Share
Go down

Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Czw Gru 11, 2014 7:34 pm
First topic message reminder :

Obecnie gabinet jest utrzymany w barwach brązu i niebieskiego we wszystkich ciemniejszych odcieniach, sufit natomiast jest szary i zwisają z niego różne dziwaczne i pokrętne przedmioty. Oprócz tego w pomieszczeniu znajdują się jakieś szkielety, dziwne słoje, których zawartość jest niewyraźna i niedostępna dla tych, którzy nie potrafią dobrze patrzeć. Da się zauważyć dziwaczny zbiornik w którym pływa wodnik Kappa, a niedaleko spoczywa wielka skrzynia, która z pewnością skrywa różne rozmaite sekrety. W kącie sali znajduje się biurko, a tuż obok jest nieduże okno, przez które profesor ma widok na błonia. Nieraz ma się wrażenie, że wystrój gabinetu się zmienia...tak o.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Sob Wrz 12, 2015 1:26 am
Choć bez wątpienia była poddenerwowana całą sytuacją - bardzo mocno siliła się na spokój. Starając się przywołać wszystkie fakty - nie spuszczała wzroku z oczu nauczyciela, co jakiś czas przygryzając wargę, kiedy w umyśle formułowała się kolejna myśl. Wiele uczennic z całą pewnością chciałoby znaleźć się w gabinecie profesora Hucksberry'ego, nawet w tak nie do końca sprzyjających okolicznościach. Hughes podchodziła jednak do sprawy bardzo rzeczowo, szanując dystans jaki winien być zachowany między uczennicą a nauczycielem* i czując lekkie rozczarowanie jedynie dlatego, że nie była w stanie wnieść zbyt wiele do całej sprawy.
- Niestety... - Wzruszyła ramionami patrząc przepraszająco w miodowe tęczówki. - Chyba, że uzna pan za interesującą teorię, zgodnie z którą wszystko to co się stało jest wynikiem zmasowanej akcji ministerstwa, które przy pomocy gnębiwtrysków przejmuje kontrolę nad ludzkimi umysłami. - Wywróciła oczami na przedstawioną jej niegdyś przez Aberaciusa teorię i zamarła, uświadamiając sobie, że przecież kilka metrów od niej siedzi właśnie przedstawicielka miejsca o którym wspomniała. Szczęka lekko jej opadła, kiedy zerkając w jej stronę starała się to wszystko naprawić. - Co... Co oczywiście jest tak absurdalne, że nie ma potrzeby się nad tym rozwodzić... Prawda? - Wykrzywiła usta w nerwowym uśmiechu i machnęła kilka razy nogami, wracając w końcu do nauczyciela i jego gradu pytań. Sapnęła cicho przyswajając je wszystkie i - rozważnie dobierając słowa by uniknąć kolejnej gafy - przymrużyła oczy.
- Skoro poinformował nauczycieli... To chyba jest w porządku, prawda? - Uśmiechnęła się niepewnie. W tym momencie liczyły się fakty, nie jej osobiste antypatie a bez względu na to co powiedział jej Colette - nie była w stanie obiektywnie ocenić osoby Krukona. Obarczyć go wszystkim co się stało też niestety nie mogła, po raz kolejny wzruszyła więc ramionami. - Nie utrzymuje z nim stosunków, trudno mi powiedzieć na jego temat cokolwiek konkretnego.
Co nie było by wulgarne... - Dodała w myślach, płynnie przechodząc do odpowiedzi na kolejne pytania.
- Czasem pomagałam w lekcjach Ariannie Jemare. Nie można powiedzieć, że się przyjaźniłyśmy, ale... Była miłą osobą. Trudno mi uwierzyć, że mogła świadomie wziąć w tym wszystkim udział... A Flame... - Zmarszczyła czoło. - Flame była cicha. Nie nieśmiała... Ale cicha. Chodziła własnymi ścieżkami i nigdy nie widziałam, żeby rozmawiała z kimś dłużej niż kilka minut. Może faktycznie coś ukrywała..? - Ostatnie zdanie, wypowiedziane praktycznie szeptem nieomal ją zmroziło. Czy to możliwe, że ta miodowooka Puchonka była prowodyrem całej akcji? Alice sama nie wiedziała już co ma o tym myśleć. Pokręciła wolno głową nie spuszczając wzroku z oczu nauczyciela. Mogła zastanawiać się naprawdę długo, nie była jednak w stanie podać żadnego powodu dla którego ktokolwiek miał by stracić życie.
- Nie wierzę w to, że uczniowie sami się powybijali. Nie chcę w to wierzyć i myślę, że faktycznie brał w tym udział ktoś z zewnątrz. Nie wiem kto i dlaczego, ale mam nadzieję, że poniesie konsekwencje. - Zacisnęła mocno usta odkrywając, że to samo zrobiła z ułożonymi na kolanach dłońmi.


*:
Pozdrawiam Kaylin ( ͡° ͜ʖ ͡°)



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Pon Wrz 14, 2015 3:56 pm
Uczennice w żadnym stopniu go nie interesowały. Nie rozpatrywał ich wyżej niż zwykłych młodych ludzi, którzy uczą się by stać się kimś za kilka lat. To wiele ułatwiało w jego pracy, nie musiał się martwić tym, że nie wytrzyma, że sięgnie po coś zakazanego. Ich młode dusze były niczym nieciekawe książki, które może miały nowe, przykuwające uwagę okładki, ale w środku nie posiadały za wiele treści. Przynajmniej nie wystarczająco jak dla niego. Cieszył się więc, że Puchonka nie utrudniała mu tego wszystkiego i współpracowała z nim tak jak tylko mogła. Na jej teorię uniósł jedną brew do góry niemalże rozbawiony - dopiero szybkie spojrzenie posłane w stronę Cary Rhee, utwierdziło go w tym, że powinien starać się zachować pełnię powagi. Twarz kobiety wyrażała bowiem chłodną, pozorną obojętność. Oparł twarz o skrzyżowane place i posłał jej dłuższe miodowe spojrzenie.
- Prawda, panno Hughes - odparł i po chwili odchylił się do tyłu, nie spuszczając z niej wzroku. Wszystko wskazywało na to, że nie kłamała i powiedziała wszystko to, co wiedziała. Wydawało mu się, że coś jednak nie do końca gra, kiedy wspomniał o Sahirze - ale może była to jedynie gra świateł na jej twarzy? - Oczywiście.
Skinął głową i wyprostował się, słuchając reszty jej zeznań. Zdawało się, że nie dowiedział się niczego konkretnego, ale tak naprawdę zdobył kilka interesujących, choć drobnych poszlak.
- Postaramy się zrobić wszystko, co w Naszej mocy by rozwiązać całą sprawę, panno Hughes - odpowiedział chrapliwym głosem i podniósł się z fotela, przejeżdżając dłonią po swoich ciemnych kosmykach. - Dziękujemy za pomoc, panno Hughes. Może pani już zabrać różdżkę i opuścić mój gabinet. Życzę miłego dnia.
I Charles po chwili ukłonił się lekko przed nią, po czym ponownie usiadł i przyciągnął do siebie czysty pergamin.
[z/t]

Alice Hughes: +2 PD za całe przesłuchanie



Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Pon Wrz 14, 2015 10:47 pm
Nie miała żadnych wątpliwości,że nauczyciele robią wszystko by wyjaśnić całą tę sprawę do końca. Tylko i wyłącznie dlatego trzymała się jeszcze na nogach, bez słowa sprzeciwu akceptowała wszystkie te przeszukania i przesłuchania a nawet - tak jak teraz - przytakiwała ze zroumieniem głową, chcąc wnieść cokolwiek do całej sprawy i - jednocześnie - mając wielką ochotę opuścić w końcu pomieszczenie. Przez krótką chwilę wystraszyła się, że wszystkie plany właśnie runęły. A może tylko jej się wydawało, że na wzmiankę o Nailahu profesor Hucksberry zaczął przyglądać jej się jeszcze dokładniej? Tak, tak...To z pewnością tylko wywołane stresem złudzenie... Mimo tego z trudem powstrzymała westchnienie ulgi gdy nauczyciel wstał z miejsca i - mając nadzieję, że nie robi tego zbyt szybo - poszła w jego ślady. Poprawiła sweter i zakładając pasmo brązowych włosów za ucho po raz ostatni skinęła mu głową.
- Do widzenia panie profesorze... - Żadne "proszę bardzo", "powodzenia" ani nawet "nawzajem" nie padło z jej ust. Przyszła. Powiedziała co trzeba. Mogła iść w cholerę albo - co bardziej prawdopodobne - do biblioteki. Ciągle odczuwając brak różdżki podeszła jeszcze do biurka zajmowanego przez Ollivandera i - z nieco większą niż zazwyczaj czułością - chwyciła ten magiczny patyczek, odwzajemniając ciepły uśmiech, którym obdarzył ją starzec. Na aurorke przy której dopuściła się gafy nawet nie zerknęła. Z naiwną nadzieją, że to pierwsze i ostatnie przesłuchanie w jej życiu - opuściła gabinet.

z/t



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Wto Wrz 15, 2015 6:52 am
16 kwietnia 1978 roku. Czwartek

Po spotkaniu z Esme ruszył do swojego dormitorium. Nie miał co robić. Wszystko nie miało sensu, a przecież miał już w objęciach swoją Ptaszynę, a ona znowu chce od niego odejść. To nie miało żadnego sensu. Wszedł do pokoju i zobaczył w oknie swojego kruka. Wpuścił go do środka wiedząc, że przyszedł po ziarna, ale zdziwił się mocno, gdy zobaczył przy jego nóżce pergamin. Wyciągnął rękę po zawiniątko, ale Hex go dziabnął.
- Dawaj to wredoto – mruknął mało zadowolony z faktu, że kruk znowu go zranił w dłoń. Wiedział czego chciał, ale miał zamiar go nauczyć porządku, niestety. Wyszło na to, że miał pokaleczoną dłoń, a kruk swoje kochane ziarna. Westchnął i dostał w końcu list. Spojrzał na nadawcę i skrzywił się lekko. Jakoś nie uśmiechało mu się spotykać z tym mężczyzną. W końcu Esme mówiła, że coś podejrzewa.
Westchnął ciężko. W głowie Vena tyle się wydarzyło, że szczerze sprawa z błoniami była dla niego ostatnio planową sprawą. Kruk gdy tylko się najadł wyleciał przez okno.- Mogłeś dotrzymać mi towarzystwa – mruknął patrząc jak kruk odlatuje.
Nie patrząc nawet na swój stan ruszył do gabinetu nauczyciela. Szedł przez korytarz, a on znowu nic nie miał w głowie. Wszystko było bez znaczenia. Pokręcił głową, gdy tylko znalazł się przed drzwiami odpowiedniego pomieszczenia. Zapukał na nie i wszedł do środka.
Stan chłopaka nie zmienił się od lekcji, w której uczestniczył wczorajszego dnia. To, że zjadł śniadanie nic nie zmieniało w jego wychudzonym ciele. Nie mógł się doczekać wakacji, bo planował wziąć się za swój wygląd. Chciał wrócić do poprzedniej formy, ale w aktualnej sytuacji nie był pewny, czy miało to sens – w końcu Esme zniknie.
- Słucham – mruknął patrząc obojętnie na profesora.
Nie miał zamiaru spędzić tu zbyt wiele czasu, on i tak nic nie wie w sprawie błoni. Nie interesował się tym wszystkim. Było to dla niego mało istotne. Dla niego była to głupia zabawa wypieszczonych bachorów.


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Czw Wrz 17, 2015 5:20 am
Przesłuchanie Alice Hughes przebiegło całkiem sprawne - nawet nie musiał się uciekać do swoich specjalnych sposobów, które tak zachęcająco do niego mrugały. Pięknie lśniące buteleczki o tajemniczej zawartości, a także skromny amulet, wręcz wzywały Charlesa do wypróbowania ich skuteczności. Ale na to przyjdzie czas i w to nie wątpił ani na jotę. Spędził z uczniami wystarczająco dużo chwil, widział w życiu zresztą tyle rzeczy i poznał ludzi w bardzo różnych sytuacjach, by wiedzieć, że i wśród młodych adeptów magii znajdą się małe podstępne erklingi. Nie ruszały go żadne wytłumaczenia, ani tym bardziej uczuciowa sfera, która jakże podrzędną rolę pełniła w życiu. Nic potem dziwnego, że rezultaty naukowe takich osób były poniżej wszelkiej przyjętej krytyki. Esmeralda Moore czaiła się gdzieś w myślach profesora OPCM jak mały natrętny komar brzęczący koło ucha, ale mężczyzna i tak skupiał się bardziej na głównym celu śledztwa - na błoniach i zakończeniu serii niefortunnych morderstw. Siedział więc sobie na swoim wygodnym fotelu i przesuwał długimi palcami po swojej różdżce, co jakiś czas zerkając w stronę Garricka Ollivandera i Cary Rhee. W pomieszczeniu panowała idealna cisza; wszyscy oczekiwali rychłego pojawienia się kolejnego ucznia. Kiedy więc rozległo się pukanie, Charles zezwolił na wejście do jego gabinetu i wskazał mu pana Ollivandera, po czym sam podniósł się i zgiął delikatnie w pasie, witając się ze Ślizgonem. Jego miodowe tęczówki zdołały dostrzec niezdrową biel na twarzy chłopaka, a także wyjątkowo wysoko postawiony kołnierzyk. Chłopak zdążył w międzyczasie oddać różdżkę starszemu jegomościowi.
- Witam, panie Zabini. Cieszę się niezmiernie, iż wstawił się pan regulaminowo w moim gabinecie - oczywiście chłopak nie miał zbytnio wyboru, ale dla Hucksberry'ego takie rzeczy należało podkreślać. Po chwili usiadł na miejscu i ułożył swoją różdżkę na biurku. Palce na których widniały sygnety również spoczęły na meblu, kiedy miodowe, bezwyrazowe na chwilę obecną, tęczówki wpatrywały się w Ventusa. - Zaczniemy od podstawowego zestawu pytań, dobrze? Przede wszystkim, co panu wiadomo na temat wydarzeń z dnia 28 marca? Gdzie pan wówczas przebywał i czy do pana uszu dotarły jakieś informacje na ten temat? Czy znał pan kogokolwiek z poległych lepiej? Czy działo się tego dnia coś nietypowego, co szczególnie przykuło pańską uwagę? Bardzo proszę o szczerość - zaczął profesor, robiąc co jakiś czas przerwę w mówieniu. Uważnie rejestrował każdy, najmniejszy ruch ucznia. Jego postawa nie wyglądała zbyt zachęcająco, ale na to też zawsze była jakaś rada. Drwiący uśmiech niemalże cisnął mu się na wargi.
Charlie, bez szaleństw.




Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Pią Wrz 18, 2015 11:52 am
Garrick nie lubił siedzieć bezczynnie na miejscu, ale w obecnej sytuacji nie miał zbyt dużego wyboru: Panna Rhee zdawała się nie odrywać dłoni od kartki cały czas zawzięcie coś notując, a Pan Hucksberry był zatopiony w rozważaniach i przez większość czasu zapatrzony albo w okolice krzesła, na którym zasiadali uczniowie, albo na subtelną granicę pomiędzy ścianą i sufitem, gdzieś ponad tym krzesłem.
Stary wytwórca różdżek w tym czasie postanowił sporządzić krótką, rzeczową notatkę na temat różdżek, jakie tu oglądał po to, aby Pan Charles miał do nich szybki i łatwy dostęp, zamiast przeszukiwać swoją głowę w poszukiwaniu wspomnień słów Pana Ollivandera. I tak upłynęło mu kilkadziesiąt minut zdobienia pergaminu eleganckim, pochyłym pismem, zanim do klasy nie wszedł kolejny uczeń – ten już na pierwszy rzut oka wyglądał na charakter zupełnie inny niż niedawno zasiadająca tu Puchonka.
Tym razem zdążył jedynie wstać, a chłopak za poleceniem swojego nauczyciela, sam oddał mu różdżkę. Starszy mężczyzna skinął mu głową i wrócił na miejsce ostrożnie obracając magiczną broń w palcach.
- Sierść wilkołaka... – mruczał do siebie. - Bardzo chimeryczny rdzeń, może mieć problem z celnością u czarodzieja, któremu głęboko nie zależy na powodzeniu jego zaklęć... A same zaklęcia... – oderwał jedną z dłoni od różdżki i chwycił za własną, by rzucić na własność Pana Zabiniego Priori Incantatem.
Obserwował pilnie obrazy, jakie przesuwały się przed jego szarawymi oczami i po kilku minutach głębokiej ciszy, odwołał zaklęcia i odłożył drewno na biurku.
- Jest naprawdę rzadko używana, ale nie widzę w niej nic niepokojącego, prawie żadnych zaklęć pojedynkowych, zwykle same użytkowe i to głównie związane z żywiołem ognia. Ani grama Czarnej Magii. - odparł w końcu kierując słowa do Charlesa i przysuwając łagodnie palcami różdżkę bliżej krawędzi biurka.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Pią Paź 02, 2015 7:46 pm
Regulaminowo… Ta jasne. Dał różdżkę starcowi i zajął odpowiednie miejsce. Czy czuł się źle bez różdżki? Nie bardzo, jednak uważnie obserwował swój patyk. Ven równie dobrze mógłby nie mieć magii, nie chciał być w tym świecie. Wiedział, że był dziwny, bo wiele osób by chciało być na jego miejscu. Przebywać w takim świecie. Potrafić sobie wszystko ułatwić różdżką, ale on po prostu był tym zmęczony. Chciałby najlepiej w ogóle nie myśleć. Złapał się za nadgarstek i zastanawiał się nad odpowiedziami. Co on wtedy robił? Czy to było istotne? Westchnął ciężko.
Nie miał głowy do siedzenia tutaj. Chciał jak najszybciej stąd wyjść i iść spać. Odkąd dowiedział się prawdy o Esme (co wydarzyło się zaledwie parę godzin wcześniej) miał ochotę zniknąć dla wszystkich ludzi, albo rozpierdolić tego, który jej to zrobił.
Pozbądź się negatywnych emocji, Ven, bo to złe. Słyszysz?! – powiedział do siebie w myślach i skierował swoje oczy na profesora, gdy Olivander potwierdził, to co Ven wiedział.
- 28 marca? Niewiele – zaczął.- Nie interesowałem się tym. To wszystko szopka – mruknął cicho wsuwając dłonie pod uda. Za bardzo mu drżały od braku nikotyny. Czuł się momentami jak narkoman, a nigdy nie był uzależniony od narkotyków. Kilka razy brał, ale były cholernie ograniczające.- Ja? – zamknął oczy chcąc przypomnieć sobie co robił. Przeczesał włosy intensywnie myśląc, ale przed oczami miał krew. Jego własną krew, którą piła Esme. Pokręcił głową.- Nie wiem. Chyba spałem… – serio nie wiedział. Gdyby wiedział, że będą pytać o takie rzeczy zacząłby prowadzić dziennik, w którym opisałby każdy swój dzień.- Coś tam tak, w końcu był pogrzeb – zauważył. – Ale nie wiem o co poszło. Nie chcę się mieszać w nie swoje sprawy – miał nadzieję, że to sprawi iż profesor nie będzie trzymał go tu długo. On miał swoje życie, po co miał interesować się czymś, co nie było jego interesem?- Nie znałem. Jedynie Collinsów kojarzyłem, bo szarzy oni nie byli – zauważył. Czemu takie trudne pytania? Do jasnej cholery on teraz nie ma głowy do takich rzeczy. Esme jest krwiożerczym wampirem i musi sobie poradzić z akceptacją ej cholernej farsy! Czuł się tu tak cholernie osaczony. To wszystko było takie złe.- Nie pamiętam panie profesorze. To było dawno, a ja nie potrzebuję kłopotów do szczęścia – mruknął. Chciał jak najszybciej stąd wyjść.


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Pon Paź 05, 2015 1:30 am
To były standardowe procedury dzięki którym przesłuchanie mogło przebiegać prawidłowo. Nie oczekiwał zbyt wielkim rezultatów z Ventusem, którego pasywność była aż nazbyt widoczna. Nadal miał zresztą w pamięci ostatni występek Ślizgona, który nawet nie rozpoczynają pojedynku, zszedł z parkietu. To było dla Myrnina zupełnie niezrozumiałe, no ale cóż, w obecnej sytuacji nie było czasu by zajmować się takimi nieistotnymi drobnostkami. Kiwnął tylko głową na znak, że przyjął do wiadomości to, co powiedział mu pan Ollivander na temat różdżki Zabini'ego i zaczął rozglądać się po swoim gabinecie, udając, że nie zauważył momentu w którym chłopak złapał się za swój nadgarstek. Słońce za oknem coraz szybciej zachodziło, rzucając coraz więcej cienia do pomieszczenia a nauczyciel z niecierpliwością oczekiwał odpowiedzi. I w końcu ją otrzymał. Miodowe tęczówki powoli zostały skierowane na młodzieńca, którego miał dokładnie naprzeciw siebie, a który bardzo twardo siedział na swoim fotelu.
- Szopka, powiada pan? Dlaczego? - Oczy mężczyzny delikatnie się zwęziły a czubek języka uderzył o górne zęby, kiedy wychylił się o kilka centymetrów do przodu.  Zrobiło się na chwilę cicho i tylko szmer pióra panny Rhee świadczył  o tym, że to jeszcze nie był koniec. Ba, wszystko dopiero się zaczęło. - Uważa pan, że śmierć kilkunastu osób na terenie zamku do którego pan uczęszcza, nie jest pana sprawą? Nie uważa to pan za trochę nierozsądne? Wydaje się być pan zupełnie nie wstrząśnięty tym, że tylu pańskich kolegów i koleżanek zginęło, to jest dość zastanawiające. Co pan ma na myśli, mówiąc - aż pozwolę sobie zacytować - "szarzy oni nie byli"? Byłbym wdzięczny za rozwinięcie tych punktów to pozwoli Nam przyspieszyć całe przesłuchanie i... - jego oczy zastanawiająco taksowały Ventusa. Po chwili jedna z dłoni chwyciła za amulet i położyła go przed Ślizgonem. Złoty łańcuszek błysnął delikatnie a tarcza na którym były runy nie wydała z siebie żadnego dźwięku podczas tej czynności.
- Pozwolę panu bez większych problemów opuścić mój gabinet. Wystarczy, że założy pan ten naszyjnik a gwarantuję, że całe przesłuchanie zostanie zamknięte w kilku drobnych pytaniach.
Miód w oczach nauczyciela OPCM płynął delikatnie jakby przygotowywał się do spływania w dół.


Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Pon Paź 05, 2015 2:53 pm
Zastanawiał się nad słowami nauczyciela. Skoro wchodził z nim w dyskusje to niech da mu chwilę. Nie jest dzisiaj w zbyt dobrej formie umysłowej. Nie panuje nad tym co mówi, nie potrafi nawet pomyśleć nad słowami, a tak bardzo nie chciał palnąć czegoś, co nie jest potrzebne, co jest dla niego ważne. Co miał powiedzieć? Że nie interesuje go życie innych ludzi, że gdyby chcieli żyć to by uciekli z tego miejsca, że gdyby byli mądrzy to by poszli po kogoś dorosłego i nie mieszali się w sprawy, które są zdolne ich zabić.
- Panie profesorze. W tych czasach trzeba myśleć tylko o sobie – usiadł prosto i wychylił się do niego, a jego zmęczony wzrok skierował się w miodowe oczy nauczyciela. Uhh, jak on nienawidził marionetkarzy, a taką osobę widział w tym nauczycielu.- Nie wiem nic na temat tej bitwy, nie wiem z jakiego powodu się rozpętała, nie wiem dlaczego ktoś chciał zrobić żeś na terenie najbezpieczniejszej szkoły –powiedział spokojnie. Czuł jak złość w nim narastała przez te bezpodstawne oskarżenia. Może pokazywał na zewnątrz, że dla niego los tych ludzi był obojętny, ale w środku się przejął, bo na miejscu tych zmarłych mógł być on sam lub Esme, a przecież jakby ta cyganka zmarła on chyba by sobie tego nie wybaczył.- Co do Collinsów, sam nie wiem co chciałem powiedzieć – oparł się znowu o oparcie mebla, na którym siedział. Przeczesał swoje włosy, a potem spojrzał na przedmiot, który leżał przed nim. Jego wzrok był nieufny, jak zawsze wobec dziwnych rzeczy. Nikomu w tej szkole nie ufał, a zwłaszcza nauczycielom.
- Co to jest?- zapytał podejrzliwie patrząc w oczy nauczyciela z większą nieufnością niż zwykle.
Znał jedną zasadę, której starał się przestrzegać w świecie magii. Każdy przedmiot ma w sobie magię, która może obrócić się przeciw niemu.
Był młody, ale nie głupi. Czuł, że ten człowiek knuł coś przeciw niemu...
...
Ven, ty zawsze tak uważasz. Zawsze myślisz, że każdy kto z tobą rozmawia knuje coś przeciw tobie. Dlatego zawsze z wszystkiego szybko rezygnuje, szybko uciekasz jak tchórz. Jesteś podły, nie sądzisz?


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Pon Paź 05, 2015 11:21 pm
To nie była dyskusja. To nie była szkolna sala lekcyjna, gdzie można było bez przeszkód wymieniać swoje opinie na temat różnych zagadnięć. Może chłopak nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, ale był poddany badawczej obserwacji nie tylko ze strony Charlesa, ale też i ze strony Garricka Ollivandera i Cary Rhee, która była wysłanniczką Ministerstwa. Wszystko więc miało znaczenie - każdy najmniejszy odruch; skrzywienie warg, chwycenie się za nadgarstek, zawieszenie głosu. Każdy - i to zwłaszcza ktoś impulsywnej natury - powinien nauczyć się choć w stopniu średnio zaawansowanym kontrolować samego siebie. Mógł więc w głowie rzucać słowami, których moc była niszczycielską siłą wbijania się sztyletów w ciała ofiar. Ale czego mógł się spodziewać po takim młodzieńcu, który umiejscowił własną osobę w centrum wszechświata? Rady brzmiały doprawdy dobrze, kiedy chodziło o innych - jeśli zaś miało się wskazać popełniane przez Nas samych błędy, usta zdradziecko się zamykały na cztery spusty. Na słowa Ventusa miał niemalże ochotę parsknąć krótkim, ironicznym śmiechem, ale postanowił się powstrzymać. Wytrzymał jego spojrzenie bez żadnego problemu, nie zdradzając żadnych emocji. Miód w oczach Myrnina spływał sobie nadal, jakby nic niespodziewanego nie mogłoby się wydarzyć.
Zachowuje się dziwnie... prawda, Charlie?
Skrzyżował dłonie a sygnety zabrzęczały pod wpływem zderzenia, sam profesor delikatnie przekrzywił głowę na bok, jakby chciał spojrzeć na chłopaka pod tym konkretnym kątem. Hucksberry nie oskarżał, jedynie wyciągał wnioski na podstawie tego, co widział i słyszał, nawet nie próbował go przyciskać, nie widząc sensu w tej metodzie.
- Szybko pan zmienia zdanie. Najwyraźniej chciał coś pan powiedzieć, ale ta impulsywna myśl opuściła pańską głowę w trybie natychmiastowym - odpowiedział uprzejmie nauczyciel a jego oczy przejeżdżały po twarzy Ślizgona. Następnie skierował miodowe spojrzenie na swój naszyjnik a wargi mężczyzny ułożyły się niemalże w błazeński, miły uśmiech, który podkreślił zmarszczki w kącikach jego oczu.
- To mój drogi jest amulet, który poprawia samopoczucie i wykrywa morderców. Jako, że jak twierdzisz jesteś niewinny... nie powinno Ci się nic stać - odpowiedział mu niezwykle spokojnie i cierpliwie, opierając się z powrotem o oparcie krzesła.
Co się więc teraz wydarzy?
Raz. Dwa. Trzy. Dostałeś sygnał, Charlie.



Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Wto Paź 06, 2015 3:56 pm
W końcu się poddał. Był tak zmęczony, że nie chciało mu się tu siedzieć. Chciał wrócić do swojego dormitorium i iść spać. Podrapał się po karku i cicho mruknął pod nosem. Zastanawiał się jak przekonać tego cholernego człowieka, który tak bardzo go irytował do swojej niewinności. Nic o tym wydarzeniu nie wiedział, większości osób w tej szkole nie znał, ledwo kogoś kojarzył. Mu do szczęścia ludzie nie byli potrzebni. Czy nauczyciele tego nie zauważyli? Nie widzieli, że Zabini poruszał się w cieniu, z dala od osób? Ktoś musiał to widzieć, a jeśli tak nie było to znaczyło, że słaba tu jest rada pedagogiczna.

Słuchaj Ven, weź ten cholerny wisiorek, załóż go jak mówi ten… no wiesz kto i będziesz miał spokój. Nic ci się nie stanie jak chociaż raz komuś zaufasz. Jeśli on tak mówi, to musi tak być. Jest przecież autorytetem, powinien być twoim autorytetem. Ty jesteś tylko dzieckiem, musisz jeszcze ufać dorosłym, a to jest ten jeden jedyny raz jak pokażesz innym, że potrafisz myśleć rozsądnie. Dobrze? Nie umrzesz od tego. Poczuj się chociaż raz jak normalny dzieciak, a nie dzieciak z problemami, z depresją i innymi dziwnymi rzeczami, które dzieją się w twojej głowie. Nie możesz być wiecznie sam. No już. Będziesz miał święty spokój. Zignoruj tą burze w głowie i zaćmienie na oczach w postaci Esme, a wszystko będzie lepiej. Obiecuję ci to.

Wyciągnął bladą, drżącą od braku papierosów dłoń po amulet.
Nic się nie stanie jak zaufam – szepnął w myślach i zrobił z nim co trzeba.

/wybacz, że krótko, ale nie chciało mi się myśleć,
a serio nie chcę fabuły blokować na forum ;)


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Czw Paź 08, 2015 9:00 am
Wisiorek był rzadkim artefaktem magicznym, który opiera swoją moc na nie tworzonych już amuletach runicznych. Był zrobiony z drewna, okrągły i spory nieomal jak Galeon, pokryty ułożonymi w idealny okrąg, warstwami liter ze starego Futharku. Jednak dla osoby nie obytej z tą magią, a znającej ten alfabet na pamięć i tak bardzo trudno byłoby odczytać, co jest tam na pisane, ponieważ kolejne znaki nie były ułożone w normalnym ciągu, do którego przyzwyczajał czarodziejów alfabet łaciński, ale miały swoje symboliczne ułożenie, co sprawiało, że tylko ich twórca albo ktoś zaznajomiony z tą trudną sztuką, mógł po jednym zerknięciu stwierdzić, że jest to amulet prawdomówności. Nie tak silny jak Veritaserum, ale na pewno posiadający pewny procent mocy tego potężnego eliksiru.
Miał ograniczenie ilościowe, przez co po jego założeniu czarodziej czy też mugol musiał odpowiedzieć szczerze na pierwsze pięć zadanych mu pytań. Potem moc się wyczerpywała i odnawiała założona na kolejnego przepytywanego. Poważnym ograniczeniem tej biżuterii było to, że na działała tylko raz na jednego człowieka, czyli założona po raz kolejny byłaby już tylko zwykłą biżuterią.

Kiedy tylko amulet opadł na pierś Pana Zabiniego, a jego rzemyk zaczepił się na karku chłopaka, do jego głowy dotarło coś, co dla uproszczenia można by nazwać: drugim sumieniem – głosem, który całkowicie zagłuszył to podstawowe, jakie ma każdy z nas. Był czuły, o dziwo brzmiący bardzo znajomo, niezwykle kojący; nie mówił słowami, ale emocjami - obiecywał ukojenie i radość wraz z wyrzuceniem z siebie wszystkiego, co leżało na Ślizgonim sercu. Ale nie zmuszał do słowotoku, radził poczekać na Przewodnika. Przewodnik był tym głosem, który zadawał pytania, naprowadzał na ścieżkę, na którą należało wejść, by osiągnąć obiecane katharsis.
Przewodnikiem był Pan Hucksberry.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Czw Paź 08, 2015 10:45 pm
Był więc przewodnikiem i postanowił zrobić wszystko by przeprowadzić Ventusa przez jego drogę. Nie powinno niemniej to zbyt długo trwać, Charles liczył przecież, że teraz będzie z górki, zwłaszcza, że chłopak pomimo swego niezadowolenia, skorzystał z rady nauczyciela. Nie miał zbytnio wyboru, ale przecież nie należało teraz o tym wspominać, prawda? Należało przejść niezwłocznie do działania. Myrnin przejechał dłonią po swojej czuprynie, rzucając przelotne spojrzenie na skrupulatnie notującą Carę Rhee, na Garricka Ollivandera, który w dłoniach dzierżył różdżkę Zabini'ego, aż w końcu miodowe oczy ponownie zatrzymały się na jego celu. Na chłopaku z domu Salazara Slytherina. Robiło się coraz ciemniej, ale przed całkowitym zachodem słońca zapewne wszystko dobiegnie końca. I całe merlinowskie szczęście.
Jakby nauczyciele mieli obowiązek spamiętać przeżycia każdego młodego adepta magii wraz z indywidualnymi historiami wszystkich zebranych tutaj w zamku. Szczerze powiedziawszy, Hucksberry miał po dziurki w nosie swoich problemów i do tego jeszcze dochodziły sprawy Hogwartu, by interesować się nie do końca stabilnym emocjonalnie chłopakiem. Ventus z pewnością byłby idealnym przykładem połączenia Wertera z Kordianem. Jeszcze tylko brakowało by chłopak wskoczył na swoją metaforyczną chmurę i uniósł się wysoko w powietrze. Tych mugolskich przedstawicieli jednak wystarczy.
Czy chłopak siedzący przed nim był rozsądny? Czy robił pożytek z własnego mózgu? Ciężko było to stwierdzić.
Kiedy więc w końcu bez słowa sprzeciwu założył amulet szczerości na szyję, dorosły czarodziej wystukał krótki rytm palcami i skinął wręcz niezauważalnie głową. Po chwili przymknął oczy, wziął kilka wdechów i wydechów i zaczął formułować pytania, które zamierzał właśnie zadać.
- Co możesz Nam powiedzieć o Collinsach? Czy wiesz coś o uczennicy, która ponoć wzywała wszystkich na błonia? Dlaczego chwyciłeś się za nadgarstek, jakby Cię rozbolał? Wiesz, kto mógłby być odpowiedzialny za ten atak na błoniach? I... dlaczego wydajesz się być niespokojny? - Zadał pytania jedno po drugim w międzyczasie uderzając palcem wskazującym o swój pokryty zarostem policzek. To powinno wystarczyć. Przewodnik właśnie pokierował zabłąkanego młodzieńca w odpowiednią stronę.

// Niech posty MG Cię kierują. Odpowiesz na tę serię pytań w miarę możliwości - w końcu wpływa na Ciebie amulet - i szczerze. I to będzie koniec.


Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Sro Paź 14, 2015 5:53 pm
Zamknął oczy. Dziwnie się poczuł przez ten amulet. Był zrelaksowany. Wszystko było takie jasne i dziwnie lekkie. Popatrzył na mężczyznę i bardzo długo milczał. W rzeczywistości to chciał stąd iść. Nie chciał tu być, ale koniecznie musiał odpowiedzieć na salwę profesorskich pytań.
Pytanie numer jeden – Collins.
Pokręcił głową.
- Byli dziwni – stwierdził krótko. – Nie bardzo się z nimi zadawałem, ale zdecydowanie dziwni – przytaknął jakby na potwierdzenie swoich słów.
Pytanie numer dwa – kolejna dziwna osoba.
- Nic o niej nie wiem, ale każdy ją zna – przeczesał swoje włosy.- Mówili, że ona mówiła, aby za nią iść w pokoju wspólnym – odpowiedział zgodnie z tym co wiedział, słyszał.
Pytanie numer trzy – nadgarstek.
Długie milczenie. Dlaczego się chwycił? Mógł to być przecież tik nerwowy. Ludzie dziwnie reagują w takich sytuacjach. Drapią się po karku, zaciskają dłonie na ubraniu, ściskają palce.(autorka się nie zgadza z tym pytaniem, ale Ven odpowie).
- Dręczące wspomnienie – stwierdził. Tak, wspomnienia bardzo go dręczą.
Pytanie numer cztery – atak na błonia.
- Nie wiem. Nie było mnie tam - powiedział, a w chłopaku zamiast spokoju coraz bardziej narastała złość. Nienawidził pytań.
Pytanie numer pięć – niepokój.
- Bo nie lubię, gdy ktoś mnie osacza – stwierdził spokojnie.- Bo jak każdy człowiek mam swoje życie, a nie musi przecież ono być sielankowe. Każdy jest inny i każdy ma swoje problemy. Zapewne pan także – powiedział spokojnie.


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

on Sob Paź 17, 2015 6:00 pm
Metoda zadziałała i teraz przyszedł czas na efekty. Pytania poszły w ruch, a Charles oczekiwał odpowiedzi na nie. Oparł twarz o swoje dłonie, przyglądając się chłopakowi, który poddawał się mocy amuletu.
Pióro Cary Rhee energicznie poruszało się po pergaminie a sama aurorka również przysłuchiwała się słowom ucznia. Zresztą wszyscy w tym pomieszczeniu byli na tym skoncentrowani. Nie przerywał mu - nawet nie drgnął, kiedy wypowiedział się o Collinsach. Co prawda, nic nowego to nie wnosiło, ale zdecydowane podkreślenie słowa 'dziwni' dawało do myślenia. Przy odpowiedzi numer 2, zamrugał po czym jego miodowe oczy zwęziły się a kąciki warg niebezpiecznie drgnęły. Wskazywało więc na to, że osoba, która wzywała do pójścia na błonia była Ślizgonką, co znacząco zawężało grupę podejrzanych. Skierował nagle twarz w stronę okna, pogrążając się w zadumie, jednakże nadal jednym uchem słuchając wypowiedzi Ventusa. Wypowiedź odnośnie nadgarstka uznał za nieznaczącą, więc postanowił to sobie odpuścić. Chłodniejszy wiatr, który wpadł przez lekko otwarte okno musnął zasłony w gabinecie, odsłaniając kilka słoików w których były dziwne substancje. Zapewne gdyby ktoś przyjrzał się im z bliska, dostrzegłby coś... interesującego, co w nich wpływało. To było jednak nieważne. Stwierdzenie odnośnie nieobecności młodzieńca na błoniach ponownie wróciło, upewniając już całkowicie Charlesa, że mówił on prawdę. Kolana delikatnie uderzyły o biurko, kiedy Myrnin zmienił sposób siedzenia. Wrócił wzrokiem do Zabini'ego, kiwnął głową i posłał krótkie spojrzenie pannie Rhee i panu Ollivander'owi.
- I to jest właśnie jeden z moich problemów, panie Zabini, który, o ironio, dotyczy całej szkoły. Cieszę się więc niezmiernie, że postanowił pan z nami współpracować, z pewnością pomoże to w śledztwu - powiedział chrapliwie, podniósł się i delikatnie skłonił przed chłopakiem. - To wszystko. Może pan odebrać różdżkę i cieszyć się resztą tego pięknego dnia. Do widzenia.
I ponownie rozsiadł się w swoim fotelu, przyglądając się jak chłopak wstaje, żegna się z nim, zabiera swoją różdżkę i opuszcza jego gabinet.
[z/t x2]

Ventus Zabini: +5 PD za całe przesłuchanie, +Zmęczenie z powodu ilości pytań i użycia amuletu


Sponsored content

Re: Gabinet profesora Hucksberry'ego

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach