Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Gabinet Profesora Vincenta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
avatar
avatar


PisanieTemat: Gabinet Profesora Vincenta   Sro Paź 09, 2013 8:15 pm

First topic message reminder :

Kiedy się wchodzi widać naprzeciwko drzwi biurko, nad którym zawieszono obraz rodem z baśni, przedstawiający trzech braci i Śmierć nad nimi z trzema artefaktami; na prawej ścianie ustawiono jeden wielki regał, na którym ułożone w równych rzędach spoczywały książki od nowszych, do wyraźnie starych - było w czym przebierać w tej pokaźniej kolekcji, zaś zaraz za regałem zamknięte, ciemne drzwi, po przeciwnej stronie takie same - prowadzące do łazienki, a zaraz obok nich komoda, na której ktoś ustawił w wazonie uschnięty bukiet z róż, a zaraz pod nim umieszczono szkielet małego smoka, doskonale odtworzony,a może i nawet... prawdziwy? Po lewej stronie od drzwi ustawiony został spory globus-barek stylizowany na stary, a nad nim mapa świata - ta na pewno pamiętała świetlne czasy wieki temu, zachowana chyba cudem, nosząca na sobie puste plamy terenów wtedy jeszcze nieodkrytych, jak Ameryka, czy Australia, oba Bieguny i większa część Azji - trudno by było się rozczytać temu, kto łaciny nie zna, można się jeno domyślać, gdzie wtedy jakie kraje istniały. Na półkach, szafkach, na komodzie, wszędzie znaleźć można było mniej lub bardziej dziwne przedmioty, nasycone większą, lub mniejszą magią... większości aż strach by było dotykać.
Za drzwiami po prawej stronie znajdowała się sypialnia z dużym, dwuosobowym łożem, w której umoszczono kominek, prócz tego szafa garderobiana na ubrania; lewą ścianę, na której po środku kominek się znajdował, ozdobiono wieszając nań bronie - była smukła katana, obok niej wakizashi, szabla z czasów elżbietańskich, emanująca magiczną łuną, półtoraręczna klinga, na której wyryto starożytne runy niewiadomego pochodzenia - co tu dużo mówić, najwyraźniej właściciel miał słabość do... błyskotek.


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Sro Sie 27, 2014 11:21 pm

Cóż, w interesie Marcela nie leżało prowokowanie stwórcy, dlatego zmusił się do przybrania przepraszającego wyrazu twarzy, który miał już wręcz perfekcyjnie wyćwiczony. Rzadko szczerze prosił o wybaczenie, za to zawsze wyglądał wiarygodnie. Kwestia praktyki.
-Dobrze. Wobec tego przepraszam... nie chciałem prowokować - Powiedział w sposób niemalże niesłyszalny dla ludzkiej istoty tak, aby nadać tym słowom większy sens. Chciał aby były skierowane bezpośrednio do towarzysza i aby żadne uszy tego nie przechwyciły. Może to dziecinne, ale właśnie to, co ważne mówił cicho.
Przeniósł wzrok na różdżkę, która w tamtej chwili przyleciała aż pod jego nos. Ujął w dłonie ten czarodziejski atrybut i schował za pazuchę. Była dla niego droga, jednak nie miał pewności, czy nadal będzie mógł jej używać. Przez chwilę naprawdę chciał się o to spytać, ale uważał, że to głupie i sprawdzi sam, w dormitorium.
-Od jak dawna tutaj jestem? Jaki dzień i miesiąc dzisiaj mamy? - Zapytał nagle olśniony. Już pytanie z rokiem sobie odpuścił, bo prawdopodobnie zostałby wyśmiany, ale co do reszty nie mógł się powstrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Sro Sie 27, 2014 11:47 pm

O... to już było coś, co zdecydowanie bardziej się mu spodobało i co rozluźniło mięśnie, które już lekko zdążyły się napiąć - jak łatwo było coś zacząć, a równie łatwo zakończyć - całe szczęście, że Vincent należał do tych, których banalnie się ugłaskiwało milszym słówkiem, czy przeprosinami, a wszak wróżką nie był, nie siedział w głowach wszystkich, dlatego też najzupełniej szczerze jego przeprosiny przyjął, choć, znowu mogę tutaj coś istotnego dodać - w sumie nie interesowało go, czy były szczere, czy nie, dopóki zewnętrzna szopka wyglądała naturalnie i przekonująco, czy też: dopóki spełniało się wymogi stawianego przez niego okazywania szacunku względem jego osoby. Już co się o tym myślało bywało pomijane całkowicie, natomiast to, co zaprezentował Marcel, było naprawdę... dobre.
- Przespałeś tylko jedną noc. Bez obaw. - Żadna wieczność nie przeminęła, ani nie uciekły mu cenne lata szkoły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Czw Sie 28, 2014 9:07 pm

Spojrzał lekko zaskoczony na nauczyciela. Spodziewał się, że spędził tutaj co najmniej dwa dni, a czekała go taka niespodzianka.
-To dobrze... Mam jeszcze kilka pytań - Mruknął z pewną dozą nieśmiałości. Zazwyczaj, gdy on słyszał, że ktoś ma "kilka pytań", to jakoś tak robił się poirytowany. Liczył, że rozmówca okaże się bardziej wyrozumiały niż szesnastoletni Ślizgon.
-Ciekawi mnie, czy alkohol ma jakiś wpływ na smak krwi? Albo działa odurzająco? - Zapytał z zaciekawieniem. Z początku sądził, że przyjdzie mu się o tym przekonać, chociaż teraz uznał, iż lepiej zapytać zawczasu.
W oczekiwaniu na odpowiedź usiadł po turecku na podłodze w pobliżu kominka. Łokieć postawił na kolanie, a na otwartej dłoni oparł brodę. W tamtej chwili wyglądał wyjątkowo niewinnie, zwłaszcza, że oczy miał szeroko otwarte. Miał tak zazwyczaj, kiedy intensywnie nad czymś myślał.
-Ile lat minęło odkąd stałeś się... tym? - Zadał kolejne pytanie, zapominając o zwrocie grzecznościowym. Swoją drogą bawiło go to, że miałby nadal nazywać Vincenta "panem profesorem". Bo jak na nauczyciela zachowywał się bardzo nieoficjalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Czw Sie 28, 2014 10:17 pm

Zazwyczaj rzecz zależała od siły organizmu i przede wszystkim od mocy krwi, jaka mu została podarowana - czyli od tego, jak silny, jak stary, był wampir tworzący nowe... nie-życie. W sumie to trudno było nazwać wampira żywym, ale trupem też nie był - przecież, chociaż wolniej, serce biło, chociaż skóra była lodowata, to jednak nie rozpadali się i nie gnili - trwali jak monumenty wspomnień ludzkości, które ta próbowała zapisać na martwych kartach. Przecież każdy wie, że historię piszą zwycięzcy i tylko niemądrzy i naiwni ufają jej w pełni. Nie dało się jednak ukryć, że podczas przemiany ocierali się o śmierć, by zostać potem z jej królestwa wyrwanymi. Niektórzy twierdzili, że to wbrew prawom boskim, inni, że to błogosławieństwo i druga szansa. Może to właśnie szansa na odpokutowanie swych win, zamknięcie się w celibacie i spędzenie tak wieczności..? Byłoby to wielkie marnotrawstwo.
- Wszystko, co pije lub je ofiara, ma wpływ na smak krwi. - Tylko ton głosu uratował Marcela przed kolejnym wybuchem, który teraz na pewno skończyłby się bardziej drastycznie niż tylko okazanie niezadowolenia w postaci irytacji. Wszak nic złego w poszukiwaniu wiedzy nie było, wręcz przeciwnie, tylko kwestia jeszcze tego, z jakim nastawieniem się do tego poszukiwania podchodziło... zwłaszcza, gdy chciało się ją zdobywać u Niego.
- Hmmm... - Demon przejechał palcami po podbródku, zmrużył oczy, zamyślony, próbując przypomnieć sobie tamte czasy - ach, zabawne one były, cudowne - sam początek istnienia..! - Straciłem rachubę czasu... Z pewnością ponad dwa milenia... Pamiętam jeszcze panowanie tego śmiesznego Aleksandra Wielkiego i Wojny Perskie... - Było to, w zasadzie, bardzo dobrotliwe określenie - Aleksander Wielki był jedną z najbardziej szanowanych przez niego person, chociaż nie władał magią, tylko samym mieczem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Pią Sie 29, 2014 10:47 pm

I wtedy po raz kolejny poczuł się niewiarygodnie głupio. Był szesnastoletnim gówniarzem, który jeszcze niedawno odważył się nie okazywać szacunku do czarodzieja, który żył ponad dwa milenia. Cóż wtedy jeszcze nie miał pojęcia z kim ma do czynienia. Ba! Nawet teraz za wiele nie wiedział o swoim stwórcy. Dostrzegł zaledwie, że wystarczy odpowiednia mimika twarzy i ton głosu, aby go udobruchać. Tę wiedzę planował wykorzystywać jedynie w sytuacjach krytycznych, bowiem nie chciał budzić złości Vincenta Nightray'a. To mogłoby się tragicznie skończyć.
-Jestem pod wrażeniem - Powiedział niemal niesłyszalnie i po raz kolejny zatopił się we własnych przemyśleniach, przyglądając się pustym wzrokiem płomieniom. Zaczął powoli zdawać sobie sprawę z tego, że jest w pewnym sensie demonem. Że nigdy nie zobaczy zmarłej siostry. Co powie rodzicom? Oczekiwali od niego czegoś więcej niż przemiany w potworne stworzenie, jakim jest wampir. Pewnie jeszcze zatrudnią kogoś, kto ukróci Marcela o głowę. To by było w ich stylu.
-Podobno wampiry nie widzą własnego odbicia w lustrze... jak jest z legendarnym zwierciadłem Ain Eingarp? - Zapytał tak ni z gruszki, ni z ananasa. Jego ton głosu wydawał się w tej chwili inny niż zazwyczaj. Smutny? Dziwne określenie w wypadku tego chłopaka, ale tak, był smutny, bo wiedział, co stracił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Sob Sie 30, 2014 12:00 am

Lekkie zamyślenie poniosło jego myśli w przeszłość, w której czas, rok, data - to wszystko nie miało większego znaczenia... I kto by pomyślał, że we wszystkich bajaniach historyków na temat Wampirów tylko Ty jeden znasz prawdę? Wampir zaśmiał się w pewnym momencie - krótko, lekko, wyraźnie rozbawiony tym, co naszło jego umysł po krótkiej przebieżce historii - pokręcił głową na boki i westchnął, komentując tym krótkim ruchem wszystkie zdania układające się w płynną całość.
- Kochany Marcelu... - Wampir wstał z gracją, która nie mogła się od jego gestykulacji i stylu bycia odczepić. - ... Jako zadanie ode mnie przeszukasz księgi stanowiące o historii wampirów... - Niech wie, że w lepsze dłonie w tym świecie nie mógł trafić, że pod nikogo skrzydłami nie będzie tak bezpieczny, od nikogo nie był w stanie dowiedzieć się tak wiele, przy niczyim boku nie mógł zajść tak daleko... - Być może wtedy zrozumiesz, że tytuł Władcy Nocy nie przysługuje... - Znowu się zbliżył, kroczek po kroczku i nagle stał już przed długowłosym z wyciągniętą dłonią, którą musnął medalion na jego szyi, był jak czarna pantera pełna magnetycznej, dzikiej wdzięczności, przed którą wiemy, że należałoby uciekać... ale nie możemy się oprzeć sile jej spojrzenia i ruchom doskonale wypracowanych mięśni. - Byle... komu... - Ściszyłeś głos na samym końcu, podnosząc na swoją zabaweczkę wzrok - była bystra i ciekawska, to dobrze, to bardzo dobrze, ciekawe, co kryło się w jego głowie... - Nie możesz mnie zdradzić. - Zacząłeś odpinać guziki koszuli, odwracając się do chłopaka plecami, by zaraz ściągnąć z ramion ubranie i przewiesić je przez oparcie fotela - ciągle pachniała zakazanym lasem, wonią fajki i twoją własną krwią - nie podobało ci się to połączenie. A to, co powiedział... nie było rozkazem. Vincent był zbyt pewny siebie, by obawiać się tego, że jakiś chłopak zacznie go obszczekiwać za jego plecami o rzeczach, o których szczekać nie powinien.
- To jedynie mit. Tak samo jak to, że palą nas święte znaki... - dziwny uśmieszek zabłąkał się na twe wargi, tylko tobie zrozumiały z powodu tego żartu - czy uczulenie na czosnek. Jednak jesteśmy uczuleni na srebro. - Obróciłeś się znów przodem do Ślizgona. - Co takiego cennego utraciłeś, że możesz to dostrzec tylko w tym przeklętym lustrze, hmm..?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Sob Sie 30, 2014 2:03 pm

Marcel stał jakby urzeczony gracją kryjącą się w każdym najmniejszym ruchu wampira. Nie był pewien, czy to cecha wrodzona, czy też z czasem nauczył się niemal arystokratycznego poruszania. Pewne było jedno : Blishwick wybitnie nie pasował do tego otoczenia. Miał lekko rozczochrane włosy, na czarnej koszuli było widać zaschniętą krew, a jeszcze niedawno podwinięte rękawy rozwinęły się, ukazując mnóstwo zagnieceń. W takim stanie idealnie komponowałby się z aleją Śmiertelnego Nokturnu.
Wsłuchując się w aksamitny głos stwórcy, kiwnął kilkakrotnie głową. Przyglądał mu się z zainteresowaniem, kiedy stawiał kolejne kroki ku uczniowi. Tym razem chłopak nie poczuł potrzeby ucieczki, jakby powoli zaczął się oswajać z obecnością Vincenta.
-Nie mam zamiaru... Już nawet nie ze strachu, po prostu to nie leży w mojej naturze - Mruknął spokojnie. Nie kłamał. Nigdy nie obgadywał znajomych za ich plecami, nie sypał, więc i zdrada nie wchodziła w grę. Po prostu nie i już.
Odetchnął z ulgą, gdy usłyszał kilka faktów o jego gatunku. W czosnek jakoś nigdy nie wierzył, przecież on nie ma żadnych magicznych właściwości. To tak jakby wpakować go jako rdzeń do różdżki, bez sensu.
-Kiedyś miałem siostrę i chyba była jedyną istotą na świecie, którą kochałem. A ona zmarła. Liczyłem, że po śmierci przyjdzie mi ją zobaczyć, ale teraz mogę ją ujrzeć tylko w zwierciadle - Mówił bardzo cicho nie patrząc swojemu rozmówcy w oczy. Nie lubił mówić o sobie, jednak przed Vincentem nie powinien mieć tajemnic. A z resztą i tak by się dowiedział.
-Nie chcę zapomnieć jak wyglądała - Dodał i zacisnął mocno szczęki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Sob Sie 30, 2014 2:35 pm

Rzeczywiście... Takiś przejęty był, o ile to słowo w ogóle tutaj pasowało w ramach chęci dokładnego oddania twojego stanu, zadowolony i pochłonięty różnymi myślami, żeś nawet nie bardzo zwracał uwagę na to, w jakim chłopak jest stanie i że przydałoby się go już wygonić, by zajął się samym sobą. Ale nie, jeszcze nie, jeszcze jedna chwila, której pojęcie długości każdy z nas ma inne, żeby nacieszyć się tym towarzystwem kogoś nowego - kogoś, kto był teraz twoim dzieckiem i kto o zeszłej rodzinie mógł zapomnieć. Lepiej by było, żeby zapomniał. Tylko Ci, w których sercach drzemie niezgłębiona nienawiść potrafią bez uczuć, lub nawet z satysfakcją, obserwować, jak życie ich bliskich przemija, jak oni się starzeją, a Ty zostajesz, taki sam, identyczny, bez żadnej skazy na wiecznie młodym ciele. Można rzec, że Stwórca Wampirów cieszył się właśnie jak małe dziecko, kiedy dano mu nową zabaweczkę, której wartość można wypróbować i która podatna była do ulepszeń, kiedy tylko spełni oczekiwane wymagania.
Nie skomentowałeś tego, co, jak twierdził, w jego naturze nie leżało - oskarżyć cię można o wiele paskudnych przywar i ta zbytnia pewność siebie chyba była jedną z nich, tylko co się dziwić komuś, kto już ponad dwa milenia stąpa po tym padole?
I przez dłuższą chwilę jeszcze milczał, ze wzrokiem zatrzymanym na opuszczonej głowie długowłosego chłopaka. Widzisz? On cierpi. Całą swoją duszę, którą chciałeś mu wydrzeć, już komuś oddał, powierzając swe serce w dłonie siostry, zupełnie, jakby Los przewidział, że kiedyś napotkasz go pod Zakazanym Lasem i zapragniesz zmienić w towarzysza - obdarzył go bólem po stracie, a jednocześnie utkał wokół niego kopułę, która próbowała bronić go od zła - Ciebie uważają wokół za Zło ostateczne, tak jak większość wampirów, których jest tak niewiele - nie mogłeś pojąć, jak doszło do tego, że te parszywe kundle, po wszystkim, w co je wplątałeś, wzniosły się tak wysoko i tak haniebnie przetrzebiły twoich pobratymców... Ból straty... Poniekąd... rozumiesz chyba to ludzkie uczucie. Nie, rozumiesz je aż za dobrze, choć nie w ten sposób, w jaki właśnie odczuwał je Marcel. Jesteś Ojcem wszystkich wampirów, każda bezsensowna śmierć dzieci bolała, ale Ty nigdy nie czułeś prawdziwej miłości. Była dla Ciebie abstrakcją.
- Pamięć o zmarłych krewnych to bardzo dobra cecha... Jednak oddawanie zmarłym swych życiowych pragnień już takie dobre nie jest. - Oparłeś dłoń o wezgłowie fotela, nie spuszczając z niego złotych ślepi. - Twoja siostra chciałby, żebyś żył za siebie i za nią, na pewno nie, byś pogrążał się w tęsknocie za nią i zamykał serce na resztę doznań. Postaw się w jej sytuacji. - Spojrzał swoje zabaweczce w oczy. - Zmykaj, moja marionetko. Baw się grzecznie na terenie Hogwartu.
[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Gryffindor

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Czw Gru 04, 2014 3:50 pm

Szukaj, a znajdziesz. Jasne, łatwo powiedzieć. Ta Gryfonka przespacerowała się kilkakrotnie do biblioteki, ale nawet książki zdradziły ją. Nie dosłownie, ale nie przyniosły jej takiej odpowiedzi, której oczekiwała. Nie wspominając o bibliotekarce, która chyba czyta książki dla samego czytania, a wiedzy żadnej. Nie żeby jej jakoś specjalnie nie lubiła, ale chciała pomocy od kogokolwiek. Nie lubiła nie wiedzieć czegokolwiek. Ilość tego co wiedziała była "wystarczająca", ale nie na tyle, by jej mózg stwierdził: "Dobra, wiem już to, co chciałam".
Wysłała list do Sahira, bo chciała uporządkować to, co narobiła wcześniej. Myślała, że chociaż otrzyma jakąś informację zwrotną, ale i o tym prawdopodobnie może sobie pomarzyć. Siłą rzeczy i jego, jak i szeroko pojętej wiedzy musi szukać dalej. Po drodze wpadła nawet (wreszcie!) na to, by zapytać nauczyciela OPCM o pewne rzeczy. Niestety, kiedy ona czegoś potrzebuję to musi to zniknąć. I ten człowiek zrobił to samo. Nie miała czasu na czekanie, a raczej zwyczajnie nie chciała tego robić. Rozmawiała jeszcze z jakimiś Gryfonami w Pokoju Wspólnym, ale ich szczątkowe szczegóły, nastawienie i inne tego typu rzeczy były głupie. Stereotypy i jakieś zabobony. Nic, co pomogło by jej ruszyć dalej.
Ani tego, ani tego geniusza przez którego to wszystko zaczęła.
Wyjście, jakie jej zostało okazało się najbanalniejsze na świecie. Poszła do gabinetu profesora Numerologii. Najciemniej jest pod latarnią i to prawda. Tyle chwil i prób zmarnowane, kiedy ma coś na wyciągnięcie ręki! Ruszyła więc w tamto miejsce. Oczywiście zapukała i zamiast poczekać na zaproszenie weszła. Dotarło to do niej, gdy już była w pomieszczeniu. Cóż, za późno.
- Dzień dobry! Miałby pan może czas, siły i chęci, żeby poopowiadać mi trochę o czymś i poopowiadać na pytania? Jestem osobą, która nie lubi żyć w niepewności - Po co kłamać? Nie warto. Alex specjalnie nie lubiła tego robić, a jeśli szkoła i tak nie była bezpieczna to nie warto było silić się na ukrywanie własnej ciekawości. Tyle niewiadomych, że może jakakolwiek zostanie rozwiana. Najmniejszy szczegół. Cokolwiek, co mogłaby wykorzystać w jakikolwiek sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Czw Gru 04, 2014 4:31 pm

Profesor słyszał już o pogłoskach, które zaczęły się rozbijać po szkole w mijających dniach, miał swoje uszy wszędzie, potrafił i lubił słuchać, miał bardzo dużo czasu w swoim życiu, żeby nauczyć się sztuki najprzydatniejszej na świecie, a była nią cierpliwość, zamiast namiętnego rzucania się na to, co chce się dostać - w pewnych momentach to drugie było niezbędne, naturalnie - nie zamierzał próbować nawet temu zaprzeczać, tym nie mniej kiedy było się obserwatorem takim jak on, który jedynie co jakiś czas delikatnie zamieszał, żeby zobaczyć, jaki będzie skutek i co zrobią marne robaczki w postaci śmiertelników - jedyne, czego chciał, to dobrze się bawić po wybudzeniu z długiego snu i ta szkoła dostarczała mu tej wybornej zabawy, zapewniając go, że lepszego miejsca do zapoznawania się ze współczesną kulturą mieć nie mógł - to było jak wielki plac zabaw, do którego wpadło najsilniejsze dziecko bez własnego wiaderka i łopatki, ale wcale mu to nie przeszkadzało, bo wiedział, że zabawki każdy odda mu swoje, jeśli nie po prośbie, to siłą.
Stał tyłem do drzwi, lekko oparty pośladkami o swoje biurko mieszczące się na ich przeciwko i ze splecionymi na klatce piersiowej rękoma spoglądał na miecz zawieszony na ścianie - jedynie replika, tym nie mniej przypominała o starych czasach - nie zamierzał sprowadzać tutaj czegoś cennego ze swego skarbca, nie widział takiej potrzeby - mimo wszystko zawsze znalazł się jakiś rodzic, który niedobre dziecko, takie jak on, wyganiał z piaskownicy, a on tylko na to czekał. Bo tak naprawdę ileż można się bawić w nauczyciela? Zamierzał już niedługo stąd wyjść i zasiąść na należnym mu tronie pośród swoich dzieci i ukarać tych, którzy byli mu niewierni mimo swych przysiąg.
Odwrócił się powoli, kiedy ktoś zapukał do drzwi, a potem przez nie wszedł, zamykając za sobą - kiedy twoje złote oczy napotkały postać Grace uśmiechnąłeś się do niej, wskazując dłonią na krzesło.
- Jestem osobą, która bardzo chętnie dzieli się swoją wiedzą, więc usiądź, proszę, nie krępuj się. - Miał na tyle wybitny humor, że nawet nie przeszkadzało mu to, że nie zaczekała na zaproszenie, by wejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Gryffindor

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Czw Gru 04, 2014 4:55 pm

Jeden powód do radości: Nie została już na początku zbesztana i upomniana o brak kultury. Może jest nadzieja na to, że nie wszyscy dorośli musieli tak bardzo jej wypominać to zapominalstwo. Niby chora nie jest, ale takie niby oczywiste formułki, czy też inne grzecznościowe sprawy wychodzą jej żałośnie. Chwała za to, że zostało to tym razem wybaczone na swój sposób.
- Cieszę się i dziękuję - Usiadła sobie i w duchu tańczyła z radości. Tyle nadziei w jednym serduszku. W końcu to jej jedyna deska ratunku chwilowo.
- W sumie z wiedzy to nie, aż tak dużo. Tak mieszanie, chyba, może. Jakoś tak - Bardziej informację, oj tak. Toć i istotna rzecz i o nią toczyła się gra.
- Wymienię je, bo trochę ich jest, a pan sobie wybierze w jakiej kolejności udzielić na nie odpowiedzi. Nazbierało się tego trochę, co mnie bardzo irytuję. Niewiedza to smutna rzecz. - Wolała uprzedzić. Jak będzie słowotok to trzeba chociaż zapamiętać, co ona tam gadała.
- Przejdę do rzeczy. Chciałabym poznać pana opinie, co do masakry na zimowym balu. Czy sądzi pan, iż Komnata Tajemnic rzeczywiście została otwarta? Co z tym wszystkim mógł mieć związek tamten chłopak? Co kryje w sobie tamto legendarne miejsce? Czy Hogwart jest bezpieczny? Możemy być w niebezpieczeństwie? Czy zostały powzięte w tym kierunku jakieś kroki, by wyjaśnić tą sprawę, jeśli tak to jakie? Kolejna rzecz, która mnie interesuję to jak najwięcej istotnych faktów o wampirach. Samą prawdę, nie wierzenia, czy inne bzdury. Dużo, treściwie i istotnie. Ostatnia rzecz zaś to coś bardzo prostego. Wie pan może, co dzieje się z człowiekiem o nazwisku Nailah, a imieniu Sahir? Nie raczył odpisać na mój ostatni list i nigdzie go nie widziałam. Nie wspominając już o tym, że nikt nie może udzielić mi odpowiedzi na tamto pytanie. Wszystkie te rzeczy mnie interesują, a zarówno trapią. A większość osób albo nie wie nic, albo gada bzdury - Rozwinęła się dziewczyna, ale nie miała wyboru. Lista niewiadomych może dopiero się zaczęła, a i dochodzić będą inne. Trzeba je gonić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Czw Gru 04, 2014 5:11 pm

Skinął jej głową na znak, że nie ma za co dziękować, chociaż na głos tego nie wypowiedział, to jednak ten gest chyba mówił wystarczająco wiele, zwłaszcza to łagodne spojrzenie - ale to on był wszak tym, od którego aktorstwa najwięcej Nailah się nauczył - bo przybieranie odpowiednich masek na każdą okazję to sztuka najważniejsza zaraz po opanowaniu i posiadaniu nieskończonych pokładów cierpliwości, kiedy sięgało się po coś, co chciało się dostać - niezmiernie go cieszyło w tym momencie, że tak po prostu ogłosił się w końcu wampirem w tej szkole, chociaż na początku to ukrywał - teraz zbierał pozytywne plony swoich słów i czynów, widząc, jak Los sprzyjająco zagrał mu na końcu nosa, posyłając najlepsze kąski prosto w jego łapska. Jednym z tych kąsków była właśnie Alex, której imię, nazwisko i twarz były doskonale znane ze wspomnień swego podwładnego, które dość solidnie przejrzał, aby mieć wzgląd na całą sytuację zamieszania, które zaczęło się dziać - i teraz już wiedział, dlaczego. Nailah się wygadał, zostawił ją samej sobie... i oto jest przednia zabawa, na którą tak długo czekał!
- Proszę się nie krępować, jak już mówiłem, odpowiem dokładnie na każde pytanie... - Nawet baaardzo dokładnie, bo skoro już przyszła... nie zamierzałeś jej tak łatwo wypuścić. Zamierzałeś się zabawić w to, co najbardziej lubiłeś.
W łamanie zabawek.
Zamek w drzwiach przekręcił się samoistnie w zupełnie niesłyszalnym trybiku.
- Przybyłem w ostatniej chwili, swoją dyspozycję zawdzięczam jedynie wampirzej krwi... Na szczęście razem z Shanem Collinsem udało nam się odgonić bazyliszka, tym nie mniej było to dość makabryczne zdarzenie, łącznie z tą śmiercią. - Opinia, jakże to szeroko rozumiane pojęcie! - Tak, drogie dziecko, Komnata Tajemnic została otwarta... nie wiem, o jakim chłopaku mówisz i aktualnie średnio mnie to interesuje... Komnata jest legowiskiem mojego pupila, Bazyliszka, który był tworem mych rąk i mojego ulubieńca, Salazara Slutherina... - Uśmiechnąłeś się uprzejmie, splatając palce rąk opartych łokciami na blacie. Cała prawda. Granie w otwarte karty było najzabawniejsze. Zwłaszcza, że chciałeś zobaczyć, co Alex z tym zrobi. - Hogwart jest bezpieczny na tyle, na ile się nie nudzę i nie wypuszczam mojego zwierzątka, lub nie muszę bałaganić, żeby rozgonić tą nudę... Aktualnie mogłabyś się nie przejmować Hogwartem, tylko raczej zatroszczyć o własne zdrowie.
Mężczyzna wstał, powoli obchodząc biurko, wodząc palcami po jego kancie, żeby stanąć z jego boku, przypatrując się równiutko poukładanym na nim oszczędnie przedmiotom, by zaraz nimi zastukać, pozwalając ciszy rozprzestrzeniać się między nimi, nim uśmiechnął się w końcu z rozbawieniem, wyrywając ze swego zamyślenia, unosząc na Alexandrę spojrzenie i nawiązując z nią kontakt wzrokowy.
- Widzisz, Nailah jest troszkę... niedysponowany, więc nie mógł odpisać na twój list. Tym nie mniej wzruszył mnie dogłębnie, kiedy miałem okazję mu go przeczytać, dlatego nie mogłem się doczekać, kiedy cię zobaczę. Na szczęście mam dużo czasu. - Mogłeś sam po nią pójść, ale to by nie było zabawne. - Moja droga... Nie po to nakazałem swoim dzieciom pielęgnować naszą kulturę, aby śmiertelnicy, tacy jak ty, mogli się do niej wedrzeć i sponiewierać ją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Gryffindor

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Czw Gru 04, 2014 5:37 pm

Najsmutniejsze w tym wszystkim było to, że gdyby usłyszała, że jest "zabawką" to dopiero wtedy wzbudziłoby to w niej największe możliwe emocje. Przedmiotowe traktowanie to najgorsza możliwa rzecz. Zaraz po kłamstwach na tej jakże uroczej liście Alexandry. Jak liczył na to, że się pobawią to chyba zgłupiał. Chociaż może nie...
Może skoro tak lubi maski to doczeka się przedstawienia?
Słuchała go uważnie. Sama prosiła się o prawdę. Lepiej taka niż żadna. Tak właśnie dopatrywała się pozytywów. Siedziała sobie i tyle. To dopiero reakcja. Nie było to jednak obojętne i puste siedzenie w stylu "on sobie pogada, a ja wymyślę jak tu rozwiązać zadanie domowe". Przykładała się do wysłuchania każdego słowa, szczegółu. Nie była tylko pewna, czy powinna mu przerwać, czy też poczekać, aż skończy.
Ostatecznie jednak poczekała do samego końca.
- Nie żebym była przeciwna hodowaniu zwierząt, ale taki pupilek raczej nie powinien być udomowiony,szczególnie przez osobę, która tak je wykorzystuje - Na wzór ironii, takie były jej słowa. Nie podważała jego słów, czy też potwierdzała. Wolała chwilowo pozostać obojętna. W sumie sam potwierdził jej podejrzenia, ale nie było co się nad tym teraz rozwodzić. Rzecz, która w tamtym momencie ją interesowała była zupełnie inna. Usuwaj objawy, by dojść do źródła, tylko tyle.
- Pańskie życie musi być potwornie nudne skoro tylko takie same rzeczy potrafią rozgonić nudę. Czyżby jakiś problem z samym sobą? - Zmrużyła oczy w zamyśleniu i uśmiechnęła się. Nie dało się jednak stwierdzić, co ten uśmiech (a może uśmieszek?) oznaczał.
- Pan może wpieprzać się w naszą, robić bałagan, zachowywać się jak nie wiadomo co. I jeszcze pouczać mnie, że powinnam zająć się własnym zdrowiem. Niestety, ale inne istoty nie są dla mnie zaledwie rozrywką. Dobro Hogwartu to dobro moje, jak i moich kolegów i koleżanek. Nie wie pan, że prywatnej korespondencji się nie czyta? Szkoda. Co zrobił pan Sahirowi? - Przez myśl przeszło jej, że rodzice powinni być dumni. Nie krzyczała i mówiła do kogoś takiego na "per pan". Osiągnięcie warte medalu po prostu. Większość czasu jednak myślała nad tym, co mogło przydarzyć się panu Nailah. Dlatego też na koniec musiała zadać pytanie wyrwane od reszty.
-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Czw Gru 04, 2014 5:59 pm

Ponieważ jej ton był nienaganny, to mimo że utrzymała wypowiedź w ironicznym przekazie, nie zrobił z tym nic, jedynie się jej przysłuchując i kiwając lekko głową, bardziej do swoich myśli, niż do niej samej, żeby potwierdzić to, co przemykało po jego myślach na takie jej odważne słowa - lubił takich graczy, nie było żadnej frajdy z tych, którzy zaraz wpadali w panikę, albo się rzucali... w sumie była, szybko się ich pożerało, ale tylko tych, którzy potrafili zachować zimną krew, dostawiali zaszczyt prowadzenia z nim takiej konwersacji, jak ta. Już ze wspomnień Nailaha widział, że ta laleczka jest wyjątkowo ciekawa, toć i można nawet pokusić o stwierdzenie, że trochę niecierpliwił się, kiedy dostanie ją w swoje pazury.
- Oooch, zaraz wykorzystujee... - Nie można było mówić, że maski, które przybierał, były fałszywe, że jego uśmiech był fałszywy, nie dlatego, że był dobry aktorem, a dlatego... że on zmieniał same uczucia, a nie tylko mimikę twarzy, poddając się im, jak tylko chciał, płynąc wraz z wartkim nurtem, ewentualnie dopasowując go do siebie i zmieniając, kiedy coś wyjątkowo mu nie podpasowało - ale zawsze pozostawało to kwestią jego kaprysów i tego, co sobie ubzdurał. Był zupełnie nieprzewidywalny, a jednak nie szalony. - Ja tylko pozwalam mu się pobawić z moimi mniejszymi zabaweczkami, takimi, jak ty. Przecież muszę czymś karmić pupilka. - Chociaż miał o wiele lepsze pupilki w postaci wampirów, które zwykł nazywać swoimi dziećmi, tym nie mniej wszystkie one były kukiełkami, które miały tańczyć, jak im zagrał, jeśli takie miał żądania - fakt, że pozwalał im na taką samowolkę, był tylko dowodem na to, jak naprawdę mocno się nudził.
- Nie, nie, nie przejmuj się, w przeciwieństwie do śmiertelnych, mam świadomość własnej wartości. - Tak, nigdy mu nie przyszło na myśl uniżanie samemu sobie, bo po co? - Ileż czasu kot może wylegiwać się na ciepłym piecu? Kiedyś musi pogonić myszy i popacać je pazurami, żeby potem merdając ogonem położyć się i patrzyć, która z nich przeżyje, która umrze od urazów wewnętrznych, a która się wykrwawi od cięcia pazurów i kłów... - I to było wszystko w temacie, jeśli o nudę chodzi.
- Bardzo dobrze, że masz świadomość, że mogę to robić. - Ponieważ aktualnie nie było siły, która by mu nie pozwoliła. - Nailah jest moją własnością, więc siłą rzeczy jego listy należą do mnie. To naturalne... - Zawiesił na chwilę swoje słowa. - Chcesz, żebym cię do niego zabrał?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Gryffindor

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   Czw Gru 04, 2014 6:17 pm

Jak on ją wkurzał. Tak mocno, że naprawdę i jej samej było ciężko zrozumieć, że jeszcze się "nie rzucała". Człowiek działał jej na nerwy. Skakał sobie po nich jak po klawiszach fortepianu. Frajdę miałaby w chwili, gdyby ktoś mógł sprawić, że jego mózg zacznie dobrze wartościować pewne rzeczy. Ale to raczej nie możliwe, więc biedaczyna musi zadowolić się jakąś nędzną imitacją żywej istoty, która (o zgrozo) bawi się lalkami.
- Dokładnie. Wykorzystuje. Nie ma na to innego określenia - Nieprzewidywalność. Cecha, którą warto posiadać. Wtedy często nabywa się też inną, przydatną umiejętność. Spodziewanie się niespodziewanego. Inna sprawa, że wmawianie sobie różnych rzeczy prowadzi już do gorszych skutków. O pozytywach dla ogółu społeczeństwa nie ma wtedy już mowy.
- Nie jestem niczyją zabawką. Zrozumiano? Mam tożsamość i jestem istotą żywą oraz wolną - Powiedziała to spokojnie, lecz z ogromnym naciskiem na pierwsze zdanie. Nie da się określać w taki sposób. Godność i szacunek do siebie to coś, czego ma nawet pod dostatkiem.
- Nie jestem pewna, ale mam świadomość własnej wartości i z tego, co ostatnio pamiętam jestem śmiertelna. O dziwo mam 100% pewność, że się nie pomyliłam - No to może założą sobie klub? - Sahir również nie jest zabawką. Szkoda, że jak widać nie ma pan na własność mózgu, bo przydałby się panu, żeby umieć rozróżnić coś co egzystuje od przedmiotu. Ból mój nieukojony, zapewniam - On musiał zmieniać uczucia, a ona mogła sobie z nimi żyć w symbiozie. Pełnej i działającej prawidłowo.
- Jakiej oczekuje pan odpowiedzi? Z czystym sumieniem mogłabym powiedzieć, że tak. Problem w tym, że nie mam żadnej pewności, co do tego, że zostanę do niego zabrana. Nie lubię niewiedzy, jak już wspomniałam wcześniej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Vincenta   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet Profesora Vincenta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Gabinet i prywatne kwatery profesora OPCM
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet Dyrektora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Piętra :: Lochy i podziemia-
Skocz do: