Go down
Jeffrey Woods
Slytherin
Jeffrey Woods

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Pon Paź 26, 2015 7:41 pm
Całą drogę darł się więc z porwaną dziewczyną – jodłowali zwracając na siebie uwagę większości czarodziejów, którym przerwali miły spacer, ale najwidoczniej nikt z dorosłych nie wziął tego komicznego porwania na serio i niezależnie ile razy dziewczyna wywrzeszczała „pomocy”, każdy i tak machał ręką i zostawiał ich w spokoju. W tym szaleństwie była jakaś niezwykła metoda, sposób na porwanie idealne - tak głośne, że wszyscy wzięliby je za zabawę i pewnie wyszłoby, gdyby nierozgarnięty porywacz nie wpadł na ścianę sklepu. Po tym zderzeniu darła się już tylko dziewczyna i to bardzo dużymi, i wyraźnymi literami. Jeffrey w tym czasie zarejestrował, że jego lewa ręka – ta, którą wcześniej trzymał za przegub Pan o'Connell – była nieco bledsza od drugiej i końce palców zaczęły mu sztywnieć. Strzepał ją z dziwnym wyrazem skonsternowania na twarzy i w tej chwili torebka śmignęła mu przed oczami, ale zamiast sięgnąć jego gęby, ciapnęła o już wcześniej poobijaną ścianę.
Zaśmiał się na to i odwrócił przodem do swojej głośnej rywalki, na którą gapił się z góry. W końcu może i był niski, ale nie aż tak, by spoglądać głęboko w oczy dopiero ludziom, którzy wylądowali tyłkiem na ziemi.
- Nie mogłem, Rockers wyglądała na cięższą, a ty jesteś z Ich stada. Szybciej za tobą pobiegną. - wytłumaczył i zoczył akurat w tej chwili wybiegającego zza zaułka Gryfona. Niestety nie tego, którego konkretnie chciał tu zobaczyć, choć istniała jeszcze nadzieja, że się nie zawiedzie. - A nie mówiłem.
Pokazał garnitur zębów i krótko po tym odkaszlnął, jeszcze czując na sobie następstwa darcia gęby połączonego z maratonem. Wpatrywał się w pomocnego chłoptasia swoimi wielkimi, szarymi oczyskami i nawet nie podejmował prób ponownej ucieczki, korzystając z okazji, że tamten zajmował się swoją zgubą. Cierpliwie i z niezmiennie dobrym humorem przemilczał obelgi i powiódł wzrokiem za czterema literami dziewczyny, na których został spory, mokry ślad po spotkaniu z ulicą.
Nie chciało mu się odpowiadać temu nabuzowanemu kogutowi po co to wszystko, więc wymownie i z całkiem dziarskim rozmachem klepnął dziewczynę w tyłek.
- Była tam trochę brudna. - parsknął i akurat wtedy zobaczył jeszcze dodatkowego ścigającego, którym był Profesor Numerologii (swoją drogą jak zabawnie musiało to wyglądać? Brakowało tylko muzyczki z Benny Hilla). Bardzo wytrwały Profesor Numerologii. Bardzo dobitnie mówiący rzeczy. ...Bardzo Numerologii. I groził im zakończeniem wycieczki, więc Jeff bez zwłoki spojrzał na Anabell i wyciągną w jej stronę prawą dłoń w geście pogodzenia. - Przepraszam.
Nie brzmiał pretensjonalnie, choć do wyjątkowo skruszonego też sporo mu brakowało. Twarz także nie nosiła na sobie cienia oznaki prawidłowego zrozumienia sytuacji, ale przynajmniej instynkt (nie, nie samozachowawczy – tego akurat bardzo mu brakowało) podziałał na tyle, by chłopak mógł spojrzeć też na stojącego naprzeciwko Gryfona. Jego też chyba musiał przeprosić... Ślizgon spojrzał na swoją prawą, zajętą godzeniem z dziewczyną, dłoń, a potem na swoją lewą, którą najpierw podniósł na wysokość twarzy, po czym wyciągnął w stronę Christiana.
- Ciebie też, Sir.






.
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Sro Paź 28, 2015 8:10 pm
Nie była może najpiękniejsza pogoda na świecie, ale wszystko zdawało się przecież przebiegać normalnie. Wszelkie akcesoria w sklepie Zonka wydawały odgłosy takie jak zwykle, skutecznie zagłuszając ewentualny hałas na zewnątrz. Sprzedawca sprawdzał właśnie najnowszy produkt z Niemiec, który miał sprawiać, że małe zwierzątko wyskakujące z pudełka miało szczypać danego czarodzieja, dopóki ten nie wyrecytowałby swej ojczystej pieśni. Kilku uczniów również weszło do lokalu a Jeffrey, Anabell, Christian a także profesor Bułhakow beztrosko sobie gawędzili. Istna sielanka - pytanie... ile to jednak jeszcze potrwa? Wystawy znajdujące się przy samych oknach kusiły swoimi kolorami, ale Wy zajmowaliście się sobą. Może to i lepiej? W każdym razie dzień mijał zwyczajnie, bez żadnych zaskakujących chwil, jeśli nie liczyć pamiętnej ucieczki Sahira oraz właśnie porwania Anabell przez Jeffreya. Przez ten czas zrobiło się trochę ciemniej, trochę zimniej a wszystkie znaki na niebie zapowiadały jedno...
- Będzie padało - wymruczał nagle sprzedawca, nie przejmując się tym czy ktoś zwróci na niego uwagę, czy też nie. Stwierdził fakt i wrócił do swojej pracy.



Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
David o'Connell
Oczekujący
David o'Connell

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Sob Paź 31, 2015 7:15 pm
Tak jak podejrzewał, wypatrzenie upierdliwego Ślizgona okazało się być dziecinnie łatwe. Zabawa przeniosła się pod sklep Zonka, ale uczestnicy wciąż byli ci sami. Jedynym, co mogło okazać się problemem był fakt, że Bułhakow najwyraźniej wziął sobie za punkt honoru rozgonić towarzystwo.
Carney zwolnił kroku, przygarbił się nieco (przez to, że był zły, chodził wcześniej wyprostowany) i przeszedł łukiem za plecy nauczyciela, żeby do ostatniego momentu nie pojawić się w jego polu widzenia. Miał szczerą nadzieję, że jeśli ten nie zobaczy jego twarzy nie zwróci na niego uwagi (oraz, że reszta uczniów okaże się na tyle rozgarnięta, żeby nie odezwać się do niego). Najbardziej obojętnym krokiem, na jaki było go stać, z rękami wepchniętymi głęboko w kieszenie minął grupkę i wszedł do sklepu, po drodze rzucając Ślizgonowi krótkie, ale wiele mówiące spojrzenie. Nie wiedział, co za cyrk znowu odwala, ale stał z dwiema dłońmi wyciągniętymi w stronę zdenerwowanych Gryfonów.
Zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się po lokalu. Szybko wybrał miejsce, w którym zatrzymał się udając, że przygląda się wyłożonym na wystawę rzeczom. Tak naprawdę obserwował, co dzieje się na zewnątrz i czekał.


"I'm not a slave to a god that doesn't exist
I'm not a slave to a world that doesn't give a shit

Fight! Fight! Fight! Fight!"
Anabell Starfire
Oczekujący
Anabell Starfire

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Sob Paź 31, 2015 7:54 pm
Anabell nie mogła zrozumieć zbyt wiele z tego co się działo. Nie mogła, bo sposób rozumowania Jeffreya był ponad jej tok myślenia. Po prostu nie do ogarnięcia. Więc wyjaśnienie że była z "ich stada" kompletnie nic jej nie mówiło. Jednak po siarczystym klepnięciu w tyłek aż się zapowietrzyła.
Nienawidziła jak obcy ludzie ją dotykali. W ogóle jak ją ludzie dotykali, mając więc dość tego odsunęła się i od Christiana, a ona sama wykonała dziwny gest dłonią, zupełnie jakby miała przywalić Woodsowi w twarz ale pojawienie się profesora wszystko zmieniło.
- Numerologia od dziś jest moim ulubionym przedmiotem - wymamrotała mrugając intensywnie, bo coś jej zamazywało widzenie. Nie widziała wyraźnie, w dodatku pociągnęła nosem. Najzwyczajniej w świecie jak typowa panienka w tamtych czasach przeżywając porwanie i obmacywanie... popłakała się.
- Nie przyjmuję twoich przeprosin Woods. Po prostu daj mi spokój - wydusiła z siebie i obeszła Profesora stając kawałek dalej, wyraźnie pokazując że chce odejść. Czekała jednak na pozwolenie i na Christiana, bo przecież mieli chodzić parami. Choć tak na prawdę, odechciało się jej wygłupów i równie dobrze mogła by wrócić do zamku, zwłaszcza że najwyraźniej zbierało się na deszcz.


Sklep Zonka - Page 3 Tumblr_n9zka89vaX1siilpjo1_r1_500
Klub Wyskrobin
Christian Chamber
Oczekujący
Christian Chamber

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Nie Lis 01, 2015 1:49 pm
Zachowanie Jeffreya było dla Christana czymś, czego nie akceptował w żadnym, nawet najmniejszym aspekcie. Ręką świerzbiła go mocno od początku gdy go zauważył, uczucie to było nasilane z każdą minutą kiedy gapił się na tego gnojka, a osiągnęło szczyt gdy dłoń Ślizgona bezczelnie powędrowała na tyłek Anabell. Trzeba mu było przyznać, że miał tupet, ale czy zdawał sobie sprawę, że swoim zachowaniem zdążył narobić sobie więcej wrogów w ciągu kilkunastu minut, niż ktokolwiek inny przez pół swego życia? Pewnie nie, w końcu jak wlejesz wodę do dziurawego garnka to nie ma siły, żeby się z niego nie wylała dopóki garnek nie zostanie naprawiony.
Christian zacisnął pięść, mając zamiar wyłożyć na nim choć połowę swojej złości i zrobić coś dla tych, którzy sami zadziałać nie mogli. Uruchomił nawet wszystkie mięśnie w swej prawicy i już miał zadawać swój wychowawczy cios, ale powstrzymał go głos idącego w ich stronę nauczyciela, którego nastrój również nie należał do najlepszych. Szkoda tylko, że jakimś cudem ponownie nikt nie zauważał źródła całego zamieszania i próbował wrzucić wszystkich do jednego wora, stosując przy tym zbiorowe kary - a znając siebie, to jeszcze Christianowi oberwałoby się najbardziej.
- Przepraszam profesorze, to się więcej nie powtórzy. Moja para jest tu, Woods chyba swoją zgubił więc byłbym wdzięczny, gdyby pomógł mu pan znaleźć ją gdzieś indziej... - odpowiedział, starając się mówić najspokojniej, jak tylko pozwalały mu emocje, co było dość trudnym wyczynem. Skrzyżował ręce na piersiach, spoglądając na wyciągniętą w jego kierunku dłoń Ślizgona - brudną zresztą od błota, ale nawet gdyby była czysta, to by jej obecnie nie tknął.
- Zabierz te łapska i idź stąd. - rzucił do chłopaka i cofnął się do tyłu, dając mu jasno do zrozumienia, że nie będzie żadnej zgody między nimi. Chciał teraz odejść i uspokoić dziewczynę, ale nie mógł tego zrobić. Głównie dlatego, że czuwało nad nim jakieś fatum i nie chciał, aby nauczyciel uznał to jako brak szacunku czy wymyślił jakąś historyjkę o niewychowaniu i chamstwie, której głównym bohaterem byłby właśnie Christian i jego minusowe punkty dla Gryffindoru. Może pora choć jeden raz olać niepisaną zasadę tępienia Gryfonów i odjąć parę punktów Slytherinowi? Zapewne wszyscy by się ucieszyli, nawet David, którego Chamber udawał, że nie widzi. Bo jeszcze on by dostał ujemne - tak z rykoszetu, za oddychanie.
Vakel B. Bułhakow
Nauka
Vakel B. Bułhakow

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Nie Lis 01, 2015 2:57 pm
Bułhakow był zbiorem wszelkich obaw i lęków zebranych tutaj uczniów. Bijąca od niego, negatywna energia jasno mówiła, że miał głęboko w du... nosie kto zaczął całą tą maskaradę i nie zapowiadało się na to, aby uszło to któremukolwiek z panów na sucho. Do Anabell podejście miał nieco inne - najwyraźniej słodzenie nauczycielowi wyjątkowo się dzisiaj opłacało. Jego zdaniem numerologia powinna zostać ustanowiona przedmiotem obowiązkowym dla wszystkich roczników. Była tak ważna, a jednocześnie tak niedoceniona. No, i jego pensja mogłaby przy okazji wzrosnąć. Ale nie o tym, nie o tym powinien teraz myśleć.
- Po dziesięć punktów od każdego rzucającego się błotem i czterdzieści od Slytherinu za porywanie koleżanki i bieganie z nią po ulicy głośno krzycząc. Nie mam zamiaru tolerować takiego zachowania, Woods i mam nadzieję, że weźmiesz to sobie do serca. - spojrzał na obrzydzenie malujące się na twarzy Chambera i zmarszczył brwi. Boże, jakie to wszystko było durne. Przecież wystarczyło uścisnąć rękę. Udawać. Czy naprawdę dzieciaki w tych czasach nie potrafiły poradzić sobie w tak prostej sytuacji?
- Dodaję ci jednak dziesiątkę za dobre chęci, których w Gryfonach dzisiaj nie widzę. - zdawał się być tępy jak but, a jednocześnie wciąż sprytniejszy i bardziej rozumny od reszty. Może ta cholerna czapka miała trochę racji przy usadzaniu ich przy odpowiednim stole w Wielkiej Sali?
- W przyszłym tygodniu zostaniecie poinformowani o terminie przemiłych warsztatów, na których chcę widzieć całą waszą trójkę. Obowiązkowo.
Nie uznawał odejmowania numerków za stosowną karę, a lubił zachodzić innym za skórę. Nawet, gdyby miał posadzić chłopaków na dwóch krzesłach obok siebie i kazać im trzymać się za ręce, kiedy członkowie klubu prostej kreski będą rysowali pełne studium światłocieniowo-walorowe postaci - zrobi to.
- Łap koleżankę i zabierz ją na jakąś gorącą czekoladę, Chamber. Tylko szybko, zanim dotrze do mnie, że to bez sensu. Woods - zostajesz. - i wtedy jego oczy powędrowały do wnętrza sklepu Zonka. Ktoś najwyraźniej zapomniał, że mieli przemieszczać się dwójkami. Dwójkami.
Przywołał O'Connella gestem dłoni.
- I na litość boską, znasz takie pojęcie jak zaklęcia czyszczące?

// Jako user nie mogę się doczekać sparowania was razem. Nie spierdolcie tego teraz.


Ostatnio zmieniony przez Vakel Bułhakow dnia Nie Lis 01, 2015 6:44 pm, w całości zmieniany 1 raz


Jeffrey Woods
Slytherin
Jeffrey Woods

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Nie Lis 01, 2015 6:21 pm
Wodził wzrokiem po wszystkich i na widok Anabell, która w przeciągu kilku minut przetransmutowała się w czerwoną, napuchniętą fontannę (swoją drogą powinna dostać za to W od Prof. McGonagall) i odmówiła pogodzenia się, wygiął blade usta w podkówkę i okazał tym swoje niezadowolenie i smutek ogarniający jego serce aż po samo jego zapleśniałe dno. Istniała jeszcze szansa, że Pan Byczek się ogarnie, ale on zrobił jeszcze lepszą scenę niż marząca się dziewoja i przez moment zmiażdżył Jeffa spojrzeniem, które zarezerwowane jest do przyklejonej do podeszwy psiej kupy. To od razu poprawiło grymas na twarzy młodszego czarodzieja i kącik ust lekko mu drgnął, nieomal triumfalnie, kiedy w tle nauczyciel najpierw odjął im punkty, a zaraz potem dodał kolejne tylko jemu za ogarniecie w kryzysowej sytuacji.
Sprawiedliwość zaiste była bardziej ślepa niż kret-Meredith w rurach pod kiblem.
Woods opuścił ręce i przytaknął, kiedy Profesor Bułkowski zarzucił im wszystkim oficjalnym zaproszeniem na bardzo poważną randkę, by wspólnie mogli omówić przyszłość ich relacji i poczynić odpowiednie kroki, by przejść z nią na kolejny poziom. Zresztą od tej chwili Ślizgon gapił się na Pana Vakela jak oczarowany – chciał sobie zanotować, by tuż po powrocie do zamku zapisać się na Numerologie. Czuł w kapciach, że byłby ulubionym uczniem tego porywającego człowieka.
Chłopak pomachał ręką parce Gryfonów, w końcu mógł już brać ich tutaj za jednostki z czasu przeszłego, bo po poleceniu ich Admirała Grahamki winni spinać się i zmiatać stąd tak szybko, jak on sam wcześniej z ulicy. Wytarł po tym ręce w nogawki spodni i podszedł bliżej belfra, zaplatając dłonie za plecami. Widział o'Connella przemykającego na tyle tej scenerii, ale też dopiero teraz dał ujście euforii.
- Wyyyłaź o'Connell! Cip-cip-cip. Nie chowaj się za szybą, widzimy cię! - zaćwierkał i przystanął przed starszym czarodziejem, po czym słodko wyciągnął chętną łapkę w stronę wejścia do sklepu.






.
David o'Connell
Oczekujący
David o'Connell

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Nie Lis 01, 2015 11:30 pm
Przemknięcie niezauważenie prawie się udało, a przynajmniej udała się część planu uwzględniająca współpracę kolegów. W przeciwieństwie do nich Bułhakow nie miał zamiaru zachowywać się tak, jak założył Carney. Zauważył go niemal od razu i zamiast zignorować, przywołał do siebie gestem, jednak zanim do tego doszło wygłosił dość długie kazanie, którego treść była ciężka do usłyszenia przez grube szkło wystawy. David prześledził występ Ślizgona, wciąż (a to niespodzianka) zachowującego się jak nieznośny bachor i nie mając lepszej alternatywy opuścił sklep.
Zastanawiał się przez chwilę, czego chce od niego nauczyciel - czy zwróci jeszcze raz uwagę na to, że taplał się w błocie, czy na to, że opuścił miejsce bitwy bez słowa, czy może na to, że... Poukładał wreszcie w głowie to, co widział z wnętrza lokalu. No tak, największym problemem w tej chwili musiało być to, że przyszedł tu sam, a z gestów Bułhakowa wynikało, że jego znajomi z domu mogą już odejść. Czyli... Prawdopodobnie profesor uznał, że najlepszym wyjściem będzie zrobienie z Carneya pary dla kurdupla. Wyglądało na to, że jakimś cudem osiągnął swój cel. Miał tylko nadzieję, że Vakel nie pójdzie razem z nimi na spacer.
Szczęka bolała go okropnie od długotrwałego zaciskania zębów, ale przynajmniej już się nie trząsł z napięcia. Nigdy nie musiał być dobrym aktorem - teraz ta umiejętność byłaby mocno przydatna. Starał się nie wyglądać na człowieka targanego chęcią przywalenia komuś w ryj. Tak spokojnie, jak tylko potrafił podszedł do swojego nowego partnera wycieczki i stanął obok niego, z trudem odrywając od niego wzrok i przenosząc na nauczyciela. Jedną rękę wciąż trzymał w kieszeni, zaciśniętą w pięść, ale nie był już przygarbiony. Wyglądanie niewinnie nie do końca mu wychodziło - chociaż jeśli ktoś przyglądał mu się wystarczająco długo wiedział, że zawsze wygląda trochę jak bandyta.


"I'm not a slave to a god that doesn't exist
I'm not a slave to a world that doesn't give a shit

Fight! Fight! Fight! Fight!"
Anabell Starfire
Oczekujący
Anabell Starfire

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Wto Lis 03, 2015 9:16 pm
Uczennica grzecznie, jak na kujonkę w towarzystwie nauczyciela, słuchała, choć miała ochotę zacząć się kłócić. Dlaczego miała też odrabiać cokolwiek, skoro jej największym przewinieniem było znalezienie się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu? Jednak gdy nauczyciel stwierdził że ona nie chce się pogodzić... zapowietrzyła się.
- Panie profesorze... mogę zrozumieć że nie widział pan że nie rzucałam się z nikim błotem i dlatego odjął pan punkty również za mnie... ale nie pogodzę się z NIM - tu wycelowała oskarżycielski palec kujona w Woodsa - po tym jak klepnął mnie w... w... tyłek!
Łzy już wyschły, za to na jej policzkach wykwitły piękne rumieńce po tym jak w końcu wydusiła z siebie określenie na jej cztery litery.
- I myślę że to jest usprawiedliwione, nie godzi się by chłopcy tak dotykali dziewczęta!
Zaś słysząc pytanie Vakela do Woodsa wyciągnęła kolejny raz różdżkę i kolejny raz rzuciła chłoszczyść, tym razem na ślizgona, który wciąż był brudny. Zaraz po tym pojawił się i David, a Starfire przypomniało się że nie lubiła tłumów i znów skurczyła się w sobie. Miała pójść, ale najwyraźniej czekała na to aż Christian wyciągnie ją za fraki z tego miejsca.


Sklep Zonka - Page 3 Tumblr_n9zka89vaX1siilpjo1_r1_500
Klub Wyskrobin
Christian Chamber
Oczekujący
Christian Chamber

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Czw Lis 05, 2015 12:12 pm
Oj tak, sprawiedliwość zdecydowanie była ślepa, co ponownie poddało w wątpliwość zachowanie Chrisa. Jak by się to skończyło, gdyby faktycznie wtedy nie zareagował? Być może nie zwróciłby uwagi nauczyciela, być może nie doszłoby do "porwania", które było dla Gryfonki tylko kolejnym, przykrym incydentem w jej krótkim życiu, być może nie odjęto by ani jednego punktu żadnej ze stron konfliktu, być może siedziałby teraz z dziewczyną w jakimś ciepłym barze i popijał ciepłą czekoladę czy jakiś procentowy, rozgrzewający napój. Ale czy to wszystko było warte udawania, że nie widzi się ewidentnie podłych i agresywnych zachowań? Obojętność i ucieczka zawsze były jakimiś rozwiązaniami, ale zawsze kiedy chłopak brał je pod uwagę, to przywoływał w głowie siebie sprzed paru lat, podczas początków nauki w Hogwarcie. Nie chciałby, aby pewnego dnia, kiedy naprawdę będzie potrzebował pomocy, ludzie przechodzili obok niego rzucając mu tylko pogardliwie spojrzenia i nie kiwając nawet palcem. Poczucie wewnętrznego obowiązku było dla niego o wiele ważniejsze, niż jakieś punkty czy kary, nawet jeśli osoba której pomógł wcale nie poczuje się z tego powodu lepiej. Bo przynajmniej Chris wiedział, że zrobił komuś przysłowiowo "dobrze" i wewnątrz swojego sumienia był czysty.
Nie miał nic do dodania, zdążył już mieć totalnie wywalone na wszystko, co nauczyciel zdążył sobie - częściowo błędnie zresztą - wywnioskować. Nad Gryfonem naprawdę wisiało jakieś fatum, bo to już kolejny szlaban w ciągu ostatnich kilku dni, a przecież tak naprawdę nie działał nigdy na czyjąś szkodę. A może była to zachęta do robienia większej ilości destrukcyjnych psikusów, z których wyszedłby bez szwanku?
- Chodźmy, profesor Bułhakow z pewnością to z nim załatwi. Podobno w Miodowym Królestwie mieli ostatnio dostawę nowych słodyczy, wiesz? - emocje z niego zeszły dlatego mówił spokojniejszym tonem, starając się również uspokoić dziewczynę. Dlatego właśnie pomyślał sobie, że poszperanie w takim miejscu jak Miodowe Królestwo pozwoli jej na nowo poczuć radość małego dziecka i zapomnieć o tym, co tu się wydarzyło. Tym bardziej zresztą, że była to również wina Chrisa. Położył dłoń na ramieniu Anabell ale tylko po to, aby naprowadzić ją we właściwy kierunek do sklepu, w końcu wiedział jak nie lubi być dotykana, a już na pewno nie po akcji z klapsem, dlatego zaraz zdjął dłoń.

[z/t Chris+Anabell -> Miodowe Królestwo (chyba, że ktoś coś jeszcze chce)]
Jeffrey Woods
Slytherin
Jeffrey Woods

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Sob Lis 07, 2015 2:52 pm
Ślizgon bujał się na stopach, przenosząc ciężar ciała z pięt na palce i z powrotem, przeskakując spojrzeniem z belfra na ucznia i z ucznia na belfra, a jego rozbrajający uśmiech stopniowo się rozszerzał tak, jakby chciał objąć nim ten śliczny, wspólny obrazek, jak w rumianą ramkę. Admirał Grahamka powinien być zadowolony, rozproszył towarzystwo, uspokoił waleczne zapędy i pozostał przed nim tylko grzdyl z za dużą ilością pewności siebie oraz niebagatelnie wysoko Gryfon z błotnym kutasem na koszuli. To całkiem niezły wynik.
- Pan się nie-niepokoi. Ja się zajmę kolegą lepiej niż tamta koleżanka. - odparł od razu i już bez patrzenia wyciągnął rękę w stronę dłoni bruneta, żeby ją chwycić i odejść w atmosferze przyjaźni, ale natrafił ledwie na wybrzuszenie w jeansach. Nie, to nie był drągal, wy zboczeńcy, ale ręka schowana w kieszeni. Zerknął na ten widoczek, by skontrolować sytuację i wtedy Gryfon sam wyciągnął ten skarb na zewnątrz (nadal nie to, co myślicie...), ale zamiast pochwycić podaną łapę, objął nią niższego ucznia i mocno zacisnął palce na jego ramieniu. - O. Widzi Pan? - mruknął Jeff niewzruszony i objął o'Connella tak samo. Z tym, że on nie sięgał do ramienia, więc zatrzymał się na tym, by chwycić w palcach krawędź koszuli na wysokości żeber.
Czarnowłosy skinął głową na nauczyciela i pociągnął sztywnego kolegę na wspólny spacer po sklepikach.

Z/t + David






.
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Pon Lis 09, 2015 1:31 am
Ludzie wchodzili i wychodzili, a sklep nadal był spokojny, jeśli nie licząc radosnych, podekscytowanych okrzyków dzieci i młodych osób, które obecnie zajmowały się przeglądaniem przedmiotami do dowcipów na których widok Argus Filch z pewnością dostałby szału. Vakel Bułhakow rozdzielił więc swoich podopiecznych w pary, nie zdając sobie sprawy z tego, co obecnie ma miejsce w wiosce, zresztą tak samo jak część uczniów Hogwartu. Sklep Zonka zdawał się być istnym centrum dobrej zabawy i relaksu, nawet sam nauczyciel mógł to poczuć. Tak jak przewidział sprzedawca, na zewnątrz zaczęło padać a jedna z zabawkowych małpek z wystawy na oknie uderzyła dwa razy w swoje talerze i zachichotała złośliwie, wypuszczając obłoczek zielonego dymu wprost na nauczyciela Numerologii. Tylko Ty tutaj zostałeś a na dodatek miałeś tego pecha, że znajdowałeś się niedaleko. Zakrztusiłeś się tym dymem, jednakże zdawało się, że nic oprócz tego się nie stało... Minutę później zaczęło Cię swędzić całe ciało.
Sprzedawca i reszta klientów niczego nie zauważyła, byli całkowicie pochłonięci swoimi sprawami w środku sklepu a krople deszczu rytmicznie uderzały o szyby i o ciała oddalających się uczniów.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Vakel B. Bułhakow
Nauka
Vakel B. Bułhakow

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

on Sob Lis 14, 2015 11:26 pm
Grzeczny Woods. Miał jednak więcej oleju w głowie niż ta dwójka durnych gryfonów. Bułhakow spojrzał w stronę odchodzących, a właściwie to odbiegających uczniów i westchnął ciężko, grzebiąc w kieszeni w poszukiwaniu paczki papierosów. Znalazłszy ją odpalił sobie jednego w ciszy, chroniąc płomień przez ewentualnymi, pierwszymi kroplami tego cholernego deszczu i zaciągnął się. Co on tutaj właściwie robił? Pilnował już prawie dorosłych ludzi, którzy pomimo już nie tak młodego wieku wciąż zachowywali się jak pięcioletnie dzieci, nie potrafiąc wystać na nogach pięciu minut i rzucając się błotem. Banda popaprańców. To dlatego był za żelaznym wychowaniem. Gdyby te kmioty chociaż raz zostały porządnie przez kogoś wychłostane, to fikałyby inaczej. I w tym jakże dramatycznym (jeżeli chodziło o jego rozmyślania) momencie - został otoczony przez obłoczek zielonego dymu.
Cudownie, pięknie. Jak zawsze.
Ruszył w stronę miejsca, w którym umówił się wcześniej z Salome, co jakiś czas wykonując przedziwny ruch, będący dość przykrym efektem ubocznym swędzenia. Dawno nie marzył tak mocno o porządnej kąpieli.

[z tematu]


Sponsored content

Sklep Zonka - Page 3 Empty Re: Sklep Zonka

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach