Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Wto Wrz 03, 2013 6:29 pm

First topic message reminder :

NA TEN MOMENT ZABLOKOWANE SĄ UMIEJĘTNOŚCI NABYTE DLA UCZNIÓW, JEŚLI NIE LICZĄC ZAKLĘĆ NIEWERBALNYCH!
ODBLOKOWANIE NASTĄPI WKRÓTCE.



    ANIMAG



Animag (ang. animagus, od łac. animal – zwierzę i magus – mag) to czarodziej, który opanował umiejętność zmieniania się w zwierzę, choć niektórzy potrzebują różdżki do tej zamiany. Jest to bardzo trudna umiejętność, której nauka zajmuje długie lata, a do tego jest bardzo skomplikowana - nawet najbardziej doświadczeni mogą sobie z tym nie poradzić. Nic więc dziwnego, że animagów jest na świecie bardzo mało. Czarodziej nie może wybrać zwierzęcia w jakie się przemieni, jest to bowiem ściśle powiązane z jego osobowością (tak samo patronus jest ściśle związany z formą animaga). Animag powinien zarejestrować się w Ministerstwie Magii, jednak jak to zawsze bywa - niektórzy nie przestrzegają tego nakazu. Należy jednak pamiętać, że nielegalna przemiana może się równać poważnym konsekwencjom. Nie ma ograniczenia co do możliwości przebywania w zwierzęcej formie, jednak trzeba się liczyć z tym, że dłuższy pobyt w tej formie (np. pół roku) wpływa na wygląd czarodzieja, który nabiera zwierzęcych cech swojej formy. Po przemianie czarodziej traci swoje ciuchy, które pojawiają się na nim spowrotem po odmianie w człowieka.
UWAGA! Rejestracja na animaga musi wyjść fabularnie. Zarejestrować nie mogą się uczniowie.

Posiadający umiejętność:
Zarejestrowani:

  1. Minerwa McGonagall - Kot

Niezarejestrowani:

  1. James Potter - Jeleń
  2. Peter Pettigrew - Szczur
  3. Rudolf Lestrange - Wilk
  4. Syriusz Black - Pies
  5. Ismael Blake - Kojot


[2 miejsca dla uczniów - jedno dla zarejestrowanego, drugie niezarejestrowanego]


    LEGILIMENCJA



Legilimencja - (łac. legere-czytać, mens-umysł) Jest to jedna ze zdolności, których należy się nauczyć, umożliwiająca wydobywanie uczuć i wspomnień drugiej osoby. Czarodziej, który bardzo dobrze opanuje legilimencję jest zdolny wykryć czy dana osoba mówi prawdę, czy też kłamie. Zdolność ta wymaga lat praktyk, ma się na nią większe, lub mniejsze zadatki - często wiąże się z intuicyjnym podchwytywaniem motywów drugiej istoty, jednak by dogłębniej spenetrować umysł ofiary konieczne jest użycie różdżki na mniejszych stadiach poznania tej sztuki.
UWAGA! Każdy początkujący w legilimencji otrzymuje 30% szans na rzucenie tego zaklęcia. Szanse te wzrastają o 5% za każdym razem, kiedy na kościach w sile zaklęcia wypadnie 5 i o 7% w wypadku wyrzucenia 6.  Informacje o tym można też znaleźć  tu.


  1. Caroline Rockers
  2. Asteria Freya Brown
  3. Giotto Nero



    OKLUMENCJA



Oklumencja (łac. occludo-zamknąć, mens-umysł, serce, wspomnienia) to cecha będąca odwrotnością swej poprzedniczki. Pozwala na magiczną obronę swego umysłu przed penetracją z zewnątrz. Tak samo jak w przypadku legilimencji - nie można się z tym urodzić.
UWAGA! Każdy początkujący w oklumencji otrzymuje 30% szans na rzucenie tego zaklęcia. Szanse te wzrastają o 5% za każdym razem, kiedy na kościach w sile zaklęcia wypadnie 5 i o 7% w wypadku wyrzucenia 6. Informacje o tym można też znaleźć tutaj.

Posiadający umiejętność:

  1. Alexandra Grace
  2. Bellatrix Black
  3. Emmelina Vance
  4. Silver Burke
  5. Prudence Grisham




    PATRONUS


Patronus to jedyny czar, który chroni przed stworzeniami czarnomagicznymi, takimi jak dementorzy czy śmierciotule. Niestety tylko niektórzy czarodzieje są w stanie go stworzyć, wymaga on bowiem wielu czynników. O ile w warunkach bezstresowych nie jest on niewykonalny, tak przy obecności wspomnianych stworzeń tylko czarodzieje z wrodzoną mocą potrafią prawidłowo go stworzyć. Każdy patronus jest indywidualny, odzwierciedla charakter maga, który go stworzy.
Więcej informacji na forumowej wikipedii.


    TELEPORTACJA[nie wymaga zapisów]




Teleportacja to zdolność pozwalająca przeniesienie się w przestrzeni w dowolne miejsce, które istnieje dokładnym obrazem w naszym umyśle. Oparta jest na sile woli teleportującego się. Wymaga ogromnego skupienia, niedokładnie użyta grozi nawet utratą życia, w najlepszym przypadku rozszczepieniem i utraceniem którejś części ciała. W Hogwarcie odbywa się co roku nauka teleportacji dla starszych roczników, do której każdy może przystąpić.
Do teleportacji służą specjalne kości (nie dotyczą osób, które wykupiły specjalizację: teleportacja).

  • Teleportacja udana - teleportacja przeszła bez przeszkód.
  • Teleportacja nieudana - czarodziej nie był w stanie się ruszyć z miejsca.
  • Drobne rany - czarodziej otrzymuje drobne rany w postaci zadrapań.
  • Poważne rany - znika w pojedynczych miejscach skóra, może nastąpić złamanie kości.
  • Rozczłonkowanie - czarodziej rozczłonkowuje się.




    ZAKLĘCIA NIEWERBALNE[można zdobyć jako nagroda fabularna/podczas lekcji/wykupić za fasolki]




Zaklęcia niewerbalne to umiejętność, dzięki której czarodziej zdolny jest bez wymawiania słów, będących kluczowym elementem magii, wytworzyć dowolny czar. Wystarczy, że zostanie on wyrażony wolą w myślach - nadal niezbędna jest oczywiście różdżka i często odpowiedni gest. Pozwala ona na wykorzystanie elementu zaskoczenia nad przeciwnikiem.
UWAGA! Czarowanie niewerbalne można wykupić za fasolki lub dostać w prezencie od Administracji w ramach wyróżnienia. Należy tą umiejętność wpisać do Karty Rozwoju Postaci.

Posiadający umiejętność:

  1. Sahir Nailah
  2. Caroline Rockers
  3. Prudence Grisham
  4. Ezechiel Yaxley
  5. James van Dijk
  6. Jonathan Avery Senior
  7. Giotto Nero
  8. Logan Hale
  9. Alice Hughes



Magia starożytna



    CZAROWANIE BEZ RÓŻDŻKI




Czarowanie bez różdżki to sztuka, którą mogą opanować tylko czarodzieje z potężną, wrodzoną mocą magiczną. Jest to możliwość rzucania czarów bez konieczności sięgania po różdżkę. Taką właśnie magią parają się dzieci-czarodzieje, nieświadome nawet tego, co robią. Zdolność ta zanika jednak wraz z wiekiem i jest przez większość całkowicie zapominana. Odpowiednio pielęgnowana i wyuczona może zostać przyswojona na nowo lub zachowana. Należy zauważyć, że są to czary o pomniejszej mocy. Za ich pomocą można przywołać do siebie przedmiot, lewitować, itp. - wszystko działa w bardzo umniejszonym stopniu.
UWAGA! Czarowania bez różdżki nie można używać w walce. Nie dotyczy postaci Voldemorta i Dumbledor
Więcej informacji na forumowej wikipedii.

Posiadający umiejętność:
* Rudolf Lestrange
* Asteria Freya Brown
[ZAPISY ZAMKNIĘTE DLA UCZNIÓW]


    SIŁA WOLI




Siła woli to umiejętność, która pozwala naginać rzeczywistość siłą naszego umysłu bez konieczności sięgania po różdżkę. Ograniczona jest kreatywnością czarodzieja. Magia ta była popularna w czasach średniowiecznych, jednak zanikła wraz z upływem wieków, w dzisiejszych czasach jedynie stare wampiry pielęgnują ten kunszt, skrywając sekret poza świadomością czarodziejskiego świata, który uznał ją za sztukę zapomnianą.
UWAGA! Siłę Woli można zdobyć jedynie poprzez fabularną rozgrywkę, tylko z warunkiem długiego stażu na forum i z udowodnieniem, że nie będzie ona nadużywana.



Żeby dostać którąś zdolność należy napisać historię, jak postać sobie radzi z tą zdolnością i umieścić ją poniżej.

Uwaga!
Dopuszczalne są 2-3 zdolności, ale wśród nich tylko jedna, z którą należy się urodzić. Administracja jednak przypomina, że jest niezwykle ciężko je zdobyć - zależy to od jakości podań i od wkładu danego użytkownika w forum, czy też jego postaci w rozwój fabularny.
Na forum możliwe jest wykupienie Genetyki bez pisania podania, za 200 fasolek. Więcej informacji tutaj.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Caroline Rockers dnia Pon Sie 14, 2017 11:48 pm, w całości zmieniany 41 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Ezechiel Yaxley
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Pią Mar 11, 2016 3:02 pm

Czarowanie niewerbalne

Ambicje rodziny zawsze mają wpływ na to jak kształtuje się najmłodsze pokolenie. Drobne wskazówki dają znać, w która stronę powinno się podążać i jakie podejmować wybory. Nie znaczy to jednak, że zależność między dorosłymi i dzieckiem jest zawsze pozytywna. A przynajmniej nie była taka w przypadku Ezechiela. Chłód, który otaczał go w najwcześniejszej fazie dzieciństwa zawsze przenikał go na wskroś, nawet mimo tego, że z biegiem czasu coraz więcej czasu poświęcał 'lepszej części rodziny', która dawała mu to, czego pozbawił ojciec, a matka nigdy nie mogła mu dać. Miłość. Mały jej skrawek, który w opozycji do aspiracji Yaxleyów tylko spotęgował ambicje, które drzemały w Ezechielu.
Miał być najlepszy.
Rzecz, która wpajana mu była od dzieciństwa. Która sprawiła, że zwrócił się w kierunku książek i obdarzył je szczególnym, wyjątkowym uczuciem, które te odwzajemniały dzieląc się z nim wszelaką wiedzą. Teoria szybko też zaczęła przeradzać się w praktykę, a chęć poznawania nowych rzeczy pchała go dalej i dalej.
Może tym, co zapoczątkowało całą fascynację i chęć nauki rzucania zaklęć niewerbalnie było to, że Yaxleyowie przelewali na swoją pociechę wielkie plany i aspiracje. Ich ambicja krążyła w jego żyłach i nie było co do tego żadnych wątpliwości, jednak tak jak zostało już wspomniane - została przekształcona przez cząstkę, która wniosła rodzina w Rumunii. Z chęci zaimponowania ojcu czy ciotce, z potrzeby otrzymania pochwał i nagród, zwykłej aprobaty narodziła się chęć okazania się lepszym. Lepszym czarodziejem,  lepszym człowiekiem - kimś godnym zaufania, który mógł być jednocześnie tarczą i mieczem.
Inną, istotną rzeczą okazał się fakt, jaka różdżka wybrała Ezechiela. Mężczyzna do dziś pamięta słowa Olivandera, szczegółowo opisujące naturę zarówno drewna jak i rdzenia.
- Proszę spróbować tę. - różdżkarz podał chłopcu nieco pofalowaną, długą różdżkę. Dzieciak patrzył na nią przez chwilę, w kształtach dopatrując się łuskowatych gadów, którym przyszło pełzać po ziemi. Rączka była prosta, pozbawiona jakichkolwiek ozdobników, dobrze leżała w dłoni. Machnął nią w końcu, czując natychmiast, że to jest dokładnie to, czego szukał. Wykonana starannie, precyzyjnie - tylko dla niego.
- To sosna. - oznajmił mężczyzna stojący za ladą. - Bardzo szybko dostosowuje się do zmieniających się metod i czarów. Ponadto idealnie nadaje się do rzucania zaklęć niewerbalnych. Podobnie z resztą jak włos północnicy, który stanowi jej rdzeń. Niech pan jednak uważa - bywa dość kapryśny.

Sugestia, która okazała się tak silna, że przez kolejne lata nakłaniała do prób i rozwijania tejże umiejętności. A im bardziej rosła w Ezechielu niechęć do ojca i jego części rodziny, tym bardziej mu na tym zależało, podobnie jak opanowaniu zaklęć białomagicznych, które w jego rodzinie były... no cóż... niespotykane.
Nikt jednak nie mówi, ze było łatwo. Może i był ambitny, może i miał chęci, jednak wszystko to okraszone zostało na prawdę ciężką pracą i wytrwałym treningiem. W końcu jeżeli coś sobie postanawiał, jeżeli znajdował cel to szedł do niego - mozolnie i systematycznie w tym wypadku.

Akceptuję!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eileen Gray
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Sob Maj 28, 2016 7:51 pm

JASNOWIDZENIE PRZESZŁOŚCI


Kap. Kap. Kap.

Eileen obudziło kapanie wody, która wpadała przez otwarte okno do jej pokoju i zbierając się na parapecie, równomiernymi kroplami spadała na podłogę.

Kap. Kap. Kap.

Dlaczego było tak zimno? I kiedy zmienił się wiatr? Dziewczynka wstała z łóżka i zamknęła okiennice. Jaki chłód...! Przecież był środek lipca, skąd przymrozek?! Zaraz. Wydawało jej się, że słyszy jakieś głosy w kuchni. Chociaż nie była przekonana. W pewien sposób wiedziała, że głos dobiega z piętra niżej, ale z drugiej strony mogłaby przysiąc, że jej uszy nie odbierają nic, prócz szumu deszczu. Deszczu? W czasie przymrozku? Kręciło jej się w głowie, już nie wiedziała, co się dzieje naprawdę, a co sobie wymyśliła.

Bardzo cicho i ostrożnie wyszła z pokoju i skierowała się w stronę schodów do kuchni. Po drodze minęła drzwi do pokojów... Chwila! A gdzie sypialnie rodzeństwa?! Pusto. Głucho. Otaczały ją gładkie, drewniane ściany. A jednak nad schodami ujrzała delikatnie migoczące światło, które tak doskonale znała. Babcia! Ona na pewno jej wszystko wyjaśni, przecież tyle wie, tyle rozumie...

Dziewczynka zobaczyła znajomą sylwetkę, mieszającą w kotle na palenisku. Było ciepło, zupełnie normalnie, skąd też mógł jej się przywidzieć przymrozek? Odetchnęła z ulgą i zupełnie odprężona podeszła do opiekunki.

- Babciu, zdawało mi się, że... - zaczęła, ale coś przykuło jej uwagę. Jakiś szelest za oknem, coś jak... Przed domem rozległo się przeciągłe, mrożące krew w żyłach wycie. - Babciu, co to b-...!

Urwała. Odwracając głowę do postaci przy kociołku mrugnęła, a wtedy wszystko się zmieniło. Była w kuchni sama, a jedyne oświetlenie stanowiło wpadające przez otwarte okno światło pełni księżyca. I znów ten przejmujący chłód...

Warknięcie. Usłyszała je zatrważająco blisko. Zaskrzypiała posadzka. Zbliżał się do niej wielki, czarny wilk. Nie wilk... wilkołak! Cofnęła się o krok. I o drugi. Bardzo powoli odsuwała się od sunącej w jej kierunku bestii, aż w końcu plecami natknęła się na kuchenną szafkę. Rzuciła za siebie spojrzenie. Na blacie nie było nic, absolutnie nic, co mogłoby jej pomóc...!

Przyspieszony oddech, bicie serca w zawrotnym tempie... Ręka Eileen powędrowała do tyłu, rozpaczliwie szukając czegoś, czegokolwiek czym mogłaby rzucić w potwora, by odwrócić jego uwagę. Chciała uciec, chciała się wydostać z tego domu, chciała żyć! Nic z tego.

Nóż? Pod swoją dłonią wyraźnie poczuła zimne ostrze, mimo iż przed chwilą z całą pewnością go tu nie było. Chwyciła je i zaczęła dźgać na oślep przed siebie. Mogłaby celować w oczy poczwary, ale od emocji zamroczyło ją, nie widziała zupełnie nic.

- Eileen uspokój się!

Żyć...! ŻYĆ! Giń bestio! Adrenalina podskoczyła do granic możliwości. Rozległ się cichy skowyt, a później w ruch poszły zębiska, ociekające śliną i pianą zębiska, które zaczęły się zaciskać na jej ręce, rozrywać ją na kawałki... Zaczęła krzyczeć, krzyczeć tak, jak tylko pozwalały jej na to płuca.

- SILENCIO!

Głos jej uwiązł w gardle, ale krzyki trwały nadal, rozbrzmiewały w jej głowie i... nie były jej? Spojrzała przed siebie. Wzrok się wyostrzył, mogła już rozróżniać kształty. Babcia w blasku ciepłego płomienia. Mrugnęła. Wilcze zębiska rozszarpujące jej ciało... Co się działo... Co to wszystko miało znaczyć...! Niech się skończy, niech przestanie, dość.. dość, DOŚĆ!

- Babciu, wszystko w porządku?

- Eileen miała wizję. Wracaj do łóżka Noel.

Słowa siostry i Babci dochodziły do niej jak przez ścianę. Wizja? Rozszarpywano ją żywcem! Jak Babcia mogła być tak spokojna! Czuła, że kobieta wyciąga z jej drżącej dłoni nóż. Nóż? Nie, przecież nic nie miała w ręce... Gdzie on się podział? Co się działo?

- Wypij, do dna. Od razu ci pomoże.

I znów wszystko było dobrze.

Akceptuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Silver Burke
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Wto Wrz 27, 2016 8:52 pm

Oklumencja

Silver już od małego słynęła w rodzinie ze swego samozaparcia. Jeżeli postanowiła sobie, że się czegoś nauczy lub coś osiągnie, to dążyła do tego po trupach. W takich sytuacjach dodatkowym bodźcem byli jej rodzice, którzy wciąż stawiali przed nią nowe wyzwania, oczywiście sugerując na początku, że sobie nie poradzi. Wtedy w tej małej główce rodziło się wściekłe "Ja nie dam rady?", no i zazwyczaj zagryzała zęby i dawała. Z czasem opiekunowie zaczynali odczuwać brak weny odnośnie zadań dla czternastoletniej już Ślizgonki. Nauczyła się pisać lewą ręką, grać kilka utworów na fortepianie, robić gwiazdę, rysować konie, pływać z otwartymi oczami pod wodą... co mogłoby ją pokonać? Wtedy to właśnie w głowie pana Burke zrodził się iście szatański pomysł i pewnego poranka zagryzając grzankę, spojrzał na córkę znad gazety.
- Dam sobie rękę uciąć, że nie podołasz oklumencji. - Powiedział spokojnie, plując przy tym kilkoma okruchami tosta z masłem. Córka spojrzała na niego z diabolicznym błyskiem w oku, smarując sobie kanapkę dżemem morelowym.
- W takim razie nie masz już ręki - zaśmiała się, a matka spojrzała na swoje dziecko z niepokojem.

***

Już kolejnego poranka do dworu Burke'ów zawitał starszy jegomość, który rzekomo miał przybliżyć dziewczynie tę trudną sztukę. Spojrzał na nią znad sumiastych wąsów i darując sobie powitanie przeszedł do rzeczy.
- Bardzo ważne jest, abyś stale oczyszczała swój umysł. Staraj się w takich chwilach nie myśleć o niczym, miej w głowie całkowitą pustkę... Przypomnij mi, jak masz na imię? - Zapytał, a kiedy Ślizgonka już otwierała usta, aby odpowiedzieć poczuła wtargnięcie do swojego umysłu. Przed oczami wirowały jej różne wspomnienia. Spośród kolorowej wstęgi, która błyskawicznie przelatywała jej przed oczami dostrzegła moment, w którym obcięła kuzynce włosy tuż przy skórze, popchnęła pierwszorocznego, a ten wpadł do jeziora w okolicach Hogwartu, wylała żrący eliksir na torbę młodszej Gryfonki... Nagle przed jej mocno zaciśniętymi powiekami nastała ciemność, a ona wróciła do mrocznego salonu ciężko oddychając.
- Co to było, do cholery?! Nie powinien pan mnie najpierw uprzedzić? - Syknęła zaczynając odczuwać pulsujący ból głowy, a mężczyzna uśmiechnął się do niej, najwyraźniej zadowolony z siebie.
- Rezygnujesz? - Zapytał tonem, który wręcz ociekał jadem.
- Nigdy! - Warknęła i kolejne wspomnienia zaczęły wirować jej przed oczami.

***

Musiało minąć sporo czasu zanim zdołała nauczyć się blokować ataki nauczyciela. Czuła się wtedy zupełnie jakby spełniły się wszystkie jej marzenia... a potem mężczyzna psuł wszystko mówiąc, że nawet się nie stara. Silver jednak na dłuższą metę wcale to nie zniechęcało, a wręcz motywowało do dalszych praktyk. Koncentrowała się, budując wokół swojego umysłu coraz to grubszy mur, czasem nawet podsuwała fałszywe wspomnienia, co kwitował krótkim "Doprawdy zabawne...". Przed jednym z wielu spotkań w Hogsmeade okazało się, że Burke przyszła do Świńskiego Łba Pierwsza. Przeszła przez pomieszczenie i znajdując się przy "ich" stoliku poczuła, że ktoś próbuje wtargnąć do jej umysłu. Z wielkim trudem odparowała atak, a z cienia wyłonił się jej nauczyciel.
- Zrobiłaś postępy. To nasze ostatnie spotkanie, ćwicz - i tyle go widziała.

***

Kiedy w szóstej klasie nastała przerwa świąteczna i Silver wróciła do domu razem ze swoją mamą, od razu powędrowała do kuchni. Zobaczyła, że jej ojciec siedzi przy stole z gazetą, a na jej usta wpełzł jadowity uśmiech. Wzięła do ręki nóż kuchenny, po czym wbiła go w stół tuż obok dłoni ojca.
- Twoja kolej - rzuciła w jego stronę, obrzucając go tryumfalnym spojrzeniem.


Akceptuję!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alistaire Mulciber
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Pią Gru 30, 2016 1:19 am

Półwila

- Alistaire, kochanie, wychodzisz? – w melodyjnym głosie nie było słychać nic, oprócz rozbawionego zainteresowania.
Dokończył wiązanie butów i wyprostował się, by spojrzeć na swą piękną matkę, której smukła sylwetka pojawiła się nagle w sieni. W przygaszonym nieco świetle wyglądała jeszcze bardziej oszałamiająco, niż zwykle, co musiał przyznać z niedowierzaniem. Celeste, ze swą nieskazitelną skórą, włosami i oczyma barwy czekolady, była najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykokolwiek dane było mu zobaczyć. Czasem zastanawiał się, czy nie próbowała uwieść swojego homoseksualnego syna, lecz odrzucał tę myśl niemal natychmiastowo – gdyby takie były jej zamiary, niewątpliwie już dawno odniosłaby sukces, pal licho w orientację seksualną i braterstwo krwi.
- Owszem – odpowiedział z małym uśmiechem, podchodząc bliżej i całując gładki policzek. – Na pewno wspominałem Ci już o tym uroczym czarodzieju, którego zacząłem widywać.
Drobna dłoń odgarnęła splątany lok z jego twarzy, nim zdążył się odsunąć i narzucić na ramiona ciężką, podszytą futrem pelerynę.
- Baw się dobrze więc. Nie bądź zbyt grzeczny, wiesz, że nam nie wypada.
Potrząsnął głową, śmiejąc się cicho, odwrócił się i chwycił klamkę, szykując się do wyjścia.
- Och, pamiętaj jeszcze, by zaprosić go na herbatę. Twój ojciec wyjeżdża w przyszłym tygodniu.
Obejrzał się, by spojrzeć na twarz swojej mamy, w niepewności marszcząc brwi. Gdy ujrzał na wiecznie młodej twarzy ten znajomy, niepokojący nieco uśmiech, przewrócił oczyma. Nikt nigdy nie mówił, że aprobatę jego matki będzie łatwo uzyskać, prawda? Biedny Misiaczek, on przecież jeszcze nie wiedział, jak bardzo wile lubiły się bawić.
- Oczywiście, mamo.
___________________________________________________________

- Alistaire? – dobiegło go z wnętrza mieszkania. – Poczekaj momencik, zaraz będę!
Nie odpowiedział, zamiast tego podążając za nietypowym hałasem, który docierał jego uszu. Stąpał cicho, zerkając przez próg do kolejnych pomieszczeń, nim zauważył uchylone drzwi do pokoju, którego nigdy wcześniej nie widział.
Wiedziony zgubną, lecz tak typową dla niego ciekawością, zbliżył się. Już, już niemalże kładł dłoń na starym drewnie, nim drzwi otworzyły się całkowicie, a z wnętrza tej sekretnej komnaty wyślizgnęła się znajoma mu sylwetka.
- Prosiłem cię, żebyś zaczekał – powiedział czarodziej karcąco, patrząc na niego z góry.
- Dzień dobry i tobie, Misiaczku. Nie powinieneś kazać swym honorowym gościom czekać – odpowiedział, próbując dojrzeć coś pod ramieniem mężczyzny. – Nigdy nie widziałem tego pokoju.
- Honorowym gościom? Wybacz, czy ktoś wszedł za Tobą? I bardzo dobrze, tak ma zostać.
- Och? Czujemy się dzisiaj asertywnie? – spytał słodko, ironicznie.
Zbliżył się bardziej, czując zapach perfum, do których powinien był już przywyknąć, lecz które zawsze działały na niego tak samo. Schwycił dłonie swego towarzysza we własne, spoglądając na niego niewinnie spod rzęs.
- Nie bądź taki okrutny, Misiu. Co jest w środku? – prychnięcie, które usłyszał w odpowiedzi w ogóle go nie zadowoliło.
Mulciber nie życzył sobie, by jego wybranek miał przed nim jakiekolwiek sekrety. Zmarszczył podejrzliwie nos.
Jego palce z łatwością znalazły kształt pierścienia, który od razu skradły mężczyźnie z dłoni. Pozwolił sobie tylko na moment tryumfu, nim spojrzał znów w te jasne, lśniące oczy i uśmiechnął czule (z zaskoczeniem zauważył, że już nie musiał tej czułości udawać).
- Proszę, pokaż mi, co jest w środku – powtórzył, bardzo cicho, ustami muskając policzek starszego czarodzieja. Musiał stanąć na palcach, by tego dokonać, a zarost mężczyzny mile drapał jego własne lico.
Nie musiał już tak wiele wysiłku wkładać w wykorzystywanie swego „uroku”. Wraz z praktyką, przychodziło to coraz łatwiej. Rozmarzone i rozkojarzone spojrzenie nie dziwiło go już ani trochę, a nawet sposób, w jaki drugie ciało niemal instynktownie do niego lgnęło nie budził niepokoju. Używanie umiejętności wili wciąż wymagało nieco skupienia, zwłaszcza, gdy próbował oczarować tego konkretnego czarodzieja. Jeśli jednak spojrzał mu wystarczająco głęboko w oczy, wystarczająco subtelnie zatrzepotał rzęsami, było to całkiem wykonalne.
I w ten oto sposób znalazł się wkrótce w zupełnie nowym świecie, pełnym lśniących, magicznych przedmiotów, którego istnienia sobie nie wyobrażał.
__________________________________________________________

- Alistaire, wychodzisz już? – wymruczane z niezadowoleniem gdzieś spod kłębu pościeli.
- Mhm.
Czupryna splątanych, ciemnych włosów wyhynęła spod kołdry, a wraz z nią te śliczne, błyszczące, zirytowane teraz oczy. Miś nic nie mówił
- Dlaczego patrzysz się na mnie, jak gdybym zadźgał jakiegoś niewinnego szopa?
Jedyną odpowiedzią był oburzony pomruk.
Alistaire z cichym westchnieniem przysiadł na skraju łóżka i odgarnął ze zmarszczonego czoła kosmyk włosów.
- Moja matka zaprasza nas na herbatę w przyszłym tygodniu – jego słowa odniosły zamierzony efekt: mężczyzna wyprostował się trochę i wreszcie przemówił.
- Że co proszę?
- No proszę, to mówi. Nie każ mi się powtarzać, z twoim słuchem nie jest jeszcze aż tak źle.
- Dlaczego Twoja matka zaprasza nas na herbatę?
- Nie wiem, ale bardzo jej na tym zależy.
- Nie ma mowy.
- Zrozumiano. – odsunął się, już prawie wstając.
- Jeśli się zgodzę, zostaniesz jeszcze trochę? – bardzo ciche, zirytowane, dopiero po chwili milczenia.
Alistaire uśmiechnął się.
- Oczywiście, misiu.

Akceptuję!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Sro Lut 01, 2017 7:30 pm

Uwaga!
Od dzisiaj zapisy na Oklumencję i Legilimencję są zamknięte DLA UCZNIÓW aż do odwołania (najprawdopodobniej do wrzucenia nowego tematu z Genetyką).

Jest to spowodowane tym, że jednak za dużo uczniów te trudne umiejętności posiada, a jednak bez lepszej rozbudowy ciężko jest mówić jak to powinno wyglądać - przecież nie chcemy by nagle wszyscy dysponowali możliwością obrony swojej głowy lub też włamywania się do czyichś myśli czy też wspomnień. Mamy nadzieję, że po rozpisaniu będzie to klarowniejsze.

Nie dotyczy to oczywiście przypadków, które fabularnie się tym zajmą - to już będzie regulowane przez Mistrza Gry.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Nie Sie 13, 2017 6:11 pm

Animagia: Kojot

Kiedy jest się stworzeniem innym od człowieka, można doświadczyć o wiele więcej rzeczy. Kiedy komórki przekształcają się, tworząc coś zupełnie różnego od nagiej, delikatnej skóry, wyprostowanej sylwetki i przeciwstawnego kciuka, pozwala to wkraść się na zupełnie inny stopień poznania otaczającego świata. Zaczyna grać coś innego - nie czysta, ludzka inteligencja, chociaż oczywiście - zachowuje ona swój kształt, prowadząc stworzenie przed siebie, w sprężystych krokach. Zaczyna grać coś, co przez lata ewolucji i życia w kamiennych murach, w tłumach, w zadymionych miastach wśród metalu, plastiku i bezwarunkowego bezpieczeństwa, zostało uśpione. To, co zostało zepchnięte na dalszy plan, jako odpad - niepotrzebna rzecz, która w dobie globalnego wsparcia człowieka przez bliźniego, stała się niczym zepsuta zabawka.
W sercu zaczyna grać instynkt. Czysty instynkt, który począwszy nieśmiało, a potem z coraz większym zaangażowaniem rozpycha się bardziej i bardziej, wykradając kolejne skrawki miejsca. Jest zazdrosny i nie chce pozwolić czystemu, logicznemu rozumowaniu powrócić na swoje miejsce, zwykle jednak kapituluje w końcu.
To była chyba ciekawość. Jakieś delikatne jej muśnięcie, które potem popchnęły Rudą Zmorę do podjęcia próby. Do podjęcia wyzwania, jakie rzucała swoim własnym umiejętnościom, cierpliwości i zaangażowaniu. Ta ciekawość - szybko stanąwszy się niezwykle silną, podszeptywała jej, że oto mogą otworzyć się przed nią zupełne nowe możliwości poznania tego, co kocha. Możliwości nowego eksplorowania i poddawania testom. Możliwości podjęcia obserwacji tego, co było dla niej tak ważne. Jako inny ona, mogłaby podejść tam, gdzie wcześniej nie była w stanie i to wszystko, razem i osobno, sprawiało, że pragnęła jeszcze bardziej.

Oczy szeroko otwarte. Lodowate powietrze w płucach. Ukłucia mrozu na skórze. Noc, owijająca czarnym całunem upstrzonym błyskającymi asteryzmami postać, która stała pomiędzy drzewami. Księżyc, którego tarcza świeciła mocno i wyraźnie, wystrzegając się jednak przyjęcia formy idealnego okręgu. Jeszcze parę dni zostało do pełni, która zwiastowała przepełnione bólem i łaknieniem wycie, które w tych stronach było dosyć powszechną przypadłością.
Proces był trudny. Niezwykle skomplikowany i delikatny. Wymagał od niej daleko idących kalkulacji, nie mówiąc o czasie przygotowań do w ogóle podjęcia próby. Nie była to jej pierwsza, ani druga. Ani też dziesiąta. Zawsze wracała do domu z pustymi rękoma: wiedziała jednak, że warto. Czuła to - gdzieś pod skórą wiedziała, że ten trud opłaci jej się wreszcie. Wychowana w końcu został na człowieka świadomego siebie i znającego swoje możliwości, a to na pewno leżało w ich zakresie. Musiało.

Przekonstruowanie żeber, gotyckiej katedry skrywającej serce. Zmodyfikowanie kończyn, które zmieniły kątowanie. Przesunięcie uszu w górę czaszki i rozszerzenie powierzchni małżowin usznych, które przybrały trójkątny kształt. Wydłużenie szczęki i zębów, a także przeobrażenie kręgów guzicznych w ogonowe, powielenie. Przeistoczenie paznokci w pazury i wytworzenie poduszek łap. Finalnie zmiana włosów na sierść, która pokryła całe ciało. Nie straciła na barwie - złocista, przyprószona z różnych stron nieco szronem i czernią. Na świat patrzyły oczy - te same, dobrze znane, o różnorakiej barwie, którą odcinały się wyraźnie na tle futra i błyszczały w ciemnościach niczym dwie gwiazdy, odbijając blask sióstr i księżyca.

Nie wyróżniała się niczym pod względem wzrostu czy postawy, jeśli chodzi o innych przedstawicieli tego gatunku. Złote futro porastało grzbiet i przesiane było delikatną bielą, a także szarościami i czernią. Zwierzęce oczy patrzyły na świat ciekawsko, jednak ich barwa była tym właśnie, co świadczyło o jej inności. W końcu nie każdy kojot miał jedno oko lekko zielone, a drugie błękitne. Jeszcze parę oddechów. Parę krótkich zaczerpnięć powietrza, które chłodem drażniło płuca. W końcu ruszyła przed siebie, na miękkich łapach, otulona ciemnością i wyraźnym, ostrym jak nigdy dotąd, światem natury. Światem, który był jej bliższy, niż jakikolwiek inny.


Akceptuję!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marjorie Greyback
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Pon Paź 30, 2017 12:44 am

Animag: lis rudy

Nikt nie mówił jej nigdy, co powinna robić. Nawet wtedy, gdy znajdowała się jeszcze pod skrzydłami swojej najukochańszej opiekunki, Maeve dawała jej tylko luźne sugestie, proponowała wybór jednej z wielu różnych opcji, chcąc pokazać swojej podopiecznej, ile barw miał tak naprawdę świat.
To było na swój sposób piękne. Zieleń lasów, dojrzale miodowe zboża, szafir wód, błękit nieba... Nawet noc nie była tak po prostu czarna. Nie. Mae nauczyła ją dostrzegać wszelkie odcienie granatu poprzecinane złotawymi migoczącymi punkcikami - gwiazdami, które migotały tak właśnie dla niej.
Finlay w swych naukach o świecie unikała tylko jednego, będąc święcie przekonaną, iż dziecko wiedziało o tym już nazbyt wiele. Mroczna czerń nigdy zatem praktycznie nigdy nie pojawiała się w ich rozmowach, a ponure szarości gościły w nich równie rzadko. Kraina Alyssy była wręcz idealna i nawet brak kontaktu - a częstokroć także prawie ostentacyjna oziębłość - ze strony ojca nie był w stanie tego zepsuć.
Praktycznie przez sześć początkowych lat życia, Meadowes była święcie przekonana, że rzeczywistość ma wyłącznie ciepłe, przyjazne barwy. Że pięknie wybarwione róże kwitną po to, by być przez nią podziwiane, a lśniąco kasztanowa sierść koni błyszczy specjalnie dla niej.
To nie był ten narcystyczny sposób odnoszenia się do otoczenia, choć z pewnością nie da się ukryć, że tkwiła w nim obfita doza egoizmu, który panna Finlay usilnie starała się zaszczepić w wyjątkowo nieśmiałym dziecku, zdając sobie sprawę z tego, iż mogło to na swój sposób wynagrodzić małej Aly jakikolwiek brak zainteresowania ze strony jedynego członka bliskiej rodziny.
Gdy ptaki śpiewały tylko dla niej, znacznie łatwiej było pogodzić się ze świadomością, że tylko one chciały z nią rozmawiać. Gdy konie prezentowały się tak pięknie właśnie ze względu na jej obecność, brak widywania ojca nie bolał aż tak bardzo, bowiem istniał ktoś, kto się przed nią nie krył.
A gdy Maeve odeszła, przegrywając walkę z chorobą...
Świat stracił ostrość swoich barw, jednak nadal mógł być kolorowy. Wystarczyło tylko, że Alyssa zamykała oczy, a cienie nie zaburzały jej widzenia. Nie znała szarości aż tak dobrze. W jej oczach niebo płakało po stracie wspaniałego człowieka, lecz nie było tak po prostu szare. Było srebrzyste.

Cause they got the cages, they got the boxes...

Sama nie do końca pamięta, kiedy tak właściwie po raz pierwszy dostrzegła to, jak paskudny naprawdę był świat. Nie jest w stanie powiedzieć, czy rzeczywiście było to już po śmierci opiekunki, czy może jednak powolutku wkradało się to do jej umysłu jeszcze za życia kobiety.
Doręczycielem brutalnej prawdy z pewnością był jednak jeden niepozorny chłopiec. Zabiedzony, chudy, płochliwy, by nie powiedzieć, że wręcz zdziczały. To właśnie on był tym, kto otworzył oczy Alyssy. Ona sama wcale tego nie chciała, usilnie pragnąc pozostać w swoim perfekcyjnym świecie, w którym nic nie mogło jej skrzywdzić.
Nie była głupim dzieckiem. Być może tylko trochę nazbyt naiwnym i ślepo wierzącym w to, co wpoiła jej dorosła przyjaciółka. Nie chciała tego tracić, podświadomie wiedząc, że dociekanie prawdy nie miało przynieść nic dobrego, bo - w przeciwieństwie do jej rzeczywistości - jedynymi barwami w świecie jej nowego towarzysza były zmieniające się kolory siniaków i zadrapań na jego ciele.
Nie potrafiła jednak tak po prostu na to nie patrzeć. Nim się spostrzegła, zapragnęła dowiedzieć się więcej i nic nie mogło jej przed tym powstrzymać. Nawet wtedy, gdy ostrzał pytań, jakie wiecznie zadawała, spotkał się z całkowitym milczeniem, szukała sposobów, aby zweryfikować to, co dotychczas sądziła.
Chciała tego dla dobra ich obojga. Pragnęła pokazać mu swoje spojrzenie na świat, obdarzyć ciepłem, nie pozwolić odpłynąć jeszcze dalej w powoli narastający mrok. Aby to zrobić, sama musiała zaś zakosztować tej ciemności.
To... Nie było dobre, nie było przyjemne, nie było czymś, na co z początku się pisała, ale przyniosło efekty. Być może jej świat nie był już wyłącznie jaskrawy, jednak oddanie paru złudzeń nie mogło równać się z zyskaniem przyjaciela. Jak wtedy sądziła - na dobre i na złe, na resztę życia.
To było lepsze od życia w świecie snów. Wreszcie miała kogoś, kto był człowiekiem z krwi i kości, a ptaki nadal śpiewały przepięknie.

...and guns.

W swojej niezmiernej niedojrzałości nie spostrzegła, że wymieniała fantazje na coś równie nierzeczywistego. Sny na jawie zostały zastąpione przez wyjątkowo kruche marzenia. Nie dało się tak po prostu lawirować pomiędzy dwoma światami i choć ona uparcie próbowała to robić, jej towarzysz najwyraźniej nawet o tym nie myślał.
Odszedł od niej bez słowa. Tak po prostu zniknął, pewnego dnia nie pojawiając się w ich miejscu i nie robiąc tego także kolejnego poranka. Ani następnego, ani później... Ani już nigdy więcej.
Czekała na niego niczym porzucony szczeniak. Dzień w dzień wypatrywała go przez okno, potrafiąc długimi godzinami opierać się o parapet i patrzeć w przestrzeń. Liczyła na to, że być może następny dzień przyniesie im ponowne spotkanie.
Z początku była tylko zmartwiona, z czasem niepokojąc się coraz bardziej, aby wreszcie spróbować dowiedzieć się czegoś na własną rękę. Nie miała zbyt wielu możliwości, jednak to znaczyło dla niej naprawdę wiele. Prawda zaś wcale jej nie uwolniła. Posłużyła wyłącznie wyzbyciu się kolejnych złudzeń.
Porzucił ją, by uciec z domu i zadać się z równie patologicznym środowiskiem jak to, w którym tkwił od samego początku. Zamiast skorzystać z dłoni, jaką wielokrotnie ku niemu wyciągała, wolał wybrać coś, czego toksyczność znał aż nazbyt dobrze.
Ten postępek zranił ją jak nic, z czym miała przedtem do czynienia. Meadowes powzięła decyzję. Nie zamierzała już nigdy więcej odezwać się do osoby, która tak mocno ją skrzywdziła.
Ba!, zamierzała wyrzucić go z pamięci, choć dobrze wiedziała, że nie unikną kolejnego spotkania - tym razem w Hogwarcie. Planowała jednak zachowywać się tak, jakby nigdy go nie poznała...

They are the hunters, we are the foxes...

Co udawało się przez zadziwiająco długi czas. Wyglądało zresztą na to, iż on także postanowił jej nie znać. Gdy to spostrzegła, automatycznie wniosła ich nieznajomość na wyższy poziom, skutecznie unikając jakichkolwiek interakcji... Co nie było takie znowu trudne, skoro nie zadawała się ze Ślizgonami, a wręcz gardziła postępowaniem większości z nich.
Tak to już jednak w życiu bywa, że to, czego najbardziej staramy się uniknąć, lubi wracać do nas ze zwielokrotnioną siłą. I choć Alyssa specjalnie unikała spacerów w najbardziej oblężonych częściach zamku, paradoksalnie, najwyraźniej powinna działać całkowicie odwrotnie. Kto by jednak pomyślał, iż wymykanie się na nocne przechadzki może doprowadzić do czegoś takiego.
O ironio!, ona - będąc przecież jasnowidzem - nie przewidziała podobnego obrotu zdarzeń. Podziwiając okrągłą tarczę księżyca na krystalicznie czystym niebie, stała się mimowolnym świadkiem czegoś, co doprowadziło nie tylko do pozostania swego rodzaju powierniczką tajemnicy, lecz także wyzwoliło w niej łagodniejsze uczucia.
Potrzebowała czasu, by uświadomić sobie, że tak naprawdę już dawno temu przestała być cięta. Później było zaś znacznie łatwiej. No, przynajmniej dla niej... No, przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo próby nawiązywania nowej - lepszej - relacji dało się porównać do wypasania owiec na wodorostowej platformie pośrodku wzburzonego oceanu i w pewnych momentach była w stanie powiedzieć, by dano jej te owce. Nadal bywa...
Odkrycie sekretu miało jednak szczególny wpływ na związek Alyssy z transmutacją, z którą wcześniej radziła sobie dosyć dobrze, jednak nie wyjątkowo szczególnie.
To, w jaki sposób potoczyły się losy powiązań dziewczyny ze wspomnianą dziedziną magii, ukształtowało się stosunkowo późno. Zaczęło od tajemnicy i hasła rzuconego podczas jednych z zajęć wspomnianego przedmiotu, skończyło zaś trudną i żmudną nauką, która nie od razu mogła dać jakiekolwiek wyraźne efekty.

...and we run!

Jednak stało się...
Po raz pierwszy, drugi, trzeci i każdy kolejny. Obserwując pełnie z całkowicie innej perspektywy, wpatrywała się w niebo okrągłymi złotymi oczami o brązowych obwódkach wokół zewnętrznych linii tęczówek. Raz po raz uderzała miękkimi poduszkami łap o mokrą leśną ściółkę, nieustannie poruszając przy tym nosem - o wiele wrażliwszym od ludzkiego, rejestrującym całą gamę nowych zapachów, a w nim ten jeden naprawdę charakterystyczny i zarazem tak bardzo przez nią poszukiwany.
Ciche stąpanie łap płynnie przeszło do biegu, gdy zwinnie przemykała się pomiędzy kolejnymi drzewami, korzystając przy tym z własnych rozmiarów. W lisiej formie - tak samo ja w ludzkiej - nie była zbyt duża, jednak wcale jej to nie przeszkadzało. Nie chodziło przecież o wielkość, a o zręczność.
Przystając nagle w miejscu, zastrzygła uszami. Potem zaś znowu ruszyła, wiedząc już, w którym kierunku powinna zmierzać. Kochała wolność i wilgoć nadchodzącego poranka. Były niczym narkotyk, zaś ona nie miała nic przeciwko temu uzależnieniu.

_________________
You and I walk
a fragile line
I have known it all thistime
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   

Powrót do góry Go down
 
Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Ability- umiejętności pokemonów
» 002. Statystyki i umiejętności
» Zasady i opisy genetyk
» Frau
» Genetyka [w trakcie edycji]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Księga Praw Magicznych :: Mechanika Gry -