Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 7 ... 14  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Ulica   Wto Wrz 03, 2013 8:53 pm

Główna, szeroka ulica Hogsmeade. To tutaj stare czarodziejki spotykają się w drodze do sklepu na poranne plotki. Zawsze jest tu gwarne i dość tłoczno, zważając na fakt, że codziennie Hogsmeade odwiedzane jest przez czarodziejów z rożnych zakątków świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Davina Johnson
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ulica   Pon Gru 02, 2013 7:25 pm

Przy głównej ulicy zachowało się niewiele tych starych obskurnych barów, które odwiedzała będąc jeszcze w Hogwarcie. Wszystkie budynki były raczej zadbane w miarę możliwości, a wnętrza aż emanowały ciepłem kominka i przyjazną klientelą. Davina nie lubiła tłoku i dobrze wiedziała, że zaledwie ulicę dalej mieszczą się lokale, w których co wieczór odbywają się bijatyki, a powietrze przesiąknięte jest smrodem, od którego łzawią oczy. To właśnie tam najczęściej bywała. A dzisiaj... Co ją podkusiło?!
Wyszła z ceglanego budynku, jakiegoś baru, którego nazwa najmniej ją interesowała. Ważne było to, że przegrała tam w karty pokaźną sumkę galeonów, a jej sakiewka zaczynała świecić pustkami. Otuliła się ciaśniej płaszczem, czując jak lodowaty wiatr przeszywa ją na wylot. O dziwo na ulicy wciąż było pełno czarodziei i czarownic. Nagle, zupełnie niespodziewanie luną deszcz. Ale nie jakaś tam mała, jesienna mżawka, tylko najprawdziwsza ulewa. Johnson przeklęła pod nosem, chowając się pod najbliższy daszek. Wściekła na cały świat sięgnęła po papierosa i wetknęła go sobie w usta. Wyciągnęła zwykłą, mugolską zapalniczkę. Srebrny, połyskujący drobiazg z wyrytymi inicjałami jej ojca, który nigdy nie zawodził. Spróbowała podpalić fajkę, ale pojawiła się zaledwie iskierka i... No właśnie! I nic! Kolejna wiązanka przekleństw i potępiające spojrzenia dwóch starszych czarownic. Spiorunowała je wzrokiem, ciskając papierosa na ziemię i przydeptując obcasem buta. To zdecydowanie nie był jej dzień. Oparła się o ścianę księgarni, pod której daszkiem się schowała. Jej szare, zimne oczy przypominały w tej chwili taflę lodu, która w każdej chwili może się rozbić, a wtedy nie wiadomo czy wypłyną łzy, czy Davina dostanie szału i oberwie się wszystkim w promieniu kilku kilometrów. Och, to zdecydowanie nie był jej dzień!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Ulica   Sro Gru 04, 2013 7:11 pm

Łagodny o dziwo wiatr muskał twarze ludzi, zmierzających do swoich domów, pubów, czy gdzieś gdzie byliby się w stanie ogrzać. Bo mimo, że póki co pogoda nie była, aż tak niszczycielska można było poczuć zimno. Zimno chcące opanować całe ciało, przenikające aż do serca, sprawiające, że dłonie szybko chowały się do kieszeni. Charlie zastanawiał się, czy przypadkiem nie ma gdzieś dementorów, bo naprawdę było to wręcz do niewytrzymania. Na swoje szczęście był dziś wypad do Hogsmeade, więc miał czas dla siebie i na to, żeby wstąpić gdzieś na szklaneczkę czegoś mocniejszego. Otulił się szczelniej szatą i szedł spokojnie główną ulicą, rozglądając się za jakimś miejscem, gdzie mógłby się ogrzać i odreagować spotkanie z Irytkiem. Nie powinien się tak sprowokować, a jednak...
Zapomniał się. Westchnął ciężko i zauważył jakąś kobietę, która znęcała się nad swoimi butami. Spojrzał jeszcze w niebo, oceniając sytuację i stwierdził, że trzeba coś zrobić. Jeszcze nieznajoma się przeziębi, albo trafi na jakieś nieprzyjemne typy.
Delilah by miała ubaw - kto wie, czy nie śmiała się gdzieś tam z jego poczynań. Podszedł więc do niej zdecydowanym krokiem i bez słowa podsunął jej jeden z papierosów.
- Nie łatwiej byłoby użyć po prostu różdżki? - Wychrypiał, wyciągnął magiczny patyk i odpalił nim 'Smoczego Języka'. Uśmiechnął się do niej zdawkowo, przyglądając się jej twarzy. - Nie jest pani zimno? Dość... nieprzyjemna pogoda dzisiaj, a z tego co zauważyłem wszystko wskazuje na to, że niedługo będzie jeszcze gorzej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Davina Johnson
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ulica   Sob Gru 07, 2013 6:56 pm

Przyjęła papierosa i podpaliła go, tym razem różdżką. Wypuszczając ustami niewielki obłoczek dymu, czuła jak jej mięśnie się rozluźniają. Usta wykrzywiły się w tajemniczym uśmiechu.
- Dzięki.- rzuciła krótko, lustrując wzrokiem nieznajomego.- Wszędzie tłok. Nie lubię tłoku.- wzruszyła ramionami.
Jakoś wolała pominąć fakt, że na dziś miała dosyć barów i klubów. Chciała udać się gdzieś, gdzie byłaby sama. Niestety nie miała pojęcia gdzie to mogłoby być. Poza tym, całkowicie zignorowała wzmiankę o użyciu różdżki. Nie lubiła wykorzystywać magii do tak przyziemnych czynności, jak np. podpalanie papierosa. Robiła to tylko w ostateczności, a i tak czuła się, jakby szła na łatwiznę. Pomimo upływu lat, wciąż słyszała głosy swoich rodziców. "Ona jest czarownicą! Demonem!"- szlochała zrozpaczona matka, trzymając w dłoni różaniec. "Nic nie warta szmata!"- warczał ojciec, uderzając ją otwartą dłonią w policzek. Jej opiekunowie, mugole, "wzorowi katolicy", którzy za priorytet obrali sobie, zniszczyć życie własnej córki. A teraz znęcali się nad nią nawet po śmierci, potępiając każdą myśl, działanie, bunt przeciwko innym. A Davina walczyła. Toczyła prawdziwą walkę w swojej głowie, chcąc poczuć jakieś ciepło. Chciała nauczyć się kochać na nowo. Jednak wciąż przegrywała i we własnym umyśle czuła się jak więzień. Każde sięgnięcie po różdżkę wymagało przypomnienia sobie, że nie zostanie za to ukarana, ponieważ oni byli martwi. Zabiła ich. Dobrze im tak! Zasłużyli na to! Więc dlaczego czuła się jak potwór. Była zła, a jej dusza zgniła już dawno przez kłamstwa, morderstwa i zabawę, na którą sobie pozwoliła. To wszystko była jej wina! Ona również zasługiwała na śmierć, jednak była tchórzem i tak okropnie się jej bała.
Zamrugała kilkakrotnie, wracając do rzeczywistości. Wspomnienia bolały, ale nauczyła się powstrzymywać łzy. Spojrzenie szarych oczu, którym obdarzała Charlesa, było nieprzeniknione.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Gru 15, 2013 4:08 pm

- Rozumiem, jednakże czy nie stać pani na chociaż odrobinę poświęcenia w tej kwestii? Warto byłoby się ogrzać - mruknął przyjemnym o dziwo głosem dla ucha, zastanawiając się nad jej osobom i sprawdzając każdy detal jej wyglądu. W oczy rzucały się jej tajemnicze szare oczy i kaskada brązowych włosów opadających na plecy. Kimże była? Jaką historię w sobie kryła, ta niepozorna dość czarownica? Nie wiedział. Mógł jedynie się domyślać, po strzępkach rzeczy, które były dla niego widoczne. Odgarnął swoje ciemne loki z czoła i schował różdżkę do kieszeni szaty. To był wszak Hogsmeade, tu raczej nic takiego nie należało się obawiać. A poza tym zawsze miał różdżkę pod ręką - wystarczyło tylko sięgnąć do kieszeni. Poprawił swoje pierścienie na palcach, przesuwając z przyjemnością po ich chłodnej powierzchni. Tak wciągnęła ta czynność, że dopiero po chwili podniósł brązowe oczy na swą towarzyszkę. I o czym myślisz, panno Johnson? Czego pragniesz? Kim jesteś? Nawet nie zdążyliście się sobie przedstawić.. może właśnie należało to zrobić teraz?
- Wybacz mi, o pani, żem się nie przedstawił. Charles Myrnin Hucksberry, choć wystarczy Charlie, ewentualnie Myrnin - odparł spokojnie i uniósł jej dłoń z szacunkiem, składając na niej dżentelmeński pocałunek, by po chwili ją wypuścić. No cóż, takie zasady go obowiązywały. Przynajmniej tak w jego rodzinie traktowano kobiety. Jego oczy błysnęły a on sam oparł się o ścianę.
- Zmierzam do Trzech Mioteł. Może zechce się pani przyłączyć...?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Davina Johnson
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ulica   Sob Gru 21, 2013 7:44 pm

Uniosła delikatnie jedną brew. Odzwyczaiła się od takich manier, ale dygnęła lekko. Następnie powróciła do wcześniejszej pozycji. Przez chwile patrzyła jak jej papieros się pali, po czym zaciągnęła się ponownie. Wypuściła dym, strzepała nadmiar popiołu.
Nie przedstawiła się mu. Uznała, że jej godność nie jest mu do niczego potrzebna. Nie wplątywała się w związki, a jego już pewnie w życiu nie zobaczy. Ot miły facet z ulicy. Podejrzanie miły, a ona nie miała pojęcia czego właściwie od niej oczekiwał. Pewnie tego co wszyscy faceci...- w jej głowie zapaliła się czerwona lampka.
- Dlaczego do mnie podszedłeś?- zapytała bez większego zaciekawienia, zupełnie ignorując jego pytanie. Głosem tak zobojętniałym, że mogłoby się wydawać, iż ta kobieta była pusta w środku. Zaledwie ładne opakowanie, w którego wnętrzu jest otchłań. Czarna dziura pochłaniająca emocje, doznania, teraźniejszość, a nawet przyszłość. Ale nie mogąca połknąć przeszłości.
    Czasem, kiedy leży wieczorem w łóżku, wydaje jej się, że już umarła. Zamykając oczy, ma wrażenie, że tonie. Otacza ją ciemny ocean, hektolitry wody wokół niej. Ona sama, jedna, nie czująca zupełnie nic. Nie może otworzyć oczu, ani oddychać. Nie wie czy to jawa, czy sen, ale tak okropnie się boi. W końcu nie wytrzymuje i otwiera usta by krzyknąć. Wtedy słona woda wlewa się do jej przełyku. To tak strasznie boli. Szatynka miota się w otchłaniach, aż w końcu budzi się na podłodze. Drży z zimna i bólu, ale to był sen, albo halucynacja. Sama nie wie. Zwija się wtedy w kłębek na łóżku i szczelnie okrywa kołdrą, jakby ta miała chronić ją przed złem tego świata. Nawet nie wiedząc dlaczego, zaczyna płakać. Jak mała dziewczynka. Kobieta tak różna od tej, która stała właśnie i rozmawiając z Charlesem, paliła papierosa. A jednak ta sama.
    Och, panie Hucksberry! Nawet nie wie pan, z kim rozmawia. Z kimś kto ma tak wiele twarzy. Z kimś kto wciąż ucieka przed światem. Jest pan pewien, że chce poznać ją bliżej? A co jeśli pociągnie pana za sobą w mrok?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Ulica   Sro Gru 25, 2013 2:26 pm

Dobre maniery były w jego rodzinie pielęgnowane od pokoleń. Każdy Hucksberry o tym pamiętał doskonale, jednakże przez to łatwiej im było zaatakować z zaskoczenia. No bo któż by się spodziewał, że taki dżentelmen odważy się na coś takiego, czyż nie?
A może się jednak mylił? Może to wszystko było jedną wielką iluzję, a on uwierzył w nią tak mocno, że nie potrafi rozróżnić ją od prawdziwej rzeczywistości? Nie oczekiwał niczego, był zwyczajnie na małpi rozum uprzejmy. Być może panna Johnson zbyt dużo sobie wyobraża.
- Zauważyłem, że stoi pani samotnie i nie może rozpalić papierosa - odparł cicho swych zachrypniętym głosem, po czym jego wargi uniosły się delikatnie do góry, tworząc coś na kształt tajemniczego uśmiechu. Przejechał dłonią po brodzie, a jego pierścienie zderzyły się w swoistym tańcu z jego włoskami tworzącymi zarost.
Skrzyżował ręce na torsie i jedna z jego nóg poszła do tylu, uderzając o powierzchnię ściany. Nie, nie wiedział, jedynie pozwolił na to, żeby dać się ponieść domysłom, lecz jedynie na krótką chwilę, która zniknęła jak bańka mydlana.
Niczego nie chciał udowadniać, niczego nie poddawać dyskusji. Na to bowiem będzie z pewnością czas później. A teraz to co? Stali nieopodal sklepów z których dobywały się niesamowite zapachy, a także wesołe wybuchy śmiechów. Widać, nawet w takich czasach stać ludzi na choć małe zapomnienie się. Cudowne zróżnicowanie nastrojów, czyż nie? Dlaczego więc nie zapomnieć się wraz z tymi ludźmi, chociażby na chwilę chwycić się okazji i skorzystać na tym?
A skąd ona może wiedzieć? Może on także siedzi w tym mroku, już od dawna? To przecież mogło się stać, to było całkiem możliwe. Dlatego nie obawiał się. Sam posiadał dwie twarze. Witamy na krawędzi dwóch światów.
Czy więc skusisz się, Davino? Czy dasz się poprowadzić? Światła powoli gasną w oknach, a wokoło robi się coraz ciemniej i zimniej.
Charlie rzucił jej jedno z tych dziwnie zamglonych spojrzeń, starając się nie dopuścić do głosu tego drugiego siebie.
- Może jednak zechce pani dołączyć do mnie? Pogoda nie sprzyja pogawędkom na zewnątrz. Jeśli jednak pani odmówi, zrozumiem - dodał, nadając głosu pewnej aksamitności i tajemniczości.
Decyduj się, póki możesz. Potem wszak łatwo nie odejdziesz.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Davina Johnson
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ulica   Sob Gru 28, 2013 7:09 pm

Dopaliła papierosa, uśmiechając się tak, jakby czymś ją rozbawił. Pet wylądował pod podeszwą jej buta. Za cholerę nie przekona jej, żeby poszła do Trzech Mioteł. Bywała tam jedynie wtedy, kiedy załatwiała jakieś sprawy dla Ministerstwa. Miała alergię na dzieci, które tam często przychodziły. Co poradzi, że te słodkie buźki młodych czarodziei przyprawiały ją o wymioty. A może to chodziło o coś innego? Może zwyczajnie było tak dlatego, że nie mogła zapomnieć o tym, iż ona również ma dziecko. Ono gdzieś tam jest, nieświadome jej istnienia.
- Uwierz mi, nie sądzę, abym była tam mile widziana, Słońce.- zaśmiała się gorzko, zarzucając na głowę głęboki kaptur płaszcza. Jej szare oczy znów zaiskrzyły tajemniczo.
Kiedyś pewna stara czarownica, nieco świrnięta i pod wpływem licznych używek, powiedziała że oczy Daviny wyglądają jak srebrne pociski. Johnson patrzyła czasem w lustro i rozważała te słowa. Jednak wciąż nie potrafiła dostrzec ich sensu.
Podeszła do Charlesa i oparła jedną dłoń na ścianie za nim. Zbliżyła się i jakby nigdy nic, musnęła wargami jego usta.
- To za papierosa.- szepnęła mu do ucha, po czym odwróciła się z zamiarem odejścia.
Wiedziała już gdzie chciała pójść. Swój cel widziała stąd, prześwitujący się pomiędzy budynkami. Zakazany Las wyglądał przepięknie. Tajemniczo i niebezpiecznie, a drzewa szumiały obiecując odpoczynek od świata zewnętrznego. Davina wiele razy będąc w Hogwarcie, wymykała się w leśny gąszcz. Jak widać wciąż żyła, więc była pewna, że nie może być tam nic, czego do tej pory nie widziała. Poza tym to była genialna okazja, aby sprawdzić dlaczego zaczęły ginąć tam większe zwierzęta. A nóż coś znajdzie i będzie mogła rozwiązać choć jedną sprawę. Nie miała zamiaru oczywiście zapuszczać się na tereny Hogwartu, ponieważ tego jej akurat nie można było robić. Przecież nie chciała aby Ministerstwo dowiedziało się, że węszy bez zezwolenia.
No, Charles! Zamierzasz za nią pójść? Zatrzymać? Czy może pozwolisz aby odeszła. Być może już nigdy w życiu jej nie zobaczysz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Sty 05, 2014 9:02 pm

Najwidoczniej tak musi być. Nie sprawdzał jej umysłu, nigdy jakoś nie stać go było na opanowanie tej jakże przydatnej umiejętności, jaką była legilimencja. Może to dlatego, że bywał leniwy? A może też z zupełnie innych powodów, takich ja na przykład Delilah? Ledwo dawał sobie radę ze swoją głową, co tu dopiero mówić o innej. Nie miał dzieci i nie planował - pozostawiał wszystko losowi, który bardzo lubił sobie z niego drwić.
Uniósł jedną brew do góry, lecz nie powiedział nic. Zamiast tego zapalił kolejnego papierosa i zaciągnął się głęboko, zwracając swe spojrzenie na niebo. Zaczął padać śnieg, a wiatr coraz mocniej targał jego szatą.
- Rozumiem - odparł niemalże beztrosko, nadal nie racząc na nią spojrzeć, jakby pozostawała mu zupełnie obojętna. Wszystko z każdym dniem się coraz bardziej komplikowało, niby było teraz spokojnie, ale kto wie, kiedy i z której strony nadleci Avada? No właśnie.
Ludzki śmiech dobiegający z pubów i sklepów nadal im towarzyszył, zresztą to nie było nic dziwnego - niedługo wszak miały być święta. A potem minie kolejny rok. Kolejny rok bez niej, przynajmniej w kontekście fizycznym.
Kiedy się zbliżyła, Myrnin nie wiedział czego ma się po niej spodziewać. Nagłej zmiany zdania? Niebanalnej propozycji? A może ukrytej w rękawie płaszcza różdżki?
A tym czasem ona na kilka sekund nakryła swoimi wargami jego usta, by potem zbierać się do odejścia.
Nie wiele myśląc znalazł się blisko niej i złapał za rękę. Nie było nikogo. Byli tylko on i ona, nawet jego kochana blondyneczka była cicho. Tylko że... nie wiedział, czy da radę nad sobą zapanować. To było najcięższe do przewidzenia.
Nachylił się nad jej uchem - był bowiem od niej wyższy o jakieś 10 centymetrów.
- Już pani ucieka? Czy aż tak znudziła się pani rozmowa ze mną? To może zamiast Trzech Mioteł jakieś inne miejsce? Powiedzmy...Gospoda pod Świńskim Łbem? No chyba, że jest pani na to zbyt delikatna.
Prowokował ją. Grał w nią w swoistego rodzaju grę i był ciekaw, czy ulegnie, czy pozwoli się pociągnąć jemu. Ewentualnie nadal mogła być uparta i zmierzać do Zakazanego Lasu, lecz już teraz powiedzieć mogę, że Hucksberry by za nią nie ruszył. Miała więc jedyną szansę. Teraz. W tym właśnie momencie. Pytanie, czy z niej skorzysta.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Davina Johnson
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Sty 05, 2014 11:09 pm

Uśmiechnęła się usatysfakcjonowana jego reakcją. Kochała, kiedy ludzie robili dokładnie to, czego się spodziewała. Odwróciła się na pięcie, patrząc mu śmiało w oczy. Był uroczy, doprawdy. Tym razem jej usta wygięły się w zadziornym uśmieszku, a w oczach zatańczyły wesołe ogniki.
Pogrywał z nią, była tego całkowicie świadoma. Ale przecież chciała się bawić! Pytanie, czy on zapewni jej dostateczną rozrywkę? Zapowiadało się nieźle. Ale ona chciała więcej! Dalej Charles! Daj z siebie więcej!
- Na to, akurat mogę przystać.- odparła, akcentując delikatnie każdy wyraz.
Spojrzała na jedną z latarni, która się zapaliła. Ściemniało się. Nie było późno, ale o tej porze roku wcześnie robiło się ciemno. Ta szarówka miała jednak swego rodzaju urok. Lubiła, kiedy szybko zapadała noc. W mroku łatwiej ukryć sekrety.
A on miał jakieś sekrety? Och, miał! Widziała to w jego oczach. Oczy to wrota do duszy.
Cóż... Jej wrót lepiej było nie otwierać. Była jak puszka Pandory. Jej przeszłość zabijała ludzi. A ona przyglądała się temu i śmiała tym okropnym, szaleńczym śmiechem. A gdzieś w środku, tonąc w gęstym mroku, płakała, cierpiała, próbowała się wyrwać z tych łańcuchów. Czekała aż ktoś ją uwolni! Aż będzie mogła odetchnąć głęboko, nabrać powietrza w zastałe płuca. Żadnej nadziei.
A on ją fascynował. Wyróżniał się pośród tych wszystkich ludzi, tu na ulicy. I nie chodziło nawet o jego wzrost. Fascynacja. Czysta, niezachwiana fascynacja. Jak to by było wspaniale sprawdzić co on tam skrywa w środku. Posłuchać rytmu jego serca. Rozwiązać zagadkę przeszłości.
Oto logika kogoś, kto kochał się bawić ludźmi. Kto miał serce z lodu, które potrzebowało roztopienia.
Więc prowadź mój drogi. Cokolwiek zamierzasz z nią zrobić, do czegokolwiek jesteś zdolny... Prowadź ją do tego cholernego baru. Kto wie? Może właśnie ona zapewni ci rozrywkę tego wieczoru?

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Ulica   Pią Sty 10, 2014 6:27 pm

Ciężko było określić, jak to dalej się potoczy, czy też jego zachowania będą dla niej wystarczające, czy też raczej nie i ucieknie gdzieś daleko od niego. Nie był normalny i doskonale o tym wiedział, ale wszak Charles musiał się maskować, byleby nikt przypadkiem nie zobaczył czegoś więcej. Czasem tracił kontrolę nad swoim życiem i wtedy dawał się ponieść szaleństwu i niebezpieczeństwu, które gdzieś głęboko w nim tkwiło. Nieraz widział błysk przerażenia w oczach kobiet, przy których pozwolił sobie na więcej. Ale raczej Davina nie mogła wiedzieć, ba, nie mogła się nawet domyśleć, że rozmawia z kapelusznikiem z samej krainy czarów!
Nie wiedział sam, czy chciał dawać więcej, być może to dla niej byłoby za dużo. Zbyt dużo by mogła to udźwignąć na swoich delikatnych kobiecych barkach. Nie, nie uważał ją za słabą, po prostu wychodził z założenia, że kobiety jest łatwiej zranić, że są zdecydowanie zbyt kruche...
Nie powiedział nic, zamiast tego uśmiechnął się zdawkowo, a jego brązowe tęczówki rozbłysły dziwnym światłem, przypominającym przez moment Lumos. Więc jednak chciała dać się wciągnąć w jego pułapkę, aż nie mógł uwierzyć.
Gdyby nie sowa, jedna wiadomość i zegar, który wybił północ być może pokazałby jej coś innego, choćby namiastkę tego, co kryło się w środku. Hucksberry'ego czekała jednak zmiana planów,
Otulił się peleryną, odprowadził kobietę do gospody, musnął przelotnie palcami jej policzek i złożył delikatny pocałunek na jej uchu, szepcząc cicho Żegnaj.
Teraz czekały sprawy na które nie miał wpływu, z którymi musiał się zmierzyć. Kto wie, może spotkają się, albo i nie. Świat jest pełen niespodzianek. O ile wcześniej nie dopadnie go klątwa, albo... coś innego.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ulica   Pon Wrz 22, 2014 9:44 pm

Może i od czasu, gdy Huncwoci znaleźli przejście za posągiem na trzecim piętrze minęło dostatecznie wiele czasu, by każdy z nich miał okazję skorzystać z niego niezliczoną ilość razy, jednak nijak nie dałoby się zaprzeczyć temu, że ta konkretna wyprawa do Hogsmeade była skrajnie różna od każdej poprzedniej. I to już nawet nie tylko dlatego, że towarzystwo łamiącej regulamin pani prefekt było czymś zbyt abstrakcyjnym, by w ogóle to sobie wyobrazić. Być może chodziło raczej o to, że cały ten wieczór był skrajnie odmienny od każdego innego. Wszystko było inne, a poszczególne sprawy zdawały się żyć własnym życiem. Bardzo niezdecydowanym życiem, kiedy to sytuacja potrafiła odwrócić się o sto osiemdziesiąt stopniu w ciągu zaledwie kilku chwil. I o ile z początku jeszcze James starał się za tym wszystkim nadążyć, tak chyba z chwilą wejścia do tunelu całkowicie podarował sobie takie próby.
Jakby nie miało być jutra było całkiem niezłym podsumowaniem, jeszcze zanim Lily wypowiedziała te słowa.
- My wciągamy w cokolwiek Remusa? No wypraszam sobie. To działa zupełnie na odwrót, a on po prostu świetnie się maskuje - odparł jej absolutnie bezpodstawne oskarżenie, przy tym nie mogąc jednak powstrzymać uśmiechu z serii tych, które skutecznie zaprzeczały podobnym słowom. Chociaż... to akurat przecież nie tak do końca było zwykłym kłamstwem. Jakby nie patrzeć - większą część zamkowych tajemnic Huncwoci rzeczywiście poznali dzięki Lupinowi i jego drobnej przypadłości. To znaczy prawdopodobnie prędzej czy później i tak znaleźliby sobie jakiś powód do nielegalnego zwiedzania Hogwartu i jego najbliższych okolic, jednak skoro taka już nadarzyła się sama... raczej żaden z nich nie zamierzał na to narzekać. I jednocześnie dzięki temu faktycznie można byłoby zaryzykować bardzo przesadzone stwierdzenie, że ich zamiłowanie do łamania regulaminu pod tym względem wychodziło tylko i wyłącznie od Lunatyka. Inna sprawa, że w taką wersję prawdopodobnie i tak nikt nigdy by im nie uwierzył.
- No jasne, chociaż te podziękowania w sumie mogę ci już odpuścić. Wystarczy mi to, że w końcu przynajmniej zaczęłaś doceniać moje osiągnięcia - stwierdził w odpowiedzi na jej kolejną wypowiedź, nie bardziej poważnie od niej samej. - A wszystkie schematy mają to do siebie, że są po prostu nudne. Więc po co się ich trzymać?
Może i to retoryczne pytanie także nie było zadane zbyt poważnym tonem, jednak mimo wszystko w tej kwestii James nie mógłby nie przyznać jej racji. Ale... skoro już postanowił po prostu biernie przyjąć to, że pewne sprawy toczyły się swoim własnym, zupełnie niezrozumiałym i pozbawionym jakichkolwiek schematów rytmem, to po co miałby sobie na nowo zaprzątać głowę tym, by spróbować je jakkolwiek ogarnąć? W ten sposób zresztą nawet bez werbalizacji jakiejkolwiek zgody, przytakiwał jej założeniu, by przeżyć resztę tego wieczora w taki sposób, jakby jutra miało nie być. To zresztą wydawało się być całkiem niezłym planem na najbliższy czas.
Mieli chyba całkiem sporo szczęścia, gdy dotarli do wylotu tunelu w Miodowym Królestwie. Albo po prostu właściciel sklepu zdążył już przywyknąć do niezapowiedzianych wizyt pewnej grupy uczniów Hogwartu, skoro nikt nie zwrócił na nich uwagi i skoro bez większych przeszkód mogli opuścić lokal, wychodząc na główną ulicę magicznej wioski. O tej porze wyjątkowo niezatłoczoną i wręcz niepokojąco spokojną.
- Myślisz, że to dobra pora na odwiedzenie Trzech Mioteł? Madame Rosmerta chyba całkiem nieźle dogaduje się z McGonagall i zdecydowanie nie jest ślepa, niestety - odwrócił się w kierunku Evans, mimo wszystko swoje wątpliwości przedstawiając tonem jasno wskazującym na to, że jemu raczej i tak nie robiło to większej różnicy. Przy tym jednak nie mógłby pominąć faktu, że taką różnicę zdecydowanie powinno to robić naszej wzorowej pani prefekt naczelnej, ze względu na którą jakieś minimum ostrożności było jednak jak najbardziej wskazane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ulica   Wto Wrz 23, 2014 12:29 pm

Tak, jak już stwierdził, cały ten wieczór zdecydowanie odstawał od całej reszty, dotychczasowych, spędzonych razem, lub osobno, wieczorów i to w wykonaniu Evans. Nie spodziewała się, że tak to wszystko się potoczy, że z skrajnie mieszanych i skomplikowanych zachowań, wkroczą na... normalny tor, o ile można uznać to za jakąkolwiek normalność. Dosłownie. Przez tyle lat ich stosunki zdawały się być takie same z małymi "odskokami", kiedy ona nie chciała go zabić, albo kiedy on postanawiał, że nie będzie sobie nią głowy zawracał. A teraz to co? Niby byli już dorośli, niby mieli zaraz tak naprawdę ukończyć Hogwart, a sami nie potrafią się zdecydować, czego tak naprawdę od siebie chcą. No chyba, że James Potter był już tego pewny, bo jeśli chodziło o rudowłosą to no cóż...niekoniecznie. Naprawdę nie wiedziała, jak ma nazwać te dziwne przyciąganie jej do okularnika, a na dodatek to, że interesowała się nim, że zauważała, kiedy był w pobliżu, a kiedy go nie było. Dostrzegała nawet takie mniej znaczące szczegóły, jak rodzaje jego uśmiechu; potrafiła rozpoznać, kiedy był zły, a kiedy szczęśliwy. A może to była tylko iluzja, w którą dała się wciągnąć? Może myślała, że jest dobrą obserwatorką, a tak naprawdę błądziła po ciemku? No i sama świadomość, że nie potrafiła zapanować nad swoimi uczuciami, że przy nim traciła kontrolę nad własnym ciałem... Gryfon był dla niej zwyczajnie niebezpieczny i pomalutku owijał sobie ją wokół swojego palca. I możliwe, że nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Cóż za ironia! A teraz pod jego wpływem nawet łamała kolejne punkty regulaminu! Ale przecież.. dziś mogła! Dziś był inny dzień! I przecież jutra nie będzie!
- Brakuje mi waszej czwórki razem - powiedziała nagle, ni stąd, ni zowąd i rzuciła mu krótkie spojrzenie, by po chwili znów patrzeć przed siebie, w oczekiwaniu na dalsze wrażenia.
- Tak. Tak. Na pewno! Prędzej uwierzę w zielonego jednorożca, niż w to, że to Remus Was namawia do dowcipów - odpowiedziała rozbawiona, zagryzając dolną wargę by przypadkiem nie wybuchnąć śmiechem. Gdyby tylko wiedziała! Ale Lily była póki co nieświadoma tego, co krąży po głowie Jamesa. Owszem, może i miała tam swoje teorie odnośnie zniknięć Remusa raz w miesiącu i jego futerkowego problemu, ale uważała, że są one dość ryzykowne i poza tym wolała się dowiedzieć wszystkiego od Remusa. I nieważne, co to będzie, ona nie zamierzała go opuścić. Był jej najlepszym przyjacielem, tak jak Severus, w sumie nawet bardziej, bo nigdy ją nie zawiódł, a Ślizgon niestety to zrobił. Dobrze, że ich relacje ostatnio znacznie się poprawiły. No i miała nadzieję, że Huncwoci nie będą mu już uprzykrzać życia, a Sev przestanie tak niezdrowo interesować się czarną magią. Ale...kto wie? Na ile mogła być pewna, że jego zapewnienia są prawdziwe?
Prychnęła i zadarła wyżej głowę, wychodząc za nim dumnie i rozglądając się z zaciekawieniem. Otaczało ich mnóstwo różnych skrzyń, z których większość była zamknięta - te, co były jednak otwarte, ukazywały wielkie paczki różnych czarodziejskich słodyczy.
- Miodowe Królestwo... - wyszeptała zauroczona, po czym otrząsnęła się i ruszyła za nim, starając się zachowywać, jak najciszej. W końcu nieciekawie by było, jakby ktoś ich przyłapał, prawda? I wtedy ich nielegalna wycieczka skończyłaby się już na starcie, nie mówiąc o spotkaniu z McGonagall. Kiedy więc opuścili sklep, Lily odetchnęła z ulgą i potarła swoje ręce, które zaczęły odczuwać brak ciepła. Dobrze, że przynajmniej miała szalik, który teraz spoczywał na jej szyi, bo jeszcze złapałaby jakieś przeziębienie a tego by nie chciała. Nie w takim gorącym okresie wszelkich powtórzeń materiału z poprzednich klas. Rozejrzała się uradowana wokoło, nie mogąc uwierzyć, że naprawdę jest w Hogsmeade. I to na dodatek, kiedy było tak cicho i spokojnie! To wręcz stwarzało niepowtarzalny klimat! Zapomniała nawet na chwili o tym, że towarzyszy jej James i oddała się przyglądaniu kolorowych sklepowych witryn. Nawet zimno już nie stanowiło żadnego problemu. W końcu jednak James się odezwał i wyrwał ją z tego dziwnego stanu zapomnienia. Zamrugała zaskoczona, po czym zwróciła głowę w jego stronę, a jej zielone oczy błysnęły radośnie.
- A może poszlibyśmy gdzieś indziej? Znasz dobrze Hogsmeade? Ewentualnie zawsze pozostaje nam herbarciarnia pani Puddifoot. Na zimę przyrządza naprawdę pyszną gorącą czekoladę. Szkoda tylko, że na święta typu Walentynki wnętrze pubu przypomina mdłą cukrową babeczkę. Wiesz, pełno różnych czerwonych i różowych serduszek, no i oczywiście w tyle lecą romantyczne ballady, więc... - zaczęła, po czym nie wiedząc czemu spłonęła lekkim rumieńcem. - Ewentualnie możemy wziąć czekoladę na wynos i pochodzić po Hogsmeade. I naprawdę Ci dziękuję, że mnie tu zabrałeś... James.
Ostatnie słowo powiedziała dziwnie miękko, po czym odwróciła od niego wzrok, ukrywając zakłopotanie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak dziwnie było tu stać z chłopakiem, którego powinna przecież nienawidzić. Od którego powinna trzymać się, jak najdalej. Z chłopakiem, o którym zdanie zmieniała tysiąc razy na minutę w tym roku. Z chłopakiem, który nie był jej wcale obojętny, jak dotychczas uważała.
Wystawiła twarz do śniegu, przyglądając się szarym chmurom, które kłębiły się nad nimi, zasłaniając gwiazdy. Gdzieś w oddali rozległ się nawet wesoły śpiew, ludzi którzy ulegli temu z pozoru bezsensownemu świętu, zapominając o troskach codziennego życia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Potter
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Wrz 28, 2014 7:17 pm

Dobre sobie, oczywiście, że nie miał najmniejszego pojęcia o tym, że mógłby rzekomo z wolna owijać sobie Lily wokół palca. Przynajmniej w tym jednym pozostawał konsekwentny - wyzbył się uporczywego doszukiwania się w zachowaniu Evans jakichkolwiek symptomów sympatii do niego. O ile więc jeszcze jakiś czas temu byłby skłonny dopatrywać się oznak tejże właśnie sympatii choćby w przelotnym, najbardziej nawet niechętnym spojrzeniu, jakie mogłaby mu posłać na szkolnym korytarzu, tak aktualnie na wszelkie sygnały z jej strony pozostawał absolutnie ślepy i głuchy. Owszem, nie wiedział jak i czy w ogóle ich relacja mogłaby się rozwinąć w dalszej przyszłości - i o tej niewiedzy można było powtarzać do znudzenia - jednak przy tym nie zamierzał robić sobie żadnych nadziei, które mogłyby, z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa, okazać się złudnymi. Miało być przecież tu i teraz. A tu i teraz było całkiem w porządku. Po co analizować to głębiej?
- Mam wrażenie, że jeszcze zdążysz zmienić zdanie... - stwierdził po krótkiej chwili zaskoczenia wywołanej jej stwierdzeniem, jakoby miało jej brakować ich czwórki razem. Nawet jednak mimo dość charakterystycznego uśmieszku, raczej nie zamierzał swojej odpowiedzi rozwijać i wyjaśniać jej ewentualnego głębszego sensu. Tego chyba można było się domyślić - nawet, jeśli Huncwoci mieli w planach cokolwiek większego, by nie dać innym zapomnieć o sobie w tym ostatnim roku nauki, to zdecydowanie nie można było liczyć na to, by z któregokolwiek z nich wyciągnąć coś na temat ich planów. Tak było przecież zawsze. W końcu nie zostaje się niekoronowanym czteroosobowym królem dowcipów, kiedy wszem i wobec ogłasza się swoje plany.
Ani widok Miodowego Królestwa, ani też spokojnego Hogsmeade od pewnego czasu nie robił już na nim aż takiego wrażenia. Można było się przecież przyzwyczaić, swego czasu, tuż po znalezieniu przejścia, przyjaciele naprawdę korzystali z niego wyjątkowo często, póki ich częste zniknięcia nie zaczęły niepokoić niektórych nauczycieli i póki sami nie doszli do wniosku, że bezpieczniej byłoby je ograniczyć. Jakkolwiek więc nie można było odmówić niewątpliwego uroku cichym, ośnieżonym uliczkom magicznej wioski, mimo wszystko wciąż był to widok, do którego prędzej lub później można było się przyzwyczaić. Pewnie więc właśnie dlatego nie od razu James zwrócił uwagę na swego rodzaju zachwyt malujący się na twarzy Lily i tyko dlatego tak bezpardonowo odezwał się, burząc jej chwilę zamyślenia. Dopiero po krótkiej chwili dotarło do niego, że przecież i z jego punktu widzenia to wyjście nie było absolutnie takie, jak wiele poprzednich. Obecność Evans była zaś elementem kluczowym dla tego, by zmienić tę chwilę w coś wyjątkowego. W dodatku nie Evans besztającej go za tak oczywiste łamanie regulaminu, ale Evans podziwiającej kolorowe witryny sklepów. Evans łamiącej regulamin, co wciąż zakrawało na niemały absurd.
Pod wpływem własnych myśli nie mógłby nie pozwolić na to, by na jego twarzy znów pojawił się lekki uśmiech. Tym bardziej, gdy zauważył radosne iskierki w zielonych oczach Lily.
- Kiedy ostatnio byłaś na walentynki w Herbaciarni, że tak dobrze kojarzysz wygląd wnętrza? - oczywiście, że nie mógłby podarować sobie tego żartobliwego przytyku, uzupełnionego chwilowym wyszczerzeniem się w uśmiechu. Zwłaszcza, że w tej konkretnej chwili rzeczywiście mogłoby mu być zupełnie obojętne to, czy aby przypadkiem faktycznie Evans nie spędziła zupełnie przypadkiem ubiegłorocznych walentynek na randce z kimś, kto mógłby zabrać ją właśnie do Herbaciarni Pani Puddifoot.
No, nie do końca obojętne. Jednak mniejsza o to.
I tak nie czekał przecież na jakąkolwiek odpowiedź z jej strony, niemal nieprzerwanie kontynuując swoją wypowiedź.
- Czekolada na wynos co prawda nie jest piwem kremowym, ale brzmi całkiem nieźle. Skoro nie odwiedzałaś jeszcze Hogsmeade poza wyznaczonymi wyjściami, to najwyższy czas, żeby to nadrobić - zdecydował, ruszając w odpowiednim kierunku, wiodącym właśnie do Herbaciarni, skąd już po chwili oboje mogli wyjść ponownie na ulicę, tym razem z dwoma parującymi kubkami, wypełnionymi pachnącą czekoladą. I chociaż właścicielka lokalu przynajmniej nie interesowała się za bardzo obecnością uczniów Hogwartu o tej porze w Hogsmeade, to jednak rzeczywiście nie dałoby się zaprzeczyć temu, że w porównaniu z mdłym, różowo-serduszkowym wystrojem wnętrza, zaśnieżona ulica, mimo panującego na niej chłodu, była po stokroć lepszym wyborem.
- Cieszę się, że ci się podoba - odparł w odpowiedzi na jej podziękowania, posyłając jej kolejny uśmiech. - Chociaż zdecydowanie powinniśmy wpaść tu kiedyś, kiedy już ten śnieg stopnieje i zrobi się trochę cieplej.
Jasne, że nie zastanowił się nad dalszą częścią swojej wypowiedzi. Po prostu palnął to, co przyszło mu na myśl, przynajmniej na chwilę niemal zupełnie zapominając o tym, że przecież nawet jutra miało nie być. Jutro mogli się więc już nie znać. W końcu tego chyba nawet nie ustalili jeszcze do końca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ulica   Wto Wrz 30, 2014 7:02 pm

Nie spodziewała się, że doczeka się dnia, kiedy James Potter stwierdzi, że już dość, że konsekwentnie podejmie się całkowitego pozbycia się jej ze swojego życia. Oczywiście wiedziała, że nikt nie wytrzyma tylu odrzuceń, nie czerpiąc z tego jakichkolwiek wniosków. Zwłaszcza On. Chociaż w środku jej serca myślała...myślała, że może jednak, że może on zawsze będzie przy niej. Niby chciała pozbyć się go ze swojego życia, ale wraz z momentem, kiedy on to zaakceptował i porzucił wszelkie nadzieje, ona zrozumiała, że bez Niego jej życie będzie niepełne. Że to zawsze On był tym brakującym elementem w jej idealnym świecie. Tylko Evans uświadomiła sobie to zbyt późno. Poza tym...czyż już wcześniej ostatecznie nie zadecydowała? Przez większość czasu to robiła; analizowała każdy krok, każde wydarzenie i sposób w jaki postąpiła. Dziś jednak...dziś miało być inaczej. Obiecali to sobie. I nie chciała tego w żaden sposób zepsuć. Posłusznie więc podążała za nim dalej, chłonąć każdy budynek, który mijali, zapamiętując z pozoru nieznaczące szczegóły, takie jak migoczące światełka przy oknie jakiegoś domu, albo dziwne przedmioty z wystawy Zonka. Wzrokiem mimowolnie wracała do jego szerokich pleców i rozczochranej czupryny. Wydawał się taki spokojny, taki silny, jakby nic nie mogło wytrącić go teraz z równowagi.
- Póki co nie mam takiego zamiaru. Odkąd nie rozrabiacie, nie mam komu zbytnio wlepiać szlabanów...- odparła, udając smutek i siląc się na powagę. Nie mogła jednak powstrzymać uśmiechu, który zakradł się na jej wargi. Nie chciała nawet wiedzieć więcej; już dawno zrozumiała, że i tak niczego jej nie powie. Uniosła natomiast jedną rudą brew do góry i posłała mu zagadkowe spojrzenie, jakby wiedziała więcej, niż myślał, po czym zrobiła kilka większych kroków by go dogonić. Szturchnęła go delikatnie w ramię i rozglądała się dalej, nie mogąc przestać się uśmiechać. Sama nie do końca rozumiała, dlaczego tak właśnie jest. Może to była kwestia tego, że ten dzień sam w sobie był niezwykły? Że teraz...wszystko wydawało się łatwiejsze i mniej zagmatwane, niż zazwyczaj? Na dodatek nie czuła już tego dziwnego skrępowania, wręcz wydawało jej się na miejscu, że idzie z nim niemalże ramię w ramię.
Sama też niekiedy się zastanawiała, gdzie tak często znikali i czemu wracali późno w nocy do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Próbowała wypytywać Remusa, dlaczego pozwala im na łamanie szkolnego regulaminu, a nawet sam bierze w tym wszystkim udział. Jednak zazwyczaj Lupin sprawnie zmieniał temat i wykręcał się od rozmowy o tym na różne sposoby, więc w końcu postanowiła odpuścić i sama kiedyś odkryć przyczynę. A teraz proszę! Poznała jeden z wielkich sekretów Huncwotów! Powoli wszystko zdawało się układać w jedną całość, choć nadal brakowało kilku ważnych elementów układanki. Zagryzła zamyślona dolną wargę, nawet zapominając o tym, że sama przecież teraz łamie przynajmniej kilka punktów regulaminu; jakby nie przyjmowała tego do swej świadomości. Potter ponownie postanowił się odezwać, a ona odgoniła szybko te myśli od siebie, koncentrując się na jego słowach. Zmarszczyła czoło i znowu lekko się zarumieniła.
- Ja..byłam raz z dziewczynami. Nic wielkiego - odpowiedziała szybko, nieco zachrypniętym głosem, odczuwając potrzebę by mimo wszystko mu to wytłumaczyć. Nie wiedzieć czemu, w jej myśli zakradł się Gwyn. I nie wiedzieć czemu poczuła się dziwnie. Nawet uśmiech zszedł jej z warg, a iskierki w jej oczach zmalały. Prawdą jest jednak, że tylko z dziewczynami była w tej herbaciarni i to tylko wyłącznie na chwilkę. Zanim się obejrzała weszli do środka, kupili dwa kubki gorącej czekolady i z powrotem znaleźli się na ulicy. Kiedy wzięła łyka tego niezwykle pysznego napoju, od razu zrobiło się jej cieplej na duszy, a wszelkie roztargnienia odeszły na bok. Liczyło się tu i teraz i tak powinno pozostać, zwłaszcza że w sumie sama na to nalegała. Spokojnie przechadzali się po wiosce, jakby zapominając o tym, że przecież ktoś mógłby ich przyłapać i donieść o ich obecności nauczycielom.
A potem...potem znowu przemówił, tylko tym razem naprawdę to do niej trafiło i to na tyle, że przystanęła, nie mogąc ruszyć się dalej.
- Czy...czy..to oznacza, że chcesz...że...-wyszeptała z niedowierzaniem, czując jak nie potrafi się poprawnie wysłowić. Wzięła więc kolejny łyk czekolady i nie powiedziała nic więcej. Jedyne co teraz mogła uczynić, to obserwować go spod zasłony rzęs. Jutra miało nie być! Więc...dlaczego? Drwił sobie z niej? Zrobił to specjalnie? Zapomniał? Nie wiedziała, co już myśleć. Może po prostu szukała dziury w całym? I znowu! Znowu analizowała go, chcąc się doszukać głębszego sensu. Po chwili wahania, Lily podeszła do okularnika, patrząc mu prosto w oczy. Czując przyspieszone bicie swego serca.
- Proszę nie rób tego. Nie mów czegoś, co potem miałbyś odwoływać.
Złapała go za dłoń, po czym ścisnęła ją, a w jej zielonych oczach pojawiła się nadzieja. Nie sądziła, że te z pozoru niewinne słowa, tak bardzo do niej trafią. Tak nią pokierują. Starała się być spokojna, zapomnieć na chwilę o tym całym bałaganie, który zdążył się między nimi pojawić, ale to wracało. Tak samo, jak świadomość, że jutro być może będą musieli stać się sobie zupełnie obojętni.
- Nie róbmy sobie tego, Potter. Nie dawajmy sobie nawzajem nadziei.
Oddychała ciężko, nadal trzymając go za dłoń, lecz nie mogła już spoglądać w jego orzechowe oczy. Po prostu nie mogła znowu w nich utonąć. Nie mogła się w nim zatracić.
Była przecież Lily Evans.
- Zresztą nie możemy prawda? Ten dzień ma być przecież inny.
Czyż nie jesteś czymś oryginalnym?
Ponieważ nie wydaje się to być tylko namiastką.
I nic nie mogę poradzić, tylko się przyglądam, ponieważ widzę prawdę gdzieś w twoich oczach.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Ulica   

Powrót do góry Go down
 
Ulica
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 14Idź do strony : 1, 2, 3 ... 7 ... 14  Next
 Similar topics
-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica
» Ulica czerwonych latarni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Hogsmeade :: Inne miejsca-