Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Simon Jordan [uczeń]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Simon Jordan
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Simon Jordan [uczeń]   Sro Sie 24, 2016 3:46 pm





Imię i nazwisko: Simon Jordan
Data urodzenia: 15.08.1961 r.
Czystość krwi: mugolska
Dom w Hogwarcie: Hufflepuff
Różdżka: dereń, włos z ogona centaura, 12 cali


Pragnienie serca. Jakie pragnienie serca może się pokazać po spojrzeniu w lustro? Czy chciałby ujrzeć w nim swoich prawdziwych rodziców? Ewentualne ich późniejsze lub wcześniejsze potomstwo zwane rodzeństwem? Siebie na fotelu ministra magii, bo takież to ambitne plany chłopaczyna posiada? Rozum podpowiada, że wyśmienicie byłoby zobaczyć tam rodzinne ognisko, z żoną, dzieciakami i może psem. Wtedy przynajmniej miałby pewność, że jeszcze zazna w swoim życiu szczęścia. Nie. Żadne z nich, bo tym odbiciem rządzi serce. Co więc widzi? Siebie. I ojca. Tego, który go wychowuje. Jest z niego dumny, uśmiecha się do niego. Traktuje go jak syna, a nie jak trędowatego. Widok ten sprawia, że Simon wreszcie czuje przynależność do jakiegoś miejsca, czuje, że jest potrzebny.
Ale to tylko lustro, tylko zwykłe, nic nie znaczące odbicie...


Nauka. Wiadomo, rzecz potrzebna, ale przecież kiedy chce się zostać szychą politycznym wystarczy mieć dobre gadane, czyż nie? Chłopak nie jest wybitnie zdolny, nie jest tępy, tylko leniwy. Nie przykłada się jak należy do zadań, ćwiczeń i nauki w ogóle. Grzebanie w ziemi? Nuda. Mieszanie mikstur, dokładne odmierzanie składników, żeby przypadkiem nic nie wybuchło? Za dużo wysiłku. Obrona przed czarną magią też mu nie wychodzi, bo zwyczajnie nie chce mu się jej ćwiczyć.
Do czego się więc przykłada, co lubi? Transmutację. Zaklęcia. W jego dość napiętym grafiku, znajdują swoje miejsce i to głównie im poświęca swój czas...

Zielarstwo: Zadowalający
Eliksiry: Nędzny
Mugoloznastwo: Powyżej Oczekiwań
Historia magii: Zadowalający
Opieka nad magicznymi stworzeniami: Zadowalający
Obrona przed czarną magią: Nędzny
Transmutacja: Wybitny
Zaklęcia: Powyżej Oczekiwań




Matka z niezwykle poważną miną weszła do pokoju swojego syna, uprzednio zapukawszy. Była nienaturalnie blada i jakaś dziwnie przestraszona. Podeszła do Simona, który obserwował ją z wyrazem zdziwienia na twarzy.
- Masz gościa - powiedziała bez ogródek. Głos miała tak napięty, jakby za moment miała się rozpłakać. - Czeka w salonie.
Simon, nie zadając wielu pytań ruszył w dół po schodach. Jak na jedenastolatka był dosyć wysoki. Zszedł do salonu i o mało się nie cofnął. Na kanapie siedział dziwny człowiek. Ubrania miał każde z innej epoki, kompletnie do siebie niepasujące i długą, żółtą brodę. Naprawdę. Żółtą. Kiedy usiadł i wysłuchał nieznajomego, jego świat obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i zwariował. Matka nie odzywała się ani słowem. Siedziała wyprostowana jak struna ze wzrokiem utkwionym w swoim synu i milczała. Człowiek, który przyszedł, zostawił na stole list i zniknął. Nagle. Tak po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Czarodziej.
Tak powiedział ten typ. Że jest czarodziejem.
Magia. Czy to w ogóle istnieje?
Jasne, widział kilka magicznych sztuczek ze znikaniem zająca czy jego nagłym pojawieniem się w kapeluszu, ale nigdy nie wierzył, by to były prawdziwe czary.
Przecież napisali. Jest czarodziejem.
Musi pójść tam gdzie wskazali, kupić sobie różdżkę i będzie się uczył czarować.
Czarować? Nie. Chyba rozum mu odjęło.
Przecież to musi być żart. Tak. Na pewno. Nie ma czegoś takiego jak czary. Spojrzał na swoje dłonie i próbował rzucić zaklęcie na książkę, by sama się przesunęła. Nic z tego. Ani drgnęła.
I on jest niby czarodziejem?



- Mówiłem od samego początku, że jest z nim coś nie tak! Ale nie, ty oczywiście się uparłaś, bo miał takie śliczne brązowe oczka, które od razu pokochałaś! A teraz co? Masz w domu dziwoląga, ot co! - krzyki Thomasa Jordana niosły się po całym domu, że nie sposób było tego nie słyszeć. Za to matka bąkała coś tak cicho, że Simon musiał wyjść, aż na schody, by słyszeć przebieg całej rozmowy lub jak kto woli, kłótni. - Co zamierzasz teraz z nim zrobić? - warknął na żonę.
- A ty? - padła odpowiedź.
- Nie chcę tego na siebie brać. Nie zamierzam mieć z tym nic wspólnego...
- Co?! Chcesz go oddać?! Wyrzucić jak jakiegoś psa? Do cholery, Thomas, to Twój syn! Wychowałeś go! Nadal wychowujesz! Jest z nami odkąd skończył dwa latka, a ty tak po prostu chcesz się go pozbyć jak tylko pojawia się problem? - tym razem to krzyczała rozhisteryzowana Marie. Nie wyobrażała sobie życia bez syna, którego adoptowała z racji tego, gdyż nie mogła posiadać własnego potomstwa.
- Nie chcę go wyrzucać. Jednak... powinniśmy napisać do tego całego Alberta Dumbledura, że nie wyrażamy na to swojej zgody. Nawet jeśli jest tym niby czarodziejem, to nie mogą ani nas ani Simona zmusić, by do nich jechał. Napisz do niego i po kłopocie. - Rozmowa się urwała, a zasmucony jedenastolatek wrócił do swojego pokoju. Usiadł na łóżku, podciągnął nogi pod brodę i otoczył je rękami.
Nie chciał być czarodziejem. Nie za taką cenę.
Wiedział, że jest adoptowany, że był w domu dziecka i stamtąd przyjęli go pod swój dach Jordanowie. Kochał ich i uważał za swoich rodziców. Nie chciał, by się go pozbyli i wyrzekli tylko dlatego, że jest jakiś inny. Wolałby być zwyczajnym Simonem Jordanem. Położył się do łóżka, próbując zasnąć.
Przyśniła mu się miotła. Leciał. Wiatr rozwiewał mu włosy, a on trzymał się trzonka i uśmiechnięty od ucha do ucha coś gonił. Coś małego i błyszczącego...



- Nie mam jeszcze różdżki, mamo - pociągnął ją za rękaw, wskazując na niewielki, czarny sklep z napisem ,,Różdżki Olivandera''.
Od kłótni rodziców minął ponad miesiąc. Wiedział tylko tyle, że złożył im wizytę najdziwniejszy staruszek jakiego widzieli. Nie znał przebiegu rozmowy, ale po wszystkim przyszedł do niego i potwierdził to co napisane było w liście. Był czarodziejem i oczekiwano go 1 września na peronie w Hogsmeade. Był wtedy tak przestraszony, że jedynie skinął głową na znak akceptacji. Wcale nie był przekonany, żeby tam jechać. Ma zostawić swoich kolegów ze szkoły, rodziców i psa, po czym zamieszkać nie wiadomo gdzie? Miał wiele obaw, ale też i wiele pytań. W głębi duszy pragnął poznać ten nowy, nieznany sobie świat. Jego matka, Marie, zaakceptowała go i pomogła mu kupić potrzebne rzeczy. Na swojego ojca nie mógł liczyć, zresztą, od wizyty tajemniczego gościa, przestał go traktować jak syna. Widział w nim dziwaka, krzywił się na jego widok lub wychodził z pomieszczenia, w którym akurat był. Simona bardzo to bolało, że nagle, z na dzień, tata przestał go kochać. Z czasem zaczął się z tym godzić i zobojętniał na Thomasa Jordana. W głębi duszy jednak nadal liczy, że kiedyś mu to wybaczy, to że jest inny.
Kiedy weszli do sklepu, wypróbowali chyba z osiem różdżek, zanim trafili, według pana sprzedawcy, na tę odpowiednią. I sam Simon był tego zdania, bo gdy tylko jej dotknął poczuł jak włoski jeżą mu się na karku i całe ciało otoczyło przyjemne ciepło. Matka uśmiechnęła się do niego smutno, płacąc za różdżkę całe sześć złotych galeonów.
Dwa tygodnie później stali już na dworcu Kings Cross.
- Ale jak to, przez mur? - wyszeptała Marie Jordan, gdy zapytała pewnej czarnowłosej kobiety o dojście na peron 9 i 3/4, a tamta pozwoliła, by poszli za nią, by mogła im to pokazać. Chłopiec bał się, kurczowo trzymając się matki. Na pewno się rozbiją. To nie może być prawda. Trzy. Dwa. Jeden. Nie! Nic się nie wydarzyło. Otworzył oczy, a gdy to zrobił ujrzał tłum uczniów wraz z rodzicami, zmierzających ku wielkiemu, buchającemu parą, czerwonemu pociągowi. Express Londyn-Hogwart, głosił napis na lokomotywie. Był taki niezwykły, że jedenastolatek, aż otworzył usta z podziwu. Nagle poczuł lekkie dotknięcie w ramię i odwrócił się.
Mama. Poczuł gulę w gardle. Teraz musi ją zostawić. Zostanie sam. Całkiem sam. Nikogo tu nie zna, jak później trafi do zamku? Ona musi z nim jechać! Nie. Nie mogła, przecież o tym wiedział. Mimo wszystko nie będzie płakał jak jakiś mały dzieciuch!
- Przyjedziesz na święta? - zapytała łamiącym się głosem. Oczy miała lekko zaczerwienione, ale śladu łez nie było widać. Póki co.
- Jasne, mamo - odpowiedział pewnie, starając się jej dodać otuchy. Przypomnieć, że nie wyjeżdża na zawsze i przecież wróci. Za dziesięć miesięcy wróci, a na święta to nawet prędzej.
- Cieszę się. To do zobaczenia - powiedziała i uściskała go. - Wsiadaj już lepiej i zajmij sobie miejsce - dodała puszczając go i lekko popychając w stronę pociągu. Chłopak ruszył więc do przodu i wsiadł. Pociąg zagwizdał, sygnalizując odjazd. Ci, którzy jeszcze nie wsiedli w pośpiechu żegnali się z bliskimi. Pociąg zagwizdał po raz ostatni i ruszył. Simon pomachał matce przez okno, czując ból w piersi. Nie było tu ojca. Tak bardzo chciał, by był z niego dumny...



- Jordan Simon! - usłyszał głos kobiety w szpiczastym kapeluszu. Skulił się ze strachu. Wszystko było takie wspaniałe. Nowe. Nieznane. Ciekawe. Nie wiedząc czemu czuł, że to naprawdę jego miejsce.
- Jordan! Simon! - kolejne słowa kobiety były już pełne irytacji. Nie chciał jej bardziej zdenerwować i wyłonił się z tłumu innych uczniów. Nie bardzo słuchał jej na początku i teraz nie wiedział co ma zrobić. Stanął tylko na środku i wpatrywał się w nią niepewnym wzrokiem. Za plecami słyszał chichoty.
- Spokój. Panie Jordan, widzę, że podziwianie zamku całkowicie pozbawia pana słuchu i nie bardzo się pan orientuje co teraz zrobić? - nieznajoma, która wyczytała jego nazwisko zmarszczyła czoło. - No dobrze. Proszę usiąść na tym stołku, a ja nałożę panu Tiarę, która przydzieli pana do odpowiedniego domu. - Kobieta złagodniała.
- To będzie jakiś test? Będę musiał odpowiadać na jej pytania?
Kolejne śmiechy za plecami. Zdenerwował się. Jakim prawem się z niego śmieją? Jest tutaj nowy, nie wie nic o magii, więc dlaczego się naśmiewają?
- Nie. Pana zadanie polega tylko na tym, by usiąść na stołku...

Czuł się przepełniony. Jeszcze nigdy nie widział takich ilości jedzenia. Pojawiło się nagle, znikąd, a potem, gdy wszyscy się najedli zniknęło równie niespodziewanie. Leżał teraz najedzony na swoim łóżku i rozmyślał o tym co go czeka. Czy odnajdzie się w nowej roli? Czy będzie umiał posługiwać się tą rróżdżk? Przypomniał sobie przemówienie dyrektora. To on. To on był wtedy u nich w domu i powiedział mu o jego talencie. On też napisał do niego list. Uśmiechnął się do siebie. W głębi serca zrozumiał, że jednak nie będzie tak źle jak z początku myślał.



Był tu już sześć lat. Sześć lat odkąd dowiedział się o tym, że jest czarodziejem. Podobała mu się bardzo nowa rola. Lubił dogadywać ludziom, nauczył się z nich żartować, nigdy jednak żadnego nie skrzywił. Zdarzyło mu się powiedzieć kilka słów za dużo, ale raczej nikt nie brał tego na poważnie. Zdawali się już go znać. Jego i jego czarny humor. Nauka nie była specjalnie trudna, jemu jednak zwyczajnie się nie chciało. Kto by spamiętał te wszystkie formułki i nazwy. Podobnie zresztą jak daty na Historii Magii? Zdawał sobie sprawę, że jeśli chce kiedyś być ministrem magii, powinien znać wszelkie szczegóły i daty z historii, ale zawsze zdąży to wszystko nnadrobić, prawda? Problemem było to, że znowu zbliżały się egzaminy, a jemu kompletnie nie chciało się nic czytać, ani nawet powtarzać. Będzie jednak musiał - nie chciał w końcu powtarzać szóstej klasy. Nie był przecież głąbem! Tylko gdyby jeszcze mu się tak chciało do czegokolwiek zabrać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Simon Jordan [uczeń]   Nie Sie 28, 2016 4:43 pm



_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Simon Jordan [uczeń]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nie drażnij śpiącego smoka! A na pewno go nie podrywaj..
» [uczeń] Sahir Nailah
» WZÓR KARTY POSTACI I WSKAZÓWKI TWORZENIA (uczeń i student)
» [uczeń] Colette Warp
» Severus Snape. [uczeń]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Uczniowie -