Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Fine Dining

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Fine Dining   Wto Lip 26, 2016 4:57 pm

First topic message reminder :

Mugolska restauracja która znajduje się na Shaftesbury Avenue w Londynie. Stołować się tutaj można już od ósmej rano. Tylko pozostaje tak naprawdę podstawowe pytanie. Kogo na to stać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Fine Dining   Czw Gru 07, 2017 6:36 pm

Widząc ojca wchodzącego do baru, przełknęła ślinę, przeglądając się w metalowym pojemniku na chusteczki i strzepując z siebie niewidzialne pyłki. Wygładziła przy tym także ubranie, dopiero po chwili łapiąc się na tym, że zmarszczone bardziej ukrywało jej... Specyficzny stan. Całe szczęście, nim do niej podszedł, zdążyła ogarnąć się na tyle, by wyglądać w miarę spokojnie i opanowanie. A przynajmniej taką miała nadzieję.
- Tato. - Odpowiedziała, delikatnie uśmiechając się do ojca i powoli podnosząc się z miejsca. Nie, nie po to, by uściskać mężczyznę, choć w niektórych przypadkach - zwłaszcza tych związanych ze spotkaniem z rodzicem - było to dosyć naturalne i wskazane. Nigdy się nie przytulali. Ani jeden raz w życiu, a przynajmniej Alyssa nie pamiętała podobnej sytuacji. Aby nie być jednak przesadnie sztywną, chwilę później dodała. - Naprawdę miło cię widzieć. Co słychać w tej strasznie angażującej pracy? - Wbrew pozorom, nie wypowiedziała tego sarkastycznie. Szczerze chciała wiedzieć, co było u niego słychać.
No, dobrze, ponadto być może właśnie to wypadało dosyć oficjalnie, najprawdopodobniej nawet aż nazbyt, jednakże Aly naprawdę starała się włożyć w to trochę serca. Tego samego, które trzepotało teraz w jej klatce piersiowej. Nie mogła powstrzymać lęku przed tym, jak miał zareagować Thomas. To było silniejsze od niej. I choć rzuciła przelotne spojrzenie w kierunku swojego brzucha, upewniając się, że ciemne i luźne ubrania raczej robiły swoje w ukrywaniu coraz bardziej widocznej ciąży... Zastanawiała się, czy ojciec nie miał zrobić się podejrzliwy. W końcu praktycznie nigdy nie ubierała się w podobny sposób, zawsze wybierając pastele lub mieszanki jaskrawych kolorów. Chociaż... Czy znał ją aż tak dobrze?
Wątpiła, ponieważ w innym wypadku wiedziałby, że nie musiał zachowywać się w stosunku do niej tak... Ostrożnie? Nieśmiało? Nie miała przecież cisnąć w niego tą czekoladą - raczej się tego po sobie nie spodziewała, mimo że hormony ostatnio robiły spore zamieszanie w jej emocjach - którą za to bardzo chętnie przyjęła, zamierzając zachować dla większego smakosza niż ona. Sama wolała nie obżerać się podobnymi rzeczami, jednak nie powiedziała mu o tym, uśmiechając się po raz kolejny i dając mu znak, iż chyba powinni usiąść. Dopiero wtedy zebrała się do odpowiedzi na jego słowa.
Siadając na poprzednim miejscu i pozwalając mu wypowiedzieć pytanie, po którym zamierzała wspomnieć o wszystkim, czego był ciekaw. Nim to jednak zrobiła, odruchowo go poprawiła.
- We troje... - Nawet nie zauważając do końca, iż podjęła ten dosyć delikatny temat, odruchowo przeszła do kolejnego, nie zastanawiając się nad tym, jak musiał zabrzmieć ten poprzedni. - Tak właściwie, chciałam porozmawiać... - Zaczęła już bardziej ostrożnie, na moment wlepiając spojrzenie to w blat stolika, to w okno czy podłogę... Wszędzie, tylko nie na ojca, na którego zerknęła badawczo dopiero wtedy, kiedy wyrzuciła z siebie. - Jestem w ciąży, tato. Będziesz miał wnuka... Albo wnuczkę. Jeszcze tego nie wiemy. - A potem zamarła w oczekiwaniu na reakcję, jednocześnie chcąc i nie chcąc go obserwować.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thomas Meadowes
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Fine Dining   Czw Gru 07, 2017 6:52 pm

Tak jak przypuszczała Marjorie – rzeczywiście jej nie znał. Bo nawet jeśli jej ciąża była coraz bardziej widoczna – on nawet przez chwilę nie zamierzał badawczo jej się przyglądać. Uśmiechnął się jedynie kącikiem ust, jednocześnie dłonią wskazując, by usiedli jak najszybciej. Bo przecież nie miał zbyt wiele czasu. To jedno chyba nigdy nie miało się zmienić.
– Coraz więcej doniesień o czarnej magii,, całe szczęście, że się opamiętałaś, bo teraz strach przejść Nokturnem – wzruszył obojętnie ramionami, jednocześnie cóż… nie odwracając wzroku z jej twarzy. Zupełnie, jakby chciał się upewnić, że rzeczywiście było tak jak myślał. Tym samym jednak nie potrafił sobie odmówić nawiązania do możliwie najgorszego okresu z jej życia, a mianowicie tej toksycznej relacji z Greybackami…
Być może zwróciłby większą uwagę na jej wzmiankę o trzech osobach, gdyby nie fakt, że właśnie znikąd pojawiła się kelnerka, która postawiła mu przed nosem zarówno kanapkę, jak i szklankę z ciemnym, gazowanym i niezwykle słodkim napojem. Meadowes praktycznie od razu chwycił szklankę do dłoni, by przytknąć ją sobie do ust. Nim jednak pociągnął łyka napoju, rzucił jeszcze luźne:
– Jak było w Szkocji? – by potem wreszcie napić się coli. Natomiast słowa, które dotarły do jego uszu były jak… jak jakiś żart. Mężczyzna niemal zakrztusił się trunkiem, z impetem odkładając szklankę na blat stołu i próbując odkaszlnąć to, co właśnie poleciało do złej dziurki.
– Co proszę? – wykrztusił z siebie, jednocześnie przyciskając dłoń do klatki piersiowej. – Żartujesz sobie, teraz? – ale nigdzie, ani w jej postawie, ani tym bardziej w głosie nie widział nawet cienia szansy, że rzeczywiście mogła żartować. Thomas przełknął głośno ślinę, odsuwając wszystkie naczynia na bok i rzucił jej surowe i ostre spojrzenie.
Nie wiemy? Kim do cholery jest my? – był w szoku i szczerze mówiąc kompletnie nie wiedział, jak zareagować. Dlatego postanowił po prostu dowiedzieć się jak najwięcej, traktując swoją córkę, jak jednych z więźniów, których miał w zwyczaju przesłuchiwać: – Kto jest ojcem, Marjorie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Fine Dining   Czw Gru 07, 2017 7:11 pm

Czując na sobie uważne spojrzenie Thomasa, powstrzymała się przed przełknięciem śliny, gdy postanowił wspomnieć o czymś, co z pewnością ją ugodziło... Wzbudzając także cień podejrzeń i stres związany z tym, iż mógł już domyślać się albo - co gorsza - wiedzieć. Mimo to, usiłowała nadal się do niego uśmiechać, chcąc przecież porozmawiać z nim, a nie doprowadzić do jakiegoś spięcia. Z tego względu ani nie zaprzeczyła, ani nie potwierdziła tego, o czym jej wspomniał, zasłaniając się zajęciem miejsca przy stoliku i upiciem łyka soku pomarańczowego, by zwilżyć trochę nad wyraz wysuszone gardło.
Już na ten moment nie szło im zbyt dobrze... Gdyby tylko była w stanie przewidzieć, jak fatalnie miała potoczyć się ta cała sytuacja. Ona jednak postanowiła mówić, wpierw wypowiadając te nieszczęsne słowa, a dopiero chwilę po nich otwierając usta, by niezobowiązująco wspomnieć o Szkocji, o którą ją pytał... Lecz on nie dał jej tego zrobić. Reakcja Thomasa - tak gwałtowna i głośna - sprawiła, iż Aly nieznacznie podskoczyła na swoim miejscu, zaczerpując głęboki wdech i odzywając się cichutko. Tato, nie denerwuj się nie było jednak zbyt słyszalne. Nie tak, jak późniejsze słowa.
- Ja i ojciec dziecka... - Odpowiedziała jeszcze bardziej ostrożnie, z niepokojem przyglądając się reakcjom Thomasa, który najwyraźniej postanowił złapać ją w ogień pytań, dosłownie nimi zarzucając. Być może zrobiła to wszystko za szybko, najprawdopodobniej powinna była poczekać z tą nowiną, jednakże po prostu chciała mieć z głowy przekazywanie mu podobnych wieści i nie musieć stresować się przez cały czas ich późnego śniadania. Co najwyraźniej także nie wyszło Alyssie, która - Merlinem a prawdą - z każdą kolejną sekundą była coraz bardziej przekonana o tym, iż to od samego początku zwyczajnie nie mogło pójść w dobrym kierunku, ponieważ ojciec dosłownie zaczął ją przesłuchiwać. Być może nie znała go zbyt dobrze, ale kojarzyła ten rodzaj miny, jaką teraz robił...
- Mój mąż, tato... - Mimo to, cóż, brnęła dalej. Chciała, żeby spróbował to wszystko zrozumieć, chciała wyjaśnić mu swoją sytuację, chciała wciąż mieć szansę na zbudowanie z nim jakichś relacji, mimo że przecież nienawidził człowieka, o którym mówiła. - Mam dwadzieścia cztery lata, tato, a czasy są coraz bardziej niespokojne... - Kontynuowała jeszcze bardziej powoli, starając się skierować myśli Thomasa na właśnie te tory. Poniekąd związane z tym, o czym sam przecież chwilę wcześniej mówił. Chociaż Nargla zdecydowanie dało się uznać za typową wpadkę, nie planowała wspominać o tym ojcu. To najprawdopodobniej byłoby już stanowczo zbyt wiele. Zamiast tego, wolała posłużyć się białym kłamstwem, przekonując go, iż była to jej decyzja, iż naprawdę się przedtem zastanowili, biorąc pod uwagę wszelkie za i przeciw.
- Twój wnuk... - Ciągnęła, moment później dodając jeszcze szybkie. - Albo wnuczka... Przyjdzie na świat w pełnej rodzinie, normalnej rodzinie, tato. I dlatego chciałam się z tobą spotkać... Chodzi o to, że... Praktycznie się nie widujemy... A chciałabym, żebyśmy spróbowali być... No, wiesz... Może nie idealną rodziną, ale chociaż trochę bliżsi... - Zawsze o tym marzyła, teraz spoglądając błagalnie w kierunku zdenerwowanego Thomasa.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thomas Meadowes
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Fine Dining   Czw Gru 07, 2017 7:21 pm

Widział po Alyssie, że grała na zwłokę i coraz bardziej mu się to nie podobało. Czuł jak jego serce zaczęło bić szybciej z każdą chwilą, gdy dziewczyna wymijająco odpowiadała na jego pytania. Thomas uśmiechnął się gorzko, jedynie kręcąc z niedowierzaniem głową.
– Wyszłaś… za mąż? – nie wiedział, która z tych wiadomości była dla niego bardziej krzywdząca. Jej ciąża, czy niespodziewane zamążpójście, o którym mu nic nie powiedziała. Myślał, że relacje między nimi były na tyle dobre, by mogła zaprosić na swój ślub własnego ojca. Dlatego posłał jej to uczucie. Był zażenowany, rozczarowany, a przede wszystkim miał wrażenie, że nie dotarły do niego wszystkie wieści.
– Na litość boską, Marjorie – skarcił ją wyjątkowo nieprzyjemnym głosem, nie chcąc słyszeć kolejnych bzdur na temat wnuka, lub wnuczki ani o pełnej rodzinie, czy tym bardziej – coraz gorszych czasach. Meadowes zacisnął mocno usta w linijkę, czując jak dolna warga zaczyna mu drżeć ze złości. Potrzebował kilka głębszych oddechów, by wyrzucić z siebie:
– Kim. On. Jest.? – nie miał zamiaru bawić się z nią w tego typu gierki. Był zawiedziony. Zarówno tym, że nie zaprosiła go na ślub, ani tym bardziej nie powiedziała o dziecku. Byłby to w stanie jeszcze jakoś przeżyć, pogodzić się z losem. Potrzebował tylko się upewnić, potrzebował się dowiedzieć… Dlatego posłał jej spojrzenie, które jasno mówiło, że żąda jak najszybszej odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Fine Dining   Czw Gru 07, 2017 8:36 pm

Nigdy nie chciała być największą pomyłką swojego ojca, jednakże zdecydowanie wyrosła już z etapu, w którym zabiegała o jego uwagę i miłość niczym niekochany szczeniaczek. Być może kiedyś starała się być idealna w oczach Thomasa, spełniać jego potencjalne wymagania, zachowywać się niczym najlepsza córka pod słońcem, jednakże te czasy już dawno minęły.
Nadal zależało jej na nim, lecz ostatnio złapała się na tym, iż coraz częściej robiła to, czego sama chciała, nie zastanawiając się już tak bardzo, czy miał to aprobować. To było jej życie, nie jego. Oczywiście, chciała, by był częścią tego, ale jeśli on sam nie chciał... Miała to jakoś przecierpieć. Ciężko, ale jakoś. Nie była już w końcu całkowicie sama, miała coś na kształt rodziny, która za nie tak długi czas miała jeszcze bardziej się powiększyć. Kochała Thomasa, ale... Nie miał prawa decydować za nią.
- Mam prawie dwadzieścia pięć lat. - Powiedziała, ponownie kładąc nacisk na swój wiek i nie odpowiadając na pytanie, na które odpowiedź już dawno padła. Nie przesłyszał się, doskonale o tym wiedział. Tak, wyszła za mąż. Tak, była z tym szczęśliwsza, choć z pewnością czułaby jeszcze większą radość, gdyby nie musiała robić tego w tajemnicy przed nim. Nie powiedziała mu jednak o tym, ponieważ już i tak zaserwowała mu dostatecznie dużą dawkę emocji. Było to po nim widać. Bardziej niż kiedykolwiek.
- Spokojnie, tato. - Tym razem musiała to już głośniej powiedzieć, jednocześnie postanawiając wreszcie powiedzieć mu to, co tak bardzo chciał wiedzieć. Robiła to jednak zarówno z zalęknieniem, jak i bardzo ciężkim sercem, wpierw obdarzając go kolejnym proszącym spojrzeniem. - Spróbuj się nie złościć. - Ton głosu Alyssy jednoznacznie wskazywał na to, iż prawie go o to błagała. Nadal wierzyła w to, że mogli być pewnego rodzaju rodziną. Skomplikowaną, pełną niedoskonałości, ale wciąż. - Allectus, tato, wyszłam za mąż za Allectusa. Jesteśmy małżeństwem od ponad dwóch tygodni. - To mówiąc, spuściła wzrok w podłogę, naprawdę obawiając się ataku złości Thomasa. Jakaś maleńka cząstka niej pragnęła, by zwyczajnie zaakceptował ten fakt, ale... Czy to naprawdę było możliwe?

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thomas Meadowes
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Fine Dining   Czw Gru 07, 2017 8:52 pm

W jednym z najgorszych scenariuszy nie wymyśliłby czegoś podobnego. Jeszcze niedawno był dumny ze swojej córki, że wyszła na prostą. Był dumny z jej osiągnięć w pracy, z jej przyjaźni i życia miłosnego, a także faktu, że miała normalny dom. Teraz jednak miał wrażenie, jakby cały jego świat po prostu runął. Jeszcze kilka sekund temu łudził się, że jego przypuszczenia nie okażą się prawdziwe, ale przecież… nie był głupi. Potrafił dodać dwa do dwóch. A wyraz jego twarzy mówił wszystko.
– Jak można być tak głupim, na miłość boską? – powiedział dokładnie to, co myślał. Kręcąc z niedowierzaniem głową. Jego twarz zalała się purpurą, a coś w klatce piersiowej jakby go ukuło. Ale ignorował złe samopoczucie, chcąc jak dosadniej wyrazić swoje zdanie.
– Zniszczyłaś sobie życie i nie mogę się doczekać, aż znowu cię zostawi, ale wtedy… nie masz już ojca, Marjorie. – nie to nie było wszystko co miał do powiedzenia. Choć jego głos nie był podniesiony, wściekłość jaką były przesiąknięte jego słowa była tak cholernie wyczuwalna… Meadowes podniósł się z krzesła, nie mając zamiaru dłużej tutaj siedzieć. Ale mimo tego, że wstał – nie odszedł jeszcze, by wyrzucić z siebie kolejny cios w kierunku córki.
– Mam nadzieję, że ten przeklęty szczeniak zdechnie, może wtedy będzie dla ciebie jakaś szansa. - i mimowolnie przyłożył dłoń do klatki piersiowej, czując jak nie tylko robi mu się nienaturalnie gorąco, jak i niesamowity ból w klatce piersiowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Fine Dining   Czw Gru 07, 2017 9:09 pm

Nie musiała nawet spoglądać na zmiany zachodzące w kolorze jego twarzy, by wiedzieć, jak miał zareagować. Sama atmosfera pomiędzy nimi w zupełności wystarczyła, by Alyssa doskonale domyśliła się, iż nie bez powodu miała odczucie, że dałoby się zawiesić teraz siekierę w powietrzu... Gdyby nie to, iż nie miała akurat żadnej przy sobie i że ojciec mógłby wykorzystać ją w celu zamordowania jej męża, bowiem... Cóż, nie łudziła się - byłby w stanie zrobić to bez mrugnięcia okiem. Po tym wszystkim, co niegdyś padło z jego ust i czego dokonał w celu zniszczenia tego związku oraz samego życia Aleca, zamordowanie szczerze nienawidzonego człowieka nie byłoby dla niego niczym trudnym.
Nie chciała tego, pragnęła widzieć w ojcu kogoś innego, jednakże prawda była bolesna. Kiedy więc usłyszała od niego podobne słowa, nie była specjalnie zaskoczona. Wręcz przeciwnie, uniosła tylko spojrzenie, wzruszając przy tym ramionami i uśmiechając się w wyjątkowo - zwłaszcza jak na nią - gorzki sposób, pełen smutku i goryczy. Nie chciała mówić tego, co mimo wszystko opuściło jej usta. Nie chciała godzić w ojca, ale to właśnie zrobiła.
- Tak samo, jak można być tak bardzo nienawistnym. - Odparła, nie dodając już jednak nic na temat tego, jak potwornie był jednocześnie uparty, zawistny, niemożliwie gniewny czy zgorzkniały. Znał siebie lepiej od niej. Musiał doskonale wiedzieć, jaki był. Być może to właśnie nawet z tego powodu tyle pił, rujnując życie zarówno sobie, jak i poniekąd także jej. Małej Alyssie, lecz także tej dorosłej, tej, którą była obecnie. Bo nie potrafił przestać, bo nie umiał spojrzeć na świat w inny sposób, ba!, bo nawet nie chciał niczego zmieniać... W swoim życiu, w alyssowym już jak najbardziej.
- Jak śmiesz... - Tym razem nie powiedziała nic więcej, przez dłuższą chwilę w szoku spowodowanym tym, co właśnie powiedział. Owszem, spodziewała się, że miał być wściekły, ale... Nie przewidywała, że wypowie coś takiego. I nie, nie zamierzała tłumaczyć tego jego gniewem czy zaskoczeniem. Podobne słowa nigdy nie powinny opuścić ust czyjegokolwiek rodzica, nieistotne już nawet, jak źle nastawionego wobec partnera córki. A to był dopiero początek...
I nim Thomas zdołał w ogóle skończyć kolejną wypowiedź, dziewczyna gwałtownie podniosła się ze swojego miejsca, blednąc na twarzy, a potem oblewając się rumieńcem. Nie, nie zawstydzenia czy zażenowania. Była wściekła, była naprawdę wściekła, oburzona, zraniona i nie zamierzała z nim więcej rozmawiać. Nigdy więcej. Nie wiedziała nawet, czy będzie mu w stanie kiedykolwiek wybaczyć. Skoro nie miała ojca, on nie miał już córki. Byli dla siebie obcy, a obcy ludzie nie jedli razem śniadań.
- Kiedyś pożałujesz tego, co powiedziałeś, ale będzie już za późno. - Dosłownie warknęła w kierunku mężczyzny, powstrzymując łzy wyłącznie przez to, jak niemożliwie ją rozjuszył. Przeciskając się tuż obok niego, opuściła restaurację, nie obdarzając go już ani jednym spojrzeniem. Nie zasługiwał na to, nie zasługiwał na nic...

[z/t]


_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Thomas Meadowes
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Fine Dining   Czw Gru 07, 2017 9:18 pm

Z chwilą w której ją wydziedziczył nie widział dalszego sensu marnowania swojego czasu na tak głupią i niewdzięczną dziewuchę. Próbował ją chronić, ostrzec, zrobił wszystko by wyrwać ją ze szponów tego toksycznego związku, a ona… tak po prostu postanowiła wyjść za mąż za tego człowieka. Thomas sam nie chciał dłużej tam przebywać, a słowa wywodzące się z ust córki nie zrobiły już na nim żadnego wrażenia.
– Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by trafił do Azkabanu – i nie zamierzał żartować. A ona znała go na tyle dobrze, że wiedziała, że Thomas nie żartował. W ani jednej sekundzie wypowiadanego zdania. Nie odprowadził jej nawet wzrokiem, po prostu przyjął do wiadomości ten stan rzeczy, ale gdy tylko spróbował zrobić krok do przodu… ból w klatce piersiowej zmusił go do opadnięcia na krzesło. Meadowes próbował oddychać, biorąc sporawy łyk coli, ale i to mu nie pomogło. Po kilku minutach – z trudem podniósł się z siedzenia i niczym cień wyszedł z kawiarni, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Z trudem jednak utrzymywał się na nogach, więc żeby nie upaść – przytrzymał się mocno muru. Nie wiedział, jak długo czasu tkwił w takim zawieszeniu, ale po pewnym czasie udało mu się odejść, choć szczerze mówiąc… czuł się coraz gorzej.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Fine Dining   

Powrót do góry Go down
 
Fine Dining
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Londyn-