Go down

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Pią Lut 26, 2016 12:20 am
The member 'David o'Connell' has done the following action : Rzuć kością


#1 'Pojedynek' :
Wrzeszcząca Chata - Page 5 Dice-icon
#1 Result : 1

--------------------------------

#2 'Pojedynek' :
Wrzeszcząca Chata - Page 5 Dice-icon
#2 Result : 6, 6


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Nie Mar 13, 2016 10:29 pm
Jeffrey na krótki moment stracił wzrok, a wtedy poruszające się pnącza złapały go za kostki i uniosły do góry, przy okazji otrzepując go z błota. Ślizgon już widział, ale za to zwisał do góry nogami. David wykorzystując swoją wyostrzoną czujność, namierzył podejrzany krzak. Niestety nie uniknął zaklęcia Goyle'a Seniora i oberwał w prawą nogę, a ta zaczęła powoli słabnąć. Duro trafiło idealnie w kawałek płaszcza, zamieniając go całkowicie w kamień przez co Śmierciożerca miał problemy z ruchem, próbował się jakoś uwolnić spod tego ciężaru, ale był na tyle niedomyślny, że zaczął wydawać z siebie odgłosy, które mogły kogoś nakierować na jego obecne miejsce pobytu. Zanim ściągnął płaszcz, minęło trochę czasu. W międzyczasie Jeffrey wciąż zwisał do góry nogami w powietrzu, będąc przetrzymywanym przez kujące pnącza.


David:
-6 PŻ, osłabienie kończyny i powolne pojawienie się na prawej nodze czarnej martwicy
Jeffrey: wiszenie do góry nogami w powietrzu, możliwe ukłucia od pnączy
Goyle Senior: -8 PŻ, zmęczenie spowodowane próbami ściągnięcia kamiennego płaszcza


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Pią Kwi 29, 2016 7:20 am
Na początku sądził, że po swoim kultowym tekście ze skrzypcami to Gryfon we własnej osobie postanowił pomóc mu tak, jak to potrafił robić najlepiej – czyli najbardziej łopatologicznie i nieludzko jak się tylko da – i złapać go za kostki, by wytrzepać z nadmiaru zabrudzenia jak szmacianą lalkę albo świeże pranie. Niestety nawet taki subtelny i filigranowy przystojniak jak David nie miał aż tak cienkich paluszków, żeby te miały grubość bez mała... No ciężko powiedzieć, ale cienkie były. Chyba. Jak Jeff tak sobie malowniczo wisiał i zadarł łeb, by zobaczyć jak bardzo, to te akurat mocniej zacisnęły się na jego kostkach, a w tle jakiś krzak ożył i zaczynał tańczyć break dance. Ślizgon sapnął, czując jak nadmiar krwi odpływa mu ze stóp do mózgu, łaskocząc go ciarkami wzdłuż kręgosłupa i z tej dziwnej perspektywy wyczaił, że kolega ma problem a roślinkami ogrodowymi, które przy okazji częściowo zasłaniają im widok na piękny krajobraz. Czas to zmienić!
Chwilkę mu zajęło uwolnienie się z pnączy i wylądowanie na ziemi bardziej na plecach niż na grożącym złamaniem karku, ale jak tylko przeturlał się na bezol, to sięgnął różdżką do kieszeni i wycelował jej końcem w dzieci matki natury, które jęczały szamocząc się bez powodu.
- Incendio!


Ostatnio zmieniony przez Jeffrey Woods dnia Pią Kwi 29, 2016 7:21 am, w całości zmieniany 1 raz






.

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Pią Kwi 29, 2016 7:20 am
The member 'Jeffrey Woods' has done the following action : Rzuć kością


'Pojedynek' :
Wrzeszcząca Chata - Page 5 Dice-icon
Result : 5, 2


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Sob Maj 07, 2016 8:44 pm
Jeffrey'owi udało się wydostać z uścisku, które ofiarowały mu pnącza, zaś David... no cóż, nie miał zbyt dużo szczęścia. Martwica na prawej nodze zaczęła się błyskawicznie rozwijać i jeśli chłopak szybko nie otrzyma medycznej pomocy to będzie mógł się pożegnać z kończyną.  Incendio w wykonaniu Woodsa nie wyszło, ale za to ten mógł dostrzec jak zbliża się w ich stronę źródło białego światła. I jak się okazało, był to patronus dyrektora Hogwartu, który przekazał wiadomość o tym, gdzie powinni się udać. Goyle Senior nie zdołał się wydostać spod kamiennego płaszcza, pomimo usilnych prób, więc postanowił wraz z nim jakoś uciec, zwłaszcza, że Mroczny Znak zaczął go piec, co oznaczało, że Czarny Pan ich wzywał. Nie patrząc na dwójkę uczniów Hogwartu, teleportował się z Hogsmeade. I tak David i Jeffrey ruszyli wedle wskazówek patronusa, unikając po drodze wszelkich niebezpieczeństw. O'Connell o dziwo mógł liczyć teraz  na pomoc Ślizgona, który użyczył mu swojego wątłego ramienia.



Zakończenie eventu dla Davida i Jeffreya.
Dalej kontynuujecie w Skrzydle Szpitalnym z MG, który będzie Was leczył. Proszę by w Waszych pierwszych postach został podany aktualny stan postaci, to co im dolega i wszystko inne, co zdarzyło się w Hogsmeade a miało na Was bezpośredni wpływ.

Jeffrey Woods: -20 PŻ (za cały event), +15 PD, +10 dodatkowych fasolek, +Wizyta w Pokoju Nagród.

Możesz to przenieść na jakąkolwiek postać ucznia, którą posiadasz. Daj mi tylko znać na PW na którą. W razie wątpliwości, zapraszam tutaj.

David o'Connell: -17 PŻ, +16 PD, +12 dodatkowych fasolek, +Wizyta w Pokoju Nagród, dość poważne osłabienie i martwica na prawej nodze, która się rozwija. Zalecana szybka pomoc medyczna, inaczej będziesz musiał pożegnać się z kończyną. Nie zapomnij odjąć
sobie PŻ.


[z/t x2]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Sro Sie 10, 2016 12:30 am
Od trzech dni mało jadł i był blady, żeby nie powiedzieć zielony na twarzy, a nauczyciele niewtajemniczeni w sprawę wypytywali go, czy aby na pewno nie jest chory i czy nie potrzebuje iść do pielęgniarki. Nie, nie potrzebował. Nie był chory. To znaczy był, ale inaczej. Coś innego go męczyło. Pełnia. TEN dzień. Dzień, który zawsze był dla niego czasem ogromnej męki, bólu i krzyku. Nienawidził go. Tak samo jak nienawidził siebie w tym dniu. Wtedy stawał się potworem, stworem żądnym krwi pragnącym tylko jednego: zabijać. Nie potrafił wyrazić jak bardzo wielokrotnie pragnął umrzeć i więcej tego nie przechodzić. Nie rozumiał dlaczego akurat jego to spotkało. Zawsze był z tym sam, kiedy nadchodził czas, nikt nie mógł mu pomóc, nawet rodzice. Jedyne co mogli zrobić, to wywieźć za miasto, z dala od ludzi i trzymać w zamknięciu, gdzie cierpiał w samotności. Dopiero gdy poszedł do szkoły, znalazł kogoś z kim mógł się dzielić swoim problemem: przyjaciół, którzy poświęcili wiele, by z nim być. Stali się animagami nielegalnie, żeby tylko nie szwendał się sam. Długo na nich czekał w kąciku z kominkiem, gdzie zwykle się umawiali, a potem szli razem tunelem pod ziemią do Wrzeszczącej Chaty w Hogsmeade. Zerkał co chwilę na zegarek, ale wskazówki nieubłaganie wiodły swój zwyczajny rytm. Nikt się nie zjawił. Ani Peter. Ani Syriusz. Ani nawet James. Znowu był sam i znowu poczuł się jak mały, bezbronny chłopiec. Prawie czuł to drżenie na samą myśl, a może faktycznie drżał? Od pięciu lat tak bardzo przyzwyczaił się do tej myśli, że zawsze z nim byli przez te wszystkie miesiące, iż teraz na nowo obawiał się przemiany. Zapomnieli? Uznali, że sam sobie poradzi? A może nie chcą go już za przyjaciela? Może nie chcą przyjaźnić się z kimś takim jak on, kto nie panuje nad sobą i może w każdej chwili zaatakować jednego z nich? Tak, to na pewno był ten powód. Zerknął za okno. Robiło się ciemno. Zbyt szybko. Odczekał jeszcze minutę. Dwie. i jeszcze trzy, po czym westchnął, podniósł się z kanapy i ruszył w dół schodami. Nikt go nie zaczepi. Był prefektem, lubianym i cenionym przez nauczycieli uczniem, więc nie będzie miał z tym kłopotów. Gorzej jak wpadnie na Filcha, wtedy coś wymyśli. Wlókł się krok za krokiem, przeszedł przez Salę wejściową i wyszedł na dziedziniec. Minął most i skierował się ku Bijącej Wierzbie. Zawsze to Peter naciskał sęk, który powodował jej unieruchomienie. Dlatego tym razem musiał zrobić to sam. Znalazł więc patyk i lewitując nim, dotknął jego końcem wrażliwego miejsca wierzby. Natychmiast znieruchomiała, a Remus, upewniwszy się, że nikt za nim nie idzie wszedł do tunelu. Trzydzieści minut później znalazł się w chacie. Znał ten dom tak dokładnie. Jak swój rodzinny, w końcu spędzał w nim tak wiele czasu od tylu już lat. Chodził po chacie i zabezpieczał wszystkie możliwe wyjścia, w tym także okna.
Był w trakcie zamykania drzwi do salonu, gdy jego głowę przeszył jasny blask, a następnie poczuł jakby ktoś wbił mu w mózg rozżarzone ostrze. To zawsze była jedyna rzecz jaką pamiętał. Ból w głowie i ból podczas zmiany ciała. Nie myślał i nie rozumował już jak człowiek. Mięśnie były twarde jak kamienie i bolały go od maksymalnego napięcia. Krzyczał. Twarz wydłużała mu się, aż wreszcie zamieniła w wilczy pysk porośnięty szczeciną. Podobnie było z rękami i nogami - wydłużyły się, porosły futrem, a w miejsce paznokci pojawiły się ostre pazury. Wyrósł mu także ogon. Oddychał ciężko, szybko i urywanie. Zawył z bólu, który jeszcze gdzieś męczył jego ciało, ale powoli już zanikał. Nie był już Remusem Lupinem, grzecznym prefektem. Był bestią. Zmysł węchu i słuchu bardzo mu się wyostrzył. Wciągnął gwałtownie powietrze, ale nie wyczuł smakowitego zapachu ludzkiego mięsa. Zaczął szaleć. Rozwalał meble. Połamał krzesło, urwał drzwi od szafy, głośno przy tym warcząc. Zniszczył stół jednym, mocnym uderzeniem. Zaskomlał długo i przeciągle, bo drzazga wbiła mu się w łapę. Rzucił się do drzwi, ale były zablokowane. Zawył w stronę widocznego przez szybę księżyca. Coś go wzywało i musiał się stąd wydostać. Zbliżył się do okna i zaczął w nie drapać. Nie potrafił jednak go otworzyć, a kiedy wybił szybę i zwęszył świeże powietrze usiłował przecisnąć się przez nie. Niestety był za duży, a okno za wąskie i jedyne wsadził weń głowę, przy okazji raniąc się boleśnie w pysk kawałkiem szyby, która wciąż tkwiła we framudze. Zaskomlał i zawył z bólu i żalu, że nie może skorzystać ze swojej wolności.
Obudził się o świcie. Był nagi, a jego ubranie i buty leżało w kącie podarte i zniszczone. Spojrzał na zdemolowany pokój, na wybitą szybę. W pewnym sensie był nawet zadowolony, że nie udało mu się stąd wyjść. Ruszył po ubranie. Odnalazł też swoją różdżkę, była pod szafą i połatał ubranie oraz naprawił buty. W końcu się ubrał. I wtedy zerknął na wiszące, pęknięte lustro. Dotknął lewego policzka. Krew. A pod nią rana cięta, niezbyt poważnie, ale na tyle, by została słaba blizna. Będzie musiał teraz wymyślić dość przekonującą wersję tego jak powstała. Naprawił krzesło, stół i drzwi od szafy. Posprzątał resztę bałaganu i ruszył w drogę powrotną do zamku. Miał złamane serce. Przyjaciele zostawili go samego. Pozwolili mu tu być i demolować dom. Było mu niezmiernie przykro i smutno z tego powodu, postanowił jednak nie pytać ich o nic. Kiedyś radził sobie sam, tym razem też tak będzie...

z/t


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Wto Paź 09, 2018 7:41 pm
Pod Wrzeszczącą Chatą – 4 listopad 1978

Krzyk. Pot. Gwałtowny ruch. Uderzenie.
Mężczyzna i to nie byle jakie chucherko, a zdecydowanie kupa mięśni podniósł się zalany potem z własnej drewnianej podłogi, a raczej na niej usiadł. Roztarł ramię i starł wodę z twarzy. Z jego ust wydobyło się ciężkie i krótkie westchnięcie, ale klatka piersiowa przez dłuższą chwilę unosiła się szybko i gwałtownie. Przymknął na chwilę oczy, aby uspokoić nerwy i podniósł się z podłogi.
Rutyna.
Każdy jego dzień zaczynał się gwałtownym wybudzeniem z koszmarnego snu. Tak do tego przywykł, że przestał nawet z tym walczyć. Popadł w rutynę. Nawet nie patrzył, co robił – po prostu wykonywał określone ruchy. Łapał kawałek chleba, połykał go w kilku kęsach, wchodził do łazienki, obmywał się zimną wodą, wychodził, robił sobie kawę i wychodził ubrany już na dół do miejsca swojej pracy. Pracował do piętnastej, gdy mijała dana godzina opuszczał Gospodę i ruszał do małej jadłodajni, gdzie zjadał syty obiad, a następnie ruszał.
Ruszał tam, gdzie poniosą go jego nogi.
Joe zawsze dużo milczał jeśli nie miał odpowiedniego powodu. Uważał, że nie powinien się zbytnio wychylać, ani wysilać. Ukrywał swoje charłactwo, bo nie chciał być trędowatym, a przede wszystkim ukrywał to, że wisiała nad nim klątwa.
Tego dnia ruszył do chaty, którą okrzyknięto wrzeszczącą. Zawsze zastanawiał się, co tam zastanie, ale nigdy tam nie wszedł. Często lądował w okolicach tego miejsca i wgapiał się w nie długą chwilą. Deszcz rosił jego odkrytą głowę pozostawiając w niej wiele kropelek wody. Płaszcz powoli nim przesiąkał, ale nie zajmował sobie tym głowy. Po prostu stał i patrzył.


Ostatnio zmieniony przez Joe Fisher dnia Wto Paź 16, 2018 5:49 pm, w całości zmieniany 1 raz

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Pon Paź 15, 2018 3:03 pm
Rzadko bywałem w Hogsmeade, co raczej nie było niczym dziwnym ze względu na to, że pracowałem na Pokątnej. Tak po prostu się złożyło i tyle, Londyn był przecież na wyciągnięcie ręki. Poza tym wioska znajdywała się blisko Hogwartu, którego długo nie widziałem, nie licząc formalności, które załatwiałem na wiosnę. Śmierć mojego młodszego brata, Arthura wstrząsnęła mną dogłębnie, choć udawałem, że to nic takiego i próbowałem żyć dalej. Wszystko po to by być nadal neutralny, pozbawionym emocji, choć coraz częściej po przebudzeniu wpatrywałem się w lustro, nie będąc pewnym czy rozpoznaję twarz po drugiej stronie.
Czy nadal jestem tym samym Ablem Attawayem, co dopiero zaczynał swoją przygodę w banku?
Pytanie zawisło między mną a kuflem grzanego miodowego piwa z Trzech Mioteł, które dość długo już sączyłem, spoglądając na szary krajobraz za oknem. Migotało jeszcze kilka dekoracji z niedawno obchodzonego Halloween. Najwyraźniej nie wszystkim chciało pozbywać się ozdóbek. Kiedy wypiłem, zapłaciłem i się podniosłem, było bodajże po czwartej. Poprawiłem swoją wyjściową szatę koloru brązowego, pożegnałem się z kelnerką i wyminąłem grupkę gburowato wyglądających jegomości. Czas na mnie.
Zaczęło padać, zasłoniłem się ręką, odkrywając że nie mam parasolki, ale od czego był kaptur bluzy, która kryła się pod szatą, nie? Wyciągnąłem go powoli i nasunąłem na głowę, stwierdzając że skoro już jestem w Hogsmeade to się przejdę, pomyślę, może odkryję coś ciekawego. Trochę się zmieniło od ostatniego czasu, pewnie z powodu odbudowy po głośnym ataku Śmierciożerców. Przyglądałem się spieszącym rodzinom i pojedynczym jednostkom, które wypróbowały różne gadżety, większość pewnie była z Zonka. Westchnąłem i ruszyłem dalej, jeszcze dalej, nie orientując się, że wybrałem drogę prowadzącą do Wrzeszczącej Chaty. Już za czasów, kiedy chodziłem do Hogwartu pojawiło się sporo plotek na jej temat. Przystanąłem kawałek dalej, początkowo nie dostrzegając nikogo innego. Zastanawiałem się czy Arthur kiedyś był ciekawy, co było w środku i czy postanowił tam zajrzeć. Ciekawe, jak bardzo się ode mnie różnił. Zacisnąłem dłoń w pięść, marszcząc czoło.
A deszcz nadal padał.
Drgnąłem czując na sobie czyjeś spojrzenie.


Wrzeszcząca Chata - Page 5 Original
Nie łaź ulicami po nocy
Bo gdy gasną latarnie to ci panowie są wrodzy i biją
Mocno biją i łapią cię gdzieś pod szyją

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Wto Paź 16, 2018 5:57 pm
Kropelka za kropelką. Spadały w dół i jeszcze niżej. Odbijały się od kałuż, które same tworzyły, a barczysty i wysoki mężczyzna przyglądał się temu z obojętnością. Wręcz wyglądał jakby się zawiesił. Chwila, za chwilką, a on myślał. Już niedługo go tu nie będzie. Już niedługo będzie mieszkał na Pokątnej, ale najpierw musi wyjść na plus, aby jakoś się tam ustatkować. Stażysta musi znaleźć sobie mieszkanie nowe i wtedy on wprowadzi się nad sklep. Będzie miał swoje miejsce, będzie mógł obserwować ludzi i zastanawiać się jak żyć. Jego siostra będzie miała u kogo się zatrzymywać, gdy będzie miała coś tam do załatwienia. Będzie mogła prowadzić sklep, gdy będzie pełnia. Będzie musiała robić to częściej, aby nie wzbudzić podejrzeń. Musiał wszystko przemyśleć.
Krok. Chlap. Krok. Chlap. Jego wzrok powędrował ku młodemu mężczyźnie, gdy nagle pojawił się w tym miejscu. Zastanawiał się kim on był i czego chciał. Wiedział też, że był to zapewne przypadek, ponieważ pierwszy raz widział tego chłopaka na oczy. Cicho chrząknął, aby zwrócić jego uwagę na siebie, a potem spojrzał jeszcze na chatę w oddali. Chwilę milczał szukając jakiegoś słowa, aby do niego zagadać, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Chwila. Chwilunia. Musiał to przemyśleć. Musiał się zastanowić. Nie chciał wyjść na kretyna, a jednocześnie jego umysł był lekko otumaniony. Jakby nie mógł zacząć działać na pełnych obrotach.
Ciekawe, co tam jest, nie? – zapytał i spojrzał w dal. Nie wiedział, czy chłopak tam czasem już nie był, ale jednocześnie jeśli był mógł mu powiedzieć, prawda?


.

Los dał ludziom od­wagę znosze­nia cierpień.

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Nie Lis 04, 2018 12:02 am
Deszcz był mi całkiem obojętny - ani za nim nie przepadałem ani go nienawidziłem. Po prostu sobie był, tworząc kałuże, pogrążając Wielką Brytanię, w tym i Hogsmeade, w wodzie. Ziemia stała się miększa, brudziła buty, ale przecież magią lub odpowiednimi eliksirami czy też przedmiotami można było pozbyć się plam w trymiga. Nie było tak źle, sam dałem się podejść myślom, melancholii, bo w końcu o to nie było trudno, nie przy wspomnianej wcześniej pogodzie. Padał przecież deszcz. Jak dobrze było móc się wyłączyć po ciężkim dniu w pracy, wrócić do Hogwartu, do własnego brata, który teraz leżał martwy pochowany obok rodziców i nawet nie zdawał sobie sprawy, że jego śmierć jednak odcisnęła na mnie swoje piętno. Ścisk dłoni zelżał, pięść się otworzyła, bo przecież nie mogę pozwolić sobie na gwałtowność, na jakiekolwiek emocje. Byłem neutralny. Miałem być neutralny. Tak jak przystało na Attawaya. Chrząknięcie. Wyprostowałem się automatycznie, choć jeszcze nie sięgałem po różdżkę. Odwróciłem się powoli, zerkając spod kaptura swoimi szarymi oczami na nieznajomego. Ciężko powiedzieć, czy widział mnie dobrze - deszcz utrudniał widoczność, tak jak i materiał naciągnięty na moją głowę, a do tego kosmyki zdążyły opaść mi na czoło. Były nieco przydługie, być może to był już ten czas by je przyciąć? Do magicznego specjalisty od włosowych spraw miałem jednak nie po drodze. Moja twarz była bez wyrazu, sam nie ośmieliłem się pierwszy zabrać głos, jakby czekając na to, czy mężczyzna miał mi coś do powiedzenia czy też nie. Równie dobrze oboje mogliśmy milczeć przy tej, podobno nawiedzonej, Wrzeszczącej Chacie. W deszczu. Jak gdyby nigdy nic. A jednak się odezwał. Pytanie przecięło ciszę jak najnowszy Nimbus bodajże 1000 i wyrwało z mojego gardła dziwne westchnięcie. Też spojrzałem w tamtą stronę. Mimowolnie. Pomyślałem o Arthurze i o tym czy odkrył prawdę kryjącą się za tym miejscem.
- To prawda, ciekawe... - odpowiedziałem w końcu, dość cicho. Ciekawe, czy zdołał usłyszeć? Zrobiłem kilka kroków do przodu, stanąłem przy ogrodzeniu i oparłem swoje ręce o przęsło, uważając by przypadkiem na coś się nie nadziać. Teraz ja powinienem o coś spytać? Chyba tak, ale kompletnie nie wiedziałem jak się do tego zabrać.






Wrzeszcząca Chata - Page 5 Original
Nie łaź ulicami po nocy
Bo gdy gasną latarnie to ci panowie są wrodzy i biją
Mocno biją i łapią cię gdzieś pod szyją

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Sro Gru 26, 2018 11:26 pm
Joe odkrył, że chłopak był mało rozmowny. Zamilkł zdając sobie sprawę, że w sumie nie musiał się odzywać. Mógł milczeć. Wcisnął dłonie do kieszeni swojego płaszcza, który był już zdecydowanie zbyt przemoknięty, ale góra mięśni jaką był nie zajmowała sobie tym głowy. Naprawdę kusiło go, aby się tam dostać. Nigdy tam nie był, a pewnie zbyt prędko tu nie wróci, gdy się wyprowadzi. Nic jednak nie proponował. Zadarł głowę w górę patrząc swoimi małymi oczami w chmury co chwilę mrugając, gdy jakaś kropla próbowała się dostać do jego oczu. Cicho mruknął jakby chciał coś powiedzieć, ale żadne słowa nie wypłynęły z jego wąskich ust. Wyprostował się i utkwił wzrok w chacie. Szum deszczu był nawet miły i przyjemny, bardziej niż ich głosy. Żałował, że w ogóle wypowiedział jakiekolwiek słowa. Nie powinien się zaprzyjaźniać, a przecież takie rozmowy prowadziły do zapoznania się, prawda? Powinien unikać ludzi, aby nikogo nie narażać. Wystarczyło, że narażał swoją rodzinę.
Chciał żyć normalnie, a zamiast tego miał przy sobie pewnego gościa imieniem Strach, który zbyt często witał w jego progu. Trudno mu było się skupić na czymkolwiek wokół niego. Tracił wszystko czego dotknął. Odcinał się od rodziny, odcinał się od romansów. Miał kobiety wokół siebie, ale każda była na krótką chwilę. Każda z nich na sekundę zawirowała wokół niego, aby potem zniknąć w blasku księżyca jak zmora. Była jedna jedyna, która zawitała w jego sercu zasłaniając szary cień księżyca. Pomogła mu uwierzyć, że mógłby żyć normalnie, ale szybko wszystko się skończyło.
Powiedz mi jak, powiedz mi jak, powiedz mi gdzie...
Powiedz mu jak cię znaleźć, powiedz mu gdzie cię znaleźć. Wróć do niego, zniszcz go bardziej...
Nie kojarzę Pana... – odpowiedział po kilku minutach milczenia.


.

Los dał ludziom od­wagę znosze­nia cierpień.

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

on Sob Sty 26, 2019 3:07 am
Nie musiałem na niego patrzeć by wiedzieć, że nie należałem do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych osób do jakichkolwiek konwersacji. Nie miałem raczej wiele do powiedzenia, byłem dość zwykły, nieciekawy wręcz, monotonny. Byłem jak te szare uliczki, którymi się idzie od punktu A do punktu B, tonące w deszczu, burzowych chmurach. Byłem jak zaklęcia, używane raczej z przyzwyczajenia niż z potrzeby ekscytacji, poczucia satysfakcji, że oto różdżka kimś pokierowała, pozwoliła na wyczarowanie czegoś nadzwyczajnego. Nie byłem tutaj często, ha, sam nie pamiętałem jak wyglądała moja ostatnia wizyta. Wiedziałem, właściwie czułem, że nie wytrzymałbym tutaj, gdyby była wiosna. Tak spokojnie, zupełnie jakby nic się nie stało, zupełnie jakby to co się wydarzyło było bardzo odległym wspomnieniem. Ponoć śmierć była jak sen, a ciało mojego brata zdawało się być takie jak zawsze, powieki zamknięte, jakby nic. Sen z którego nie potrafił się obudzić, młodszy Attaway, którego tak kiedyś nienawidziłem. Gdzie mógł teraz być? Czy w ogóle gdzieś? Szlag, nie powinienem o tym wspominać, nawet jeśli robiłem to w swoich myślach, ale ten deszcz, ten nawiedzony dom, świadomość, że byłem tak blisko, że gdzieś tam, tylko kawałek dalej, było miejsce które znałem. Miejsce, którego nie dało się od tak zapomnieć.  Naciągnąłem mocniej kaptur, nie mając sił na to by nawiązać kontakt z kimkolwiek, czymkolwiek. Za dużo.  Mruknięcie? To on czy ja? Czy oczekiwał czegoś ode mnie?
- Ciekawe co tam jest... - powiedziałem nagle, szeptem, powtarzając za nim, jakby mnie ktoś nakręcił jak mechanizm, potraktował urokiem. Co miałem myśleć? O czym myśleć? Zakurzonych meblach schowanych przed wzrokiem obcych? Złośliwych duchach, zapewne poltergeistach, którzy czekali na śmiałków? Jak to właściwie było, co? Zacisnąłem dłonie na przęśle. Mocno, z całych sił, żeby po prostu czuć się dobrze. Przecież musiałem być neutralny. Przyjaźń... co to w ogóle znaczyło? Czy ja i Radu naprawdę się przyjaźniliśmy? Zgłupiałem. Sam się narażałem, jakże niemądrze, jeszcze nieznajomy pomyśli, że szukałem towarzystwa na siłę. Jeszcze pomyśli, że jest mi coś winien, jak to miewa nieraz miejsce w banku. Westchnąłem, wcisnąłem but między przęsła i zacząłem nim skręcać raz w prawo raz w lewo.
- Nie dziwię się, nie bywam tutaj - rzuciłem w końcu, odrobinę się podciągając, zupełnie głupio,  jakby to nie było nic takiego, że istniało ryzyko, że koniec przęsła wbije mi się w jakąś część ciała. Najpewniej brzuch jak się postaram wystarczająco. - A może jestem duchem, może tak naprawdę mnie tu nie ma? Projekcją stworzoną przez nawiedzone miejsce w znanej wiosce? Jak się pan na to zapatruje, hm?
Było ślisko, zaczęły mnie boleć dłonie, ale nie przestałem, nagle niezwykle łatwe wydawało się to unoszenie, podciąganie, ślizganie butami po konstrukcji. W końcu pokonałem przeszkodę, wcześnie nieumyślnie oddając przęsłu zwycięstwo.  Dziadostwo zdobyło moją dłoń, naruszyło skórę, nawet mięso, zabrało wypłatę. Dłoń pulsowała, polała się oczywiście krew, a kaptur spadł mi z głowy, ukazując nieład w pełnej postaci, bladą zmęczoną twarz i szare tęczówki przyglądające się zranieniu. Teraz tylko wypadałoby wstać z ziemi. Magia? Znalezienie drzwi, czegokolwiek?
Myślę, że odpowiedź na te pytania była oczywista.

Abel Attaway: -10 PŻ za tę akcję


Wrzeszcząca Chata - Page 5 Original
Nie łaź ulicami po nocy
Bo gdy gasną latarnie to ci panowie są wrodzy i biją
Mocno biją i łapią cię gdzieś pod szyją
Sponsored content

Wrzeszcząca Chata - Page 5 Empty Re: Wrzeszcząca Chata

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach