Share
Go down

Główna sala

on Wto Wrz 03, 2013 8:59 pm
First topic message reminder :

Wnętrze pubu jest ciemne, niezbyt czyste i schludne. Niemniej wszystko wynagradzają pokoje, które można tu wynająć - na jedną noc, albo nawet na dłużej. W Dziurawym Kotle jest możliwość napchania swojego żołądka jednym z pożywnych dań lub wypicia herbaty, kawy, eksplodującej lemoniady, albo też czegoś wysokoprocentowego.  

Re: Główna sala

on Sro Sty 09, 2019 6:24 pm
Milusio jej się rozmawiało z panem barmanem. Naprawdę bardzo fajnie. A ponieważ do stanu upojenia alkoholowego było jej jeszcze daleko, miała zamiar zaraz się zwinąć. Jak ktoś przyjdzie to już ich strata, że nie będą mogli się napić z taką super osobą. Pewnie i tak wszystkie by je przepiła, oczywiste. Słuchała jeszcze historii mężczyzny o jakichś starych czasach. O dziwo była naprawdę ciekawa, facet za młodu był naprawdę ciekawym człowiekiem, rozrabiaką. Później trochę narzekał na żonę, która podobno była wymagająca, na co Hestia śmiała się cicho. Jakoś tak niemiło byłoby gdyby teraz wyszła. A w sumie nie była jakoś specjalnie sukowata. Raczej lubiła sobie gadać z ludźmi, gdy mieli coś fajnego do powiedzenia.
Już właściwie miała w głowie myśl, żeby się zbierać, gdy za jej plecami nieoczekiwanie, zdecydowanie zbyt nieoczekiwanie usłyszała głos zbyt znajomy by potrafiła go zignorować. Tak się nie robi, świecie. Tacy ludzie nie mogą się po prostu z niczego nagle pojawiać. To było jej życiu bardzo niepotrzebne. Chrząknęła pod nosem. Nawet nie dało się odwrócić wzroku i zignorować go nijak, tak się przykleił do tej lady.
- To ja. Co, przyszedłeś po autograf? - spytała, unosząc brew. Pewnie już trzymał jej fotkę w pokoju i tylko czekał na jej podpisanie, wiedziała to. Jak wiedziała też to, że moment w którym spotkała Syriusza Blacka momentalnie wydłużał jej wieczór.
Cholera jakie to było bucowate i niegrzeczne. Ona zapłaciła galeony za tego drinka, niech się odczepi, głupi buc. Nie szanował jej biednych galeonów, przecież grzacze ła... znaczy gwiazdy Quidditcha nie zarabiają aż tak wiele jak mogłoby się wydawać! - Harpie wygrały i to dzięki mnie! - mruknęła z wielką dumą. Była na jakieś 90% pewna, że chłopak znał wynik meczu. - Spływaj stąd, to nie miejsce dla ludzi, którzy zataczają się po dwóch piwach kremowych, mam tutaj poważne rozmowy.
Widać było, że z niezadowolenia aż się trochę zaczerwieniła i zabrała szklankę bliżej siebie. Nadal była tam resztka jej błyszczyka.

Re: Główna sala

on Pią Sty 11, 2019 7:52 pm
Prawie to ona została jedyną osobą, którą czekała tak wielka strata. Naprawdę brakło tak niewiele, by została niezauważona przez Blacka. Może gdyby siedziała w trochę ciemniejszym miejscu i nie świeciła tym bladym licem na pół pomieszczenia. Tak maleńko. Tak tyci-tyci.
A jednak, mimo wszystko, Syriusz ją zauważył i nie omieszkał z tego nie skorzystać, bo ostatni raz widzieli się chyba jeszcze w Hogwarcie, w którym notorycznie zachodzili sobie za skórę. Było kilka okazji po zakończeniu szkoły na to, by mogli się spotkać, ale jakimś dziwnym trafem jego zaproszenie na organizowane przez nią ognisko się gdzieś zapodziało. Wprowadziło go to swego czasu w prawdziwe rozdrażnienie, bo nawet do Glizdogona sowa dotarła. Do każdego, tylko nie do niego. Ta Jones zawsze musiała coś sknocić i zepsuć. Nic nie potrafiła zrobić porządnie.
Szare, żywe oczy przyglądały się jej jakby chciały wyłapać jakieś zmiany w wyglądzie po tych kilku miesiącach. Na próżno jednak. Nadal miała to irytujące spojrzenie, ten drażniący ton głosu no i oczywiście nic, a nic nie urosła. Nic się nie zmieniła. Może powinna w takim razie pozostać w Hogwarcie i dalej czyścić toalety na szlabanach u Filcha? Z pewnością bardziej była do tego powołana niż do zawodowego grania w Quidditcha. On tam przynajmniej jakoś zewnętrznie się zmienił. Włosy ściął, inaczej się ubierał, ale nie zmieniło się jedno - nadal szukał wszędzie przygód. Choć dla niektórych było to pchanie się wprost w kłopoty. Zaczął miarowo uderzać palcami w lekko poklejony blat jakby wygrywał jakąś melodię.
— Niekoniecznie. Nie zbieram podpisów od cieniasów... Ale gdybyś załatwiła mi podpis, tej... hmm... jak ona ma... Gwynne? — zmrużył oczy bo nie potrafił sobie przypomnieć. Nie przywiązywał dużej uwagi do rzeczy tak mało istotnych jak skład personalny Harpii. — Tej, której nie możesz wygryźć, takiej ładnej, z rudymi włosami... — jeszcze dodał tą bardzo istotną informację. Oczywiście z troski, żeby czasem nie pomyliła. Wcale nie dlatego, że chciał jej dogryźć. — To byłoby świetnie — posłał jej bardzo jadowity uśmiech. Oczywiście wypowiadane powoli słowa wyraźnie podkreślił i zaakcentował, gdyby ktoś w tym miejscu miał słaby słuch. Nawet jakaś kobieta w niebieskich okularach odwróciła głowę i wbiła spojrzenie w Jones z dziwnym uśmieszkiem.
Z niesmakiem zauważył, że szata na łokciu przykleiła mu się do powierzchni lady i nawet wychylił się by spojrzeć na swój łokieć, a później na barmana. Otwierał nawet usta by coś w jego stronę powiedzieć, ale usłyszał słowa Jones i się zaśmiał. — Dzięki tobie. Znów strzeliłaś bramki przy ustalonym wyniku, które nic by nie zmieniły. Słyszałem w radiu jak byłem na Pokątnej! Spiker coś tam rzucał, że całkowicie szyk im się w obronie zgubił, skoro nawet Hestia Jones zdobyła punkty — poinformował ją bardzo grzecznie i zawiesił na niej spojrzenie swoich oczu. I to była prawda! Poważnie tak mówili podczas audycji gdy oglądał różne miotły podczas popołudnia. — Odezwała się. Przypomnij mi kto w Hogwarcie przestraszył się w ostatniej chwili gdy zdobyliśmy ognistą whisky? Muszę lecieć bo mam do napisania esej z historii magii. Świetna wymówka, naprawdę! Dobrze że nie wpadłaś na pomysł ze sprzątaniem kufra albo czegoś równie ważnego — przypomniał jej to istotne wydarzenie, z którego ostatecznie się rozmyśliła i zniknęła bardzo szybko w zamku. Przeniósł spojrzenie z jej twarzy na dłonie, które otoczyły szczelnie szklankę i również dostrzegł resztkę błyszczyka, którą to on rozmazał. Zmierzwił czuprynę trochę i pokręcił głową. — Widzę, że pewne nawyki zostały i nadal pijesz jakąś przecedzaną wodę. Po ognistej nie trafiłabyś do kominka — zaśmiał się i teraz odwrócił się na krześle do barmana. Oczywiście nauczony doświadczeniem starał się nie opierać dłońmi o kontuar. Zamówił sobie szklaneczkę ognistej i od kiedy ostatnie słowo wypowiedział wcale w jej stronę nie patrzył. Bo to przecież nie było żadne wyzwanie, prawda?

Re: Główna sala

on Pią Sty 11, 2019 8:30 pm
Oczywiście, że się zmieniała, tylko powoli. Od czwartej klasy zapuszczała włosy, co prawdopodobnie było niedostrzegalne na przełomie pół roku. Ubierała się inaczej, trochę bardziej, jakby wybierała sobie ubrania sama, nie zaś z pomocą ciotki czy babci. I w ogóle to używała różu na policzki, który teraz był modny! Na jej bladej skórze było go wybitnie widać, choć rzeczywiście w ciemnej atmosferze Dziurawego Kotła, który oświetlany był świecami zawieszonymi w powietrzu.
Niech nie myśli, że ścięcie tych niechlujnych kudłów w jakikolwiek sposób sprawiało, że jego irytująca aparycja się zmieniła. Nadal miał to samo głupie spojrzenie, którym zawsze na nią patrzył zaraz przed tym jak chciał ją wkopać w jakiś szlaban za samego siebie. Ale ona nie była taka głupia! Nawet jeśli kiedyś mu się udało to nie pozostała dłużna i mogła patrzeć z wielką satysfakcją jak Syriusz szoruje różową gąbeczką plecy Filcha. Szach mat.
To było oczywiste, że Hestia nie była często na boisku. To właściwie był drugi mecz, w którym weszła jako zastępstwo za inną Ścigającą. Była w drużynie ledwie cztery miesiące, potrzebowała treningu, żeby zostać stuprocentowym zawodowcem, co nie zmieniało w ogóle faktu, że ze swoją profesją obnosiła się zupełnie jakby była gwiazdą każdego meczu i miała już na koncie ze trzy okładki w gazecie. Po prostu cieszyła się, ok? Cieszyła się jak durne dziecko, że jej marzenia się spełniają, ale wtedy wparował w nie Black i rozlewał jad niemal jak niegdyś tusz na jej prace domowe. Czasami miała ochotę pokazać mu jak trening Harpii poprawił jej prawy sierpowy. Nie, nie czasami. Jego ton głosu, powolne ruchy, skupiony na niej wzrok przypominał jej, że cały czas.
- Gwynne jest naszym pałkarzem, idioto. - warknęła. Znał ją. Nie była raczej najlepsza w wymyślaniu niesamowitych przezwisk. Wymyślił sobie historię, żeby tylko upokorzyć ją przed wszystkimi. I rzeczywiście, była rudowłosa i miała z dwadzieścia cztery lata. Kupę doświadczenia, której Hestii brakowało.
Prawda, jej udział w meczu wcale nie był taki kluczowy. W sumie tylko podtrzymała wynik, który zdobyła ekipa Ścigających z pierwszego składu. On nie musiał tego wiedzieć. - To akurat nie moja wina, że słuchasz niespełnionych fanów Jastrzębi. Łykasz każdą informację jak pelikan. Może właśnie przez taką idiotyczną naiwność nadal jesteś frajerem bez pracy. - Serio spiker musiałby być głupi albo być ogromnym fanem, żeby mówić coś takiego. Jastrzębie były w tej chwili najgorszą drużyną w lidze. Zwycięstwo Harpii było pewne nie ze względu na to, że mecz był ustawiony. Po prostu Jastrzębie były gorsze. - To była prawda! - oburzyła się. - Powinieneś wiedzieć po tym jak następnego dnia mi go zniszczyłeś. Powiedz lepiej jak się czyściło kuwetę pani Norris, kiedy już was Filch przyłapał. - Nie miała zamiaru zostawać dłużna. Serio chciała sobie stąd pójść, ale czuła, że jej duma właśnie została wystawiona na wielką próbę. Podczas ogniska (na które Syriusz zaproszony nie był) mógłby zobaczyć jak bardzo dobrze dziewczyna radzi sobie w takich sytuacjach. Ba, miała super mocną głowę, naprawdę i nie było żadnego taczania się po plaży! Przecież musiałaby to pamiętać, prawda? Skinęła głową na barmana, żeby jej również polał ognistej i oddała mu swoją szklankę. - Tylko jak będziesz się staczał to nie myśl, że odprowadzę Cię do tego kominka.

Re: Główna sala

on Pią Sty 11, 2019 11:02 pm
Może on na takie nieważne i nic nie znaczące detale nie zwracał uwagi uznając je za coś maksymalnie zbędnego? Teraz przecież mógł się dokładnie jej przyjrzeć, co też czynił. Chyba, że przez te kilka miesięcy zapomniał jak wyglądała i stąd brak jakiegoś odniesienia na temat tych zmian. Ta jego ohydna, ciekawska i wścibska buźka raz po raz odwracała się w jej stronę by rzucić jakiś cięty komentarz lub podzielić się jakimś gorzkim spostrzeżeniem. Oczywiście na jej temat.
W środku było raptem kilka osób, które ukradkiem spoglądały w ich stronę, bynajmniej nie z powodu, że siedziała tutaj zdobywczyni dwóch goli w karierze, rezerwowa Hestia Jones. Raczej dlatego, że byli bardzo młodzi, godzina była dość późna, a Black nie hamował się w żadnym stopniu, by niektóre kwestie mówić ściszonym tonem. On tam musiał poznać świat z Hestią Jones, oczywiście na swój, dość wredny, sposób. Dokuczali sobie prawie od zawsze, ale on wszystkim powtarzał, że ona przesadzała z tymi opowieściami, że go często pakowała w kłopoty. Jego narracja była inna, to on zawsze wychodził z wszystkich tarapatów z klasą zostawiając ją na lodzie! A te plecy Filcha? Bajeczka! Ona lubiła je najwyraźniej, kto by uwierzył takiej świrusce? Nikt poważnie nie traktuje takich osób!
Chłopak był ignorantem w wielu kwestiach, dużo spraw po nim spływało, ale wiedział mimo wszystko, że jednak jest w lidze kilka równie młodych zawodników, którzy grają w pierwszym składzie. Czyta rubryki sportowe w Proroku, więc nie da się tak łatwo zwieść i wywieźć na manowce! Sam w Hogwarcie powtarzał, że gdyby tylko chciał, to byłby największą gwiazdą szkolnej drużyny Gryfonów, ale mu się nie chciało. Wolał rozgrywki oglądać z trybun i śmiać się z Remusem z nieporadności tej łamagi Jones. Poza tym, tak w tajemnicy, gdy Gryfoni grali z Krukonami, to Syriusz zawsze siadał z dziewczynami, które znał z zajęć i kibicował ich drużynie.
— No nieważne. Jest ładna i dobra — wzruszył obojętnie ramionami, bo wyłapał te najważniejsze cechy. Oczywiście tą pierwszą uznawał za kluczową jeśli chodzi o potencjał sportowy. — Zresztą żadnej, tak czy siak nie możesz wygryźć, ta jedna ścigająca też jest ekstra. Widziałaś jak gra? Mogłabyś coś podpatrzeć, bo przyda się taka wiedza jak będziemy grali kiedyś jakiś sparing w lato. Może wtedy mnie jakoś ograsz — uśmiechnął się szeroko, odsłaniając swoje ząbki. Kolejna szpileczka i wyzwanie przy okazji. On wcale nie miał jej za gwiazdę.
— Jones, na Merlina... — zaczął ten swój wywód z westchnieniem, znów włosy poprawił (i ustalmy w tym momencie jedno, to jego poprawianie włosów, wcale ich w jakiś sposób nie ogarniało, a raczej sprawiało, że jeszcze bardziej były rozczochrane). — Przecież widziałem jak grasz w Hogwarcie, wiem to ja i cała szkoła, że jesteś aktualnie na szczycie swojej kariery. A jak chcesz, by napisali o tobie artykuł, to nie unikaj tłuczków, złam coś i będziesz miała swoje dwie linijki. Potem cię naprawią — zaśmiał się, bo wiedział jak bardzo marzyła o sławie. Śmieszne, bo on w Hogwarcie był sławny i nie potrzebował do tego żadnego rzucania kaflem, latania w deszczu czy machania pałką.
— Oczywiście, że prawda! I wcale nie było na to jeszcze całych dwóch tygodni! Taka jesteś odważna, a jak przychodzi do konkretów to czytasz o rebelii goblinów i się ukrywasz — tak, to jest ten moment, w którym spojrzał na nią z uśmiechem triumfalnym. Lubił potyczki słowne, lubił jej dokuczać, a teraz jawnie ją prowokował do tego by mu coś udowodniła. I nie zdziwił się gdy kiwnęła do barmana i dostała ognistą. Nie odpowiedział jej od razu, bo przecież nigdzie mu się nie spieszyło. Takie spotkanie po miesiącach, ach. Szkoda byłoby by skończyło się po kilku minutach, przecież pewnie za nim tęskniła! — Na pewno lepiej niż siedziało się z tobą w ławce na transmutacji — odparł na to wcześniejsze pytanie z uniesioną szklanką w geście toastu i stuknął nią o tą, która stała przed nosem dziewczyny. Uff, powstrzymał się żeby nie skrzywi się po wypiciu, co przyszło mu z trudem. Podołał jednak i spoglądał teraz na koleżankę kątem oka. No dalej Jones? Co się tak ociągasz!

Re: Główna sala

on Pon Sty 14, 2019 4:25 pm
To jak bardzo miała gdzieś jego opinię pokazywało tylko to jak bardzo chciała spędzać z nim czas. Dlatego nigdzie go nie zapraszała i nie miał zaproszenia na jej ognisko w środku lata. Mógłby jednak mówić trochę ciszej, bo ją denerwował. Ludzie dziwnie się patrzyli tylko dlatego, że ten kretyn chciał, żeby wszyscy na niego patrzyli. Jak zwykle musiał być w centrum uwagi, chociaż nie był jej ani trochę wart. Udawał takiego cool i super, a tak naprawdę siedział na tyłku u Potterów. Pewnie jedli razem kolacje, rozmawiając wesoło. Mógłby się ogarnąć i przestać żyć na czyjś rachunek.
Ona pamiętała to zupełnie inaczej. Pamiętała, że był pakowany w kłopoty o wiele częściej przez nią niż ona przez niego. Hestia umiała się wyłgać albo uciec szybciej niż mu się wydaje. Własnie i to pokazywało, że tak naprawdę jego gadanie o Quidditchu było głupim gadaniem i tak naprawdę był w tym kompletną fajtłapą. Nigdy by jej nie pokonał. Tak samo teraz jej nie pokona - złapała za szklankę trunku i wypiła wszystko duszkiem i choć w środku krzyczała, jak bardzo pali ją w gardło, to nie skrzywiła się ani trochę. Wolała coś lżejszego, ale nie powie tego. Nigdy nie powie czegoś takiego w twarz. Niemal od razu po wypiciu poprosiła o kolejną, mrucząc pod nosem coś o soczku. Barman uśmiechnął się pod nosem z rozbawieniem. Kto wie co myślał.
- Sparing z Tobą? Jak zwykle się wyłgasz, przecież wiesz. Tyle razy miałeś podobno mnie pokonać. - mruknęła. Za każdym razem kiedy w końcu mieli stanąć do roztrzygającej rozgrywki nagle mu się odwidywało i siadał na trybunach twierdząc, że woli się z niej pośmiać. Jak dla niej - po prostu się bał. - O, czyżbyś w takim razie widział jak gram teraz? Przez radio? - uniosła brew w górę, spoglądając na niego teraz z niemal błyszczącymi oczkami. Chyba znalazła na niego haka, wyczuła w tym co mówił totalne kłamstwo. Z resztą, nawet jeśli kłamał to i tak szczena mu opadnie jak niedługo już dostanie awans do pierwszego składu. Bo na pewno dostanie i wtedy Syriusz Przygłup Black przyjdzie do niej i odszczeka wszystko o co próbował ją oskarżyć. - Gdyby nie ta ławka pewnie kwiczałbyś z transmutacji, widziałam jak ode mnie ściągałeś. - przewróciła oczami po czym złapała za napełnioną ponownie szklankę i wypiła duszkiem, tym razem odwracając się szybko, aby niepozornie się skrzywić, od czego nie mogła się po prostu powstrzymać. Ohydztwo.

Re: Główna sala

on Wto Sty 15, 2019 6:26 pm
Cóż. Dużym ciosem była dla niego ta cała sprawa z ogniskiem, na którym się nie pojawił. I to wcale nie chodziło o to, że rozpamiętywał, że nie otrzymał zaproszenia od Jones. Raczej chodziło tu o to, że ominęła go impreza. IMPREZA. Tak się nie robi, były pewne granice, których przekraczać się nie powinno, a ona mimo to właśnie tak zrobiła. Dużą złość z tego powodu odczuwał, choć nie zamierzał przed nią pokazywać, że tak bardzo źle mu zrobiła. I wcale mu nie przeszkadzał fakt, że u tych Potterów sobie siedział, w końcu trzymali się z Jamesem jak bracia.
Syriusz Black doskonale wiedział, że Hestia miała najwyraźniej spore kłopoty z pamięcią. Chodził z nią na Historię Magii, znał jej oceny z testów, na które musieli wkuwać na pamięć różnego rodzaju formułki. Ale to nic, Hestia miała mnóstwo wad i ta jedna zupełnie nic nie zmieniała w ogólnej ocenie. Najważniejsze było to, że on pamiętał wszystko.
On sam wcale nie uznawał, by z racji tego, że zawodowo grzała ławkę była od niego lepsza w czymkolwiek. Mógłby się z nią ścigać na miotle, mogliby urządzić sobie konkurs strzelecki i pewny był, że na pewno dużo by nie odstawał. Poza tym miał dziwne wrażenie, że i na tym polu skopałby jej tyłek. Nie była dla niego żadnym wyzwaniem. Wiedział doskonale, że nie zrezygnuje z tego niemego wyzwania, znał ją zbyt dobrze. Lubiła rywalizację i tym lepiej będzie kolejny raz z nią wygrać, bo pewnie z porażkami radziła sobie równie słabo co Black. I obserwował gdy tą szklankę zaraz po nim podnosi i jednym haustem przechyla. Zgrywała twardziela.
— Tyle razy cię pokonałem w różnego rodzaju zakładach, że i to nie powinno być trudne — sprostował z bardzo wymowną miną, zawieszając spojrzenie swoich szarych oczu na jej buźce. — To, że aktualnie trochę więcej czasu spędzasz z tyłkiem na miotle, nie znaczy, że nagle stałaś się w tym ode mnie lepsza. Poczekajmy do wiosny, masz trochę czasu na trening. Może wpadnę zobaczyć na jakieś zajęcia Harpii, żeby koleżanki mogły obiektywnie stwierdzić kto był lepszy — dopiero teraz kiwnął barmanowi by mu dolał. I odwrócił się powoli w stronę Jones, z wyzywającą miną. Ciekawe co ona na to?
— Ech, daj spokój. Ile zagrałaś razy? Dwa? Trzy? Po kilkanaście minut? W żadnym wypadku nikt nie mówił by to była - spektakularna zmiana Hestii Jones! Więc jestem spokojny o twoje postępy — uśmiechnął się bardzo wrednie, nadal jakoś specjalnie nie dbał o to by mówić cicho. Barman słyszał ich z pewnością i nawet Syriuszowi się wydawało, że specjalnie trochę bliżej wycierał szmatką kufle i szklanki. — Jedyny powód dla którego przyszedłbym na twój mecz wiązałby się z chęcią zobaczenia tej seksi ścigającej — dodał jeszcze na sam koniec i spojrzał w swoją szklankę. Wcale nie chciało mu się pić przesadnie, ale teraz to była sprawa honoru. Wytworzyło się jakieś nieme wyzwanie, z którego nie zamierzał rezygnować. — Kto pierwszy powie pas, ten płaci rachunek — to nie było pytanie tylko stwierdzenie. Kilkukrotnie szklankę w dłoni zważył aż finalnie się do niej odwrócił. — Ponadto przegrany spełnia życzenie albo prośbę wygranego — nie był do końca przekonany czy na to się akurat zgodzi, ale postanowił dodać lekkiego kolorytu temu wyzwaniu. — Umowa? — zapytał tuż po tym jak się napiła i odwróciła, ku jego zadowoleniu i szerokiemu uśmiechu jaki wykrzywił jego usta. Sam po chwili przechylił zawartość szklanki i zniósł to ze zdecydowanie większą klasą niż ona, choć wcale nie było mu tak dobrze, jak starał się pokazać.

Re: Główna sala

on Wto Sty 15, 2019 7:05 pm
I była bardzo dumna z tego jak go to ugodziło. Niech wie, gdzie jego miejsce i na pewno daleko od niej. Tym bardziej nie rozumiała po co się przypałętał. Znaczy, trochę wiedziała - po to, żeby zepsuć jej humor i żeby ją wkurzyć, jak zawsze. Typowy Black, jakby cholera nie miał nic lepszego do roboty tylko ją prześladować z tym swoim durnym uśmieszkiem i przygłupim gadaniem, że jest od niej lepszy. Co jak co, ale mógł ją pokonać w czymś takim jak transmutacja, ale to nie jej wina. Wiedziała, że McGonagall mu pomagała, a ona miała to bardziej gdzieś. Ale były dwie rzeczy, w których jej nie pokona - Quidditch oraz picie. Płynęła w niej część krwi irlandzkiej oraz dumne pochodzenie walijskie i nie mogła tak po prostu przegrać z jakimś angolem.
- Aż tyle wygrałeś? A nie pamiętasz bijącej wierzby? Albo wskakiwania do jeziora? Kto wtedy wygrał? - Naprawdę się za mocno przechwalał, wygrała znacznie więcej zakładów, ale najwyraźniej jego mały móżdżek wypierał te informacje, żeby obronić delikatną psychikę. - Łał, wiesz, własnie to znaczy, to ile czasu spędzam z tyłkiem na miotle. Nie ćwiczyłeś w ogóle w Hogwarcie, przecież wiem, jedyne co robiłeś to ucieczki przed Filchem. I co, nagle chcesz mi wmówić, że jesteś lepszy po tym jak ostatnio siedziałeś na miotle w pierwszej klasie? Daj se siana. - Machnęła na niego ręką i odwróciła twarz od tej nieznośnej buźki. Jakoś za mocno się w nią wpatrywał, co, chciał przerzucić na nią swoją słabą głowę? Nie cierpiała go właśnie za to, jak wszystko łatwo mu przychodziło. Uciekł z domu? To nic, wujcio oddał mu swój hajs. Chciał do kogoś zagadać? Laski same zdejmowały majtki przez głowę. Skąd się w ogóle takie brały? Hestia musiała siedzieć nad książkami, ćwiczyć i pokazać, że się nie poddaje, żeby cokolwiek osiągnąć, a tu wpada taki ciemnowłosy rozczochraniec i wszystko mu wychodzi. Szczęka mu opadnie jak dziewczyna w końcu wespnie się na szczyt, a on będzie biednym i smutnym gościem, który nic nie osiągnął przez ciągłe siedzenie na dupie. Niech się gapi na kogo, chce, jej to kompletnie nie obchodziło. Nic a nic.
Zerknęła na niego wzrokiem bardziej zaciekawionym i bardziej błyszczącym niż przez chwilą. Proponował zakładzik? W końcu zaczął gadać do rzeczy. Uśmiechnęła się po swojemu. Ten uśmiech zawsze zwiastował jej najgorsze, najbardziej szalone pomysły, niczym zwiastun kłopotów. Mógł się nawet stać jakiegoś rodzaju przepowiednią. - Umowa. Chętnie zobaczę jak odszczekasz wszystkie te kłamstwa, Syriuszku. - uniosła lekko szklankę do góry, tak by mogli się stuknąć, gdy ponownie zostały one napełnione.
I za każdym razem wyglądało to podobnie, oboje pili na raz, skoro to był zakład, musiał być uczciwy. I po którejś kolejce ognista przestała palić, zrobiła się mniej niedobra do tego stopnia, że nawet nie musiała powstrzymywać krzywienia się, a powodowała za to przyjemne ciepło w żołądku i uśmiech na twarzy. Tak, Hestia upijała się na wesoło zdecydowanie i lubiła sobie przy tym żartować. Co jakiś czas chichotała, w dodatku coraz częściej. - A-ale masz minę... - wymruczała. Było jakoś koło północy... Blade lico dziewczyny zdobił lekki rumieniec, a jej humor sprawiał, że nawet barman, który ciągle im się przysłuchiwał co jakiś czas uśmiechał się pod nosem. Po kilku kieliszkach bardziej wzięło ją na wspomnienia.

Re: Główna sala

on Sro Sty 16, 2019 11:14 pm
To nie przystoi, tak się nie robi. Black wtedy sam przed sobą przyznał, że gdyby robił ognisko to zaprosiłby i Smarkerusa, choćby po to by mieć okazję do pośmiania się z niego. I pewnie gdyby to zaproszenie otrzymał, to wcale by się tam nie zjawił, ale liczyła się sama kwestia zaproszenia. Albo, w tym wypadku lepiej pasuje inne słowo. Pominięcie. Syriusz czuł się pominięty. Czuł się na aucie, do czego nie był zupełnie przyzwyczajony. To on, wraz z przyjaciółmi, zwykle odsuwał na aut. Taka szpilka w jego dumę, była prawdziwym ciosem nożem i pewnie wiele osób by to olało, ale... powiedzmy sobie szczerze, w tym świecie przegrywów, powinni być do takich zachowań i rozczarowań przyzwyczajeni. On nie był i to zapamiętał. Właściwie pamiętać będzie na długo.
— Co? Nie, nie pamiętam. Nie wymyślaj czegoś, co nie miało nigdy miejsca, okej? — zaperzył się od razu z szczwanym uśmieszkiem. Pamięć miał wybiórczą bardzo. Niepowodzenia były niewarte wspominania. A może inaczej. Były warte wspomnienia w innym gronie. Na pewno nie przy Jones. — Bo to nuda. N-U-D-A — przeliterował jej to dokładnie jakby nie zrozumiała, bo może niewyraźnie mówił. Latanie na miotle, phi. Latanie z kaflami, phi. I tak wszystko zależało od szukającego. Nieraz udawał tą ekscytację na meczach, ale prawdę mówiąc nigdy nie wzbudzało to w nim żadnych większych emocji. Gdyby tylko CHCIAŁ to grałby w szkolnej drużynie i pewnie byłby najlepszy. Ale nie chciał. Szkoda czasu i zachodu.
On miał ten dziwny nawyk patrzenia... wróć, gapienia się na ludzi. Śmieszyło go często, jak łatwo inne osoby odwracały wzrok peszone... no właśnie, czym? Nie wiedział, a chętnie posiadłby taką wiedzę. Niczym się nie przejmował, a na pewno nie tym, że kogoś mógł zawstydzić, speszyć lub wkurzyć.
Nie zaskoczyło go, że przyjęła wyzwanie. Wręcz zdziwiłby się gdyby było odwrotnie. Jeszcze wtedy nie wiedział, że to nie jest jego dzień. — Pff, a ja chętnie zobaczę jak... — zaczął i urwał zostając z otwartymi ustami, które po chwili zamieniły się w szeroki uśmiech. Nie chciał psuć tej niespodzianki jaką przygotował, gdy w końcu wygra ten prosty przecież zakład. Błysk w oku, tajemniczy chichot - to zdecydowanie nie mogło zwiastować niczego dobrego i musiała o tym doskonale wiedzieć. Stuknął swoją szklanką o jej szkło. Salut, do dna!
Tempo szybkie, żart ostry, spojrzenia coraz bardziej mętne. Dość prędko upływał ten wieczór wraz z kolejnymi przechylanymi szklankami, które coraz bardziej zaćmiewały umysł. Dwa żarty, głośny śmiech, zachwianie się na krześle, ojj... niedobrze! Strasznie irytujący był fakt, że jakoś szybciej się upijał od niej. Właściwie od dwóch ostatnich szklaneczek już nie chciał i gdyby nie kwestia, że to była ONA, to już dawno stwierdziłby, że go to nudzi i zwinąłby się do siebie. To znaczy do Pottera, choć czuł się już tam jak u siebie właśnie. Kolejna szklanka i o jejku, opowiadał właśnie coś żywo, gestykulując przy tym dłońmi bardzo energicznie, nawet barman był pochłonięty tą zmyśloną historyjką, kiedy to pośladek mu się z siedziska omsknął i aż złapał za ramię Hestię, by się nie wywrócić. Tak nie fortunnie, aż wpadła mu w ramiona. Ups, tak się nie robi. Spojrzał na nią z góry z rozbrajająco wrednym uśmieszkiem i nie puścił od razu tylko spojrzał na barmana. — Eee, ma pan prostownik? Bo trzeba rozładować to napięcie, które jest między nami — wyszczerzył się głupkowato i bardzo szeroko, po czym parsknął lekkim śmiechem, patrząc na Jones. Chyba trochę za długo ją trzymał, więc puścił w końcu. Uff sytuacja opanowana, ale barman patrzył na niego jak na idiotę. Dlaczego? Nie wiedział co to jest prostownik? On ostatnio słyszał od takiego jednego Mugola i uważał to za doskonały dowcip! Tylko taki przeznaczony dla tych bardziej inteligentnych osób! — Uhm, dobra, pas. Ja już nie chcę. Wy... — urwał, bo nie mógł od razu wypowiedzieć tych słów. Ciężko przechodziło to przez gardło. — Wy...Ech, no dobra, wygrałaś — ręce podniósł w geście poddania i spojrzał na nią tymi, smutnymi w tym momencie, szarymi i zapitymi oczkami. — Tym razem. Wyjątkowo — musiał być pijany, skoro to powiedział. Co za życie. Kto by pomyślał?

Re: Główna sala

on Sob Sty 19, 2019 11:52 pm
Może i miał wybiórczą pamięć, ale nie mógł zaprzeczyć faktom. Owszem, zdarzało się, że Hestia przegrywała te durne zakłady. Ona to pamiętała bardzo dobrze, bo wiedziała, jak się poprawić. I w tym była różnica! On nigdy się nie poprawiał i zawsze był tak samo niekompetentny i głupi. Zawsze to samo. - To, że nie pamiętasz, nie znaczy, że tak nie było. Nie pij tyle po godzinach, bo Ci mózg wypala.
Wyprostowała się dumnie, od razu było to widać. Wiadomo, że nic nie wiedział o Quidditchu! Bardzo dużo zależało od dobrych Ścigających, to oczywiste. Naprawdę, gdyby ją pokonał w Quidditchu to by się załamała i wyjechała w jakieś góry. Może do Szkocji? Ale w sumie nie lubiła Szkocji. Zamknęłaby się w domu, w Walii, tak, byłoby lepiej. Ale on jej przecież nie pokona w jej dziedzinie, halo! Tego mogła być pewna. Mógł ją pokonać w... nie no, w niczym, była we wszystkim lepsza od niego, haha!
To nie było tak, że w ogóle nie czuła tego, że zaczyna być pijana. Skąd, była pijana strasznie, aż jej się oczy kleiły ze zmęczenia. Tempo było zapierdające dech w piersiach, właściwie szła kolejka za kolejką, dopiero po kilku ognista przestała piec w gardło, może dlatego, że już się przyzwyczaiła do tego dziwnego bólu. Na chwilę nawet ułożyła głowę na swoim ramieniu, które leżało już bez życia na blacie. Mruczała coś do siebie zupełnie niezrozumiale, trochę jej się kręciło w głowie, ale nadal nie była w stanie, w którym chciała uciekać do łazienki. I nagle została porwana, gdy chłopak podparł się o jej wolne ramię, a ta bez życia opadła mu w ramiona, prawie zsuwając się tyłkiem z siedzenia. Przymknęła oczy. Nie czuła nic więcej niż ognistą whiskey, musiał trochę na siebie rozlać przez to wszystko. Bezsilnie uniosła ramię, chcąc chyba wykonać jakiś gest, który miałby pokazywać jego głupotę, ale nie miała siły. Utknęła więc, niezbyt chętnie się go trzymając, ale gdy puścił, w końcu się uwolniła. Dopiero po chwili zaczęło do niej docierać co się właściwie stało, że w sumie to nawet nie było aż tak obrzydliwe jak sobie wyobrażała. Przeczesała włosy do tyłu. - Co to jest prostownik? - spytała bezpardonowo. Skąd miała wiedzieć, halo? Brzmiało jak jakieś dziwne urządzenie do wygładzania nierównych powierzchni... Prostowania, właśnie!
I Hestia rozpromieniła się wesoło, a na znak swojej wygranej wypiła jeszcze tę kolejkę, którą Syriusz zostawił nieruszoną. - Hahahaha, zupełnie tak samo, jak wtedy, kiedy łapaliśmy nieśmiałki. - Przytoczyła zadowolona. Ona pierwsza wtedy złapała Nieśmiałka w Zakazanym Lesie, nawet gdy chciał oszukiwać. Zarzucała mu, że żadne zwierzę by do niego nie podeszło, a później samo się rozwinęło. Złapała chłopaka za ramię i lekko nim wytrząsnęła, śmiejąc się cicho. - To jedno z wielu zwycięstw! Zobaczysz...
Zauważyła, że trochę za mocno go złapała i prawie się zsuwał z krzesła, ale reakcję miała nadal błyskawiczną. Podtrzymała Syriusza na miejscu, a żeby miał się o co oprzeć, oparła głowę na jego ramieniu i westchnęła cicho. Była śpiąca i pijana. I chciała mu pomóc, okej. To było tylko do pomocy. Żeby sobie tego głupiego ryja nie rozwalił.
Sponsored content

Re: Główna sala

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach