Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Wto Wrz 03, 2013 6:29 pm

NA TEN MOMENT ZABLOKOWANE SĄ UMIEJĘTNOŚCI NABYTE DLA UCZNIÓW, JEŚLI NIE LICZĄC ZAKLĘĆ NIEWERBALNYCH!
ODBLOKOWANIE NASTĄPI WKRÓTCE.



    ANIMAG



Animag (ang. animagus, od łac. animal – zwierzę i magus – mag) to czarodziej, który opanował umiejętność zmieniania się w zwierzę, choć niektórzy potrzebują różdżki do tej zamiany. Jest to bardzo trudna umiejętność, której nauka zajmuje długie lata, a do tego jest bardzo skomplikowana - nawet najbardziej doświadczeni mogą sobie z tym nie poradzić. Nic więc dziwnego, że animagów jest na świecie bardzo mało. Czarodziej nie może wybrać zwierzęcia w jakie się przemieni, jest to bowiem ściśle powiązane z jego osobowością (tak samo patronus jest ściśle związany z formą animaga). Animag powinien zarejestrować się w Ministerstwie Magii, jednak jak to zawsze bywa - niektórzy nie przestrzegają tego nakazu. Należy jednak pamiętać, że nielegalna przemiana może się równać poważnym konsekwencjom. Nie ma ograniczenia co do możliwości przebywania w zwierzęcej formie, jednak trzeba się liczyć z tym, że dłuższy pobyt w tej formie (np. pół roku) wpływa na wygląd czarodzieja, który nabiera zwierzęcych cech swojej formy. Po przemianie czarodziej traci swoje ciuchy, które pojawiają się na nim spowrotem po odmianie w człowieka.
UWAGA! Rejestracja na animaga musi wyjść fabularnie. Zarejestrować nie mogą się uczniowie.

Posiadający umiejętność:
Zarejestrowani:

  1. Minerwa McGonagall - Kot

Niezarejestrowani:

  1. James Potter - Jeleń
  2. Peter Pettigrew - Szczur
  3. Rudolf Lestrange - Wilk
  4. Syriusz Black - Pies
  5. Ismael Blake - Kojot


[2 miejsca dla uczniów - jedno dla zarejestrowanego, drugie niezarejestrowanego]


    LEGILIMENCJA



Legilimencja - (łac. legere-czytać, mens-umysł) Jest to jedna ze zdolności, których należy się nauczyć, umożliwiająca wydobywanie uczuć i wspomnień drugiej osoby. Czarodziej, który bardzo dobrze opanuje legilimencję jest zdolny wykryć czy dana osoba mówi prawdę, czy też kłamie. Zdolność ta wymaga lat praktyk, ma się na nią większe, lub mniejsze zadatki - często wiąże się z intuicyjnym podchwytywaniem motywów drugiej istoty, jednak by dogłębniej spenetrować umysł ofiary konieczne jest użycie różdżki na mniejszych stadiach poznania tej sztuki.
UWAGA! Każdy początkujący w legilimencji otrzymuje 30% szans na rzucenie tego zaklęcia. Szanse te wzrastają o 5% za każdym razem, kiedy na kościach w sile zaklęcia wypadnie 5 i o 7% w wypadku wyrzucenia 6.  Informacje o tym można też znaleźć  tu.


  1. Caroline Rockers
  2. Asteria Freya Brown
  3. Giotto Nero



    OKLUMENCJA



Oklumencja (łac. occludo-zamknąć, mens-umysł, serce, wspomnienia) to cecha będąca odwrotnością swej poprzedniczki. Pozwala na magiczną obronę swego umysłu przed penetracją z zewnątrz. Tak samo jak w przypadku legilimencji - nie można się z tym urodzić.
UWAGA! Każdy początkujący w oklumencji otrzymuje 30% szans na rzucenie tego zaklęcia. Szanse te wzrastają o 5% za każdym razem, kiedy na kościach w sile zaklęcia wypadnie 5 i o 7% w wypadku wyrzucenia 6. Informacje o tym można też znaleźć tutaj.

Posiadający umiejętność:

  1. Alexandra Grace
  2. Bellatrix Black
  3. Emmelina Vance
  4. Silver Burke
  5. Prudence Grisham




    PATRONUS


Patronus to jedyny czar, który chroni przed stworzeniami czarnomagicznymi, takimi jak dementorzy czy śmierciotule. Niestety tylko niektórzy czarodzieje są w stanie go stworzyć, wymaga on bowiem wielu czynników. O ile w warunkach bezstresowych nie jest on niewykonalny, tak przy obecności wspomnianych stworzeń tylko czarodzieje z wrodzoną mocą potrafią prawidłowo go stworzyć. Każdy patronus jest indywidualny, odzwierciedla charakter maga, który go stworzy.
Więcej informacji na forumowej wikipedii.


    TELEPORTACJA[nie wymaga zapisów]




Teleportacja to zdolność pozwalająca przeniesienie się w przestrzeni w dowolne miejsce, które istnieje dokładnym obrazem w naszym umyśle. Oparta jest na sile woli teleportującego się. Wymaga ogromnego skupienia, niedokładnie użyta grozi nawet utratą życia, w najlepszym przypadku rozszczepieniem i utraceniem którejś części ciała. W Hogwarcie odbywa się co roku nauka teleportacji dla starszych roczników, do której każdy może przystąpić.
Do teleportacji służą specjalne kości (nie dotyczą osób, które wykupiły specjalizację: teleportacja).

  • Teleportacja udana - teleportacja przeszła bez przeszkód.
  • Teleportacja nieudana - czarodziej nie był w stanie się ruszyć z miejsca.
  • Drobne rany - czarodziej otrzymuje drobne rany w postaci zadrapań.
  • Poważne rany - znika w pojedynczych miejscach skóra, może nastąpić złamanie kości.
  • Rozczłonkowanie - czarodziej rozczłonkowuje się.




    ZAKLĘCIA NIEWERBALNE[można zdobyć jako nagroda fabularna/podczas lekcji/wykupić za fasolki]




Zaklęcia niewerbalne to umiejętność, dzięki której czarodziej zdolny jest bez wymawiania słów, będących kluczowym elementem magii, wytworzyć dowolny czar. Wystarczy, że zostanie on wyrażony wolą w myślach - nadal niezbędna jest oczywiście różdżka i często odpowiedni gest. Pozwala ona na wykorzystanie elementu zaskoczenia nad przeciwnikiem.
UWAGA! Czarowanie niewerbalne można wykupić za fasolki lub dostać w prezencie od Administracji w ramach wyróżnienia. Należy tą umiejętność wpisać do Karty Rozwoju Postaci.

Posiadający umiejętność:

  1. Sahir Nailah
  2. Caroline Rockers
  3. Prudence Grisham
  4. Ezechiel Yaxley
  5. James van Dijk
  6. Jonathan Avery Senior
  7. Giotto Nero
  8. Logan Hale
  9. Alice Hughes



Magia starożytna



    CZAROWANIE BEZ RÓŻDŻKI




Czarowanie bez różdżki to sztuka, którą mogą opanować tylko czarodzieje z potężną, wrodzoną mocą magiczną. Jest to możliwość rzucania czarów bez konieczności sięgania po różdżkę. Taką właśnie magią parają się dzieci-czarodzieje, nieświadome nawet tego, co robią. Zdolność ta zanika jednak wraz z wiekiem i jest przez większość całkowicie zapominana. Odpowiednio pielęgnowana i wyuczona może zostać przyswojona na nowo lub zachowana. Należy zauważyć, że są to czary o pomniejszej mocy. Za ich pomocą można przywołać do siebie przedmiot, lewitować, itp. - wszystko działa w bardzo umniejszonym stopniu.
UWAGA! Czarowania bez różdżki nie można używać w walce. Nie dotyczy postaci Voldemorta i Dumbledor
Więcej informacji na forumowej wikipedii.

Posiadający umiejętność:
* Rudolf Lestrange
* Asteria Freya Brown
[ZAPISY ZAMKNIĘTE DLA UCZNIÓW]


    SIŁA WOLI




Siła woli to umiejętność, która pozwala naginać rzeczywistość siłą naszego umysłu bez konieczności sięgania po różdżkę. Ograniczona jest kreatywnością czarodzieja. Magia ta była popularna w czasach średniowiecznych, jednak zanikła wraz z upływem wieków, w dzisiejszych czasach jedynie stare wampiry pielęgnują ten kunszt, skrywając sekret poza świadomością czarodziejskiego świata, który uznał ją za sztukę zapomnianą.
UWAGA! Siłę Woli można zdobyć jedynie poprzez fabularną rozgrywkę, tylko z warunkiem długiego stażu na forum i z udowodnieniem, że nie będzie ona nadużywana.



Żeby dostać którąś zdolność należy napisać historię, jak postać sobie radzi z tą zdolnością i umieścić ją poniżej.

Uwaga!
Dopuszczalne są 2-3 zdolności, ale wśród nich tylko jedna, z którą należy się urodzić. Administracja jednak przypomina, że jest niezwykle ciężko je zdobyć - zależy to od jakości podań i od wkładu danego użytkownika w forum, czy też jego postaci w rozwój fabularny.
Na forum możliwe jest wykupienie Genetyki bez pisania podania, za 200 fasolek. Więcej informacji tutaj.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Caroline Rockers dnia Pon Sie 14, 2017 11:48 pm, w całości zmieniany 41 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Erin Potter
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Nie Wrz 29, 2013 12:16 pm

Animag - kruk.

Księżyc wciąż był taki sam... cały czas identyczny, w pełni, świecący, rozjaśniający ciemną noc. Za każdym razem, za każdym razem od dwóch lat. Bo tyle też się męczyła, tyle się uczyła, tyle czasu spędzała na dotarciu do celu, jaki sobie postawiła...
Potter, wtedy jeszcze szóstoroczna, wypuściła powietrze z ust, wyciągając różdżkę z kieszeni jeansów. Sowy naokoło niej pohukiwały raz po raz, przyglądając się tej jakże dziwnej dziewczynie, która przecież nie przyszła do sowiarni specjalnie do nich, po to, aby wysłać list, a w całkiem innych, dość... nietypowych powodach.
Chwila skupienia... uda Ci się. Uda Ci się, Rin. Nie po to pracowałaś na to całe dwa lata... uda się.
Machnęła różdżką, szeptem wypowiadając zaklęcie, którego uczyła się przez tak długi okres czasu, i nagle na jej miejscu pojawił się czarny, mały ptak z orzechowymi oczami. Mrugnął kilka razy i rozpostarł skrzydła, zatrzepotał nimi kilkakrotnie i ponownie upadł na podłogę - nie można było mu się dziwić; pierwszy raz w życiu próbował lotu...
Po chwili, a dokładniej kilku próbach wzniesienia się w górę, zrobił to, okrążył całą sowiarnię ku lekkiemu podirytowaniu zebranych tu sów i w końcu odważył się wylecieć przez okno.
To było niesamowite uczucie.
Wiele razy śniło jej się, że lata, jednakże to było bez porównania z tym, co działo się teraz. Po prostu szybowała w powietrzu, pod sobą mając cały, wielki krajobraz Hogwartu - błonia, jezioro, korony ogromnych drzew - czuła się tak, jakby cały świat należał tylko i wyłącznie do niej. Cholernie dziwne uczucie, rzadko u niej spotykane.
Cieszyła się, cieszyła się jak nigdy w życiu, była w takiej euforii, jak... jak...
Jej wysiłek odniósł właściwy skutek. Wreszcie, wreszcie..! Dwa lata nauki! UDAŁO SIĘ!


PRZYJĘTA!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shane Collins
avatar


avatar
Martwy †

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Nie Paź 06, 2013 7:22 pm

Kumulacja. 
Animag - liszek.
Wężousty.

Ciemność otaczała go jak ciepły koc w ten jesienny wieczór. Prawdopodobnie sam nie wiedział, co chciał właściwie osiągnąć. Zawsze czuł podejrzany pociąg do gadów. Gad. Stąd też jego przezwisko, nadane przez braci ze Slytherinu. Nigdy nie rozumiał, jak ludzie mogą śmiać się z jego fascynacji. Hobby jak każde inne. Wszyscy je mamy. Drobne dewiacje, a może nawet fetysze. On po prostu lubił myśleć, że faktycznie rozmawia z wężami. Wystarczająco dużo historii usłyszał już od swojej rodziny, która jeżeli wierzyć opowieściom, jest w pewien sposób związana z Salazarem Slytherinem. Chyba tylko dlatego nigdy nie żałował, że trafił właśnie do tego Domu. 
Siedział na przeciw swojego najnowszego znaleziska. Dostał go na ulicy Śmiertelnego Nokturnu, gdy odwiedzał przyjaciela rodziny. Powiedział mu, że właśnie ten okaz może mu się wyjątkowo spodobać. I faktycznie, pomijając nawet niebezpieczeństwo jakim był ten tajpan (a co u Borgina i Burksa nie jest zabójcze?), to było w nim coś jeszcze. Coś złowieszczego, zupelnie jak jego osobisty omen, tak dobitnie przypominający o śmiertelności każdego z nas.
-Powiedz, proszę mój miły, jak Cię zwą? 
Cichy syk przeciął ciszę zalegającą na błoniach. Nie powinno go tu być. Ale czy właściwie jest jakiekolwiek miejsce w którym być powinien? Tak naprawdę błonia były równie dobre jak każde inne.
-Jak Cię zwą, mój drogi?
Kolejny syk. Tym razem łagodniejszy, prawie rozpoznawalny. Zupełnie jak szum wiatru w letni wieczór. Przyjazny. 
-Wyjaw mi swoje imię.
Spoglądał w ciemne ślepia leżącego u jego nóg gada. To nie jest tak, że poczuł jak coś w nim pęka. Nie zwrócił uwagi na to, że jego głos stał się zimny, a syk towarzyszący wypowiadaniu słów, nie należy dłużej do angielszczyzny. Nie czuł się wyjątkowy, niepowtarzalny... przeklęty. Czuł się chłodno obojętny, gdy wąż wreszcie przemówił już nie swoją regularną mową.
-Astaroth.

Shane delikatnie uniósł brew do góry, gdy wąż wystawił język. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Wiedział, że wąż jest wyjątkowy, ale po kilku minutach, wiedział już zbyt wiele. Nie chciał poznać tajemnic, które wyjawił mu jego nowy przyjaciel. O jakiej znowu potędze mówił Astaroth?
Zwinął się groźnie jak sprężyna gotowa do skoku. Chłopak wiedział, że nie miał szans na ucieczkę, tym bardziej na walkę. Nie sięgnąłby po różdżkę. Nim jego dłoń wykonałaby ruch, byłby bardziej martwy niż sam Salazar. Wąż wystrzelił, przecinając powietrze tuż obok jego ucha. Padł na trawę kilka metrów za Ślizgonem, zupełnie nieświadomym jeszcze tego co się dzieje. Ani tego co się stanie z jego życiem, gdy już podąży za gadem. 
-Sssssssłap mniee....
Rozpoczął się pościg młodego adepta magii, za magią samą w sobie. 
Poderwał się równie zwinnie co wąż w gotowości do ataku. Nie chciał stracić swojego nowo poznanego towarzysza z oczu. Było już wystarczająco ciemno by zgubić go, gdyby oddalił się o więcej niż kilka metrów. Wyszarpnął sprawnie różdżkę, a światło zalało błonia. Kierowali się w stronę Zakazanego Lasu, co wcale mu nie przeszkadzało. Jak już wspominałem... miejsce równie odpowiednie na nocną wędrówkę, jak każde inne. Wąż przyspieszał, choć chłopak nie wyobrażał sobie by było to możliwe. Co rusz strzelał niczym z procy, między korzeniami drzew, sunąć po ściółce i niknąc na chwilę w krzakach. Różdżka dawała mu wystarczająco dużo światła, choć miejsca pod gałęziami było niewiele. Biegł najszybciej jak potrafił, choć zdawał sobie sprawę, że zaraz straci nawet najmniejsze szanse, by dorwać gada przed zgłębieniem Zakazanego Lasu. Przeskakiwał ścięte i powalone drzewa, omijał naturalne pułapki, które mogły okazać się dla niego ziemną trumną. Szczęście jednak, jak wszystko w jego życiu, kiedyś musiało się skończyć i nim się zorientował wylądował twarzą w leśnym mchu. W ułamku sekundy rozeznał się w sytuacji, która była beznadziejna. Wąż oddalał się coraz bardziej, choć wydawało się, że nieco zwolnił. Shane dał się ponieść instynktom. Warknął, bardziej z bezradnej wściekłości, niż z bólu spowodowanego upadkiem i zerwał się na cztery łapy. Odepchnął się gwałtownie od wielkiego głazu, który spoczywał tu zapewne jeszcze za Króla Artura i biegł za zgubą już nie na dwóch, a na czterech odnóżach. Zanikł w nim zmysł trzeźwego myślenia. Liczyła się dla niego tylko ofiara i pęd wiatru we włosach. Tak jak w przypadku mowy wężów, tak i teraz nie zwrócił uwagi na te subtelne zmiany jakie zachodziły w jego postrzeganiu świata. To już nie był nowo poznany towarzysz, tylko ofiara. Cel. To nie była cicha noc w równie cichym lesie. Ta noc była głośniejsza od gwarnego Hogwartu w czasie przerwy. Zewsząd dobiegał go szum liści, tupot kopyt i łap. Dalekie okrzyki bólu, złości, szczęścia, pradawne, zapomniane dialekty. To wszystko stało się już tylko tłem, dla morderczego pościgu za zimnokrwistym. Zatracony w jednostajnym pulsie życia, umknął mu fakt, że jego kły są ostre jak brzytwy. Nie zwrócił uwagi, gdy jego palce zaczęły zaciekle rwać ziemie w poszukiwaniu przyczepności. Przemilczę już fakt, że nie tyle widział ofiarę, co zaczął ją wyczuwać. Odległość zmniejszała się o wiele drastyczniej, zupełnie jakby szale się obróciły. Jego druh Astaroth - najniebezpieczniejszy z gadów, stał się w pierwotnym instynkcie chłopaka, jedynie smaczną potrawką. I nową parą glanów. 
Shane potężnym kopnięciem odbił się od drzewa po jego prawej. Głośny trzask, gdy powietrze najpierw się rozprężyło, by na powrót zająć swoje miejsce. Może i chłopak zastanowiłby się nad tym, czy ktoś przypadkiem się nie deportował, gdyby go to obchodziło. Jednak tym razem to nie był deportacja, czy aportacja. Tym razem była to jego umiejętność, która tak długo była tłamszona, gdzieś w odmętach jego duszy. 
Lis wielkości potężnego basiora, przytrzymywał łapą głowę węża.

Jestę lisę, pogromcom szlamuw.:
 


Mogłabym się czepiać, zwłaszcza że wężoustość to niezwykle rzadka cecha, a Ty jeszcze bierzesz Animaga, ale... w sumie napisałeś ładnie post.
Na wężoustego Cię przyjmuję i dodaję zamiast Rev, ale na animaga napisz mi jeszcze historię jego przemieniania się.
Dlaczego chciał być animagiem? Jak mu szły ćwiczenia? Etc.



Nie dzisiaj, moja mała, słodka Ce. 

Zrobię to, jednak już nie dzisiaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asmita Wels
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Nie Lis 17, 2013 10:04 pm

Wampir

Minęło tyle czasu od śmierci matki dziewczyny. A ona dalej nie potrafiła się pozbierać. Czy tylko ona ją tak mocno kochała? Siostra już zapomniała, czemu w ogóle wszyscy są, a raczej byli smutni, a ojciec znów zajął się pracom i nawet nie zaczął planować pogrzebu. Prawdopodobnie tylko Asmita nie zapomniała o osobie, która sklejała całą tą rodzinę w całość. Ale czego można spodziewać się od czternastolatki? Niby nie jest taka młoda, ale wystarczająco, żeby przeżywać śmierć bliskich do końca życia. Tak, ta trauma pozostaje z nimi do końca. Wystarczy jedno zdjęcie, a wspomnienia wracają.
Asmita spojrzała przez okno, na swoją siostrę. Dręczyło ją jedno pytanie. Czemu? Dlaczego ojciec uznał za świetny pomysł wyprowadzę z domu, w którym obie się wychowywały. Zeszła z parapetu, przecież nie mogła tak siedzieć i w spokoju patrzeć jak pakują walizki do samochodu. Zbiegła po schodach, przeskakując co drugi schodek, złapała w ręce kurtkę wiszącą na wieszaku w przedpokoju i wyszła z domu okrywając nią swoje ramiona. Kiedy zamknęła drzwi, dość wysoki mężczyzna, o blond włosach odwrócił się w jej stronę, na chwilę przerywając pakowanie bagaży. Spojrzał na nią swoimi zielonymi oczami, jakby chcąc przewiercić ją wzrokiem, ale po chwili znów zaczął upychać rzeczy do bagażnika.
- Tato, ja nigdzie nie jadę. – Powiedziała dziewczyna spokojnie. Wystarczająco dobrze znała swojego ojca, żeby wiedzieć jak się zachowa. Ale nawet najgorsze kary i układy, które byłby korzystne dla niej a dla niego nie, nie mogły zmienić jej zdania w takiej sytuacji.
- Asmita, nie wygłupiaj się i idź po swoje walizki, za chwilę jedziemy.
- Nie jestem spakowana, nie mam zamiaru nigdzie jechać. Nawet nie pomyślałeś o tym, że to nie jest dobry pomysł? – Mówiła spokojnie, chociaż znając córkę, pan Wels wiedział, że prędzej czy później i tak będzie krzyczeć.
- Najlepsze dla nas jest wyjechać. Wiem, że przeżyłaś śmierć matki, ale przecież nie zostaniemy tutaj. Za dużo wspomnień.
- Dla nas? Może dla was. Ja nigdzie nie pojadę, choćbym miała zostać tutaj sama.
- Zgoda.
- Co? Jeśli to jest jakiś twój żart, to na pewno nie jest śmieszny.
- Nie żartuję. Zostaniesz tu. Jeśli tego chcesz. Nie będę zaciągał cię siłą. Od takich rzeczy była mama. Nie ja. – Powiedział obojętnie mężczyzna. Dziewczyna zawsze wiedziała, że ojciec wolał jej siostrę, ale w tym momencie nie bardzo jej to przeszkadzało. Przecież właśnie dzięki temu mogła zostać w swoim rodzinnym domu. Asmita uznała, że jej tata jeszcze zmieni zdanie, więc pośpiesznym krokiem wróciła do mieszkania. Zamknęła drzwi od mieszkania na klucz, odwiesiła kurtkę na wieszak i wolnym krokiem weszła na górę po schodach, żeby znowu spojrzeć przez okno na tatę i siostrę.
Panienka Wels nie cieszyła się długo „wolnością”. Po około trzech tygodniach od wyjazdu rodziny, zamieszkała z nią babcia. Jednak przez te trzy tygodnie dużo zmieniło się w jej życiu…
Strasznie przeżywała śmierć matki. Czasami siedziała i płakała nad jej zdjęciem, zastanawiając się, czy tam w górze wszystko z nią dobrze. Jednego dnia, jak właśnie tak siedziała, wymyśliła idealny sposób, żeby to sprawdzić. Ponieważ pochodziła z rodziny czarodziei, miała znajomych, nie będących Jugolami. Jej rodzina wyznawała zasadę iż rodziny nieczystej krwi są gorsze, więc miała zakaz znajomości z takimi. Prawie od urodzenia, znała chłopaka, który był wampirem. Nigdy nie dopytywała się go, jak wygląda ugryzienie przez jedną z tych istot, bo po co, skoro oglądała tyle filmów o wampirach? Na każdym filmie który widziała, takie ugryzienie kończyło się śmiercią ofiary, więc czemu u niej miało być inaczej?
Poprosiła kolegę, aby ten ją ugryzł. Oczywiście chciał jej wytłumaczyć, że to nie skończy się tak jak ona by chciała, lecz za dobrze ją znał. Ona nigdy nie słucha innych. Bez słowa sprzeciwu zatopił kły w szyi Asmity. Dziewczyna poczuła piekielny ból, a chwilę później straciła przytomność….
… Obudziła się w szpitalu. Wszystko ją bolało. Jeszcze nie znała powodu, ale wiedziała, że wszystko poszło nie tak. Miała przecież obudzić się w ramionach matki. Miała w końcu powiedzieć jej, że ją kocha i przestać obwiniać się za to co się stało. Ale nic nie wyszło. Teraz leżała w szpitalu. W jedynym miejscu na ziemi którego nienawidziła tak jak cmentarzy. Rozejrzała się powoli po całej Sali. W rogu na łóżku siedziała jakaś pani. W sąsiednim łóżku leżał Mężczyzna. Miała tylko nadzieję, że żadne z nich nie jest chore na HIV. Przecież wszystko może się zdążyć. Podniosła się do siadu i zobaczyła Davida. Prędzej spodziewałaby się swojej babci, niż kolegi wampira. Ale nie można wybrzydzać.
- Wszystko popsułeś.
- Wcale nie.
- I tylko tyle? Liczyłam na coś w stylu „przepraszam Asmi, nigdy więcej cię nie zawiodę!”
- Gdybym powiedział do ciebie „Asmi”, to byś rzuciła mi się do gardła. A teraz siedź cicho i słuchaj. Przyniosłem ci picie. – Powiedział, jak gdyby nigdy nic i wyciągnął w jej strone plastikowy kubeczek, w który był zapełniony tylko do połowy.
- Jak zawsze pomocny… - Wzięła w kubek w rękę i nawet nie sprawdzając czego zaraz się napije, wzięła dwa duże łyki. Jednak dopiero po przełknięciu poczuła smak i nie zdążyła w porę wypluć.
- Co ty robisz?! – Krzyknęła plując na podłogę. I tak ktoś to posprząta. – Myślałam, że mnie lubisz…
- To tylko dla twojego dobra. Po za tym, powinnaś być mi wdzięczna… wiesz ile zbierałem ta krew? To nie jest takie proste…
- Na razie, dzięki tobie leżę w szpitalu i wypiłam TWOJĄ krew. Dzięki ci zbawco.
- Później wytłumaczę ci o co chodzi… A właśnie, musisz wracać do domu.
- Pomożesz mi iść. Wszystko mnie boli…
Wstała powoli, podpierając się o Davida. To nie było wcale takie proste. Według ich założenia będą musieli dużo nazmyślać, aby w ogóle wypuścili ich ze szpitala. W rzeczywistości wystarczyło „dowidzenia”. Najwyraźniej personel w szpitalu ma gdzieś wszystkich pacjentów. Przynajmniej w tym.
Całą drogę szła opierać swój ciężar ciała na chłopaku, co chyba nie było jego marzeniem, ale nic nie powiedział, więc Dziewczyna uznała, że mu to wisi. Do domu wcale nie miała tak daleko, po około 30 minutach byli przed drzwiami dwupiętrowego domku, w którym miała czekać na nią Babica. Do środka weszła już sama. Nie było powodu aby chłopak widział burdel…. Bałagan w jej domu. Przeszła przez korytarz trzymając się ściany i weszła do salonu w którym siedziała babcia dziewczyny. Starsza pani siedziała w fotelu i czytała książkę.
- Dziecko…. Martwiłam się o ciebie… - W jej głosie było słychać troskę mimo tego iż w ogóle nie oderwała wzroku od lektury.
- Nie trzeba było… ja tylko byłam w szpitalu…
- David mi wszystko opowiedział. Najlepiej by było, gdybyś przez jakiś czas leżała w łóżku.
- Ale ja nie jestem chora…
- Jeszcze. Już, na górę…!
Bez słowa sprzeciwu dziewczyna udała się po schodach do swojego pokoju. Niby wiedziała, że nawet jak nie położy się w łóżku to babcia nie zauważy, ale przecież ona nie była pierwsza lepszą czarownicą…. Miała na nazwisko Wels i sam ten fakt dawał dużo do myślenia. Asmita przykryła się kołdrą. Leżała i leżała. Niby nic nadzwyczajnego, ale po chwili zgięła się z bólu. Zacisnęła lekko zęby. Wstała z łóżka i z trudem doszła do drzwi. Chciała złapać za klamkę, ale nie zdążyła. Upadla na podłogę i łapiąc się za brzuch zwinęła się w „kłębek” co chwile krzywiąc się z bólu. Nie wiedziała ile minęło czasu. Wiedziała tylko, że strasznie długo trwało, zanim ból ustał i mogła w spokoju zejść na dół. Powoli zeszła w dół po schodach i poszła do salonu. Przechodząc koło lustra, znajdującego się w przedpokoju spojrzała na swoje odbicie. Była cała czerwona i wyglądała, jakby nie spała od tygodni.
- Coś się ze mną dzieje…
- Cicho. Masz i pij. – Powiedziała do niej babcia i położyła na stoliku kubek. Dziewczyna wzięła go do ręki i powąchała. Krew. Nie wiedziała dlaczego, ale miała wielką ochotę napić się jej. Albo dużo więcej. Coś kazało jej to zrobić. Uległa, po kilku sekundach kubek był pusty, a ona poczuła się lepiej. Nie wspaniale, po prostu lepiej niż wcześniej. Uznała, że nie spyta. Zaczynała się powoli wszystkiego domyślać. Przeszła przez przedpokój i otworzyła drzwi. Stanęła w progu i chwilę tak stała. W końcu po minucie stanęła na piaskowej drodze. Nie martwiła się, że pobrudzi sobie skarpetki, a granatowy sweterek w kokardki i czarne materiałowe spodnie dostarczały jej odpowiednią ilość ciepła. Nagle poczuła zapach. Piękny zapach. Nie wiedziała czemu to robi, ale zaczęła biec w jego stronę. Biegła lasem, za niewiadomo czym. Była coraz bliżej. A kiedy w końcu zobaczyła swój cel. Oniemiała… To był zajączek. Biedny malutki zajączek, który już po kilku sekundach znalazł się w jej rękach, z przegryziona tętnicą. Piła jego krew… smakowała jej. I nagle wszystko stało się jasne.
Nikt nie może się o tym dowiedzieć… przecież jestem czymś… nieludzkim. Jak wrócę do szkoły. Nikt się nie dowie…



Oprócz ugryzienia, potrzebna jest również krew wampira by dokonała się metamorfoza. Opisz też, jak sobie z tym radzisz, jak postrzegasz ten świat. Czy ktoś z rodziny zauważył? Jak się zmieniłaś?
Ogólnie jest w porządku ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ieva Greengrass
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Pon Paź 20, 2014 9:13 pm

Taki tam zlepek...
Półwila
Oklumencja

A wszystko zaczęło się od tego, że pewna pani wila zakochała się w pewnym mężczyźnie. Jako że była wilą, zdobycie owego mężczyzny nie nastręczało jej żadnych trudności. Mężczyzna zakochał się w niej na zabój, oświadczył się, a rodzina wybranki i ona sama przyjęli go bardzo ciepło. Żyli sobie czas jakiś, a jak to w szczęśliwych małżeństwach bywa, pojawiło się dziecko. Chłopiec. Oczywiście rodzice uradowani, bo pierwsze dziecko... Ważne jest również to, że pani Greengrass nigdy nie powiedziała mężowi o tym, że jest wilą. Minęło kilka lat, a urodziło im się drugie dziecko, dziewczynka. Dali jej na imię Ieva. Jakoś tak, pani Greengrass się ono podobało. Mijały lata, dziewczynka dorastała, a jej matka coraz mocniej zdawała sobie sprawę, że córka odziedziczyła po niej geny wili. Oczywiście jedynie w połowie, ale i tak moc wili ujawniała się powoli z każdym dniem w młodziutkiej Ievie. Było również jasne, że dziewczynka pójdzie do Szkoły Magii, były niewielkie kontrowersje, do której, ale jednak trafiła do Hogwartu. Odkąd jej moce wili zaczęły się ujawniać, pani Greengrass uczyła córkę, jak sobie z nimi radzić. Jako tako jej się to udawało, chociaż tylko wtedy, gdy koncentrowała się na tym. A gdy tylko dawała się ponieść emocjom.... AU. Wszyscy mężczyźni wokół niej wariowali. Dlatego też dziewczynka zasłynęła w Slytherinie jako taka sztywna i zawsze spokojna. Dopiero na początku 6 roku nauki udało jej się stworzyć eliksir, dzięki czemu jej moce wili zostały nieco stłumione i nie miały już aż takiego wpływu na płeć przeciwną. Przez te pięć lat również polepszyła się jej kontrola i rzadziej traciła panowanie nad swoimi mocami.

Przyjęta!

Gdy Ieva miała 14 lat, jej brat dołączył do Śmierciożerców. Dla dziewczyny była to osobista tragedia, z którą nie mogła się pogodzić. Z tej przyczyny również zaczęła unikać wizyt domowych, wracając niechętnie do domu jedynie na wakacje. Po pewnym czasie jej relacje z bratem jakoś się unormowały, w końcu czego by nie powiedzieć, jak na rodzeństwo naprawdę bardzo się kochali. Któregoś dnia chłopak powiedział jej wprost, że musi nauczyć się oklumencji. Było to bardziej niż pewne, że Voldemort w końcu wezwie również ją przed swoje oblicze, więc niebezpiecznie byłoby, gdyby wyczytał z jej myśli, co sądzi o tej sytuacji. Ieva poparła brata i zaczęła uczyć się tej jakże trudnej sztuki. Swoje pierwsze porządne bariery umysłowe postawiła dopiero w wakacje po 5 roku nauki, ale dzięki temu mogła czuć się chociaż trochę bezpieczna. Oczywiście nie zaprzestała ćwiczeń, więc obecnie potrafiłaby sobie poradzić ze średniozaawansowanym legilimentą. Niestety do umiejętności odbicia ataku Voldemorta na swój umysł jest jej jeszcze bardzo daleko, dlatego też nie zaprzestaje ćwiczeń i bardzo się stara poprawić tę zdolność.

Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenity M. Underhill
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Pią Paź 24, 2014 3:24 pm

Metamorfomag.

    Mimo, że Avenity jest czarownicą półkrwi, w jej genach zarysowała się ta dość niezwykła i rzadka cecha. Najprawdopodobniej posiadła tę umiejętność ze strony ojca, którego matka również była metamorfomagiem.Umiejętność ta w jej przypadku jest niezwykle przydatna - jako, iż pracuje na dość poważnym i trudnym wydziale w Ministerstwie, możliwość ciągłego zmieniania swojego wyglądu zezwala jej na ciągłe pozostanie ukrytą. Bardzo ciężko jest ją określić czy sprecyzować innym ludziom, co niesamowicie przydaje się w jej zawodzie. Dzięki temu swe misje wykonuje stanowczo szybciej, sprawniej i zręczniej niż pozostali pracownicy z jej Departamentu. Najczęstszym zmianom zdecydowanie ulegają kolory jej włosów - kobieta jak kobieta, co chwila stwierdza, że w czymś innym jej lepiej. Dlatego też rozpoznać ją można w przeróżnych wydaniach; najbardziej gustuje jednak w odcieniach miodu, czerwieni, rudego oraz kasztanowego. Warto wspomnieć, że zmiany w jej wyglądzie często pojawiają się wówczas, kiedy jej nastrój ulega nagłej przemianie - przykładowo, kiedy się denerwuje, kolor zaostrza się; kiedy jest zamyślona czy smutna, blednie.


Przyjęta!

Oklumencja, zaklęcia niewerbalne.

    Niemal całkowicie odcięła się od mugolskiego świata. Miała dość wciąż powracających wspomnień, miała dość swojego miejsca zamieszkania, miała dość okolicy, którą kojarzyła tylko i wyłącznie z przeszłością, miała dość nawet tych wszystkich mebli, które wiązały się ze wspomnieniami z Nim, a już przede wszystkim miała dość siebie. Nie potrafiła poradzić sobie z zaakceptowaniem tej pustej rzeczywistości. Szarość, którą dostrzegała praktycznie zawsze w zestawieniu z innymi barwami, teraz wypełniała niemal cały obraz jej postrzegania świata. Podejmowała przeróżne próby wypełnienia ciążącej na niej pustki - myśli zabijała w nauce i praktykach, aby dostać się na posadę w Ministerstwie. To uczyniło z niej naprawdę zdolną i silną czarownicę. Bycie Niewymowną wiązało się z wieloma zasadami, które nalegało przestrzegać - między innymi z dochowaniem tajemnic najbardziej zagadkowego Departamentu. Dlatego też Avenity, chcąc pozostać jak najbardziej incognito, postanowiła wyćwiczyć potężną sztukę oklumencji. W ten sposób nie musiała obawiać się, że ktokolwiek kiedykolwiek mógłby wtargnąć w najgłębsze odmęty jej umysłu i czytać z niej jak z otwartej księgi. To był pierwszy z jej sposobów odseparowania się od świata. Oprócz niego jednak zwykle stroniła od jakichkolwiek kontaktów międzyludzkich, co poniekąd wiązało się z jej zawodem. Praca wypełniła niemal całe jej życie, pozwalając na uwolnienie od dręczących, ciążących jej myśli.Oprócz tego, kobieta wyjątkowo dobrze radzi sobie z zaklęciami niewerbalnymi. Posiadła również dość niezwykłą umiejętność zadawania innym istotom bólu za pomocą samego spojrzenia - nie jest to jednak cierpienie porównywalne z tym, jakie występuje w przypadku rzucenia Cruciatusa; główne różnice polegają na tym, że w jej przypadku jest to o wiele krótsze i mniej bolesne.


Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esmeralda Moore
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Sro Lis 05, 2014 7:20 pm

Wila 1/2
W wypadku Esmeraldy tak naprawdę bardzo ciężko stwierdzić ile jest w niej wili, ale w tej chwili jest to najmniej ważne. Najważniejsza w tym wypadku jest historia dziewczyny oraz to w jaki sposób odkryła to, że jest półwilą.
Nie wiedzieć dlaczego Esmeralda potrafiła zachwycać mężczyzn już od małego. Była uważana za jedną z piękniejszych przedstawicielek urody romskiej. Wszyscy tonęli w jej pięknych zielonych oczach. Kiedy tylko się uśmiechała i odsłaniała swoje białe niczym perełki ząbki wszyscy padali na kolana i z miejsca błagali ją aby została ich żoną (dla was może to dziwne, ale wśród cyganów nie jest to dziwne, że jedenastolatka wychodzi za mąż za na przykład czterdziestolatka). Cały obrazek dopełniała jej karnacja, która była ciemna jak u każdej cyganki, ale w wypadku Esmeraldy była raczej złocista. Brązowe włosy cyganki wydawały się odbijać promienie słońca. Po prostu laleczka jak się patrzy. Na dodatek nasz szmaragdzik (ponieważ Esmeralda=szmaragd) została obdarzona pewnymi talentami. Między innymi bardzo ładnie śpiewała, a do tego potrafiła równie dobrze tańczyć, co z jej urodą doskonale się komponowało.  
Nie oszukujmy się to podniecenie jakie potrafiła wzbudzić swoją osobą było stosunkowo denerwujące. Co więcej inni cyganie po prostu to potrafili perfidnie wykorzystać. W końcu kto nie lubi patrzeć na ładne dziewczę które potrafi tańczyć i śpiewać. Każdy jest w jakimś stopniu wrażliwy na piękno. Wtedy niezwykle łatwo było okraść takiego mugola który był pochłonięty zachwycaniem się tego pięknego zjawiska imieniem Esmeralda. Za nim trafiła do szkoły magii i czarodziejstwa była święcie przekonana, że nie ma w tym nic magicznego, albo nie z tego świata. Uważała, że natura po prostu obdarowała ją naprawdę hojnie. Dziewczynka nie miała pojęcia o istnieniu takich istot jak wile. O syrenach owszem słyszała, w końcu kultura romska jest bogata w takie legendy o nadnaturalnych istotach, ale żadna z opowieści nie zawiera informacji o wilach. Dopiero w chwili kiedy poszła do szkoły magii wszystko nagle zostało wyjaśnione. Dziewczyna kiedy była w drugiej klasie przez przypadek sięgnęła książkę która mówiła o magicznych istotach. Właśnie tam była wzmianka na temat wil. Wszystko nagle stało się jasne. To zachowanie mężczyzn przy niej, po prostu nieświadomie używała swojego czaru. Jak się jej życie zmieniło kiedy o tym się dowiedziała. Cóż wcale się nie zmieniło. Romka jest beztroską dziewczyną która nawet nie próbowała powstrzymać tego swojego uroku. Przez co w szkole wyrobiła sobie opinię tej pożądanej przez wszystkich, ale jednocześnie niedostępnej. W końcu w sercu cyganki jest bardzo dużo miejsca, ale człowiek nigdy nie zagości w nim na długo.

Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Czw Lis 06, 2014 2:58 am

Jasnowidząca Śnieżna Wiedźma

Kroczek...
Jeden, maleńki, a kiedy go wydłużałaś, wydawał się być tym pierwszym, który był najważniejsze dla ludzkości - jesteś obok twojej mamy, Ewy, która wstrzymywała dech, zadzierając podbródek ku bezkresnemu niebu, zawsze dla niej otwartego, obnażała wtedy swą bladą szyję, jak Ty ją teraz obnażasz i rozkładała ręce - na pewno właśnie w taki sposób, może jeszcze troszkę wyżej, jak je uniesiesz, to będzie o wiele lepiej... O... właśnie tak, jak teraz. To są jej skrzydła - niestety ona mogła latać i zawsze łapały ją silne ramiona Adama, nawet jeśli popełniła jakiś błąd i sunęła w dół, zakańczając tym samym swą wielką podróż po oceanie zawieszonym nad naszymi głowami - mogła się śmiać, Ty się nawet nie uśmiechnęłaś. Widziałaś za to wyżłobione zmarszczki mimiczne w twarzach tej dwójki - tak właśnie definiowało się szczęście... Chyba. Wrzucasz do worka tego określenia beztroskę (tam się z pewnością znalazła), bliskość Jedynego (bliżej się nie da znaleźć) wraz z błogosławieństwem i aureolą zdobiącą skronie, potem jeszcze brat - twoim bratem mógł być Adam, miłość nie miała ograniczeń ani cielesnych, ani słownych - czystość w końcu była białym płótnem, które pozostawało śnieżne, dopóki nie splamiło się ich brudnymi rękoma, Adrian zaś był czysty w twych liliowych oczętach, rozmydlających wszystkie ostre kanty rzeczywistości w płynną farbę akwarelową, by urąbać krańce ostrości i domalować to, co powinno było zostać dotworzone razem z zamysłem Bożym na samym początku. Nazwała to: nieśmiertelnością duszy, a na nią składał się zbiór opowieści, obrazów i zapamiętanych zdjęć - wszystko łączyło się w jedno i zasypiało w umyśle. Tam było bezpieczne.
Ciągnęła cię melodia, którą usłyszałaś - daleko jeszcze było do wieczora, a mimo to niewiele służby pozostawało na korytarzu - podświadomie pozwalałaś sobie na te podniebne z twej perspektywy oględziny, sunąc poza fizyczną materią, aż twa blada, porcelanowa dłoń, dotknęła klamki jednych drzwi... i delikatnie nacisnęła, by wraz ze skrzypnięciem drzwi wpuścić cię do środka...
Nie było żadnej melodii, żadnego fortepianu, który słyszałaś - ciągnęło cię do tego miejsca, w którym stał twój ojciec przy ciele twego brata - pewnie odpoczywał, tylko czemu na podłodze? Odpływał do raju, tam, do Ewy, którą była twoja mama, a on stawał się Adamem...
- ... Dlatego musisz grać bardzo delikatnie. - Odezwał się Adrian, muskając twe śnieżne włosy, by je pogłaskać.
Oto twój brat, tuż obok Ciebie.
Uśmiechnęłaś się radośnie i przytaknęłaś skwapliwie.
Czyli jednak jest fortepian i melodia.

Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carrie Macmillan
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Nie Lis 09, 2014 12:06 pm

Metamorfomag
Tego dnia Carrie była wyjątkowo roztargniona. Nie zdążyła nawet spojrzeć w lustro. Szybko zeszła na dół do Wielkiej Sali.
"Dlaczego wszyscy się tak dziwnie patrzą?", myślała Carrie, zerkając wokół. Mijała ludzi z chłodem, nie przejmowała się dziś nimi. To był jakiś dziwny dzień.
-Co ty zrobiłaś?-dobiegł ją głos Wiktora, który właśnie do niej podbiegł.-Ktoś ci podsunął jakiś eliksir?
-Ale o co chodzi?-spytała lekko wnerwiona Macmillan.
-Przecież masz fioletowe włosy!-odparł zdumiony Wiktor.-Czy ty dziś w ogóle patrzyłaś w lustro?
Zdumiona Carrie obróciła się na pięcie i pobiegła ku wyjściu. Przez ten czas włosy zdążyły zmienić kolor na ognistorudy. Jakiś pierwszoroczniak wchodzący właśnie do Wielkiej Sali pokazał na nią palcem i powiedział na cały głos, chichocząc:
-Patrzcie, jaka marchewka!
Gdyby wzrok mógłby zabijać, dzieciak by już nie żył. Macmillan odrzekła na to, żeby zajął się swoimi sprawami, a nie magicznymi anomaliami.
Carrie wparowała do dormitorium i popatrzyła w lustro. Rzeczywiście! Marchewka jak... marchewka!
"Chciałabym mieć znowu moje białoblond włosy" pomyślała smutno. Zapewne wiecie, co się stało... tak! Fryzura odzyskała swój naturalny kolor.

***
"Mamo, chyba jestem metamorfomagiem. Rano miałam fioletowe włosy, które potem zmieniły się w rude, a gdy to zauważyłam i pomyślałam, że chcę mieć naturalny kolor włosów, to te znowu się zmieniły. Pomóż i powiedz, czy ktoś u nas był metamorfomagiem. Carrie."

"Carrie, to całkiem możliwe, że mogłaś to odziedziczyć po prababce Wiktorynie, chyba wiesz której. Dziwię się, że okazało się to tak późno... ale chyba tak trzeba było. To tyle z mojej strony. Mama."

Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elizabeth Cook
avatar


avatar
Duch

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Nie Lis 09, 2014 12:36 pm

Jasnowidz

Dzień jak każdy każdy w dormitorium mijał normalnie. Lizzy siedziała na parapecie i patrzała za okno pustym wzrokiem. Choć wiedziała, gdzie jest to przed oczami widziała ciemność nieskrytą ciągnęła się ona daleko i nie przerwanie. W myślach swych wyciągnęła rękę do przodu by chwycić się czegoś, jednak niczego tam nie było. Nagle obraz się zmienił. Ukazała się jej młoda kobieta koło osiemnastu lat, brunetka z długimi włosami do talii, piękne piwne oczy. Oczy zaś były tajemnicze, lecz skrywały w sobie coś równie pięknego. W jej rękach spoczywało dziecko owinięte w kocyk szczelnie by nie zmarzło. Dziecko słodkie z okrągłą buźką i bujną czupryną ciemnych włosów. Zaś w ustach niemowlaka był smoczek. Obok kobiety stał mężczyzna o blond włosach, krótko obciętych, lecz gustowne wyglądających. Błękitne oczy jego były jak morze bardzo Głębokie i piękne jednocześnie. Obraz jaki się jej pojawił był piękny jak wyjęty z albumu rodzinnego, którego sama nigdy nie posiadała. Wizja jej była nieco zamglona, ale osoby stojące przed nią były dobrze widoczne. Ubrań nie dostrzegała, a może były niewidoczne? Albo tak zamazane, że nie mogła ich dostrzec. Za tą trójką ludzi rozchodziła się ciemność. Z każdej strony widziała mrok, który rozchodził się nieskończenie daleko.
-Patrz kochanie jaka słodka. Jak ją nazwiemy ? - Padło pytanie z strony kobiety, mężczyzna widocznie zastanawiał się nad imieniem i po chwili padła odpowiedź.
-Może Annie? - Po tych słowach kobieta pokiwała przecząco głową.
-Elizabeth! Imię po babci - Powiedziała kobieta entuzjastycznie. Mężczyzna uśmiechnął się i przytaknął.
-Oto nasza mała Lizzy. - Powiedzieli jednocześnie. Oboje rodziców pocałowali dziecko w główkę.
Więc jej wizja dotyczyła jej rodziców. Było to daleko w przeszłość, a może jej własna wyobraźnia płata jej figle? Ocknęła się w tej chwili zapłakana, smutna i wesoła jednocześnie. Kilka emocji naraz zgromadzonych powodowały iż nie mogła racjonalnie myśleć. Kiedy tylko wydmuchała nos położyła się i usnęła z nadzieją, że to jednak to była prawda to co widziała w swojej głowie.
Ten dar jaki posiadała czasami był dla niej kłopotliwy. Zwłaszcza w momentach, kiedy szła na zajęcia albo aktualnie siedziała na zajęciach. Nie chodziło  o to, że ten dar jej przeszkadzał ani nic w tym rodzaju, po prostu przyzwyczaiła się do tego jakie wizje miała.
Takie wizje miała już od swoich najmłodszych lat, więc twierdziła, że było to coś naturalnego dla niej. Wizje same w sobie były bardziej lub mniej realistyczne. Raz wizjami się fascynowała, a raz bała ponieważ było w nich za dużo krwi czy brutalności, jednak nigdy nie powiedziała nikomu o swoim darze, no oprócz swojej ciotce. Z powodu swojej nieśmiałości nikomu w szkole o tym nie mówiła. Nie wiedziała czy nauczyciele o tym mieli pojęcia, albo sami się domyślili. Pytanie zostaje czy jakoś konkretnie radzi sobie z swoim darem ? Żyje. Nie dopasowała swojego życia do swojego daru, bo nigdy nie wie, kiedy wizja nadejdzie.

Napisz więcej na temat, jak Elizabeth radzi sobie z tym darem i popraw błędy. ;)


Poprawione mam nadzieję, że może być :D


Są jakieś drobniejsze błędy, ale jest ok. No i pamiętaj: NIE DAJE SIĘ SPACJI PRZED ZNAKAMI INTERPUNKCYJNYMI! :D Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Meredith Davies
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Wto Lis 11, 2014 10:00 pm

Ćwierćwila
O tym, że Meredith jest wnuczką wili, dowiedziała się przede wszystkim z książek, z zachowania chłopców, a także od swego ojca, który kiedyś powiedział, że matka Davies była córką jakiejś magicznej istoty, po której odziedziczyła urodę. Dziewczyna zapamiętała to i kiedy była w szkole, poszukała informacji na temat wil. Nie zawahała się nawet poszukać w Dziale Ksiąg Zakazanych. Kiedy profesor McGonagall zapytała ją o powód, który ma być uzasadnieniem przepustki do działu, Gryfonka odparła - "chcę wiedzieć coś ważnego o moim pochodzeniu". W pewnej książce przeczytała, że potomkinie wil dziedziczą po matkach i babciach srebrnoblond włosy, bladą cerę, jasne oczy i ogólny wdzięk osobisty. Meredith jest rzeczywiście urodziwą dziewczyną, i mimo iż nie ma srebrnoblond włosów, zauważalne u niej jest podobieństwo do wili - blada skóra i duże szarozielone oczy. Potem zaczęła sprawdzać, jak zachowują się ludzie mijający ją na korytarzach. Każdy chłopiec zawsze się za nią oglądał, a gdy przechodziła obok jakiegoś większego obiektu sympatii, dziewczyny zazdrościły jej, że to na nią chłopak spojrzał, a nie na tamte. Wtedy już wszystko wiedziała. Zachowanie ludzi wokół niej trochę ją irytuje, ale jednak zadowala. Na ogół jest tak zajęta swoimi sprawami, że zapomina o swej umiejętności i w ten sposób ją "wyłącza". Kiedy chce coś zdobyć, na przykład pracę domową, której nie potrafi zrobić, wykorzystuje pokrewieństwo z wilą do zdobycia tego od jakiegoś naiwniaka. I do niczego więcej..


Rozpisz podanie troszkę bardziej - proponowałabym poszerzyć nieco historię, to, w jaki sposób dokładniej się dowiedziała, jak szukała tych informacji itd. : )

Ok, przyjęta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cara Rhee


Strona światła

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Sro Gru 03, 2014 9:18 pm

Zaklęcia bez użycia różdżki:

Twarde drewno uderzyło o ścianę, a następnie upadło na ziemię, jednak nie uległo nawet najmniejszemu uszkodzeniu. Młoda dziewczyna krzywiła się we wściekłości na zupełnie niewinny przedmiot… A nie, przepraszam, wcale nie był taki niewinny!
- Szlag by to!
- Wyrażaj się ładniej, Caro, dama powinna.
- Jaka dama? – prychnęła tylko, na co starszy mężczyzna w czarnej, długiej szacie posłał jej swój dobrotliwy uśmiech. Nerwowość nieraz trudno jej było powstrzymać i wiedziała, że musi nad tym dłużej pracować. Dlatego też podeszła do swojej różdżki, którą to wcześniej cisnęła o ścianę i „przeprosiła” przedmiot, podnosząc go z podłogi.
Musiała ćwiczyć ze swoją różdżką znacznie dłużej niż inni i cieszyła się, że jej nauczyciel jej w tym pomagał. Staruszek był już na granicy emerytury, chociaż obiecał uroczyście przy całej grupie, że będzie z nimi aż do końca siódmego roku nauki. Możliwe, że odejdzie wraz z nimi.
Pamiętała ten dzień, kiedy w wieku lat jedenastu poszła pierwszy raz do sklepu Ollivandera, przyjaznego staruszka o dość ekspresywnej fryzurze, którzy przerzucił niemal cały magazynek różdżek, aż w końcu z bólem serca zaproponował jej jedyną na składzie, z bardzo rzadkim, importowanym z daleka rdzeniem. Idealnie trzymała się wtedy w jej małej dłoni, a jej serce wypełniło ciepło, kiedy tylko dotknęła twardego, sosnowego drewna. Od razu ona jak i sprzedawca wiedzieli, że to jest ta jedyna. Wprawdzie droższa niż inne, ale ponoć miała być niezwykle potężna.
Ale teraz Cara miała już czternaście lat i miała ochotę ją spalić. Ten kawałek sosnowego drewna był tak strasznie kapryśny, że nie umiała nad nim zapanować. Raz różdżka zupełnie odmawiała posłuszeństwa i nie chciała czarować, raz wywoływała podwójną siłę raz jej zaklęcia były słabiutkie. Nic, co chciała młoda Rhee nie działo się jak trzeba. Kiedyś nawet zaklęcie wystrzeliło po jakimś czasie po jego wypowiedzeniu i niemal nie wystrzygło jednemu z Puchonów z jej grupy włosów ze środkowej części głowy. Niemal, bo w ostatniej chwili zdążyła skierować ją na sufit.
- Rzadko spotyka się różdżki takie jak Twoja. – starszy mężczyzna trzymał w dłoniach przedmiot i sam był zaskoczony jak wielką siłę pod palcami czuł. Nie czuł z nią więzi, jednak pewnie zaklęcie, które by nią rzucił mogłoby być silne. Nie tak, jakie wykonuje z pomocą swojej różdżki, ale na pewno efekty byłyby bardzo zadowalające.
- Kiedy ją kupowałam, mówiono mi, że to unikalny rdzeń, z Egiptu.
- Nie dziwi mnie to wcale. Sosna to bardzo pospolite drewno, w połączeniu z tak nietypowym rdzeniem sprawia wrażenie podobnej do Ciebie. Być może uważa, że jesteś dla niej jeszcze za słaba, mantykora słynie z wielkiej siły. Możemy poćwiczyć na magii bez różdżki.
Cara otworzyła oczy szeroko zdziwiona.
- Na czym?
Kolejne minuty mijały na tłumaczeniu jak opanować magię bez różdżki. W przeciwieństwie do tego co się powszechnie o tym myślało, każdy chociaż raz w życiu jej użył. Cara niemal rumieniła się, kiedy przypominała sobie dokuczanie tym dzieciom w podstawówce, kiedy jeszcze nie rozumiała co robi. Jej nauczyciel był w tym biegły, potrafił nawet nie kiwnąwszy palcem zamknąć książkę czy szuflady. Nawet wśród pedagogów była to rzadkość. Ta magia nie była zbyt spektakularna, ale w przypadku Cary mogła pomagać swoją rozwijać moc i dostosować się do różdżki. Mówił też, że im wcześniej się zacznie tym lepiej się rozwinie.

- Caro?
Staruszek pochylił lekko głowę i wykonał zapraszający gest ręką. Grupa opuściła salę lekcyjną OPCM. Niemal wszystkie szafki i szafeczki pozostały otwarte, prawdopodobnie specjalnie. Minęły dwa lata odkąd pod okiem nauczyciela zaczęła uczyć się jak wykorzystywać swoją moc bez przekaźnika. Rezultaty były zaskakujące.
Dziewczyna stanęła na środku sali i odetchnęła cicho, przymykając oczy. Czary wymagały odpowiedniej ilości skupienia, które niemal od razu zaczęło działać. Szafki pozamykały się same, szuflady zatrzasnęły, a książki zaczęły się zamykać, jakby jakieś niewidzialne istoty nagle zachciały sprzątnąć cały pozostawiony bałagan.
Kiedy po jakiejś minucie otworzyła oczy, książki na stolikach uniosły się i same wsunęły się prosto na półeczki, w alfabetycznej kolejności.
Z oczu mężczyzny biła duma.
- Twoje nauczanie oszczędza mi tyle pracy.
Dzięki tym treningom bardzo szybko opanowała krnąbrną różdżkę, pojmując w końcu, że jest ona bardzo do niej podobna. To nietypowe połączenie zwykłego drewna sosnowego, pojawiającego się niemal wszędzie z unikatowym kłem mantykory także pokazywało wnętrze jej duszy. Co więcej już niedługo, ku niezadowoleniu nauczyciela, dzięki któremu to odkryła, okazało się, że jej różdżka podziela jej największą miłość… Miłość do pojedynków.
Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mary Macdonald
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Nie Sty 25, 2015 6:54 pm

Jasnowidz

Jak to ostatnio bywało, Mary znów zasiedziała się w bibliotece, przez co dość późno znalazła się w swym pokoju. Na łóżku czekał już na nią jej ukochany towarzysz, kocur Jace, który to czuł się z pewnością zaniedbany, co pokazywał jej swym spojrzeniem. Starała się mu to jakoś wynagrodzić, choćby spaniem z nią w łóżku, no ale nie ukrywajmy, lepiej by było, gdyby spędziła z nim po prostu więcej czasu. Będzie musiała nad tym pomyśleć, lecz w tym momencie padała dosłownie z nóg, więc od razu skierowała się w stronę łóżka, położyła się, przykryła i od razu zasnęła. Miała nadzieję, że tym razem spokojnie sobie pośpi, może przyśnią się jej jakieś jednorożce skaczące po tęczy, nie żeby była jakąś ich fanką, czy też maniaczką koloru różowego, oj nie. Po prostu czasem wolała, by śniły się jej takie pierdoły, niż wizje po ciężkim dniu. Cóż, niestety Mary tej nocy miała pecha. Z początku nie śniło się jej nic, lecz po jakiejś godzinie pojawiła się w sali lekcyjnej, były to zajęcia z historii magii. Nauczyciel stał koło tablicy, nad nią była zawieszona stara mapa, która chyba towarzyszyła tej szkole już od czasów jej powstania. Cała klasa siedziała cicho, słuchała uważnie co nauczyciel chciał im przekazać. Chyba przez przypadek oparł się na chwilę o nieszczęsną tablicę, poruszając ją, przez co stara mapa, której sznurki się poddały runęła z impetem na jego głowie. Wszystko działo się tak szybko, że nikt nie zdążył zareagować. Mapa musiała mocno go uderzyć, bowiem ten runął na ziemię, ktoś zaczął wołać na pomoc, a jej sen zaczął się jakby od niej oddalać, a po chwili Mary obudziła się, gwałtownie siadając na łóżku i od razu chwyciła swój szkicownik, który zawsze leżał koło łóżka i zaczęła w nim rysować. Naszkicowała rysy nauczyciela, tablicę a nad nią mapę, oraz nazwę przedmiotu, i kilka słów, które zapamiętała. Zdarzało się bowiem, że zapominała o swych wizjach, w końcu to sny, a zdarzały się jej ostatnio dość często. Gdy już skończyła rysować, spojrzała na swe dzieło, a później na kota, który nawet się nią nie przejął z przyzwyczajenia. W końcu odłożyła szkicownik, wzięła głęboki wdech i wydech po czym znów poszła spać. Rano ubrała się szybciej niż zwykle, wzięła szkicownik i udała się na zajęcia. Gdy nastał czas na historię magii, weszła do sali jak najszybciej, a następnie poprosiła nauczyciela, by zdjął mapę i przyjrzał się mocowaniom. Na szczęście postanowił ją posłuchać, dzięki czemu lekcja przebiegła spokojnie i bez żadnych ran, a po lekcji tym razem udała się prosto do pokoju, by pobawić się nieco z ukochanym i trochę zaniedbanym kotem.

Akcept

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathal Raven
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Czw Mar 12, 2015 8:58 pm

Metamorfomag
Cathal obudził się rano, wyskoczył z łóżka i zbiegł na dół. W kuchni jego mama smażyła naleśniki. Gdy wszedł do pomieszczenia, odwróciła się i spojrzała na niego z miłością.
- Wyglądasz dziś inaczej, kochanie. Czyżby urósł ci nosek?
Cathal zaśmiał się i pognał do holu, gdzie stało ogromne lustro. Ujrzawszy swoje odbicie znieruchomiał. Nie tylko nos miał większy. Kształt ust, uszu, nawet kolor włosów się zmienił. Jedynie oczy były takie, jak zawsze.
- Mamusiu! Mamusiu! Co się ze mną dzieje? - płakał biegnąc do kuchni.
Jednak matka była spokojna i uśmiechnięta. Podeszła do chłopca, objęła i wyszeptała mu do ucha : - Jesteś czarodziejem, kochanie. Wszystko w porządku. To, co się dzieje, nazywa się metamorfomagią. Moja mama, a twoja babcia, też była czarownicą. Posiadała tą samą moc. Potrafiła zmieniać swój wygląd. Niestety ja nie odziedziczyłam żadnych mocy. Wygląda na to, że ty dostałeś jej spadek w całości. - zaśmiała się.
Uspokojony chłopiec dał się namówić do zabawy. Mama prosiła go, by pomyślał o różowych włosach, a następnie spojrzał w lustro. Oboje śmiali się do łez.
Sielanka trwała przez rok. Często "trenowali" z mamą przed lustrem. Jednak lekcje zniknęły wraz z jego matką.
Pewnego pochmurnego dnia Morrigan zawołała syna. Gdy chłopiec zszedł na dół, powiedziała:
-Muszę teraz wyjść, kochanie. Umówiłam się z przyjaciółmi twojej babci. Oni poradzą nam, co dalej robić z twoją magią, jak ją ukryć przed innymi.
Cathal niewiele zrozumiał ze słów matki, ale pokiwał główką na znak zgody.
Kobieta przyklęknęła i spojrzała synowi w oczy.
-Pamiętaj, co ci mówiłam. Nikt, nawet tatuś, nie może wiedzieć, że jesteś czarodziejem.
Wstała i ruszyła w stronę drzwi. Chwytając klamkę odwróciła się jeszcze i rzekła ;
- Niedługo wrócę, obiecuję. A teraz idź na górę, pobaw się.
Cat znów kiwnął główką i zapytał;
-Kiedy wrócisz, pójdziemy na lody?
-Oczywiście, kochanie. A teraz zmykaj. - odparła matka.
To była ostatnia rozmowa chłopca z rodzicielką. Po jej śmierci, jego świat obrócił się do góry nogami. Targające Cathalem smutek i gniew doprowadzały do częstych, niekontrolowanych przemian. Po jej śmierci, jego świat obrócił się do góry nogami. Targające Cathalem smutek i gniew doprowadzały do częstych, niekontrolowanych przemian. Podczas pogrzebu nie panował nad sobą. Jego emocje przytłoczyły go, skutkując ciągłymi zmianami układu twarzy, koloru włosów. Gdy zorientował się, że ojciec również to widzi, do szalejącej w jego wnętrzu burzy doszedł paniczny strach. Zdając sobie sprawę, że tata nienawidził wszystkiego, co odbiegało od normy, starał się powstrzymać moc. Jednak jego wysiłki spełzły na niczym. Osiągnął tylko tyle, że jego zwykle czarne włosy, zmieniły barwę na wściekle czerwony kolor.
Ojciec warknął cicho na niego, zasłaniając go sobą przed wzrokiem innych żałobników. Cathal wiedział, że przyjdzie mu za to zapłacić...
Po powrocie do domu, ojciec nie patrząc na niego, kazał mu iść do pokoju. Wykonał polecenie, nie patrząc w jego stronę. Uwięziony w czterech ścianach, miotał się niczym zwierzę w klatce, mając świadomość, że jego twarz wciąż ulega przemianom. Ze wszystkich sił starał się je powstrzymać. Bał się ojca, jak również kary, którą ten na pewno mu wymierzy. Mijały minuty, godziny, a ojciec nie przychodził. Emocje powoli opadały i Cathal odkrył, że gdy jest spokojny, może zapanować nad metamorfozami. Lecz wtedy usłyszał kroki na schodach. Powolne, jakby ociężałe. Szybko wpełzł do łóżka, nakrywając się kocem. Zatęsknił za matką i zaczął kwilić cichutko. Strach znów brał go we władanie. Chłopiec czuł, że znów zmienia wygląd. Przerażony, zacisnął mocno powieki, intensywnie skupiając się na obrazie matki, jaki zachował w umyśle.
Tymczasem drzwi do jego pokoju otworzyły się, a w progu stanął ojciec. Stał niepewnie, chwiejąc się na nogach. Cathal zrozumiał, że ten jest pijany. Tym razem wpadł w panikę. Był już świadkiem kłótni rodziców, gdy ojciec był pod wpływem mocnych trunków i wiedział, do czego jest zdolny.  Usilnie starał się zachować spokój. Do pewnego stopnia mu się udało. Przynajmniej jego twarz wróciła do swojej naturalnej formy. Ojciec wymamrotał coś pod nosem i wyszedł, a chłopiec zasnął, uspokojony, że tym razem ominęła go kara.
Przez kilka lat, poprzedzających jego przybycie do Hogwartu, stopniowo odkrywał odpowiedzi na nurtujące go pytania odnośnie jego dziwnej przypadłości.
Podczas pobytu w szkole, dzięki lekcjom transmutacji, nauczył się kontrolować swoją moc. Dowiedział się, jak wyciszać swoje emocje praktycznie do zera, co niwelowało niekontrolowane przemiany. Teraz potrafi doskonale panować nad metamorfozami, opanował tą sztukę do perfekcji. W ciągu kilku sekund potrafi zmienić rysy całej twarzy.

Akcept.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ailla Macmillan
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   Sro Mar 18, 2015 9:15 pm

Pół wampir

Wbrew postawie młodej McMillan, która jest twórczynią mnogości masek, które przywdziewa zależnie od sytuacji i potrzeb, nie jest najgorszą uczennicą. Uwielbiała zawsze Opiekę nad Magicznymi stworzeniami i z tej dziedziny, jak i z Transmutacji, przeważnie celowała na wybitny lub powyżej oczekiwań. Obrona przed Czarną Magią była kolejnym ulubionym zajęciem krnąbrnej dziewuchy, dlatego nauka tych trzech przedmiotów nigdy nie nastręczała jej większych trudności. Piętą Achillesową Ailli - czy też piętami - są zajęcia z Eliksirów i Zielarstwa. Jeżeli zabiera się za warzenie jakiegokolwiek wywaru, każdy w klasie może być pewien, że albo go zważy, albo przypali, czy też doprowadzi do eksplozji. Rośliny zaś... to chyba klątwa, ale czego by się nie tknęła, to coś umrze w jej rękach, w przeciwieństwie do zwierząt. Można, by sądzić, że skoro radzi sobie tak świetnie ze stworzeniami różnej maści i gatunku, rośliny nie powinny nastręczać jej problemów, ale niestety, to nie prawda. Zaklęcia zaś dla niej to chleb powszedni, jednak nad nimi zawsze musi najpierw sporo posiedzieć, ćwiczyć, wałkować, nim wyjdą tak, jak należy.
Przykładowy Post: Ailla, jak często się zdarzało, wymknęła się z dormitorium, omijając patrolujących korytarze nielicznych Prefektów. Sztukę wymykania się miała opanowaną wręcz do perfekcji. Nie przejmowała się tym, że w ten sposób może sobie porządnie nabruździć, a przede wszystkim zaszkodzić Domowi. Monotonia nauki była uciążliwa, a ona nienawidziła monotematyczności. Potrzebowała wrażeń, bodźców, które pobudzały nie tylko jej ciało, ale i umysł w odżywczy sposób - przypominający wręcz w działaniu działkę kokainy. Próbowała. To było nieziemskie doznanie, lepsze od przemycanych buteleczek Ognistej Whisky. Miała spotkać się na szóstym piętrze ze swym młodym, greckim półbogiem. Smaczku dodawała nie tylko myśl, że ma spotkać się z chłopcem z roku wyżej, po zmroku - po godzinie policyjnej, ale właśnie na tym piętrze!
Zawsze ciekawiło ją, dlaczego uczniom nie wolno było tam zaglądać. Wiadomo, tajemnice, zakazane owoce, smakują najwyborniej! Była koneserką smaków nie z tej ziemi, adrenaliny i przekraczania granic.
Na okazję tego niecodziennego spotkania ubrała się wyzywająco, wbrew ogólnie przyjętym zasadom sztywnych norm kultury. Co ją interesowało zdanie innych? Ile można żyć pod cudzym pantoflem, stagnować pod jarzmem przesądów i nudnych norm społecznych, pod czyjeś dyktando?
Nie, nigdy więcej nie będzie się podporządkowywać.
Tak, czy siak, ubrała granatowo czarną bluzeczkę mgiełkę, prześwitującą prowokująco, ukazującą zarys chabrowego stanika, do tego czarne dżinsy rurki z wysokim stanem zapinane na cztery mosiężne guziczki, podkreślające jej długie, smukłe nogi. Ciemno blond włosy zostawiła rozpuszczone, także pyszną falą opadały na jej plecy, muskając pośladki. Duże, migdałowe oczy o intensywnej barwie orzecha włoskiego, podkreśliła czarną kredką, różowe bliźniacze łuki ust musnęła bezbarwną pomadką. Strój sam w sobie był ozdobą, czyż nie?
Ruchome schody zaprowadziły ją w zakazany świat mrocznego korytarza. Półmrok i migotliwe światło pochodni sprawiało, iż czuła przyjemny dreszczyk pomiędzy łopatkami, a na jej przedramionach uwidoczniła się gęsia skórka.
Mimowolnie oddech  stał się płytszy, a ona ruszyła na paluszkach przez zimny korytarz. Na stopach nie miała butów, były nagie, a chłód wsiąkał w podeszwy stóp, niczym duch przepływający przez ciało.
Zadrżała, rozglądając się uważnie dookoła.
Dostrzegła na końcu korytarz czyjąś sylwetkę, która ukryła się zaraz za zakrętem.
Zatrzymała się, marszcząc brwi.
- Collins? - szepnęła.
Miała wrażenie, że to Shane. Widywała go czasami na korytarzach, a teraz zdawało się, iż to jego ciemne włosy mignęły w półmroku.
Ale nikt jej nie odpowiedział.
Serce biło w ekstatycznym rytmie, a następnie zdusiła zaskoczony pisk, gdy czyjeś gorące ramiona pochwyciły ją i przycisnęły do lodowatej ściany.
Patrzyła w najbardziej intrygujące niebieskie oczy, jakie kiedykolwiek było dane jej widzieć.
Uśmiechnęła się zmysłowo, opierając się nonszalancko o kamień, a ramiona Alvara opierały się po bokach jej ramion.
Usta chłopaka musnęły jej żuchwę, a ona zamruczała cicho, odchylając głowę tak, aby udostępnić mu swą szyję, złaknioną pieszczot.
- No hej, maleńka - wymruczał w jej rozgrzaną skórę.
Wargi dziewczyny drgnęły, gdy jego język posmakował jej szyi, a zęby żartobliwie skubnęły newralgiczny punkt za uchem.
Westchnęła i objęła ramionami go w pasie, a następnie pchnęła na przeciwległą ścianę bez większych problemów.
Zadarła głowę, patrząc w jego dobrą twarz i dziękując Bogom, że mogła go poznać, chociaż miała lekkie wyrzuty sumienia, że tak niecnie go wykorzystuje. Musiała sobie jednak radzić i zrobi wszystko, aby osiągnąć każdy cel.
Nawet teraz, gdy wspięła się na palcach, aby wargami musnąć jego brodę, krtań, odsłonięty przez dekolt koszulki obojczyk.
Czuła, jak drży po każdym takim pocałunku, wzniecając w niej nie tylko płomień pożądania cielesnego, ale i tego, który trawił jej trzewia głodem.
- Zrób to - szepnął.
Sama zadrżała pod wpływem tych słów, gdy odchylił jeszcze bardziej głowę na bok, ukazując gładki jedwab szyi, pod którą pulsowała życiodajna tętnica.
Językiem obwiodła górną wargę, czując, jak wydłużające się kły napierają na dolną. Ta wrażliwość zębów była ogłuszająca, jak jego zapach i płyn, który ją przyzywał.
- Zaboli tylko troszeczkę - wymruczała, opuszkami palców pieszcząc delikatną skórę, a następnie przytknęła wargi do szyi, a kły przebiły membranę, chroniąca żyłę.
Metaliczna ambrozja zalała jej język, spłynęła gardłem, lądując przyjemnym ciepłem w żołądku. Zajęczała, dociskając się prowokacyjnie do jego bezbronnego, chętnego ciała.
Był taki smaczny, niewinny i cały jej...

***

Mała dziewczynka nie mogła zasnąć. Leżała w swym za dużym łożu, otoczona miękkimi zasłonami baldachimu i nasłuchiwała szeptów starego domu, który ciągle skrzypiał, szumiał, czy kapał.
Wiatr huczał za oprawionymi w ołów szybami, trzęsąc nimi, a deszcz zacinał zajadle, wybijając wariackie werble. Gdzieś tam przetoczył się grom, który wcześniej zwiastowała fioletowo biała błyskawica, rozświetlająca niebo, jakby nastał dzień.
Tej nocy jednak to nie burza nie pozwalała jej zasnąć, a stłumione dźwięki dochodzące z biblioteki.
Odrzuciła narzutę i opuściła nagie stopy na chropowate drewno.
Długie miodowe włosy muskały plecy. Było zimno, zawsze było, nie zależnie od tego, ile Skrętek napalił wcześniej w kominku.
Przeszła na paluszkach przez skąpany w półmroku pokój i wyszła na korytarz, trzymając się ściany. Im bliżej była biblioteki, a tym samym biura babci Anaidy, tym głosy stawały się wyraźniejsze.
Dębowe drzwi były leciuteńko uchylone. Wychyliła główkę zza framugi, dostrzegając sylwetkę swej matki, siedzącej na jednym z miękkich foteli obitych ciemnozieloną skórą. Wpatrywała się w trzaskający płomień w kominku, nad którym wisiał ogromny portret przedstawiający dziadka Ailli. Był to mężczyzna wiekowy, o siwych schludnie ułożonych włosach i sumiastych wąsach zawijających się ku górze. Spojrzenie miał chmurne i nieprzystępne, z całej jego sylwetki emanowała władczość, dyktatura, a tym samym charyzma.
Mama miała włosy zaplecione w gruby warkocz owijający się wokół głowy, lśnił złoto srebrzyście. Twarz nie okazywała  żadnych uczuć, chociaż dziewczynka dostrzegła drżenie policzka matki, co podpowiadało jej, że albo była wzburzona, albo bardzo zasmucona.
Starsza kobieta zaś siedziała za biurkiem, ale Ailla widziała tylko jej dłonie kreślące jakieś słowa na zwoju pergaminu.
-... puścić z tym potworem. Do dzisiaj płacę za twoje błędy, Ygerno. Powinnaś być mi wdzięczna! Gdyby nie ja, dawno gniłabyś w jakiejś klitce z tym swoim diabelskim nasieniem! - głos babki był wzburzony, wręcz pełen pogardy, aż mała skuliła się w sobie.
O czym mówiła babcia? Co to jest diabelskie nasienie?
Zerknęła na matkę, która zacisnęła kurczowo palce na kolanach.
- Nie waż się tak mówić o twojej wnuczce, matko. To również twoja krew - cichy, chropowaty od dymu papierosowego głos matki był ostrzegawczy, a jednocześnie dziwnie uległy.
Po plecach podsłuchującej dziewczynki przebiegł dreszcz. Mówiły o niej? Ale dlaczego?
- Nie waż się mnie pouczać, dziewczyno - warknęła babcia. - Dobrze o tym wiem i Bóg mi świadkiem, że gdybym wiedziała, czyje nasienie rozwija się w tym łonie, już wtedy napoiłabym cię wodą święconą. Jak mogłaś pójść do łoża z martwą bestią, z wampirem? - ostatnie słowo przesycone było odrazą tak namacalną, iż dziewczynka mogłaby przysiąc, że dałoby się jej dotknąć.
Nie rozumiała o co w tym wszystkim chodzi.
- On nie był martwy, żył, jego serce biło i był o wiele gorętszy od mężczyzny, który zowie się mym mężem!
Ailla nie mogła tego słuchać, czmychnęła spod drzwi i wróciła do swego pokoju, chcąc zapomnieć o tym, co usłyszała.

Akceptuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]   

Powrót do góry Go down
 
Umiejętności Nabyte [w trakcie edycji]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Ability- umiejętności pokemonów
» 002. Statystyki i umiejętności
» Zasady i opisy genetyk
» Frau
» Genetyka [w trakcie edycji]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Księga Praw Magicznych :: Mechanika Gry -