Share
Go down

Główna sala

on Wto 03 Wrz 2013, 21:59
First topic message reminder :

Wnętrze pubu jest ciemne, niezbyt czyste i schludne. Niemniej wszystko wynagradzają pokoje, które można tu wynająć - na jedną noc, albo nawet na dłużej. W Dziurawym Kotle jest możliwość napchania swojego żołądka jednym z pożywnych dań lub wypicia herbaty, kawy, eksplodującej lemoniady, albo też czegoś wysokoprocentowego.  

Re: Główna sala

on Pon 23 Lip 2018, 21:18
Gdyby nie był sobą zdążyłby rozerwać na strzępy dziewczynę, która zaliczyła upadek. Oczywiście w sali pełnej ludzi i to na samym jej końcu musiało trafić na niego. Bo czemu nie, prawda? To tylko wypełniająca się stale ludźmi przestrzeń. Wcale nie mogło trafić na KOGOKOLWIEK INNEGO! A rozglądał się tylko przez moment, kiedy próbował zidentyfikować, kto drze japę widząc go i czemu to akurat James! Nie zdążył nawet go zobaczyć, kiedy to bardzo dobrze mógł dostrzec każdą rysę i plamę na stoliku. I może nie byłoby źle. Może wcale nie potoczyłoby się to aż tak tragicznie, gdyby nie fakt, że jego najlepszy przyjaciel przybył już na miejsce zbrodni. I to nie jego zbrodni! Dziewczyna paplała przeprosiny, więc nie mógł na nią nakrzyczeć. Co prawda w życiu by na nią nie nakrzyczał, bo to źle wygląda, a ona naprawdę wydawała się przejęta tym wszystkim, ale przynajmniej nikt by go nie ośmieszył! A teraz? Teraz wyszło na to, że to jego wina? Dobrze chociaż, że wszyscy dookoła zdążyli zauważyć, iż to wina jej, a nie jego. To doceniał, bo nie wyszedł na sierotę tym razem. Gdyby wykreślili wszystkie późniejsze słowa Jamesa. Wróćmy jednak do początków, bo wiele się wydarzyło przez ten upadek.
- Mój nos jest cały... - Mruknął bardziej do siebie niż do zgromadzenia szyderców naczelnych podczas zbierania się na krzesło. Przetarł swoje ciuchy, co by zdjąć ewentualny brud z podłogi i wreszcie spojrzał na dziewczynę, która wypowiedziała sporo słów przepraszających. Tylko co miał niby z tym zrobić? Powiedzenie, że i tak nie poszedłby z pretensjami przerwałoby to zamieszanie? Odetchnął tylko dzięki temu, że był świadomy, iż ludzie są tutaj na tyle niecodzienni, że przejmują się bardziej płaskością planety niż takim małym incydentem. Nikt raczej go nie zapamięta.
- Dziękuję, ale... - No chciał chłopak, uwierzcie mi. NAPRAWDĘ CHCIAŁ JEJ ODPOWIEDZIEĆ! Samodzielnie, spokojnie i bezproblemowo, ale potem niczym rycerz na białym koniu wpadł umiłowany kolega Rogacz. Co mógł zrobić? Teraz to już naprawdę nic. Zaczerwienił się ze wstydu, że ten ma o nim takie zdanie, a ona musi tego wysłuchiwać. Dopiero w tej chwili poczuł się zrezygnowany tą sytuacją. A było nie przychodzić! Pomyślał, by zatkać mu usta, ale wyszedłby w takim gronie na niewychowanego. Może ich to nie obchodzi, ale on jednak chce mieć poważanie ostatecznie chociażby przed samym sobą. Skoro nikt go nie docenia to sam musi zadbać o poczucie własnej wartości. O ile kiedyś je nabędzie przy takich znajomych.
- Nie kop mnie - No tak, to był najbardziej istotny komunikat ze wszystkich. W dodatku powiedział to tak idiotycznie! Siedząc zrezygnowany i patrząc na przyczynę swych kłopotów tego dnia, czyli pracownicę tego nieszczęsnego przybytku. Czyli wyszło na to, że mówi to do niej! Szlag by to trafił.
- To znaczy... to nie do pani. I pewnie. Peter Pettigrew, miło poznać. Szkoda, że w takich okolicznościach. Nie mam zamiaru robić żadnych problemów. To tylko ubranie - Teraz już było całkiem dobrze. Tak mu się przynajmniej wydawało do chwili, kiedy sprzątając upuściła jeszcze coś i spróbowała to pozbierać zwyczajnie. Naprawdę sądzi, że do tego wszystkie brakuje im jeszcze dodatku krwi? No i James... co z nim u licha nie tak? Jaki wianek? Zwrócił się więc i do niego wreszcie, szeptem, ale wystarczająco głośnym, by ten mógł go zrozumieć.
- Piłeś coś dzisiaj? Albo wczoraj? I to nie była moja wina! - Tyle powiedział po czym szybko odwrócił się od niego i ruszając swoje cztery litery z krzesła, by jej pomóc. Wyjął jakąś chustkę, serwetkę, czy inny przedmiot tego typu i zgarnął resztki miseczki w nią (magia? co to za słowo?). Chcąc jednak ją oddać do wyrzucenia swojej towarzyszce tej chwilowej niedoli, wstając uderzył swoją głową w nią. Jej głowę? Kolano? Nie był pewien, ale zabolało. Miał nadzieję, że ją chociaż trochę też. Tak dla sprawiedliwości od świata jakiejś.
- Tym razem moja wina, wybacz. - Miał dosyć. Kapitulując usiadł znowu na krześle i oglądał te śmieszne ludki Jamesa. Nie śmiał się. Będzie miał guza na czole, jak nic. Może ta Ognista o której mówił jego kompan to dobry pomysł.
Może zapomni o tym ciągu zdarzeń, jaki właśnie miał miejsce i wysłucha opowieści o płaskiej Ziemi.


What will we do when we get old?
Will we walk down the same road?
Will you be there by my side?
Standing strong as the waves roll over

Re: Główna sala

on Pon 06 Sie 2018, 22:43
Charlotte posiadała wiele wątpliwości związanych ze swoim powrotem do Wielkiej Brytanii. Od początku, od chwili, w której stanęła na lądzie, rozglądając się po ludziach rozmawiających z tak dobrze znanym jej akcentem. Wiedziała, że jej przypłynięcie ze Stanów prędzej czy później przyniesie jakieś nieoczekiwane, a przede wszystkim niechciane konsekwencje. Tę myśl starannie pielęgnowała w swojej głowie, chociaż musiała przyznać, że radość mamy, Leny i Jamesa sprawiła, że poczuła się odrobinę bardziej jak w domu, niż podejrzewała. W domu, do którego na dobrą sprawę nawet nie zaszła. Bo i po co? Podejrzewała, że ojciec może już wiedzieć, że Charlotte powróciła, jednak tak długo jak mogła, chciała ukrywać się u Potterów, udając, że tak naprawdę nie istnieje.
I może by jej się to udało? Podejrzewała, że mogłoby tak być, gdyby nie śmierć mamy Jamesa, która wywołała tak wielkie zaskoczenie, a przede wszystkim tak wielką żałobę, że nawet Macmillan, która nawet nie była spokrewniona z kobietą, nie potrafiła nie odczuć pewnego rodzaju żałoby. Bo przecież znała ją tyle lat, tak wiele razy była przez nią przyłapywana, kiedy przemykała się wieczorami do pokoju Jamesa, jeszcze więcej częstowała ciasteczkami, kiedy po raz kolejny kłótnie z Rogaczem sprawiały, że się do siebie nie odzywali. A teraz? Mimo, że w domu wciąż mieszkał pan Potter i sporo znajomych Jamesa, to jednak było… Pusto. Przerażająco pusto, co nie pozwalało Charlotte na spokojne spędzanie tam czasu, na siedzenie w pokoju i udawanie, że nic się nie działo. Wychodziła z niego tak często jak to możliwe, wręcz zdarzało się, że opuszczała go rano, a powracała na noc, tylko po to, aby się umyć i pójść spać. I nie, nie uważała się za dobrą przyjaciółkę. Uważała się za paskudną.
Dlatego też chciała odnaleźć Jamesa tego dnia. Nie była pewna, czy chłopak chciałby ją widzieć, jeśli nie to co najwyżej usłyszy o tym i odpuści, a jeśli tak? No to cóż, da mu tyle swojego zainteresowania i tyle swojego czasu, ile tylko będzie potrzebował. Dziurawy Kocioł wcale nie był na trasie miejsc, które chciała odwiedzić w poszukiwaniu Pottera. Jak do niego dotarła, też ciężko jej było to zrozumieć. A jednak weszła do pomieszczenia w momencie, w którym głośny śmiech Rogacza rozszedł się echem, sprawiając, że brunetka momentalnie ruszyła w kierunku, z którego dobiegał, chcąc sprawdzić co tak bardzo rozśmieszyło przyjaciela.
Przebijając się między ludźmi w końcu dotarła do stolika, przy którym dostrzegła również Petera, do którego odruchowo uśmiechnęła się szeroko.
– Chciałam się do was dosiąść, jednak jeśli macie męski wieczór to powiedzcie, zniknę jakbym się tutaj nawet nie pojawiła. – z wciąż widniejącym na ustach uśmiechem stanęła za krzesłem Jamesa, dłonią targając mu odruchowo włosy.

Re: Główna sala

on Pon 13 Sie 2018, 22:04
Nigdy nie należał do osób cichych, ale dziś nie miał nawet za grosz wyczucia śmiejąc się do rozpuku i drąc mordę na całą dzielnię. Dobrze, że na swej niezbyt prostej drodze dnia dzisiejszego trafił do Dziurawego Kotła, a nie do jakiegoś bardziej dystyngowanego baru, bo zapewne sam zbierałby właśnie swą twarz z bruku przed lokalem, jak czynił to właśnie Peter ze stolika. Nie miał pojęcia dlaczego tak go cieszyła ta sytuacja, w końcu jego kumpel o mało nie zanimagował się w pekińczyka, ale najwidoczniej mieszanka specyfików jakie spożył w ostatnim czasie zrobiły mu kogel mogel w głowie.
Biedny Peter, co on by bez niego zrobił? James jako jego przyjaciel czuł się wręcz zobowiązany by pomóc mu w tym niefortunnym podrywie. Niestety czasem nawet największe starania na nic się zdadzą, gdy ma się do czynienia z całkowitym antytalenciem w te klocki. Potter mimowolnie parsknął śmiechem na odpowiedź 'Nie kop mnie', ale szybko schował twarz w dłonie posyłając zrezygnowanemu Glizdogonowi rozbawione spojrzenie. Zrobił swoje. Teraz już wszystko zależało od ogarnięcia Petera i chęci uroczej kelnerki, która najwyraźniej z wrażenia, chociaż ciężko powiedzieć czy bardziej pozytywnego, czy mniej, znowu coś upuściła i schowała się pod stolikiem.
Dobrze, że Pettigrew nie dał mu czasu na odpowiedź i natychmiast się odwrócił, bo James zwyczajnie mógłby mieć problem z odpowiedzią. Wywrócił tylko oczami na stwierdzenie 'To nie była moja wina' i dał im chwilę sam na sam z Katyą pod stolikiem, samemu rozglądając się po Sali trochę za bardzo pobudzonym wzrokiem.
- Dorcas? Dorcas! – zawołał, z początku niepewnie, bo wydawało mu się że to ona gdy zobaczył jej tyłek między stolikami, ale jak widać jego wytrawny wzrok się nie mylił. W tym samym momencie Peter znowu zaliczył zderzenie z kelnerką, a Potter znowu wybuchł niekontrolowanym śmiechem.
Na szczęście dla Pettigrew, w Dziurawym Kotle pojawiły się persony, które odciągnęły uwagę pozostałych gości od zamieszania przy jego stoliku, a skupiły je na sobie. Początkowo nawet Rogacz nie omieszkał ich wybrechtać.
- Czy on ma buta na głowie?! – parsknął gdy jego przyjaciel już siedział, a Katya ruszyła w stronę zaplecza.
- Peter… - podjął po chwili, niby poważniej, ale oczy skrzyły mu się jakby dopiero co płakał ze śmiechu – Nie ważne czyja wina, serio, tyle lat u naszego boku i dalej tego nie ogarnąłeś? Potknęła się w zaspie? To twój śnieg! Łapiesz okazję, czaisz?
I wtedy ktoś zaczął miętosić jego czuprynę, co zawsze wywoływało u niego przyjemny dreszcz, a do jego uszu dotarł głos Charlotte.
- Przyszliśmy na laski, pierwsza już jest – puścił jej oko, i odsunął krzesło obok by mogła usiąść – Chociaż, muszę cię zawieść, jesteś druga, bo ten tu naprzeciwko mnie chwilę temu wyrwał kelnerkę - oparł łokcie na stole i posłał Peterowi spojrzenie pełne uznania.



Re: Główna sala

on Pon 20 Sie 2018, 18:05
Nawet pokryta solidnymi warstwami makijażu twarz Katyi przy takim zamieszaniu musiała dać znać znać o mocnym speszeniu. Wszystkie negatywne słowa jakie dotarły do jej uszu robiły swoje, bo Rosjanka po prostu nie chciała, żeby usłyszał to właściciel. Nie ukończyła żadnej szkoły, nie posiadała żadnych przydatnych umiejętności i cóż... Kaleczyła język. Wschodni akcent, nawet mimo rozmawiania po angielsku codziennie, był wciąż bardzo, ale to bardzo zauważalny. Czy powinna w takim razie tak mocno zwracać na siebie uwagę? Ona, akurat ona... Zależało jej na pracy w Dziurawym Kotle. Na życiu w Londynie również. Tym razem miała  szczęście - Peter okazał się być w porządku. Wydawało jej się, że muszą być w tym samym lub podobnym wieku. Rozbawiło ją to jak kazał się nie kopać, co skwitowała cichym chichotem i mimowolnym zakryciem ust dłonią. Widać jednak było, że nie zrobiła tego w geście drwiny - po prostu potraktowała to jako żart na rozładowanie napięcia. Tylko co zrobi kiedy to wcześniej wspomniane  szczęście się skończy? Kiedy znowu będzie musiała klęczeć i przepraszać? Na samą myśl bolała ją głowa.

Przybycie Jamesa Pottera było dla niej małym zaskoczeniem. Peter (nawet mimo żarciku) nie wydawał się być szczególnie rozrywkowym człowiekiem, chociaż mogło to być jedynie mylne, pierwsze wrażenie. Jego kolega natomiast aż kipiał energią, humorem i chęcią do działania, co w oczach Katyi tworzyło ze skromnym chłopakiem którego staranowała olbrzymi kontrast. Mimo tego najwyraźniej byli dobrymi kolegami. Otwarcie zaśmiała się z tego, co Potter mówił o rzekomym podrywie. Ile by oddała za to aby jej upadek był efektem wrodzonego magnesu na kobiety Gryfona, a nie jej niezdarnością! Upewniwszy się, że trafiła na grupkę całkiem zabawnych znajomych, w dodatku nie mających jej za złe wyraźnego zaniedbania poczuła ulgę tak mocną, że nie dało się nie zauważyć zmiany postawy. Przez chwilą rozchwiana, przyjmująca pozycję obronną i pochylająca głowę jak zbity psiak, teraz stała o wiele pewniej, a pokryte jasną pomadką usta uniosły się w lekkim, chociaż wciąż nieco niepewnym uśmiechu. Widać było, że udało im się poprawić kulejący nastrój Rosjanki.

- Za chwilkę przyniosę - powiedziała do Jamesa, dziękując mu w duchu za istnienie. Może im przynieść nawet trzy i zapłacić za nie z oszczędności na materiały. Ojciec pewnie zdenerwowałby się na wieść, że znowu coś zdemolowała... Od pamiętnego mandatu za stragan coraz częściej pytał o to na co Nina wydaje jego pieniądze i nie wydawało się, aby robił to z czystej troski.

Nie spodziewała się, aby ktoś zechciał pomóc w sprzątaniu bałaganu którego narobiła, więc zdziwiła się lekko i spróbowała chłopaka w dość niezdarny sposób powstrzymać. Czy to dlatego została w czerep? Cóż, całkiem możliwe. Powstrzymując śmiech musiała aż otrzeć łzę bo cała ta sytuacja wydała się Katyi tak komiczna, że po prostu nie potrafiła wytrzymać. Wszystkie te zasady jakich trzymać się miała prawdziwa dama trafił szlag. Z drugiej strony czy właśnie tak nie miała się zachowywać? Jak prosta dziewczyna w emigracji za chlebem, a nie córka wpływowego oligarchy.

- Dziękuję, Peter - rzuciła mu zanim ten zrezygnowany odwrócił się do niej plecami. Czy nie pozwoliła sobie na zbyt wiele? Gdyby Papa zobaczył to co się stało to pewnie dostałby zawału. Idąc w stronę baru zdała sobie sprawę z tego, że przyszli tutaj na prelekcję jakiejś grupy wariatów podważających wszystkie osiągnięcia nauki jaką była astronomia. Z drugiej strony nie potrafiła nic poradzić na to, że oboje wydawali się być diabelnie słodcy, a ona spała samotnie w podwójnym łóżku.

Re: Główna sala

on Wto 21 Sie 2018, 23:09
Nieznajomy na wieść o chlebie z gnoma, przeklął pod nosem i pokazał plecom Pottera piękny środkowy palec. Chłopak tego nie widział, ale powinien się cieszyć, że nie oberwał żadną klątwą. Wbrew pozorom nieznajomy był miły, tylko się zgubił, a zamiast uzyskać klarownej odpowiedzi otrzymał wielkie nic.
Po wzmiance o ufoludkach, kilka osób prychnęło, patrząc na Jamesa z politowaniem. No tak, co on mógł wiedzieć, pewnie nic. Ale młodość rządziła się swoimi prawami, więc na razie nikt, włącznie z ochoczo plotkującymi czarownicami, nie skomentował tego skandalicznego zachowania. Pewnie dużo zrobił uśmiech Michaela Magicala, który był olśniewający – ba, olśniewający to nawet mało powiedziane, był kompletnie i niezaprzeczalnie ujmujący. Z pewnością nie jednej pani zmiękły nogi.
I tak czarownice nie słyszały Petera, albo nie chciały go słyszeć. Temat ich rozmów uległ zmianie, teraz skupiły się na podatkach i na tym, dlaczego Minister Magii tak rzadko udziela wywiadów. Przynajmniej ostatnio. Coś było cicho w tym Proroku i dlaczego nie wstawili informacji o spotkaniu tak zacnego klubu?!
Beatrice wyłapywała wszystko, co tylko zawierało słowo „płaski”. Najwyraźniej miała na tym punkcie jakąś małą obsesję. Tak samo jak na punkcie Proroka Codziennego, ale to tylko taki mały szkopuł. Po chwili włączyła się do rozmowy z parą, która posiadała nartę. Jasnowłosa była pod wrażeniem i entuzjastycznie kiwała głową przy poruszeniu tematu ego. Jej oczy stały się większe niż zazwyczaj, bardziej wyłupiaste. Michael nadal był w swoim świecie, gwiżdżąc wesoło pod nosem. Jego popularność wzrośnie dzisiaj również wśród czarodziejów, a przynajmniej taką sobie przewidział prognozę.
Dorcas nie usłyszała Jamesa, było stanowczo za głośno by mogła od tak zorientować się, że ktoś ją woła. Po chwili zniknęła gdzieś dalej, zapewne zajmując się obsługą najbardziej oddalonych stolików.
Praktycznie wszystkim udzielił się ten radosny nastrój oczekiwania na Wielkiego Geronimo, który już za chwilę, dokładnie za chwileczkę miał przekroczyć próg Dziurawego Kotła. Zanim ktokolwiek się spostrzegł, stoliki zaczęły drgać jak za sprawą tajemniczej mocy, całe światło w pubie zgasło i choć wszyscy momentalnie zamilkli, drzwi nie skrzypnęły, informując o pojawieniu się nowej osoby. Kilkanaście sekund później światła ponownie się zapaliły, a większości oczu objawił się nadzwyczajny człowiek. Trochę pulchniutki, ale za to wysoki o ciemnej czuprynie i krzaczastych brwiach. Miał na sobie niebieskozieloną szatę i płaską jak narta tiarę. Na szyi posiadał łańcuszek z przyczepionym błyszczącym się puzzlem. Puzzlem Matki Ziemi. Sprężystym krokiem wszedł na przygotowaną scenę – czy ona naprawdę cały ten czas była w Dziurawym Kotle? – i uniósł dłonie w geście pozdrowienia.
- Przybył... – poruszona Beatrice podniosła się z krzesła i wykonała głęboki ukłon, pełen szacunku. – WIELKI GERONIMO, MISTRZU. Oddajmy mu cześć, kochani! Oklaskami chociaż, no!
I zaczęła gorączkowo klaskać, aż jej prawie wianek spadł.
- Beatrice, moja droga... – posłał jej łaskawy uśmiech, a jego ciemnozielone oczy rozbłysły. Tyle ludzi! Wspaniale! Puścił oczko do Michaela i przyłożył różdżkę do swojego gardła, by pogłośnić swój głos.
- Niebywałe, no niebywałe, taka frekwencja... jestem poruszony. Pozwólcie, że zacznę moim skromnym wykładem... – a każdy kto go znał, wiedział że wykład absolutnie nie będzie skromny. – Mam nadzieję, że dzisiejszego wieczoru połączycie się z naszą cudowną Ziemią. Królową płaskości, albowiem jak mówi stare dobre przysłowie: „Płaskość to zaleta, płaskość jest jak nasza planeta”.
Krótko się roześmiał dla rozgrzewki by następnie niemal od razu przyjąć poważną postawę i rozpocząć swój monolog.
- Niektórzy pewnie sądzą, że jestem szarlatanem, kłamcą, w najlepszym przypadku szaleńcem, ale moi kochani – jego wzrok skupił się na widowni. – To prawda. Bo jakie dowody mamy za tym że Ziemia jest okrągła? Podacie mi przykłady?
- Magiczny astronom z Polski! – wypowiedziała jakaś dumna czarownica z rogu. – On miał dowody, że Ziemia jest okrągła!
- Pani droga, pani kochana, jakie dowody? Niech pani nie wierzy temu niegodziwcowi. Niestety, ale Kopernik niczego nie odkrył ani nie udowodnił, a jedynie stworzył fantastyczną teorię, złożoną z wielu hipotez. Beztroskie mugolskie bzdury, bez urazy dla niemagicznych obywateli świata, no ale sami państwo musicie przyznać, że coś w tym jest. Oryginały jego prac nie są dostępne do publicznego wglądu, ponieważ sam Kopernik napisał w nich, że są to tylko hipotezy i jego osobista teoria, a nie udowodnione fakty!
Machnął rękami? O tak, pierwszy ruch musiał zostać wykonany, zwłaszcza że czuł się w swoim żywiole. Mikołaj Kopernik był jednym z jego wrogów, którego zamierzał sprzątnąć z kanonu astronomii. W ogóle zamierzał całą astronomię napisać na nowo.
- Ponadto, Kopernik był wolnomularzem, czyli masonem, a jego prace zostały opublikowane długo po jego śmierci, przez członków najbardziej zbrodniczej organizacji na świecie – zakonu jezuitów! Współpracuję z wieloma badaczami, mam te informacje z pierwszej ręki. Nie dajcie się ogłupić!
Czarodziej z butem zaczął klaskać i uniósł kufer piwa na zdrowie Wielkiego Geronimo.
- Tak jak Ministerstwo z USA nie wmówi nam, że nie ma żadnych form pozaziemskich!
- Dokładnie! Zanim przejdę do dalszej części ktoś ma jakieś pytania?


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Główna sala

on Pon 27 Sie 2018, 23:26
Wszystko poszło, jak lawina. Peter niemal czuł, jakby zmuszono go do tańca, kiedy nie słyszy melodii. W dodatku choreografia okazuje się zbyt skomplikowana. To się właśnie dzieje, kiedy przyjaźni się człowiek z Potterem. Wchodzi taki, robi zamęt i to nie tylko ogólnie w sali, ale przede wszystkim w głowie zwykłego śmiertelnika. Nagle sytuacja wydawała się naprawdę skomplikowana. Jaki podryw? O czym on do niego? W jakim to języku? Może Potter to jednak jakiś amerykański Szkot pochodzenia włoskiego, że Peter nie mógł pojąć przekazu? Przecież on wcale nie był winny temu, że ta dziewczyna po prostu coś rozwaliła. Nie miał też zamiaru szukać miłości swojego życia pod stołem w Dziurawym Kotle. Zasadniczo to nie miał przekonania, czy w ogóle szuka jakiejś miłości życia. Miał przyjaciół i chciał być dziennikarzem, jest jakieś miejsce w tym układzie na kobietę? I co z taką potem zrobić w tym wszystkim? Jak się je obsługuje skoro James właśnie twierdził, że trzeba korzystać z takich okazji?
I jeszcze, jak zwykle, nikt nie pyta go o zdanie. Kolejna niewiasta przybyła i już miała zaproponowane miejsce, kelnerka jak się pojawiła, tak zniknęła, a on miał w głowie zaledwie:
Mam kurwa gdzieś jakiś śnieg, nie czaję. - Aczkolwiek nic nie powiedział, bo przecież co by to już zmieniło? Skinął głową, żeby wiedziała, że może sobie siadać. Nie przyszedł też na laski. Przyszedł szukać sensacji. Okazuje się, że na razie największym wydarzeniem jest jego żywot wśród ludzi niż samo zdarzenie na które przybył. Alkohol. Jeny, niech ta kelnerka zniesie litry jego, co by mógł poczuć wreszcie, że wszystko jest na odpowiednim miejscu. Albo chociaż żeby nie rozkminiać, czemu nic się kupy nie trzyma. Na jego szczęście wszystko zakończyło się podziękowaniami dziewczyny. Dobrze, ze chociaż ona wydawała się nie być osobą do której marzyłby by aby dołączono instrukcję obsługi. Kiedy jednak chciał się bardziej zastanowić nad tym zaczęła się docelowa impreza. Szaleństwo istne, można rzec. Nie żeby podobało mu się nazwisko człowieka, który ponoć ogarnął, że Ziemia nie jest płaska. Kopernik brzmi idiotycznie. Natomiast płaskość planety jeszcze bardziej. Zresztą wiedział, że to nie tylko jakiś Polaczek odkrył to. On w sumie tylko miał odwagę porządnie to rozpisać za swoich czasów.
- To jakim cudem mamy zaćmienie księżyca, jeśli nasza planeta to kula? - Zadał to pytanie na głos? No cóż, to koniec. Zadał je i teraz doczeka się odpowiedzi. I nijak mu Kopernik nie pomoże z tą bandą szarlatanów.
Chociaż... jaka niby odpowiedź? Co powie mu, że wielki trol zasłania nam księżyć płachtą? Albo księżyc sam jest płaski i unosi się nad naszymi głowami? Jeny, ostatecznie chyba wolał słuchać rad Jamesa na to, jak zdobywać serca niewiast niż próbować dyskutowania z ludźmi, którzy odrzucają lata dokonań naukowych.



What will we do when we get old?
Will we walk down the same road?
Will you be there by my side?
Standing strong as the waves roll over

Re: Główna sala

on Czw 30 Sie 2018, 16:43
Nina nigdy by nie pomyślała, że usłyszy tyle bzdur w przeciągu kilku minut. Od wyciągnięcia butelki whiskey z zaplecza, aż po przygotowanie szklaneczek i małego liściku dla Petera, Rosjanka słuchała wypowiedzi, które wyprowadziły ją lekko z równowagi. Właściciel się zgodził na ich wystąpienie? Czy był jednym z nich? Powinna się bać? Ah! Po co ona zadawała sobie te pytania? To tylko sprawiało, że coraz mocniej wątpiła w zdrowie psychicznie Brytyjczyków. Na wschodzie to by nie przeszło!

Ustawiając tacę z zamówieniem przed grupką przyjaciół, Katya puściła oczko do Glizdogona. Nie mogła co prawda z nimi pogadać, bo była w pracy, ale nie darowała sobie zostawienia pod jego szklanką karteczki z napisem: "Gdybyś chciał, to kończę jutro o 16". Uczyniwszy to wróciła do obsługi reszty klientów.

Re: Główna sala

on Nie 02 Wrz 2018, 22:58
Nie dało się ukryć, że James z Peterem byli jak ogień i woda i aż dziw brał, że uchodzili oni za przyjaciół, ale po siedmiu latach wzajemnej udręki nie zapowiadało się na żadne zmiany w tej kwestii, przynajmniej ze strony Pottera. Z szerokim uśmiechem rozciągniętym niemalże od ucha do ucha przyglądał się swemu zakłopotanemu kumplowi i trochę speszonej kelnerce. Nie często miał okazję na takie widowisko z udziałem Glizdogona i aż zapragnął wyciągnąć lusterko dwukierunkowe z kieszeni by zrelacjonować całe to zamieszanie Syriuszowi. Powstrzymał się jednak, by jak to uznał: nie zepsuć magii chwili i tylko zwyzywał w myślach Łapę od lam, że nie ma go tu z nimi.
Nie trudno było dostrzec poprawiający się z każdą chwilą humor kelnerki, przez co James czuł się tylko pewniej. Lubił kokietować dziewczyny, chociaż akurat w tym wypadku kokietował ją swoim przyjacielem, ale i tak uśmiech jaki wywołało to na jej twarzy był warty zachodu. Zawiedziony mógł być jedynie reakcją wyżej wspomnianego przyjaciela który przecież zgarniał właśnie wisienkę z pysznego tortu, a zamiast się radować, czy wykazać jakiekolwiek zaangażowanie, był nawet bardziej Peterowaty niż zwykle. Nadzieja mogła przyjść tylko i wyłącznie w butelce Ognistej Whisky, więc dobrze że wieczór dopiero się zaczynał i oby zmiana kelnerki również, bo tego wieczoru będzie przy ich stoliku wyjątkowo potrzebna.
Gdy na salony wkroczyli płaskoziemcy, przez umysł Pottera przemknęła niepewność, czy oby to co widzą jego oczy jest rzeczywistością. Był jednak w takim stanie, że wątpliwości przegnał szybciej niż się pojawiły, a całość skwitował donośnym śmiechem. Jeżeli to były halucynacje, to na taki efekt właśnie liczył, chciał się rozerwać, poprawić sobie humor i przestać się zadręczać, a skoro nie mógł powstrzymać śmiechu, to wszystko było w jak najlepszym porządku.
- Charlie, czy ty to słyszysz!? – rzucił i znowu parsknął niepohamowanym śmiechem – ‘Płaskość to zaleta, płaskość jest jak nasza planeta!?’ To jakiś teatr!? – rozejrzał się dookoła i naprawdę zaczął nabierać podejrzeń – Jakieś prima aprilis? Rozgrzewka przed Hallowen? Co tu się odpierdala? – dodał trochę ciszej, pochylając się przy tym nad stołem w stronę Petera który dziwnie wyglądał jakby wiedział co się dzieje.
Dobrze, że Katya wróciła z alkoholem, bo okazał się on po stokroć potrzebniejszy niż jeszcze chwilę temu. James podziękował jej krótkim skinieniem głowy i natychmiast zabrał się za polewanie, ku uciesze Petera nie zauważywszy lądującego przed nim tajemniczego liściku od kelnerki. Podsunął szklaneczki Glizdogonowi i Charlie, a sam swoją natychmiast przechylił za granicę ust i o mało się nie zakrztusił, gdy w tej samej chwili padło pytanie do jakże wielkiego Geronimo od nikogo innego jak od Petera właśnie. A na lekcjach to siedział jak mysz pod miotłą!
Po odpowiedzi i wymianie jeszcze kilku innych stwierdzeń, gdy Potter był już przy trzeciej szklaneczce, szok powagą trwającego spotkania powoli go puszczał, a humor powrócił ze zdwojoną siłą, pomiędzy kolejnymi parsknięciami śmiechem, sam postanowił zabrać głos:
- No dobrze, to może zamiast obalać teorię Pietrusznika czy jak mu tam było, ach tak, Kopernik, to przedstawi nam Pan jakieś dowody na płaskość ziemi – tu znowu parsknął śmiechem, bo aż nie wierzył że musi to mówić – Nie wiem… Może jakieś fotki z nad krańca naszej pnaleśnikolety? No chyba, że twierdzi Pan, że jest ona nieskończona, to może… dziu… ra… w… któ… rej… cho… wa… się… słoń… ce… !!! - dodał mówiąc i śmiejąc się jednocześnie przez co aż musiał zgiąć się w pół.



Re: Główna sala

on Pią 14 Wrz 2018, 01:09
- Sęk w tym, że Ziemia nie jest kulą - Wielki Geronimo posłał łaskawy uśmiech w stronę Petera, wykorzystując jego wspaniałą pomyłkę. - To proste. Z powodu Słońca. I złudzenia optycznego. Dlatego nawet przy naszej płaskiej Matce Ziemi mamy takie a nie inne zjawisko. Pozwoli pan i reszta państwa, że to rozrysuję.
Przywołał tablicę i użył zaklęcia kredy, co jakiś czas zmieniając kolor według swojego upodobania by przedstawić im wykres mający dowieść jego racji. Okrągły księżyc zmieniał pozycję wedle płaskiej Ziemi, a za nim obracało się Słońce; kolejny specjalny urok dla lepszego efektu. Trzeba było przyznać, że pomimo niedorzeczności, która błyszczała w niektórych oczach, większość sali przyjęła to wyjaśnienie i zaczęła klaskać. Śmiech Pottera został zignorowany choć niektóre ekscentrycznie wyglądające czarownice i para z nartą, posłały mu pełne dezaprobaty spojrzenia.
Tom znowu wyjrzał z zaplecza by skontrolować sytuację, po czym posłał pełne zrozumienia spojrzenie Dorcas i Katyi, wysłał im też po karteczce, która schowała się w ich kieszeniach. Jej treść brzmiała następująco: "Dziewczyny, po wszystkim zrobię wam takiego drinka jakiego tylko chcecie". Temat ruszył dalej, pojawiły się kolejne pytania, absurdalne teorie, a Beatrice nieomal straciła przytomność, gdy ktoś w scenę rzucił bukiet chichoczących paprotek. Cóż to były za wspaniałe rośliny! Przy kolejnej przerwie na pytania, już ostatniej przed występem Michaela Magicala, padło pytanie od Jamesa.
- Dowody? Drogi chłopcze, jesteś pełen niedowierzania, ale nie przejmuj się, spotkałem wielu takich jak ty. Oni też potrzebowali czasu by pojąć prawdę - posłał mu współczujące, ale ciepłe spojrzenie, zupełnie jakby miał do czynienia z dzieckiem. - Widzicie, moi kochani. Od nas wymagane są... zdjęcia, dowody, a od osób mówiących o tym, że Ziemia jest okrągła niczego się nie chce. Ale spokojnie, przedstawię dowody, mam tu nawet ulotki z kilkoma badaniami, które wziąłem specjalnie na tę okazję.
Beatrice podała mu odpowiedni plik starych kartek, które Wielki Geronimo wyrzucił w powietrze, a każda z nich popłynęła na stolik. Czasami nawet więcej niż jedna, gdy dani czarodzieje prosili o więcej. Na ulotkach znajdowały się wyniki badań tajemniczego astronoma na temat ruchów Księżyca, zachowanie się wszelkich wód i brak ich spływania, sprawdzenie krawędzi Ziemi i tego, że istnieją przejścia prowadzące na "drugą stronę".
Po chwili Wielki Geronimo zrobił miejsce dla Michaela Magicala, będąc pożegnany przez okrzyki zachwytu i oklaski.


//To ostatni post przed podsumowaniem i zakończeniem wydarzenia, możecie podsunąć swoje jakieś pomysły, a także pytania i prośby o wróżby do Michaela Magicala. Żeby pobudzić waszą wyobraźnię łapcie materiał.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Główna sala

on Sro 03 Paź 2018, 21:53
Sami szarlatani. Świat nie ma już sensu. Tak tylko w tym konkretnym momencie dla Petera oczywiście. Być może ogólnie to jakic cel tej rzeczywistości jest tylko on nie miał sposobności odczucia go, kiedy ten świat zaczął działać w tak niezwykły sposób, jak w tej chwili. Jeszcze ta dziewoja, co mu poświęciła chwilkę puszczając oczko! Jak ma to rozumieć? Czuł się zawstydzony i nie bardzo wiedział, co z tym fantem zrobić. Potem pod szklanką znalazł wiadomość, którą szybko ukrył przed wzrokiem wścibskiego Pottera. Jeszcze tego by brakowało, żeby ten za niego potwierdził jego obecnosć na tymże spotkaniu. Wolał sprawę tę rozwiązać we własnym towarzystwie. Dziewczyna była w końcu miła i nie chciał, żeby jego przyjaciel w jakikolwiek sposób pogorszył jego wizerunek w jej oczach. Już i tak nie mógł zrozumieć, jak w ogóle mogła zwrócić na niego uwagę skoro pozostawiła mu karteczkę po tym wszystkim, co się wydarzyło.
Jeszcze żeby tak zostać w temacie. Dziewczyna odeszła, ale impreza bynajmniej się nie skończyła. James zachował się z klasą. Nie posiada jej, więc możemy wszyscy dostrzec efekty! Peter nie był pewien, czy ma się martwić, że zaraz go ktoś pobije, czy że pojawią się kolejne argumenty na obronę absurdalnego stanowiska. Widział już bowiem, że to nie ma sensu. Czegokolwiek by nie powiedział - skończy się jeszcze gorzej niż się zaczęło. Nie pozostało już nic innego, jak tylko się napić. Nie miał w zwyczaju się wykłócać i prawdopodobnie tenże chłopaczek rzeczywiście na zawsze pozostanie tym samym Glizdogonem, którym był w szkole. Nie pobije się o swoje racje. Wygodniej ludziom jednak przyznawać, że się nie mylą. Łatwiej dla wszystkich.
Pokręcił tylko z dezaprobatą głową i prychnął. Nic więcej do dodania już nie miał w tej dyskusji. Wszyscy mają zęb (tzw. Potter), więc nie będzie już źle. Miał zamiar już rozmawiać tylko z przyjacielem. Może to odciągnie go od ewentualnego uduszenia tych szarlatanów ich własnymi ulotkami.
- Wypili więcej od nas. Na pewno. Musieli, no nie? - Tak się zwrócił do niego właśnie kręcąc dalej głową. Nie był pewien, czy nie wierzy w istnienie człowieka, co propaguje takie herezje, czy w istnienie osób, które to oklaskują. Może powinien też napisać swoją teorię? Teoria ogłupienia zbiorowego? Westchnął jeszcze raz i dopił to, co mu zostało. Merlinie, broń nas od takiej ślepej wiary, która dotchnęła słuchaczy!
- Chyba zaraz będzie koniec. Nic tylko uciekać zanim ktoś zechce po zakończeniu jeszcze dopowiedzieć coś... - Tego by chyba nie przeżył. Nie miał ochoty się wstydzić tego, że ma ochotę powiedzieć im, by zwijali się na drzewo zrywać banany, bo nic innego nie jest odpowiednie w ich stanie. Nie mógł przecież, bo wypada się jakoś godniej zachowywać skoro już przyszedł tutaj z własnej woli. Siłą nikt go nie zaciągnął ostatecznie.


What will we do when we get old?
Will we walk down the same road?
Will you be there by my side?
Standing strong as the waves roll over

Re: Główna sala

on Sob 06 Paź 2018, 01:50
Sprzątając naczynia z opuszczanych przez zażenowanych gości stolików, Katya nie do końca potrafiła skupić się na wykonywanej przez siebie pracy. Zwykle wszystko szło jej odrobinę sprawniej, ale teraz... Cóż, myśli czarodziejki były atakowane przez armię płaskoziemców, których istnienie traktowała jako coś do tego stopnia absurdalnego, że aż niemożliwego. Przecież czarodzieje od tylu lat badali gwiazdy i księżyc, potwierdzając nie tylko mugolskie teorie, ale i nadając astronomii zupełnie innego wymiaru. Chociaż nie była ani szczególnie zainteresowana wróżbiarstwem, ani przekonana do końca, aby wszystkie dziedziny magii opierające się na analizowaniu ciał niebieskich były sensowne, to nie mogła darować sobie pokręcenia głową, kiedy dotarło do niej jak ograniczony światopogląd miały zebrane tu osoby.

Cóż, pozostawało mieć nadzieję, że chłopak którego zaprosiła na spotkanie trafił tutaj przypadkiem... I ku jej radości mogła oprzeć swoje teorie o jego względnej normalności tym, że on i jego znajomi nie wyglądali na przekonanych słowami tego dziwacznego szarlatana. I dobrze. Tego tylko brakowało, aby spróbowała umówić się z kimś aspirującym do brania ciężkich środków odurzających.

Otrzymawszy małą karteczkę od przełożonego uśmiechnęła się do samej siebie. Zajrzała też przez ramię czy Peter otrzymał jej liścik, ale w takim tłoku okazało się to niemożliwe. Szkoda, bo ciekawość ją zjadała. Nie znała w Londynie prawie nikogo - kojarzyła jedynie osoby z pracy i właścicieli sklepów, w których robiła zakupy. Było to na swój sposób potwornie przykre, ale Katya była na tyle otwarta, że nie zakładała nawet scenariusza, w którym nie poznaje tu kogoś wartościowego. Przyjechała do Anglii aby zacząć od nowa, więc nie dziwiła się, że ułożenie sobie życia wymagało kroków. Pierwszym było znalezienie pracy i mieszkania. Drugim - próba kontaktu z Madame Malkin. Trzecim niech będzie pozbycie się tego palącego uczucia samotności, dokuczającego jej każdego dnia.

To była odpowiednia pora na jakąś przygodę. Jeżeli drobny blondyn siedzący przy stoliku myślał inaczej, to jakoś to zniesie, ale była przynajmniej pewna, że taka zagrywka przyniesie jej odwagi na przyszłość.

Re: Główna sala

on Pon 08 Paź 2018, 19:16
Zamiast dowodów otrzymał jakąś durną ulotkę, której nawet nie próbował zrozumieć. Nie chciało mu się już nawet strzępić języka, że krągłości ziemi nie trzeba udowadniać, bo widać ją na własne oczy. I to niby on nosił w tym towarzystwie okulary... Może powinien zgłosić petycję o zorganizowanie w Dziurawym Kotle darmowych badań wzroku? Zapewne wniosłyby one dużo więcej dobrego, niż zgromadzenie tych płaskomyślców.
- Nie mam pojęcia co oni pili, ale mam nadzieję że nie robili tego tutaj… - odpowiedział przyjacielowi i zakręcił szklaneczką niepewne kółeczko nim przystawił ją sobie do ust – Merlinie… Co za idioci… - westchnął sącząc trunek i z niedowierzaniem przyglądając się urzeczonemu tłumowi – I co tu się dziwić, że Sam Wiesz Kto zdołał narobić takiego syfu – kontynuował swe rozważania. Był już mocno trzepnięty Ognistą Whisky i kto tam wie czym jeszcze, więc instynkt samozachowawczy zdążył mu się wyłączyć. Mówił zdecydowanie za głośno i zdecydowanie zbyt otwarcie, ale przy takiej bandzie idiotów czuł się jakby i tak mówił do ściany więc nic go to nie obchodziło – Żal dupę ściska jak o tym pomyślę… - polał znowu sobie i Glizdogonowi – Ziemia jest płaska, a mugole to syf, i co jeszcze?! ‘Oczyszcić rasę czarodziejów!’ Co za brednie! I niby wydaje nam się, że nikt nie pójdzie za takimi absurdami, że przecież wszyscy jesteśmy rozsądnymi ludźmi z głowami na karkach… ale nie!!! Zebrała się banda Śmirciożerców co się uważają za lepszych od innych! I czyścić im się zachciało! A czym? Największym syfem jaki na tym świecie istnieje! Czarną Magią! Też mi czyściciele! – i gulnął sobie do dna, po czym z hukiem odstawił szklaneczkę na stół. Mocno się nakręcił, ale widząc tę bandę idiotów z nartami na głowach i jeszcze gorszymi pierdołami w środku aż nie mógł się powstrzymać.



Re: Główna sala

on Nie 14 Paź 2018, 19:07
Spotkanie dobiegało końca. Michael Magical zadbał o to by wspomnieć o tym jak wspaniałym człowiekiem jest Wielki Geronimo, po czym posłał wszystkim całusy za gorące przywitanie. Na scenie pojawił się specjalny stoliczek ze szklaną kulą, w ruch poszły kadzidła, którymi zajęła się Beatrice. O dziwo, ich zapach nie narzucał się ludziom zebranym w pubie, wręcz przeciwnie. Był przyjemny, odprężający, każdy, nawet największy sceptyk miał szansę się zrelaksować. Wróżbita wyłapał oczywiście wszystko, co powiedział James i postanowił wykorzystać to jako świetny materiał do swojej wróżby. Na sam koniec. Wcześniej podzielił się wróżbami na najbliższy tydzień - jedną panią czekała spotkanie z chorym czarnoksiężnikiem, który zarazić miał ją oślą opryszczką. Jeszcze inni dostali porady w sprawach beznadziejnych i informacje o tym, gdzie szukać pomocy - przede wszystkim u pewnego zielarza, co żył na obrzeżach Hogsmeade, on miał się znać jak nikt na strasznych przypadkach.
- A teraz... czas na coś szokującego - zaczął tajemniczo i pomachał dłońmi nad kulą. Pojawił się dym. - Zło. Śmierciożercy. Wiem, wiem, kontrowersyjny temat, ale potrzebny. Nie bójcie się.
Tym sposobem Michael Magical podzielił się przepowiednią, że na złych spadnie grad ognistych kul, a ich siedziba pewnego dnia zniknie. Do końca roku ma też być spokój i żadnemu porządnemu człowiekowi nic się nie stanie. Michael na koniec usłyszał brawa, ukłonił się i spotkanie dobiegło końca.
Beatrice podarowała jeszcze ciasteczka z wróżbą każdej osobie na sali.  Po wszystkim Tom zgodnie z tym, co napisał na karteczce, zrobił dla Dorcas i Katyi po super drinku.


[z/t dla wszystkich]

Charlotte Macmillan: +2 PD, -5 PŻ ciasteczko z wróżbą mocno cię ugryzło i poinformowało: "w tym miesiącu pogryzą cię zmutowane robale"
James Potter: +5 PD, ciasteczko z wróżbą poinformowało cię że: "niepokój wiedzie ku sławie, zadowolenie ku klęsce"
Peter Pettigrew: +5 PD,  ciasteczko z wróżbą poinformowało cię że: "kop studnię, zanim będziesz miał pragnienie"
Katya Zamolodchikova: +5 PD,  ciasteczko z wróżbą poinformowało cię że: "grzech zatruwa rozkosz, namiętność ją niszczy, umiarkowanie zaostrza, niewinność oczyszcza, czułość podwaja"


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Główna sala

on Wto 08 Sty 2019, 21:20
Wygrana smakowała najlepiej na świecie. Gra trwała siedem godzin, wszystkie harpie były kompletnie zmęczone, ale nie ona - Hestia Jones nie była w ogóle zmęczona. Wprawdzie wyszła dzisiaj na boisko i powinna poczuć chociaż zakwasy, ale była zbyt upojona euforią. Strzeliła Jastrzębiom ze trzy bramki. Cudowne uczucie, zwłaszcza, że ostatnią rzuciła tylko przed złapaniem znicza. Cieszyła się okropnie, chociaż ich szukająca prawdopodobnie miała złamaną nogę, a sama Jones kilka wielkich siniaków na ramionach od uderzeń tłuczkiem. To nic nie znaczyło. Liczyła się radość z wygranej.
Zaproponowała opicie tego niesamowitego zwycięstwa, ale niemal wszystkie dziewczyny machnęły ręką, jakby chciały powiedzieć a idź w cholerę. Hestia była od nich wszystkich przynajmniej dwa lata młodsza, miała dużo, dużo więcej energii i mniej przyzwyczajenia do tego całego sportowego splendoru. Jedna z koleżanek jednak, ta z resztą najbliższa jej wiekiem, uznała, że możliwe, że wpadnie, żeby wznieść toast za zwycięstwo Harpii. Dlatego właśnie Hestia przybyła do Dziurawego Kotła przez kominek. Z początku było spokojnie. Barman, wielki fan Quidditcha, pogratulował Hestii, gdy ta pochwaliła się kim jest (oczywiście, że się pochwaliła, halo), trochę skomentował grę obu drużyn, ale bardziej tej drugiej. Oczywiście, żeby się nie narażać siedzącej obok dziewczynie, która uśmiechała się pogodnie i dumnie. Zamówiła sobie jakiś słaby drink z ognistą, który podobno wywodził się z Ameryki. Ostatnio coraz więcej ludzi twierdziło, że Ameryka to jest jakaś taka fajna, wolna i w ogóle wyzwolona. Ona raczej miała w tym temacie neutralne zdanie, ale słyszała, że nieźle tam jarają. Może się kiedyś wybierze? Tylko chyba musiałaby stać się większą gwiazdą, żeby jej pozwolili.
Siedziała tak w towarzystwie barmana w sumie godzinę, dwie... I chyba powoli zaczynała rozumieć, że koleżanka do niej nie wpadnie. Nie miała za złe, pewnie padła ze zmęczenia, inni gracze w końcu trochę dłużej latali na boisku. Wymęczeni zostali przez tych narwańców z Jastrzębi. Żadna drużyna nie miała takich przerażających pałkarzy!

Re: Główna sala

on Wto 08 Sty 2019, 22:50
Dziwnym zbiegiem okoliczności Syriusz był tego dnia na Pokątnej załatwiając swoje sprawy. Przez sprawy można było rozumieć kręcenie się po sklepach i szukanie czegoś, co zwróci jego uwagę na tyle, by mógł wydać wyciągnięte wcześniej galeony z Gringotta. Trochę ciążyły mu w kieszeni, kiedy tak zaglądał tu i tam. Miał niesamowicie upierdliwą wadę, którą była wybredność. Nic mu się nie podobało w pełni, wszędzie widział różne defekty i można było nawet stwierdzić, że specjalnie je wynajdywał. W duchu powtarzał sobie, że ta pierdoła Potter powinien być tu z nim. Przynajmniej nie byłoby nudno i zdecydowanie prościej mógłby się na coś zdecydować.
Ostatecznie zasiedział się w markowym sklepie ze sprzętem do Quidditcha przyglądając się z zainteresowaniem nowym modelom mioteł. Może nadchodził czas by sobie jakąś sprawił? Lubił latać, czuć tę wolność, którą sprawiał szybki lot, rozwiane włosy. Będzie musiał przedyskutować to z Rogasiem, bo może i on mu coś doradzi albo na coś się skusi?
Nie zwrócił wcale uwagi na upływający czas i gdy zorientował się, która była godzina stwierdził że czas wrócić do potterowego domu. Wkroczył więc do Dziurawego Kotła przekonany o tym, że zaraz wlezie w ten przeklęty kominek i zakończy ten, pusty, nudny dzień, któremu przyklei łatkę zmarnowanego. Oczywiście przed samym sobą, bo Jamesowi opowie, że bawił się świetnie i niech żałuje, że nie chciał się z nim tutaj zjawić. Rozejrzał się po cały pomieszczeniu podczas tego marszu w stronę kominka i nagle, kątem oka i zupełnie przypadkowo zauważył znajomą postać. Zawahał się tylko przez ułamek sekundy i tyle samo czasu trwała jego decyzja. Obrócił się na pięcie i podszedł do kontuaru, by oprzeć się o niego łokciem. — Hestia Jones — odkrywczo stwierdził przyglądając się znajomej z góry, z wyrazem satysfakcji na twarzy. Gołym okiem widać było, że coś nie zagrało. — Powiedz mi, Harpie przegrały czy nie zagrałaś ani minuty kolejny raz? — uśmiechnął się do niej mściwie i mrugnął kilkukrotnie. — A może po prostu ktoś cię wystawił? — jeszcze wpadło mu takie spostrzeżenie do głowy. Ten wredny uśmieszek mu się plątał w kącikach ust, powoli przeniósł wzrok na szklankę, która była przed nią i bez namysłu chwycił ją w dłoń. Podniósł powoli na wysokość ciekawskich oczu. — Co tam masz? — lekko dłonią pokręcił, by znajdujący się w szklance płyn lekko się zachybotał. I spróbował tego drinka, trochę bezczelnie przykładając usta w miejscu na którym odcisk jej ust widział. Może dlatego skrzywił się od razu jak tą szklankę od ust zabrał? — Niedobre. Słabe. Masz fatalny smak — zawyrokował bardzo szybko odstawiając szklankę przed swą szkolną koleżankę. Zerknął na barmana i pokręcił głową nonszalancko gdy zauważył, że już chce go o coś spytać. Teraz uwagę skupił na dziewczynie.
Sponsored content

Re: Główna sala

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach