Go down
Minabi Izumi
Martwy †
Minabi Izumi

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Pią Sty 01, 2016 4:40 am
Świat składał się z drobnych rzeczy - to one zresztą budziły najwięcej emocji i potrafiły sprawić w lepszy nastrój, niż górnolotne słowa lub czyny, które jedynie pozornie miały jakiś większy sens. To chciał jej pokazać i przekazać, zresztą nie tylko jej, ale na ten moment to właśnie Kelly zdawała się tego najbardziej potrzebować. Dobra. Ciepła. Chwil pełnych uśmiechu. Czy nie było właśnie tak? Może i był szalony i przez swój specyficzny sposób bycia niezrozumiały, ale nie przejmował się, bo zwyczajnie nie miał na to czasu. I nie był kimś, kto oddawałby się ponurym scenariuszom, kto ulegałby presji otoczenia. Skoro widziała go w taki sposób to był szczęśliwy! Co prawda, nic nie wiedział na temat tego, co siedziało w tej rudej głowie, ale to przecież nie stanowiło żadnego problemu. Dla Minabiego każde życie miało wartość, każda historia człowieka była interesująca i każdy miał prawo do szczęścia i pokoju. Dlaczego więc trosk, żalów i smutków nie można zastąpić ciepłem i śmiechem? Byłby w stanie stanąć nawet na głowie, żeby było to bardziej rzeczywiste od snów! Mógłby jej śpiewać, próbować wróżyć z filiżanki, odczytać coś z runów, pokazać niesamowite magiczne stworzenia, które były na wyciągnięcie jej ręki, nadal czarować, albo nawet sprawdzić, co wyszłoby z jego warzenia eliksiru. Nawet spróbowałby z nią polatać na miotle! Dla niego po prostu nie istniał taki argument jak: "To niemożliwe i niewykonalne!". Był magikiem - gdyby te wibrujące światło było widoczne to z pewnością zostałby już dawno złapany na gorącym uczynku, a tak... sam zupełnie nieświadomy sprawiał, że nikt nie chciał go sprawdzać.
Zastanowił się nad tym, po czym jeszcze bardziej się rozpromienił.
- Tak, to zdecydowanie musi być archiarz! W końcu nimfa kwiatów nie wprowadziłaby mnie w błąd - zaśmiał się radośnie, po czym podrapał zakłopotany po głowie pod wpływem jej komplementu. - To nic takiego, naprawdę. Jestem po prostu... czarodziejem? - I kąciki jego warg uniosły się ku górze. - A tak szczerze, nie masz czego, bo sama posiadasz sporo zdolności w sobie, tylko musisz je odkryć. Wszak jesteś nimfą kwiatów, sam Twój taniec jest wart o wiele więcej niż to, co ja sobą reprezentuję.
Udał, że jej dźgnięcie go naprawdę zabolało, ale błysk w jego ciepłych oczach zdradzał coś zupełnie innego, więc po prostu oparł się wygodnie na oparciu krzesła. Przekrzywił się nawet bardziej w jej stronę, kiedy go tak słuchała, zupełnie jakby znalazła się w innym świecie. W tym czasie kilku gości zdążyło opuścić lokal, a kilku nowych się w nim pojawić. Pogoda na zewnątrz nie sprzyjała, ale na całe szczęście atmosfera w pubie była naprawdę przytulna i nie musieli narzekać na chłód.
- A jesteś w stanie mnie przekonać, że się nie boisz? Absolutnie niczego... nimfo? Wtedy dopiero będę w stanie odpowiedzieć Ci na to pytanie - odparł tajemniczo, próbując złapać wzrok Kelly. Następnie wepchnął sobie kolejny kawałek ciasta do ust i przełknął. Zmrużył z zadowoleniem oczy.
- Dokładnie tak i jak dla mnie, nie ma czegoś takiego jak główny bohater, dlatego... - i skierował widelczyk z kolejnym kawałkiem ciasta wprost do jej ust, kiedy tylko przełknęła swoją porcję herbaty. - Nie możesz tak mówić, nimfo. Bo dla mnie nigdy nie będziesz kiepska. Nigdy.







So now you'd better stop and rebuild all your ruins
For peace and trust can win the day despite all your losing
Kelly McCarthy
Oczekujący
Kelly McCarthy

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Pon Sty 04, 2016 6:24 pm
Och... Przez moment zrobiło jej się naprawdę głupio, że nie wyprowadziła go z błędu. Jednak to zapewne jedna z niewielu okazji, kiedy musiał użyć tego określenia. Odetchnęła cicho, szybko rozglądając się po pomieszczeniu. Szukała gości, których zdążyła zauważyć wcześniej, jednak zdążyli najprawdopodobniej dopić, dojeść i udać się w swoje strony. Na dworze zrobiło się nieprzyjemnie ciemno. Nagle ogarnęło ją dziwne uczucie, którego nie potrafiła sprecyzować. Nigdy nie lubiła deszczu, on zawsze zwiastował coś złego... Zignorowała swoje przemyślenia. Może faktycznie ostatnio zrobiła się bardziej ponura, a jej myśli wędrowały w stronę ciemnych zakamarków jej umysłu, które przepełnione były złymi myślami. Istnieje coś takiego jak wiosenna depresja? Jeżeli tak, to z pewnością chorowała na tę przypadłość.
Albo na głupotę... To też choroba.
Prawda McCarthy?

Odgoniła cichy głosik w jej głowie, który zawsze miał coś do powiedzenia (dop. aut. o dziwo, zawsze hejtował!) i wróciła myślami do rzeczywistości.
- Każdy w Hogwarcie jest czarodziejem, a nikt... Kogo jeszcze spotkałam, nie był... Taki? - wskazała na niego palcem, nie wiedząc jakie słowa powinna była dobrać, więc po prostu (jak zwykle) pogubiła się we własnych myślach. Przydałyby jej się z pewnością jakieś lekcje ubierania myśli w słowa. Albo chociażby zwykły mugolski psycholog.
Chyba Psychiatra, przez duże P.
Czy niczego się nie boi? Oczywiście, że się boi. Tylko ciężko było jej wypowiedzieć na głos czego. Jakby bała się, że kiedy otworzy kufer z napisem "strach" w swojej głowie, to wszystkie najczarniejsze mary sparaliżują ją i do końca życia będzie bała się wyjść z czterech ścian. Bała się na przykład utraty kogoś bliskiego. Według niej to najgorsze co może człowieka spotkać w życiu. Z tych bardziej błahych spraw... Lęk przed wysokością, zdecydowanie. Pamiętała pierwsze dni w Hogwarcie, kiedy to musiała wspiąć się po ruchomych schodach. Niczym szmaciana kukła, kurczowo trzymając się poręczy, niemal czołgała się po stopniach. Wszyscy prefekci mieli z niej ubaw!
- Mam lęk wysokości. - rzuciła krótko, bo oczywiście nie dane było jej dokończyć. W jej ustach wylądował dosyć spory kawałek ciasta, który skutecznie zamknął jej usta na cztery spusty.
Pokiwała głową udając zdenerwowanie i odwdzięczyła mu się tym samym. Poczekała jedynie na odpowiedni moment.
OKO ZA OKO! CIASTO ZA CIASTO!
Minabi Izumi
Martwy †
Minabi Izumi

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Sro Sty 27, 2016 11:25 pm
Minabi żył w swej błogiej niewiedzy z powodu popełnionego błędu i szczerzył zęby jak głupi, nie mogąc uwierzyć, że udało mu się niemalże od razu odgadnąć odpowiednie słowo! To tak jakby wygrał na loterii worek galeonów czy coś równie niesamowitego. W sumie jakby się zastanowić tak się przez te wszystkie lata dał pochłonąć światu magii, że nieco zaniedbał swoją wiedzę o mugolach. To było niemalże niewybaczalne, zdecydowanie musiał zrobić wszystko by w końcu móc to zmienić. Trzeba przyznać, że znajdowali się już tutaj wystarczająco długo, ale chłopak nie miał z tym żadnego problemu. Zupełnie. Tak beztrosko spędzany czas poza szkołą wydawał mu się czymś wartym zatracenia się. Nawet jeśli nauczyciele mogliby szukać ich po całej wiosce, czy robić coś równie ekscytującego. Z Kelly było zabawnie, a przede wszystkim odprężająco. Poprawiał jej humor, a to mu w zupełności wystarczało. Przelotnie zerknął w stronę okna, dostrzegając... zupełnie nic. Nagła ciemność zdążyła wszystko zasłonił. Zmarszczył czoło, ale nadal nie dawał wyprowadzić siebie z równowagi.
Przejechał dłonią po włosach i następnie zaczął wybijać rytm dłońmi na ich stoliku, przymykając powieki i gwiżdżąc pod nosem, by zrobić odpowiednie wprowadzenie.
- Kelly, Kelly... when will those clouds all disappear? Kelly, Kelly... where will it lead us from here? - Zanucił, uśmiechając się pogodnie, chociaż nic nie widział. Nadal się wczuwał. - Oh, Kelly, don't you weep. All your kisses still taste sweet. I hate zthat sadness in your eyes. But Kelly, Kelly, ain't it good to be alive? Kelly, Kelly, they can't say we never tried...*
Chwilę później skończył, oparł dłonie o blat i otworzył gwałtownie oczy, pozwalając by uśmiech nadal majaczył na jego wargach. Na jej słowa wybuchnął łagodnym śmiechem.
- Ach... taki? - Odparł żartobliwie i wytrzeszczył oczy, dotykając językiem czubka swojego nosa, po czym znowu się zaśmiał. Przyłożył swój palec do ust, jakby była to największa tajemnica na świecie i rozprostował swoje nogi, uważając by przypadkiem nie naruszyć jej kawałka podłogi. - Nimfo kwiatów to nie jest nic niezwykłego, wiesz to jest jak nagły impuls, jak... hm... jakbyś robiła coś najwspanialszego na całym świecie! Po prostu żyła. Żyła z dnia na dzień. Pomyśl, że ten strach czający się gdzieś tam to taki smok. Taki ogromny smok! Ale da się go pokonać, albo spróbować okiełznać i przyzwyczaić do jego obecności.
Zaczął kręcić przy tym kciukami młynki i z przekrzywioną na bok głową przyglądać się jej reakcjom.
Kiedy wepchnął jej kawałek ciasta, jej reakcja go rozbroiła - niemalże turlał się ze śmiechu! Kiedy już myślał, że jest na niego zła, Krukonka postanowiła go zaskoczyć i również go nakarmić. Mając w ustach pyszny wypiek, przetarł ręką swoje wąskie wargi.
- Naepawłdłę dobłleł yciacno - wymamrotał z pełną buzią. - Ycy teh smhykuije?





* Pasowało mi, żeby tu bezpośrednio "po angielsku" przytoczyć.




So now you'd better stop and rebuild all your ruins
For peace and trust can win the day despite all your losing
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Sob Maj 07, 2016 9:26 pm
Herbaciarnię u pani Puddifoot nic złego nie spotkało. Żaden z gości, którzy zostali tutaj dłużej nie doświadczył niczego okropnego. Było tak między innymi z Minabim i z Kelly, którzy spokojnie spędzali sobie ten dzień przy herbacie i cieście. I tak mijał im czas i mijał, aż w końcu opuścili te urocze miejsce, poszli dalej i zobaczyli... nietrudno się domyśleć co, czyż nie? Martwych czarodziejów i częściowo zniszczone miasteczko. Uśmiechy, które dotąd tkwiły na ich niewinnych twarzach zniknęły, a na ich miejsce pojawiło się zdziwienie i smutek. Minabi przez kilka dobrych chwil nie był w stanie się ruszyć, tylko spoglądał na to dziwnie zamglonym wzrokiem, nie do końca rozumiejąc to, co właśnie widzi. W końcu zwrócił na nich uwagę jeden z aurorów, który spokojnie zaprowadził ich do odpowiedniego budynku, gdzie czekał na nich świstoklik, dzięki któremu mogli się przenieść do zamku.

Zakończenie eventu dla Minabiego i Kelly.

Minabi Izumi & Kelly McCarthy: nie odnieśliście żadnych obrażeń, ale również praktycznie nic nie wynieśliście z tej przygody, znajdując się w najbezpieczniejszym miejscu w Hogsmeade. Zresztą też w pewnym momencie wasza aktywność zmalała. Nie dostaniecie ujemnych PD, ani również dodatnich.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Pią Maj 20, 2016 3:07 am
Rachunek:


Minabi Izumi:

2x herbata pomarańczowa z goździkami (2x 5 sykli i 3 knuty)
2x kawałki karmelowego sernika z orzechami i z jabłkiem (2x 7 sykli)
Razem:  1 galeon, 7 sykle i 3 knuty


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Rudolf Greengrass
Gryffindor
Rudolf Greengrass

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Pon Lut 18, 2019 5:47 pm
18.12.1978 z magicznego parku

Przez tą niewinną zabawę, jaką była mini wojna na śnieżki, Rudolf zaczął odnosić wrażenie, że dworze było znacznie zimniej, niż w chwili kiedy wyszedł z zamku. Bez wątpienia przyczyniły się do tego na wpół wilgotne ubrania, które z wielką radością przyjęły w siebie płatki śniegu, które rozpuściły się pod wpływem ciepła, ciała gryfona. Nic więc też dziwnego, że po kilku krokach, które ta dwójka wykonała, zęby chłopaka zaczęły lekko szczękać. Nie był on w żaden sposób odporny na chłód. Lubił zimę to prawda, ale zdecydowanie bardziej wolał obserwować ją z ciepłego dormitorium, siedząc wygodnie przed kominkiem, w którym przyjaźnie trzaskał ogień. Całe szczęście, dotarcie do centrum wioski, nie było w żaden sposób utrudnione, a blondyn obrał kurs prosto do herbaciarni, w której tak naprawdę nigdy nie było tłumów, co Rudolfa nie raz i nie dwa szokowało. Przecież był to naprawdę przyjemny przybytek. Blondyn uchylił drzwi, wpuszczając przodem dziewczynę, a malutki dzwoneczek zawieszony nad drzwiami, zadzwonił cicho, dając właścicielce sygnał, że do jej herbaciarni właśnie przyszli klienci. Miejsce to nic a nic się nie zmieniało.
-Chodźmy gdzieś w kąt- Nie chciał, aby ktoś im przeszkadzał w rozmowie, a ta herbaciarnia już sama w sobie była dostatecznie mała, aby przy większej liczbie klientów odnieść wrażenie, że każdy jest w stanie usłyszeć rozmowę każdego. Blondyn powiódł dziewczynę między stoliki, by po chwilce zasiąść wygodnie, na ławeczce wyścielaną różnokolorowymi poduszkami.
-Czego się napijesz? proponuję zimową herbatę, świetnie rozgrzewa- Jedno było pewne, blondyn potrafił zadbać o towarzyszów swojej rozmowy, a w tym wypadku raczej o towarzyszkę.
Calliope Selwyn
Slytherin
Calliope Selwyn

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Pon Lut 18, 2019 7:06 pm
Calliope także odniosła wrażenie, że temperatura drastycznie spadła i było to prawdopodobnie efektem przemoczonych ubrań. Przez moment rozważała, czy nie warto wysuszyć ich zaklęciem, lecz nie radziła sobie z nim za dobrze i w obawie, że podpali swoje odzienie postanowiła zrezygnować ze wspomagania się magią. Poza tym Hogsmeade nie było zbyt duże i do herbaciarni pozostało im tylko kilka minut spaceru, więc była w stanie wytrzymać chłód.
Nigdy przedtem nie była w herbaciarni pani Puddifoot, jednak niejednokrotnie mijała to miejsce w drodze do Trzech Mioteł i zawsze obserwowała je z ogromnym zainteresowaniem. Wydawało jej się, że jeszcze nigdy nie widziała tak różowego miejsca na świecie, a nawet jeszcze nie weszła do środka. Widok, który zastała po przekroczeniu progu sprawił, że otworzyła szeroko usta w wyrazie zaskoczenia. Nie wyglądała na zbyt inteligentną, gdy tak przyglądała się licznym koronkom, kwiatowym motywom i zdobionym poduszkom, których nie potrafiła zliczyć. Oczywiście, wszystko było w najrozmaitszych odcieniach różu.
Po chwili przeniosła wzrok na Gryfona, który szedł tuż za nią.
- Tak, to dobry pomysł. Stracę szacunek, na który ciężko pracowałam, kiedy ktoś mnie tu zobaczy - rzuciła w jego kierunku konspiracyjnym szeptem. Już i tak dość wyróżniała się z tłumu w czarnym płaszczu i sukience w tym samym kolorze. Zdecydowanie nie pasowała do uroczego wystroju, a siedząc w kącie pomieszczenia mogła dyskretnie przyglądać się wszystkiemu z podziwem.
Kiedy zajęli miejsca zdjęła z siebie płaszcz i powiesiła go na oparciu, a następnie wlepiła wzrok w ofertę herbaciarni.
- Myślę, że zdam się w tej kwestii na ciebie - odparła obserwując go uważnie ponad stolikiem. Wcześniej nie miała okazji mu się przyjrzeć, była zdecydowanie bardziej zaabsorbowana walką. Bardzo dojrzał od ich ostatniego spotkania i Call mogłaby przysiąc, że zapewne wiele młodych czarownic się za nim ogląda. Miał typową urodę księcia na białym rumaku, a to przecież nastoletnie dziewczęta uwielbiają! Czy panienka Selwyn także? Ona była beznadziejnym przypadkiem, który zdawał sobie sprawę z tego, że i tak przyjdzie jej poślubić kogoś z przymusu, więc nawet specjalnie nie kłopotała się oglądaniem za chłopcami.
Rudolf Greengrass
Gryffindor
Rudolf Greengrass

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Pon Lut 18, 2019 7:34 pm
Kiedy blondyn usłyszał wzmiankę o szacunku zaśmiał się cicho i popatrzył na dziewczynę.
-No tak...w sumie, to zawsze mogłem zabrać ciebie do świńskiego łba. Twoja reputacja zostałaby krystaliczna, gdyby zobaczono ciebie tam wśród pijaków, hazardu i oparów sam Merlin raczy wiedzieć czego jeszcze- W Hogsmeade ilość miejsc, do których można było się udać, aby na spokojnie porozmawiać była bardzo ograniczona. Pod trzema miotłami zawsze były tłumy, świński łeb to raczej szemrane miejsce, i gdyby ktoś zobaczył tam dwójkę arystokratów, plotek najpewniej nie byłoby końca. A gdyby te plotki dotarłyby do jego ojca, a na pewno by dotarły, raczej nie usprawiedliwiłby go fakt, że ostatecznie spotkał się z panienką Selwyn.
-Następnym razem to ty wybierzesz miejsce- Gryfon nie rozumiał kobiet, a przynajmniej nie rozumiał ich zaawansowanego myślenia. Zbierze się taką w ładne miejsce, źle bo okazuje się, że facet jest zbyt przewidywalny, zbierze się ją do speluny jeszcze gorzej, bo przecież jest kobietą i nie powinna w takim miejscu przebywać. Jak tutaj nie osiwieć?
Rudolf skierował swoje błękitne tęczówki w stronę menu wypisanego na tablicy, która wisiała na jednej ze ścian, po czym zamówił dwie zimowe herbaty i dwie szarlotki.
-Nie spodziewałem się w sumie tego, że przyjmiesz moje zaproszenie- Wypalił w końcu po czym skierował wzrok na dziewczynę. Gdyby tylko wiedział w jaki sposób ona go odbierała. Nie był księciem z bajki, i nigdy nie chciał być w ten sposób odbierany, nawet jeżeli była to tylko kwestia jego wyglądu. Każdy książę w każdej bajce był tępy, a Rudolf zawsze starał się od tego uciec. Chciał wiedzieć jak najwięcej, interesował go świat, który go otaczał.
-Nasz kontakt jakoś urwał się w momencie kiedy poszliśmy do szkoły. Dziwne prawda- Mruknął po chwilce namysłu.
-Niby byliśmy cały czas blisko siebie, a ani razu ze sobą nie porozmawialiśmy- Najwyraźniej spotkania za dzieciaka były znacznie prostsze. Może dlatego, że czas nie pędził tak przed siebie. W szkole, jednak było sporo obowiązków, z których w lepszy lub gorszy sposób trzeba było się wywiązywać. A przynajmniej on czuł, że musi, bo jego ojciec przypominał mu o tym niemal dzień w dzień.
Calliope Selwyn
Slytherin
Calliope Selwyn

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Pon Lut 18, 2019 8:40 pm
Call była z natury trochę przekorna i czasem, kiedy rodzice kategorycznie jej czegoś zabraniali, to na złość musiała to zrobić. Tak było ze Świńskim Łbem. Matka powtarzała, że to miejsce o złej reputacji i nie powinna się tam zapuszczać, więc co zrobiła? Na piątym roku wybrała się tam na wycieczkę i spędziła trochę czasu, przyglądając się z zaintrygowaniem obecnym gościom. Pomimo nieprzyjemnego zapachu i świdrującego wzroku barmana, spodobał jej się klimat tamtego miejsca. Godzinami zastanawiała się jakie mroczne sekrety mogli skrywać obecni tam czarodzieje i ani przez chwilę nie zastanawiała się nad zagrożeniami. Ale to chyba z wiekiem mija.
- Świetnie! Pójdziemy tam następnym razem! - Rzuciła lekko i uśmiechnęła się szeroko. Liczyła, że chłopak nie wziął jej słów zbyt poważnie, miała w zwyczaju droczyć się ze swoimi rozmówcami i ci, którzy lepiej ją znali doskonale zdawali sobie z tego sprawę. No, ale skąd Rudolf mógłby o tym wiedzieć? Sama niewiele o nim wiedziała. Na razie siedział przed nią Gryfon, którego kiedyś znała i nie mogła nawet zgadywać, co się kryje pod tą blond czupryną.
- Byłoby to niegrzeczne z mojej strony, gdybym odmówiła - odparła, zbierając opuszkami palców niewielkie kryształki cukru. Po chwili westchnęła ciężko, jakby się poddała.
- Tak naprawdę, to chciałam się spotkać już dawno temu. Wiesz, jak to jest. Odkładam to na później, a potem już nie miałam odwagi, żeby zrobić pierwszy krok. Myślałam, że jesteśmy już zbyt daleko, aby próbować odnowić znajomość - powiedziała odrobinę zamyślona. Nie było sensu kłamać, chociaż zdrowy rozsądek sugerował jej, żeby wykręciła się brakiem czasu. Oszustwo było jednak bezcelowe, skoro już postanowili się spotkać i porozmawiać.
- Zdecydowanie. Będąc w Walii i Szkocji dzielił nas mniejszy dystans niż w szkolnej sali - przyznała mu rację z lekkim uśmiechem.
Rudolf Greengrass
Gryffindor
Rudolf Greengrass

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Pon Lut 18, 2019 9:00 pm
Buntowanie się zasadom, sprawdzanie co by było gdyby. Rudolf znał to, aż za dobrze, dlatego też nawet nie zdziwiła go chęć dziewczyny na wybranie się do świńskiego łba. Chłopak po prostu w tej chwili wybrał najbardziej bezpieczną opcję. Po prostu nie chciał ryzykować jakąś gafą, którą i tak jak widać popełnił, co mimo wszystko wprawiło go w jeszcze większe rozbawienie. Nic więc też dziwnego, że w pewnym momencie sam z siebie zaczął się śmiać.
-Chyba kiepsko mi idzie udawanie dobrze urodzonego czarodzieja- Odparł z wyraźnym rozbawieniem, po czym szybkim ruchem głowy odrzucił z oczu parę kosmyków blond włosów.
-Ale dobrze...następnym razem pójdziemy do świńskiego łba, zamówimy ognistą whisky i będziemy grać w pokera, oraz powyzywamy się z tymi ususzonymi główkami.- Chłopak sam przed sobą musiał przyznać, że ta wizja niezwykle przypadła mu do gustu. Może dlatego, że było to znacznie zabawniejsze niż przesiadywanie w jednym miejscu, popijanie herbatki z odgiętym małym paluszkiem, i próby wyraźnego akcentowania każdego wypowiedzianego słowa. Rudolf wiedział, że jego rodzice, a szczególnie ojciec liczył na to, że jakimś cudem uda się połączyć Greengrassów i Selwynów. Byli oni dla ich rodu niezwykle kuszący, chociażby przez wzgląd na pozycję w świecie czarodziejów. A nawet jeżeli to marzenie się nie spełni, to wcześniej czy później blondyn spotka na swojej drodze kobietę, z którą będzie musiał związać się węzłem małżeńskim. Jeżeli przed nim malowała się i tak taka przyszłość, to dlaczego nie spróbować chociaż odrobinę siebie oszukać, że ma się na nią jakiś wpływ.
-Wystarczyło się odezwać. Przybyłbym najszybciej jak się da- Ten powód był dla niego głupi. Może dlatego, iż dla niego nie było złego momentu na odnowienie znajomości, i szansa na to zawsze istniała.
-Teraz trochę wychodzę na hipokrytę. Sam mogłem się zmobilizować i napisać do ciebie wcześniej- Czemu więc tego nie zrobił. Nie chciał, nie miał czasu, a może nie wiedział co napisać.
-Wybacz...powinienem był zrobi to szybciej, a nie czekać aż nie będę miał wyjścia.- Czasami tak bywało, że nawet te jak mogłoby się wydawać dobre relacje nagle się urywały. Chwilami nawet nad tym nie można było zapanować, ale w wypadku Rudolfa jedno pozostało niezmienne.
-Chociaż często wspominam sobie jak jako dzieci robiliśmy wyścigi kto pierwszy wejdzie na drzewo.- Nie wiedzieć dlaczego ta dwójka już od małego ze sobą rywalizowała. Urządzali wyścigi, wspinali się na drzewo, rywalizowali o to, kto zbierze więcej kamyków, lub jak przed chwilą zrobili małą wojnę na śnieżki.
-Pewne rzeczy chyba pozostaną nie zmienne- Dodał po czym chwycił za ucho filiżanki, aby upić łyka przyjemnie gorącej herbaty, a zaraz potem przegryzł kawałkiem ciasta.
Calliope Selwyn
Slytherin
Calliope Selwyn

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Pon Lut 18, 2019 9:52 pm
Wyszczerzyła się szeroko, słysząc jego pomysł. Był szalony i narażał ich reputację na szwank, ale wydawał się świetną alternatywą dla grzecznego popijania herbaty. Prawdopodobnie po takiej eskapadzie musieliby się długo tłumaczyć przed swoimi rodzicami, słuchać wywodów na temat ich absolutnej bezmyślności i liczyć na łagodną karę. I trudno powiedzieć, czy mimo tego czy właśnie z tego powodu, wydawał się taki atrakcyjny.
- Zapomniałeś o uprowadzeniu kozy barmana - dodała, tym samym zgadzając się na głos na jego propozycję. Nie chciała w tamtej chwili zastanawiać się nad tym, w jaki sposób uda im się kupić ognistą. Na planowanie jak sobie poradzić z trudnościami jeszcze przyjdzie czas. W tamtym momencie miała zbyt dobry nastrój, aby zaprzątać sobie głowę takimi głupstwami.
- I nie mów, że kiepsko ci to wychodzi. Na początku udało ci się mnie nabrać - powiedziała zgodnie z prawdą. W gruncie rzeczy już na początku ich rozmowy wydawało jej się, że pójdzie ona w całkiem neutralnym kierunku. Pójdą na całkiem nijaki spacer, przemaglują wszystkie bieżące sprawy w świecie czarodziejów, a na koniec każde uda się w swoją stronę. Granie ułożonego było mocną stroną Rudolfa i w sumie, to Calliope także. Wszyscy profesorowie mieli o niej dobre zdanie i chyba jeszcze nigdy nie otrzymała od żadnego z nich szlabanu. Całe szczęście, że nie wiedzieli, co czasami dzieje się w jej głowie!
Słuchając słów swojego towarzysza, wzięła do ręki różową papierową serwetkę i strzepnęła na nią cukier z palców, a następnie przeniosła wzrok na jego twarz. Dla niej to nie było takie oczywiste, żeby po prostu się odezwać. Chyba za dużo myślała, analizowała wszelkie za i przeciw, oceniała, co może pójść nie tak i w efekcie okazje przemijały. Faktycznie to minimalizowało szkody, ale także niwelowało korzyści.
- Nie przepraszaj mnie. Obydwoje trochę nawaliliśmy, ale nie mamy już wpływu na to, co było - odparła i przeniosła zamyślony wzrok za okno, gdzie uczniowie ganiali się i rzucali w siebie śnieżkami, tak jak i oni jeszcze przed chwilą. No i tym razem ona była hipokrytką, bo zawsze przejmowała się tym, co było, zamiast iść dalej. Ale to chyba także ma związek ze zbyt dużą ilością myślenia.
- I przegrywałam tylko przez to, że nosiłam sukienki. Gdyby rodzice pozwalali mi nosić spodnie, to nie miałbyś najmniejszych szans - zaśmiała się i chwyciła do ręki filiżankę z herbatą, którą kilka chwil temu przyniosła właścicielka kawiarni. Miała nadzieję, że napój smakuje równie dobrze, co pachnie.
Rudolf Greengrass
Gryffindor
Rudolf Greengrass

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Pon Lut 18, 2019 10:09 pm
-Potem zawsze możemy jakoś przemycić kozę do Hogwartu, ukryć ją i na przemian się opiekować- Gryfon oczami wyobraźni już widział minę szkolnego woźnego, zaraz po tym jak by odkrył jakie zwierzę skrywają mury szkoły. I tyle co faktycznie w tej szkole można spodziewać się wielu dziwnych rzeczy, to na obecność kozy raczej nikt nie byłby przygotowany. Filch najpewniej rozpoczął by małe śledztwo, które miałoby dotyczyć tego, kto przemycił tak biedne zwierzę do szkoły, a podczas sprzątania jej kup groziłby uczniom, że powiesi ich w lochach łańcuchami przy ścianie.
-a potem tłumaczyć się w nieskończoność rodzicom i nauczycielom- Jedni i drudzy najpewniej chcieliby uzyskać jakąś konkretną odpowiedź, dlaczego w głowie dwójki uczniów pojawił się taki pomysł jak porwanie kozy, i co nimi pokierowało, że ostatecznie na to się zdecydowali. Rudolf już teraz znał odpowiedź na te pytania. Najpewniej byłaby to nuda, chęć zrobienia w tym życiu czegoś, co nie jest już z góry określone przez wyznaczone zasady przez ich rodziców. I o dziwo blondyn zrozumiał, że tak naprawdę byłby w stanie to zrobić. Może i jego reputacja była dobra, ale miał na swoim koncie kilka wybryków, które przez jego rodziców były uważane za niegodne arystokraty.
-Miałaś mały przykład tego, ile czasu jestem w stanie wytrzymać w skórze dobrze wychowanego chłopaka. Po za tym, raczej na tobie takie rzeczy nie robią wrażenia- Tutaj odzywała się natura chłopaka, która sprawiała, że gryfon czasami lubił się popisywać. Umiał zachwycać swoimi manierami, ale robił to tylko wtedy kiedy wiedział, że przyniesie to jakiś określony efekt. Jak bardzo by się nie starał, życie w przepychu robiło swoje. Czy uważał się za lepszego...i tak i nie. Wszystko było zależne od sytuacji.
-Ale możemy mieć wpływ na to co będzie. Nawet jeżeli jest to znikomy wpływ...spróbujmy to wykorzystać- Nie lubił tracić kontaktu z ludźmi, z którymi wcześniej się dobrze dogadywał. Czuł się wtedy sam z sobą podle, zupełnie tak jak by coś zaniedbał, coś bardzo ważnego.
-Tak...wtedy dokładnie to samo mówiłaś, a jak się irytowałaś kiedy przegrywałaś- Odpowiedział ze śmiechem. Dzieciństwo Rudolfa nie należało do tych cukierkowych, najpewniej tak samo jak dzieciństwo Calli, oraz inny szlachetnie urodzonych. Nie mniej, miał takie wspomnienia, które napawały go radością, nie było ich dużo, ale właśnie dlatego je doceniał.
-Zawsze fascynowało mnie twoje imię. Calliope...początek kojarzy się z indyjską boginią Kali. Ogólnie uważana jest, za boginię śmierci, ale wiedziałaś, że w rzeczywistości ma ona dwojakość natur- Blondyn znał wiele ciekawostek, i czasami potrafił je wykorzystać. Czy popisywał się w tej chwili, może trochę...kto w końcu nie lubi wykorzystywać swojej wiedzy.
Calliope Selwyn
Slytherin
Calliope Selwyn

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Wto Lut 19, 2019 11:31 am
Czas swobody Calliope tykał znacznie szybciej niż ten Rudolfa. Państwo Selwyn mieli wobec niej poważne plany ściśle związane z jej lewym przedramieniem, a konkretnie z tym, co miało się na nim pojawić, jak tylko opuści Hogwart. Ta myśl coraz częściej kołatała jej się po głowie i sprawiała, że w żołądku zaciskał się supeł. Jeżeli chciała jeszcze cokolwiek zrobić w życiu po swojemu, to miała na to niecałe dwa lata.
- I tu zaczynają się schody. Będzie trzeba ją ukryć gdzieś na błoniach, żeby nie poobgryzała nam wszystkiego, co mamy w dormitoriach... Na Merlina! To brzmi jakbyśmy naprawdę zamierzali to zrobić - odparła rozbawiona, widząc oczami wyobraźni jak zakrada się do kuchni i podkrada marchewki, a następnie pędzi nakarmić kozę. W zasadzie nie miała pojęcia, czym one się żywią. Wiedziała czym nakarmić gumochłona, nieśmiałka i erklinga, ale kozę? No, oczywiście pomijając fakt, że przysmakiem ostatniego z wymienionych magicznych stworzeń były dzieci. Ale ich przecież w Hogwarcie pod dostatkiem, więc to by nie było problemem... Salazarze, dlaczego jej myśli powędrowały w tak niepokojącym kierunku?
- Zgaduję, że gdybyśmy dzisiaj widzieli się po raz pierwszy w życiu, to wytrzymałbyś znacznie dłużej. Ale masz rację, nieskazitelne zachowanie nie robi na mnie wrażenia - przyznała i wzięła niewielki łyk gorącej herbaty. Gryfon nie kłamał, naprawdę świetnie rozgrzewała.
Ślizgonce zdecydowanie bardziej imponowały łobuzy. Szczególnie ci, którzy potrafili płynnie przechodzić pomiędzy trybem nienagannym, a skrajnie przeciwnym.
- Fakt, umiejętność radzenia sobie z porażką nigdy nie była moją mocną stroną - odparła z uśmiechem. Ona była typem dzieciaka, który po przegranej zagryzał mocno zęby i mówił, że chce spróbować jeszcze raz. Kiedy zawzięła się i zdenerwowała, to potrafiła walczyć do skutku, chociaż nie wiem czy to pozytywna cecha. Na szczęście od dzieciństwa odrobinę jej przeszło.
- Ach, to skutek uboczny pochodzenia mojej matki. Wiesz, że jej panieńskie nazwisko to Black, a w tej rodzinie panuje moda na imiona związane z astronomią. Kalliope to planetoida, ale moja mama chciała nawiązać do mitologii greckiej i zdecydowała się na wariant pisany przez C. - Wyjaśniła spokojnie. Nie znosiła swojego imienia, było dla niej zbyt ekstrawaganckie. Ale mogło być w sumie gorzej. Zawsze matka mogła wymyślić sobie Uranię.
Rudolf Greengrass
Gryffindor
Rudolf Greengrass

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Sro Lut 20, 2019 7:14 pm
-Kto wie...może kiedyś zrobimy- Powiedział z wesołym uśmiechem. Jeżeli chłopak nauczył się czegoś podczas tego swojego jak by na to nie spojrzeć życia, to zdecydowanie tego, aby nigdy nie zakładać, że coś jest nie możliwe. Po za tym blondyn chciał mocno wierzyć w to, że to ludzie stawiali sobie ograniczenia. Dlaczego wolał tę opcję? dlatego, że jeżeli to świat stawia te przeszkoda, oznaczałoby między innymi to, że nie byłyby one do przeskoczenia.
--Pewnie tak- Przyznał jej rację. Na początku wolałaby wyczuć grunt, odkryć granice, aby dowiedzieć się jak bardzo może sobie pozwolić na ich przekroczenie. Nie mniej nawet teraz dziewczyna była dla niego zagadką. Od ostatniego ich spotkania minęło już trochę czasu, a więc obydwoje zdążyli się lekko zmienić. Ta bitwa miała między innymi na celu sprawdzić jak ślizgonka zmieniła się od ich ostatniego spotkania. Owszem wydoroślała, ale nadal znajdowało się w niej małe zadziorne dziecko, które tylko czekało, aż ktoś je zaczepi.
-W końcu czyż nie lepiej wykorzystać swoją przewagę w chwili, kiedy okaże się być ona najbardziej skuteczna- Podstawy planowania taktyki przydawały się również w normalnym życiu. Nie było to coś co wykorzystywało się tylko podczas walk. W relacjach z normalnymi ludźmi, też trzeba było planować. Rudolf gdyby za długo udawał dobrze wychowanego młodzieńca mógłby stracić zainteresowanie swojej rozmówczyni, a tego w żaden sposób nie chciał.
-Ah tak...ród Black'ów i ich zamiłowanie do imion związanych z ciałami niebieskimi- Chyba większość czarodziejów zdawało sobie sprawę z tego, że jeżeli na ich drodze stanie ktoś o nazwisko Black, to na pewno nie będzie to żaden zwyczajny Adrien.
-Moje imię nie jest tak wymyślne, ale odziedziczone po jakimś dziadku czy pradziadku. Tyle tych czarodziejów w drzewie genealogicznym, że czasami nie sposób się połapać kto był kim- Rudolf przyznawał się do tego bez większego problemu. Nie za dobrze znał koligacje u siebie w rodzinie. Oczywiście obecnych członków rodu Greengrass mógł bez problemu wymienić, oraz tych co się gali pokolenie lub dwa pokolenia wstecz, ale dalej zaczynały się schody. Oczywiście przez to nie raz i nie dwa słyszał, że jest ignorantem...a może tak było.
Calliope Selwyn
Slytherin
Calliope Selwyn

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

on Sro Lut 20, 2019 10:13 pm
Ślizgonka wyjrzała za okno, o które właśnie rozprysnęła się śnieżka. Jej życie było wytyczone przez bardzo wiele granic i Rudolfa zapewne też. Bezustannie należało trzymać się pomiędzy nimi i pilnować, żeby żadnej z nich nie przekroczyć, bo wiązało się to z wieloma nieprzyjemnościami. W efekcie zostawało się samemu, będąc otoczonym przez bardzo kanciastą figurę w kształcie człowieka.
Zdziwiła się minimalnie słysząc jego słowa. Z każdą chwilą coraz bardziej ją zaskakiwał i jeszcze nie zdecydowała, czy to dobrze.
- Zabrzmiałeś jak prawdziwy Ślizgon! - Odparła ze szczerym rozbawieniem, licząc, że chłopak nie potraktuje tego jako obelgi. Wielu uczniów mogłoby się poczuć urażonym porównaniem do członków domu węża, którzy często postrzegani byli jako z natury źli. To był oczywiście irracjonalny stereotyp, jednak systematycznie pielęgnowany przez Ślizgonów. Faktycznie, byli oni dość chłodni i szorstcy w obejściu, ale to wszystko zasługa tego, że w dużej mierze byli to czystokrwiści czarodzieje. A oni byli wychowywani w nieco inny sposób niż reszta magicznego społeczeństwa.
- Jakimś dziadku czy pradziadku? Lepiej nie mów tego zbyt głośno - stwierdziła, pamiętając jak w dzieciństwie musiała recytować imiona członków rodziny do kilku pokoleń wstecz. Nie była pewna, czy u Greengrassów również funkcjonował taki rodzaj rekreacji, ale w wielu domach wymagało się znajomości swojego drzewa genealogicznego.
- To ładne imię. Szkoda tylko, że w skrócie trzeba mówić do ciebie Rudy - dodała po krótkiej chwili namysłu. Oczywiście nie odczuwała żadnej niechęci do posiadaczy miedzianych włosów, ale za bardzo kojarzył jej się z Weasley'ami lub Prewettami.
Sponsored content

Herbaciarnia u pani Puddifoot - Page 4 Empty Re: Herbaciarnia u pani Puddifoot

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach