Share
Go down

Restauracja Meloun

on Sro Wrz 21, 2016 12:17 am
First topic message reminder :

Restauracja znajduje się gdzieś pomiędzy Pokątną a Nokturnem. Towarzystwo stołujące się tutaj ma wypchane sakiewki, a do wykwintnych dań podchodzi się w stylowych pomieszczeniach.

Re: Restauracja Meloun

on Wto Wrz 18, 2018 1:11 am
Wnętrze okazało się zaskakująco eleganckie, jak na restaurację zlokalizowaną na Nokturnie, podobnież klientela nie przypominała zwyczajowej śmietanki towarzyskiej, którą można było spotkać w tych okolicach, a na którą składali się głównie złodzieje, paserzy, uliczni obszarpańcy, krętacze i wszelkiego rodzaju typy spod ciemnej gwiazdy. Przez lata załatwiania mniej lub bardziej legalnych interesów u miejscowych wystawców, Massimo szybko doszedł do wniosku, że na Nokturnie im bardziej elegancko wyglądałeś, im droższe nosiłeś na sobie atłasy, im lepiej wykrojone szaty, tym łatwiej było ci zostać przydybanym w ciemnej uliczce lub oberwać klątwą z zaskoczenia i pożegnać się z całą zawartością sakiewki. W miejscach takich jak te liczyły się umiar i dyskrecja. Nieostrożnie było tu chodzić obwieszonym od stóp do głów rodowymi amuletami i sygnetami, które z daleka krzyczały „jestem dobrze urodzony, śpię na forsie, okradnij mnie”. Nie tylko groziło to nieprzyjemnościami, ale też odstraszało potencjalnych sprzedawców, którzy nie chcieli wchodzić w interesy z kimś, kto za bardzo rzucał się w oczy i mógł ściągnąć zarówno na siebie, jak i na wspólników niepotrzebną uwagę, a co za tym idzie – kłopoty. Rockers czuł się na Nokturnie zaskakująco wręcz swobodnie, jak na osobę z jego pochodzeniem. W bulgoczącym kotle niedzielnych opryszków, złodziei i moczygęb widział wyłącznie niegroźną, prostolinijną i łatwą do przejrzenia zbieraninę. Wiedział dobrze z własnego doświadczenia, że to, co rzeczywiście niebezpieczne i odstręczające, zwykle miało ładne i pachnące opakowanie.
To miejsce było jednak inne, a oni zdawali się nieszczególnie tu pasować z tą rozwrzeszczaną, wulgarną papugą, którą Q wbrew wszelkiemu rozsądkowi postanowiła wziąć ze sobą. Wymyślne przekleństwa dobiegające spod płaszcza jego towarzyszki momentalnie ściągnęły na nich uwagę zgromadzonych tu czarodziejów i wywołały powszechne oburzenie. Massimo uśmiechnął się uprzejmie do mijających ich kobiet, które mruczały pod nosem coś o braku kultury, jednak nie było w tym uśmiechu nic ciepłego. Skupił spojrzenie na zakłopotanym młodym kelnerze i z satysfakcją stwierdził, że ten wie, o co chodzi. Rzuciwszy ponaglające spojrzenie Rei, która była zajęta szamotaniem się ze swoim nieznośnym ptaszyskiem, ruszył w ślad za chłopakiem, a gdy ten odstawił ich przy drzwiach, wręczył mu galeona w zamian za kłopot i w ramach rekompensaty za zamieszanie. Nie wiedział, co takiego czekało ich w środku, zawsze więc rozsądniej było opłacić potencjalnych świadków i zdobyć ich przychylność.
Uniósł brwi, kiedy Q odbiła się od zamkniętych drzwi jak piłeczka, a potem zmarszczył je z dezaprobatą, kiedy postanowiła już na wstępie podzielić się jego personaliami z… no właśnie, z kim właściwie?
Nie zwykłem gawędzić z klamką od drzwi ─ mruknął spokojnie, ale z naciskiem. ─ Czemu miałbym opowiadać o sobie komuś, kogo nie widzę i nie znam jego intencji? Z doświadczenia wiem, że pewne sprawy wymagają odpowiedniej ─ zważył słowa, zerkając na plującą obelgami papugę ─ dyskrecji. Myślę, że ty wiesz to również, stąd ta cała otoczka tajemniczości. Ale nie sposób o dyskrecję, kiedy będziemy wykrzykiwać do siebie przez drzwi, a ja lubię móc patrzeć w oczy komuś, z kim rozmawiam o interesach.

Re: Restauracja Meloun

on Wto Wrz 25, 2018 9:27 pm
- Q? A co to za imię? - zaciekawił się jegomość zajmujący się w tym czasie wlewaniem w siebie wina. A co się będzie powstrzymywał w taki piękny dzień, kiedy szczęście się do niego uśmiechnęło! Beknął sobie cicho i na chwilę zasłonił usta dłonią, mając nadzieję, że ludzie za drzwiami nie usłyszeli. A zresztą nawet jeśli, to co z tego?! - Tak to ja... a co to za trzeci głos? Ktoś mnie wyzywa?!
Poczuł się nieco urażony i aż z nerwów chwycił za nogę upieczonego kurczaka i wgryzł się w nią tak mocno, aż poczuł jak kość zderza się z zębami.
Młody kelner za każdym razem gdy spotykał wzrok Massimo, kłaniał mu się delikatnie, posyłając pełne wdzięczności spojrzenie. Najwyraźniej dziedzic Rockersów wiedział jak zdobyć czyjąś przychylność. Po słowach, które padły od jego strony, nieznajomy czarodziej, kryjący się za drzwiami zamilknął, zapewne myśląc nad słowami mężczyzny.
- To mi się podoba, masz jaja, wchodźcie - i rozległ się odgłos przekręcanego klucza, a Q i Massimo objawił się gospodarz, choć kompletnie na gospodarza nie wyglądał. Co najwyżej na gospodarza jakiegoś pokaźnego śmietnika. Podrapał się po brodzie, wpuszczając panią przodem, a potem pana. Wzrok chcąc nie chcąc zahaczył o pewne części młodej czarodziejki. - No i to ja rozumiem. Interesy. Głowa na karku. To ja rozumiem - i pomieszczenie, bogato zdobione, bo w końcu nie byli w pierwszej lepszej restauracji, wypełniło się jego ochrypłym śmiechem, kiedy zamknął za nimi drzwi. - Powiedźcie o sobie, poznajmy się. Jestem Henry, ale wszyscy znają mnie jako Dyniowy Pasztecik przez moją pierwszą transakcję. Przykleiło się to do mnie jak gówno sowy, ale już nawet mnie to nie denerwuje. Mówcie do mnie jak chcecie. Coś do jedzenia, picia?


Massimo Rockers: -1 galeon


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Restauracja Meloun

on Czw Wrz 27, 2018 10:05 am
Nikt nie przeczył, że z tych dwojga to Massimo był ostoją rozsądku, opanowania oraz iście arystokratycznych manier. Co prawda wiele mieli ze sobą wspólnego, choćby co poniektórych parterów seksualnych, ale różnili się od siebie znacząco i, można to stwierdzić z dużą dozą pewności, gdyby nie fakt, że przez kilka długich lat musieli ściśle współpracować na boisku Quidditcha, nie pozostaliby przyjaciółmi po ukończeniu Hogwartu. Przypuszczalnie nigdy by nawet nimi nie zostali.
Los jednak najwyraźniej naprawdę był ślepy i łączył ludzi z przypadku. A Massimo jakimś cudem nadal wytrzymywał beztroską naturę Q, która z równą pogardą dla wszelkich zasad obowiązujących na tym świecie (a już na pewno w świecie rodów uznawanych za nieco bardziej dystyngowane) adoptowała wulgarne papugi, co podążała za przypadkowymi pasztecikami na podejrzanych ulicach.
Już miała odpowiedzieć tajemniczemu jegomościowi za drzwiami, że "Q" to, oczywiście, nie jest imi, ale, że nie ma to żadnego znaczenia, bo tak właśnie do niej należy się zwracać, ponieważ ma cierpiących na megalomanię rodziców, której nie potrafili powściągnąć nawet w momencie nadawania miana swojej jedynej córce. Całe szczęście do rozmowy wtrącił się jednak Massimo i był tak konkretny, profesjonalny i ze wszech miar godny milczącej aprobaty, że zamknął usta nawet gadatliwej na ogół Q. Ta sztuczka nie udała mu się jedynie z papugą, która nieustannie obrażała wszystko spod wierzchniej odzieży kobiety.
Trzeba w tym momencie przyznać, że odrobina ptaka w strategicznym miejscu zawsze zwiększa szanse u płci przeciwnej. I dokładnie to stało się w przypadku Q, bo choć nie miała powodów do kompleksów, to w kwestii kobiecych atrybutów na ogół była co najwyżej przeciętna. Tymczasem pokaźne wybrzuszenie, nawet jeśli obrażało najgorszymi wyzwiskami nieostrożnego podglądacza, musiało robić wrażenie. I choć Q naczytała się stanowczo zbyt wielu książek, również mugolskich, o feminizmie i uważała siebie za chodzący i oddychający przykład emancypacji kobiet, co oznaczało, że niejednemu facetowi pokazała co myśli o przedmiotowym traktowaniu swojej osoby, ta sytuacja była po prostu zbyt śmieszna. Nawet na szlachetną walkę o prawa płci zarówno pięknej i nadobnej, jak i inteligentnej oraz profesjonalnej.
- Panie Dyniowy Pasztecik, i pan się dziwi, że ktoś może nazywać się Q? – okej, sytuacja oprócz tego, że śmieszna, była również absurdalna. Siedzieli w jakiejś luksusowej restauracji, na szemranej ulicy, z facetem, który sam siebie nazywał Dyniowym Pasztecikiem. A w tle, niczym zacięta płyta, dało się słyszeć: ty beznadziejny safanduło, skończony impertynencie! Ty obleśny paszczurze ty! Paskudny dyletancie! Zignorowała propozycję spożywania czegokolwiek. W jakimś sensie podobne miano nadane równie podejrzanemu człowiekowi mogło sugerować różne sposoby wykorzystywania przez niego… pokarmów.




♪♪♪

Re: Restauracja Meloun

on Sob Paź 06, 2018 6:25 pm
Pewnie wiele osób nie zgodziłoby się z Q, gdyby usłyszało, że Massimo to wzór arystokratycznych manier. O ile potrafił robić na rozmówcach wrażenie znajomością etykiety, którą w końcu od najmłodszych lat wtłukiwano mu do głowy, to nie zawsze z równą chęcią prezentował ludziom oblicze gentelmana. Dla wprawnego oka było w tej całej pozie coś fałszywego, wyuczonego. Kto nieszczęśliwie spotkał się z Rockersem w mniej sprzyjających okolicznościach, ten wiedział, jak daleki od dystyngowanych manier potrafił być. Wiedział, jak manipulować człowiekiem, żeby wyciągnąć z tego najlepszą korzyść dla siebie. Zawsze wiedział, jak się zachować w stosunku do określonej jednostki, jeśli tego potrzebował, lecz często nie było w tym nic szczerego. Nawet otaczająca go aura stoickiego spokoju i opanowania, którą emanował w niemal każdej sytuacji, nie była do końca prawdziwa. Maskował gwałtowność swojego charakteru pod tymi wszystkimi warstwami kłamstw, lecz kto go znał, wiedział, że pozór chłodnej niewzruszoności potrafił wyparować w ciągu chwili, kiedy z sekundy na sekundę tracił nad sobą panowanie i wpadał w gniew.
Na jego ustach zatańczył ten typowy cyniczny uśmieszek, gdy głos po drugiej stronie ugiął się, a zamek w drzwiach zgrzytnął z cicha. Massimo puścił Q przodem w prześmiewczym geście niezmordowanego gentelmana, a potem wsunął dłonie do kieszeni płaszcza i ruszył w ślad za nią. Palce prawej ręki zaciskał przezornie na różdżce. Pomieszczenie było luksusowe i bogato zdobione, w przeciwieństwie do jego lokatora. Mężczyzna miał śliski wygląd typowego nokturnowskiego przyjemniaczka i nie zdziwiłby się, gdyby ledwie co wygrzebał się z jakiegoś śmietnika. Musiał dorobić się w szybkim czasie i na fali tego sukcesu postanowić roztrwonić pieniądze na wynajem tego miejsca. Być może w całej tej absurdalnej historii istotnie było jakieś maleńkie ziarno prawdy.
Umieram z ciekawości ─ odparł z tylko delikatnie wyczuwalną ironią na wspomnienie o tajemniczym pochodzeniu nietypowego pseudonimu artystycznego Dyniowego Pasztecika. Nierozsądna rozrzutność, wygląd bezdomnego, a teraz ten głupkowaty przydomek; wszystko to nie zachęcało do robienia z tym człowiekiem jakichkolwiek poważniejszych interesów, ale cóż, zawsze mógł przekonać się, co miał do powiedzenia, a nuż wywiąże się z tego jakiś ciekawy ciąg wydarzeń. ─ Massimo. Lecz o tym zdążyła cię już poinformować moja urocza towarzyszka. ─ Spojrzał znacząco na Rei, unosząc przy tym lekko brwi. ─ Napiję się Ognistej. Chociaż od towarzyskich pogawędek wolałbym jakieś szczegóły. Powiedziano nam, że masz ciekawą ofertę.
Rozparł się wygodnie na jednym z foteli, dyskretnie przyglądając się zarówno pomieszczeniu, jak i jego gospodarzowi. Uśmiechnął się pod nosem, gdy dotarł do niego komentarz Q. Nie umknęło mu spojrzenie, jakim na wejściu zmierzył ją mężczyzna, a choć rozdrażniło go to, pominął to milczeniem. Odrobina ptaka umieszczona w jej strategicznym miejscu dalej wykrzykiwała tymczasem przekleństwa i obelgi, niepomna niczego. Ciszę wypełniały okrzyki: ty szałapucie, ty luju pasiaty, ty capie przebrzydły, pipo grochowa, bogaj cię usiekli!

Re: Restauracja Meloun

on Sro Paź 10, 2018 11:15 pm
Robiło wrażenie, robiło, a samo to, że się poruszało pozwalało popuścić wodzę fantazji. Człowiek z którym mieli do czynienia był dość prosty, daleko mu było o myśleniu o tym czy kogoś uraził czy nie, ot typowy skurczybyk do biznesu.
- Bo Q to nie imię tylko litera - wycelował w niej palucha, niemalże oskarżycielsko, ale mimo wszystko się uśmiechnął, chwaląc się swoimi dość pomarańczowymi zębami. - No co poradzę, że mnie tak nazwali od tego jednego interesu? Wtedy ludzie szaleli na punkcie dyniowych pasztecików, jakiegoś hopla dostali i wszyscy się nakręcili, więc cóż mogę rzec, wykorzystałem sytuację. Byłem wtedy młody, miałem długie włosy, zakręciłem się to tu to tam wokół kucharek pracujących w przyjemnej knajpeczce w okolicy Ministerstwa, przeholowałem trochę z zaklęciami i... bum, cała ulica w dyniowych pasztecikach. Cóż to była za frajda, choć straciłem nieco kasy, bo trochę ich pokradli. Złodzieje, a tfu! - i splunął do pustego kielicha, który miał obok siebie. Chyba nawet do tego mu służył. Po chwili polał Massimo i Q Ognistej, biorąc milczenie czarownicy za zgodę, po chwili wahania też sobie nalał. Do nowego, czystego już kielicha. Najwyraźniej same się opróżniały. Sięgnął jeszcze po nogę od kurczaka i wgryzł się, z zainteresowaniem przyglądając się jak kobiecie skacze biust rzucając wyzwiskami.
- A czemu to to się tak robi? Jakieś zaklęcie? Zaklęty stanik? Droga pani to może być niezły biznes! - wypił kolejny łyk z tej całej ekscytacji i już mu się nawet oczy zaświeciły. Najwyraźniej przekleństwa przestały mu już tak ciążyć, kiedy odkrył, że może być z nich jakiś pożytek. Śmierdzący kikucie, parszywy trolli smarku, półdupku olbrzyma! Papuga musiała mieć w sobie sporo siły, nadal nie zrobiła sobie przerwy. Pomieszczenie było z przepychem, nic wyjątkowego, głównie na zasadzie by wyglądało bogato i z klasą. Był spory stół przy którym właśnie siedzieli, nakryty złotymi i srebrnymi półmiskami i kielichami, żyrandol z ciemnymi czerwonymi świeczkami unoszący się w powietrzu, kilka kredensów z złotymi wzorami centaurów, które, o dziwo, trzymały melony i delikatnie się poruszały. Na ziemi był miękki czerwony dywan, który wyglądał jakby miał wciągnąć pierwszą osobę, która postawi na nim nogę.
- Ciekawa oferta? No tak, po to to wszystko. Nie byle jaka, pierwsza klasa, można zgarnąć niezłe pieniądze, ale tylko dla wybranych. Jesteście zainteresowani sprzedażą, wymianą a może kupnem? Potraficie się targować? To bardzo ważne, bo nie chciałbym by skończyło się na tym, że was wprowadzę a wy przepadniecie albo gdzieś, no nie wiem, zaskarżycie. Czaicie, nie?




Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Restauracja Meloun

on Pią Paź 19, 2018 9:55 am
Czy Q nie zdawała sobie sprawy z tego, że zachowanie Massimo w dużej mierze było przemyślaną grą, sprytnym sposobem na zjednywanie sobie właściwych osób we właściwym czasie, co na pewno było pożądaną umiejętnością w ich kręgach społecznych? Pewnie tak. Przecież nie jeden raz zdarzało jej się widywać go w okolicznościach, w których jego maska opanowanego arystokraty szła w kąt. Najwyraźniej jednak na tyle często gościła na jego twarzy, że dla Rei była do pewnego stopnia nierozłącznym elementem jego osobowości w ogóle, a nie jedynie mamiącą co poniektórych sztuczką. Była to z resztą kolejna rzecz, która bardzo ich od siebie różniła. Q zdecydowanie odmawiała udawania kogokolwiek z jakiegokolwiek powodu. No, chyba że już naprawdę musiała: zaszantażowana albo przekonana, że w ten sposób może osiągnąć coś bardzo, ale to naprawdę bardzo dla siebie korzystnego.
Zignorowała znaczące uniesienie brwi swojego towarzysza, któremu pozostawiła prowadzenie dalszej rozmowy, bardzo przytomnie gryząc się w język przed kontynuowaniem jałowej dyskusji o debilnych ksywkach oraz o tym, czy można identyfikować się z jedną wyłącznie literą. Jakoś wątpiła, żeby wyglądający na niezbyt przytomnego umysłowo jegomość zdołał zrozumieć jej wyjaśnienia, nawet gdyby się na nie zdecydowała. Wysłuchała niezbyt uważnie opowieści o pochodzeniu jego pseudonimu biznesowego, po cichu uznając go za niezbyt fortunny, bo robienie interesów z Dyniowym Pasztecikiem nie brzmiało jak coś, czym można by się pochwalić przed znajomymi, milcząc jednak wytrwale, zupełnie nie w swoim stylu – dodajmy, aż zostało do niej bezpośrednio skierowane pytanie. Wtedy uśmiechnęła się odrobinkę złośliwie.
- Oczywiście. Testuję nowy produkt. Jak Pan się zapewne orientuje, ideologia feministyczna przenika także do magicznego świata, a może właśnie z niego się wywodzi... W każdym razie uważam, że może zaistnieć na rynku duży popyt na biustonosze obrażające pozwalających sobie na zbyt wiele mężczyzn. -nie, to nie tak, że miała ochotę wytknąć mu tamto nieuprzejme zachowanie. – Oczywiście zdaję sobie sprawę, że istnieje również sektor zainteresowany bardziej przyciąganiem wzroku, niżeli karceniem niedyskretnych spojrzeń, dlatego stanik posiada również tę opcję – w tym momencie papuga, jakby wyczuwając, że to jej moment, zatrzepotała łysymi skrzydłami, wprawiając w ruch odpowiedni sektor ciała Q, przy okazji wyrzucając z siebie jednak całą lawinę obelg – jak widać, pozostaje jeszcze trochę pracy przy produkcie. – mruknęła, zadowolona z siebie jednak, bo ostatnie kilka zdań (tych jej, a nie papizich) brzmiało całkiem elokwentnie, a przy tym dobrze się bawiła, nawet jeśli kosztem biednego Pasztecika. Nie ruszyła trunku. Zmierzyła jedynie nieprzychylnym spojrzeniem Massimo, który przerwał jej zabawę, przywracając do rzeczywistości ich towarzysza i zmuszając go do skoncentrowania się na sprawie, w której tutaj przybyli. Chociaż to chyba zbyt wiele powiedziane – przecież ich obecność w tym miejscu tak naprawdę była dziełem przypadku.
-[b] Rozmawia Pan z osobą, której biust ma więcej animuszu niż niejeden kupiec!
– co prawda sprzedażą, wymianą ani kupnem nie była szczególnie zainteresowana, jej potrzeby oraz możliwości finansowe były mocno ograniczone, ale przypuszczała, że Massimo może mieć inne podejście do sprawy. Zwłaszcza że z wypowiedzi ich towarzysz wynikało, że to nie do końca legalne miejsce handlu, a na takich często spotykało się najciekawsze przedmioty – takie, których siłą rzeczy nie dało się dostać nigdzie indziej.




♪♪♪

Re: Restauracja Meloun

on Wto Gru 11, 2018 8:36 pm
- Feministyczna? Chodzi pani o te krzyczące czarownice, że więcej pracy dla kobiet? Paaaaaaniii - niemalże się skrzywił, ale w porę się powstrzymał. Tak jak przed wypowiedzeniem swojego prawdziwego zdania o całej tej sytuacji. Zamiast tego uśmiechnął się przebiegle, bo w istocie mógłby to być dobry biznes! O aż mu oczy zalśniły na tę drugą funkcję. Nie wiadomo czy bardziej z powodu tego jak przyjemnym to było widokiem czy raczej z powodu potencjalnych korzyści materialnych. Henry już zakasał rękawy do tego potencjalnej żyły złota.
- Pani, ten produkt zrobiłby furorę na goblińskim targu! - rzucił podniecony samą wizją, nie zauważając, że w sumie zdradził im nazwę miejsca, które zamierzał im pokazać. Wypił potężnym haustem resztę trunku nawet się nie krzywiąc. - No i to ja rozumiem, szanowna pani. Jak nic widzę, że pani sobie tam poradzi. Z taką siłą przebicia, hoho, nie widzę innej opcji!
Co jakiś czas wracał wzrokiem do jej klatki piersiowej, nie potrafiąc się powstrzymać, zwłaszcza że tak często się stanik Q ruszał. Wziął się jeszcze do jedzenia, ale był już praktycznie przygotowany, że na dobre towarzystwo trafił. Na pewno lepsze niż tamci dwaj.
- A z Massimo się milczek zrobił! - dodał znienacka i krótko się roześmiał, klepiąc się po pełnym brzuchu. Podniósł się powoli, jakby z trudem.
- Dobra, jak chcecie zobaczyć te cuda niewidy to sprawdźcie kieszenie, zabezpieczcie sakiewki, a potem trzymajcie się blisko mnie byście się nie zgubili. Wszystko jasne? Jeszcze macie jakieś pytania?


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Sponsored content

Re: Restauracja Meloun

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach