CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Sybilla Trelawney [uczennica]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
avatar
avatar
Zwracaj się do mnie : Billy

Cytat : Nic się nie da zmienić: statystycznie wypada jedna śmierć na jednego człowieka.

Punkty doświadczenia : 176

Punkty życia : 100

186

Czystość krwi : półkrwi

Sakiewka : 50g 0s 0k

Gif : http://orig12.deviantart.net/61d7/f/2016/246/1/0/tumblr_m6n74snaf01rrf9sa_by_trisvita-dagcey0.gif

Różdżka : leszczyna, włos w ogona jednorożca, 9½ cala


Ravenclaw

PisanieTemat: Sybilla Trelawney [uczennica]   Sob Wrz 03, 2016 2:54 pm



Imię i nazwisko: Sybilla Trelawney
Data urodzenia: 09.03.1962 r.
Czystość krwi: półkrwi
Dom w Hogwarcie: Ravenclaw
Różdżka: leszczyna, włos z ogona jednorożca, 9 i 1/2 cala


Widok z Ain Eingarp:

Pomieszczenie było sporych rozmiarów i nie wpadało do niego wiele światła. Półmrok nie przeszkadzał jednak dziewczynie, a wręcz przeciwnie - odpowiadał jej. Iście mistyczna atmosfera mówiła jej, że niebawem dostrzeże coś niecodziennego. Zrobiła parę powolnych kroków naprzód. Owionął ją zapach zatęchłego powietrza, lecz miała wrażenie, że to nie wszystko, co się tutaj skrywa. Coś było palone w tym miejscu... Na dodatek skąd wziął się ten delikatny powiew w zamkniętej sali? Zaintrygowana tym, w końcu dotarła do rogu pokoju. Widziała płachty, okrywające tajemniczy przedmiot. A ona już wiedziała, co się tam skrywa.
Materiał zsunął się w dół, po chwili spoczywając na ziemi u jej stóp.
Zwierciadło. Lubiła powierzchnie, w których można było coś zobaczyć. Ta zaś nie była zwykłym lustrem. Czyżby widziała przyszłość? Kolejna wizja? Zapewne. Zafrapowana spojrzała przed siebie. Bez lęku, z czystą fascynacją.
Cóż ukazało się jej oczom? Ona sama. Była nieco starsza, a jej strój również był inny od tego, który miała na sobie. Zamiast mundurku nosiła jakiś staromodny strój z mnóstwem chust i szali. Okryta była luźną peleryną, spod której prześwitywały błyskotki – w większości cekiny i korale. Na rękach pyszniły się liczne bransolety i pierścionki, włosy natomiast iskrzyły się od brokatowych nici. Ale to nie wygląd był tutaj najważniejszy, a co innego. Występowała bowiem w spokojnej tafli jako najwyżej wyróżniona i doceniona jasnowidzka. Ludzie wokół niej patrzyli na nią jak w obrazek i słuchali, jak przepowiada im śmierć. Wszyscy jej wierzyli. Widzieli ją. Nikt się nie naśmiewał. Niemniej nie to było jej najwyższym pragnieniem, mimo że tak by się mogło wydawać. To było jedynie skutkiem tego, czego naprawdę pragnęła. W głębi serca chciała poznać sekrety całego świata, tak by nic nie było w stanie już się przed nią ukryć. Pragnęła rozumieć teraźniejszość, móc porzucić przeszłość oraz z pełną stanowczością zagłębić się w przyszłości.


Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie:

W szkole Sybilla radziła sobie całkiem nieźle, można nawet pokusić się na stwierdzenie, iż bardzo dobrze. Gdy coś ją zaintrygowało, była temu całkowicie oddana i uczyła się jak najęta. Jakby świata dookoła nie było, a ona miała za zadanie jedynie dowiedzieć się jak najwięcej na dany temat. Lubiła przesiadywać w samotności i pochłaniać kolejne podręczniki, nieraz na przemian z książkami zupełnie niezwiązanymi z nauką. Co do zajęć - wróżbiarstwo to jeden z jej ulubionych przedmiotów, na którym niestety nie dogaduje się z nauczycielką. Z jakiej przyczyny? Bo sama uważa, że ma dar i zawsze rację. I że wie lepiej. Profesorka natomiast nie do końca się z nią zgadza... Niemniej na egzaminach pisemnych Krukonka radzi sobie bez zarzutu. Na liście przedmiotów, w których się wyróżnia, znajdują się jeszcze eliksiry oraz zielarstwo. Historia magii za to wcale jej nie interesuje, w końcu przeszłość nie daje tyle co przyszłość! Zaklęcia, transmutacja i obrona nie idą jej źle, choć czasami nie chce jej się uczyć inkantacji. Pomimo tego trzeba przyznać, że idzie jej lepiej, niż można by się tego po niej spodziewać. Gorzej tylko było u niej z astronomią, której nie uznawała - gwiazdy nie są dla niej wiarygodnym źródłem przepowiedni (to przecież nie to samo co wizje), dlatego też po roku próby zrezygnowała z tego przedmiotu. Na opiece również średnio dawała sobie radę ze zwierzętami... przepowiada im śmierć tak samo jak ludziom. Och, no i nie umie zbytnio latać. Miotła nie zlękła się jej gróźb, że umrze i nie podporządkowała się. Jasne, jest w stanie utrzymać się przez jakiś czas w powietrzu, ale nie jest w tym dobra i nie czerpie z tego żadnej przyjemności.


Przykładowy Post:

- NIEBEEZPIEEECZEŃSTWOO! – wykrzyknęła nawiedzona dziewczyna. Miotała się na wszystkie strony, spoglądając raz po raz rozbieganymi oczami na swą ofiarę. Jej blond szopa na głowie, która udawała kręcone włosy i bezczelnie się za nie podawała, podskakiwała wraz z kolejno wypowiadanymi słowami. - Niebezpieczeństwo widzę... - powtórzyła zniżonym głosem, który teraz zdawał się być nieco zachrypnięty, pomimo że Krukonka nie była chora. Rozejrzała się dookoła podejrzliwie. Nagle jakiś punkt na niebie wyraźnie ją zainteresował. Oderwała się na chwilę od napastowanej czarownicy z jej roku. - Co... co... aaaaa... tak. TAK! - Wyglądało to, jakby prowadziła rozmowę... z powietrzem. Powodem tego nie był jednak brak przyjaciół, który aż tak dobitnie dawałby się jej we znaki, a jej wizje. - Dobrze Edwardzie, przekażę jej. - Pokiwała jeszcze smutno głową i znowu odwróciła się. Położyła koleżance dłonie na ramionach. Potrząsnęła nimi lekko, po czym odezwała się grobowym tonem. - Już jest za późno – wypowiedziała niezwykle cicho. Zamknęła oczy. W duchu rozpoczynała żałobę po kolejnej zbłąkanej duszy. Po powrocie na swój ulubiony strych, który odkryła już na pierwszym roku, na pewno zapali dla niej jedno z kadzidełek. Po tych myślach otworzyła jedno oko. Sprawdziła, co ta na to, niemniej Ślizgonka naprzeciwko niej stała jak oniemiała. Dobrze, że rozumiała powagę sytuacji. Otworzyła więc i drugie oko. - Moje kondolencje. - I odeszła. Tak po prostu.
Nie zaszła zbyt daleko, bo na dziedzińcu przed szkołą przyuważyła pudla. Pudel. Co on tam robił – niejedna osoba zadałaby sobie to pytanie. Lecz nie ona.
- NIIIEEEEEE – wydarła się, podbiegając szybko do psa, przebierając pokracznie swymi długimi kończynami. Jasnowidzka była bowiem wysoka i chuda, czasami zaś wyglądała, jakby nie całkiem panowała nad swym ciałem. Zwłaszcza w momentach takich jak ten, gdy leciała z rękami wystrzelonymi przed siebie, nieco w stronę nieboskłonu. Pochyliła się nad biednym, niczego nieświadomym stworzeniem. Wciągnęła mocno powietrze... - Mhmm... - wymruczała jak naćpana. Czego używali do kąpania psiaka? To pozostanie wieczną tajemnicą. - Tak... tak... widzę to... czuję... - mamrotała dalej chwilę, po czym wystrzeliła znienacka w powietrze. - BIEDNA DUSZA! - Zaczęło na nią zerkać coraz więcej uczniów. - TWOJE ŻYCIE JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE TAKIE SAMO! - Miotała się dalej. Ludzie zaczęli ją otaczać w kręgu, obserwując, jak świruje. - TO KOOONIEEEEEEEC!
Nagle przystanęła. Otworzyła szerzej swe ciemnozielone oczy, spoglądające zza grubych szkieł w grubych czarnych oprawkach. - To już jest koniec, nie ma ratunku – powtórzyła znacznie ciszej. Przebierała przez jakiś czas drżącymi rękami, przesuwając je po materiale wielu szali, które nosiła nie tylko na szyi, ale i przewiązane w pasie. Każdy w innym kolorze. Zaraz jednak jakby znów ożyła. - TOOO KONIEEEEEC! - Ostatnie tchnienie? Raczej ostatni krzyk. Pobiegła przed siebie, przepychając się. Rozhisteryzowana była w stanie kogoś walnąć, byle przedostać się gdzieś, gdzie było bezpiecznie. A nigdzie nie było. Wszędzie czyhała na nich śmierć.


Gdy minęło trochę czasu, Sybilla uspokoiła się. Była teraz w swoim dormitorium. Roznosiły się w nim gryzące się ze sobą zapachy, które osobno mogły być niezwykle relaksujące. Aloes, szałwia, piżmo, cedr, cynamon... oraz wiele innych. Osoba o szczególnie wyczulonym zmyśle węchu prawdopodobnie by oszalała. Na szczęście Krukonka była sama. Siedziała na podłodze przed swoim łóżkiem, włosy miała związane w wygodny kok, pozbyła się także okularów - jedynie by jej teraz przeszkadzały. Wszystkie okna uprzednio pozasłaniała, przez co w całym pomieszczeniu panował przyjemny dla niej półmrok. Kadzidełka porozwieszane były w różnych miejscach, to na ramach łóżek innych dziewczyn, to pod sufitem, niektóre zaś lewitowały w powietrzu, dzięki zaklęciu. Jak nie kochać magii.
Przed sobą miała rozłożone karty tarota, nieopodal po podłodze turlała się kryształowa kula, którą chwilę wcześniej zepchnęła z podestu, niezadowolona z wyniku, jaki objawił jej się w jej tafli. Tak, karty powiedzą jej prawdę. Układając je, raz po raz zerkała na drzwi, jakby na coś czekając. W końcu te jak na zawołanie (przy pięćdziesiątym spojrzeniu) rozwarły się i weszła przez nie jej koleżanka z pokoju. Na ustach wróżbitki zaigrał lekki uśmiech, zaraz stłumiony. Miała złe wieści do przekazania.
- Umrzesz – powiedziała na przywitanie, ciągle przyglądając się twarzy współlokatorki, oczekując jej reakcji.
- Jak my wszyscy – odpowiedziała czarownica ze wzruszeniem ramion. Był to chyba taki ich rytuał, bowiem to powitanie utrzymywało się już od kilku lat. Trelawney na te słowa szczerze się uśmiechnęła i po postawie widać było, że się rozpogodziła. Może i nie dogadywała się ze wszystkimi, ale ważne, żeby znaleźć tych kilku ludzi, którzy akceptują cię za to, kim naprawdę jesteś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magiclullaby.forumpl.net/t2039-sybilla-trelawney-uczennica#34382 http://magiclullaby.forumpl.net/t868-sybilla-trelawney http://magiclullaby.forumpl.net/t869-skrytka-6662 http://magiclullaby.forumpl.net/t2040-apollo#34383
avatar
avatar
Zwracaj się do mnie : Truteń obronny

Cytat : Bliskim mów, gdyby pytali, że chwilowo zmieniłam adres...

Punkty doświadczenia : 8

Punkty życia : 87

103

Czystość krwi : mugolska

Sakiewka : 240 g 14s 0k

Gif :

Różdżka : topola, sierść kelpie , 13 cali


Oczekujący

PisanieTemat: Re: Sybilla Trelawney [uczennica]   Sob Wrz 03, 2016 3:45 pm





Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magiclullaby.forumpl.net/t1103-alice-hughes-uczennica http://magiclullaby.forumpl.net/t1107-alice-hughes http://magiclullaby.forumpl.net/t1100p15-skrytka-numer-1313 http://magiclullaby.forumpl.net/t1105p15-cecil-i-melania http://magiclullaby.forumpl.net/t1932-mysli-nieuswiadomione
avatar
avatar
Zwracaj się do mnie : Billy

Cytat : Nic się nie da zmienić: statystycznie wypada jedna śmierć na jednego człowieka.

Punkty doświadczenia : 176

Punkty życia : 100

186

Czystość krwi : półkrwi

Sakiewka : 50g 0s 0k

Gif : http://orig12.deviantart.net/61d7/f/2016/246/1/0/tumblr_m6n74snaf01rrf9sa_by_trisvita-dagcey0.gif

Różdżka : leszczyna, włos w ogona jednorożca, 9½ cala


Ravenclaw

PisanieTemat: Re: Sybilla Trelawney [uczennica]   Sro Maj 16, 2018 10:20 pm

JA TO USUNE JAK OGARNE




Imię i nazwisko: Sybilla Trelawney
Imiona i nazwiska rodziców: Fleta Nara Chips i Ajax Koios Trelawney
Data urodzenia: 09.03.1962 r.
Miejsce zamieszkania: Upton Snodsbury
Status majątkowy: średnio bogaty
Czystość krwi: półkrwi
Dom w Hogwarcie: Ravenclaw
Różdżka: leszczyna, włos z ogona jednorożca, 9 i 1/2 cala

Wzrost: 169,5 cm
Waga: 56,5 kg
Kolor włosów: brązowy... do pewnego czasu. Na początku trzeciego roku za pomocą zaklęcia zmieniła ich barwę na blond.
Kolor oczu: zielony. Swe patrzałki skrywa czasami za grubymi okularami w czarnych oprawkach. Jako że jednak nie posiada prawdziwej wady wzroku, robi to tylko z własnego widzimisię, gdy akurat najdzie ją taka ochota.


Bogin:

Przed Krukonką pojawiła się zjawia i powoli zaczęła przybierać kształt. Niebylejaki zresztą, ponieważ przed Sybillą już zaraz stał dobrze jej znany wysoki chłopak, nieco przygarbiony, z głową schowaną częściowo pod kapturem. Rzucił jej pełne niezadowolenia spojrzenie, jakby zirytowany faktem pojawiania się na środku sali obrony przed czarną magią, po czym głośniej wypuścił powietrze. Nie wyjmując dłoni z kieszeni, kopnął czubkiem buta o posadzkę.
- Towar wyszedł, spierdalaj - wysapał niezadowolony.
No... nauczyciel też chyba nie był zbyt szczęśliwy z powodu zaistniałej sytuacji. A to przecież takie niewinne... chodziło o ziółka na plecy... albo o szklaną kulę... Dziewczyna nie była jednak w stanie skupić się na wystarczająco wiarygodnej wymówce, ponieważ teraz z drżącymi rękami obserwowała swój największy lęk. I cóż ona teraz pocznie?!


Amortencja:

Do jej nozdrzy dotarł zapach ostryg, pomieszanych z morelą i dziwnego rodzaju mlekiem. Przez to wszystko przebijał się mocniejszy aromat porządnej whisky - nie trzeba było nawet kosztować, by poczuć to pieczenie w gardle! - oraz delikatniejszy swąd palonych kadzidełek. Dziewczyna omal nie padła w ekstazie na ziemię zaatakowana tak cudowną wonią.


Widok z Ain Eingarp:

Pomieszczenie było sporych rozmiarów i nie wpadało do niego wiele światła. Półmrok nie przeszkadzał jednak dziewczynie, a wręcz przeciwnie - odpowiadał jej. Iście mistyczna atmosfera mówiła jej, że niebawem dostrzeże coś niecodziennego. Zrobiła parę powolnych kroków naprzód. Owionął ją zapach zatęchłego powietrza, lecz miała wrażenie, że to nie wszystko, co się tutaj skrywa. Coś było palone w tym miejscu... Na dodatek skąd wziął się ten delikatny powiew w zamkniętej sali? Zaintrygowana tym, w końcu dotarła do rogu pokoju. Widziała płachty, okrywające tajemniczy przedmiot. A ona już wiedziała, co się tam skrywa.
Materiał zsunął się w dół, po chwili spoczywając na ziemi u jej stóp.
Zwierciadło. Lubiła powierzchnie, w których można było coś zobaczyć. Ta zaś nie była zwykłym lustrem. Czyżby widziała przyszłość? Kolejna wizja? Zapewne. Zafrapowana spojrzała przed siebie. Bez lęku, z czystą fascynacją.
Cóż ukazało się jej oczom? Ona sama. Była nieco starsza, a jej strój również był inny od tego, który miała na sobie. Zamiast mundurku nosiła jakiś staromodny strój z mnóstwem chust i szali. Okryta była luźną peleryną, spod której prześwitywały błyskotki – w większości cekiny i korale. Na rękach pyszniły się liczne bransolety i pierścionki, włosy natomiast iskrzyły się od brokatowych nici. Ale to nie wygląd był tutaj najważniejszy, a co innego. Występowała bowiem w spokojnej tafli jako najwyżej wyróżniona i doceniona jasnowidzka. Ludzie wokół niej patrzyli na nią jak w obrazek i słuchali, jak przepowiada im śmierć. Wszyscy jej wierzyli. Widzieli ją. Nikt się nie naśmiewał. Niemniej nie to było jej najwyższym pragnieniem, mimo że tak by się mogło wydawać. To było jedynie skutkiem tego, czego naprawdę pragnęła. W głębi serca chciała poznać sekrety całego świata, tak by nic nie było w stanie już się przed nią ukryć. Pragnęła rozumieć teraźniejszość, móc porzucić przeszłość oraz z pełną stanowczością zagłębić się w przyszłości.


Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie:

W szkole Sybilla radziła sobie całkiem nieźle, można nawet pokusić się na stwierdzenie, iż bardzo dobrze. Gdy coś ją zaintrygowało, była temu całkowicie oddana i uczyła się jak najęta. Jakby świata dookoła nie było, a ona miała za zadanie jedynie dowiedzieć się jak najwięcej na dany temat. Lubiła przesiadywać w samotności i pochłaniać kolejne podręczniki, nieraz na przemian z książkami zupełnie niezwiązanymi z nauką. Co do zajęć - wróżbiarstwo to jeden z jej ulubionych przedmiotów, na którym niestety nie dogaduje się z nauczycielką. Z jakiej przyczyny? Bo sama uważa, że ma dar i zawsze rację. I że wie lepiej. Profesorka natomiast nie do końca się z nią zgadza... Niemniej na egzaminach pisemnych Krukonka radzi sobie bez zarzutu. Na liście przedmiotów, w których się wyróżnia, znajdują się jeszcze eliksiry oraz zielarstwo. Historia magii za to wcale jej nie interesuje, w końcu przeszłość nie daje tyle co przyszłość! Zaklęcia, transmutacja i obrona nie idą jej źle, choć czasami nie chce jej się uczyć inkantacji. Pomimo tego trzeba przyznać, że idzie jej lepiej, niż można by się tego po niej spodziewać. Gorzej tylko było u niej z astronomią, której nie uznawała - gwiazdy nie są dla niej wiarygodnym źródłem przepowiedni (to przecież nie to samo co wizje), dlatego też po roku próby zrezygnowała z tego przedmiotu. Na opiece również średnio dawała sobie radę ze zwierzętami... przepowiada im śmierć tak samo jak ludziom. Och, no i nie umie zbytnio latać. Miotła nie zlękła się jej gróźb, że umrze i nie podporządkowała się. Jasne, jest w stanie utrzymać się przez jakiś czas w powietrzu, ale nie jest w tym dobra i nie czerpie z tego żadnej przyjemności.


Przykładowy post:

- NIEBEEZPIEEECZEŃSTWOO! – wykrzyknęła nawiedzona dziewczyna. Miotała się na wszystkie strony, spoglądając raz po raz rozbieganymi oczami na swą ofiarę. Jej blond szopa na głowie, która udawała kręcone włosy i bezczelnie się za nie podawała, podskakiwała wraz z kolejno wypowiadanymi słowami. - Niebezpieczeństwo widzę... - powtórzyła zniżonym głosem, który teraz zdawał się być nieco zachrypnięty, pomimo że Krukonka nie była chora. Rozejrzała się dookoła podejrzliwie. Nagle jakiś punkt na niebie wyraźnie ją zainteresował. Oderwała się na chwilę od napastowanej czarownicy z jej roku. - Co... co... aaaaa... tak. TAK! - Wyglądało to, jakby prowadziła rozmowę... z powietrzem. Powodem tego nie był jednak brak przyjaciół, który aż tak dobitnie dawałby się jej we znaki, a jej wizje. - Dobrze Edwardzie, przekażę jej. - Pokiwała jeszcze smutno głową i znowu odwróciła się. Położyła koleżance dłonie na ramionach. Potrząsnęła nimi lekko, po czym odezwała się grobowym tonem. - Już jest za późno – wypowiedziała niezwykle cicho. Zamknęła oczy. W duchu rozpoczynała żałobę po kolejnej zbłąkanej duszy. Po powrocie na swój ulubiony strych, który odkryła już na pierwszym roku, na pewno zapali dla niej jedno z kadzidełek. Po tych myślach otworzyła jedno oko. Sprawdziła, co ta na to, niemniej Ślizgonka naprzeciwko niej stała jak oniemiała. Dobrze, że rozumiała powagę sytuacji. Otworzyła więc i drugie oko. - Moje kondolencje. - I odeszła. Tak po prostu.
Nie zaszła zbyt daleko, bo na dziedzińcu przed szkołą przyuważyła pudla. Pudel. Co on tam robił – niejedna osoba zadałaby sobie to pytanie. Lecz nie ona.
- NIIIEEEEEE – wydarła się, podbiegając szybko do psa, przebierając pokracznie swymi długimi kończynami. Jasnowidzka była bowiem wysoka i chuda, czasami zaś wyglądała, jakby nie całkiem panowała nad swym ciałem. Zwłaszcza w momentach takich jak ten, gdy leciała z rękami wystrzelonymi przed siebie, nieco w stronę nieboskłonu. Pochyliła się nad biednym, niczego nieświadomym stworzeniem. Wciągnęła mocno powietrze... - Mhmm... - wymruczała jak naćpana. Czego używali do kąpania psiaka? To pozostanie wieczną tajemnicą. - Tak... tak... widzę to... czuję... - mamrotała dalej chwilę, po czym wystrzeliła znienacka w powietrze. - BIEDNA DUSZA! - Zaczęło na nią zerkać coraz więcej uczniów. - TWOJE ŻYCIE JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE TAKIE SAMO! - Miotała się dalej. Ludzie zaczęli ją otaczać w kręgu, obserwując, jak świruje. - TO KOOONIEEEEEEEC!
Nagle przystanęła. Otworzyła szerzej swe ciemnozielone oczy, spoglądające zza grubych szkieł w grubych czarnych oprawkach. - To już jest koniec, nie ma ratunku – powtórzyła znacznie ciszej. Przebierała przez jakiś czas drżącymi rękami, przesuwając je po materiale wielu szali, które nosiła nie tylko na szyi, ale i przewiązane w pasie. Każdy w innym kolorze. Zaraz jednak jakby znów ożyła. - TOOO KONIEEEEEC! - Ostatnie tchnienie? Raczej ostatni krzyk. Pobiegła przed siebie, przepychając się. Rozhisteryzowana była w stanie kogoś walnąć, byle przedostać się gdzieś, gdzie było bezpiecznie. A nigdzie nie było. Wszędzie czyhała na nich śmierć.


Gdy minęło trochę czasu, Sybilla uspokoiła się. Była teraz w swoim dormitorium. Roznosiły się w nim gryzące się ze sobą zapachy, które osobno mogły być niezwykle relaksujące. Aloes, szałwia, piżmo, cedr, cynamon... oraz wiele innych. Osoba o szczególnie wyczulonym zmyśle węchu prawdopodobnie by oszalała. Na szczęście Krukonka była sama. Siedziała na podłodze przed swoim łóżkiem, włosy miała związane w wygodny kok, pozbyła się także okularów - jedynie by jej teraz przeszkadzały. Wszystkie okna uprzednio pozasłaniała, przez co w całym pomieszczeniu panował przyjemny dla niej półmrok. Kadzidełka porozwieszane były w różnych miejscach, to na ramach łóżek innych dziewczyn, to pod sufitem, niektóre zaś lewitowały w powietrzu, dzięki zaklęciu. Jak nie kochać magii.
Przed sobą miała rozłożone karty tarota, nieopodal po podłodze turlała się kryształowa kula, którą chwilę wcześniej zepchnęła z podestu, niezadowolona z wyniku, jaki objawił jej się w jej tafli. Tak, karty powiedzą jej prawdę. Układając je, raz po raz zerkała na drzwi, jakby na coś czekając. W końcu te jak na zawołanie (przy pięćdziesiątym spojrzeniu) rozwarły się i weszła przez nie jej koleżanka z pokoju. Na ustach wróżbitki zaigrał lekki uśmiech, zaraz stłumiony. Miała złe wieści do przekazania.
- Umrzesz – powiedziała na przywitanie, ciągle przyglądając się twarzy współlokatorki, oczekując jej reakcji.
- Jak my wszyscy – odpowiedziała czarownica ze wzruszeniem ramion. Był to chyba taki ich rytuał, bowiem to powitanie utrzymywało się już od kilku lat. Trelawney na te słowa szczerze się uśmiechnęła i po postawie widać było, że się rozpogodziła. Może i nie dogadywała się ze wszystkimi, ale ważne, żeby znaleźć tych kilku ludzi, którzy akceptują cię za to, kim naprawdę jesteś.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magiclullaby.forumpl.net/t2039-sybilla-trelawney-uczennica#34382 http://magiclullaby.forumpl.net/t868-sybilla-trelawney http://magiclullaby.forumpl.net/t869-skrytka-6662 http://magiclullaby.forumpl.net/t2040-apollo#34383
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Sybilla Trelawney [uczennica]   

Powrót do góry Go down
 
Sybilla Trelawney [uczennica]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Ruby Yellow [uczennica]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magic Lullaby :: Biblioteka :: Kroniki :: Uczniowie :: Sybilla Trelawney-
Skocz do: