Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

  Pamela Winston [uczennica] - małe krasnoludki powoli pracują nad poprawkami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Pamela Winston
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Pamela Winston [uczennica] - małe krasnoludki powoli pracują nad poprawkami    Czw Lip 14, 2016 9:33 pm





Imię i nazwisko: Pamela Elvira Winston
Data urodzenia: 21.12.1961 r.
Czystość krwi: mugolska
Dom w Hogwarcie: Gryffindor
Różdżka: kasztan, włos z ogona centaura, 10 i 3/4 cala


Widok z Ain Eingarp:
Pamela przechadzała się radośnie po szkole. Tego dnia nie oczekiwała żadnych niespodzianek... w końcu ich się nigdy nie oczekuje. Dlatego też zaskoczyło ją dziwne, stare lustro, które pojawiło się dosłownie znikąd! No dobrze. Może to nie do końca było tak...
Dziewczyna jak zawsze przeszukiwała nowe zakamarki szkoły i przypadkiem, powtarzam, przypadkiem, wpadła do tamtego tunelu... po czym znalazła się w jakiejś tajemniczej sali.
Było ciemno. Dookoła panowała cisza. Przy suficie widać było zwisające pajęczyny, w powietrzu unosił się zaś zapach stęchlizny. Nie wydawało się, by w pomieszczeniu znajdowały się jakiekolwiek okna. Jej ciało zaczął ogarniać chłód... Jednak wtem dostrzegła na środku pokoju, niezbyt ukryte przed jej oczami, coś. Było to coś dużego, coś przykrytego płachtą. Coś, co ją przyciągało. Coś, czemu warto było się przyjrzeć. Cóż to mogło być? Zagadkę tę trzeba było rozwiązać i to przecież nie była wina biednej, małej Pam, że podeszła i zdjęła okrywający owe „coś” materiał.
Gdy tkanina opadła, jej oczom ukazało się lustro. Dla niej – lustro jak lustro, tylko dosyć spore. Nie chciało jej się nawet czytać napisu na ramie, bo zdawało jej się, że nic nie znaczy. AIN EINGARP... To przecież tylko jakaś tam nic nie znacząca zbitka liter. Nie można pominąć także kwestii tego, że była w tym momencie pochłonięta czymś zupełnie innych, a mianowicie widokiem, jaki zobaczyła w lekko zakurzonej, szklanej tafli...
Okej, nie przesadzajmy. Znowu dałam się ponieść. Tak naprawdę nic się nie zmieniło. Nie zauważyła nawet różnicy. Przed sobą widziała dziewczynę o poważnym wzroście 149 centymetrów. Kasztanowe kręcone włosy, piwne oczy i wielki uśmiech. Nic niezwykłego, widziała taki widok w każdym innym lustrze codziennie rano. Dopiero po chwili zorientowała się, co jej nie pasowało. W rzeczywistości się nie uśmiechała. Przyglądała się jedynie zafascynowana. Nie rozumiała, o co chodzi. Ale ostatecznie i na jej ustach pojawił się uśmiech. Czyż nie o to chodziło? Wtedy obraz z lustra pokrył się z tym prawdziwym. Bo, choć tego nie rozumiała, tylko tego pragnęła. Pragnęła być szczęśliwą, móc szczerze się uśmiechać i dzielić się swą radością z innymi. Zarażać nią wszystkich dookoła. Nie musiała nawet tego zrozumieć, by po prostu nadal to robić. Proste, prawda?
Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie:


Pamela, kiedy tylko dostała się do Hogwartu, wiedziała, że jest tam o wiele więcej ciekawych rzeczy do robienia niż jakaś tam NAUKA. Lepiej przeszukiwać różne zakamarki szkoły, gadać ze zwierzakami (nawet jak te nie odpowiadają) i badać tajemnicze rośliny, które mogą cię w każdej chwili zjeść. Kto w takich warunkach przejmowałoby się sprawdzianami czy zadaniami domowymi?! Zdarzało jej się o nich nawet zapominać, choć nieraz nie robiła ich celowo... to trochę taki mały cud, że nadal jakoś utrzymywała się na powierzchni, zdając z roku na rok. Dlatego też jej oceny nigdy nie należały do najwybitniejszych. Jak sobie radziła z przedmiotami? Na wstępie zaznaczę, że nie była taka beznadziejna ze wszystkiego. Co prawda, takie przedmioty jak Transmutacja, na których wymagano skupienia czy dyscypliny... nie, nie, to nie była jej bajka. Wróżbiarstwo to były dla niej bajeczki wyssane z palca, Obrona Przed Czarną Magią, uwaga... czasami ją nudziła. Na Eliksirach zazwyczaj nie wiedziała, co się działo, na Historii Magii spała (tak samo jak na Astronomii, kto to widział, zajęcia o takich porach!), Zaklęcia za to nawet nawet jej wchodziły do głowy. ALE! No właśnie, jest jedno ale. Ale Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami i brudzenie sobie rąk na Zielarstwie było czymś, co bardzo jej się spodobało i czemu poświęcała najwięcej uwagi. Oddała tym przedmiotom swe serce. Było również Mugoloznastwo... tak, to całkiem śmieszny przedmiot, którego po prostu nie mogła nie wziąć ze względu na swoje pochodzenie. Co jeszcze? Bardzo lubiła latać na miotle i była w tym piekielnie dobra. Szkoda, że za to nie dawali ocen, bo jakby teraz wyliczyć jej średnią, człowiek mógłby się załamać... Lecz nie ona. Ona jest na to za twarda.



Przykładowy Post:


Pamela aż promieniowała ekscytacją. Wczoraj skończyła jedenaście lat, a już samo w sobie było to dla niej wielkim doświadczeniem. Okazało się to jednak niczym w porównaniu z wieściami, które do niej dotarły. Z jednej strony nie dowierzała temu wszystkiemu, co się stało, z drugiej zaś czuła się niesamowicie wyjątkowa.
Ona.
Właśnie ona.
Właśnie ona była czarownicą.
Czarownicą!
Miała magiczną moc.
Wczoraj zadawała tak wiele pytań, że mężczyzna w dziwnej szacie, który ich odwiedził, pewnie miał jej serdecznie dosyć. Lecz nie to było ważne! Oni. Ponoć. Umieli. Latać.
Zgadza się.
Latać.
Coś tam chyba usłyszała, że nie mogą mieć własnych mioteł na pierwszym roku, ale nie wiedziała, o co do końca z tym chodziło. Umieli latać. To przecież było najistotniejsze. Z tego powodu w jej piwnych oczach przez cały czas pojawiały się nowe iskierki radości, której nie potrafiła nie okazywać w każdy możliwy dla siebie sposób. Żywo gestykulowała, wydawała dziwne, aczkolwiek entuzjastyczne, dźwięki i po prostu nie umiała usiedzieć w miejscu. Nawet jej włosy zdawały się odstawać bardziej niż zwykle, jakby swą niesfornością okazując jeszcze więcej rozpierających nastolatkę emocji.
- Alexis, rozumiesz, może będę mogła wyczarować wielkie ciasto i jeszcze do niego wskoczyć! - Pełna życia dziewczynka nie miała zbyt wielkich ambicji... Jak nie wiadomo było, o co chodzi, zawsze chodziło o jedzenie. Zawsze.
Jej kuzynka spojrzała na nią z politowaniem. Jasne, cieszyła się z jej szczęścia, ale była na tyle rozważna, by dostrzec pewną ważną rzecz... zostaną rozdzielone. Nie mówiła o tym na razie głośno, nie chcąc ostudzić zapału Pam, która i tak w końcu będzie musiała to odkryć. Czy to sama, czy to z czyjąś pomocą. Zwykle pogodna blondynka dręczyła się tym już od wczoraj.
Teraz dziewczyny siedziały razem w pokoju, który dzieliły. Parkiet, noszący ślady wielokrotnego wylania napojów, zadrapań o nieznanym pochodzeniu czy kleistych mazi, których nikomu nie chciało się sprzątnąć, kolorowe ściany pokryte masą zdjęć w ramkach, dwa biurka, jedno czyste i ułożone, drugie (oczywiście należące do Pameli) zawalone papierami, kamykami, słoikami z na wpół żyjącymi owadami... i innymi równie przypadkowymi rzeczami - oto jak malowała się sceneria pokoju, w którym właśnie przebywały. Obie siedziały na swoich łóżkach, które pierwotnie postawione po przeciwnych stronach pokoju, już od dawna były połączone, by kuzynki mogły spać razem.
- I w tej szkole na pewno poznam wielu niesamowitych ludzi, nauczę się magicznych sztuczek i przeżyję przygody swojego życia! - kontynuowała zaaferowana czarownica. Nie widziała kryjącego się smutku w oczach swojej najlepszej przyjaciółki czy siostry, jak lubiła nazywać Alex. Były bardzo blisko. Wychowały się razem. Rodzice Pameli zginęli w wypadku, gdy ta miała dwa latka, więc zaopiekowali się nią ciotka i wujek, którzy sami mieli już jedną córkę. Dziewczynki były w podobnym wieku, więc szybko się zaprzyjaźniły i stały się dla siebie jak siostry. W domu Wardów Pam poczuła, że ma swoje miejsce. Oni byli dla niej prawdziwą rodziną.
- Bardzo się cieszę... - odezwała się w końcu Alex, jednak w jej głosie słychać było wahanie i niepewność. Swoje spojrzenie skierowała na chwilę w stronę okna, przez które wpadały poranne promienie słońca, rozświetlając cały pokój i ukazując w swych smużkach kurz, który nie tylko osiadł na meblach, ale i unosił się w powietrzu. - … I tak będę za tobą tęsknić – dokończyła po chwili cicho i spojrzała na osobę, z którą dzieliła większość swych przeżyć od maleńkości aż do teraz. W jej szarych oczach zaczęły tworzyć się łzy.
Dopiero w tym momencie do Pam dotarła brutalna prawda. Uderzyła ją z siłą, której ta by się nie spodziewała. Dziewczyna w swej naiwności nie pomyślała o rozłące, a teraz rzuciła się na Alex, by mocno ją wyściskać.
- Będę pisać! Co tydzień... Dwa razy w tygodniu... Codziennie! - zapewniała ją z determinacją. Co prawda, jej pamięć czasami szwankowała, ale chęci miała jak najlepsze. Kuzynka zdawała sobie z tego sprawę i roześmiała się przez łzy w jej ramię. - Poza tym będę się uczyć i będę silna, i będę mogła cię bronić! Jak spotkamy jakieś niebezpieczne stworzenie... wiem, niedźwiedzia! Jak spotkamy niedźwiedzia, ja wyskoczę przed ciebie i cię obronię! - mówi bezmyślnie, lecz szczerze. Wyrzuca z siebie słowa, w ten sposób radząc sobie z sytuacją i przekonując także siebie, o tym co najlepsze.
Alex roześmiała się już całkiem i odsunęła się od nierozsądnej osóbki, ocierając łzy rękawem. Ta pogoda ducha... będzie za tym tęsknić.
- P-Pam – zaczyna, zająkując się przez śmiech. - Ty już raz zrobiłaś coś podobnego, jeszcze chciałaś porozmawiać z tym zwierzakiem, a ja musiałam odciągać cię siłą, byś pobiegła, by nie zabił nas obu... potem miałyśmy szlaban, jak mama się o wszystkim dowiedziała...
- No to tym razem nie będziemy musiały uciekać! - wchodzi jej w słowo.
Alex jedynie pokręciła głową, jakby załamując się całkiem. Ale kochała ten entuzjazm w kuzynce. Jasne, dziewczynka odznaczała się lekkomyślnością, często słomianym zapałem, nieraz plotła głupoty i podejmowała złe decyzje, nie znając chyba terminu „odpowiedzialność”, jednak swą śmiałością i optymizmem, z którymi patrzyła na świat, zachęcała do siebie ludzi. Zawsze miało się wrażenie, że wszędzie jej pełno i jakby promieniowała, ocieplając atmosferę jedynie swą obecnością. Było to potrzebne zwłaszcza teraz. W grudniu bywało zimno.
- Dobrze, dobrze. – Poddała się, wiedząc, że jak Pam się na coś uprze, to nie ma sensu się kłócić. - Ale postaraj się być grzeczna... - Alex była tą starszą, więc zawsze się nią opiekowała. - Postaraj się nie spóźniać aż tyle co zawsze... i nie pakuj się tak w kłopoty, bo wiesz, że masz do tego talent.
Na twarzy młodszej dziewczynki pojawił się tylko szeroki uśmiech. Tyle rzeczy do zbadania! Przecież ona nie ma się czego bać, na pewno da sobie radę! Tak jak wtedy, gdy chciała zbadać dziurę po studni w ziemi i przywiązała linę do drzewa, nie mówiąc nikomu, gdzie idzie. To był tak bardzo przemyślany plan. Przecież tam mogły być jakieś skarby! A ona nie mogła usiedzieć w miejscu, czekając aż ktoś wróci do domu. Wszyscy byli za zakupach. Bez niej. Miała karę i obowiązek posprzątania bałaganu, który narobiła w całym domu... Niemniej na zewnątrz było tyle do zrobienia. Pobiegła za wiewiórką, która nagle się pojawiła i na pewno chciała się z nią pobawić. Miała wtedy tak wiele frajdy!
- … słuchasz mnie w ogóle?
Ups. Troszeczkę się wyłączyła. Ale uśmiech nie schodził jej z twarzy. Radosna jak zawsze.
- Nie przejmuj się, dam sobie radę! – Machnęła ręką i klep, klep kuzynkę po ramieniu. - Może tym razem to ja się będę kimś opiekować? Na pewno z wszystkimi się dogadam i będzie dobrze, nie musisz się martwić! - Jej oczy nieustannie błyszczały. Wyglądała uroczo, gdy była... po prostu sobą.
Jej otwartość naprawdę sprawiała, że dogadywała się z ludźmi. Chociaż pewne dziwactwa, jak rozmawianie ze zwierzętami czy zbieranie ślimaków, niekiedy były obserwowane krzywym okiem. Jednak ona tego nawet nie zauważała! Alex o tym wiedziała i choć tego akurat nie mówiła, to miała nadzieję, że nikt nie będzie próbował wykorzystać dobrej natury i łatwowierności Pameli.  Nierozgarnięta dziewczynka mogła rzucić się w każde niebezpieczeństwo, jeśli tylko myślała, że w ten sposób broni sprawiedliwości czy czegoś tam...
- Będę jak superbohater! - No właśnie. Właśnie o tym była mowa.
Pam wstała i ściągnęła prześcieradło z łóżka, udając, że to jej peleryna. Zaczęła biegać po niewielkiej przestrzeni pokoju. Powinny niby pomóc w planowaniu imprezy bożonarodzeniowej, niemniej Pamela nie nadawała się do planowania. Jak to mówiła: „jej spontaniczna natura na to nie pozwalała” (Alex stwierdziła, że to lenistwo, a nie spontaniczna natura). Nagle dziewczynka jakby sobie o czymś przypomniała i zatrzymała się na środku pomieszczenia. Chwilę nad czymś się zastanawiała. Podrapała się po głowie, przysiadła na ziemi, po czym znowu się zerwała.
- Czy mama nie mówiła, że już dziś będzie robić pierwsze ciasto? Prawda? PRAWDA? - W jej oczach pojawił się jeszcze większy entuzjazm i wypadła przez drzwi z prędkością światła. A przynajmniej mogło się tak wydawać. To było do niej takie podobne.
Aleks natomiast siedziała spokojnie i jeszcze przed jakiś czas spoglądała na drzwi. Wiedziała, że jej mama nie będzie miała teraz spokoju. Pamela pewnie będzie pytała co pięć minut, kiedy ciasto będzie gotowe, a sądząc po odgłosach telewizora dochodzących z salonu, Liv Ward jeszcze nawet nie zaczęła piec. Lecz cóż poradzić. Wszyscy przyzwyczaili się do tej niespożytkowanej energii Pam. Wszyscy też obawiali się, jak to szczere do bólu dziecko poradzi sobie w wielkim świecie... bez nich. Kto teraz będzie sprawdzał czy nie wydaje pieniędzy na głupoty, kto będzie doglądał czy przypadkiem nie biega po dachach i nie szuka ryzyka, kto będzie sprawdzał jej znajomych? Może i byli nadopiekuńczy, ale przy takim dziecku jak Pamela, trzeba było być gotowym na wszystko.






Inny czas. Inne miejsce.
Wielka Sala. Wieczór.
Co więcej? Masa uczniów i nauczyciele. Ci pierwsi byli podzieleni na kilka grup. Czterema podstawowymi były te, które siedziały przy podłużnych stołach. Tak, byli to uczniowie, którzy już nie pierwszy rok zasiadali w tym pomieszczeniu. Nauczyciele również dobrze znali do miejsce. Mieli swój własny stół na końcu pomieszczenia, na środku zaś siedział dyrektor. Cudownie. Jednak coś było inaczej.
Małe krzesełko. Taboret.
A na nim?
Czapka. Na dodatek taka, która śpiewa.
Gdy tiara po raz pierwszy tego roku wydała z siebie głos, wielu uczniów z piątej, nieprzedstawionej jeszcze grupy zamilkło w zdumieniu. Wszystkie szepty zostały stłumione w zarodku. Wszyscy czekali. Kiedy ponownie zaległa cisza, wiadomo było, co zaraz nastąpi...
Wiedziała o tym również malutka dziewczynka, która starała się wyjrzeć zza pleców wyższych kolegów. Dziewczynka, która miała trochę za dużą szatę (bo przecież i tak do niej w końcu podrośnie) i która teraz starała się stanąć na palcach, by dowiedzieć się, co takiego się stanie. Od samego początku rozglądała się z rosnącym zainteresowaniem dookoła. Fascynowało ją wszystko. Latające zdobienia, dziwny ubiór, wielka uczta... Wszystko. Przez właśnie to „wszystko” nie umiała się dostatecznie skupić na jednej rzeczy.
- Winston Pamela.
Dziewczynka nie zareagowała. Nie wiedziała, że to do niej. Naturalnie nie podejrzewała, by ktoś inny o tym samym imieniu znajdował się na sali, jednak zwyczajnie nie zauważała, co się dookoła niej dzieje. Nie miała też żadnych znajomych, którzy mogliby ją szturchnąć, przypominając o tym, że powinna w końcu łaskawie ruszyć swe cztery litery i dać się przydzielić.
- Winston Pamela – powtórzyła już trochę bardziej zniecierpliwiona nauczycielka.
W końcu zrozumiała. Tak. To na pewno wszystko jej się śniło. Od samego początku coś jej nie pasowało. Bo przecież... Ona czarownicą? To było zbyt piękne, by było prawdziwe. Zapewne za chwilę się obudzi, pójdzie do kuzynki i o wszystkim jej opowie.
- Winston Pamela.
Nareszcie. Nareszcie wyrwała się z zamyślenia...
Dziewczynka potrząsnęła głową. Dobrze, skoro to sen, trzeba grać dalej. Może być sobą, nie musi niczego się obawiać. Przecież to i tak nie dzieje się naprawdę. Dlatego też pewnym krokiem ruszyła przed siebie... przepychając się.
Dotarła do podestu, gdzie mogli zobaczyć ją wszyscy. Niewyrośnięte dziecko z buszem kasztanowych włosów na głowie, sięgających ledwo do ucha. Nigdy nie zapuszczała ich bardziej, bo wiedziała, że wtedy trudniej wyplątywałoby się z nich liście, gałązki... ziemię. I inne rzeczy, które równie łatwo zaplątywały się w jej włosy. Swymi radosnymi, piwnymi oczyma przebiegła po całej sali... i uśmiechnęła się szeroko. Podniosła rękę z dłonią zaciśniętą w pięść.
Jestem wspaniała” pomyślała sobie ni stąd, ni zowąd, po czym okręciła się parę razy w miejscu i usiadła posłusznie na taborecie. Zupełnie normalne zachowanie. Zupełnie.
Nie obchodziło ją do którego domu pójdzie. Wiedziała, że on jej nie zmieni. Wiedziała, że będzie sobą. Wiedziała, że w każdym z nich będzie mogła oddawać się swym pasjom, będzie mogła pomagać innym, będzie mogła szukać niezmierzonych przygód. Będzie mogła mieć bajzel w pokoju.Wiedziała już teraz, że musi zgłębić wszelkie tajemnice tego zamku, zanim się obudzi. Wiedziała, że pozna niesamowitych przyjaciół, z którymi będzie na dobre i na złe. A przede wszystkim wiedziała, że zupełnie nie słuchała, gdy mówili jej, co cechuje poszczególne domy i dlatego nie miała zielonego pojęcia, który najbardziej by jej odpowiadał.
Jednak w końcu stało się. Oklaski. W blasku chwały ruszyła do odpowiedniego stołu. Tak to wszystko zapamiętała.




Nie wiedziała, dlaczego akurat te wspomnienia do niej wróciły. Ale wiedziała, że miała rację. Nic jej nie zmieniło. Nadal była sobą. Nawet gdy jak zawsze wpakowała się w kłopoty, trafiła do podziemnych tuneli i starała się z nich wydostać.
Tracąc przytomność i przypominając sobie tamte chwile, gdy myślała, że wszystko jest snem, coś zyskała. Determinację.
Może i nie znała sposobu na wydostanie się z tego bagna, ale wiedziała, że dobrze się bawiła i to było dla niej teraz najważniejsze. Przygody jej życia jeszcze się nie skończyły. Dała się wrobić w pójście przodem w swej wielkiej naiwności. I to nie pierwszy raz, i nie ostatni. Często tak bywało.
- Wiesz co, Pam, słyszałam, że na korytarzu na piątym piętrze jest tajne przejście. – Takie słowa dotarły do jej uszu i zainteresowały ją. Nie trzeba było jej namawiać. Po prostu poszła. Następne słowa, które padły, były równie zachęcające. - Może być niebezpiecznie, więc pójdziesz przodem, okej?
Dziewczyna naturalnie się zgodziła. Z uśmiechem na ustach, praktycznie podskakując w miejscu z ekscytacji. Bo co... ona nie da rady?! Oczywiście, że da. Pokaże wszystkim, jak wspaniale odkryje wszystkie tajemnice szkoły, jak nie da się nikomu prześcignąć... i jak nie da też przy tym nikomu ucierpieć. Więc poszła przodem. I wtedy, i teraz. Jak zawsze.




Ostatnio zmieniony przez Pamela Winston dnia Czw Sie 17, 2017 3:45 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Pamela Winston [uczennica] - małe krasnoludki powoli pracują nad poprawkami    Nie Lip 17, 2016 10:20 pm


Ciekawie napisana Karta Postaci i widać, że się do niej przyłożyłaś. Z Pameli jest niezwykle skoczna i energiczna dziewczyna! Łap 10 dodatkowych fasolek!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pamela Winston
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Pamela Winston [uczennica] - małe krasnoludki powoli pracują nad poprawkami    Czw Sie 17, 2017 3:44 pm







Imię i nazwisko: Pamela Elvira Winston
Imiona i nazwiska rodziców: Oliver i Miley Winston (panieńskie nazwisko - Verity) // wychowana przez wujka i ciotkę o imionach Carlisle i Liv Ward (siostra Miley)
Data urodzenia: 21.12.1961 r.
Miejsce zamieszkania:
Status majątkowy: średnio bogaty
Czystość krwi: mugolska
Dom w Hogwarcie: Gryffindor
Różdżka: kasztan, włos z ogona centaura, 10 i 3/4 cala

Wzrost: 149 cm
Waga: nieprawda, bo strzelec
Kolor mopa na głowie włosów: kasztanowy
Kolor oczu: piwny

Bogin:
Amortencja:
Pam podrapała się po głowie, przyglądając się znalezisku ze skonsternowaniem.
Płyn, przezierający poprzez szklane ścianki, odznaczał się nietypowym, acz interesującym, pełnym połysku kolorem. A, tak... Może by spróbować jak smakuje? To dopiero był genialny plan! Dziewczyna z zapałem odkręciła buteleczkę, lecz silny zapach, który postanowił uderzyć ją z zaskoczenia (pełna strategia!), powstrzymał ją przed pochłonięciem zawartości.
Dotarł do niej... charakterystyczny zapach drewna używanego do wytwarzania najlepszych mioteł.
Otoczyła ją świeżość rześkiego powietrza, odczuwanego jedynie ponad głowami innych.
Aromat lasu i zwierząt, momentami odrobinę ostry, a jednak jak przyjemny...
Iii... płyn do płukania, używany przez ciotkę. Tak pachniał pokój, który dzieliła ze swoją kuzynką. Tak pachnieli ludzie, których kochała. Tak pachnieli ci, za którymi tęskniła. Ta ostatnia woń bez wątpienia była najsilniejszą ze wszystkich. Reszta tworzyła jedynie tło, komponując nieco bardziej skomplikowaną historię.

Widok z Ain Eingarp:

Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie:

Przykładowy post:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Pamela Winston [uczennica] - małe krasnoludki powoli pracują nad poprawkami    

Powrót do góry Go down
 
Pamela Winston [uczennica] - małe krasnoludki powoli pracują nad poprawkami
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Recepcja
» Cieplarnia numer jeden
» Ruby Yellow [uczennica]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Uczniowie -