrazek przed oczyma niemal codziennie. Ty i morze krwi, ty i same trupy dookoła, coś, co wewnętrznie cieszyło, czego pragnąłeś i zarazem to, co brzydziło i co próbowałeś z całych sił odepchnąć. Kto by pomyślał, prawda? Ten z rzadka uśmiechający się, spokojny ponad wszystko Krukon unikający zbyt szerokiego grona towarzyskiego.
Uczucia Daszy, które malowały się w jej zwierciadłach duszy, tylko bardziej cię rozwścieczały, jej zapach zachęcał, by wreszcie cię poruszyć, warknąłeś dziko, obracając głowę i próbując ze wszystkich sił zebrać się w sobie, jak zawsze, bo przecież zawsze się to udawało. Problem w tym, że tym razem wcale nie chciałeś się powstrzymywać. Próbowałeś przemawiać do swego rozsądku i osobowości, ale ten głos wydawał się taki słaby - ty po prostu chciałeś złapać tą dziewczynę i przycisnąć usta do jej szyi, chciałeś ją skrzywdzić, bo jej nienawidziłeś - była twoim wrogiem tak, jak wszyscy inni.
Gabriel miał rację. Zawsze wiedziałeś, że świat cię nie zaakceptuje, że wszystko jest pięknie i ładnie, dopóki słowo "wampir" pozostaje abstrakcyjnym pojęciem, nie mających wielkich powiązań z rzeczywistością. "Aha, jesteś wampirem? Okej." Możecie się nadal przyjaźnić, gadać ze sobą, bo przecież jesteś całkowicie normalny. Dlaczego wszystkim się wydaje, że kiedy widzą piękny medalion, zawsze ma on tylko jedną stronę, nawet kiedy mówisz im prosto w twarz, że powinni lękać się tej drugiej - oni sądzą, że ona nie istnieje, że jej nie ma - świadomość tego sprawiało, że chciało ci się gorzko śmiać, w sumie co innego pozostało? Płacz? Już się napłakałeś zbyt wiele w swoim życiu w samotności. Odechciało ci się. Łzy nic nie zmieniają.
Świat zamknięty, rany otwarte, co?
- Oczywiście... Ze wszystkim sobie poradzę... - Zamiast utrzymywać się na siłę na nogach zjechałeś w dół i usiadłeś na łydkach, podpierając się ściany - wystarczy chwila oddechu, chwila ochłonięcia, a potem... potem... to samo, co zawsze. - Więc co tu jeszcze robisz? - Podniosłeś znowu na nią spojrzenie, na twych wargach gościł kpiący wręcz uśmiech - niby byłeś teraz niżej od Mietanowej, a jednak nie dało się ukryć wrażenia, że spoglądasz na nią z góry, z butnością i pewnością siebie kogoś, kto może tytułować siebie Księciem Nocy.
Pobaw się teraz z nią, kiedy będzie uciekać, zaatakuj. Tego właśnie pragniesz.
- Tak to właśnie wygląda... - Nie wydawał się ani trochę smutny mówiąc to, raczej... rozbawiony na pewien sposób. Bo tak to wygląda: możesz być sobie wampirem, dopóki nie chcesz krwi. Tak? Zdychaj z głodu.
Skraj szaleństwa? Gdzie jest skraj szaleństwa?
Niedaleko, ale jeszcze da się go opanować, wystarczy, że... coś ze sobą zrobisz, no...
Wystarczy, że ukoisz pragnienie.
- Możesz mi pomóc tylko wyniesieniem się stąd. Zrób to proszę, zanim oszaleję. Proszę... - Oparł się plecami i chłodną ścianę, odwracając wzrok, który wbił przed siebie - Twój głos, Nailah, uspokoił się nieco, odetchnąłeś głęboko i zaniosłeś się kaszlem - chyba ból wszystko ułatwiał w tym momencie - przyćmiewał cię na tyle, że nie traciłeś nad sobą kontroli i zachowywałeś resztki świadomości - tylko doprowadzało cię do szału to, że Krukonka nadal tutaj stała.
Czy to takie trudne, zdecydować się na jeden z dwóch kroków? Chyba tak... Sam wiedziałeś, jak to jest. Między młotem, a kowadłem... Chociaż ty zawsze miałeś gotową odpowiedź. Gdy przychodziło pomóc kogoś, lub uratować własną skórę, wybierałeś pierwszą opcję.
Taki po prostu byłeś.
Jak to pewna osoba trafnie określiła: mógłbyś być kimkolwiek, ale z pewnością nie pieprzonym egoistą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob Lis 08, 2014 4:30 pm

To po co się tak męczysz? Po co te codzienne męczarnie i powstrzymywanie samego siebie? Nocne życie, odosobnienie, wieczne pragnienie i zaciskanie zębów, żeby tylko się na kogoś nie rzucić? Dlaczego przebywasz w miejscu pełnym ludzi, nie tylko na korytarzach czy lekcjach, ale też w Pokojach Wspólnych jesteś bardzo blisko. W szkole, gdzie co chwila zdarzają się wypadki a - jak to nazwałeś - niewiasty mają comiesięczny problem. Przynajmniej połowa szkoly to owe niewiasty, więc ciągle musisz się z tym stykać. Nie możesz zwyczajnie rzucić szkoły? Odejśc gdzieś daleko, gdzie będziesz mógł żyć spokojnie.. Albo w każdym razie spokojniej niż w szkole z tysiącami uczniów, tam, gdzie będziesz stykał się z ludźmi tylko wtedy, kiedy będziesz chciał? Czyżbyś był maschosistą, Sahirze, przebywając tutaj uparcie cały czas i - dajmy na to - spotykając się z Daszą czy innymi ludźmi, którym udało się choć w pewnej częsci dotrzec do Ciebie? Tak, w głowie miałęs też nadzorowanie czy Nightray nie rozsiewa swojej wampirzej natury wśród innych uczniów, ale co Ty sam mogłeś zrobić? Skoro Ci tu tak źle czy nie łatwiej by było po prostu opuścić szkołe? Ha, chyba nie.. Cokolwiek o Tobie powiedzieć, nie jesteś tchórzem. Ale czy tylko dlatego warto znosić codzienne męki i żyć z pragnieniem? Tyle pytań, zero odpowiedzi..
Dlaczego od razu myslał, że Dasza jest jak inni, którzy traktują słowo "wampir" jako coś abstrakcyjnego, którego istnienie przyjmuje się z pobłazliwym uśmiechem i przytakiwaniem, a w głowie pojawia się właśnie "wampir, okej"? Dobrze wiedziała co to oznacza, potrafiła sobie to wyobrazić. Gdyby było ta dla niej słowem abstrakcyjnym, którego tak naprawde nigdy nie przyjęła do wiadomości, uciekłaby już dawno, a potem nie szukała już więcej kontaktu po zetknięciu z tą przerażającą rzecziwstością. Ale stała tu, nadal, chciała pomóc, ale nie wiedziała jak. Jego zachowanie, słowa.. raniły jej serce, ale nie pokazywała tego, domyślając się, że przecież kieruje nim teraz ta druga natura. Warknął, odwrócił głowę, ale gdy ponownie na nią spojrzał, tymi oczami, w których czaiło się szaleństwo, miał na ustach kpiący usmiech, który powodował to, że Dasza - mimo, że stała, a on siedział - czuła się nagle taka mała, że możnaby ją zmieść jednym podmuchem wiatru. Przełknęła ślinę i chrząknęła cicho, bo zaschło jej w gardle. Nie chciała słyszeć takiego tonu, takiego głosu i słow z jego ust, nikt by nie chciał, odczuwała teraz coś tego rodzaju, kiedy zdradza najlepszy przyjaciel. Spokojnie, to tylko porównanie. Zawsze ma się niecodzienne odczucia, kiedy słyszy się tak zimny głos od osoby, która wcześniej była Ci życzliwa, prawda? Rozumiesz o co chodzi? Ale stała nadal, rozpaczliwie, próbując wymyślec coś, aby mu pomóc. Naprawdę rozumiała wszystko, była inna niż wszyscy, ale on chyba, w tej swoim nastroju, zapomniał o tym.
Nie mogła tu jednak stac wieczność, ale jedyne czego on pragnął to to, żeby w końcu sobie stąd poszła. Nie odpowiedziała na jego wcześniejsze zdania, nie było sensu. Co miała robić? Chyba spełnić to, o co ją prosił. Skoro jej obecność tylko mu przeszkadzała zamiast pomóc to czy miała inny wybór? W czym i jak mu pomoże, stojąc tutaj uparcie?
- Skoro tak.. Chociaż chciałabym Ci pomóc.. ale - uwała wpół zdania i postapiła kilka kroków w tył. Cóz innego miała powiedzieć? Zdaje się, że nie mogłaby mu inaczej pomóc niż dac mu krwi. Szła tyłem, ciągle patrząc na Sahira. Potem jednak odwróciła się i szła już normalnie, co i raz zerkając na chłopaka. Jej kroki były jednak coraz krótsze, a tempo coraz wolniejsze. Zatrzymała się  kilkanaście metrów dalej, dokładnie obok tamtego rogu, z którego nadeszła wcześniej. A co by się stało, gdyby podzieliła się z nim krwią..? Chciałaby go o to zapytać, w końcu skąd dowiedzieć się tego lepiej niż u samego źródła..?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Lis 09, 2014 6:26 am

Jeszcze nie tak dawno widział dla siebie drogę wiecznego zbawienia - chciał tylko dokończyć pewną sprawę, związaną z pewną niespokojną marą, która zagościła w jego życiu, pożegnać się z samym sobą, bo w tamtym momencie nie miał z kim - jego list nigdy nie dotarłby do sierocińca, do którego chciałby napisać - albo raczej owszem, dotarłby, ale nie miałby go kto przeczytać, nawet jeśli zaadresowałbyś go do wszystkich dzieciaków tam. I nawet jeśli oczy każdego z nich powinny przebiec po literach. To byłoby całkiem miłe jednak, mieć świadomość, że ktoś ma szanse przyjść na twój grób - byłeś bardzo, bardzo blisko, a jest to tak banalnie proste - wystarczyłoby skoczyć z najwyższej wierzy w tej chwili, gdy budziłby się piękny poranek i swymi złotymi promieniami zaczął oblewać świat - wystarczyłoby zdjąć krzyżyk, który wisiał u twojej szyi, na wyglądającym na srebrny, łańcuszku - byłby to koniec wszystkiego... Śmierć byłaby wolnością doskonałą. Lecz, no właśnie, przecież nie byłeś tchórzem - to, że odszedłbyś do zaświatów niczego by nie zmieniło, świat trwałby dalej i każdy bardzo szybko by o tobie zapomniał. Nawet nie byłoby nikogo, może prócz dobrego Dumbledora, kto by przynosił kwiaty na twój grób. Żałosne. Jak można było się zresztą tak po prostu poddać? Mimo to stajesz bardzo często nad krawędzią, pod sobą mając obietnicę długiego lotu, nim uderzyłbyś o ziemię i czujesz tą cudowną wolność, jakbyś już był martwy. Tych najbardziej winno się strzec - martwych za życia. co wyglądają na zewnątrz na normalnych, lecz wewnętrznie są puści... Serce, które dyktowało o uczuciach, dawno przestało bić. Potem pojawiła się myśl, by się stąd wynieść, która nadal pełzała po granicach świadomości - właśnie tak chciałeś zrobić, ba - byłeś pewien, że tak zrobisz, kiedy tylko wybije zegar twej pełnoletności, a to już w tym roku, znikniesz i nikt cię więcej nie będzie widział. Mimo wcześniejszych, żałosnych łkań o to, że nie chcesz być sam, mimo całej tej uczuciowej szopki, która cię niszczyła... Tak, tak miało być. Ponieważ byłeś realistą. Nie zamierzałeś męczyć się tutaj, nawet w celach pilnowania Vincenta, bo w czym miałbyś go pilnować? Już ci udowodnił, czym jesteś przy nim. Miałeś w jego sprawie tyle do powiedzenia, ile gazela zjadana przez stado lwów.
Wypełniony żalem i poczuciem porażki umysł Nailaha nie myślał logicznie, ciemne serce w jego ciele bijące niepokojąco szybkim rytmem nie odczuwało tak, jak powinno, tak jak zazwyczaj zwykło pracować - teraz był czas, w którym wylewał się z czary nadmiar goryczy jego wnętrza, w którym pierwszy raz od ponad 16 lat zaczął obwiniać cały świat i wszystkich wokoło o wszystko, kiedy wreszcie nie szukał tylko winy w sobie, a nareszcie samo destrukcyjna wściekłość znajdowała swoje ujście, nawet jeśli wszystkiego nie wyrzucał słownie. Chyba powinieneś.
Z tą nocą skończyła się dla niego jakakolwiek możliwość decydowania o własnym losie, nawet jeśli te parę nocy temu nadal była taka minimalna szansa. Nawet jeśli w zeszłym tygodniu zdawał się samemu sobie panem własnego losu.
Już nie odpowiedziałeś nic - dobrze, że zdecydowała się odejść - zapach karmelu ulatniał się razem z nią, gdzieś chyba w oddali było otworzone okno...
Tak, pielęgniarka... Pielęgniarka była jedynym sensownym rozwiązaniem...
Czemu się powstrzymujesz przed rozerwaniem czyjegoś gardła..?
Powoli zacząłeś się podnosić, kiedy już zdołałeś jakoś opanować oddech i samego siebie, a adrenalina całkowicie spłynęła z twego ciała, gasząc ogień, który igrał z emocjami - musiałeś podpierać się ściany, nadal nieco zgięty, spojrzałeś na miejsce, w którym Dasza się zatrzymała. Nadal tam stała.
Po prostu ruszyłeś powoli, krok po kroku, w jej kierunku - wszak tam i tak do skrzydła musiałeś się skierować.
- Uparta dziewczyna... - Mruknąłeś cicho przechodząc obok niej, już nie podniosłeś na nią spojrzenia, ale tak, żeby na pewno cię usłyszała.

[z/t x2, jak chcesz Daszo pisać dalej to możesz odpisać w tym temacie <3333 ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lis 11, 2014 2:37 pm

Pieprzona pogoda... dwanaście stopni na minusie, nie można sobie iść poleżeć na trawce gdzieś w okolicach błoni, ani na dziedzińcu nie ma na to zbytnio miejsca. Piździawa niemiłosierna i do tego ta przeklęta mgła, nie taka zwykła. Wpływa znacznie na nastrój kogoś i teraz nie wiadomo co tak naprawdę można robić między lekcjami, czy też po nich. Większość oczywiście poszłaby w książki, ucząc się na swoje przedmioty. Giotto jednak zdecydowanie należał do tej mniejszości i postanowił po prostu przejść się korytarzem, bo od ciągłego siedzenia w pokoju nogi mu zdrętwieją.
Pewien siebie, ze swoim standardowym chłodnym spojrzeniem, przemierzał korytarz, mijając kolejnych to uczniów Hogwartu. Ręce standardowo trzymał w kieszeniach, za co był często karcony przez nauczycieli. Tym razem jednak udało mu się na żadnego nie trafić. Podczas całej tej podróży intensywnie rozmyślał. Nad czym? Od razu wiadomo. Myślał o swoim starszym bracie. Całe to śledztwo, konspiracja przeciw niemu i chęć znalezienia odpowiedzi przerodziły się w obsesje, nie myślał praktycznie o niczym innym, bo w sumie nie miał o czym myśleć. Ojciec wiecznie zapracowany, matka zajęta domem, nie miał z nimi tak dobrego kontaktu jak miał ze starszym Nero. Dziewczyny, przyjaciół, ani nikogo bliskiego również nie miał, więc ciężko mu było chociażby chwilę odsuwać na bok myśli o Alaude. Nawet wśród Ślizgonów, był uznawany za samotnika i indywidualistę, w gruncie rzeczy, na takiej opinii mu zależało.
Usiadł gdzieś na ławce z boku i zaczął rozmyślać nad tym wszystkim, położył wewnętrzną część dłoni na twarz i przymknął oczy, słuchając tylko tego co ma w głowie. Wszystko to co działo się wokół niego, zostało wyciszone, a on sam skupił się tylko na swoich odczuciach i porządkowaniu myśli. Nie przypominało to medytacji, jednakże dawało podobny efekt, z tym, że nie został oświecony, gdyż po chwili otworzył oczy i spojrzał na ścianę z obrazem naprzeciw niego. Czego chciał się tam doszukać? Sam nie wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lis 11, 2014 3:07 pm

Pam pam pam…
Bijcie fanfary Kim przemierza korytarz, ale właściwie po co fanfary? No nie ważne.
Blond włosy chochlik, pokreślmy niski chochlik, ale ładny. No przyznajmy, to małe słońce, które się ciągle uśmiecha jest ładne. Włosy majtały jej z tyłu obijając się o plecy, szata pod którą nigdy nie ma pełnego mundurku, bo spodnie – ona nie założy szkolnej spódniczki, choćby nie wiem co – i czarna bluza z kapturem, a na stopach te ciężkie glany. No słońce, ty kochane, po co ci te glany, a bo jak ktoś zacznie się ciskać to można kopnąć – gratulację, dobra odpowiedź.
Niestety, Kim wyglądała na wesołą osóbkę, ale to tylko pozory. Może nie miała takich strasznych problemów jak niektórzy, jednym zmarła bliska osoba, innym doskwiera samotność. No Kim też doskwiera ta samotność, ale ona i tak uważa się za szczęśliwą osobę. Ma tatę, który niestety jest na jakiejś misji, ma trzech przyjaciół, jeden z nich się obraził, bo Kim nie chciała z nim zostać, ale jak miała z nim zostać, kiedy ona do szkoły musi chodzić.
Koniec tego rozmyślania. Będzie myśleć o tym w ciepłym, miękkim łóżku, w nocy, bo wtedy dobrze się myśli, a rano można udawać zombie!!
A więc szła przez ten korytarz, a że jej szata zjeżdżała z ramion i czasami zaplątywała się między nogi w końcu się przewrócił blisko jakiegoś chłopaka.
- Auć?- mruknęła pod nosem patrząc na brud, który ładnie znalazł się jej przed oczami.- Z tej strony jeszcze nie widziałam Hogwartu – podniosła się siadając na ziemi i spojrzała na jakiegoś chłopaka, uśmiechnęła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lis 11, 2014 3:21 pm

To było do przewidzenia, że w spokoju długo sobie nie pomyśli, gdyż ktoś mu to przerwie i zapewne nieprędko od niego odejdzie, będzie zawracać mu dupę. Nie mylił się. Chłopak jopił się na obrazek, aż tu nagle jakaś sierota potknęła się tuż przed nim. Odwrócił łepetynę w jej stronę i już miał zamiar uderzyć za przerywanie mu. Jednakże była to kobieta, a ich się nie tyka, tak uczył tatuś, więc się powstrzymał. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i spojrzał na nią z politowaniem.
- Chcesz czegoś? - spytał niemiło, widząc jak dziewczyna się na niego gapi. Usiadła sobie na ziemi i tak się patrzyła na niego. Kojarzył ją z widzenia, jednakże całe to zdarzenie było dla niego niemniej niż dziwne. Po mundurku poznał, że to puchonka, a oni są zdolni do takich zachowań. Trafiła tam, gdzie pasuje. Naprawdę czuł się niezręcznie, gdy tak się w niego wgapiała, jeszcze z tym uroczym uśmieszkiem. To było dziwne i nie podobało mu się, zdecydowanie. Nie silił się na jakieś kulturalne gesty, dlatego też nie pomógł jej wstać, ani nawet się nie przywitał. Zwykłe, wredne "czego chcesz", powiedziane tylko odrobinę łagodniejszym tonem w zupełności wystarczyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lis 11, 2014 4:01 pm

Dmuchnęła na włosy, które opadły jej na oczy i spojrzała na Ślizgona, którego poznała po szacie. Ojej, to krucho. Oni jej nie lubili, bo często się z nimi kłóciła. Jak to Kim, nie lubi, gdy się kgoś traktuje z góry i to dosłownie oraz w przenośni. Ale zbyt długo się nie wpatrywała, bo sama tego nie lubiła. W końcu się podniosła i zaczęła wytrzepywać kurz z ubrań.
- Ja nic, ale moja szata najwyraźniej, bo to przez nią się przewróciłam – mrugnęła okiem.- Pewnie nawet bym się nie zatrzymała.
Potargała włosy i zarzuciła jej do tułu na plecy.
- To idę – dała krok do przodu, ale poczuła ból w kolanie.- Uhh, fajnie – mruknęła.- Wybacz, ale muszę się dosiąść na chwilę – usiadła i zaczęła rozcierać prawe kolano.
- I jeszcze się spóźnię na imprezkę – mruczała do siebie wściekła. No ale w końcu się opanowała.- Słyszałeś o Puchońskiej imprezie?- zapytała zerkając na chłopaka dalej masując kolano.- Jest praktycznie dla każdego, kto będzie chciał przyjść.
Jakoś się bólem nie przejmowała, bo chwilę poboli, ale za chwilę minie, więc będzie dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lis 11, 2014 7:05 pm

Szczerze powiedziawszy, to Giotto nie miał jeszcze z nią do czynienia, więc tak naprawdę nie mógł stwierdzić czy jej nie lubi. On nie był typowym Ślizgonem, charakter miał wahający się między Slytherinem a Ravenclaw, a to że trafił tutaj, to po prostu wybór tiary, nic więcej. On sam nie przywiązywał do tego większej wagi, gdyż dla niego te podziały były idiotyczne. I tak większość domów kooperowała ze sobą, no może poza Slytherinem, ale oni to robili z własnego, świadomego wyboru.
- Zapraszasz Ślizgona? - był już dostatecznie długo w tej szkole, żeby przewidzieć taką ewentualność, a jednak się zdziwił. No bo co by nie mówić, Ślizgoni mieli złą reputację w Hogwarcie i zazwyczaj ograniczali się do wąskiego grona znajomych, tworząc grupki w samym Slytherinie, nie dopuszczając nikogo z zewnątrz do nich. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i westchnął lekko, patrząc na nią jak pociera sobie kolano.
- Rozumiem, że jesteś z Hufflepuffu, ale żeby od razu zapraszać kogoś kto zepsuje całą atmosferę? Dziwni jesteście... - odniósł się do całej społeczności puchońskiej. Owszem, obiło mu się o uszy, że jest organizowana jakaś impreza, ale jednak nie czuł się na nią zaproszony, tym bardziej, gdy usłyszał, że jest ona dla wszystkich. Jeszcze dla Slytherinu tylko to mógłby wpaść, ale żeby pójść na ogólną, musiałby mieć bardzo ważny powód ku temu. Może taki się znajdzie? Kto to wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lis 11, 2014 7:28 pm

Spojrzała na niego rozbawiona przestając pocierać kolano. Oparła się wygodniej i spojrzała przed siebie. Jakoś nie miała powodu go nie zapraszać. Przecież go nie znała, nie wiedziała, czy jest wredny, czy może jednak neutralny. Kim jest trochę naiwna i jakoś nie jest uprzedzona do innych. Oczywiście nie ufa Ślizgonom, ale czasami może być zabawnie.
- Najwyraźniej – słoneczko się jeszcze bardziej rozpromieniło.- A masz zamiar ją rozwalić?- zapytała z łobuzerskim uśmiechem.- Wiesz co miałbyś z imprezy jakbyś ja rozwalił? Po pierwsze kłopoty, po drugie brak zabawy, bo nie mógłbyś sobie potańczyć, napić się, czy coś, ale to nie mnie oceniać – machnęła beztrosko ręką.
Kim lubiła się bawić, bo zazwyczaj tak miała wśród swoich chłopców, nie mylić z chłopakami jako para, a po prostu jej przyjaciele. Swoją drogą ona nigdy nie była w związku i żadnego kontaktu z chłopakami nie traktowała jak coś, co by mogło być czymś więcej. W prawdzie chciała taką osobę mieć, ale trudno jest jej znaleźć, bo jakoś nie idzie. Albo ona się za mało starała?
- Niektórzy uważają, że dziwność jest wyjątkowa – puściła oczko.- No ale jak nie chcesz nie zmuszam, ja tylko proponuję ci spędzenie wieczoru inaczej. Z perspektywy Puchońskiej. Możesz tam wpaść anonimowo. No ale to już twoja sprawa – uśmiechnęła się szerzej.
Złapała swoje włosy i związała je w koński ogon czarna gumką, którą miała na nadgarstku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Korytarz   

Powrót do góry Go down
 
Korytarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 11Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Korytarz
» Korytarz
» Podziemny korytarz
» Czerwony korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Piętra :: III piętro-
Skocz do: